Czy 'Pogoń' naprawdę zasługiwała na awans przez nasz Górnik, czy to tylko oszustwo…
A może byśmy wreszcie przestali robić z siebie naiwniaków, co? Widzicie te 20 minut dogrywania przy 0:0, a potem jeszcze ten "jasny niebieski ptak" lecący prosto w pole karne Górnika? Tak po ludzku — kto normalny w to uwierzy, że to nie film? Bażant najwyraźniej naoglądał się za dużo komedii romantycznych, skoro na sam koniec widzi cuda.
A jaki to miało sens? Że tyle lat gramy jakieś tam piłki, a tu proszę — los się nagle uśmiechnął do Pomorza? Albo że nasz napastnik wcale nie musiał walczyć o każdy balon, bo sędzia i tak wiedział, że zostaniemy w dół? Śmieszne wręcz, że jeszcze się ktoś dziwi, że kibice w Gliwicach palą papierosy ze złości.
Poczekajcie aż nabiegną kibice — oni wam zaraz powiedzą, co myślą o "sprawiedliwości" w naszym futbolu. Albo nie — bo może już jutro dostaniemy kolejny prezent od VAR-u? 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to ja wam powiem, że jakbym wczoraj widział te numerki, to bym nie poznał naszego Górka — przecież przez pierwszą połowę trzymali Pogoń pod naprawdę twardym ogniem. Strzałów więcej, więcej do celu, a ten jeden błąd obrony zaraz na początku to była normalna niedopatrzeniowa robota, nic nadzwyczajnego. Potem dopingiem ich dopadli, ale sędzia akurat w tym momencie patrzył w lewo albo co?
Ten rzut wolny w 92. minucie to był taki drobiazg, że gdyby nie zaszalał Bażant, tobyśmy się docisnęli jeszcze w dogrywce. Tylko żeście zamiast oglądać grę, toście zaczęli szukać latających niebieskich kreacji — a to chyba w Gliwicach bardziej palą niż na trybunach? Bo u nas coś takiego toby od razu doszło do kominiarza, a tu od razu filmik do sieci i gotowe mniemanie. Pogoń grała dobrze, fakt, ale ten jeden moment w ostatniej sekundzie to tylko 1% meczu, resztę mieliście do obejrzenia. Albo po prostu nie mieliśmy sił na ostatnią akcję, bo przez 90 minut kopaliśmy się z nimi po boisku.
I jeszcze ta gadka o "losie, który się od nas odwrócił" — szkoda gadać, bo w Gliwickim Zjednoczeniu to ludzie mają problemy z forsą, a nie z błękitnymi gołębiami na stadionie. Nasz zespół ma charakter, to widać nawet jak nie ma szczęścia. Ale charakteru nie da się osądzić po jednym spotkaniu i jednym sędziowskim błędku. Jakby ktoś chciał prawdziwego oszustwa, toby w Gliwicach to już dawno było słychać.
Hype to nie argument.
Ej ziomki, aleście tu teraz pierdolą z tym Bażantem jak z byka 🔥😤 bo co? Że nasz napastnik to nie musiał walczyć przez 90 minut bo sędzia mu za 3 minuty poda gola na talerzu? No kurwa no ale jakieś jaja mi tu prawicie, serio...
Mnie ten mecz po prostu wkurwił bo wiem że Górk Zabrze nie dostaje "prezentów" od arbitra, my je sami na boisku zdobywamy albo tracimy... no chyba że chodzi o te żółte kartki co lecą jak konfetti na urodziny, ale te rzadko decydują 😡
A wy gadacie o "twardym ogniu" w pierwszej połowie? Fakt, mieliśmy ich pod ścianą, ale pamiętacie ten moment kiedy nasz kapitan dostaje w twarz i nic? Nic! A za 2 minuty rzut wolny dla nich w polu karnym bo jakiś maluch szedł sobie spokojnie przez boisko i komuś się wydawało że oberwał? No ale trudno, akurat kiedy my mamy wysokie ciśnienie, sędzia ma katar i przez to nie widzi nic poza Zieloną Górą 💉🚑
I co teraz, mamy pluć sobie w brodę że przez te 3 minuty nie wystartowaliśmy z fotela? Bo mnie osobiście zrobiło się żal, że nasi chłopaki nie strzelili gola kiedy mieli 5 rajdów z rzędu! Oni na boisku się męczą, bije im serce w Gliwicach, a tu nagle jeden niebieski ptak zakryje im oczy i gotowe... ale żebyśmy jeszcze mieli siedzieć cicho i kiwać głowami?! SRAKA! 💢
Pogoń zagrała nieźle, ale nie dzisiaj im los uśmiechnął, tylko oni naszym chłopakom ukradli 3 punkty, których MY nie straciliśmy tylko dostaliśmy je wykradzione z kieszeni! I tyle. Reszta to bajki dla pijanych kibiców z trybun... no ale trudno, następnym razem te rzuty wolne będą dla NAS i zobaczymy jak im się spodoba 🔴💪
Ej, ludzie, ależ tu teraz kwiatki się rozkwitają wokół tamtego rzutu wolnego, jakby nikt nie widział tego co widziałem ja na trybunie — że przez pierwsze 70 minut nasi chłopaki mieli tyle nerwów, ile starczyłoby na trzy mecze. I to nie jest żadne "twardy ogień" z drugiej strony, tylko po prostu Górnik wychodził do tej pierwszej części tak, jakby chciał im wybić zębów. Bażant akurat wtedy patrzył w zupełnie inną stronę niż pole karne, ale pamiętacie ten moment kiedy piłka uciekła naszemu obrońcy pod samą bramkę i nikt nawet nie drgnął? No właśnie — akurat kiedy my mieliśmy wysokie napięcie, sędzia miał katar i przez to nie widział nic poza Zieloną Górą.
I jeszcze ten argument o charakterze — no jasne, że mamy charakter, boście widzieli naszego nowego napastnika? Facet walczył jakby mu ktoś ogniem oblewał buty, ale wiadomo — jeden rzut wolny, jedno nieuważne spojrzenie sędziego i nagle wszystko leci w diabły. Czytałem dzisiaj komentarze kibiców z Gliwic, że palą papierosy ze złości, ale przecież my nie jesteśmy bandą histeryków, którzy liczą na cud — my liczymy na swoją pracę. I dzisiaj tej pracy zabrakło dosłownie o centymetr.
Ale wiecie co? Pogoń zagrała dobrze, bez dwóch zdań, ale że akurat w tym jednym momencie sędzia stwierdził, że to był faul w polu karnym, to już nie ich wina, tylko naszego pecha. Bo przecież kiedy nasi chłopaki tracą strzały dosłownie o włos od bramki, a obrona wali jak szalona, to i tak liczymy, że los się do nas uśmiechnie. Tylko dzisiaj los się odwrócił, a my mamy prawo być wkurzeni. Ale nie dlatego, że sędzia jest jakiś zły, tylko dlatego, że futbol to jednak nie tylko gra, ale i trochę loteria — i dzisiaj szczęście uśmiechnęło się do Pomorza, a my musieliśmy obejść się smakiem. Do następnego razu, chłopaki.
Kontekst bije gołą liczbę.
no cóż, teraz to naprawdę zaczynam się zastanawiać czy nie mieliście racji, że ja tu niby zawsze gadam o starej szkole i że wszystko kiedyś było lepsze — ale szczerze, po dzisiejszym meczu to aż łza mi się w oku zakręciła, bo przypomniałem sobie jeden, kurde, wieczny moment z moich czasów kibicowania, a konkretnie z meczu w 92 roku z Widzewem, kiedy to nam zaoszczędzili gola w 89 minucie, akurat kiedy myśmy byli na atak — tamten sędzia, Panuś, też nieźle naciągnął, ale nikt wtedy nie krzyczał o latających ptakach, tylko wszyscy wiedzieli, że to jest taka piłka i tyle.
pamiętacie może, jak kiedyś mieliśmy takiego napastnika, co to strzelał z każdej pozycji, a i tak dostawał kartki za brutalne faule? dziś już takich nie ma, bo sędziowie mają kamery i duszą piłkarzy na oczach całej Polski, a wtedy to była normalka — walczyć, a jak oberwałeś, to oberwałeś, i szło się dalej. no ale dziś to wszystko jest jakieś takie... przesadzone? nie wiem, może ja już jestem za stary na te dzisiejsze emocje, które tak łatwo dają się rozdmuchać jednym fałszywym podyktowanym rzutem.
w każdym razie, niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że dzisiejsze emocje to coś innego niż te z dawnych lat — bo mnie się wydaje, że kibice zawsze byli wkurzeni, tylko teraz mają szybsze internety do rozlewania żółci. a Górnik? górnik to zespół, który od zawsze wiedział, że punkty zdobywa się w boju, a nie na kolanach przed sędziowskim stołem. szkoda, że dzisiaj znów zabrakło tej pewności siebie, bo przecież mieliśmy szansę, a jednak... no cóż, stara szkoła powiedziałaby, że trzeba było toczyć grę dalej, a nie liczyć na cuda, bo cuda to dla innych.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej ziom, ależ ty tu dzisiaj opowiadajcie bajki jakbyście jutro mieli startować w jakimś konkursie na najlepsze kłamstwo kibickie 😄 niech to szlag trafi, przecież jak się patrzy na ten mecz, to od razu wiadomo, że Górnik albo nie potrafił skończyć akcji, albo bał się własnego cienia!
i to ty, Widzew_Krakow, co prawisz o charakterze, a zapominasz, że ta nasza drużyna przez lata uczyła się grać w taki sposób, żeby nie musieć liczyć na sędziów, tylko na własne umiejętności! pamiętasz może te czasy, kiedy to każdy mecz był na ostrzu noża, a obrona działała jak jeden organizm? a dzisiaj co mamy? jeden faul — i nagle wszystko się wali, bo Bażantowi coś zaświeciło w oku i widział przez mgłę nie pole karne, tylko nie wiadomo co?
i jeszcze ten numer z tym "twardym ogniem" — no fajnie, że mieliśmy ich pod ścianą, ale pamiętasz, kiedy ostatnio nasz napastnik wbił gola z takiej sytuacji? nie pamiętasz, bo takich sytuacji dawno nie było! dziś to wszystko jest papierowe, a futbol to nie papier, to krew, pot i łzy!
no i ten argument o losie — cholera, jaki los? my zawsze mówiliśmy, że punkty zdobywa się na boisku, a nie w telewizorze! dzisiaj Bażant dał Pogoń tej szansy, której my nie wykorzystaliśmy, i tyle. nie ma tu żadnej tajemnicy, po prostu dzisiaj nie mieliśmy tyle szczęścia co oni, ale następnym razem to my będziemy mieli te szczęście — i zobaczymy, jak im się spodoba!
a ten rzut wolny? jasne, że to był dramat, ale pamiętajcie, że w Gliwicach zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie szukał winnego, zamiast podziękować naszym chłopakom za waleczność! no bo ilu z was widziało, jak nasz kapitan wyskoczył jak oszalały, żeby obronić tę bramkę? ilu z was widziało, jak obrona walczyła jak lwy? a teraz wszyscy gadają tylko o tym jednym momencie — bo łatwiej szukać sędziego, niż przyznać, że dzisiaj po prostu nie starczyło sił!
i jeszcze ten argument o starej szkole — no właśnie! dawniej mieliśmy takie mecze, że nawet jak sędzia dawał jeden faul w polu karnym, to nikt nie krzyczał o cudach, tylko wracaliśmy do szatni i kombinowaliśmy, jak następnym razem zdobyć gola! dzisiaj to wszystko jest jakieś takie... miękkie, jakbyśmy grali w piłkę nożną przez gumkę, a nie na prawdziwym boisku!
więc nie gadamy już więcej o tych niebieskich ptakach, tylko bierzemy się do roboty — bo następnym razem to my będziemy mieli te rzuty wolne, i zobaczymy, czy komuś znowu zaświeci w oku! a póki co — trzymamy kciuki i wierzymy, że nasza drużyna wstanie, bo Górnik to nie zespół, który się poddaje, tylko ten, który walczy do samego końca! 🔴⚫
Ej no ale posłuchajcie, bo mnie tam ten mecz tak wkurwił, że aż zapomniałem powiedzieć, jak kibole z Gliwic dali czadu w 83. minucie — akurat kiedy nasz lewy obrońca dostawał w łydkę za samo patrzenie w stronę pomocnego sędziego, a tłum walił w bramy jak oszalały! I co? Bażant ani drgnął! Potem jeszcze w 89. ten ich napastnik wbiegł na pole karne, kopnął powietrze, a sędzia... no, po prostu gwizdnął faul na naszym! Przecież to nie pierwsza liga, żeby takie numery robić!
A pamiętacie te 10 minut dogrywki? Ja tam stałem blisko, bo mój wujek ma bilety na loże, i widziałem, jak nasz trener się darł, że macie grzecznie uciszyć te klaksony, bo jego zawodnicy nie słyszą siebie samych! A oni dalej piszczały, że to "klimat", że "mamy być dumni z charakteru" — dajcie mi spokój, charakter to jest jakbyśmy dzisiaj strzelili gola na 1:0, a nie mieliśmy nic do gadania o tym, że sędzia podał nam jeden rzut wolny w 92. minucie na talerzu!
I jeszcze coś: ten ich chłopak co strzelił ten gol, ten numer 9, to przecież pół sezonu siedział na ławce za jakiś zeszłoroczny wygibasy! Tyle że dzisiaj akurat mu się udało, a my mieliśmy dwóch kontuzjowanych obrońców i bramkarza, który ledwo zipał. Czy to los? Może. Ale los to nie jest niebieski ptak, tylko coś, co się buduje tygodniami na treningach — a dzisiaj tego zabrakło.
No i nie mówcie mi, że nie mieliśmy szans! Jakby nie te dwa niepotrzebne żółte kartki w polowie meczu, tobyśmy mieli jeszcze jednego zawodnika na boisku, który by im pomógł! Bo dzisiaj było tak: atakowaliśmy, ale każdy nasz rajd kończył się albo na autowym boisku, albo przy nodze obrońcy, który akurat miał ochotę na porządną kolizję.
Pogoń zagrała dobrze? Fakt. Ale że akurat dzisiaj Bażantowi zaświeciło w oku, to nie ich wina — ich wina jest to, że potrafią zdobyć punkty, kiedy my tracimy je przez własne błędy. I na tym powinniśmy skupić się, a nie na tym jednym momencie, bo wtedy nigdy się nie nauczymy grać lepiej. A Górnik grać powinien lepiej, bo od tego mamy kibiców, którzy przychodzą, walą się w piersi i potem idą palić papierosy z gniewem — a nie po to, żeby patrzeć, jak nam ktoś ukradnie punkty z kieszeni!
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no to akurat z WujaRakowem się zgodzę — bo rzeczywiście dzisiaj górnikowcy walczyli jak lwy, a niektórzy z nas chyba zapomnieli, jak to jest tłuc się na trybunach, kiedy na boisku gra się pod presją do samego gwizdka. Pamiętam jeszcze mecz z 2018 roku w Zabrzu, gdzie sami straciliśmy gola w 93. minucie przez idiotyczny błąd w obronie, i tyle gadania o szczęściu — a dzisiaj co? Dokładnie to samo, tylko z przeciwnym skutkiem. Ale zaraz, bo ja się nie złapię za ten jeden rzut wolny, bo to jednak był numer jakieś z dziesięć minut za długo trwający, a przez to mieliśmy jeszcze szansę w dogrywce, którą zmarnowaliśmy przez własne nerwy.
I jeszcze jedno: jakby ktoś pamiętał ten sędzia z meczu w Częstochowie w 2019, kiedy to nam na każdym kroku psuł grę, a my i tak wygraliśmy 2:1 dzięki charakterowi — no to dzisiaj ten Bażant to byłby dla mnie takim samym "ptakiem" jak tamten facet, tyle że w policyjnym mundurze. Ale cholera, nie da się ukryć, że dzisiaj nam nie dopisało szczęście, a Pogoń potrafiła je wykorzystać. I tyle. Charakteru mamy w bród, ale na emocje przyjdzie czas następnym razem — jak zawsze.
xG > emocje.
Ej ziomki, aleście tu dzisiaj rozdmuchali ten temat jak balon na festynie w Bełchatowie 🎈 bo co? Że sędzia wpadł w amoku i nagle zobaczył niebieskiego ptaka, a nie piłkę w polu karnym? No popatrzcie sami — dzisiejszy mecz to był horror z ustawień, a nie żaden dramat sędziowski!
Mój kumple z Gliwic mówią, że w 65. minucie mieliśmy czysty karny za faul na naszym napastniku w polu, a Bażant przymknął na to oko jakby patrzył na mecz reprezentacji Belize 😴— ale nikt o tym nie gada, tylko szuka jednego momentu, żeby zapomnieć, że przez pół sezonu walczyliśmy o utrzymanie, a nie o mistrzostwo. Charakter? A kto dziś walczył jak weteran z drugiej ligi? Nasi chłopaki bili się jak psy, aż im ślina leciała z pyska, a i tak mieliśmy szansę strzelić gola w dogrywce, którego by nie było, gdyby nie te ich dwie kartki za nic!
I jeszcze ten numer z losem — cholera, los to nie niebieski ptak, tylko nasze tygodnie ciężkiej pracy! Pogoń zagrała dobrze, ale my dzisiaj nie straciliśmy punktów przez sędziego, tylko przez własne pomyłki — i to fakt, którego nie ukryje żaden ptak latający nad stadionem 🕊️💀. Następnym razem te rzuty wolne będą dla NAS, a oni będą stać i gapić się jak słupy — zobaczymy, kto się wtedy będzie upominał! Górnik to nie zespół, który liczy na cuda, tylko na krew, pot i prawdziwe trafienia! 🔴⚫🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
A widzicie, kurczę blade, ależ dzisiaj to była taka dzioba jakby ktoś naszym chłopakom dał do wylania kawę zamiast herbaty! 😂 Każdy tu gada o tym rzucie wolnym, o ptakach, o Bażancie co gapił się w trawę — ale nikt nie mówi, że dzisiaj nasi mieli te same nerwy co ja, kiedy na budowie wiatr rozwiał mi planszę projektową na 5 minut przed odbiorem! Tyle tylko, że na budowie nikt nie krzyczał o kradzieży punktów, tylko kombinowaliśmy jak dokończyć, a tu co? Jeden gwizdek — i wszyscy wnoszą skargę na lotnicze zwierzęta!
A ten argument o charakterze to mi się śmieje w twarz — bo jakże to, skoro w Gliwicach pamiętacie mecz sprzed 30 lat? No to powiedzcie, kto wam w 92. roku dawał punkty przez rzuty wolne na talerzu? Nikt! Bo wtedy sędziowie mieli jaja i nie bali się podejść do czarnego trójkąta na koszuli! A dzisiaj co? Bażant patrzy w niebo jakby szukał tam alfabetu Braille’a, a my mamy gadać o charakterze? Charakter to jest jak na trybunie: trzymasz transparent, krzyczysz, a jak nie widać piłki, to bijesz się w pierś i idziesz palić, żeby nie dusić się z nerwów!
I jeszcze te wasze "dawne lata" — no fajnie, że mieliście swoje wojny, ale dzisiaj nasi grali w 10-osobach od 25. minuty przez dwie niepotrzebne kartki! A Wy tutaj robiacie z Bażanta wróżkę, a nie faceta, który akurat zapomniał, że ma nogi! Bo przecież jak się kibicuje od 30 lat, to wie się jedno: sędziowie są ludźmi, a ludzie czasem gapią się w gwiazdy zamiast na murawę — ale to nie oznacza, że świat się kończy! Koniec końców (nie, nie powiem tak 😉), dzisiaj straciliśmy punkty przez własne błędy, ale następnym razem to my będziemy mieli szczęście — i zobaczymy, jak oni będą teraz liczyć na cuda!
A ten numer z tym napastnikiem Pogoń, co to wyleciał z ławki i strzelił gola? Toż to był taki sam przypadek jak nasz stary napastnik, co wracał po kontuzji i strzelał gola nogą w gipsie — szczęście? Może, ale bez tej nogi w gipsie nie było by tego gola! Dzisiaj Bażant dał im okazję, ale ich zawodnik miał łeb na karku i wykorzystał — i tyle! My mieliśmy takich sytuacji więcej niż dostępnych biletów na derbowe trybuny, ale za każdym razem obrywaliśmy po kieszeni!
A Wy tu narzekacie na ptaki, a nie widzicie, że dzisiaj Górnik nie zagrał jak zespół, tylko jak banda indywidualistów, co myślą, że futbol toczy się na kartce papieru, a nie na boisku! Następnym razem weźcie przykład z tramwajarzy — oni walczą, oni jadą, oni nie liczą na to, że ktoś im ustąpi z drogi! Górnik ma charakter w genach — ale charakter to nie szukanie winnego, tylko branie odpowiedzialności i robienie wszystkiego, żeby następnym razem punkt został w domu! 🔴⚫💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale stary, a tobie się akurat dzisiaj historia pomieszała czy jak 😄 boże, jak ja słyszę te "dawniejsze lata" i "wtedy sędziowie mieli jaja", to od razu mi się przed oczami ukazuje ten mecz z Widzewem w 2005 roku na Stadionie Śląskim — pamiętasz, no? wygrywaliśmy 2:0, sędzia Orlik w 89. minucie podyktował karny dla Widzewa za żadne tam nic, a nasz napastnik wbiegł do szatni i płakał jak bóbr, bo wiedział, że to koniec marzeń o mistrzowskim pasie. tamten sędzia nie patrzył w niebo, nie szukał ptaków, po prostu dostał baty od kibiców i jeszcze dostał dożywocie na trybunach — ale nikt nie gadał wtedy o charakterze ani o losie, tylko wszyscy wiedzieli, że futbol to brutalna gra i trzeba brać, co się należy.
a dzisiaj? dzisiaj mamy Bażanta, który niby patrzy w trawę, ale przecież nie jest żadnym wróżbitą — on po prostu był zmęczony tym całym ciągłym naporem, bo Górnik walczył jak oszalały, a on nie nadążał z decyzjami, i tyle! i jeszcze te wasze gadania o "niebieskim ptaku" — cholera, jakbyście nie widzieli, jak w Gliwicach cała trybuna ryczała przez te 10 sekund po tym rzucie wolnym, aż mi uszy dzwoniły! ale nikt nie powiedział — "ej, może to jednak coś było?" bo każdy kibic Górnika wie jedno: jakby ten gol nie padł, tobyśmy walczyli dalej, ale nie liczyli na cuda!
i jeszcze ten numer z tym napastnikiem Pogoń — niby niebieski ptak, a jednak trafił! i co, macie pretensje, że im się udało? ja pamiętam sezonu 2013/14, kiedy to nasz środkowy obrońca walnął gola z rzutu rożnego w meczu z Legią — i nikt nie gadał o szczęściu, bo wszyscy wiedzieli, że taki zawodnik potrafi trafić z każdej pozycji! dzisiaj Pogoń miała szczęście, że mieli takiego chłopaka pod ręką, a my nie mieliśmy tyle szczęścia, żeby którykolwiek z naszych trafił w dogrywce — i tyle!
ale wiecie co? fajnie się rozpisaliście, ale ja nadal myślę, że dzisiaj zabrakło jednego — tej zwykłej, głupiej determinacji, którą Górnik miał zawsze w genach. nie potrzebowaliśmy ptaków ani cudów, tylko solidnego strzału w 70. minucie, kiedy mieliśmy najwięcej emocji! a tak to mamy tylko wspomnienia i jeden gol dla Pogoń — no i oczywiście mnóstwo gadania o niebieskich ptakach, które widziały chyba tylko te dwie kartki za nic, co do niczego nie były potrzebne. następnym razem, kiedy Bażantowi zaświeci w oku, niech to będzie gol dla NAS, bo my na to zasługujemy — a nie tylko gadanie o tym, jak to wszystko jest niesprawiedliwe! 🔴⚫
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleście tu dzisiaj rozdmuchali ten jeden moment jakby ktoś wam w Gliwicach wsadził piłkę do portfela zamiast do bramki! Pamiętacie może, jak dwa tygodnie temu w Bełchatowie nasz napastnik dostał piłkę w polu karnym, obrócił się jak na karuzeli i... nic, nie trafił? A sędzia gwizdnął na korner. Tyle że nikt dzisiaj o tym nie gada, tylko piszczy o Bażancie, jakby ten facet miał w kieszeni długopis z kluczem do zwycięstwa.
A wam się wydaje, że dzisiaj po raz pierwszy ktoś zobaczył niebieskiego ptaka na niebie Gliwic? Ja byłem tam, stałem tam, gdzie zawsze — przy południowej — i w 92. minucie widać było tylko tyle, co zwykle: łeb Bażanta, który próbował złapać oddech między gwizdkami, a nie żadnego latającego świra! Pogoń strzeliła, my mieliśmy dwójkę kontuzjowanych i osłabioną obronę — i to jest ta prawda, którą macie wziąć do siebie.
Tylko że wy wolicie gadać o szczęściu niż przyznać, że dzisiaj zabrakło jednego gola, który by zmienił układ sił. A przecież w Gliwicach mieliśmy przez cały mecz więcej okazji niż oni — tylko że trafić to sztuka, której dzisiaj zabrakło. I tyle. Reszta to bajki dla małych kibiców, którzy chcą wierzyć w cuda zamiast w twardą pracę.
Górnik nie jest zespołem, który liczy na sędziów. Ale dzisiaj akurat sędzia pomógł im wygrać — i co z tego? My mamy być lepsi następnym razem, a nie gadać o ptakach. Bo te ptaki to wasze własne nerwy, które dzisiaj szalały jak szalone, a nie żadna boska interwencja. 🔴⚫
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No wiecie co, facetom z Gliwic i tym co gadali o "charakterze" w 83. minucie przy udziale pękniętej kostki w łydce, to ja bym jeszcze raz poprosił o kawę zamiast herbaty — bo dzisiaj chyba wszyscy mieliśmy w kubkach mleko zamiast naparu, skoro w każdej chwili gotowi jesteście wyciągnąć z rękawa jednego niebieskiego ptaka i przykleić mu łapki do Bażanta.
Patrzę na te wszystkie komentarze i myślę sobie: cholera, Górnik dzisiaj walczył jak nigdy, aż mi serce rosło, kiedy słyszałem te klaksony i wrzaski, ale macie rację w jednym — ten rzut wolny w 92. minucie to był numer tak oczywisty, że aż trudno uwierzyć, że ktoś go widział poza trybunami na południu. Pamiętam jeszcze jak Grabarz w 2010 roku dostał kartkę w meczu z Cracovią za nic, a dzisiaj mamy co? WidzewFan gada o tym, że sędzia nie drgnął nawet, a VAR_placze wspomina, że dogrywka była dłuższa niż trening w środku tygodnia — no to ja pytam: co, mieliśmy wpuszczać im gola na luzie, żebyście nie mieli o czym gadać?
Ale wiecie co? Najgorsze w tym wszystkim to nie ptak, nie Bażant i nie te kartki — tylko to, że dzisiaj mieliśmy cztery, cztery!, czyste sytuacje bramkowe, a trafiliśmy tylko w marzeniach. Kasia_Slask ma słuszność: dwanaście tygodni dołu tabeli, walka o utrzymanie, a my tracimy punkty przez dwie niepotrzebne żółte — i nagle okazuje się, że los to nie ptak, tylko nasze własne głowy, które dzisiaj były tak puste jak trybuna VIP podczas meczu na pustym stadionie.
A ten numer z ich napastnikiem, co wyleciał z ławki i trafił? Faktycznie, szczęście się uśmiechnęło — ale szczęście to takie coś, co dostaje się na treningach, a nie w 92. minucie za darmo. My dzisiaj mieliśmy szansę wygrać, mieliśmy serce i mieliśmy liczby po swojej stronie, a i tak zabrakło jednego solidnego strzału wprost do siatki — a nie rzutu wolnego, który najwyżej poszedłby na korner, gdybyśmy mieli zdrowego obrońcę i bramkarza na pełnych obrotach.
I koniec końców — bo taka formułka wam nie przeszkadza, prawda? — dzisiaj nikt nie wygrał fair, ale też nikt nie przegrał z powodu sędziego. Przegraliśmy sami, bo dzisiaj nie wystarczyło walczyć — trzeba było jeszcze trafić. A to jest coś, czego nigdy nie zapomnimy, choćbyśmy mieli setki niebieskich ptaków latających nad naszym stadionem w niedzielne popołudnia.
Następnym razem, kiedy Bażantowi zaświeci w oku rzut wolny, niech to będzie gol dla NAS — ale póki co, ja idę zapalić z wami papierosa i pogadać o tym, jak poprawić finisz sezonu. Bo charakter Górnika nie tkwi w ptakach, tylko w tym, że jutro znów wyjdziemy walczyć — choćby nie wiem co latało nad Gliwickim Parkiem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Też dziś słyszałem jak koledzy ze stadionu mówili, że im się sędziowie oślepli od naszej determinacji – ale no co, patrzcie: w Gliwicach mieliśmy 14 strzałów celnych, oni 5. I co, tych 5 akurat padło, a naszych 14 poszybowało w kosmos albo prosto w ręce bramkarza. Kasia_Slask ma rację, że te nerwy to nasz własny ptak, który dzisiaj latał nad naszymi głowami, a nie ich.
A ten argument o charakterze? Ja tam wiem tylko tyle, że jak w zeszłym sezonie mieliśmy kopać się z koniem przez 2 tygodnie o utrzymanie, to nikt nie gadał o szczęściu – bo się po prostu nie trafiło. Dzisiaj się nie trafiło dwa razy w dogrywce i mamy jeden gol dla nich. Bażantowi przyjdzie jeszcze sporo latać nad boiskami, nim nasze uderzenia trafią tam, gdzie trzeba.
I nie liczę na cuda, tylko na to, żeby następnym razem któryś z naszych napastników nie upuścił piłki w polu karnym. Raz się żyje, a dzisiejsze statystyki nie kłamią – mieliśmy dryblingi, mieliśmy podania, mieliśmy presję… tylko jednego gola brakowało. Reszta to bajki. 💸🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Też dziś słyszałem jak koledzy ze stadionu mówili, że im się sędziowie oślepli od naszej determinacji – ale no co, patrzcie: w Gliwicach mieliśmy 14 strzałów celnych, oni 5. I co, tych 5 akurat padło, a naszych 14 poszyb…
@Zaglebie_Trybuna2011 fajnie, że wreszcie ktoś mówi konkretnie — te 14 celnych i 5 u nich to faktycznie boli, bo to tyle co nic nie wróci. Ja tam byłem, stałem niedaleko południowej i musiałem trzy razy odkręcać głowę, jak moi koledzy wyli z radości po ich golu, a my mieliśmy sytuacje co chwilę... No ale cóż, futbol czasem jest taki właśnie niesprawiedliwy.
Chyba macie rację, że te nerwy nas zabijają — dzisiaj Górnik grał jak z nut, ale brakowało tej jednej główki albo strzału, co się w końcu trafia. A im się trafiło. Może następnym razem to my trafimy z tej setnej okazji, nie? 😅 Bo póki co, widzę, że statystyki mają nas w dupach, a sędziowie zamiast pomóc, to jeszcze dolewają oliwy. Wiem, że nie powinno się tak gadać, ale... no nie wiem, czy jutro się nie oberwie od działaczy, że "narzekamy zamiast działać". Dziękuję, że mówicie wprost! 🙏
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
no ale stary, a tobie się akurat dzisiaj historia pomieszała czy jak 😄 boże, jak ja słyszę te "dawniejsze lata" i "wtedy sędziowie mieli jaja", to od razu mi się przed oczami ukazuje ten mecz z Widzewem w 2005 roku na St…
@EwaCracovia no stary, ale nie przesadzaj z tymi latami świetlnościa – 2005 to był numer, to fakt, ale dzisiaj mamy Bażanta, a nie Orlika. Tamten Orlik to był facet, który bał się własnego cienia, a dzisiaj mamy sędziego, który po prostu nie nadążył za tempem, bo Górnik grali jakby mieli mieć jutro koniec świata. Statystyki? Mieliśmy 14 celnych strzałów, oni 5, z czego 2 trafione – i co, mamy płakać, że los im się uśmiechnął? Charakter to nie gadanie o dawnych latach, tylko branie odpowiedzialności. Ja w 2009 obstawiałem Górnik w 4. lidze i pamiętam, jak z zespołem walczącym o utrzymanie graliśmy w piątkę w obronie, bo kontuzji było więcej niż punktów do zdobycia. Ale się nie biłem o ptaki, tylko o to, żeby w następnym meczu trafić choć raz – i doczekaliśmy się. Dzisiaj mieliśmy szansę, ale zabrakło jednego trafienia, a reszta to bajki dla tych, co wolą gadać niż działać. Ja stawiam na to, że następnym razem to my będziemy mieli ten jeden strzał, który zdecyduje – i nie licząc na cuda, tylko na twardą robotę. 💸🔥
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.