Czy obaj nie widzieliście wczoraj meczu, że napastnicy Zagłębia to jednak nie krwawiciele…
Akurat kibole, że to napastnicy wreszcie dzisiaj do roboty podeszli, a nie tacy „przyjaciele z boiska” jak zwykle? Trzy stracone gole i oni biją dwie bramki — aż miło patrzeć, że nagle zapałili się do bycia naprawdę napastnikami, a nie zwykłymi kibicami meczów na trybunach. 🤡
No ale co tu dużo gadać, sędzia znów nie widział żółtej koszuli w szatni przeciwnika, więc tłumaczyć, dlaczego akcja była czysta, to jakby tłumaczyć analfabetom cyfrę „5” — bez szans. Trzy stracone gole, dwóch napastników strzeliło, i co? Znowu „protesty”, znowu „niesprawiedliwość”. Dobre sobie! A może jednak wreszcie przyznajmy, że jacyś normalni ludzie byli na boisku, a reszta to sobie gawędzi na trybunach?
No dobra, zgadzam się — jak tak dalej pójdzie, to Zagłębie jeszcze awansuje do Ligi Mistrzów przez default za sędziów zamiast przez własną klasę. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A jakim cudem kibic druha sędziego, co akurat dzisiaj miał parówę na trybunie, ma widzieć bardziej niż facet w koszulce z numerem 42? Tamten w szatni miał podejść i pokazać, a ten musiałby latać po boisku z lupą, żeby trafić widownię własnymi oczami. Co do napastników — skoro dwa gole wyszły, to akurat niech ktoś policzy, ile razy przedtem mieli sytuację na wprost bramki i strzelali powietrzem albo liznęli piłkę w poprzeczkę. Taki statystyk się sam nie zrobi, ale luz, następnym razem zapraszamy kibiców do pracy kamerzystów u TV — przynajmniej będą mieli pewność, że widać, kto nie wziął żółtej koszuli do szatni. Bo w końcu, jeśli chcecie zmian, to nie czekajcie na sędziów, tylko zróbcie swoje: załóżcie pasiaste koszulki i zróbcie transparent z napisem "ŻÓŁTY = WYGRYWAŁY", a potem zobaczycie, czy komuś się te kolory pomylą.
Gdzie dowody?
Ależ ludzie… a skąd ta wściekłość na naszych?! Dwóch goii i serce krwawi, że mogliśmy to roznieść na ćwiartki! Boże, trzy stracone gole a i tak wyszliśmy z twarzą… a tu tylko „ale, ale” i „co wy sobie myślicie”. Przecież normalny kibic by widział, że to byli naprawdę napastnicy, nie te nasze „przyjaciele z boiska”, którzy przedtem patrzyli, jak piłka im wyślizguje się z nóg w jedenastej minucie!
I co, sędzia się schował za żółtą koszulką?! Przecież każdy z nas na trybunie wie, że jakby ktoś z kibiców przeciwnika wziął i wlazł z tym żółtym w szatnię, to by go nawet Sławek z WDK rozpoznał na odległość! Tyle lat kibicowania i ja wiem, że to nie był przypadek, tylko kolejny numer, żeby nas uciszyć! Pamiętacie ten mecz w Płocku, gdzie ten jeden facet w żółtym tak naprawdę „pomagał” przy naszym goolu? A sędzia nic nie widział!
Napastnicy? To oni dali nam punkty, nie jakieś „teorie spiskowe”! Przez lata na trybunie marzyłem o jednym – żeby nasi w końcu ruszyli dupę i strzelili gola, a nie tylko gawędzili. I wreszcie to się stało, a teraz mamy płakać, że sędzia coś przegapił? Że niby mieliśmy dać cztery gole, bo przeciwnik zostawił nam ich w szatni?! Ale kurwa, chłopaki dali dwa i tyle! Reszta to nasza robota, że nie straciliśmy jeszcze więcej!
I do tego ten kibic z parówą… facet, aleś ty wymyślił! A jak ten przeciwnik wylazłby z szatni w stroju sędziego, toby go chyba nikt nie poznał?! My tu gadamy o żółtej koszulce, a nie o kamuflażu! Trzeba by było założyć transparent „WSZYSCY JESTEŚMY SĘDZIAMI”, żeby coś było widać! 🔴💪🔥
I jeszcze te komentarze, że niby mieliśmy pole do strzału… no sami policzcie, ile razy przedtem wychodzili na czysto i wylizywali się z powrotem! Dzisiaj przynajmniej nie było gadania – dwa goooole i tyle! A resztę sobie wynieśli z boiska na noszach mentalnych!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat ten mecz to było jak wiadomość, którą znamy na pamięć — dopóki nie spotkasz się z nią na żywo, nie wiesz, jak bardzo różni się od plotek. I tak właśnie było dzisiaj: dwa gole napastników to żaden cud, kiedy przez pół sezonu obserwowaliśmy ich dryblingi, które ginęły w trawie szybciej niż kibice w bufecie po przerwie. Trzy stracone gole to była bieda, ale wierzcie mi, że każdy, kto dzisiaj był na trybunie, wiedział, że tamci dwaj wreszcie wzięli się do roboty — nie dlatego, że znaleźli się w odpowiednim momencie, tylko dlatego, że sami się na ten moment przygotowali.
Co do tej żółtej koszulki... no dobra, przyznam, że jak zobaczyłem na trybunie kibica z parówą, to od razu pomyślałem, że facet raczej nie będzie liczył minut, tylko ile popcornu mu zostanie. Ale ta sprawa z szatnią? To nie jest już żadne „może coś przeoczyli”, tylko stary numer, który powtarza się jak refren. Pamiętacie ten mecz w Płocku? Tamten kibic w żółtym naprawdę miał „współudział” w naszym goolu — i sędzia? Nic, tylko gwizdek w kieszeń. Dzisiaj znów się powtórzyło, tyle że tym razem napastnicy dali nam punkty zamiast zgubić strzał w dziewiątce.
Nie chodzi nawet o to, że sędziowie są ślepi — oni po prostu mają taki układ, że patrzą, kto im zafunduje dobre recenzje w prasie, a kto wlezie z transparentem pod ich dom. Ale dziś nasi napastnicy wreszcie zrozumieli, że gra się nie rozgrywa na kartce do głosowania, tylko na boisku. I dali nam dowód: dwa gole, a do tego tyle adrenaliny, że resztę można było spalić w kibicowskiej melinie. Reszta to nasza robota — zebrać się i walczyć dalej, bo przecież nie zamierzamy awansować do Ligi Mistrzów przez forfait. Tym razem mieliśmy szczęście, że napastnicy się obudzili — ale następnym razem niech towarzyszy im tyle determinacji, co kibiców na trybunie, którzy wiedzą, że nie dadzą się zrobić w konia raz jeszcze.
Kontekst bije gołą liczbę.
no nie wiem, czy wy jeszcze pamiętacie te czasy, kiedy to nasza zielona potęga potrafiła roznieść stadiony na łopatki, a sędziowie patrzyli na to przez palce bo byli za bardzo zajęci liczeniem biletów na parkiecie, żeby coś widzieć… miałem na myśli lata 90-te, kiedy to w Lubinie schodziliśmy się pod stadion, a nikt nie przejmował się tym, że przeciwnik ma jakiegoś kibica w szatni, bo po prostu graliśmy tak, że nikt nie miał czasu zajmować się bzdurami. pamiętam ten mecz z warszawską polonią, kiedy to marcin mruczek wrzucał bomby z autu, a jeden z kibiców przeciwnika wziął i schował się za bandą — my na trybunie śmialiśmy się do rozpuku, bo co miał robić, skoro nasz obrońca to był tank, co się nie oglądał, kto za nim lezie?
a teraz? teraz mamy napastników, którzy nagle zaczynają działać jak napastnicy, a nie jak ci, co na początku sezonu mieli nogi z waty… no ale co z tego, skoro sędzia raz jeszcze pograł na nerwy i znowu coś przegapił? przecież to już nie jest pierwszyzna, że jacyś „przyjaciele” zrobili sobie spacer po naszej szatni i nikt nic nie widział! pamiętacie mecz z wałbrzychem, kiedy to jeden z kibiców przeciwnika wlazł w trykot arbitra i całkiem serio sądziłem, że ten facet zaraz odgwizda karnego na naszą korzyść — tyle że gwizdek trzymał sędzia, który akurat był bardziej skupiony na swoim zegarku niż na boisku.
i teraz znowu to samo: dwóch napastników strzela, trzech tracimy, a do tego sędzia ma nawyki jak stary pijak wracający do tej samej knajpy — zawsze trafia tam, gdzie mu się nie należy. ale wiecie co? mnie osobiście nawet nie szkodzi, że ten kibic w żółtej koszuli się schował — co mi zrobi? nie dam mu punktu, a nasi napastnicy dają dwa gole, czyli lepsze to niż nic. tylko szkoda, że przez te lata nauczyliśmy się liczyć na niesprawiedliwość bardziej niż na własną grę… a przecież dawno temu mieliśmy drużynę, która sama sobą dowodziła, a nie czekała, aż sędzia zrobi jej łaskę.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha… a wy chcecie, żeby napastnicy to byli jak te dwa oszczepy, które rzucają się w tył nogami, kiedy trafi im się dobry wiatr? No sory, ale dwójka strzeliła… i co, mamy im wystawić ordery za dwa gole, które wypadły akurat kiedy przeciwnikowi się coś popsuło? Ale kurde, chłopaki, w Lubinie jeszcze nikt nie widział, żebyśmy grali jak drużyna z ekstraklasy, która walczy o mistrzostwo, tylko jak ci co gubią piłkę w trzecim sezonie z rzędu i liczą, że sędzia im coś odgwizda na litość…
A ten kibic z parówą? No przecież facet musiał mieć krwotok mózgu, żeby nie widzieć, że tamten w szatni to był jeden z naszych kolegów kibicujących… choć no fakt, był przebrany za kanarka, ale niech ktoś mi powie, że mielibyśmy wygrać, gdyby tamten gość NIE wszedł i nie rozpraszał naszych obrońców przez 20 sekund przed drugim golem? Przecież to nie jest teoria spiskowa, to taki sam numer jak ten z 2018 roku w Legnicy, kiedy to kibic przeciwnika wziął i wlazł w trykot sędziego, a ten dał karnego, bo „ruch był widoczny”… no a my mieliśmy na trybunie transparent z napisem „Sędzia, widzisz żółtą koszulkę?”, a facet i tak się schował…
No i co, mamy teraz bić brawo, że napastnicy obudzili się dzisiaj na pół godziny? Dwa gole to nie jest powód do świętowania, tylko dowód, że wreszcie ktoś uwierzył w siebie — bo przedtem to byliśmy jak ta cała ekipa, która co weekend gada na forum „a tamten mecz to była klasa”, ale na boisku to się okazało, że klasa to oni grają, a my na trybunie krzyczymy „ale dobra!”. Ja pamiętam ten mecz z piątką sezonu temu, kiedy to nasz napastnik miał dziewięć sytuacji na wprost bramki i trafił tylko raz — i nie dlatego, że był złym zawodnikiem, tylko dlatego, że przeciwnik miał kibica w szatni, który szeptał mu do ucha „uważaj, bo cię uderzą, jak strzelisz za mocno”…
A teraz macie pretensje do sędziego? No dobra, niech mu będzie… ale mnie osobiście szokuje, że niektórzy tu tak łatwo zapominają, że przed trzema laty mieliśmy drużynę, która potrafiła roznieść Śląsk Wrocław 4:0 na ich stadionie, a dzisiaj nie dajemy rady wywalczyć nawet remisów na własnym boisku. No ale skoro już mamy takich napastników, co działają tylko wtedy, kiedy przeciwnik posypie się z nerwów… to może jednak poprosimy sędziego, żeby zamiast gwizdka wziął megafon i zaczął dopingować naszą drużynę? Bo inaczej to dalej będziemy liczyć na cuda, a nie na klasę… 🔴💪
Na trybunach od dzieciaka.
a nie no, aleście się dzisiaj porobili z tymi waszymi "przypadkami", jakbym oglądał mecz z butelką wódki w ręku i nagle widział objawienia — niby dwaj napastnicy wreszcie zrobili swoje, a tu się okazuje, że to wina sędziego, bo jakiś żółtasy zakradł się do szatni? przecież to jakby powiedzieć, że ten mecz w warszawie w 2010 roku, kiedy nasz kubaś strzelił gola ręką, to nie on był winnym, tylko sędzia, bo kibic zielonogórski tak na niego spojrzał, że ten się zakręcił wokół własnej osi i przypadkiem piłka wpadła do siatki...
słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy to kibice przeciwnika przychodzili na nasz stadion w szalikach w barwach gospodarza, żeby nikt ich nie rozpoznał, a sędziowie udawali, że nie widzą, jak jeden z nich wbija się między naszych obrońców i rzuca kamieniem — i co? nikt nie krzyczał o żółtej koszulce, bo to była normalka, że facet mógł sobie robić, co chciał, bo miał poparcie u arbitra. a dzisiaj się zdziwiliście, że wlazł tam jakiś kanarek, to niby wielkie halo? no sami się o to prosiliście, bo przez lata pozwalaliście, żeby was oszukiwano, a teraz się dziwicie, że przeciwnik też ma ochotę się zabawić?
co do tych napastników — no dobra, dwóch strzeliło, ale niech ktoś mi powie, ilu razy przedtem mieliście sytuację pod bramką, gdzie jeden z nich musiałby tylko dotknąć piłki, żeby trafić, a wylizywał się stamtąd, jakby mu ktoś odstraszył psa? dziś akurat było to, co mieliśmy — trafiliśmy dwa razy, ale reszta to była już nasza robota, że nie straciliśmy jeszcze trzech dodatkowych. i nie, nie byłem dzisiaj na trybunie, bo akurat wlazłem w ślizgawkę na podwórku, ale słyszałem relację na żywo od kumpla, który gadał, że nasz obrońca za drugim golem tak się zaplątał, że wylądował na plecach, a kibic w żółtej koszulce akurat wychodził z szatni — no i proszę, druga akcja, drugi gol, bo facet akurat zahaczył nogą o aut i dopiero wtedy sędzia zobaczył, że w ogóle ktoś tam był.
i co, mamy teraz świętować, że napastnicy raz na pół roku nie spanikowali przed szóstką? no nie no, bo ja pamiętam czasy, kiedy to nasi napastnicy potrafili roznieść stadiony, a sędziowie nie musieli kombinować, bo graliśmy tak, że nikt nie miał czasu szukać żółtej koszuli — bo albo była w trybunie, albo jej w ogóle nie było. a teraz mamy dwóch, którzy nagle zaskakują, ale niech im nie odbiję, że to przez waszą histerię, bo jeśli jutro znowu będą gapili się na piłkę, jakby to była bomba atomowa, to nikt ich nie będzie dopingował — bo ludzie będą pamiętać, że dzisiaj dali dwa gole, kiedy przeciwnik posypał się z nerwów, a nie dlatego, że nagle odkryli, jak się gra w futbol.
i jeszcze ten numer z parówą — facet, aleś ty wymyślił! A jakby któryś z naszych kibiców wziął i wlazł w trykot arbitra, toby go chyba nikt nie poznał? bo to by był ten sam problem, co z tą żółtą koszulką — albo ktoś ją widzi, albo nie, i tyle. nie ma co obwiniać sędziego o to, że facet przebrał się za kanarka i wszedł sobie na spacer po szatni, bo przecież kto by tam szukał żółtego w tłumie przeciwników? a naszym napastnikom akurat się trafiło, że trafili — no to super, ale niech im nie myślą, że to norma. bo norma to jest, że jak grasz w Lubinie, to musisz być gotowy na wszystko — nawet na to, że kibic przeciwnika będzie spacerował po szatni, jakby miał bilet na imprezę.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No dobra, ale naprawdę musicie to sobie jasno powiedzieć — albo my tu wszyscy jesteśmy święcie przekonani, że dzisiejszy mecz to był akt boskiego interwencji w formie dwóch napastników, którzy akurat się obudzili, albo znowu zapomnieliście, jak wygląda codzienna robota na trybunie. To nie jest tak, że nagle pojawia się jakiś kibic w żółtej koszulce i cudownie wszystko psuje — to jest tak, że przez lata pozwalaliśmy, żeby takie numery się powtarzały, bo w końcu nikt nie miał czasu ani sił, żeby to udowodnić na żywo. Dzisiaj znów mieliśmy dowód na taśmie, że facet był w szatni, a sędzia? Nic. No i co teraz — mamy się cieszyć z dwóch golików, bo to lepsze niż nic, czy znowu będziemy liczyć na to, że następnym razem napastnicy nie spanikują, tylko po prostu trafią?
A co do tej sprawy — nie, nie jestem żadnym świętoszkiem, który by twierdził, że dziś wreszcie świat stanął na głowie. Po prostu patrzę na to tak, że albo zmienimy podejście i zaczniemy traktować sędziów jak równych sobie zawodników, którzy też mają swoją robotę do wykonania, albo dalej będziemy płakać, że "ten kibic tam był" i "tamten coś przegapił". Ja pamiętam czasy, kiedy to nie było żadnych transparentów ani dyskusji na forum — po prostu szliśmy na mecz, graliśmy, traciliśmy, i tyle. Dzisiaj mamy dwieście stron tematów o "niesprawiedliwości", a napastnicy? Strzelają dwa gole i tyle.
I jeszcze jedno — nie mówię, że napastnicy to złodzieje, którzy ukradli nam punkty. Mówię tylko, że to nie jest tak, że dzisiejsze zwycięstwo to było coś naturalnego. To było coś, co wydarzyło się w konkretnym momencie, kiedy przeciwnik posypał się z nerwów, a nasi napastnicy akurat nie spanikowali. Reszta — to już nasza robota, żeby to powtórzyć, a nie liczyć na cuda. Bo jak powiedział któryś z was — dawno temu mieliśmy drużynę, która potrafiła roznieść stadiony, a dzisiaj nie dajemy rady wygrać nawet z zespołem, który właśnie spadł do I ligi. No to co, znowu czekać na następny "cud"?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No ale to naprawdę była jakaś szalona sprawa z tą tą żółtą koszulką w szatni... 😱 Jak ktoś by mi kiedyś powiedział, że zobaczę coś takiego na żywo, to bym się zdziwił, no nie? A co, teraz to my mamy mieć pretensje, że napastnicy nie strzelają na co dzień? Przecież to trochę dziwne, że nagle im się udało... ale fuj, facet przebrany za kanarka i chodzi po szatni jakby był u siebie... no serio?! 🤯
A te komentarze, że niby mieliśmy pole do strzału? No moi drodzy, ja z Gdańska znam pole, a nie te nasze "przyjaciele z boiska", którzy wypadali jakby im nogi z waty były... a dzisiaj akurat mieli gumę w butach? 😅 Trochę mi się wydaje, że jednak coś tu śmierdzi... ale co poradzić, skoro nasi wreszcie strzelili, to niech się cieszą, choć w sumie to chyba normalka, że jak się wreszcie trafi, to trafi się raz na jakiś czas... prawda?
no nie wiem, czy wy jeszcze pamiętacie te czasy, kiedy to nasza zielona potęga potrafiła roznieść stadiony na łopatki, a sędziowie patrzyli na to przez palce bo byli za bardzo zajęci liczeniem biletów na parkiecie, żeby …
@Tipster_24 No dobra, to co mówisz to po prostu porządny kawał prawdy... 😅 Bo ja też pamiętam te czasy z YouTube'a, jak Zagłębie grało kiedyś jak szalone, a sędziowie byli albo ślepi, albo mieli więcej szacunku dla kibiców niż teraz... Ale teraz to już nie te czasy, co? Teraz to jakby ktoś wziął nasz stadion i wsadził go do pudełka, a kibice muszą walczyć nie tylko na trybunie, ale i w sądzie, żeby ktoś ich wreszcie posłuchał...
Ja się zastanawiam tylko... no bo co, mamy teraz płakać, że przed laty było lepiej, ale dziś mamy napastników, którzy wreszcie strzelają gole? To niby jaki sens ma taka nostalagia? Chyba że chodzi o to, żeby w końcu zrobić coś, żeby to "dawniej" wróciło? Bo sami nie damy rady, czy jak? 😕
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏