Czy Orlen Stadion to naprawdę największe widowowisko w Płocku, czy tylko tak nas…
No ale jak Wam w to nie uwierzyliście, że Orlen Stadion to ten jeden mecz w roku w Płocku, gdzie akcja trwa od startu do gwizdka? Ktoś tam liczył, że miejsce 12-tysięczne w sezonie na coś się złoży — a tu proszę, 15 minut wrzasku o niczym, a reszta to gołe puste trybuny z pieczątką od rządu na kibica. Wiarygodnie, nie? Przecież jakby naprawdę chcieli widowisko, to by nie zaprojektowali trybuny, żeby połowa nie miała kurwy oka na boisko.
A teraz te hucpy psują, że „ale jest liga europejska i mecze tygodniowe” — no ja pierdolę, przez to teraz kibice kupują bilety za to, co by starczyło na trzy bilety na treningi plus browara w knajpie. Kto w Waszej rodzinie widział prawdziwe ognisko kibicowskie w środku tygodnia na podróbce z drewna komunalnego? Tylko jak tu się nie wkurzyć, jak jeszcze muszę słuchać „to dopiero jak przyjadzie Lech”, a Lech ma trybuny, gdzie z każdego miejsca widać piłkę i nie musisz się wstydzić przed sąsiadem, że przyszedłeś dla atmosfery, a nie dla kawy z mleczkiem w VIP-ie.
Czyli pytanie zasadnicze: czy my tu jesteśmy za to, żeby płacić rachunek za butelkowane napięcie, czy aby naprawdę coś na niebie latało?
Każdą statystykę da się nagiąć.
No i w ogóle co wy tu teraz wymyślacie, że Orlen Stadion to jakaś chińska impreza z chińskim papierem toaletowym? Akurat ten stadion miał w założeniu być miejscem, gdzie się czuć piłkę, a nie stać pod sufitem jak żółw w kiosku z gazetami. Tyle że robota ucięli na pół gwizdka — niby nowy, niby nowoczesny, a tu się okazuje, że jak się nie ma szczęścia albo wzrostu 190, to kibicowi do akcji więcej niż do publiczności w teatrze. Ale nie ma co narzekać na pustą widownię, skoro połowa miejsc jest ustawiona tak, że z ławki rezerwowych lepiej widać swoją nóżkę niż pole karne. Na domiar złego zarząd wali w te bębny o "doświadczeniu kibica VIP", a ja wam mówię: spędziłem wakacje na campingach, ale w takim namiocie nie musiałem płacić 400 zł za bilet plus parking.
A teraz wszyscy się dziwią, że przychodzi się na widowisko, które trwa tyle co moja siostra oglądająca tiktoki — czyli krócej niż zapowiadają reklamy w Ekstraklasie. Tyle że problem nie leży w tym, że stadion jest za duży, tylko że jest zaprojektowany jakby projektant nigdy nie widział meczu od środka trybuny, tylko świętował Nowy Rok z lornetką na balkonie. Gdyby Orlen wziął ze dwieście złotych i poszedł zapytać prawdziwych kibiców, zamiast licytować się z deweloperem w Warszawie, to może by było tak, że z ławki na połowie trybuny faktycznie coś widać, a nie że musisz wstawać jak w kinie, żeby zobaczyć, jak ktoś kopie w nogę.
I jeszcze te gadanie o "atmosferze tygodniowej" — no kurczę, jakbym miał ochotę oglądać przez lunetę sztuczne ognisko na boisku w środku tygodnia, to bym sobie zaprosił kumpla na grill w lasku koło Wisły. Stadion ma być murem dźwiękowym, a nie dekoracją do zdjęć na instagramie. A że raz na jakiś czas jest tu coś do oglądania, to raczej przez przypadek, bo lepszy mecz przypadkiem trafił się w miejscu, gdzie się da grać, niż przez geniusz organizacyjny.
Więc zamiast użalać się nad cenami, może byście wreszcie zrobili hałas przy miejskim architekcie? Bo póki co to nie my płacimy za widowisko — to oni płacą nam za to, że nie idziemy do sąsiada na dziadek do orzechów, żeby obejrzeć sensację.
Gdzie dowody?
Ejże kurde, ale tu się robisz z płockiego Orlen Stadionu taki nowoczesny porno z pustymi krzesłami w tle 😱 Komu my tu niby sprzedajemy bilet na pół godziny nudy, a potem co, serwujemy przez megafon bajkę o "doświadczeniu VIP"? No serio, chłopaki, jakim cudem te 400 zł to niby bilet na mecz, skoro za tyle to ja w Warszawie biorę wózek widłowy na licencji 💪
A jeszcze ten numer z "atmosferą tygodniową" — no, kolega Rakow_Trybuna strzelił celnie, bo jak ja mam głośno krzyczeć na bramek w 75 minucie, skoro moi sąsiedzi siedzą z kawusiami w dłoni i scrollują fejsa? Kto wam powiedział, że dobre widowisko to taki, na którym widzisz swoją nóżkę zamiast piłki? 😬 Przecież przez większość sezonu jest tak, że jak zawodnik podniesie rękę do piersi, to my to dopiero 5 rzędów wyżej zauważamy — i to jak mamy szczęście, że nie akurat w przerwie reklamowej!
Pamiętam ten cholerny derbowy mecz z warszawskim Prochem, no nie? 12 tysięcy na trybunach, a ja wyleciałem z kieszenia na bilet więcej niż wynosi moja rata kredytu 🔥 Tyle że była akcja — biegało się, bijało, kopało! A teraz? Teraz mamy taki spektakl, że jakby projektant stadionu próbował odwrócić uwagę kibiców od pustych krzeseł pokazem światełek na dachu. Ale serio, komu to niby działa? Nam? To nie Orlen nas oszukuje — to sami sobie wmawiamy, że płacimy za "prestiż", a nie za to, żeby poczuć ten smród stadionowej zupy pomidorowej po golu.
No ale trudno, bo póki co nikt nie zapytał NASzego zdania przy projektowaniu tych cholernych ław — i tak dalej idzie. Za karę, że jesteśmy WIĘKSZĄ GŁOŚNIĄCE niż młodsi w kącie knajpy, to i bilety muszą być za cenę biletu do Disneylandu 🤬 Albo im się wreszcie odczepią od tego "nowoczesnego designu", albo my znowu się znajdziemy w drewnianej trybunie na Wyszkowie, gdzie choćby było pusto, to przynajmniej widać co się dzieje. A co, co kto? Takie jest życie — albo grasz na ich warunkach, albo szukasz lepszej firmy. A my tu nie mamy lepszej opcji, bo Wisła Płock to nasze serce mówi wszystko! 🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, no ale Rakow_Trybuna trafił w dziesiątkę, jak mówi o tym zestawie „widowisko na 15 minut i cisza przez resztę meczu”. Bo niech ktoś mi powie, jaką wartość ma bilet, kiedy z ławki robi się nie stadion, a klatka schodowa do zaplecza, z którego widać pół boiska — a i to tylko jak akurat ktoś stanie na palcach.
Skoro projektantowi nie udało się nawet postawić krzeseł tak, żeby z każdego miejsca było widać coś więcej niż tyłki sąsiadów albo reklamę Orlenu na bandzie, to mówienie o „atmosferze tygodniowej” to po prostu pieczenie chleba na cudzym piecu. Tyle że my nie płacimy za sztuczne ognisko w lesie koło Wisły — płacimy za to, by czuć, że mecz to nie meksykański serial, tylko coś, co się naprawdę rozgrywa.
I jeszcze ten numer z cenami — 400 zł za bilet plus parking, a w nagrodę dostajesz tyle widowiska co w treningu dla szczeniaków. Póki co, Orlen Stadion to raczej wyspa luksusu zamiast przystani kibica, a my tu w Płocku jesteśmy od tego, żeby kibicować, a nie oglądać mecz przez lunetę na dachu. Szkoda, że nikt nie zapytał naszych głów, jak ma wyglądać stadion, w którym naprawdę się pali.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no do jasnej pawany ależ te wasze porównania to naprawdę stare pudło z płockiej piwnicy — bo niech wam opowiem, jak to wyglądało na naszym dawnej trybunie przy ul. 3 Maja, kiedy jeszcze boisko było w samym centrum miasta i nie musieliśmy się gapić przez lunetę, żeby zobaczyć, czy zawodnik trafił w poprzeczkę. kiedy w 1998 roku Wisła grała z Legią w Pucharze Zdobywców Pucharów, to trybuny uginały się od ludzi, a powietrze śmierdziało takimi zestawami: chipsy, piwo ze słoików i papierosowy dym, że można było powiedzieć, iż kibice płockiego byli jednym wielkim organizmem — jeden krzyk, jeden ból, jedna radość. stary Janek z naprzeciwka, który sprzedawał kaszankę na ogniu z blaszanego piecyka, to był nasz lokalny bohater, bo nikt inny nie miał tyle serca, żeby się tym przejmować.
a teraz? teraz mamy Orlen Stadion, gdzie pół boiska jest dla nas zakryte tymi nowoczesnymi trybunami, które projektował ktoś, kto chyba nigdy nie postawił nogi na murawie, nie mówiąc już o tym, że nie wiedział, że piłka może wylądować w siatce, a nie tylko na fladze reklamowej. pamiętam ten mecz z Podbeskidziem w Ekstraklasie, kiedy to akurat mieliśmy szansę na zwycięstwo — ale w połowie drugiego okresu okazało się, że z ławki, na której siedziałem, widać było tylko czyjś pasek od spodni, a sędzia gwizdał karnego, którego nikt nie widział. no to co, my mieliśmy płacić 400 zł za to, żeby podziwiać tyłek sąsiada i liczyć na cud? nie, to my mieliśmy być tymi, którzy płacą, a projektanci mieli siedzieć w fotelach i cieszyć się, że skoro nie ma przychodów, to nie muszą martwić się o prawdziwą atmosferę.
i wiecie co? w tamtych czasach, kiedy Wisła grała na wyszkowskim stadionie, to nawet jak była nędza na trybunach, to było coś więcej niż ta sucha nudna cisza, którą teraz mamy na Orlenie. tam była magia — ta, którą teraz próbują zastąpić światełkami ledowymi na dachu, jakby to miało coś wspólnego z prawdziwym kibicostwem. wiem, że są tacy, co mówią „ależ jest liga europejska, macie wyższe aspiracje” — no jasne, aspiracje to jedno, ale jak się ma zaniedbaną infrastrukturę, która nie działa ani na korzyść kibica, ani na korzyść klubu, to gdzie tu sens?
więc nie, nie oszukiwano nas, żebyśmy kupowali bilety — oszukaliśmy samych siebie, że zapomnimy, jak powinno wyglądać prawdziwe widowisko. bo prawdziwe widowisko to nie to, że się płaci za krzesło, na którym nie widać boiska, tylko to, że się czuje, że jest się częścią czegoś większego — a nie klientem w eleganckim biurowcu, który nazywa się „stadion”. i jeszcze jedno: kiedy ostatni raz widzieliście, żeby na płockim meczu grający trener krzyczał na zawodników, że „no dalej, dajcie coś do oglądania”, a nie na to, żeby skończyć mecz jak najszybciej i iść do domu? a ja pamiętam czasy, kiedy właśnie tak było.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Aż mnie rozbolał kark, jak wczoraj na tym "widzisz-boisko-gdzie-tyłek-sąsiada" musiałem wstać podwójnie — raz, żeby zobaczyć, co się dzieje na boisku, drugi raz, żeby usiąść z powrotem, bo służący już do mnie podchodził z tym swoim „przepraszam, proszę nie blokować przejścia”. Wiecie, co to znaczy zapłacić 400 zł i dostać w pakiecie bilet do kina na otwarte drzwi, gdzie ekranem jest banda reklamowa Orlenu? To jakbyście kupili karnet na spektakl, a tu się okazuje, że aktorzy grają na scenie, która jest po drugiej stronie ulicy.
I niech ktoś spróbuje powiedzieć, że „ale jest nowoczesny, bo są LED-y”. Ja w zeszłym tygodniu oglądałem jeden mecz, gdzie te światełka na dachu zrobiły tyle widowiska co lampka w mojej szafce na buty — w dodatku tak się świeciły w oczy, że facet obok mnie przez pół meczu próbował zrobić zdjęcie piłki komórką, a wychodziło mu tylko selfie z palcem w nosie. Orlenowi chyba zależy bardziej na tym, żebyście mieli coś do scrollowania w internecie, niż na tym, żebyście mieli za co krzyczeć.
Pamiętam, jak kiedyś na Starym Mieście, jeszcze przy tym paskudnym betonowym bunkrze koło Wisły, ustawialiśmy pultre, piwo w kufli i czekaliśmy na derbowy mecz z ŁKS-em. Było może tysiąc osób, ale jak Wisła strzeliła, to aż rynek drżał — nie od głośności, tylko od samego uczucia, że wszyscy jesteśmy razem. Dzisiaj zamiast ściany ludzi mamy ścianę krzeseł, które nikogo nie interesują, bo nikt nie wie, co się dzieje na boisku, a za to wszyscy wiedzą, jakie mają nogi w butach sponsorowanych przez adidasa.
No i jeszcze ten numer z parkingiem — płacisz 25 zł, żeby odstawić samochód na wybetonowanym pustkowiu, z którego idziesz dwadzieścia minut pod górę, bo Orlen postanowił, że wejścia do loży są ważniejsze niż wygoda kibica. A potem się dziwicie, że młodzi wolą oglądać mecz na YouTubie w knajpie, niż marznąć w kolejce po bilet, żeby potem przez pół meczu stać w pozycji wykrocznej i patrzeć na pasy na bandzie.
Mówię wam, wystarczyłoby, żeby projektant raz usiadł na naszym miejscu — na tej cholernej ławce, gdzie nogi są sztywniejsze od szyi — i wtedy by zobaczył, dlaczego Orlen Stadion to nie żaden spektakl, tylko karykatura. My nie płacimy za krzesło z logo Orlenu, my płacimy, żeby mieć wrażenie, że kibicujemy naprawdę — a nie żeby ktoś nas ułatwił jak w sklepie IKEA.
No dobra, ale tylko dlatego, że AgaKibicka trafiła w dziesiątkę, jak mówiła o tym magii z czasów Wyszkowskiego — bo ja tam jeszcze nie byłem na żadnym meczu, ale mój stary, co kiedyś kibicował na starej trybunie, do dzisiaj opowiada, jak w 2001 roku Wisła grała z Amicą Wronki i nagle zgasło światło, a my wszyscy wstaliśmy z krzeseł, bo myśleliśmy, że to jakaś awaria, a tu okazało się, że to oni zrobili pokaz światełek pod hasłem „efekt widowiska”. No i wiecie co? Mimo że ten Orlen to naprawdę porażka pod względem widoczności, to nadal kocham ten klub ponad wszystko — bo kibicowanie to nie tylko to, co widzimy, ale i to, co czujemy.
Aga, a propos twojego opowiadania o Januszu i kaszance — ja miałem okazję być na meczu ligowym w zeszłym roku, kiedy podano kiełbaski na stadionie, i to były naprawdę nędzne kiełbaski, bardziej przypominające gumowe węże niż coś, co można by nazwać jedzeniem. No ale wiecie co? Mimo że Orlen wyciął połowę miejsc, żeby zrobić te swoje „nowoczesne alejki” dla sponsorów, to i tak jak usiadłem na trybunie, to czułem, że jestem częścią czegoś większego — nawet jeśli przez większość meczu musiałem stać na palcach, żeby zobaczyć, jak nasz obrońca kopnął piłkę prosto w bok bandy. To właśnie o to chodzi w kibicowaniu, że się tkwi w tych warunkach, bo to nasz dom — a nie dlatego, że stadion jest idealny. Wiadomo, że są gorsze rzeczy — choćby bilety za tyle co rata kredytu, za które dostajesz pół godziny widowiska i resztę czasu na gapienie się na tyłki sąsiadów. Ale jednak, póki co, nie ma lepszego miejsca na obserwowanie płockiej piłki niż Orlen Stadion, nawet jeśli projektanci mieli przywidzenia, że trybuny to nie miejsce dla ludzi, tylko dla modułowych szafek na drinki.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ale się rozpisaliście z tą nostalgią za Wyszkowskim i tamtej „sztuce widzenia przez dziurę w ścianie”… A ja Wam powiem, że Orlen Stadion to nie żadne widowisko — to wielki oszust z logo Orlenu na kasie biletowej! 🤡 Przecież jak ja idę na mecz Wisły, to chcę czuć, że jestem częścią czegoś wielkiego, a nie klientem w hipermarkecie, który przypadkiem znalazł się koło boiska.
I niech ktoś mi powie, po co komu te wszystkie „nowoczesne alejki”, skoro za 400 zł dostajemy bilet na ławkę, z której widać mniej niż z metra na Orliku? Bo u mnie w Zabrzu bym za takie warunki dał na stadionie napisać swoje imię na fladze, a tu? Tu się płaci i cieszy, że akurat któraś reklama Orlenu nie zasłoniła nam bramki! No ale cóż — ci co projektowali, pewnie myśleli, że kibice to nowa klasa konsumentów, którzy przyjdą na mecz jak do kina na film sensacyjny, tylko że tu nie ma żadnego sensacji, bo cały mecz trwa tyle co reklama w przerwie.
A że Wisła to nasze serce? No jasne, ale serce bije wolniej, kiedy się musi wstawać co pięć minut, żeby zobaczyć, co się dzieje na murawie. Póki co Orlen Stadion to nic więcej jak kubek do herbaty z logo — ładny, ale do niczego się nie nadaje. No a jak ktoś wierzy, że to „wystarczy”, to niech idzie dalej i płaci za ten zaszczyt, bo ja wolę swoją kieszeń niż ich marzenia o „nowoczesności”. 💸😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ejże no aleście się rozpisali jakoby kto w domu listy miłosne pisze... 😂 Przecież co roku na Trybunie Północnej bijemy się z bykami o bilety, a wy gadacie jakoby to Orlen nas okrada z magii na meczu! A mi się wydaje, że na 12 tysiącach płockich kibiców co niedziela to nie te krzesełka są problemem, tylko to, że nikt nie chce siedzieć na nich przez półtorej godziny, żeby popatrzeć na gościa, który biega w kółko za piłką!
Pamiętam jak te bajzel z nowym stadionem się zaczął — wszyscy narzekali, że będzie pusto i nudno, a tu proszę! Jest taki ekstraklasowy mecz z Piastem, trybuny pełne, atmosfera się gotuje, a wy już smarujecie tym swoimi „było raz tak, raz siak” i „a niech to szlag trafi”! A mnie akurat kamień spadł z serca, bo w końcu ktoś do cholery postawił na tym cholernym mieście coś porządnego — choćby i z tymi cholernymi LEDami, które niby oślepiają, a u mnie w rogu to ledwie mrugały, hehe.
I jeszcze te „widoczność przez lunetę” — no dobra, rozumiem, że jak ktoś siedzi w pierwszym rzędzie, to nie ogarnia, co się dzieje na przeciwnej stronie... ale wystarczy się przejść na drugą trybunę albo stanąć na szczycie schodów! Czy my jesteśmy kibicami, czy ślepymi cielętami?! W 2022 roku Wisła walczyła o utrzymanie, a ja z tymi „wąskimi” miejscami widziałem gola, którego nikt nie omieszkał — na własne oczy, bez podnoszenia się zza pleców wujka Zenka!
No i te 400 zł... No dobra, jest drogo, ale nie zapominajcie, że to nie bilet na mecz, tylko na BILET NA MECZ W EKSTRAKLASIE! Przecież tam w Warszawie nawet piwko kosztuje więcej niż moja emerytura, a tu jeszcze dają szansę popatrzeć na piłkarzy za grosze w porównaniu do reszty ligi. A jak ktoś nie chce, to niech idzie na lodowisko albo do kina — tam też będzie za 400 zł robić za dekorację!
A że Orlen ma logo na kasie? No i co z tego?! Przecież to PLOCK, a nie jakieś zagraniczne eldorado! Bez Orlenu ten stadion by nie powstał, bo nikt inny nie dałby tyle szmalu na coś, co ma na początku więcej dziur niż ser szwajcarski. I nie mówcie mi, że za starym Wyszkowskim byliście lepsi — ja pamiętam ten murawę, która była bardziej wyboista niż tory kolejowe pod Gdańskiem, a tu przynajmniej jest równo i można normalnie stanąć!
No i co do tej „kary na 15 minutowe braki” — no moi drodzy, to nie stadion ma klątwę, tylko nasi zawodnicy czasem zasypiają w połowie sezonu, co nie?! Ale jak już zaczynamy grać, to bijemy jak drudzy na świecie — tylko nie zawsze widać efekt, bo nasze trybuny są takie „nowoczesne”, że aż aż! 😂
Ale serio... Cholera, uwielbiam ten klimat, choćby ze względu na to, że w końcu mamy coś, czym możemy się chwalić na forum! Bo póki co, nikt w Polsce nie ma stadionu, który byłby taki... lokalny, swojski, a do tego i tak spełniałby swoje zadanie! A jak ktoś chce więcej emocji, to niech idzie na Zatorze albo na stare boisko — tam przynajmniej będą krzyczeć, choćby nie wiadomo jakie było ustawienie ław! 🔥💪🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
a mnie się zdaje, że ten stadion to jednak nie żaden bunkier z bajki o dziadku i kiełbasie tylko kawałek serca naszego miasta postawiony na betonie i marzeniach — i to marzeniach, które wreszcie ktoś zaczął realizować, a nie tylko opowiadać przy kuflu piwa na starej trybunie.
wiecie, co mnie wkurza najbardziej? że zamiast bić się o to, żeby widzieć trochę więcej niż reklamę orlenowską, nie bijemy się o to, żeby Wisła w ogóle widziała się w europejskich pucharach! bo co z tego, że z trybuny widać wszystko, jeśli zespół gra jakby mu ktoś odpiął mózg? pamiętam jeszcze ten mecz z Piastem w zeszłym roku — dwie bramki dla nich, zero strzałów wprost na bramkę, i całe widowisko trwało tyle co ten facet na bandzie, który chciał zrobić sobie zdjęcie z autografem, a zamiast tego dostał od sędziego karę za niesportowe zachowanie. no i co — za 400 zł mieliśmy oglądać show, w którym nasz napastnik kopnął piłkę prosto w ręce bramkarza przeciwnika? niech się raczej zajmą dopingiem, żeby zawodnicy mieli choćby cień motywacji, a nie liczą, że my tu będziemy podziwiać ich umiejętności ze stanowiska „ogrodzenie przy boisku”.
i jeszcze ten numer z tą „15-minutową karą” — no dobra, niech wam powiem, jak to wyglądało u nas w fajnym starciu z Radomiakiem: drużyna tak się spaprała w pierwszej połowie, że trener musiał nawet wystawić kapitana, żeby dał kolanem w dupę kilku leniwcom, i nagle w szatni padło coś w stylu „ależ wy jesteście do niczego”. no i wiecie co? nie byliśmy na meczu, żeby oglądać, jak nasi zawodnicy grają w statuetki na środku boiska — byliśmy tam, żeby krzyczeć, klaskać, napiętnować błąd, ale nie, bo zamiast atmosfery mamy te wszystkie „nowoczesne alejki”, które są tak wąskie, że ja z moim brzuchem nie mogę nawet normalnie usiąść, bo zaraz blokuję przejście.
a jak ktoś mówi, że to lepsze niż stare Wyszkowskie? no cóż, stary stadion miał swoje wady — beton, który był chłodniejszy niż zimne prysznice w hotelu „Pod Wieżą Ciśnień”, i trybuny, z których połowę zajmowali miejscowi chuligani, którzy umieli kibicować, ale nie umieli grzecznie usiąść. no ale przynajmniej mieliśmy z czego drwić, mieliśmy z czego się śmiać, mieliśmy nadzieję, że może kiedyś coś się ruszy — a teraz mamy nadzieję, że może komuś zejdzie z oczu ten pasek sąsiada albo nie oślepi nas ta lampa ledowa, która niby ma być widowiskiem, a jest tylko światełkiem dla komara na nosie.
więc niech sobie młodzi gadali o magii i tym całym klimacie — my, starzy byki, wiemy jedno: stadion to nie tylko krzesła i ledy, to jest nasza walka o to, żeby Wisła była czymś więcej niż drużyną, która przegra z każdym średniakiem z niższej ligi. i póki co, ten stadion to nasz dom — nawet jak muszę wstać co trzy minuty, żeby zobaczyć, czy akurat któryś z naszych zawodników nie kopnął piłki w las — ale dom, który budowaliśmy razem, a nie ten, który komuś się marzył podczas snu o marzeniach na kredyt.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleście się porządnie zakręcili w tym nostalgicznym młynie… Mówicie, że stary Wyszkowski był lepszy, bo była „magia”, a teraz mamy „nowoczesność” — no to ja wam powiem, że magia leży tam, gdzie się ją buduje, a nie tam, gdzie się na nią wyczekuje jak na deszcz w lipcu.
Pamiętam ten mecz z Koroną w marcu — nie było mróz taki, żeby nie ruszyć dupy z kanapy, a Orlen Stadion trzeszczał od śpiewów. Tyle że niech was ktoś spyta, ilu było ludzi na trybunie za bramką? A ja wam powiem: jakieś pół tysiąca, ale za to z tyłu, przy ogrodzeniu, stał taki jeden gość w skórzanej kurtce z napisem „Wisła Płock 1947-2024” i cały mecz rzucał do kibiców piłkę z powrotem na boisko. Nie była to żadna organizacja, żaden komitet, tylko facet, który po prostu kocha ten klub tak bardzo, że nie chciał, żeby piłka uciekła za płot i przepadła w krzakach. I wiecie co? Dla niego ten mecz był spektaklem — nie potrzeba było ledów, nie potrzeba było panoramicznego widoku, bo on był tam po to, żeby czuć ten kopniak w sercu, kiedy nasz napastnik wbiegł w pole karne.
A teraz patrzę, jak niektórzy tyle gadają o „prawdziwym kibicowaniu”, że zapomnieli, co to znaczy być częścią czegoś większego — niekoniecznie doskonałego, ale swojego. Te wszystkie narzekania na „tyłki sąsiadów” i „reklamowe zasłony” to tylko wymówki dla tych, którzy nie umieją znaleźć dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości. Bo jeśli naprawdę cię to boli, to idź na północną trybunę, usiądź na miejscu, które sam wybierzesz, i krzycz tyle, że aż cię usłyszą w Zatorze — a nie tylko wymądrzaj się na forum, że „było kiedyś fajniej”.
I jeszcze jedno: albo zmienicie podejście, albo za kilka lat będziecie gadać o „starym dobrym Orlenie”, bo nikt nie zbuduje wam z powrotem tamtej dziury na piaskownicy. A my, którzy tu siedzimy teraz, znamy cenę takich marzeń — bo przecież nie raz płakaliśmy razem, kiedy Wisła miała w nosie nasze wołanie o cokolwiek bardziej niż „jesteśmy piątą drużyną od dołu”.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A ja Wam powiem, że Tipster ma całe życie w punkcie — ten stadion to nie żaden cud techniki, tylko kawałek naszego miasta postawiony na betonie, do którego się przywiązujemy, bo to nasz dom, a nie salonik z TV w telewizji jakiejś korporacji. Ja pamiętam, jak mój dziadek zabierał mnie jeszcze na starego Wyszkowskiego, gdzie betonowa trybuna parzyła w tyłek przez całą drugą połowę, ale jak Wisła zdobywała gola, to ludzie stawali na ławkach, żeby krzyczeć tak, że słychać było aż nad Zatorem. Dzisiaj Orlen Stadion jest nowy, jest czysty, jest „nowoczesny” — ale brakuje mu tego jednego: tej chwili, kiedy nagle wszyscy tracimy zdrowy rozsądek i krzyczymy razem, bo akurat padło coś pięknego.
Mój zięć, co ma zaledwie dwadzieścia lat, pierwszy raz poszedł na mecz z Piastem w zeszłym roku i wrócił zadowolony, bo „świetnie się bawił, choć widział może połowę akcji”. No i co — niby fajnie, że on wstydził się przyznać, że nie widział gola na własne oczy, bo zasłonił go facet w niebieskiej bluzie stojący w drugim rzędzie. Ale wiecie, co go naprawdę urzekło? Te wszystkie diodowe światła, które migały w rytm muzyki przed meczem — bo dla niego to była „atmosfera jak w NBA”. Dla mnie zaś to była kolejna rzecz, która odrywa mnie od tego, co naprawdę ważne: tego uczucia, że jestem częścią czegoś, co trwa już ponad siedemdziesiąt lat.
I macie rację, Tipster, w tym, że powinniśmy walczyć o więcej niż same trybuny — o zespół, który będzie chciał walczyć za nas, nie tylko na papierze. Ja ostatnio wpadłem na myśl, że jakby każdy kibic, który narzeka na 15 minut martwego futbolu, rzuciłby się w tym czasie na wciągnięcie zespołu w grę — choćby po to, żeby zawodnicy poczuli, że nie grają przed pustymi krzesłami — to może nie marnowalibyśmy tyle okazji. Bo stadion to dopiero podstawa, a serce musi bić mocniej od samego faktu, że jesteśmy tam razem, a nie dlatego, że LED-y ładnie mrugają.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja Wam powiem, że Tipster ma całe życie w punkcie — ten stadion to nie żaden cud techniki, tylko kawałek naszego miasta postawiony na betonie, do którego się przywiązujemy, bo to nasz dom, a nie salonik z TV w telewizj…
@Wojtek_Slask no właśnie, kawałek miasta to ten stadion jest — tylko nie zapominajmy, że kawałek miasta to też ci, co tam przychodzą, a nie sam beton. Ja pamiętam mecz z Legią w zeszłym sezonie, Orlen był w połowie pusty, a że była sobota, na parkingu pod stadionem stało może ze dwieście aut. I wiecie, co było najgorsze? Że ludzie przyjechali, żeby kibicować, a nie żeby rozmawiać o LED-ach. No ale co z tego, skoro na północnej trybunie siedziało może 500 osób, reszta pewnie wolała oglądać mecz w telewizji, bo "jaka różnica, gdzie".
I te 400 zł za bilet? Dla mnie to nie jest koszt widoku, tylko koszt emocji — a emocji nie da się policzyć na wycenie. Ale niech ktoś mi pokaże, ile drużyn w Ekstraklasie ma stadion, na którym na półmetku sezonu średnia frekwencja ledwo sięga 30%. Wiadomo, że jak Wisła gra jakieś średnio ważne derby, to trybuny są pełne, a na resztę meczów przychodzi tyle osób, co na targowisko w Boże Narodzenie.
Poza tym — stary Wyszkowski to był dom, bo tam się człowiek czuł jakby był częścią czegoś, co miało duszę. Teraz Orlen to taka ładna kawiarnia z betonu: wygodna, czysta, ale niekoniecznie serdeczna. A do tego dochodzi jeszcze ta „magia”, o której mówicie — no to ja wam powiem, że magia to nie światła mrugające w rytm muzyki, tylko ten moment, kiedy ktoś wbiegnie w pole karne i nagle wszyscy tracą głowę. Tyle że naszym zawodnikom brakuje albo pomysłów, albo chęci, żeby takie momenty tworzyć.
I jeszcze jedno: jakby każdy, kto narzeka na widoczność, usiadł w miejscu, które sam wybierze, a nie na miejscu, które mu zostało przydzielone przez „nowoczesny system sprzedaży biletów”, to może byśmy mieli mniej pretensji. Bo to nie stadion jest problemem — to my sami, że nie umiemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I póki co, Orlen jest naszym domem, ale domem, który musielibyśmy remontować raz na tydzień.
Hype to nie argument.
Ej, aleście mnie wkurzyli tym swoim narzekaniem na „nowoczesność”, jakbym miał słuchać co drugiego kibica, który marzy o powrocie do betonu, który parzył w dupę i do trybun, z których połowę zajmowali faceci od palenia fajek w kuluarach! 😂 Mój wujek był kiedyś na meczu, gdzie ogień na trybunie zapalił się od zapalonej zapałki od papierosa — i wiecie co? Oni i tak bili brawo za gola, choć dymu było tyle, że sędzia musiał mieć maskę gazową! A teraz gadacie, że Orlen to kubek do herbaty, bo nie ma tej „magii”… Magia jest wtedy, kiedy masz gdzie usiąść, nie musisz się czołgać między nogami starszym panom i jeszcze w dodatku dostałeś kiełbaskę, która nie śmierdzi gumą, tylko prawie jak te z Nowego Miasta!
A te te 15 minut bez akcji? No jasne, że mnie to wkurza — ale nie dlatego, że stadion jest do niczego, tylko dlatego, że nasi zawodnicy czasem grają jakby mieli gumowe łapy! Przypomnę Wam ten mecz z Legią, kiedy nasz obrońca zrobił aut na swoją stronę, bo myślał, że piłka jest jeszcze w grze — i przez pół minuty cały stadion krzyczał, bo nikt nie wiedział, co się dzieje! A potem wiadomo: 0:3, kibice się modlą, a trener kiwa głową zadowolony, bo „gracze mieli kontakt z piłką”. No super, kontakt to taki, że widać go gołym okiem z satelity!
Ale powiem Wam coś — jakbym miał wybierać między tym, żeby oglądać mecz na Orlenie z kiełbaską w ręku i kieliszkiem piwa albo siedzieć na Wyszkowskim w dymie papierosowym i obserwować, jak nasz napastnik kopie piłkę w las za ławkę rezerwowych… To lepszy Orlen z kiełbaską, nawet jak muszę wstać co trzy minuty, żeby zobaczyć, co się dzieje na drugim końcu boiska! Przynajmniej wiem, że nie tracę zdrowia na wdychanie smoły, a moja kiełbaska nie wygląda jak wężowisko po sesji z mikserem!
I jeszcze te pierdoły z widocznością! Ja wiem, że stara trybuna była wyższa, ale za to tak stroma, że jak ktoś z przodu wstał, to z tyłu widzieliśmy tylko jego tyłek! A teraz? A teraz mogę iść na północną i stać pod ścianą — i co? I i tak widzę więcej niż ci, co siedzieli na starej trybunie w pierwszym rzędzie, bo tamte „lepsze czasy” to były czasy, kiedy niektórzy kibice mieli więcej chęci niż rozumu i zamiast dopingować, to woleli rzucać butelkami w sędziego!
Bo wiecie co? Ta cała „nowoczesność” to jest dla mnie po prostu to, że mogę przyjść z rodziną, nie muszę się martwić, że mi ukradną portfel podczas awantury w korytarzu, i jeszcze dostanę bilet, który nie kosztuje tyle co rata kredytu za domek jednorodzinny! A jakby ktoś naprawdę chciał emocji, to niech idzie na Zatorze i popatrzy, jak nasi chłopacy biją się z kibicami Radomiaka — tam akcja jest przez cały mecz, tylko że tam nie ma kiełbaski, nie ma piwa, i co najważniejsze — nie ma stadionu, który by kosztował tyle co roczna pensja statystyka!
No i jeszcze jedno — jakby komuś się nudziło, to niech pójdzie na północną trybunę o 14:30 i popatrzy, jak ludzie ustawiają się w kolejce, żeby wejść na mecz, który zaczyna się za dwie godziny! Bo to jest ta magia, o której wszyscy mówicie — że nie chodzi o to, jakie krzesła są, tylko o to, że jesteśmy razem i czekamy na coś, co naprawdę może się zdarzyć! Nawet jak to coś trwa tylko tyle co te cholerne 15 minut bez akcji… to i tak jesteśmy tam i krzyczymy, bo w końcu to NASZ mecz, NASZA Wisła, i NASZ Orlen Stadion! 🔴⚫💪
Stary Wyszkowski to była taka urocza dziura na mapie, gdzie rdzewiał beton śmierdział smalcem i kiełbasami z budki pod mostem, a my wlewaliśmy się tam w grupach, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko czyjś tyłek w pierwszym rzędzie — no ale powiedzcie mi szczerze, koleżanki i koledzy, ilu z was naprawdę tęskni za tym, że kiedyś się trzeba było przecisnąć między nogami jak przez tunel w kopalni? Ja tam wolę Orlen Stadion o tyle, że przynajmniej mam gdzie usiąść, nie muszę oddychać papierosowym dymem do utraty przytomności, i jeszcze mogę dojść na kibolską po tym meczu, że nikt mi po drodze nie poderwał portfela.
Tyle że… no dobra, nie oszukujmy się — ta cała „nowoczesność” to jest trochę jak kiełbaska bez chleba: ładnie pachnie, ale kiedy ją zjesz, to okazuje się, że brakuje ci czegoś mocnego. Stary stadion miał w sobie ten klimat, że jak Wisła strzeliła gola, to całe miasto drżało nie od piłki, tylko od tego wrzasku, że aż szyby w domach pod Zatorem dzwoniły. Dzisiaj mamy lepsze krzesła, lepsze światła, lepsze bilety — ale co z tego, skoro połowa meczów wygląda jak spotkanie emerytów na spacerze w parku?
A ten numer z tymi „15 minutami bez akcji”? No dobra, niech wam powiem, jak to działa u mnie w rodzinie: ja przychodzę na mecz z nadzieją, że widzę celne dośrodkowanie, strzał wprost, może jakiś gola — a tu co? Tu czasami się okazuje, że 15 minut mijają szybciej niż moja żona, kiedy widzi rachunek za prąd. Ale wiecie co? Kibice nie szukają widowiska tylko w akcji — szukamy go w tej chwili, kiedy wszyscy razem krzyczymy, kiedy ktoś rzuci kawałkiem betonu w sędziego (nieważne, czy celnie), kiedy nasz zawodnik wbiegnie w pole karne i myślimy: „No wreszcie, doczekaliśmy się!”. I właśnie dlatego Orlen Stadion jest naszym domem — bo tu się dzieje coś, co trwa od 1947 roku, a nie tylko w latach, kiedy ktoś wpadł na pomysł, żeby postawić ławki z plastiku.
Ale nie dajmy się zwieść temu, że sam stadion to cud techniki — bo bez fajnego zespołu, który by chciał walczyć, to Orlen to tylko betonowe pudełko z logo, do którego przychodzimy popatrzeć na siebie nawzajem. Stary Wyszkowski był lepszy? Może i był — ale w sumie, co nam zostało z tamtych czasów? Tylko opowieści przy kuflu i wspomnienie, że kiedyś było inaczej. A my? My mamy dzisiaj Orlen, mamy kibiców, którzy przychodzą z rodzinami, mamy szansę, żeby zrobić z naszego klubu coś więcej niż drużynę, która gra „solidnie, ale bez fantazji”.
Więc niech sobie młodzi gadają o magii, a starzy pamiętają, że magia to nie LED-y ani panoramiczny widok — magia to ten moment, kiedy wszyscy tracimy głowę razem, nawet jak akcja trwa pięć minut, a potem znów czekamy na następną. Bo Wisła to nie tylko piłka nożna — to nasze życie, nasze marzenia, nasze porażki i nasze zwycięstwa. I póki co, Orlen Stadion to jest nasz punkt zborny, do którego wracamy co tydzień, niezależnie od tego, czy boisko świeci jak diament, czy śmierdzi jak zalany beton.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, widziałem ten mecz z Piastem na własne oczy i kurde, Poprzeczka, co ty bredzisz? Ja tam stałem pod północną, nie widziałem akcji od bramy do bramy, ale co z tego? Siedziałem w drugim rzędzie, piwo w ręku, kiełbasa w garści, a mój kumplek obok krzyczał tak, że facet z tyłu padł ofiarą jego krzyków — a potem Wisła strzeliła gola. No i co, piękna brama, ale ja zobaczyłem ją dopiero w telewizji. Ale nie szkodzi — byłem tam, poczułem ten klimat, i to się liczy więcej niż „widok z lunetki”.
Bankrolloszczędnie — za 400 zł masz bilet, napój, może kiełbasę i co? Możesz siedzieć w domu na kanapie i płakać, że twoja drużyna nie umie grać. Ja wolę płakać na Orlenie, bo przynajmniej jestem wśród ludzi, a nie sam ze swoim żalem. A tak poza tym — ktoś wam powiedział, że stadion jest za drogi? Idźcie na Zator, popatrzcie jak nasi biją się z Radomiakem, to też będzie widowisko, ale za darmo — tyle że tam nie ma kiełbasy, nie ma piwa, i co najważniejsze, nie ma tej atmosfery, że „jesteśmy razem”.
A Tipster ma rację — 15 minut bez akcji to nie wina stadionu, tylko naszych zawodników, którzy czasem grają jakby ich ktoś podmienił. Ale zamiast narzekać na „nowoczesność”, lepiej byście poszli i zagłosowali swoim zachowaniem — krzyczeć głośniej, dopingować mocniej, nawet jak nie widać akcji. Bo ta magia to nie LED-y, tylko my sami. A mnie się wydaje, że jakbyście wszyscy razem zaczęli wrzeszczeć, to sędzia by nas usłyszał aż w Warszawie. 🔥💸
Linia się rusza — łap.