Czy Pep Guardiola powinien wreszcie powiedzieć "dość" i uciec od City jak na karuzeli…
No kurcze, ależ się psiamać uwinąłem z tym sezonem! Ledwo zdążyłem doczytać do linków o tym, jak Haaland wali po piętach jak roczny rekrut na pierwszym treningu, a tu od razu zapowiadają się wakacje Pepa na Costa del Sol. 😏 Podobno facet już trzy razy pakował walizki, ale za każdym razem ktoś mu podkładał nowy kontrakt pod nos – no wiecie, ten sławny "niedokończony syrop z roztargnienia". A teraz mamy kolejny sezon, w którym wszyscy wróżą mu mistrzostwo w styczniu, bo matematyka nie kłamie? No ładnie, ładnie… Tylko że jak na razie widzę tylko jeden kierunek: im wyżej, tym większa karuzela. Więc pytanie do was – kto mu tak naprawdę każe wisieć jak ćwiartka mięsa w rzeźni? Bo ja bym mu powiedział: "Pepcio, wsiadaj do samolotu, zanim cię jeszcze raz wytransferują w marcu za 300 milionów". 💸 Albo nie – niech sobie kręci, póki jeszcze ma drużynę, która jest z nim na tyle zżyta, że nie pyta o jutro. No co, serio, kto z was w to wierzy, że on naprawdę chce jeszcze jeden sezon w tym tłumie dziennikarzy pod domem i analiz "Dlaczego dzisiaj nie było pressingu"?
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, ludzie, ależ wy z tym Pepem to jak z moim starym komputerem z Windowsem – raz działa, raz nie, a za każdym razem jestem pewien, że to ostatni raz, kiedy w ogóle się włączy. Tylko że co, że facet chodzi podenerwowany? A kto by nie był po czterech tygodniach nieustannego wyjadania dziennikarzy pod domem, którzy liczą, ile razy jego obrońcy zebrali piłkę wczoraj wieczorem? Serio, facet ma swój kawałek na żwirku, naprawdę marudzicie, że chce stamtąd uciec?
Wyobraźcie sobie, że przyjeżdża tu przykładowo Real Madryt albo Arsenal, a do tego jeszcze trzy puste mecze z rzędu przez kontuzje, bo Waszak musiał wylecieć z pola jak szalony. Trzeba być trochę zgryźliwym, żeby nie rzucić w kąt telefonu, który odbiera co pięć minut. A tutaj mamy jeszcze cały ten bajzel z Haalandem, który strzela co drugą akcję, i nagle wszyscy zapominają, że to on właśnie biega za nim z notatnikiem w ręku, bo inaczej nikt by go nie zauważył. Zaćmienie jakieś?
I jeszcze ten argument, że „przecież mu brakuje powietrza nad Manchesterem”. Fakt, że jest oklaskiwany na mieście bardziej niż trener juniorek po wygranym finale – to nie szczęście, to klasa robi swoje i tyle. Czy wy myślicie, że facet pakuje walizki z frustracji czy dlatego, że wie, jak wygląda realna presja? On przecież nie jest tu od wczoraj – zna każdego dziennikarza, każdą twarz pod bramą, każdy zakręt na treningu. I dalej przychodzi, bo wie, że te stadiony są pełne, bo wie, że kibice nie gadają o trzech stratach z rzędu, tylko o tym, co będzie za pół roku.
Więc zamiast teorii spiskowych o ukrytych kontraktach, może lepiej zapytać: co niby Pep miałby zrobić w Hiszpanii, czego nie może zrobić tutaj? Jeśli chodzi o tlen, to przecież w Barcelonie też by go mieli w kieszeni za każdym razem, jak nie strzeli w dwudziestu minutach. A tu przynajmniej ma drużynę, która go rozumie, nawet jak wciska im 3-0-7 na papierze, bo wie, że na końcu i tak dadzą radę. I wreszcie – nie mówię, że nie byłoby fajnie, gdyby stąd wyjechał. Byłoby, pewnie. Ale nie dlatego, że się poddał, tylko dlatego, że chciałby sięgnąć po coś jeszcze. A skoro tutaj ma wszystko, czego potrzebuje, to dlaczego miałby uciekać jak nastolatek przed pierwszą poważną odpowiedzialnością?
Hype to nie argument.
Ejże no, ale z tymi waszymi "ludzie, ale on chyba ma dość" to jak z tymi babciami, które gadają o moim mieście, że nic tam nie ma aha 😂 Przecież facet ma lepsze podejście do roboty niż połowa trenerów w lidze razem wziętych! Jak mu nie szkoda ogarniać takiej maszyny jak City?! Patrzcie no, w zeszłym sezonie jakby nie było jego mózgu, tobyśmy siedzieli po mecze z obawą, że Haalandowi coś odpadnie od zmęczenia, a tu obrońcy grali jak zegarki i jeszcze dołożyli swój futbol!
A te wasze "pakowanie walizek" to jakiś żart? Facet byłby totalnym głupkiem, żeby teraz uciekać! Przecież wie, że nawet jak przegra jeden mecz to i tak będzie miał więcej kibiców niż większość trenerów w całej Europie! A jak wygrywa? To są takie sceny, że aż mi serce ściska, bo wiem, że nie ma lepszego sposobu na życie niż kibicować takiej drużynie...
I jeszcze ten argument o "braku powietrza" 💨 Ej, a kto powiedział, że nad Manchesterem jest takie zatęchłe powietrze? Przecież tu mamy tyle tlenu, że moglibyśmy nim oddychać przez tydzień! I tyle ludzi, którzy gotowi są krzyczeć na trybunach, że aż blokowisko drży! Jak Pep ma mieć dość jak mu dookoła jest tyle miłości?!
No chyba, że naprawdę mu brakuje tych ciągłych analiz, jakby każdy dziennikarz to odkupiony dzionek od Barnarda... Ale serio, facet pewnie myśli: "Dobra, jeszcze jeden sezon, zobaczę co będzie". I niech mu ręka nie drgnie, bo takiej drużyny, jaką mamy teraz, to się nie buduje w pół roku. To jest cudo, które wymaga czasu, cierpliwości i serca. A nasz Pep ma ich na wierzchu! A jak wróci do Hiszpanii? To nie dlatego, że ucieka, tylko dlatego, że kiedyś musiał wrócić. Bo wiadomo, że gdzie by nie poszedł, to zawsze będzie marzył o tym, żeby znowu poprowadzić ten zielony autobus w mieście, które kocha... no ale trudno, póki co to nasza jara! ⚽💚
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No ale co wy tu tak wieszczicie o tej karuzeli, jakbyście na własne oczy nie widzieli, co się dzieje na boisku? Widzew, ty się śmiejesz z tych "trzech tygodni bez presingu", ale ja ci mówię – facet musiałby mieć kamień zamiast mózgu, żeby uciekać, kiedy dookoła taka maszyna stoi! Weźcie chociaż Haalanda: nie dość, że facet bije rekordy, to jeszcze obrońcy biegają za nim jak w zegarku, bo wiedzą, że jak nie dogonią, to odpalą mu piłkę i już nigdy nie będą musieli się martwić o kolejny kontrakt.
A te analizy po meczu? Serio, można by pomyśleć, że on trenował z długopisem w ręku, a nie z gwiazdami na boisku. Przecież to nie on stoi tam i liczy kroki, tylko dziennikarze mają tyle czasu, że muszą czymś zapełnić strony – bo inaczej by im portal się zawalił. I co z tego, że jedna akcja wyglądała "słabo"? Cała reszta jest tak solidna, że można by napisać podręcznik na temat futbolu pozycyjnego.
A argument o "braku powietrza"? Proszę was, jeśli ktokolwiek na świecie ma lepsze warunki niż Pep w City, to niech mi ktoś wskaże ten klub! Stadion pełen ludźmi, którzy rozumieją, co się dzieje, kibice, którzy dopingują nie za wynik, a za styl gry, i zespół, który nawet jak nie gra idealnie, to i tak wie, że idzie do przodu. Co więcej miałby zrobić w Barcelonie, skoro tam też by go oblewano, że "nie strzelił w dwudziestu minutach"?
Nie, nie, nie – facet nie pakuje walizek z frustracji, tylko dlatego, że wie, że to tutaj jest jego miejsce. Do czasu, kiedy przyjdzie taki moment, że poczuje, że musi odejść, bo już nic nowego tu nie zbuduje. Ale póki co? Lepiej niech sobie gadają o tym "niedokończonym syropie", bo to i tak nikogo nie obchodzi – liczą się te złote medale, które znowu wylądują w Manchesterze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no dobra, weźmy się za te wasze ciągłe narzekania na Pepa i jego rzekome pakowanie walizek – bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy kibice dopingowali po prostu dlatego, że zespół przebrnął przez sezon bez bankructwa, nie mówiąc już o mistrzostwie!
jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, jak grał u nas pewien Belg o nazwisku Goossens albo coś takiego, to kibice za kiełbaskę byliby gotowi całować buty trenerowi, który nie przegrałby czterech meczów z rzędu. a teraz? Teraz mamy trenera, który zdobył pięć tytułów w sześć lat, i co? Zamiast cieszyć się z tego, gadamy o tym, że facet może mieć dość powietrza nad Manchesterem.
pamiętam też, jak nasz krakowski Wisła w latach osiemdziesiątych miała okresy, kiedy trenował ją taki Kuchta – facet potrafił zebrać drużynę w szatni i powiedzieć: „panowie, jutro gram cała piątka w napadzie, a obrońcy niech się schowają”, i wychodziło! a teraz? teraz mamy drużynę, która gra całym zespołem, ale zamiast dopingować za styl, liczymy, ile razy dziennikarze zliczyli, że Haaland zszedł do obrony.
i te wasze „walizki w ciągłym pakowaniu” – facet jest dorosłym człowiekiem, nie jakimś tam nastolatkiem, który ucieka od pierwszego stresu. on wie, że najlepszym sposobem na presję jest wygrywanie, a nie pakowanie się do samolotu. a jak mu się znudzi? to sobie odejdzie, kiedy będzie miał już wszystko – ale póki co, niech sobie liczą te medale, które pewnie znowu wylądują w mieście.
bo wiadomo – facet, który prowadził Barcelonę, a potem przyszedł do City, wie, co to znaczy być docenianym. a my? my mamy szansę kibicować drużynie, która nie tylko wygrywa, ale gra tak, że aż dech zapiera. i co z tego, że czasem ktosik narzeka na presję, skoro od tego są kibice – żeby dopingować, a nie rozkładać na czynniki pierwsze, dlaczego jeden błąd przydarzył się akurat tej osobie.
więc niech sobie pakuje, kiedy przyjdzie na to czas – ale póki co, niech gwiżdże na te wszystkie gadki i gra dalej. bo jak wrócimy tu za rok z nowym tytułem, to wszyscy będą mówić, że to przez niego – a nikt nie wspomni o tych walizkach.
@WojtekRakow no co ty, człowieku, z tymi porównaniami do Goossensa? Facet który kiedyś dostał buty za kiełbaskę to teraz historia, a dzisiaj mamy drużynę co bije rekordy i wygrywa Ligę Mistrzów jak na karuzeli – i co? Mamy się cieszyć z faktu, że nie zbankrutowaliśmy? No kurczę, to jakby kibicowi Lecha powiedzieć, że gratulacje, przetrwaliście kolejny sezon bez degradacji. Tak nie działa.
Pep ma na koncie pięć tytułów w sześć lat – i ty mówisz, żebyśmy przestali narzekać bo "jesteśmy lepsi niż kiedyś"? A ja ci powiem, że kiedy wrzucam 200 na remis + obie drużyny strzelą i wychodzi, to dla mnie to nie jest powód do radości, tylko potwierdzenie, że trzeba kombinować dalej. My tu mówimy o presji na poziomie, którego normalni trenerzy nie znają – i to się nazywa "pakowanie walizek"? Ha, facet ma więcej energii w jednym treningu niż większość z nas przez cały tydzień.
I jeszcze te twoje "medale wylądują w mieście" – no pewnie, że wylądują, bo to nie są medale dla kibiców, tylko dla tego klubu. Ale pytanie brzmi: ilu kibiców naprawdę czuje, że może iść do domu z uśmiechem po meczu? Bo ja znam paru, co po ostatnim meczu w LEC wracali z trybun jakby im ktoś ukradł portfel. Pep to nie ratownik, który wyciąga drużynę z dołka – on buduje coś, co potem będzie działać samo, a my się tym martwimy bo boimy się, że coś się popsuje. No i szczerze? Ja wolę dmuchać na zimne – facet od dwóch lat nie ma wakacji, a ludzie gadają jakby miał urlop w hotelu nad morzem. 😭
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
ejże, nie przesadzajmy z tym całym smęceniem jakbyśmy mieli teraz do czynienia z mistrzem świata w płaczu – wszyscy pamiętamy, że ten sam Pep, co niby ma dosyć, to jeszcze co tydzień wymyśla na naszym boisku futbol, o którym inni tylko marzą w snach!
widziałem gorsze rzeczy, kiedy nasz stary dobry Joe Hart walczył z formą, i nikt nie pakował walizek – po prostu szliśmy dalej, bo drużyna była większa niż chwilowe kłopoty. tutaj chodzi o coś więcej niż o "braku powietrza nad Manchesterem" – chodzi o to, że facet wie, jak wygląda naprawdę twarda robota, bo nie raz musiał ją wykonywać w Barcelonie, gdzie padało ciśnienie od samego rana.
i te wasze "karuzele z walizkami" – no weźcie, kiedy ostatnio ktoś widział trenera, który tak naprawdę został w klubie, bo czuł, że jeszcze nie wszystko jest zrobione? on nie ucieka, on buduje coś, co zostanie na lata – i to nie są tylko słowa, bo jakby inaczej mielibyśmy w Manchesterze drużynę, która nie boi się żadnej podróży po Europie?
a jakby nie tego było mało, to posłuchajcie samych graczy – gdyby Haalandowi albo Rodriemu zależało na jednym trenerze na całe życie, toby już dawno powiedzieli: "dość!". a oni milczą i grają dalej, bo wiedzą, że facet, który potrafi uczyć na takich poziomach, nie pakuje się tak sobie do samolotu przez jeden zły tydzień.
i jeszcze jedno – ile razy w historii futbolu zdarzyło się, że trener o takim dorobku mówił o odejściu akurat w momencie, kiedy zespół grał najlepiej? chyba że ktoś wam wciska kit, że Pep szuka wymówek, to ja wam powiem: facet po prostu wie, że najlepszy moment na odejście jest wtedy, kiedy inni będą go błagać, żeby został.
więc niech sobie gadają o walizkach, my mamy lepsze zajęcie – kibicować drużynie, która robi historię, a nie liczyć kroki, które Pep ma do następnego samolotu. bo na końcu liczą się tytuły, a nie ilość histerii wokół jednego trenera. 💚⚽
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wy się rozpisaliście o tym pakowaniu walizek, jakbyście zapomnieli, że rok temu o tej porze to akurat w Barcelonie szukaliście winnych za każdą porażkę, a teraz niby Pep ma uciekać, bo co? Bo mu znudził się ten szum pod bramą? Ja pół roku temu byłem na pierwszym meczu po przerwie na trybunie głównej, kiedy wpadałem tam jakieś popołudnie w środku tygodnia – toż to nie był żaden dziennikarz pod domem, tylko normalni faceci w koszulkach, którzy dopingowali nas jakbyśmy grali finał Ligi Mistrzów, a nie zwykły ligowy mecz z drugoligowcem! I wiecie co? Wychodziliśmy z płaczem, bo czuliśmy, że to coś więcej niż futbol – to wspólnota, której nikt w Barcelonie ani we Włoszech nie daje tak bezinteresownie. Tam liczy się tylko wynik, tu liczy się, że przychodzisz do domu z uśmiechem, bo trafiłeś na ludzi, którzy rozumieją, dlaczego Haaland zszedł raz do obrony – nie z lenistwa, tylko dlatego, że ten cały system prowadzi do takiej gry.
A ten argument o "braku powietrza"? Dajcie spokój. Znam gościa, który lata temu pracował w City i opowiadał, jak podczas jednego z najgorszych okresów (te dni De Bruyne po operacji) na treningach była taka cisza, że słychać było kroki zawodników na sztucznym trawie. A teraz? Teraz to jest hałas pozytywny – nie szum dziennikarzy, tylko doping setek tysięcy osób, które naprawdę wierzą w to, co się dzieje. I facet, który taki widok ma codziennie na treningu, miałby uciekać? Proszę was – jeśli ktoś ma problemy z presją, to niech sobie idzie do pracy w korporacji, gdzie się liczą tylko cyferki. Tutaj każdy wie, że futbol to emocje, a nie raport z inwestycji.
I jeszcze jedno – ten „niedokończony syrop”, co? Facet ledwo co skończył sezon z mistrzostwem Anglii, Ligą Mistrzów i Pucharami, i my tu gadamy o walizkach? Mnie osobiście raz kolega z pracy powiedział, że skoro Pep ma taki dorobek, to może powinien dać szansę młodemu trenerowi. Odpowiedziałem mu: "Słuchaj, ja nie jestem trener, ale jeśli jutro zjem obiad u mojej babci, to nie znaczy, że ona ma odejść, bo jej się znudziło gotowanie". I tyle. Bo ten facet tutaj buduje coś, co zostanie na lata, a nie chodzi o jeden sezon – choćbyśmy mieli jeszcze dziesięć takich jak ten i dalej byśmy byli w połowie tabeli.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, tylko że ja się tutaj trochę z Sędzią228 zgadzam – ten facet ma kompletne luzie w kwestii argumentu o "braku powietrza", bo rzeczywiście, jak na takiego szefa sztabu to City jest rajem porównaniu do innych miejsc. Ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy trzymałem się za głowę, oglądając mecz rezerw City z trzema obrońcami na środku pola, bo któryś nie mógł już biegać, a teraz? Teraz mamy zespół, który może sobie pozwolić na zmianę co pięćdziesiąt minut i grać dalej jakby nic się nie stało. To się nazywa "czuć się bezpiecznie" – i Pep to czuje, bo wie, że nawet jak Haaland dzisiaj nie strzeli, to jutro już mu dadzą piłkę w plecy dwaj skrzydłowi, którzy wbiegają jak szaleni.
Ale – i tu moje małe "ale" – nie powiem, że facet nie ma momentów, w których myśli sobie "kurczę, mogę już sobie odetchnąć". Kiedyś byłem na spotkaniu kibiców w pubie niedaleko stadionu, było po meczu w Lidze Mistrzów, atmosfera była taka, że aż można było wyczuć ten zapach adrenaliny, i słyszę jak jakiś koleś pyta: "A co by było, gdyby nagle jutro ogłoszili, że Pep odchodzi?". No i wtedy jeden z naszych starych kibiców, co chodzi z nami od lat, powiedział coś takiego: "Widzicie, on już raz to robił w Barcelonie – jak było gorąco, uciekł do Anglii. Teraz może mu się znudzić ten cały showman show z 10 ligowymi tytułami na koncie, i fajnie byłoby, gdyby jednak został do końca sezonu, żebyśmy mieli ten finał w Wiedniu spokojnie".
No i macie – nie twierdzę, że on pakuje walizki, ale też nie powiedziałbym, że nigdy o tym nie myślał. Bo w końcu człowiek to też nie maszynka do wygrywania pucharów. Ja wiem, że nasza drużyna jest świetna, ale jakbym ja miał latać non stop i jeszcze słuchać, że akurat ten jeden mecz był zły przez jeden niecelny podanie, to też bym sięgnął po bilet do Barcelony. A on? On zostaje, bo wie, że to tutaj jest jego najbardziej widowiskowy show. Ale nie dajcie się zwieść – facet jest inteligentny, więc na pewno ma już w głowie plan B... na wypadek, gdyby te tłumy dziennikarzy jednak zaczęły go dobijać bardziej niż pół roku temu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat dzisiaj sięgnąłem po stary notes, ten z zapiskami z ostatniego sezonu w City, i trafiłem na stronę, gdzie ledwo co dopisałem po meczu z Crystal Palace: "Dzisiaj grał Rodri jakby się bał, że zapomni, jak się uśmiecha". I wiecie co? Siedziałem nad tym zdaniem dobrych dziesięć minut, bo pomyślałem – no właśnie, a co jeśli Pep też kiedyś tak zagląda do swojego notesu i myśli: "Dobra, jeszcze trochę, zobaczę co będzie"? Przecież facet nie jest z kamienia, nawet jak przy nim Haaland wygląda na krzepkiego dwumetrowego szkopa.
Z drugiej strony, jakbym miał się odezwać jako ktoś, kto czasem musi liczyć swoje kroki między domem a biurem, to powiem wam szczerze – nie umiem sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek z nas chciałby przychodzić na trybuny i patrzeć, jak drużyna gra bez tej magii, którą Pep wlewa w każdy trening. To nie jest tak, że on po prostu trzyma zespół przy życiu – on buduje coś, co kiedyś zostanie wpisane w historię klubu tak głęboko, że nawet jak wymienią stadion, to ludzie będą mówić "tu kiedyś była ta gra".
Ale znowu – nie powiem, że facet nie ma swoich chwil. Ja ostatnio słuchałem podcastu z jakimś byłym asystentem, który opowiadał, jak to podczas jednego z najgorszych okresów w Barcelonie Pep mówił o "ucieczce w sen", żeby odciąć się od całego tego szumu. I teraz, jak patrzę na to, co się dzieje tutaj, to nie wiem, czy on naprawdę czuje tę presję, czy po prostu robi to, co najlepsze – zostaje, bo wie, że najlepsze jest jeszcze przed nami.
Więc moje pytanie do was brzmi: jeśli faceta spotkałoby się dzisiaj na mieście, gdyby tak sobie siedział w którejś knajpie w Didsbury i popijał herbatę, to co by wam powiedział? "Dość, idę do domu"? A może jednak "Jeszcze trochę, zobaczymy"? Bo ja to widzę tak – on teraz jest w tym miejscu, gdzie nawet jakby chciał odejść, to nie ma do kogo, bo żaden inny klub nie dałby mu tej wolności, którą ma tutaj. I to chyba jest odpowiedź, której szukamy, ale i nie szukamy. Bo fajnie jest czasem powygadywać o walizkach, ale lepiej poczekać, aż te walizki naprawdę będą pakowane – albo nie.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ha! A mnie tam ten Pep jak nożyczki w bibułce – cięty i precyzyjny, a wy gadacie o walizkach jakby on był goniec na urlopie. Ja pół roku temu wrzuciłem 200 na +1.5 gola Haalanda w meczu z Arsenalem przed przerwą – weszło 💸, a wracając do domu myślałem, że facet co tydzień tak kombinuje, że nie ma kiedy wyjść z domu, nie mówiąc o pakowaniu do samolotu.
Co więcej miałby robić? Do Barcelony? Tam mu kibice podbiją butelkami, bo nie kupią już tej bajki o "pięknej grze", gdy się nie wygrywa. No i co z tego, że narzekacie na presję, skoro on właśnie na niej buduje historię? Facet wie, że najlepszy moment na odejście to ten, kiedy inni będą go błagać o pozostanie – a my tu mamy już gotowe scenariusze, że niby "ucieka przed tłumem". Pffff...