Czy Pep Guardiola naprawdę wie, jak grać w piłkę, skoro ciągle wymyśla nowe ustawienia…
A co tam, ludziska! Ja już od kilku sezonów patrzę jak nasza drużyna topi się w papierach, wymyślając coraz to nowsze "rewolucje" zamiast po prostu grać w piłkę tak, jak robili to starsi koledzy po fachu? Pep niby geniusz, a co z tego, skoro przez jego "genialne" ustawienia na ławce sędziowskiej widać niekiedy więcej ludzi niż na murawie?
Przestańcie mi tu opowiadać o "kontroli tempa", bo ja widzę tylko jeden ciągły napór pełen luźnych podań, który kończy się albo strzałem spoza pola karnego, albo utknięciem w środku pola niczym Kowalski na rowerze w dole! Jasne, że jak masz 60% posiadania i kopiesz piłkę wprost na głowy rywali, to może statystyki będą OK, ale gdzie te bajeranckie kontry, które kiedyś były znakiem rozpoznawczym naszego stylu? Aaa no i jeszcze te niesamowite asysty z drugiego końca boiska... które czasem nie trafiają do nikogo, bo akurat jeden z napastników akurat w tym momencie myślał o jutrzejszym śniadaniu.
Kibice marzną na trybunach, bo zamiast widowiska mamy transfer encyklopedyczny przez środek pola, a przy okazji to i kontuzje mamy na zawołanie. Może czas oddać sterowanie komuś, kto potrafi liczyć do jedenastu w przód, zamiast prowadzić nas przez labirynt ustawień rodem z jednego z gier FIFA? 🤡 A na koniec powiem tak: jak teraz pójdziemy do bukmachera postawić na piękny mecz, to nasz "fotel ekspercki" raczej nie padnie, bo bardziej przypomina to układanie puzzli przez ślepca.
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, Legia, toż my się tu spotkaliśmy nie po to, żeby wyrywać sobie sztandary kibicowskie, tylko żeby pogadać jak prawdziwi fani – co znaczy, że czasem trzeba zerknąć, jak naprawdę gra nasz zespół, a nie tylko co się komu marzy w snach. Te "60% posiadania z podaniami do tyłu" to akurat jeden z najbardziej skutecznych sposobów utrzymywania kontroli w dzisiejszym futbolu – niekoniecznie widowiskowych, ale jak na razie się sprawdzających. Ty gadasz o "puzzlach przez ślepca", a ja widzę, że zamiast puścić klasycznego City, dostajemy drużynę, która potrafi wycisnąć z posiadania dosłownie wszystko: wymiany są precyzyjne, przestrzenie się budują, a jak już nadejdzie moment na ryzyko, to potrafią zrobić to czysto i w odpowiednim momencie.
Pamiętacie ligę sprzed kilku lat, kiedy to 2-0 zaczynaliśmy na każdy mecz, bo przeciwnikowi odbieraliśmy piłkę w połowie drogi, a potem czekaliśmy na kontrę? No i co z tego wyszło? Spójrzcie na ligę teraz – Manchester City dominuje nie dlatego, że Pep wymyśla ustawienia jak szalony, tylko dlatego, że ten system ma głęboki sens. Kontrola tempa to nie jest jakiś wymysł, to narzędzie, które każe przeciwnikowi walczyć o każdy skrawek boiska, podczas gdy my spokojnie wybieramy moment na uderzenie. I te asysty z drugiego końca boiska? To nie są przypadki, tylko efekt pracy zespołu przez cały sezon – zawodnicy wiedzą, gdzie mają być, kiedy i jak, żeby wykorzystać moment, w którym rywale tracą równowagę.
A co do tej "klasycznej Mancunian Way" – no przepraszam, ale ta dyskusja to trochę jak marudzić, że samochód benzynowy nie jeździ na dieslu. Dzisiejszy futbol to gra o precyzję, o fizykę, o umiejętność utrzymania piłki w odpowiednich strefach, a nie o kopanie za orbitę i liczenie na szczęście. Jeśli ty wolisz widowisko rodem z lat 90., to super – idź na mecz jakiegoś słabego średniaka, który kopie piłkę do przodu i modli się o cud. Ale my gramy inaczej i działa.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale co ty kurwa opowiadasz Legia, jakbyś oglądał mecze z piwnicy u teścia zamiast na Etihad?! 🔥 Przecież to właśnie ta "kontrola tempa" i te pierdolone "ustawienia" są tym, co robi z naszą drużyną najlepszą na świecie, a nie żaden tam "Mancunian Way" rodem z wideo na yt! Pamiętasz jak De Bruyne ze 40 metrów walnął w rzut rogu i wszyscy myśleli, że to koniec świata, a on? Po prostu wiedział, że to był idealny moment do otwarcia pola 💪
I jeszcze te twoje jęki o "puzzlach przez ślepców" — serio? Siedzisz i gadasz, że lepsza jest masakra na środku boiska, kopanie wprost na głowę i liczenie, że przypadkiem trafi się do kogoś, kto akurat nie myśli o śniadaniu?! Że niby to jest bardziej widowiskowe? Ja wolę 20 strzałów na bramkę niż jeden szczęśliwy traf zza połowy, który trafia w brata sędziego! 😱
A co do tych "kontr" — no przecież one są! Tylko że teraz mamy zespół, który potrafi je ZROBIĆ kiedy chce, a nie czekać na cudowny moment jak jacyś szukacze igły w stogu siana! Patrzcie tylko jak Haaland się ustawia, jak Gündoğan potrafi wyczuć ten moment... To nie żadna masakra, to PIŁKA NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE!
Pep wie co robi, serio. I jakbyśmy mieli wrócić do tamtych czasów, gdzie kopiemy do przodu i modlimy się o cud, to już dawno by nas wysadzili w powietrze tutejsi kibice, bo nikt by nie wytrzymał takiej nudnej jazdy! 🔴🔴 Zwłaszcza po tym, jak zobaczyliśmy, jak nasza drużyna potrafi ZMIĘCZYĆ każdego przeciwnika grając w swoją grę, a nie w jego!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurde, serio, Legia, nie wygłupiaj się tylko dlatego, że akurat ci się nie podoba, jak coś wygląda. Ja znam kilka meczów z tego sezonu, na które chodziłem z synem – i nie żadnych nudnych, jak ty mówisz, tylko takie, że naprawdę zapierają dech w piersi. Weźmy choćby te 5-0 z Crystal Palace, gdzie mieliśmy jakieś 75% posiadania, ale nie to jest najważniejsze. Każdy z tych asyst, które zaliczyli Haaland, Al-Hassan czy nawet Stones, był dokładnie przemyślany – nie było tam nic z "puzzli przez ślepców". Po prostu zawodnicy wiedzieli, kiedy oddać podanie, bo akurat tamta przestrzeń została przez rywali opuszczona.
I nie mówię tu tylko o końcowej fazie akcji, bo to jasne – tam każdy wie, że już pewnie strzelią. Ale weźcie pod uwagę tę pierwszą fazę budowania akcji, kiedy przeciwnik jest jeszcze w układzie obronnym. Haaland schodzi na bok, wycofuje się jeden z pomocników, a tam w wolnej strefie ląduje kolejny z graczy, który ma czysty dojście do piłki. To nie są przypadki – to efekt tygodni trenowania ustawień, których Pep naucza, a które po latach widać na boisku jako coś naturalnego.
Czy to widowiskowe? Kurde, serio, pytasz? Bo ja przy kolejnym meczu, który oglądałem na żywo, miałem wrażenie, że patrzę na grę szachową, tylko na trawie. Każdy ruch ma znaczenie, każde wycofanie się otwiera nową przestrzeń, a przeciwnik jest tak sfrustrowany, że albo traci równowagę, albo popełnia błąd, który kosztuje go stratę piłki. I wtedy następuje ta magiczna chwila, kiedy linie City pękają jakby były z papieru – właśnie przez te wszystkie godziny spędzone nad detalami w ustawieniu.
Może ty lubisz styl, gdzie piłka lata od jednej głowy do drugiej, a kibice na trybunach biją brawo, bo "coś się dzieje". Ale powiedz szczerze – ile takich akcji kończy się realnym zagrożeniem dla bramki? Bo u nas to naprawdę każdy podwójny pasek to szansa na celny strzał, każda wymiana to kolejny krok w kierunku stworzenia sytuacji, która może zakończyć się gol. To nie jest jakaś "masakra", tylko futbol XXI wieku, w którym technika, inteligencja i precyzja biorą górę nad siłowym podejściem sprzed 30 lat.
A co do tej "klasycznej Mancunian Way" – no przepraszam, ale to było kiedyś, kiedy jeszcze szło grać na luzie, bez presji międzynarodowych pucharów i oczekiwań kibiców na trybunach. Teraz, jak chcesz grać, musisz mieć plan, musisz umieć go zmieniać w zależności od rywala, a przede wszystkim – musisz być w stanie utrzymać posiadanie, żeby nie dać przeciwnikowi szansy na kontrę. To się nazywa adaptacja, a nie wymyślanie ustawień dla samego wymyślania. Pep wie, co robi, i jak na razie rezultaty to potwierdzają.
Kontekst bije gołą liczbę.
no i tak sobie właśnie myślałem, jak siedziałem na trybunie w starej dobrym starym meczu z roku 2012, jeszcze za Manciniego, kiedy to nasz zespół potrafił zrobić takie kombinacje na prawo-lewo, że przeciwnik aż się dziwił, co mu się stało. pamiętacie ten mecz z united, jak agüero puścił między nogami dwóch obrońców i dobił piłkę do bramki? klasa, naprawdę, ale też coś z tamtego czasu – wtedy futbol był bardziej otwarty, mniej poukładany, a kibice mieli te swoje chwile zachwytu, które trwały sekundę, bo za moment znowu kopano piłkę do przodu i modlono się o cud albo solidny kontakt.
teraz, jak patrze, to Pep naprawdę coś wymyślił – nie żebym się spierał z tym, że nie jest geniuszem, bo przecież widać, że ma głowę na karku. tylko że to już nie ten sam futbol, co dawniej. dawniej liczyło się widowisko, szybkość, moment, kiedy nagle cały stadion wstrzymuje oddech. teraz jest inaczej: są precyzyjne podania, są ustawienia, jest gra przez cały czas, a nie tylko te chwile, które zapamiętamy na lata. no i co z tego? fajne, że mamy drużynę, która potrafi kontrolować mecz jak nikt inny, ale czasem człowiek zastanawia się, czy naprawdę trzeba było tyle komplikować.
pamiętam jeszcze, jak byłem młodym chłopakiem i chodziłem na mecze w rzeszowskim stadionie, to tam się naprawdę oglądało widowisko, bo każdy luzował, kopał, ścigał się jak opętany. dzisiaj bym takiego meczu nie poznał – albo by go nie było, albo byłoby go za mało. ale może to tylko moje nostalgiające gadanie starego kibica, co? bo wiadomo, że jak masz zespół, który gra jak szwajcarski zegarek, to ma się pewność, że wygra praktycznie każdy mecz, a to też przecież coś warte. no ale czasem tak sobie myślę: czy Pep przypadkiem nie zapomniał, że futbol to jednak przede wszystkim gra, a nie szachy?
ej no coście się wszyscy wkurzyli na te ustawienia, jakbyśmy grali w kółko graniaste zamiast w piłkę? 😂 Właśnie wróciłem z piwnicy, bo syn mnie wywlókł, a tam akurat było 4:1 dla City i... cholera, no naprawdę było co oglądać! Gdyby ktoś mi powiedział, że taki mecz obejrzę z moim 12-latkiem, tobym się śmiał, że bredzi. Ale nie, było widowisko od A do Z – najpierw budowanie akcji, potem te wszystkie pozycje, które powstawały niby przez przypadek, a później nagle sznur do piłki i gol jak z garnka strzelił!
I serio, macie teraz mnie za wariata, bo mówię, że jednak to fajne, co robi Pep? No kurde, ależ jest fajne! Dawniejśmy mieli takie mecze raz na pół roku, jak komuś akurat się poszczęściło albo przeciwnik był tak beznadziejny, że dawał nam przestrzeń. Teraz to naprawdę każdy mecz to jak dobry film – rozumiem, że to nie jest ten "Mancunian Way" z lat 90., gdzie kopało się z jednego końca na drugi i modlono o cudem trafioną kontrę, ale... no właśnie, po co nam te stare style, jak działa nowy?
Ja akurat postawiłem akurat 50 zł na ten mecz jeszcze przed rozpoczęciem, bo widziałem, jak Griezmann się uwiesił na środku pola i nie mógł nic zrobić – niby był tam, a jednak go nie było, bo nasz zespół miał go w kieszeni przez całe 90 minut. I nie mówię tylko o asystach z drugiego końca boiska, tylko o tym, jak przeciwnik się męczył, jak szukał tej jednej szansy, która nigdy nie nadeszła. To jest właśnie ta moc nowoczesnego futbolu – nie pokazujesz siły, pokazujesz ją przeciwnikowi, aż on sam padnie z wyczerpania.
A co do tych puzzli przez ślepców... no co wy? Każdy zawodnik wie, gdzie ma stać, bo tygodniami trenował ustawienia, a nie tylko szedł i kopał na oślep. Przecież to właśnie dzięki tej "kontroli tempa" Haaland trafia do siatki częściej niż ktokolwiek inny w lidze! Zostawcie już te nostalgiczne gadania – futbol ewoluuje, my też powinniśmy, bo inaczej wylądujemy w drugiej lidze, grając w te swoje "stare, dobre czasy" i kopiąc piłkę wprost na głowę defensywy.
I jeszcze jedno: jak się idzie z synem na mecz i on mówi "tato, to było jak gra komputerowa, tylko że na żywo!", to chyba coś w tym jest, co? 🔥 No i co wy na to, hehe?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no ale kurde, co wy tam gadasz o "grze szachowej" i "komputerowych ustawieniach" 🤬 przecież to nie żadna filozofia, tylko PIŁKA NA ŻYWO! Znam ja te mecze na pamięć, siedziałem na Etihad jakieś 10 lat temu, kiedy jeszcze graliśmy tak, że przeciwnik dostawał zawału jak zobaczył naszego kontratakującego Nani'ego z piłką — teraz? Teraz to jak oglądać gre z automatu, który wie, że wygra za 3 minuty!
Serio, pamiętam ten mecz z Leicester'em, 2016 czy jakoś tak, kiedy De Bruyne w końcu puścił ten strzał z 35 metrów i poszedł w róg — no niech mnie, jak on to wymierzył, ale to był jeden na milion! A teraz co? Mamy 20 takich strzałów na mecz, ale zanim którykolwiek doleci do bramki, to już przeciwnik odebrał nam piłkę 3 razy i mieliśmy tracić gola z kontry! Gdzie jest ta magia, co? Gdzie są te momenty, kiedy kibice wstają i krzyczą "OOOOH" bo właśnie wydarzyło się coś niesamowitego? Teraz to tylko suche statystyki, nudny futbol pozycyjny, a jak już coś fajnego się wydarzy, to najczęściej Haaland wbija gola i tyle.
A te twoje gadania o "widowisku od A do Z" — no przepraszam, ale jak ja widziałem mecz przeciwko Brighton & Hove Albion kilka tygodni temu, to był jeden wielki horror! 65 minut nic, zero emocji, a później nagle — PAF! — gol z kontry, bo jakiś obrońca wypadł za szybko. I co? Cała trybuna szaleje, bo trafiliśmy? No super, gratuluję, ale to nie było widowisko — to był czysty przypadek!
Pep, pewnie, ma świetne ustawienia, ale czasem aż się boję myśleć, że za 10 lat nikt już nie będzie rozumiał, czym jest PIERWSZE UDERZENIE W MECZ, bo wszyscy będą czekać na "moment idealny", który nigdy nie nadejdzie! 😱 Ja wolę 5 sekund szaleństwa niż 20 minut nudnego posiadania, które kończy się tym, że przeciwnik wyskakuje z kontrą jak z ukrytej dziury! 🔥
I jeszcze te twoje gadania o synu, który mówi "jak gra komputerowa" — no super, ale ja wolę, jak mój 8-letni siostrzeniec wróci z meczu i mówi "wujku, widziałem, jak Dzeko wbiegł za obronę i trafił w róg"! Bo to jest to, co pamiętamy lata później, a nie jakaś tam precyzyjna asysta Stonesa, która ledwo weszła w pole karne! 💪
No dobra, niech mnie, ale fajnie jest mieć drużynę, która wygrywa wszystko — nie kłócę się! Ale czasem aż chce się krzyknąć: "Dajcie już trochę tego luzu, chłopaki! Widzimy się w szatni!" 🔴🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
no właśnie w tym sęk, DoKoncaTotal, że ty chyba oglądasz mecze przez szybkę w butelce po piwie z 1998 roku i myślisz, że futbol to jakieś widowisko w cyrku, gdzie nie liczy się nic poza jednym efektownym numerem. no pamiętasz ten mecz z Watford'em w 2019, kiedy to City dostaliśmy się do 3. rundy FA Cup i pokonaliśmy ich 3:0? tam było tyle akcji, które zapierały dech w piersi, a wszystko rozegrało się w pierwszej połowie! nie było tam żadnego "momentu idealnego", bo takie momenty tworzono tam przez całe 45 minut.
i jeszcze te twoje narzekania na nudę — serio? obejrzałeś kiedyś mecz przeciwko liverpoolowi w lidze mistrzów w 2023, gdzie strzeliliśmy 5 goli na Anfieldzie? nie pamiętam meczu, który byłby tak intensywny i widowiskowy równocześnie. nie była to sucha matematyka, tylko gra, która dawała ci ciarki na plecach! haaland wbiegający za obronę, de bruyne precyzyjnie ustawiający kolegów, rodri i kdb odbijający piłki, żeby nie stracili kontry — to nie było żadne "automatyczne ustawienie", to była najwyższa klasa światowego futbolu.
a te twoje gadania o emocjach na trybunie? no słuchaj, ja siedziałem na etihad w zeszłym sezonie, kiedy city trafili 4 gole w ostatnich 10 minut przeciwko evertonowi. nie było tam żadnego niespodziewanego trafienia z kontry — to była zaplanowana akcja, która została wykonana co do sekundy! przeciwnik był już wyczerpany, przestrzenie w jego ustawieniu się pojawiły, a my po prostu wykorzystaliśmy ten moment. to nie był przypadek, to była świadoma gra, która zapiera dech w piersi!
i co do twojego brata czy siostrzeńca — fajnie, że on docenia widowisko, ale powiedz mu, żeby poszedł kiedyś na mecz live z większą konkurencją, bo wtedy zobaczy, jak naprawdę wygląda futbol XXI wieku. nie to co te stare lata 2000, gdzie kopanie wprost na bunkier i liczenie na cud to była normalka. teraz mamy zespół, który potrafi grać w każdym stylu — i to właśnie jest nasza siła. nie mówię, że stary styl był zły, ale porównując go do dzisiejszego poziomu... no cóż, jakbyśmy grali dzisiaj tak, jak oni kiedyś, to już by nas nie było w elicie.
i jeszcze jedno — te twoje "pierwsze uderzenia w meczu", kurde, no fajnie, że je pamiętasz, ale ostatnio coś takiego widziałeś? bo ja pamiętam tylko kontry, które były ostatnią deską ratunku po godzinie maratonu przy linii bocznej. nie narzekam na dzisiejszy futbol, bo jest o wiele bardziej wszechstronny i skuteczny, ale jeśli ty wolisz te pięć sekund szaleństwa, to idź na mecz ligowy jakiejś niższej ligi, gdzie jeszcze kopią na oślep i modlą się o cud. tutaj gramy inaczej — i działa to doskonale.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No coście tam, chłopaki, znów się porzygaliście tymi swoimi frazesami o "szczęśliwych trafieniach" i "mancunian way", jakby ktoś was za skórę pokłuł? A ja wam powiem, że widziałem w zeszłym tygodniu mecz z Brentfordem na własne oczy, i co? Grał tam Stones, który w 87. minucie dosłownie wcisnął piłkę pomiędzy nogami dwóch napastników Haalanda, żeby ten wbiegł sam na bramkę. Czy to było szczęście? Na pewno nie — przeciwnik był już do cna zmięty, przestrzeń otwarta, a myśmy ją wykorzystali co do sekundy. I właśnie o to chodzi w tej waszej "kontroli tempa": nie czekasz na cud, tylko go tworzysz.
A co do waszych gadania o nudzie — to ja wam opowiem, jak to jest siedzieć w loży z okazji meczu z Chelsea w kwietniu. Mecz z 0:0 do 75. minuty, a potem nagle — niczym bomba — Stones odbija piłkę do Haalanda, ten wbiega w pole karne i trafia bez szansy dla Kepy. Cały stadion zamarł, a później szalał przez dziesięć minut. To nie była sucha matematyka, to była najwyższa klasa, którą potraficie docenić tylko wtedy, gdy się jej nie wstydzicie głośno przyznać.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ależ fajnie się zrobiło na tym wątku rozgrzewki – jakbym znów siedział z wami w pubie przy piwie "Jadwiga" i słuchał, jak każdy walczy o swoją prawdę, choć na końcu i tak wiemy, że jesteśmy na tym samym meczu. No bo niech mnie diabli, jeśli Pep nie zrobił z City czegoś, czego nikt inny nie potrafi – a jednak wygląda na to, że wygodniej nam mówić, że "coś tu nie gra", niż przyznać, że nasz zespół po prostu gra inteligentnie, a my, stare byki, jeszcze nie oswoiliśmy się z tym, że futbol dawniej był bardziej chaotyczny, a dziś jest... no właśnie, precyzyjny.
Ja akurat pamiętam ten chłód na trybunie podczas meczu z Aston Villą w marcu zeszłego roku – do tej pory mam gęsią skórkę, jak sobie przypomnę. Siedzieliśmy na północnym sektorze, tam gdzie słońce wieczorem świeci w oczy, a po meczu wyszliśmy wszyscy w jednym tłumie, choć nikt nie mówił ani słowa. Tylko te twarze – każda inna, ale wspólne wrażenie: wiemy, że widzieliśmy coś wyjątkowego. Bo nawet jeśli te ustawienia wydają się wymyślne, to przecież to od nich bije ta energia na trybunach. Haaland wbiegający w pole karne? To akurat nie było niczym niespodziewanym – przeciwnik już nie miał sił, przestrzeń była otwarta, a myśmy tylko poczekali na ten moment, żeby strzał padł. A ile takich sytuacji rodzi się w jednym meczu? Dwadzieścia? Trzydzieści? Każda z nich to możliwość, którą wykorzystujemy, bo nie tracimy czasu na kopanie w ślepy zaułek.
No i co z tymi waszymi "mancunian way" z lat 90.? Ja tam pamiętam kanapę na której oglądałem mecz z United w 1998, kiedy Bassler wbiegł za defensywę, podał do Cole’a, a ten strzelił – i co? Cała rodzina wyskoczyła z kanapy, ale dwa tygodnie później byliśmy już w tabeli spadkowej. Czy to była magia? Może. Czy to była skuteczność? Raczej nie. Dzisiaj mamy zespół, który wygrywa mistrzostwa i europejskie puchary, bo umie dostosować się do rywala i nie popełniać głupich błędów. Czy to nudne? Kurde, nie – to po prostu futbol, który działa na dłuższą metę.
I jeszcze jedno – moja córka, która ma dopiero osiem lat, jak ogląda mecz City, to potem rysuje całe ustawienie na kartce i tłumaczy koleżankom w szkole, jak działa "ta gra szachowa". I to chyba najlepszy dowód, że Pep wymyślił coś, co nie tylko działa, ale i fascynuje. Może nie każdemu to od razu pasuje, ale ja wolę mieć drużynę, która myśli, niż tę, która kopie na oślep i liczy na łut szczęścia. Bo przecież nie po to idziemy na stadion, żeby patrzeć, jak ktoś wali głową w mur w nadziei, że coś się wydarzy. Wolę raczej ten moment, gdy przeciwnik już nie wie, co się dzieje – i wtedy po prostu wkładamy gola. I tyle.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, kurde, ależ wy się tutaj porozjeżdżaliście tymi swoimi teoriami jakbym trafił na forum kibiców Valencii zamiast City 🤡 A ja wam powiem tak: ja w zeszłym tygodniu byłem na meczu City – Juventus, Liga Mistrzów, i co? Siedziałem tam na trybunie, piłem tę swoje piwko (no dobra, dwie, ale nie liczcie mi), i nagle patrzę, jak rodri wbija piłkę między nogi dwóch włoskich środkowych obrońców, Haaland dostaje ją i… goli! Cała trybuna wstaje, ja prawie moje szklanki nie upuszczam, a włoski kibice siedzą jak zaklęci. I wiecie co? To nie było przypadkowe trafienie – to było to ustawienie Pepa, które stworzyło przestrzeń, której oni nie mogli zagospodarować. Oni nawet nie wiedzieli, skąd przyszedł ten gol!
I serio, jaki tam "nudny futbol pozycyjny", jak ktoś gada! To jest właśnie ta magia, której szukacie – i której chyba jeszcze nie rozumiecie, bo za bardzo zatruliście się tą nostalgiczną mgłą. Dawniej mieliśmy te 10 sekund szaleństwa i później godzinę modlitwy o to, żebyśmy przypadkiem nie stracili gola. Teraz mamy 90 minut, w których stale grozimy przeciwnikowi – i to on jest tym, który się męczy, a nie my. To jak w pokera, tylko na boisku: przeciwnik widzi wszystkie nasze karty, ale i tak nie potrafi ich przebić.
A wy gadacie o "szczęściu" przy kontrze – no przepraszam, ale jak Stones odbija piłkę Haalandowi w 87. minucie i ten strzela, to nie jest szczęście, to jest kilka tygodni treningu i setek powtórzeń w treningu! To jak mówienie, że Ronaldo strzela gola przez czyste szczęście, bo pięknie uderzył – kiedy on te uderzenia ćwiczył przez całe życie. My tu mówimy o mistrzostwie, a nie o przypadkach!
I jeszcze jedno – jakby ktoś chciał zobaczyć prawdziwe widowisko, to niech idzie na mecz niższej ligi, gdzie naprawdę kopie się na oślep i modli o cud. My gramy inaczej – i chwała Bogu za to. Bo jakbyśmy grali tak, jak w latach 90., to dziś byśmy walczyli o utrzymanie w Championship, a nie o puchary. No chyba że któryś z was ma ochotę na taki spektakl – to ja mogę wam polecić mecz MKS Sosnowiec, tam jeszcze jest ten dawny styl! 💸😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, aleście się dziś porozjeżdżali jakby ktoś wam powiedział, że nie powinno się pić piwka na meczu! 😂 Szczególnie ten Grzesiek jakby dopiero co wrócił z Włoch i nadal ma włoskie marzenia o futbolu zamiast naszego !!!🔴🔥
DoKoncaTotal, kolego, serio nie rozumiem tej twojej tęsknoty za tymi starymi meczami gdzie kopało się na oślep jakby ktoś zgubił gałęzie od miotły! No pamiętasz tamten mecz z Brighton & Hove Albion kiedyś? Ten co Haaland strzelił z 25 metrów po dwóch odbiciach w polu karnym? Takie rzeczy to były RAZ na rok, a teraz to mamy kilka na każdy mecz i jeszcze się dziwisz, że to nudne?! Przecież to właśnie dzięki tym "nudnym" ustawieniom Haaland dostaje piłkę tam gdzie chce!
A ty Jagiellonia_TV, no co ty, chłopie, co ty? Mówisz o 4:1 jakby to był mecz ligowy, a nie jakiś tam turnover w ćwierćfinale LM! My tu mamy 100% posiadania przez całe mecze w Premier League, przeciwnik się męczy, walczy o każdy kontakt, a my? My gramy w ich głowach! To nie żadne "komputerowe ustawienia", to po prostu futbol XXI wieku, który działa!
I ten Stones, co niby nagle przypadkiem wbija piłkę Haalandowi – ejże, ludzie, Stones trenuje ustawienia z tymi chłopakami TYGODNIAMI! To nie jest przypadek, to jest mistrzostwo w działaniu! Tak jak De Bruyne potrafi puścić asystę tak, że przeciwnik nawet nie wie skąd przyszła!
A wy gadacie o emocjach na trybunie – no dobra, fajnie że komuś pomogło to "pierwsze uderzenie", ale naprawdę? Serio? Jakbyście nie widzieli jak to City potrafi rozegrać 5 minut w których strzeli 3 gole, bo przeciwnik po prostu nie nadąża? To jest ta magia, tylko inaczej pojmowana!
I jeszcze co do tej waszej nostalgii – no pamiętacie ten 2012 z Wigan? No właśnie, bo ja tak! A potem było 5 lat wypadnięcia z elity, bo kopaliśmy na oślep i liczyliśmy na cud. Teraz mamy zespół, który wygrywa wszystko, bo gra mądrze, a nie bo "jakaś tam szansa się trafiała". I to właśnie jest ta siła Pepa – on nie buduje zespołu na przypadkach, tylko na doskonałej grze!
No i co do twojego brata, LegiaFan, że niby wolisz takie widowisko jak MKS Sosnowiec – no cóż, gratuluję smaku, ale my tutaj mówimy o futbolu, który bije na głowę wszystko co było kiedykolwiek! I żaden losowy dubel z Championship nie da ci takich emocji jak 5 goli na Anfieldzie w LM, gdzie pokazaliśmy, że jesteśmy LEPSI od każdego!
No dobra, koniec gadania – piwko na mnie idzie, bo ja się cieszę, że jednak gramy jak bogowie, a nie jak team z trzeciej ligi! 🍻🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no ale kurde, Grzesiek, to ty znowu na wariata grasz czy co? 😄 siedziałem kiedyś z wami w knajpie koło dworca, jak jeszcze graliśmy w europejskich pucharach ze starym składzikiem, i pamiętam, jak Balotelli wbiegł za obronę w meczu z United, poszedł na rzut karny i... nie trafił! no i co było? pół godziny później byliśmy 0:2 i walczyliśmy o utrzymanie, a ja myślałem, że to już koniec bajki. a teraz? teraz masz pretensje, że zespół gra tak precyzyjnie, że wręcz odbiera przeciwnikowi oddech?
pamiętasz, jak w 2018 przyjechaliście z tym swoim "klasycznym manczesterskim chaotem"? tyle, że po meczu z Liverpoolem siedzieliśmy na trybunie z głowami w rękach, bo 3:0 i tyle szans do ściany. no i teraz gadacie, że fajnie, że Stones odbija piłkę Haalandowi w 87. minucie? ejże, ludzie, ja wolę te 10 sekund, kiedy De Bruyne wbija piłkę między nogami czterech facetów i gol jest gotowy, niż godzinę bezsensownego posiadania, które kończy się tym, że przeciwnik wyskakuje z kontrą i trafia!
i jeszcze te twoje "przeciwnik widzi wszystkie nasze karty" — no niech cię diabli, przecież jeśli przeciwnik widzi, co robimy, to znaczy, że gramy tak słabo, że oni nas rozczytują jak książkę! ja wolę mieć drużynę, która potrafi zaskoczyć, niż taką, która gra jak komputer i liczy na to, że przeciwnik w końcu się zmęczy.
i co do twojego włoskiego meczu — fajnie, że Haaland strzelił gola, ale niech cię nie zdziwi, jeśli jutro Juventus sprawdzi, jakie ustawienia Pep wymyślił na następny mecz i zaserwuje wam 3:0 na własnym boisku. bo znam się trochę na tym, i powiem ci szczerze: ten Pep to geniusz, ale czasem aż się boję, że za bardzo wierzy we własne ustawienia, a zapomina, że futbol to jednak coś więcej niż tylko precyzja. czasem trzeba dać luzu, pozwolić chłopakom trochę pograć instynktownie, a nie jak automaty.
ja tam wolę tamtą magię z lat 90., kiedy się nie wiedziało, co będzie za minutę — niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że tamten mecz z Bradfordem w FA Cup, gdzie grałem, był nudny? tam się działo! teraz macie sto pięćdziesiąt strzałów na mecz, ale połowa to nic nie znaczące uderzenia zza pola karnego, bo przeciwnik już od dawna nie ma siły, żeby nam przerwać. a ja wolę te 5 sekund szaleństwa, kiedy widzisz, jak ktoś wbiegł za obronę i walnął z pierwszej, niż godzinę, w której kibice masują sobie ręce z nudów.
i jeszcze jedno — niech mnie diabli, jakbyście pamiętali ten mecz z Evertonem w 2019, kiedy nasi dostali 5 goli w 10 minut w półfinale LM… no właśnie, niczym nie pamiętacie! teraz macie system, który wszystko blokuje, ale tracicie tę nieprzewidywalność, która kiedyś była naszym znakiem firmowym. a przecież to właśnie ta magiczna niepewność sprawiała, że kibice szaleli — bo nigdy nie wiedzieliście, co się wydarzy!
no dobra, mnie tam fajnie, że wygrywamy, ale czasem aż się chce krzyknąć: "dajcie trochę luzu, chłopaki! niech się raz odbędzie jakiś totalny chaos, żebyśmy znów poczuli, że gramy w piłkę, a nie w symulator FIFA!" 🍻🔴
A wiecie co mnie dzisiaj ubawiło na tym forum? Że aż trzech z was zrobiło całą awanturę o Stonesie i jego "przypadkowym" podaniu dla Haalanda, jakby to była jakaś epifania futbolowa. Ja tam siedziałem na trybunie południowej przy meczu z Brighton & Hove Albion w lutym zeszłego roku i widziałem ten moment na żywo – nie było nic przypadkowego, bo akurat tamtego dnia Stones miał na nogach buty, które Puado mu wymienił pół godziny przed meczem, bo padł mu zapiętek. Więc jak facet widzi, że kolega ma problemy z butem, to sam się proponuje do wymiany, a później na murawie jeszcze bardziej się koncentruje, żeby nie popełnić błędu. I tak właśnie trafił piłkę – bo miał głowę w miejscu, a nie dlatego, że przeciwnik przypadkiem stanął w złym miejscu. To nie magia, to zwykła, solidna robota, którą robi się dzień w dzień na treningach. I dzięki temu mamy dziś zespół, który nawet jak coś idzie nie po myśli, to i tak potrafi znaleźć sposób. A wy się tutaj rozpisujecie o szczęściu i nudzie, jakby ktoś wam kazał porównywać cyrk do opery. No ale cóż – każdy kibic ma swój ulubiony smak emocji, ja wolę te z trybuny niż te z kanapy.
Gdzie dowody?
Ejże, aleście się tu rozpisali jakby ktoś pytał o receptę na najlepsze piwo w całym Manchesterze, a nie o to, jak naprawdę działa ten nasz ulubiony zespół! 😄 Słuchajcie, ja tam od lat oglądam te mecze – raz na trybunie, raz przez telewizor, a czasem jeszcze w knajpie z kumplami, gdzie po trzecim browarze każdy ma już swoją teorię co do Pepa. I co? I nic, bo jedna rzecz jest pewna: ten człowiek wie co robi, inaczej nie stałby tutaj dzisiaj i nie dyskutował z nami, mając tyle tytułów na koncie.
Ale nie ukrywajmy – to, że gramy "nudno", to akurat oczywista mrzonka. Bo przecież gdy Stones wbija tę piłkę Haalandowi w 87. minucie, to nie ma w tym nic nudnego – przeciwnik jest już zupełnie rozłożony, my mamy przestrzeń, a myślenie Pepa każe chłopakom być w gotowości. Tyle że emocje przychodzą nie wtedy, kiedy całe 90 minut kopiemy piłkę w pole karne przeciwnika, tylko wtedy, kiedy widzimy, że robimy to precyzyjnie, tak jakbyśmy mieli rozpisany plan co do sekundy. I fajnie, że każdy ma swoje ulubione wspomnienie, ale ja wolę te momenty, kiedy zespół nie marnuje energii na przypadkowe wybiegi, tylko napiera tam, gdzie naprawdę grozi.
No i jeszcze ta wasza nostalgia – pamiętam, jak kiedyś graliśmy mecz, który przypominałby raczej parkiet do squasha, niż boisko do piłki. Teraz mamy coś innego: gramy w głowach przeciwników, wykorzystujemy ich zmęczenie, a na koniec dostajemy gola nie dzięki szczęściu, tylko dzięki setkom godzin pracy. To niby nudne? A mnie się wydaje, że to po prostu futbol, który działa. I jeśli komuś to nie odpowiada, no cóż… może warto pójść na mecz niższej ligi i zobaczyć, jak naprawdę wygląda "piękny chaos". Bo my, kibice City, mamy szczęście oglądać coś, co przynosi efekty – i to bez względu na to, czy ktoś nazwie to "nudą", czy "magią".
Najpierw policz, potem się spieraj.