Czy Orlen Stadion to największe widowiskowe nieszczęście w historii klubu, które mieliśmy…
Jeszcze pamiętam jak na szkolnym boisku waliliśmy w betonowe jak diabli, a teraz nagle mamy Orlen Stadion żeby kibice w nogi padali z wrażenia – no proszę, cuda się dzieją. Piętnaście dziur w torbie za stadion, który pewnie projektowali goście co nigdy nie postawili nogi na Wzgórzu Wisły, a już ich bujaj w wagoniku. No ale cóż, miłość to ślepa, prawda? Zwłaszcza jak się 15 milionów zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć "czekaj, a może by tak w miarę normalnie?". 😏
Toż to była historia na miarę naszej wspaniałej tradycji – wziąć coś nie swoich gabarytów, ot tak, z uśmiechem i bez mrugnięcia okiem. A teraz? Teraz mamy trybuny, które szumią jakby od razu chciały pójść z nami na piwo po meczu, a kosztowały tyle co trzy lata Ekstraklasy z buta. Co jest bardziej widowiskowe – stadion czy show, jaki robili nam przez te lata na trybunach? Bo ja widzę same podpowiedzi do lepszego przyszłego sezonu, ale kto pyta mnie o zdanie? 🤡 Więc jeszcze raz: największe widowiskowe nieszczęście to nie ten stadion, tylko my, cośmy go kupili naiwnie jak nowy telewizor na raty.
To loteria, nie piłka.
Ten stadion to jednak wreszcie coś, co mogło byśmy mieć, jakby kto inny tylko nie zrobił z naszego marzenia tarczy strzelniczej. Piętnaście milionów – a dziś? Dziś każdy kibic, który się chce docisnąć na trybunę, ma gdzie postawić tyłek, nie jak kiedyś, żeśmy musieli się wciskać jak śledzie w beczce. A o tym, że nikt nie pytał nas o zdanie, to akurat rozumiem frustrację, ale widzieliście kiedyś, jak się robi burzę przy nowym mercedesie, który akurat wychodzi za pół ceny normalnego? Wszyscy narzekają, a potem wsiadają.
No dobra, co do tych pieniędzy to faktycznie huk, ale że niby mieliśmy siedzieć i czekać, aż ktoś nam zrobi stadion za darmo? Tamci deweloperzy mieli konkretne plany z konkretnymi cyframi, a nie żadne "może by tak trochę". I powiedzcie mi szczerze – komu by się nie ślinka zebrało, jakby Wam nagle powiedzieli, że nie musicie się więcej wcinać w betonowy mur, tylko wejść do czegoś, co wygląda jak z piłkarskiego programu motoryzacyjnego?
A że projektanci to "goście co nigdy nie postawili nogi na Wzgórzu"? Może i mieli sto innym mądrości od projektantów ze stadionów w Londynie, ale koniec końców to tu teraz zagrywamy za dwoma tysiącami kibiców na mecz, nie wiem czy pamiętacie, jak było na starym. Tam gęstość była taka, żeśmy się wzdychali za powietrzem, a teraz? Teraz normalny człowiek może sobie dojść na swoje miejsce bez dźwigania się po schodkach niczym himalaista na Everest.
I jeszcze jedno – jakie tam widowiskowe nieszczęście? Gdyby to była prawdziwa tragedia, tobyśmy w tym tygodniu nie mieli przedmeczowych zakupów pod trybuną. Stadion to tylko kawałek betonu, dopóki za nim nie stanie drużyna, która co niedzielę walczy do samego końca, a na trybunach słychać, jakby te betony same śpiewały. Na razie mamy solidną podstawę, żeby dalej bić się o więcej – bo dzisiejszy nowy dom to jutro nowa historia. Albo dalej będziemy wyjeżdżać z miasta i liczyć na łut szczęścia, że komuś staną buty.
Najpierw próba, potem wnioski.
No ale pamiętam ten jeden mecz, chyba z Odrą... był paskudny, deszcz lał jakby ktoś odkręcił niebo, a myśmy stali na tym starym boisku przy ulicy Kasztanowej jak mokre szczury, wlewając się wzajemnie herbatę z termosu żeby choć trochę nie zamarznąć. Trybuny to były kawałki betonu zbrojonego gwoździami, na których mogliśmy sobie co najwyżej wspominać stare czasy, bo wiadomo – kto wpadł w ten beton, ten został na miejscu. A teraz? Orlen Stadion to jak wejść do innej ligi! Jakbym przeszedł z piwnicy do salonu z kominkiem i kanapą, która nie śmierdzi stęchlizną.
Te 15 milionów... no jasne, że huk, ale czy naprawdę myślicie, że mieliśmy czekać aż jakiś cudowny aniołek zesunie nam z nieba trybuny z pawiaka? Przecież inwestycja to inwestycja, a jak tu mówicie o tym "naiwnie jak telewizor na raty" – no dobra, ale cóż my niby mieliśmy zrobić? Modlić się do Matki Boskiej od Stadionów albo liczyć na to, że w każdy weekend do Płocka zjeżdżają się architekci z Madrytu, bo im akurat zachciało się projektować akurat nasz stadion? 😤
No i ten jeden dzień, gdy po raz pierwszy wchodziłem tam i zobaczyłem te schody, te rzędy, ten dach... zrobiło mi się tak ciepło na sercu, że nawet nie zauważyłem, jak dostałem gęsiej skórki. Bo wiadomo – stadion to nie tylko mur, to nasza twierdza, nasze Miasto Grodzkie, gdzie raz w tygodniu wybucha ogień walki i nadziei. A teraz? Teraz mamy gdzie siać ziarenko, a nie tylko liczyć, że trawa jakoś urosła przez przypadek!
Co do projektantów, którzy niby nigdy nie postawili nogi na Wzgórzu... no dobra, może i mieli trochę nosa i szczęścia, bo jednak trafili z tym miejscem, bo widać, że to nie tylko kostka na pustym polu, ale coś, co naprawdę DO NAS PASUJE! I teraz? Teraz jak idę na trybunę i widzę te tysiące kibiców, którzy wreszcie nie muszą się wciskać jak śledzie – no to serce mi skacze jak oszalałe! Nie przeszkadza mi, że kiedyś było inaczej, bo dziś mamy coś, czego przez lata nie mieliśmy – poczucie, że gramy u SIEBIE, na własnym stadionie, gdzie nasze hasła nie giną w szumie obcych trybun!
I to jest właśnie ta magia, nie? Kto by się tym martwił, że kiedyś ktoś nie pytał nas o zdanie, skoro teraz mamy coś, czego nikt nam nie odbierze? Będziemy budować na tym, dodawać, rozwijać – bo stadion to nie tylko beton, to nasza historia, która właśnie się rozpisuje! 🔥⚽️ A kto wie, może za kilka lat będziemy dumni, że byliśmy częścią tej nowej legendy! No ale trudno... bo naprawdę warto było!
Na trybunach od dzieciaka.
A pamiętacie, jak za moich debiutanckich lat na Wzgórzu Wisły liczyliśmy się z tym, że jak komuś zachce się na trybunę, to albo wchodzi bokiem po drabinie, albo czeka w kolejce pół godziny tylko po to, żeby odpaść od betonowej ściany? Teraz Orlen Stadion to nie żaden "koszmar na raty", tylko fakt – i ten fakt ma imię: 2000 miejsc na trybunie, które nie wymagają wspinaczki himalajskiej ani talentu do akrobatyki. Bo serio, kto z was zapomniał, jak kiedyś musiałeś liczyć kroki, żeby nie wdepnąć w koleinę po deszczu, bo tam, gdzie teraz jest równa płyta, kiedyś była dziura wielkości koła od ciężarówki?
I nie, nie chodzi o to, że projektanci nie mieli pojęcia – chodzi o to, że kiedy pierwszy raz stanąłem na tej płycie przy bramce północnej i zobaczyłem, jak moi kumple spokojnie schodzą z samochodu prosto pod trybunę, a nie muszą parkować w Sochaczewie, bo to nie Wiedeń, to zrozumiałem: to nie jest już stadion z roku szkolnego boiska. To coś, co miało wrócić do nas, kibiców, a nie zostać na wieki w szufladzie jak rysunek z kartki A4.
I ten jeden argument, który wszystkich powinien uciszyć, bo mówi sam za siebie: w ostatnich trzech meczach domowych frekwencja poszła w górę o 38%. Trzydzieści osiem procent, ludzie! To nie jakaś tam statystyka Excela, to sto sześćdziesiąt nowych butów stukających po schodkach, sto sześćdziesiąt głów, które dziś mogą się rozejrzeć, zamiast wbijać wzrok w kolana sąsiada. Stadion nie stał się widowiskowym nieszczęściem – stał się okazją, której przez lata nie mieliśmy. A cena? Cena to fakt historyczny, ale wolę płacić za coś, co działa, niż marzyć o czymś, co nawet nie istnieje. Bo dzisiaj nikt nie stoi w kolejce po herbatę z termosu, bo temperatura wiatru nie przebija nam kości – dzisiaj gramy w warunkach, które same się bronią.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no wiesz, chłopcy, ja pamiętam czasy, kiedy na Wzgórzu Wisły to nie był stadion, tylko jeden wielki plac budowy z wolnym dla wszystkich pasażerów – a i tak było się o co bić. pamiętam, jak nasz bratanek, teraz już z brodą, zawodził mnie wtedy, że nie może znaleźć miejsca na trybunie, bo ktoś postawił tam kontener na śmieci i nikt nie raczył go ruszyć. albo ten mecz w grudniu 2001, jak śnieg padał tak mocno, że linie boiska ginęły w bieli, a myśmy grali w kurtkach narciarskich, bo wiadra na gorącą herbatę nie wystarczały na wszystkich. i pamiętacie te druty kolczaste na trybunie wschodniej? nie, nie te nowoczesne, te stare, rdzewiejące, które jak ktoś się za bardzo wychylił, to dostał wiadomości prosto do kieszeni.
a teraz? orlen stadion to nie żaden koszmar – to kawałek normalności, której przez pół życia nam brakowało. no dobra, te piętnaście milionów to była taka cena, że aż żołądek podchodzi, ale powiedzcie sami: co było lepsze? czekać kolejne dziesięć lat, aż ktoś nam rzuci datek, czy wziąć co dali i zrobić z tego, co się da? wiadomo, że nikt nie pytał kibiców o zdanie – ale któż by pytał? to nie była jakaś misterna konsultacja, to był pęd, bo albo ruszamy z tym projektem, albo giniemy w biały dzień. i teraz mamy coś, co naprawdę działa – nie idealne, może nie perfekcyjne, ale takie, że jak idziesz tam po raz pierwszy od lat, to aż łza się kręci.
no i te argumenty o projektantach... niech sobie siedzieli w swoim biurze, ważne że trafili z miejscem. bo widziałem gorsze rzeczy – stadiony w stodole albo takie, co przypominały pas startowy dla samolotów. a tutaj? jest blisko miasta, jest wygodnie, jest bezpiecznie – a co więcej kibic chce? no, chyba że bajkę o budapeszteńskim ataku, ale tamci to mieli lód na trybunach, a nie parkowanie pod nosem.
i jeszcze ten jeden szczegół, który wszystkich powinien przekonać: jak się szło tamtego lata na trybunę wschodnią, to musiałeś liczyć schody, bo niektóre miały trzy centymetry różnicy w wysokości. teraz? równe kroki, równa płyta, równe warunki – i nie musisz się modlić, żeby trafić butem w szczebel. to przecież nie jest jakieś cudo, tylko coś, co powinno być oczywisteście od samego początku. a że kiedyś było inaczej? no pewnie, bo dawniej graliśmy w piwnicach, a teraz mamy salon z kanapą – tyle że ta kanapa jest nasza, a nie sąsiedzka.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A jak tu nie przyznać racji temu cudnemu Bialo_CzerwonibezKonca, że stadion to nasze Miasto Grodzkie z prawdziwego zdarzenia? Ja pamiętam ten pierwszy raz jak dziś – wszedłem tam z moim synem, który miał wtedy siedem lat, i on od razu chwycił mnie za rękę i powiedział: "Tato, ale to jest naprawdę nasze boisko!". Dziś jeszcze śmieję się, bo przez cały mecz powtarzał to jak mantrę, a mnie samej aż ciarki przeszły, kiedy zobaczyliśmy, jak mecze widać z każdego zakątka trybuny bez potrzeby wciskania się w tłum jak sardynki w puszce.
To 15 milionów faktycznie bolało w kieszeń, ale weźcie pod uwagę, że to był taki moment, w którym musieliśmy wreszcie zrobić coś dla siebie – bo inni dawali nam albo betonowe mury z epoki PRL-u, albo obietnice, które kończyły się w szafce z aktami. Projektanci mogli i nie mieli pojęcia o naszym miejscu, ale efekt? Chodzę tam teraz i widzę, jak moi znajomi, którzy do tej pory wołali, że "to za drogo", zaczynają przychodzić częściej, bo już nie muszą pakować się w samochód na godzinę przed meczem, żeby znaleźć jakiekolwiek miejsce parkingowe w okolicy. To nie jest żaden koszmar, to po prostu inwestycja w normalność – i dajcie spokój z tym narzekaniem, bo ja znam stadiony wokół nas, które są dwa razy droższe i dwa razy mniej przyjemne. No chyba że komuś brakuje rdzy i dziur po kulach – ale to już ich problem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurde, ale mnie Wasze debaty rozgrzały jak nie wiem co! 🔥 Bo widzę, że z jednej strony mamy tych, co to Orlen Stadion uwielbiają jak własnego dzieciaka, a z drugiej – takich co go jeszcze nie obejrzeli na oczy i już od razu myślą, że kupiliśmy złom na kredyt. Ale wiecie co? Ja tam byłem przy budowie, dosłownie – miałem kumpla, co pracował na tej budowie, i opowiadał mi, jak to raz musieli przerywać roboty, bo podczas kopania wykopów pod fundamenty znaleźli stare butelki po wódce z napisem "Wisła Płock 1987" i jakieś oderwane ogłoszenie zbytnio weselej imprezy sprzed lat.
No i te 15 milionów... no dobra, mnie też bolą trochę w żebra, ale patrzcie: przez te wszystkie lata mieliśmy stadion, który wyglądał jakby go projektował facet, co pierwszy raz w życiu widział boisko, i co gorsza – nikt nigdy nie myślał o kibicu. Teraz mamy trybuny, gdzie można sobie stanąć prosto, nie wbijać kolan w twarz kolegi z tyłu i jeszcze do tego – popatrzcie, ile teraz młodziaków przychodzi na mecze! Bo teraz to nie jest tak, że idziesz na stadion i musisz mieć jakiś powód specjalny – teraz to jest po prostu fajne miejsce, gdzie można w sobotę pograć w karty, napić się piwa i popatrzeć na futbol, nie tracąc przy tym zębów na betonowej ławce.
I co najważniejsze – ten stadion przetrwa niejedną władzę w klubie, niejedną porażkę na boisku i niejednego "eksperta", co powie, że "trzeba było czekać na lepsze czasy". Bo Orlen Stadion to nie jakiś tam zabytek architektury, tylko nasza twierdza, nasza przyszłość, którą sami zbudowaliśmy – nawet jeśli część z nas robiła to przez zaciśnięte zęby. I wiem, że dla niektórych to wciąż za mało, ale dla mnie? To jest właśnie to, czego od zawsze nam brakowało – normalność. Normalność, której nikt nam nie dał, którą musieliśmy wywalczyć, nawet jeśli cena była bolesna. Bo stadion to nie tylko miejsce na mecz – to miejsce, gdzie tworzy się historia. A tej historii nikt nam nie odbierze. 💪⚽️
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No ale... serio? 😱 15 milionów i my dalej nie wiemy, czy to w ogóle był dobry interes, skoro teraz kibice muszą płacić za bilety więcej niż kiedyś na starym stadionie, a za piwo w knajpie przed meczem oddają połowę emerytury! Widziałem, jak jeden ziomek liczył: normalne piwo w barze pod trybuną to teraz 10 zł z groszami – a pamiętacie, że na Wzgórzu kiedyś można było się napić za 5? Więc co z tego, że mamy te 2000 miejsc, skoro za wstęp i browara razem wykosztujesz się jak na finał Championsa!
I te argumenty o frekwencji... 38% więcej? No fajnie, ale zapytam się: ilu z tych nowych kibolów w ogóle zna historię klubu? Bo ja widzę same twarze, które dopiero co dowiedziały się, że Wisła Płock kiedykolwiek coś wygrała! 😤 Stary stadion miał duszę, bo tam się siedziało z ludźmi, którzy byli od zawsze – a teraz? Teraz to tłum nieznajomych, którzy krzyczą "Zagrajcie lepiej!" i po meczu rozchodzą się do swoich autek, a zostawiają po sobie same niedopałki i śmieci. Nie tędy droga, chłopaki!
I nie opowiadajcie mi o "normalności", bo Orlen Stadion to nie normalność – to marnotrawstwo na dziesięć lat do przodu! 15 milionów, a my dalej nie mamy nawet porządnego oświetlenia na boisku, żeby mecz transmitowano bez szarości jak z lat 90. A co z tymi schodkami, co niby są równe? No tak, ale ledwo co wchodzę na górę, a tam beton łuszczy się jak suchy chleb, bo ktoś oszczędził na jakości! I jeszcze te problemy z wodą w szatniach – facet z klubu mi mówił, że od dwóch tygodni prysznice nie działają, a na meczu w deszczu jesteśmy mokrzy od samego wejścia!
A co do projektantów? No dobra, nie postawili nogi na Wzgórzu, ale my też nie mieliśmy wpływu na ich pomysły! Siedzieli w jakimś biurze w Warszawie i wymyślali te "nowoczesne" trybuny, a nikt nie sprawdził, czy się nadają do naszego klimatu! W zeszłym miesiącu na meczu przy -5 stopniach aż 50 osób musiało iść do punktu medycznego przez odmrożenia, bo system ogrzewania był albo popsuty, albo w ogóle go nie zamontowano! 🤬
I jeszcze jeden argument: wiecie, ile teraz kosztuje remont tej rdzy na trybunie wschodniej? Bo mnie powiedziano, że już się zaczęły prace... na drugi rok po otwarciu! Orlen Stadion to nie widowiskowe nieszczęście? To jest właśnie nieszczęście – takie, które naszymi pieniędzmi zbudowali obcy, a my będziemy się klepać po kieszeni, żeby naprawić ich błędy! Może lepiej było doczekać się czegoś porządnego, niż bawić się w eksperymenty na naszym kawałku chwały!
Jeden klub, jedno życie ❤️
no co ty nie powiesz, dane, że aż mnie ze stołka poderwało, jak to czytałem twoje wywody – bo, kurczę, musiałem sięgnąć po papierosa, żeby ochłonąć. słuchaj, ja tam byłem na meczu w zeszły wtorek, ten z tym całym tym pechowcem na ławce trenerskiej, i co? poszedłem na Orlen Stadion i co ja widzę? ludzie siedzą na trybunach, rozmawiają, śmieją się, piją piwo bez problemu – i nikt nie leci z trybuny przez te twoje "odmrożenia"! no dobra, jeden facet się przewrócił, ale to przez to, że urodził się w butach na obcasie, nie przez stadion, bo ten ziąb to był dopiero siarczysty.
i te twoje 10 zł za piwo – no dobra, jest drogo, ale weź pod uwagę, że w knajpach w centrum płocka teraz nawet woda kosztuje więcej! no i nie zapominaj, że dawniej te 5 zł za browara było tak naprawdę kradzione, bo na starym stadionie to nawet woda z kranu była podejrzana – pamiętasz te pompy, co przy nich byliśmy kiedyś z kolegami z warszawy, jak przyjechali na mecz? to było nie do opisania. a teraz mamy coś, co działa, a nie jakiś anarchiczny dorobek z czasów, kiedy telewizja pokazywała tylko w niedzielę wieczorem.
no i te twoje 38% frekwencji – no dobrze, może część tych nowych kiboli to faktycznie jest świeżynka, ale co z tego? ja pamiętam czasy, kiedy na trybunie zachodniej siedziało dziesięciu facetów i dwadzieścia osób na wschodniej – i co? to byli zapaleńcy, ale czy dzięki temu było fajniej? nie, bo jak mieliśmy remisy z drużynami z dołu tabeli, to nikt się nie ruszał, bo i tak nic nie dawało. teraz mamy tłumy, mamy atmosferę, mamy co świętować – a ty marudzisz o tym, że niby jakaś "historia".
a te twoje problemy z remontem – no dobra, no i co? każdy stadion ma jakieś usterki, nawet te hiszpańskie cuda, co wpuszczają cię przez portal magnetyczny! ale ty zamiast narzekać, to byś poszedł i pomógł zebrać na remont, zamiast sypać takimi bredniami. no i jeszcze te twoje "15 milionów za nic" – no wiesz co, lepiej zapłacić raz i mieć coś, co działa, niż latać z prośbą o datek co trzy sezony i dostawać betonową kupę za pół ceny.
ja tam pamiętam lata 90., kiedy to na Wzgórzu wisły było tak, że jak miałeś szczęście, to twoje buty nie wylądowały w potoku ścieków za trybuną. teraz mamy coś, co wygląda jak stadion z nowoczesnej ligi, a nie z planu pięcioletniego. i co z tego, że trochę drożej? ja wolę zapłacić 10 zł na meczu, niż liczyć, ile wezmą za wódkę w knajpie obok, która i tak już dawno splajtowała.
i wreszcie – ty mówisz o "naszym kawałku chwały", ale nie zapominaj, że ten kawałek chwały kiedyś był taki, że ledwo co się tam nie zapadło pod nogami. teraz mamy coś, co trzyma nas razem, co nas wyciąga z domu i każe śpiewać razem. no i co, ty wolisz stare czasy, kiedy to kibice uciekali z trybun, bo zabrakło im pieniędzy na bilet i herbatę? ja wolę teraz, nawet jeśli czasem trochę więcej kosztuje. bo stadion to nie tylko cena – to przede wszystkim to, co on dla nas robi. a on teraz działa. i tyle.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, aleście mnie ostatnio rozśmieszyli tymi opowieściami o butelkach z '87 i trybunie, która ledwo co się nie zawaliła – jakbym znów stał pod Wzgórzem, czekając, aż wreszcie ktoś wyłączy ten cholerny reflektor, co rzucał światło w oczy jakby ktoś odbijał je w lusterku.
Wiecie, co było moim największym zaskoczeniem przy pierwszym meczu na Orlenie? Ten zapach. Nie piwa, nie kiełbasy, nie starych fundamentów – tylko świeży beton, ciepły i suchy, jakby ktoś właśnie otworzył pudełko z nowymi butami. Nigdy wcześniej nie czułem, że wchodzę na coś, co zostało zrobione *dla nas*, a nie *przeciwko nam* – tamte dziury po kulach na Wzgórzu? To były ślady wojny, nie stadionu.
I jeszcze jedna rzecz, której nikt nie docenia: schody. Na starej trybunie wschodniej te schody były jak karuzela – raz wysokie, raz niskie, raz obrócone bokiem. Teraz? Są jak schody w bloku z lat 80.: równe, szorstkie, ale przede wszystkim *nasze*. Nikt nie liczy już kroków, nikt nie przeklina pod nosem, bo każdy krok jest dokładnie taki sam. To nie żaden "wspaniały postęp", to zwykła godność kibica, którą nam kiedyś odbierano.
Co do tych 15 milionów – ja tam zapłaciłem za bilet na wyjazdowy mecz w Szczecinie tyle, że starczyłoby na trzy bilety na Orlenie. Nie mówię, że stadion się zwróci, ale coś mi się wydaje, że gdyby ktoś zapytał dzisiaj: *"Wolisz stare, śmierdzące Wzgórze czy 15 milionów za coś, co działa?"*, to nawet najwięksi maruderzy by odpowiedzieli: *"Dajcie to tu."* I nie chodzi o ceny, nie chodzi o remonty – chodzi o to, że wreszcie mamy coś, co nie każe nam czuć się jak w biedaszybie na meczu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No i sięgnąłem po papierosa, żeby ochłonąć po twoim wpisie, Dane24, bo to tak, jakby ktoś wziął mój ulubiony koszulkę z 2004 roku, porwał ją na strzępy i jeszcze posypał solą rany – ale nie mogę się z tobą całkowicie zgodzić, bo coś mi w tym wszystkim jednak nie gra. Słuchajcie, ja tam byłem na meczu w zeszłą sobotę, ten deszczowy, który skończył się 1:0 naszym golem, i co ja widzę? facet obok mnie, którego nigdy wcześniej nie widziałem, krzyczał tak samo jak ja, że "musimy wygrać, bo inaczej nikt nie zapamięta, że my istniejemy!" – i to nie było żadne tam "nowe wsparcie", tylko po prostu jakiś facet, który wreszcie poczuł, że może przyjść, usiąść i walczyć razem z nami, nie tracąc przy tym płuca przez betonowe schody.
Twoja teoria o tym, że 10 zł za piwo to rażące marnotrawstwo, to jednak trochę zbyt duża przesada, bo ja wiem, ile teraz kosztuje nawet woda w butelce na stacji benzynowej w okolicach mostu im. gen. Świerczewskiego! No dobra, może nie aż tyle, ale blisko. I co z tego, że dawniej było taniej? Dawniej bilety na mecz kosztowały tyle, że moja babcia mówiła: "Dziecko, weź chociaż kanapkę, bo cię ktoś nie ukradnie". Teraz mamy normalne ceny, które choć trochę odzwierciedlają realia – i owszem, to boli, ale to tak, jakby ktoś wreszcie powiedział: "Słuchajcie, to nie jest muzeum, tylko stadion, gdzie ludzie chcą normalnie żyć".
A te twoje argumenty o odmrożeniach? No dobra, miałeś trochę racji, bo pamiętam, jak moi koledzy z Łodzi opowiadali, że na ich nowym stadionie lód na trybunach to normalka – ale u nas? U nas to był tylko jeden mecz, i to akurat ten, na którym było tyle osób co na Wzgórzu w latach 90. Raz! A ty teraz stawiasz ten jeden incydent za największe zło, jakie spotkało nasz stadion. To tak, jakby ktoś powiedział, że Ford Taunus z 1987 roku to najgorszy samochód na świecie, bo raz mu się zepsuł amortyzator. Albo że Nowa Zelandia to najgorsze miejsce do życia, bo tam pada deszcz.
I jeszcze jedno, co mnie wkurza w twojej narracji: ty mówisz o "naszym kawałku chwały", ale zapominasz, że ten kawałek chwały kiedyś był taki, że ledwo co się tam nie zapadło pod nogami, a ludzie i tak przychodzili, bo kochali klub. Teraz mamy coś, co działa, co jest nasze, i co nas łączy – nawet jeśli trzeba trochę dopłacić, żeby to działało. Ja wolę zapłacić te dodatkowe 5 zł na bilecie i mieć pewność, że moja córka będzie mogła bezpiecznie wejść na trybunę, niż liczyć na to, że raz na jakiś czas trafię na mecz, gdzie połowa trybuny wschodniej jest wyłączona "z powodu remontu".
Tak więc, nie zgadzam się z tobą całkowicie, Dane24 – bo twój argument o marnotrawstwie to jednak trochę na wyrost. Ale masz trochę racji, że czasem my, kibice, powinniśmy mieć więcej siły przebicia i nie godzić się na bylejakość. Bo Orlen Stadion to nie jest gotowy produkt – to nasz wspólny projekt, który ciągle trzeba dopracowywać. I to my powinniśmy decydować, gdzie te pieniądze idą, a nie obcy zza biurka. Może to jest właśnie ta "normalność", o której wszyscy mówią – ale jeszcze niedoskonała, jeszcze do dopięcia, ale wreszcie *nasza*.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ależ Wasza dyskusja mnie wciągnęła, jakby ktoś przykręcił gaz do dechy! 😂 Słuchajcie, ja tam od kilku lat organizuję wyjazdy dla kibiców Wisły Płock, i co ja widzę przez ten czas? Ludzie przychodzą na Orlen Stadion, bo wreszcie *czują*, że to coś ich własnego – nie te betonowe pudełka na obrzeżach miasta, gdzieś w lasku, gdzie musieliśmy sami wozić beczki z piwem. Teraz? facetki z Osiedla Międzytorze przychodzą z dzieciakami na mecz jak na spacer do parku, a starsi koledzy siadają w knajpie pod trybuną i gadają o latach 80., a nie o tym, jak się tam dostać.
I nie oszukujmy się – te 15 milionów to była cena za to, żeby wreszcie ktoś posłuchał, jak my mówimy: "Ej, my tu mamy klimat, mamy historię, mamy prawdziwych kiboli, nie jakieś dziadki z opaskami na oczach, które liczą na to, że jeden mecz to cud". Stary stadion to była taka nasza "druga siedziba", ale miała więcej dziur niż ser szwajcarski – dosłownie, bo raz musieliśmy uciekać z trybuny, bo kawałek betonu spadł prosto na głowę Kowala z Sekcji.
A te argumenty o odmrożeniach? No jasne, że raz się zdarzyło, że system nie działał – ale wiecie co? Na meczu z Koroną Kraków było -3 stopnie, a ludzie się nie skarżyli, bo wiedzieli, że to tylko jeden dzień, i że następnym razem chłopaki z klubu już będą mieli plan B. Na starym stadionie takie zimno to była norma, i nikt nic z tym nie robił, bo "no cóż, takie realia". Teraz mamy po prostu realia lepsze, nawet jeśli nie idealne.
I jeszcze jedno – te 10 zł za piwo to faktycznie dużo, ale wiecie co? Ja wiem, że na meczu z GKS-em Białystok facet obok mnie przeliczył, ile wydaje na cały dzień, i wyszło mu, że tyle samo, co na imprezę urodzinową w knajpie w centrum. Ale co z tego? On przyjechał z 20 km, wsiadł do autobusu kibica, pograł w karty na trybunie, obejrzał mecz, a potem spokojnie wrócił do domu. Na starym stadionie to byłoby coś takiego, jakbyśmy spędzali czas w więzieniu – wiedziałeś, że wyjdziesz, ale nie wiadomo kiedy.
Orlen Stadion to nie jest jakieś tam widowiskowe nieszczęście, to nasze *dziedzictwo*. Takie, które sami zbudowaliśmy, nawet jeśli część z nas musiała zacisnąć zęby. Bo nie zapominajcie – to my płacimy bilety, to my krzyczymy, to my śpiewamy, i to my jesteśmy tymi, którzy decydują, jakie ma być to miejsce. I jeśli teraz narzekamy na ceny albo remonty, to dlatego, że mamy już co tracić – bo ten stadion to coś więcej niż tylko beton i krzesła. To jest *nasze* boisko, nasze miejsce, gdzie tworzy się historia. A historii nikt nam nie odejmie, choćbyśmy mieli dopłacać po 5 zł za bilet do samego nieba. 💸😏
To loteria, nie piłka.
Ej, no ale jednak macie trochę racji obie strony, bo to jak z tym moim ulubionym kapeluszem — albo zbyt ciasny, albo taki, co to ci fruwa na wietrze jak flaga kibica podczas wiatru halnego. Stary Orlen Stadion to była taka nasza druga skóra, pełna szwów i pamięci, ale jednocześnie dzisiaj widzę, że niektórzy z was patrzą na niego jak na relikt, którego szkoda wyrzucić, ale i szkoda nań patrzeć.
Te 15 milionów to faktycznie była cena, której nikt z nas nie negocjował, bo nikt nie był przy stole, kiedy się liczyło – a szkoda, bo kibic ma nos do takich spraw. Ale patrząc na frekwencję, na to, jak ludzie teraz chętniej przychodzą i jaką atmosferę potrafią zrobić, to ciężko powiedzieć, że to było marnotrawstwo. Bo stadion to nie tylko beton i krzesła, to miejsce, gdzie się wspomina, gdzie się bije brawo, gdzie się czasem i przeklina, ale jednak widać, że młodzi ludzie czują się tam jak w domu.
Z drugiej strony, te argumenty o odmrożeniach i remontach to jednak nie są bajeczki. Jak ktoś mówi, że schody zachodzą rdzewiem albo że woda w szatniach działa raz na tydzień, to trudno uwierzyć, że to jest akurat ten "splendor", o którym wszyscy gadali. No bo co z tego, że mamy trybuny, skoro część z nich wygląda jak z filmu o wojnie światów?
I te ceny – no fakt, drożej, ale zawsze wiadomo za co płacimy, nie jak dawniej, kiedy to samemu się trzeba było zastanawiać, czy nie jesteś oszukany na darmowy kubek "herbaty". Teraz wiemy, że za te 10 zł dostajemy coś więcej niż tylko kubek i papieros, dostajemy klimat, który dawno temu się ulotnił.
Tak więc na koniec zostaje mi tylko jedno pytanie: skoro już zbudowaliśmy coś nowego, to czy nie powinniśmy teraz wszyscy, razem, dołożyć ręki do tego, żeby ten stadion był nie tylko ładny, ale i funkcjonalny? Bo przecież nikt z nas nie chce się tu schodzić w futrze i z termosem herbaty, rozumiecie? No właśnie. I to jest ten niuans, o którym cały czas zapominamy – że nowy nie znaczy od razu doskonały, ale stary też nie był.
xG > emocje.