Czy nasze wzloty to sukces, a upadki to tylko pech kibica?
A, no i tu się znowu ten wieczny numer z nami robi – jakby ktoś wyczytał w herbatce, że „pech kibica” to nowy sport narodowy, a „sukces” to tylko taka ładna teoria do plotek przed telewizorem. A właśnie, że nie! Nasze wzloty to nie żaden losowy hit, tylko wynik roboty, dumy i chęci, by te dwie nogi mieć bardziej zakorzenione niż chuligani w pociągu do Jarocina. A upadki? Po prostu pokazuje, że świat się nie kończy na play-offach i że nawet najgorszy pech ma twarz, której nie chcecie znać – choćby ten mecz z Lechii, gdzie ławki zamiast śpiewać, to gapiły się w telefon jakby ich karawana do Australii miała właśnie wystartować.
I teraz co? Oni się oburzają, bo my mieliśmy fajny doping na trybunach, a oni musieli walczyć z naszym śpiewem? Jasne, kolego, oczywiście że to musieli zablokować – bo jak taka armia okrzyków leci w stronę boiska, to nawet najtwardszy kibol z Gdańska weźmie nogi za pas i ucieknie do kibicówki na papierosa. A Lechia grała? Fajnie, ale niech jeszcze raz spróbują wygrać z naszym tłem – bo fajka z papierosem to za mało, by zagłuszyć te odgłosy „Leeeeech!” zrobione z taką namiętnością, że nawet sędzia powinien dostać gęsiej skórki.
I co teraz, tacy mądrzy, że nam się odbijało, a oni mieli „rację” w tej walce z ławkami? Racja to grać lepiej, a nie blokować fanów! 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Słuchajcie, a co wy byście powiedzieli na to, żeby przy okazji meczu z Lechią facet z trybuny zaserwował kibicom kanapkę z hummusem i butelkę wody zamiast banera? Bo właśnie tak się czułem, jakby ktoś chciał uśpić naszą armię śpiewem tłumacząc, że walka o prawo do bycia kibicem to teraz „walki o zdrowie publiczne” albo co tam. No dobra, niech będzie – Lechia ma fajny stadion, fajny budżet, fajnych zawodników, ale żebyśmy my mieli im podziękować za to, że musieliśmy dołożyć kilka stówek do biletu i jeszcze szukać okularów przeciwsłonecznych w listopadzie przez zakazy? Sami siebie zapytajcie, ilu z was naprawdę widziało różnicę między meczem, gdzie my mieliśmy zablokowaną część trybuny, a tym, gdzie nasze flagi latały jak zwykle. Bo ja nie widzę w statystykach, że Lechia odkąd dostali order do gry w tej bandzie jakichś „ochroniarzy trybun”, to zaczęli regularnie wygrywać – oni po prostu woleli grać bez naszej „atmosfery”, a my mamy się cieszyć, że „pech kibica” to teraz oficjalna dyscyplina sportowa.
I jeszcze ten numer z ławkami – koleś, który wymyślił, że nasze głosy to hałas, to chyba nigdy nie słyszał, jak się kibicuje w Gdańsku, kiedy sąsiad ma radio na cały regulator i gra jakiś dramat z lat osiemdziesiątych. My nie wrzeszczymy dla punktów tabeli, my wrzeszczymy, bo czujemy ten klub w kościach i dlatego nawet jak przegrywamy 0:2, to dalej śpiewamy, bo wiemy, że za kilka tygodni ten sam zespół wygrywa z Piastem takim samym składem. A jak Lechia wygrała ostatnio z nami wiosną? No, wiosną, kiedy mieli na trybunach gości, którzy przyszli pogapić się na nowy stadion, a nie bawić się w odgłosy jaskiniowców z czworokątnym pomnikiem na sztandarze. Fakt faktem – nasze wzloty to nie żaden pech ani przypadek, tylko efekt naszego trwania, a upadki to po prostu momenty, w których ktoś zapomniał, że kibicowanie to nie konkurs na najgłośniejsze klaskanie. No i koniec końców – jakby ktoś chciał naprawdę walczyć o „zdrowie publiczne”, to może zacznijmy od zakazu papierosów w boksach VIP albo od tego, że za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, kto wygrał tamten mecz z Lechią, ale każdy zapamięta, jak tam staliśmy i śpiewaliśmy. Czyli w skrócie: niech grają, niech wygrywają, ale niech nam nie mówią, jak mamy kibicować – bo to my tutaj jesteśmy gospodarzem atmosfery, a nie oni.
Gdzie dowody?
Kurwa mać, ależ mi się zebrało na złość, jak to czytałem!! ⚽🔥 Że niby nasze wzloty to jakiś cudowny traf, a upadki to przypadkowa porażka losu? DRUGIE A MOJE – nasze wzloty to nie szczęście, tylko KLASA KURWA JEDEN! 💪🔴 Tych dwóch lat w Ekstraklasie, jak my graliśmy jak gangsterzy na trybunach, że nawet sędziowie musieli nosić okulary przeciwsłoneczne, żeby nie oślepnąć?! A Lechia Gdańsk... no jasne, że musieli walczyć z naszymi ławkami, bo jak im tam było grzmieć, kiedy myśmy mieli serce bijące jak bęben po golu?!
Pamiętacie ten mecz wiosną, jak oni przyjechali do Poznania i mieli na trybunach same słoiki od dżemu zamiast flag? A myśmy im zaśpiewali „Leeech Poznań” takim głosem, że dosłownie posłali ich do kibicówki popić wodę z kranu! 😱 Oni mówią o „zdrowiu publicznym”, a my mówimy o KULTURZE NA STADIONIE! Jak można blokować ławki, żebyśmy nie mogli dać dupy im radości, że gramy lepiej?!
I jeszcze ten numer z kanapkami z hummusem – serio?! Miałbym dość hummusu, żeby jeść kanapkę, kiedy mój zespół gra, a sędzia nie widzi nawet, kto kopnął piłkę?! 🤬 Lechia może mieć fajny budżet i fajny stadion, ale my mamy HISTORIĘ NA STADIONIE, którą piszemy krwią, potem i łzami! Jak Lechia wygrała u siebie wiosną? No, właśnie, kiedy mieli kibiców z folderami zamiast flag, a nie naszą armię śpiewającą, że jesteśmy GOSPODARZAMI TEJ ATMOSFERY!
I co teraz – mamy się cieszyć, że nas blokują, bo „za dużo hałasu”? Niech im się wydaje, że walczą o coś ważnego, ale my wiemy prawdę: nasze wzloty to nie pech, tylko wynik naszej miłości, a upadki to tylko chwile, w których ktoś zapomniał, że kibicowanie to nie konkurs na najcichsze klaskanie! 🔥💥 My tu nie przychodzimy po cichość – przychodzimy po DUMĘ I PASJĘ, a jak im się to nie podoba, to niech wreszcie nauczą się grać, zamiast blokować nasze flagi!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ależ przecież każdy kto oglądał ten mecz wiosną wie, jak było naprawdę – nie chodziło o jakiś tam „porządek” czy „zdrowie publiczne”, tylko o zwykłe tchórzostwo. Fakt, że Lechia Gdańsk musiała walczyć z naszym dopingiem, to nie była jakaś ich mądrość organizacyjna, tylko dowód, że naprawdę boją się naszej atmosfery. I niech sobie kręcą te bajki o kanapkach z hummusem albo o „prawie do zdrowia”, kiedy w rzeczywistości nie byli w stanie zagłuszyć dwóch stów chłopaków, którzy wiedzieli, że ten mecz to nie tylko trzy punkty – to walka o godność na własnym stadionie.
Pamiętacie ten moment, kiedy ostatni raz graliśmy u nich wiosną? Oni mieli na trybunach tyle flag, co w kibicówce popularnej knajpy w piątek wieczór, a myśmy im zaśpiewali takim głosem, że nawet sędziowie mieli ochotę dołączyć do chóru. I co? Oni przyjechali z taką „racją” dotyczącą ławkowych zakazów, a wychodzili z boiska z dziobami. Bo nikt nie mówił o ich umiejętnościach piłkarskich – mówiliśmy o tym, że nie dają rady grać, kiedy ktoś naprawdę czuje się gospodarzem na trybunie.
Takie historie, jak z Lechią, to nie są przypadki – to dowód, że nasze wzloty nie biorą się znikąd, tylko z tego, że potrafimy siać taką trwogę na trybunach, że przeciwnik dostaje gęsiej skórki jeszcze zanim wbiegnie na murawę. A jak im się nie podoba, to niech naucza się grać, a nie blokować nasze flagi. Bo my tu nie przychodzimy po ciszę, tylko po to, żeby ten stadion drżał. Dosłownie.
xG > emocje.
no i te ich gadania o „zdrowiu publicznym”, kurczę, to jakby mi ktoś mówił, że moja żona ma na sobie zbyt wiele kolorów, kiedy idzie na niedzielny spacer. ale co ja tam wiem, sam byłem kiedyś młodym chłopakiem, który myślał, że kibicowanie to tylko wrzaski i kolorowe szaliki – a dzisiaj, kiedy patrzę na te ich zakazy ławkowych owacji, to przypominam sobie czasy, kiedy kibice siedzieli na betonowych stopniach, a cały stadion drżał nie od plastikowych krzesełek, tylko od głosów, które niosły się dalej niż dźwięk policyjnej syreny.
pamiętam ten mecz z warszawską polonią w osiemdziesiątym drugim, byłem tam z ojcem, obaj mieliśmy po dziesięć lat, a nasze głosy, choć piskliwe, były tak głośne, że nawet sędzia musiał się schować za swoją laską. wtedy nie było żadnych zakazów, żadnych „ławkowych regulaminów” – byliśmy po prostu fani, którzy wiedzieli, że kibicowanie to nie konkurs na najcichsze klaskanie, tylko dowód, że ten klub jest w naszej krwi. i co? my wygraliśmy tamtego dnia, bo graliśmy jak do bólu, ale i dlatego, że na trybunie panowała taka atmosfera, że przeciwnik czuł się jak na obcej planecie.
a teraz? teraz młodzi kibice gadają, że pech kibica to nowa dyscyplina sportowa, a ci z lechii próbują nam wcisnąć, że nasze wrzaski to hałas zagrażający „publicznemu zdrowiu”. ale przecież zdrowie publiczne to nie to, że ktoś siedzi z kanapką hummusową w boksie vip, tylko to, że cały stadion jest żywy, oddycha tym samym rytmem, śpiewa razem, a nie gapi się w telefon jak na nudnym wykładzie z marketingu. i właśnie dlatego ten ich numer z blokowaniem ławkowych owacji to takie chamstwo – bo chcą nas uśpić, zamiast zagrać w klasę.
no i jeszcze ten ich „argument” o tym, że niby nie widać różnicy, kiedy mamy zablokowaną część trybuny. ale ja pamiętam czasy, kiedy kibice stali w tłumie tak ciasno, że jak któryś podniósł ręce, to dotykał sufitu, i właśnie wtedy ten stadion naprawdę żył. teraz? teraz mamy te ich zakazy, te naklejki na krzesełkach, a i tak na trybunie jest tyle emocji, że czasem aż mnie w gardle ściska, jak pomyślę, że ktoś próbowałby nas tego pozbawić.
więc nie, moi drodzy, nasze wzloty to nie pech, a upadki to nie przypadkowa porażka losu. to po prostu efekt tego, że kochamy ten klub tak mocno, że potrafimy siać taką trwogę na trybunach, że przeciwnik dostaje gęsiej skórki jeszcze zanim wbiegnie na murawę. a jak im się to nie podoba, to niech wreszcie nauczą się grać, zamiast blokować nasze flagi i wymyślać kolejne wymówki, że niby „zdrowie publiczne”. bo my tu nie przychodzimy po ciszę, tylko po to, by ten stadion drżał – dosłownie, jak za dawnych czasów.
A ja pamiętam, jak na tym meczu z Lechią na wybrzeżu podeszła do mnie jakaś starsza pani z Zielonej Góry i mówi: „Synu, ja nie wiem jak wy to robicie, ale nawet jak stoi się tutaj na tej betonowej puszce, to czuć, że to nie jest zwykły stadion, tylko świątynia”.
Najpierw próba, potem wnioski.
Pamiętam ten mecz z Lechią wiosną, jakby to było wczoraj – staliśmy na trybunie północnej, a tamtej pani z Zielonej Góry akurat złapałem za ramię, żeby nie oberwała latającym kubkiem z piwem. A ona na to: „Dzieciaku, ja nie wiem jak wy to robicie, ale ja na tym waszym stadionie w Poznaniu się modlę”. No i co? No i potem okazało się, że Lechia zamiast grać, to kombinowała, jak nas uciszyć – bo jak mieliśmyśmy wtedy taki impet, że nawet kibice gości zdafali ich głosy zagłuszyć. Ale was tutaj oszukują, jak mówią, że nie widać różnicy, kiedy blokują część trybuny.
Bo mnie nie chodzi o to, że mieliśmy mniej flag czy bębnów – mnie chodzi o tę energię, którą czuję w kościach, kiedy wiem, że jesteśmy w stanie zagrać tak głośno, że sędzia nie słyszy własnych myśli. Ja pamiętam, jak w ’18 roku po promocji do Ekstraklasy stałem w tłumie na trybunie, a facet obok mnie tak głośno śpiewał „Nie płaczcie, kiedy Lecha wraca”, że aż mnie gardło bolało. I co? I nikt nie mówił o „zdrowiu publicznym”, tylko o tym, że wreszcie mamy co świętować.
Ale z drugiej strony – dobra, przyznam wam szczerze: raz, kiedy byliśmy na meczu z Legią w Warszawie, to zaszedł mnie ochota, żeby im pokazać, jak to wygląda, jak kibice nie mają się czego wstydzić. No i wiem, że to inny klimat, inna liga, inny przeciwnik, ale tamtejsze władze stadionu to naprawdę potrafią docenić nasz doping – i nie widziałem tam żadnych zakazów dotyczących hałasu. Czyli jednak nie jest tak, że wszędzie nas blokują – są miejsca, gdzie wiedzą, że kibicowanie to nie wrzask bez sensu, tylko kultura. I to jest właśnie ta różnica, którą oni chcą nam odebrać: że nasz doping to nie hałas, tylko siła, która potrafi zmienić przebieg meczu.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No do jasnej dupy, ależ mnie wkurwia ten ich pomysł z hummusowymi kanapkami i zakazami na ławki! 🤡💸 Bo widzicie, ja pamiętam ten cholerny mecz wiosną, jak byliśmy w Gdańsku i oni myśleli, że przyprowadzając dwóch chłopaków z folderami zamiast naszych flag, dadzą radę. A my? Myśmy im zaśpiewali „Leeeech Poznań” takim głosem, że facet z ochrony musiał wyciągać mikrofon, żeby coś usłyszeć przez nasze wrzaski! I co? I strzeliliśmy im gola w debiucie nowego trenera – zupełnie przypadkiem, rzecz jasna.
Bo tu nie chodzi o to, że my mamy pecha kibica, tylko o to, że oni mają pecha, że akurat przyjechali na nasz stadion. A jak im się nie podoba, że mamy głośne trybuny, to niech się skupią na tym, żeby grać lepiej, a nie na wymyślaniu kolejnych regulaminów. Bo ja sobie pamiętam czasy, jak chodziłem z tatą na mecze i nie było żadnych zakazów, tylko czuliśmy ten klimat, że jesteśmy gospodarzem. A teraz? Teraz mamy ciągłe „zakazy owacji” i gadanie o „zdrowiu publicznym”, a ja sobie myślę: kurczę, a może by tak otworzyć im oczy i pokazać, że kibicowanie to nie tylko wrzaski, ale i historia, której nikt im nie odbierze.
No i jeszcze ten numer z Lechią – bo oni teraz robią wszystko, żeby nas uciszyć, a my im na to mówimy: „Proszę bardzo, grajcie bez naszej atmosfery, ale pamiętajcie, że wasze zwycięstwa nie będą miały tej samej wartości”. Bo przecież każdy kibic wie, że jak się stoi na trybunie i czuje się, jak stadion drży od twojego śpiewu, to to jest magia, której nikt nie policzy w statystykach. A oni chcą nam to odebrać i nazwać „hałasem zagrażającym zdrowiu publicznemu”? No to ja im mówię: idźcie se zjeść swoją kanapkę z hummusem i nie psujcie nam klimatu, bo my tutaj nie po to przychodzimy, żeby się bawić w nudny spektakl. My przychodzimy, żeby naprawdę żyć tym klubem! 🔴⚫
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej kurwa, aleście mi tu teraz zrobili z Lecha jakiś narodowy program kulturalny! 😂 Mnie by tak nie ruszało, jakby mi mówili, że moja babcia ma za dużo kolorów w ubraniu – a tu nagle macie rozpisany wykład, jak kibicować, żeby było „artystycznie” i żeby sędziowie mieli ładne okulary przeciwsłoneczne!
Siema Poznań! Patrzcie no, wygląda na to, że my tu wszyscy mamy u siebie coś w kościach, co powoduje, że nie potrafimy milczeć, kiedy gramy – a to niby choroba? Serio?! 😱 No bo jak to jest – my mamy „klasę”, kiedy wygrywamy, a oni nagle zapominają, że kibicowanie to też SERCE i KREW, a nie tylko licznik punktów w tabeli?
A ten numer z Lechią… no jasne, że oni walczyli z naszym dopingiem, bo nie mogli znieść, że akurat na ich stadionie mieliśmy tyle ducha, że nawet kubki latały w powietrzu! Ale skoro oni wymyślili kanapki z hummusem, to ja im proponuję żeby zaczęli sprzedawać bilety na mecz z napisem „Dzisiejsze widowisko – klimat pod klucz, bez emocji, za to z kanapką w cenie”. Może wtedy zrozumieją, dlaczego my nie przychodzimy na stadion po zwykłe show, tylko po to, żeby dać dupy przeciwnikowi i żeby posłuchali, jak rżnie się ich dumę!
I jeszcze jedno – wy tam narzekacie na zakazy ławkowych owacji, a ja pamiętam ten jeden raz, kiedy byliśmy w Warszawie i mieliśmy przy sobie samą garstkę chłopaków… i dalej graliśmy tak, że im się pierdyliło od naszej atmosfery. Nie, serio, tamci kibice nie mieli tyle flag co my, ale mieli TAKIE SERCE, że aż mnie w gardle ścisnęło. A teraz przychodzi Lechia i chce nam wmówić, że hałas to nie kultura? 🤬 No to ja ich zapraszam na następny mecz – niech sobie wsadzą te kanapki w dupę i niech słuchają, jak nasz doping robi swoje, bo bez niego Lecha byłaby drużyną grającą w przytułku, a nie w Ekstraklasie!
No i nie bójcie się, chłopaki – my tu nie pogrzebiemy swoich flag ani nie zaczniemy klaskać w takt hummusowych rytmów. My tu mamy tradycję, którą pisaliśmy przez lata, i nikt nam jej nie odejmie – ani sędziowie, ani pseudo-kibice z pudełkami folderów, ani nawet ci, którzy wymyślają „zdrowotne” wymówki! Bo my nie kibicujemy po cichu – my KRZYCZYMY, ŻEBY NAS SŁYSZANO! 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no do licha, ależ wy tam wszyscy wściekacie się na tę Lechię jak na żonę, która ukradła ostatnią piwkę z lodówki a potem jeszcze narzeka, że poci się po niej cała kanapa no ale kurde, skoro tak bardzo was to boli to może dajcie mi chwilę i posłuchajcie starego traktorzysty z łódzkiej dali co ma do powiedzenia bo ja wam tu teraz opowiem o meczu, który widziałem w ’93 roku na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w Łodzi – nie Lech Poznań grał wtedy, tylko Włókniarz przeciw Zwickau w Pucharze UEFA, i wiecie co?
że kibice łódzkiego klubu, ci sami co się później przeistoczyli w Widzew, ale wtedy jeszcze byli tacy swojscy, niechlubnie znani z tego, że umieli fajerwerki robić z niczego i puszczać dym na trybunach żeby przeciwnik nie widział podań – no i oni mieli zakaz śpiewania w czasie meczu, zakaz bębnów, zakaz transparentów dłuższych niż metr, zakaz flag na masztach i zakaz owacji ławkowych dosłownie pół godziny przed rozpoczęciem! i co? i grali tak, że cały stadion drżał nie od zakazów, tylko od tego, co mieli w sobie – i ten mecz wygraliśmy 3:0, a facet z ochrony płakał, że mu się mikrofon zepsuł od naszych wrzasków!
teraz z Lechią to jest tak, że oni nie boją się naszego dopingowania – oni boją się naszej pamięci, bo wiedzą, że my pamiętamy te czasy, kiedy kibice nie dostawali mandatów za to, że się głośno cieszyli, tylko dostawali ordery od klubu za to, że potrafili zrobić atmosferę. a im się wydaje, że jak nas będą blokować kartkami z napisem „cisza” albo będą sprzedawać kanapki z hummusem w lożach, to nagle zapanuje harmonia. ale ja wam powiem – w ’98 roku graliśmy w Gdańsku półfinał Pucharu Polski i mieliśmy zakaz śpiewania hymnu, zakaz bębnów, zakaz flag na masztach i zakaz owacji ławkowych – i co? i i tak zagraliśmy tak, że Lechia wyleciała z boiska z twarzami w ziemi, a ich kibice wyglądali jakby oglądali mecz w kinie, tylko bez popcornu!
więc nie, moi drodzy, nie chodzi o to, że nasze wzloty to sukces a upadki to pech – chodzi o to, że my mamy w sobie tyle dumy, że potrafimy robić atmosferę nawet wtedy, kiedy nam ją odbierają. oni nas blokują, a my im gramy tak, że ich własne trybuny szlochają z emocji! i to jest właśnie ta różnica – oni wymyślają kolejne „zdrowotne” wymówki, a my im na to mówimy: niech się nie wysilają, bo my i tak będziemy tu przychodzić, żeby dać dupy i żeby słyszeli, że Lecha gra nie dla punktów, tylko dla tej chwili, kiedy cały stadion staje się jednym głosem!
i jeszcze jedno – niech ci z Lechią się nie łudzą, że ich kanapki z hummusem uratują im skórę, bo my pamiętamy, jak w ’15 roku graliśmy tam i mieliśmy zakaz transparentów dłuższych niż dwa metry, zakaz flag na masztach i zakaz owacji ławkowych – i i tak ich tak zagłuszyliśmy, że sędzia musiał przerwać mecz na dziesięć minut, bo nie słyszał własnych myśli! no i co? i straciliśmy puchar, ale oni stracili coś więcej – dowód, że nasza atmosfera bije ich „zdrowotne” bajki na głowę!
więc niech sobie kręcą te swoje regulaminy, my tu nie po to przychodzimy, żeby się dostosowywać – my przychodzimy po to, żeby oni dostosowywali się do nas! a jak im się to nie podoba, to niech naucza się grać albo niech się pakuje do worka z kanapkami hummusowymi i won z powrotem do swojej knajpy! 🔴⚫🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A wiecie co mnie wkurwia? Że te ich "zakazy owacji ławkowych" to nie pierwszyzna. Miałem parę lat temu okazję jechać pociągiem do Gdańska na mecz i trafiłem akurat na taką ekipę kibiców Lechii, którzy mieli papierki z jakimiś nowinkami stadionowymi. No i co? A no to, że facet obok mnie na ławce zaczął im od razu tłumaczyć, jakby byli w jakimś biurze obsługi kibica: "Słuchajcie, ale waszym problemem nie jest zdrowie publiczne, tylko to, że nie umiecie grać. My przyjeżdżamy tu, żeby pokazać, jak się kibicuje, a wy w tym czasie kombinujecie, jak nas uciszyć." A oni takiego miny robić, jakby im ktoś krowę na siłownię wsadził.
I niech sobie myślą, że to ich regularnie czytają na forum – bo ja im powiedziałem prosto w oczy, że jak naprawdę chcieliby zrobić porządek ze zdrowiem publicznym, to niech zaczną od swojej drużyny. Bo jak widzę, jak ich zawodnicy grają tak, że publiczność sięga po kanapki z hummusem i osłania uszy, to widzę, że im nie o zdrowie publiczne chodzi, tylko o to, żeby nikt nie usłyszał, jak ich zespół gra jak banda amatorów zamiast zespołu z Ekstraklasy.
A Wy pamiętacie ten mecz wiosną na PGE Arenie, jak oni mieli przy sobie pół szkoły z folderami zamiast flag? No i co? No i myśmy im zaśpiewali tak, że aż jeden z ich sztabowców musiał iść do gabinetu i pogrzebać w szafce z lekarstwami na nerwice. A potem jeszcze dołożyliśmy gola – nie żebym się chwalił, ale akurat trafienie padło w momencie, kiedy ich dopingowałem tak, że facet obok mnie o mało co nie stracił głosu. I wiecie co? Oni dalej kombinują, jak nas uciszyć, zamiast kombinować, jak grać lepiej.
Bo w sumie – niech sobie skończą z tymi swoimi "regulaminami hummusowymi". My tu mamy tradycję, którą budowaliśmy przez lata, a oni myślą, że wystarczy parę kartonikowych folderów i kanapka z hummusem, żeby ją zniszczyć. A ja im mówię: niech się nie łudzą, bo my i tak będziemy tam stali i krzyczeć, aż im się uszy zatrzymają. I niech sami się zastanowią, dlaczego przyjeżdżają do nas na stadion zamiast oglądać mecze w domowych pieluchach.
Hype to nie argument.
A, to ten mecz wiosenny na Baltyku, jak Lechia próbowała nas zignorować i zagrać w cichym pokoju – ale wiecie co? Też tam byłem, stałem w pierwszym rzędzie i zanim się połapali, co się dzieje, mieliśmy tyle serca do oddania, że jeden z ich sztabowców poprosił ochronę o dodatkową paczkę „uspokajaczy” do gabinetu medycznego. No bo co oni sobie myśleli? Że przyjedziemy z folderami i hummusem i będziemy tak siedzieć grzecznie jak goście na herbatce u cioci z prowincji? Kurcze, to nie są czasy, kiedy się odpuszcza klimat – to nasza broń, którą pisaliśmy przez lata, i nikt nie odbierze nam prawa, żeby nią walczyć, nawet jak robią te swoje „zdrowotne” regulaminy na wyrost.
Ale – i to moje zastrzeżenie – trochę mi szkoda tych chłopaków z Lechi, bo facet, który w ’98 roku gadał z moim ojcem na trybunie w Gdańsku o tym, jak to Oni nie mieli nic przeciwko naszemu dopingowi, a teraz musieli wcisnąć nam kanapki hummusowe na otarcie łez, no nie? Oni przecież też kiedyś mieli swoją dumę kibica, a teraz chcą nas uciszyć swoimi folderami, żeby nikt nie słyszał, jak im się gra zawodowo nudzi. W sumie to niech się nie dziwią, że my im pamiętamy tamten mecz – bo to była ostatnia chwila, kiedy Lechia jeszcze miała jakiś klimat, a nie obóz rekonwalescencji dla przeciwników.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Słuchajcie, ja wam powiem tak od razu — pamiętam ten jeden mecz w ’08 roku, jak Lecha grała w Pucharze UEFA z włoską drużyną i facet obok mnie na trybunie miał ze sobą tylko jedną chorągiew, ale taką, że jak ją rozwinął, to dosłownie zasłonił cały widok na boisko tym smokiem z Poznania. No i co? I ta jedna flaga dała tyle siły, że chłopaki zagrali jak oszalałe i wyszli z grupy. A teraz przychodzi ktoś i mówi, że owacje ławkowe to „zagrożenie”?
A to coś innego. Tamten mecz był dowodem, że nie chodzi o ilość flag czy bębnów — chodzi o to, żeby mieć w sobie tyle ognia, że przeciwnik czuje się jak na polu bitwy, a nie w kinie. I to jest właśnie ta różnica, której Lechia nie rozumie, bo oni myślą, że nasz doping to jakiś chaos, a nie broń, która potrafi zmienić przebieg meczu.
Ale powiem wam szczerze — trochę mnie to dziwi, bo przecież sam kibicowałem w Gdańsku w ’15 roku, jak Lechia grała z Ruchem, i nawet jak mieliśmy zakaz transparentów dłuższych niż dwa metry, to i tak zagłuszyliśmy ich tak, że sędzia musiał przerwać mecz. No i co? No i Lechia przegrała, ale atmosfera została — i to jest ten klimat, którego im tak bardzo brakuje.
A teraz oni wymyślają te wszystkie „regulaminy hummusowe”, żeby nas uciszyć, jakby chcieli zabrać nam naszą historię. Ale ja wam powiem — nie damy sobie tego odebrać. Nie po tym wszystkim, co przeszliśmy. Bo my nie kibicujemy po cichu — my KRZYCZYMY, ŻEBY NAS SŁYSZANO. I niech sobie kombinują, jak nas uciszyć, ale niech pamiętają, że my zawsze znajdziemy sposób, żeby ich dopingiem zagłuszyć ich własne braki.
Kontekst bije gołą liczbę.
no do licha, ależ wy tam wszyscy wściekacie się na tę Lechię jak na żonę, która ukradła ostatnią piwkę z lodówki a potem jeszcze narzeka, że poci się po niej cała kanapa no ale kurde, skoro tak bardzo was to boli to może…
@EwaCracovia no ale co ty gadasz stary, ja w '04 roku stałem na trybunie za bramką w Zielonej Górze i mieliśmy zakaz owacji ławkowych, zakaz transparentów, zakaz bębnów… a Lechia i tak wygrała 3:1, bo nasze serce mówiło wszystko! Tamten mecz to była jebnięta klasa, nikt nas nie słyszał, ale oni czuli, że jesteśmy tam! A teraz oni z Lechią wymyślają te swoje kanapki hummusowe, żeby niby nas „uciszyć”… no i co? Ja się śmieję, bo moi kumple z regówki ciągle mi mówią: „Piotr, ale ty się nie boisz, że cię wywalą za te wrzaski?” A ja im na to: „Wy mnie, jak mi siorbać chcecie, to nogi do roboty, a nie gadanie!” 🔥💪 bo to nie chodzi o te ich regulaminy, tylko o to, że my mamy w sobie coś więcej niż oni! I im się to nie podoba, więc wymyślają te ich pierdoły, ale my im mówimy: „kurczę blade, bawcie się waszymi folderami, my tu mamy piłkę, flagi i serce, które bije tak mocno, że oni nawet nie wiedzą, co to znaczy prawdziwe kibicowanie!”
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, jaki tu niby pech jak się Lech cofa o 5 punktów do lipca? 🤡 Wszystko gra jak w encyklopedii numerologicznej, tylko wam tu ciągle wmawiają, że jak się zrobi karteczkę z hummusem i folder z folderką, to od razu zagrają jak Messi w piżamie. Aha, i oczywiście że te wasze ławkowe owacje to epidemię trzeba zwalczyć, bo niby kto? Kanapkarz z konferencji prasowej?
A pamiętacie ten mecz wiosenny, jak im się tak solidnie wstydzili, że jeden z ich sztabowców musiał pożreć trzy tabletki uspokajające? To nie pech, to im się karma odezwała za lata pierdolenia się z folderami zamiast walczyć na boisku. ROI z mojego zakładu: jeszcze w tym sezonie Lech wyprzedzi ich w tabeli o co najmniej tyle, co ich kanapki z hummusem w cenie. 💸
No to jak tam, chłopaki – dalej wierzycie w bajki o "zdrowiu publicznym" czy wolicie jednak posłuchać, jak im naprawdę grzmi w trybunach? 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.