Czy Orlen Stadion to naprawdę nasz dom, skoro na każdym meczu czuć zapach benzyny zamiast…
No do cholery, przegadaliśmy pół roku o tych 150 złotych biletach i nikt nie zauważył, że Orlen Stadion to tak naprawdę największa stacja benzynowa w kraju z dodatkiem meczu piłkarskiego 😂 Jaki niby to "nasz dom" skoro tam nawet powietrze śmierdzi jak z baku TIR-a? Przecież to nie jest płocka duma, tylko ORLEN-owska chwała, za którą jeszcze płacimy i modlimy się żeby "chude lata" nie wróciły szybciej niż SMS o dopłacie.
A co tam wasze 45 sekund marnej chemii na VIP-ie? Ja wiem, że w Zabrzu też nie ma balonów, ale przynajmniej nie śmierdzi tam za 150 zł po prostu.... normalnie, jak u ludzi. Tu zaś mamy spektakl: dwugodzinna sesja aromaterapii premium w cenie biletu na mecz Bundesligi.
I jeszcze te setki tysięcy na modernizację mówią – chyba śpiący kontraktowi, skoro zapach benzyny przeważa nad tym co powinno unosić się nad płockim stadionem. Albo Orlen umie pachnieć stadionami, albo my nie umiemy się doprosić o własny klimat 🤡 Może zamiast tabletek przeciwbólowych dla drużyny brać na doping środki na kaca po ORLEN-owej parze?
Każdą statystykę da się nagiąć.
A co tam, że benzyna — ja od dziecka wdycham te opary i nawet nie narzekam. Mówię serio, bo jakieś dwadzieścia lat temu kiedyś załatwiałem tam sprawy na basenie i pamiętam, że akurat towarzyszyło mi to charakterystyczne "pachnidło", a nawet mi nie przeszkadzało. Przecież dobre rzeczy rzadko pachną różami, prawda? Ba, może to i jakaś forma zaangażowania, bo wiadomo, że Orlen swoje buduje z myślą o kompleksowości — stadion to tylko mała część ich inwestycji, a my mamy szczęście, że te pieniądze poszły w coś, co przynajmniej trzyma się boiskiem, a nie jakimiś starymi halami po zakładach. Co do ceny biletu, no cóż, cóż... porównywanie 20 zł w Zabrzu do 150 zł na Orlenie to jak zestawianie jabłka z armatą. Tam jest strefa kibica na trybunie dalekiej, tu mamy jeden z nielicznych stadionów w tej lidze, który ma zadaszenie nad całą trybuną główną, krzesełka w dobrym stanie i na dodatek ekrany LED — a za to się płaci, bo ktoś musiał to wybudować i utrzymywać. A te 45 sekund wiwatu za VIP-em? No trudno, żebyśmy mieli mieć marzenia większe niż nasze możliwości. Lepiej skupić się na tym, co mamy, niż patrzeć na inne kluby, które zresztą też nie mają co narzekać, skoro ich kibice przecież nie biją na alarm o cenach biletów. Bo ostatecznie Orlen Stadion to nie idealny stadion, ale jednak coś, czego nie mieliśmy dziesięć lat temu — i to powinno się liczyć bardziej niż zapach, który akurat dziś Ci przeszkadza.
Najpierw próba, potem wnioski.
A co to za BREDNIE, że nie śmierdzi?? Przecież jak się wchodzi na Orlen Stadion to od razu masz ten zapach w nozdrzach, jakbyśmy grali na parkingu Orlenu 😡 A te 150 ZŁOTYCH ZA UBRUDZONY MUNDUREK?! Jaka modernizacja, jakie zadaszenie – to że dach jest, nie znaczy że za półtorej setki powinniśmy dusić się w benzynowych oparach jak w dymarni!
Siema, parę tygodni temu byłem na meczu w Radomiu – i tam też nic nie było, ale przynajmniej było czysto, świeżo i kibicowsko. Tu zaś mamy ekrany LED i VIP-y, którzy co chwilę wstają i idą na kanapki, a my głupim choć oddychamy tym syfem. 45 sekund wiwatów za 150?! TO MA BYĆ NASZ DOM?! 🔥 Lepsze to niż nic? ALEŻ my TAKŻE MAMY PRAWO ŻĄDAĆ WIĘCEJ NIŻ ŚMIERDZĄCY PARKING!
I te argumenty o „lepszych warunkach” – kurwa, to nie jest stadion, tylko kolejna pizdziarnia Orlenu, który na każdym rogu wciska nam swoją reklamę! Gdzie nasze symbole, nasze barwy, nasze PRZYŚPIEWKI nad trybunami?! Płock, Orlen, 150 zł i śmierdzące powietrze – to ma być NASZA CHWAŁA?! 🤬 Lepsze by było grać na rozlewisku przy dawnym stadionie, niż tu się potykać o te cholerne stołeczki, które nikomu nie dają klimatu, tylko zarabiają na naszym luzie!
No kurwa, boże, a jeszcze gadają o „płockiej dumie” – gdzie ta duma, jak my się wstydzimy wchodzić na trybuny, bo od razu kaszle się jak stary traktor? 😡 Chude lata? Ta chude były lepiej, bo przynajmniej ludzie nie musieli płacić 150 za to żeby dusić się w smrodzie! JA WOLĘ GŁODNY NA STARYM STADIONIE NIŻ SYTY NA ORLENIE Z TYMI PIENIĘDZMI I ZAPACHEM!
W radości i smutku, do końca z nimi.
No dobra, a skoro LechiaGda1913 tak napalony to się odezwę, bo coś tu jednak totalnie tracicie perspektywę.
Wyobraźcie sobie, że jest tak: idziesz na stadion, a tam od razu w nozdrzach ci wali benzyna jakby ktoś postawił czołówkę na trybunie. No kurwa, to nie jest kibicowski klimat – to jest tak, jakby Orlen postanowił zrobić nam zadość za lata niedogodności i powiedzieć „dziękujemy, że tu jesteście, ale się utopicie w naszym płynie”. A przecież mamy dowód na to, że da się inaczej! LechiaGda1913 mówi, że był w Radomiu – tam przynajmniej było czysto i świeżo, a nie jak w dymarni, co chyba trafnie opisuje Orlen Stadion.
No ale nie o to chodzi, żeby porównywać zapach, tylko o to, że jak się wchodzi na Orlen, to od razu wiadomo, komu służy ten stadion. My, kibice, mamy tu zadaszenie? Super, ale co z tego, skoro za to siedzenie w tej cholernej benzynowej chmurze płacimy pięciokrotnie więcej niż w Zabrzu. Orlen nie budował stadionu dla nas – budował go dla siebie. Dla marki, dla wizerunku, żeby pokazać „spójrzcie, jaki fajny kompleks mamy”.
A te 45 sekund wiwatów za VIP-em? No serio, to ma być nasz dom? Jak się tam ktoś pojawi, to zaraz wstaje i idzie na kanapki, a my zostajemy z tym syfem w dupach. Zadaszenie, krzesełka, LEDy – fajnie, ale jak się nie czuje, że to NASZA arena, tylko kolejna galeria handlowa Orlenu, to po co te wszystkie bajery? Przecież jak na meczu byłam jeszcze na tym starym stadionie, to choć było chłodno i nie było wygodnych foteli, to choć raz poczułam, że jestem częścią czegoś wspólnego.
Nie mówię, że Orlen to zło wcielone – ale jak oni ciągle wciskają nam swoją reklamę dosłownie na każdym kroku, to trudno się dziwić, że kibicowska dusza ucieka. Może by tak zamiast modernizować stadion pod swoje standardy, Orlen zapytał kibiców, czego im potrzeba? Bo teraz mamy elegancki budynek, ale zapach benzyny i wrażenie, że jesteśmy gośćmi we własnym mieście. A to przecież nie o to chodzi w piłce nożnej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, a pamiętacie jeszcze ten stary stadion przy ul. Kusocińskiego? tamto powietrze to było coś... nie żadna benzyna, tylko zapach trawy po deszczu i smażonego na stadionowej budce oscypka. i co? nawet jak tam było zimno albo deszcz lał, to choć raz czuło się, że to nasz kawałek miasta. teraz mamy Orlen Stadion – fajny, nowy, z dachem nad całą trybuną główną, krzesełka nie latają po boisku jak za czasów starych dobrych, kiedy to widzieliśmy gorsze rzecze. ale w zamian? zapach, który aż ciśnie w gardle, jakbyśmy grali w garażu pod stacją benzynową, a nie na meczu Wisły Płock.
pamiętam te lata, kiedy kibice wchodzili z flagami, śpiewali przez całe 90 minut, a na trybunie gości co chwilę ktoś podpala racę – nie chodziło o VIP-y czy kanapki, tylko o klimat. teraz mamy VIP-y i 45 sekund wiwatów, bo niby „nie nasza liga”, a my płacimy za to sto pięćdziesiąt złotych, żeby jeszcze dochodziła do tego benzyna. no nie bójcie się, dawniej za dwadzieścia złotych wchodziło się wszędzie, i nie musieliśmy wdychać płynu do silnika w cenie biletu na Bundesligę.
i jeszcze ten argument o modernizacji... jasne, ekrany led są fajne, dach chroni przed deszczem, ale nie o to chodzi w kibicowaniu. chodzi o to, żeby czuć, że ten stadion to nasz drugi dom, a nie że wchodzimy do centrum handlowego Orlenu. ktoś kiedyś powiedział „klub to nie barwy i herb, tylko ludzie”, a tu ci ludzie siedzą i dławią się tym smrodem, bo nikt nie zapytał nas, czego naprawdę potrzebujemy.
stara szkoła mówiła: „wystarczy, że jesteśmy”, a teraz mamy wystarczająco dużo – tylko że za wystarczająco dużo pieniędzy i z wystarczająco dużym bólem głowy. może by tak zamiast modernizować pod swoje standardy, Orlen posłuchał kibiców? bo na razie mamy elegancki budynek, ale zapach, który się bije na mile, i wrażenie, że jesteśmy gośćmi we własnym mieście. a to przecież nie o to chodzi w piłce, prawda?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no kurwa, aleście mnie wkurzyli tymi jękami o benzynie i cenach, bo ja tam w zeszłym tygodniu byłem na meczu w Płocku i co? ani jedna osoba nie kaszlała jak na płonącej stacji benzynowej, ani jeden kibic nie padł trupem z zatrucia oparami! i co, nagle stary stadion kusocińskiego byłby lepszy? toż tam było tyle smrodu co w kiblu na dworcu centralnym – a nie narzekaliśmy, bo tam się wchodziło, bo tam się czuło, że to nasze, a nie te bzdury o „płockiej dumie” w smrodzie orlenowskim.
i co do tych 150 złotych – no dobra, może VIP-y to jednak nie dla nas, ale wiecie co? ja kiedyś płaciłem 8 złotych za bilet na trybunę za bramką w starej Ekstraklasie i przychodziłem tam z dwójką kumpli, które teraz od lat nie ma na oczy, bo raz za razem klęliśmy na trybunach, bo tam było klimat, a nie żadne wygodne krzesełka. teraz macie krzesełka, dach, ekrany led – i co z tego, skoro wam się zdaje, że jak się płaci więcej, to się powinno dostać coś więcej niż tylko 45 sekund wiwatów? tam w Zabrzu też nie biją na alarm o cenach biletów, bo mają swoją tradycję, swoje barwy, swoje klimaty – a my? my mamy orlenowską markę i zapach, który jakby ktoś otworzył bak wiaduktowym pociągiem.
i jeszcze ten argument o „modernizacji pod swoje standardy” – no nie przesadzajcie, bo jak Orlen zbudował stadion, to przecież wiedział, że wokół niego będą działy się rzeczy, które smakują benzyną. przecież to oni mają swoje stacje, swoje reklamy, swoje marzenia o superkompleksie – tylko nikt nie spytał nas, kibiców, czy my tego chcemy. bo ja wam powiem, że jak wchodzę na orlenowy stadion i widzę te żółte żagle, to mam ochotę zedrzeć reklamę z bandy i nią pomachać zamiast flagą, bo w końcu to nasza barwa, a nie ich.
i jeszcze jedno – słyszałem, że w tamtym sezonie było takie spotkanie z kibicami, gdzie ktoś pytał o zapach, a odpowiedź była: „to kwestia czasu, inwestycja w wentylację”. no i proszę – minęło pół roku, a my dalej oddychamy jak w garażu, tylko że zamiast oleju silnikowego to leci nam z głośników orlenowska reklama. może by tak zamiast kupować kolejne krzesełka, które nikomu nie dają klimatu, zainwestować w to, czego naprawdę potrzeba? bo ja wolę raz na zawsze mieć stary, śmierdzący, ale nasz stadion, niż tę luksusową pizdziarnię z benzynowym aromatem na dożywocie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ludzie, nie wiem jak wy, ale ja w zeszły sobotę wchodziłam na trybunę za bramką północną i co? Normalnie, jak zwykle. Tyle że po dwóch minutach walnięcia się na trybunie (bo te stołeczki to jednak nie stare drewniane ławy, które same się kładły jak kto siadł) poczułam ten zapach – i wiecie co? To nie benzyna, to jest jakby ktoś posypał piasek na szyny i wdeptał go w gumę butów kibica. Ale dobra, idźmy dalej: siedziałam obok faceta, co miał koszulkę z 2018 roku, czyli wtedy jak jeszcze graliśmy pod nazwą Wisła-Zawisza. Wywiesił nasz niebiesko-biały sztandar i śpiewaliśmy „Płock, Płock” tak jak kiedyś – a on na to: „Słuchaj, jeszcze nie raz tu przyjdę, choćby mnie mieli utopić w benzynie, bo to jednak nasze”. I co, on kłamał? Ja tam nie umiem wyczuć, czy to jest benzyna, czy może Orlen postanowił pachnieć stadionem „świeżym dieselowym aromatem” – ale jedno wiem na pewno: jak facet mówi, że wraca, bo to jego miejsce, to nie liczy się zapach, tylko to, że jednak wsiadał na trybunę. A co do tych 150 złotych – no niech no ktoś mi powie, ilu kibiców wcisnęło się tam w tej cenie i nie narzeka, bo jednak mecz to mecz, a drugie pół godziny od Orlenu do Płocka to też nie jest darmowe? Więc może byśmy przestali pierdzieć o smrodzie i zaczęli śpiewać głośniej, żeby Orlenu ten klimat doszedł? Bo jak się milczy, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że smród to nasz problem. A nam chodzi o to, żeby to było NASZE, prawda?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, ja tamtego meczu w Radomiu nie widziałem, ale jak Lechista mówi, że tam świeżo i bez smrodu, to muszę mu dać rację – bo te opary na Orlenie to nie żarty, to jest jakby ktoś ustawił na trybunie automat do dystrybucji lotnych związków węglowodorowych. Tyle że... no właśnie, ja też kiedyś byłem na tym starym stadionie przy Kusocińskiego i pamiętam, jak po meczu szło się z chłopakami na kebaba pod peronami, a zapach benzyny to był ostatni problem, bo tam śmierdziało starymi papierosami i wódką na pół obrotu.
No i tak sobie myślę: może ten smród to jednak cena postępu? Fakt, że mamy dach nad całą trybuną, krzesełka, które nie latają po boisku, i ekrany LED, które w końcu coś pokazują – bo za dawnych czasów jakbyś wychylił się za mocno, to miałeś szansę polecieć razem z ławką na murawę. Ale czy warto było płacić półtorej stówy za to, żeby się dusić? No nie wiem...
Ja akurat niedawno byłem na meczu z Zagłębiem, i co? Wszedłszy na trybunę, poczułem ten charakterystyczny aromat – ale nie był tak intensywny jak na Orlenie, tylko bardziej... no, przemysłowy, jakby stadion stał obok fabryki farb. I wiecie co? Mimo wszystko siedziałem tam, śpiewałem, kibicowałem, bo mecz to mecz. Ale jakby któryś kibic zapytał mnie, czy wolę klimat na Orlenie czy tam, to odpowiedziałbym bez zastanowienia: tam, gdzie przynajmniej nie mam wrażenia, że funduję sobie bezpłatną inhalację benzyny. Bo wkurza mnie, że płacimy pięciokrotnie więcej, a i tak czujemy się jak goście w swoim własnym mieście.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, no aleście mnie wkurzyli tymi gadkami o benzynie jakbym miał dzisiaj przyjść na Orlen i napić się płynu do rozruchu zamiast piwa. Ja tam byłem w zeszły piątek na meczu z Podbeskidziem – normalnie, jakieś 40 kibiców, może trochę więcej, ale żadnego masowego zatrucia nie było. Zgadza się, że rano po meczu jadłem hot doga i aż mi się krew w żyłach zagotowała od smaku zafarbowanej kurczakówki zrobionej na grillu obok parkingu, ale to była inna sprawa, a nie benzyna. A te 150 zł? No nie ukrywajmy, że jak się pójdzie do sąsiada, to za tyle nie dostanie się nawet kufel zepsutego piwa w lokalnym barze, ale... co Ty na to, że na tym Orlenie przynajmniej nie leje się deszcz jak na kiepskim obozie na Mazurach?
Fakt, że ten zapach to jednak jakiś absurd, ale pamiętacie jak kiedyś mówiono, że smartfony będą śmierdzieć elektroniką, a teraz żyjemy z nimi w kieszeni? Może za dwa lata ten smród to będzie normalny zapach „płockiej mafii orlenowskiej”, jak nas tak nazywają kibice z północy. Ale powiem Wam coś – ja wolę to, niż jakby trybuny latały po boisku albo jakaś deska z ławy wpadała komuś na łeb. No chyba, że ktoś woli klimat garażu, bo to w końcu „tradycja”, to proszę bardzo, niech idzie na stare pudło i nara. Ja wolę ten nowy, brzydki zapach i solidne krzesełko, bo jak się idzie do przyjemnego towarzystwa, to nie liczy się czy powietrze jest orlenowe, tylko czy jest doping jak należy.
I jeszcze te niby-wiwatowania – no dobra, siedzę na trybunie głównej, widzę jak VIP-y wstają co chwilę i gapią się w ekrany, a my mamy 45 sekund za tego frajera na żółtym samochodzie. Ale wiecie co? Jak się wstanie, odchrząknie i zaśpiewa „Wisła, Wisła, Wisła Płock!” przez te cztery pieści, to choćby to była ostatnia symfonia benzynowa na świecie, to nikt nie powie, że się nie czuje jak u siebie. Bo wiadomo – nie stadion buduje atmosferę, tylko ludzie. A ci co narzekają, niech idą na zapasowe trybuny, gdzie jest taniej, i niech sobie tam grają w smrodzie, bo my jednak mamy prawo domagać się czegoś więcej niż tylko ławkę i dach.
No i macie rację, że Orlen chce nas tu utopic jak muchy w smole, ale myślcie chwilę – jakby nie oni, to kto by budował stadion w mieście, które ledwie zipie ekonomicznie? Co, mielibyśmy czekać, aż jakaś ukraińska mafia zrobi z naszego stadionu bazę dla traktorów? 😂 Te 150 zł to w sumie cena za to, że mamy dach nad głową i nie musimy się modlić, żeby słońce nie przypaliło nam mózgu na ławce. A zapach? No cóż, jak mówi mój ojciec: „jak się komuś coś nie podoba, niech idzie na drugi koniec trybuny, tam jest chłodniej”. 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
ejże, no to teraz to wy mi tu rozpisujecie o tym „zapachu garażu” jakby to była epidemia cholery na trybunach, a przecież żaden z was nie padł trupem na Orlenie przez te opary! 😂🔴 Pamiętacie jeszcze ten mecz z Radomia, kiedy padła ulewa, a kibice stali w deszczu po kostki i śpiewali jak opętani? Tam śmierdziało bardziej benzyną z policyjnego radiowozu niż z naszego stadionu, ale nikt nie narzekał, bo to był mecz, a nie sesja zapachowa w perfumerii!
No i co do tych 150 złotych – co, naprawdę myślicie, że za 20 zł w Zabrzu idzie się z flagami i butelką piwka? Aha, no niech mnie, tam takich spotkać to jak szukać diamentu na hałdzie węgla! Tam się wchodzi z kieszeniami wypchanymi pianą, bo bilety są na wyłączność dla miejscowych „kibiców-biznesmenów”, a nie dla naszych chłopaków, co przyjechali dopingować! Myślę, że każdy, kto siedział na trybunie za 150 i krzyczał „Wisła Wisła!”, wie, że za to pieniądze dostałeś dach nad głową, krzesełko, które się nie rozleci, i ekrany, które w końcu coś pokazują – bo dawniej tośmy grali i nie wiedzieli, czy gol padł, czy sąsiad zjadł kiełbaskę!
A ten smród benzyny – no dobra, może faktycznie Orlen trochę przesadził z aromatyzacją stadionu swoimi reklamami, ale powiedzcie sami: jak się wchodzi na trybunę i widzi się 300 kibiców, co wrzeszczą w niebiesko-białych barwach, to czy komuś w ogóle chce się zwracać uwagę na to, czy powietrze pachnie salonikiem samochodowym czy starym kinem? Wszyscy mówicie o wentylacji, a nikt nie mówi o wentylatorach w sercach! I jeszcze jedno – ja w zeszłym tygodniu stałem obok faceta, co miał koszulkę z 2006 roku, kiedy graliśmy z Legią, i ten facet powiedział: „Piotrek, tu jest nasze miejsce, niech sobie Orlen śmierdzi, ważne że Wisła gra!” A to jest to, o czym wszyscy zapominacie – to my tworzymy ten klimat, nie stadion!
I te 45 sekund wiwatów za VIP-em – no kurwa, przecież tam wcale nie chodzi o to, żeby się oni cieszyli, tylko żebyście WY im przypomnieli, kto tu rządzi! Jak się wstanie i odśpiewa „Do boju, Orlenie, bo my jesteśmy!” przez te cztery gitary, to nawet ten frajer w żółtym wózku się schowa! 💪🔥 Bo wiadomo – nie on płaci wasze bilety, nie on nosi Waszą koszulkę, a my? My mamy tutaj swoją PŁOCKĄ DUMĘ, i niech nikt nie wciska nam, że to Orlen robi nam zadość za ten stadion! To my jesteśmy gospodarze tej areny, i to my decydujemy, jak tu pachnie – czy benzyną, czy prawdziwym dopingiem!
No ale trudno... 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no dobra, powiem wam coś – macie rację co do jednego: tamten zapach to jednak jakiś absurd, ale wiecie co? ja pamiętam mecz z Radomia w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim, kiedy to Wisła jeszcze grała na starym stadionie pod chmurką, co się rozpadała na kawałki, a trybuny były z drewna tak spróchniałego, że jak ktoś siadł, to mu deska uginała się pod tyłkiem jakby jechał na bujanym koniu. i co? wszyscy stali, śpiewali, kopali piłkę między nogami kibiców na gościach, bo akurat żadna deska nie poleciała na murawę, i nikt nie narzekał na zapach benzyny – bo wtedy śmierdziało głównie potem, piwem rozlanym po butelkach i tym starym papierosowym dymem, co się wbijał w ubrania na lata.
a teraz? macie nowy stadion, dach nad głową, krzesełka, co się nie rozlatują, i ekrany, co wreszcie coś pokazują – i co z tego? że jesteśmy przesiąknięci aromatem orlenowskiego kombajnu, jakby ktoś oblał trybuny olejem napędowym z rana przed meczem. ale pytam was, ludzie: czy naprawdę wolicie tamten brud, te ławki, co uginały się pod wami jak harmonijka, te deski, co latały po boisku jak frisbee, i to uczucie, że za chwilę runie wam na łeb dach starego hangaru? bo ja tam wolę ten nowy smród niż te dawne wrażenia, że lada moment oberwę deską po głowie!
i co do tych 150 złotych – no niech mnie, co wy tu wszyscy kombinujecie z cenami biletów jakby to była sprawa życia i śmierci! ja pamiętam, jak za osiem złotych wchodziłem na trybunę w warszawskiej Ekstraklasie i oglądałem mecze, gdzie kibice wyrywali sobie flagi z rąk, bo te ledwo co wisiały na drutach, i nikt nie narzekał na koszta – bo liczyło się to, że się tam jest, że się czuje atmosferę, nie to, ile się płaci za bilet! teraz macie nowy stadion, nowy klimat, i co? zamiast cieszyć się, że nie marzniemy jak psi w psiarni, że mamy dach nad głową i krzesełka, co się nie rozpadają, to jeszcze narzekacie na zapach, jakbyście mieli wybór między śmierdzącym garażem a starym, śmierdzącym garażem!
i jeszcze te niby-wiwatowania – no dobra, siedzę tam na trybunie głównej i widzę, jak VIP-y wstają co minutę i gapią się w swoje telefony, a my mamy czterdzieści pięć sekund za tym frajerem na żółtym samochodzie. ale wiecie co? jak się wstanie i odśpiewa „Wisła, Wisła, Wisła Płock!” przez całą trybunę, to te cztery sekundy smrodu znikają jak zdmuchnięte – bo liczy się to, że jest nas stu, dwustu, trzystu, co wrzeszczy w niebiesko-białe barwy, nie to, czy komuś śmierdzi w nosie!
no i macie rację, że ten zapach to jakiś chory żart, ale ja wam powiem coś jeszcze – jeśli Orlen naprawdę chce nas tu utopić w swoim aromacie, to niech przynajmniej dorzuci darmowe hot dogi z ich stacji, żebyśmy mieli czym zwalczyć ten smród! bo na razie macie nowy stadion, nowy klimat, i choć nie jest idealny, to jednak jest nasz – i to jest to, o co chodzi!
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, słuchajcie, ja byłem na meczu z Koroną w zeszłym sezonie – normalnie Orlen pełen, ale po drugiej stronie trybuny, tam gdzie siedzą chłopaki z „Starej Gwardii”, to co? Tam nie śmierdziało benzyną, tylko po prostu miejscem, które się pamięta. Bo wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? Ten facet obok mnie, co miał na sobie koszulkę z 2013 roku, kiedy to zagramy w barażach o Ekstraklasę – facet ten sam co drugie słowo powtarzał „kiedyś było tak, że tutaj czuć było prawdziwy płocki klimat, nie ten reklamowy szlam”. I wiecie co? On miał rację.
Tamta trybuna, choćby nie wiem jak śmierdziała orlenowskim propagandowym pierdolnikiem, to jednak kiedyś była sceną prawdziwej walki. Tamten beton, te stare bandy, to było coś, co się nie sprzedało za żadne krzesła i ekrany. I co? Pół stadionu tamtego dnia grało w niebiesko-białe barwy, śpiewało starymi piosenkami, a zapach benzyny... no, może faktycznie był, ale nikt na to nie zwracał uwagi, bo liczył się mecz, atmosfera, a nie to, co się wdycha.
I jeszcze jedno – ja akurat wtedy stałem w tłumie koło bramek północnych, i widziałem jak ten facet z koszulką z 2013 roku wyjął z kieszeni taką starą, podniszczoną chorągiew Wisły-Zawiszy z tamtych lat. Zwinął ją w rulon, wetknął między dwa betonowe słupy i zaczął machać – i co? Pół trybuny do niego dołączyło. Bo wiadomo – to nie stadion buduje kibica, tylko kibic buduje stadion. A my tutaj, na Orlenie, choćby mieli śmierdzieć jak stacja paliw, to i tak mamy jeden wspólny cel: żeby Wisła grała, a my kibicowali. Reszta... no, reszta to już szczegóły.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no to teraz to ja wam powiem coś, co mi się nie raz śniło – a właściwie nie śniło, tylko po prostu wisi w powietrzu jak ten zapach Orlenu na trybunach. Ja tam byłem pierwszy raz na nowym stadionie, może z pół roku temu, i co? Mecz z Wisłą Kraków – normalnie, podekscytowany jak dzieciak przed pierwszą klasówką. Wszedłem na trybunę, rozejrzałem się, zobaczyłem te ekrany, dach, krzesełka – myślałem: „No nareszcie coś porządnego w Płocku!”. Ale po pierwszych pięciu minutach poczułem ten zapach, i co? Zrobiło mi się niedobrze, dosłownie. Nie tyle że przesadnie intensywny, ale taki... sztuczny, jakby ktoś posypał piaskiem gumę do żucia i wdeptał ją w beton. No ale wiecie co? Usiadłem, wyjąłem z plecaka starą niebiesko-białą chustę zrobioną jeszcze za czasów PZPN, rozwinąłem ją i zawiesiłem na oparciu. I wtedy się stało – facet obok mnie, starszy gość w koszulce z 2006 roku, spojrzał na mnie, kiwnął głową i zaśpiewał pierwszą zwrotkę „Płocka, Płocka”. A ja mu od razu wtórowałem, bo co? Klimat na trybunie zrobił się taki, jakby ten smród zniknął – albo raczej przestał być ważny.
I zgadzam się z tym gościem, co miał koszulkę z 2018 roku – ten Orlen Stadion to jednak nasz dom, bo to my tutaj przychodzimy co tydzień, niezależnie od tego, czy nam się podoba zapach, czy nie. Ale – i tu moje małe zastrzeżenie – jeśli Orlen dalej będzie traktował nas jak stację obsługi samochodów, to prędzej czy później komuś pęknie czapa. Bo ja tam rozumiem, że to ich budynek, ich zapachy, ich polityka cenowa, ale pamiętajcie: my nie jesteśmy klientami, tylko kibicami. I jak klienci mają za swoje pieniądze dostać bilet i piwo, to my za swoje 150 zł powinniśmy dostać coś więcej niż 45 sekund haju i smród benzyny. Ja tam nie jestem aż tak czuły, że zemdleję od opary, ale kiedy facet obok zaczyna kaszleć przez całą drugą połowę, to jakoś nie czuję się u siebie.
A jeszcze te 45 sekund wiwatów – no niech no ktoś mi powie, dlaczego my nie potrafimy wykorzystać tej chwili tak, żeby facet w żółtym samochodzie schował łeb pod maskę? Bo to nie jest tak, że my nie umiemy śpiewać – tylko że się wstydzimy. A ja w zeszły weekend stałem w tłumie koło bramek południowych, i jak tylko ten samochód się pojawił, to od razu zaczęliśmy „Do boju, Wisło!” tak głośno, że facet w kabinie musiał usłyszeć. I wiecie co? Przez te cztery sekundy smród zniknął – bo atmosfera zrobiła swoje.
No i koniec końców – co by nie mówić, to Orlen Stadion to nasza arena, i to my tu rządzimy klimatem. Albo zmienimy ten zapach we własnym zakresie (bo sami wiemy, jakie są sposoby na „ulepszenie” powietrza na trybunie), albo nadal będziemy narzekać, a Orlen dalej będzie myślał, że jesteśmy zadowoleni ze wszystkiego. A ja tam wolę, żeby ten stadion śmierdział dopingiem niż olejem napędowym.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A kurczę, a to nie jest tak, że my tu sobie teraz urządzamy sejmik nad utratą naszych dusz w orlenowskich oparach, kiedy co tydzień i tak przychodzimy na Orlen Stadion jak do drugiego domu? Pamiętam jeszcze ten mecz z Jagiellonią, kiedy to nie bilet na trybunę kosztował 150 zł, tylko kawałek ziemniaka do upchania w buzi, a ludzie i tak śpiewali, kopali piłkę między nogami kibiców na gościach, i nikt nie narzekał na aromat saloniku samochodowego, bo liczył się mecz, atmosfera, że Wisła gra – i tyle.
No właśnie, bo to jest ta cała sprawa: albo Orlen Stadion jest naszym domem, albo dalej nim nie jest, ale nie dlatego, że śmierdzi benzyną, tylko dlatego, że zapomnieliśmy, co naprawdę tworzy atmosferę na trybunach. Ten smród to nie żadna epidemia, tylko realność, którą albo zaakceptujemy jako cenę postępu, albo zaczniemy walczyć – nie żeby go wyeliminować (bo na to oni nie pozwolą), ale przynajmniej żeby się nie czuć jak goście we własnym mieście.
I jeszcze te 45 sekund wiwatów – no kurwa, przecież to nie jest tak, że my nie umiemy wykorzystać tej chwili! Jakby każdy kibic wstał choćby na sekundę, odchrząknął i zaśpiewał „Wisła, Wisła, Wisła Płock!” tak głośno, że facet w żółtym samochodzie musiałby zakryć uszy, to ten smród poszedłby w niepamięć razem z tymi czterema sekundami. Bo wiadomo – nie ilość biletów decyduje o tym, czy jesteśmy gospodarze, tylko to, jak mocno potrafimy dać czadu, kiedy nasz zespół tego potrzebuje.
No i tak sobie myślę: może ten Orlen Stadion to jednak nasz dom, ale tylko wtedy, kiedy sami zdecydujemy, jak tu ma pachnieć i brzmieć. A jeśli nie my, to kto? Bo póki co, to my mamy tutaj swoje miejsce, swoje tradycje, swoje piosenki – i niech nikt nie myśli, że Orlen wygra tę batalię o serca, bo my znamy swoje. Chyba że… no cóż, zobaczymy, jak tamci sobie poradzą z tym „ulepszaniem” klimatu na trybunie. Ja tam wolę klimat garażu niż ten reklamowy szlam, ale co tam – ja nie jestem tutaj sędzią, tylko kibicem, i to na moje zdanie Orlen jeszcze musi sobie zasłużyć. 🔥
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊