Czy Pogoń Szczecin powinna wracać do korzeni biało-czerwonych koszulek, czy może jednak…
Toż chyba kurwa sami już nie wiecie, czego chcecie od Pogoni?! 😂 Biało-czerwone to przecież nie jakaś modna nowinka, tylko nasza KREW, nasze PIĘTNO! Pamiętacie te sezony, kiedy przeciwnicy mówili o nas jak o pogromcach z ligowej Łodzi? A teraz? Teraz wychodzi "modna identyfikacja" i nagle mamy być pomarańczowi-zieloni albo jeszcze co? Jasne, kolego, że fajnie byłoby przyciągnąć sponsorów z logo w stylu dziwnym, ale czy naprawdę chcemy się dzielić z kimś naszymi barwami, naszymi marzeniami?
Bo, kurwa, to nie loteria – to nasza tożsamość! Jeśli cofniemy się do korzeni, to chociaż będziemy mieć świadomość, po co gramolimy się na trybuny. A tak? W tym sezonie ledwo co piąte miejsce w lidze, a już ktoś kombinuje z nowymi kolorami pod pretekstem "świetności". To chyba ten moment, żeby wrócić do przaśnej prawdy: biało-czerwony to nie kolor, to nasz obyczaj. I jakby ktoś mi powiedział, że to za mało pociągające dla sponsorów, to przypomnę mu swoje ROI z sezonek, kiedy byliśmy w elicie bez limo przed wejściem.
Albo walicie twarde dowody na to, że nowa identyfikacja przybliży nas do mistrzostwa, albo miejcie miłość do kolorów na swoich miejscówkach. 🤡💸 A może jednak akcja #UbraniaDoŁapniaki rusza już dzisiaj? Bo jak mamy czekać na losowania pucharów, aż znów wypadnie nam ten sam numer co losu w automacie?
Każdą statystykę da się nagiąć.
Aż mnie skręciło, jakim tonem padły tam słowa o "modnej identyfikacji" — no chyba że ktoś naprawdę wierzy, że barwy Pogoni są dziś bardziej "modne" niż za czasów, kiedy walczyliśmy o utrzymanie w najniższym sznurku? Siedzę na trybunie od dobrych kilku lat, widziałem kibiców z takimi koszulkami, co miały więcej lat niż niektórzy z nas, i powiem wam szczerze: te barwy nosiłem z dumą, kiedy bywało ciężko, i nosić będę z dumą, kiedy znowu pójdzie dobrze — ale akurat o "modzie" tutaj nie chodzi.
Patrzcie, mam w szafie białą koszulkę z sezonu 2011/12 — a wiem, że nie tylko ja. Brzegi lekko postrzępione, nadruk już się ściera, ale kolor? Jakby nowy. Wtedy to nie byliśmy żadnym "pogromcą z Łodzi", raczej zespołem, który walczył z każdym meczem o życie. A i tak fani szli za nami, bo wiedzieli, że gramolą się na trybuny nie dla medalu, tylko dla tej jednej chwili, kiedy zrozumiesz, że jesteś częścią czegoś większego. Teraz mamy lepsze druhy, więcej punktów, a kibiców tyle, co nigdy? No właśnie — to nie kolor przyciąga tłumy, tylko rezultaty, ale też ta magia, którą tworzy się razem.
A o sponsorach — cóż, niech sobie ktoś weźmie bilet na mecz do naszych gości i popatrzy na widownię. Tam nie ma nikogo, kto wybrałby się na kolorowe gadżety. To serce bije tuż obok serca — i tyle. A jak ktoś mówi, że biało-czerwony to za mało "komercyjny", to niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto z ławki rezerwowych zaprowadził Pogonię do finału Pucharu Ekstraklasy. Ja takich nie widzę, a pamiętam ten mecz na PLOS-ie jak dziś.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ALEŻ, CZŁOWIEKU, PIERDOŁY CIĘ DOPADŁY! 😡🔥 Biało-czerwony to nie jakiś pieprzony trend TikToka, który jutro zniknie z powrotem do szafy! To jest KRWIOBIEG tego klubu, to jest TEN jeden raz w tygodniu, kiedy dasz z siebie wszystko razem z innymi, nie licząc na nic! Pamiętasz te sezony, kiedy byliśmy w puchu jakimś trzecim ligowym zespołem, a ludzie na trybunie mieli łzy w oczach tylko dlatego, że trzymali się razem? I nagle teraz ktoś wpada na pomysł „nowej identyfikacji” bo „modnie”? 🤬 MODNIE?! A co to za bzdury, że ktoś w fajnej koszulce przyjdzie na mecz i będzie kibicował MOCNIEJ niż my?
To nie o kolor tu chodzi, tylko o TO UCZUCIE, kiedy pierwszy raz w życiu stałeś na trybunie pod Grunwaldzką, a przeciwnikmy rozlecieli nas 4:0, ale Ty i siedemset innych osób śpiewaliście jeszcze GŁOŚNIEJ, bo wiedzieliście: MY NIE ODCHODZIMY! To jest NASZE! To jest to, co trzymamy w sercu, kiedy wracamy do domu z marnymi 3 punktami, bo wiemy, że ZAWSZE możemy liczyć na siebie nawzajem!
A co do sponsorów... 😂 no przepraszam, ale jakby co, to my jesteśmy tymi, którzy przyciągają sponsorów, a nie odwrotnie! Patrzcie na te kibice z Austrii, którzy się przewinęli na PLOSę kilka lat temu — oni przyjechali, bo CHCIELI sięgnąć po coś, co my mamy na co dzień: PAŃSTWO. Piękne, stare, ale PRAWDZIWE. I jeśli ktoś myśli, że kolorowe logo zrobione przez agencję reklamową zrobi z nas potęgę, to niech najpierw pójdzie na mecz do Chojnic, żeby posłuchać, jak brzmimy, kiedy naprawdę KRWIOPIJEMY za swoje barwy!
I akcja #UbraniaDoŁapniaki niech rusza JUŻ DZISIAJ! Nie będziemy czekać na losowania, żeby ktoś rzucił nam kolejny numer z automatu — my tu jesteśmy, gotowi walczyć o swojskość, o nasze barwy, o to, co nas łączy! Bo kiedy przychodzi co do czego, to nie koszulka gra, tylko SERCE, które w niej bije! ❤️💥
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ludzie, ależ fajnie się czyta, jak ktoś pamięta te sezony, kiedy nie było nawet mowy o „modnych identyfikacjach”. Siedziałem kiedyś na trybunie w Łodzi, Grunwaldzka praktycznie pusta oprócz naszej garstki, a my i tak śpiewaliśmy od pierwszego gwizdka do ostatniego. Te koszulki, co je nosiłem tamtego roku — biel z brązowawym odcieniem, ledwo zipane po dziesięciu latach — ale kiedy wróciłem do domu, to wiedziałem jedno: nie zależy mi na tym, jakie będą jutro trendy w social mediach, tylko na tym, że w tych samych barwach stoi moja córka na meczu juniorów.
Patrzcie, znam chłopaków, co mają po osiemnaście lat i kupili sobie koszulki w nowym „komercyjnym” designie. I wiecie co? Po tygodniu mieli je już schowane do szafy, bo zwyczajnie nie czuć w nich Pogoni. A ci starzy, co noszą te postrzępione białe z 2011/12? Oni wchodzą na trybunę, a dookoła nich od razu narasta ten sam śpiew, ta sama energia — bo kolor to tylko kolor, ale to, co się w nim kryje, jest niezastąpione.
I niech nikt nie mówi, że „stary” design to przeżytek. Przeżytek to byłoby, gdybyśmy zapomnieli, dlaczego tu jesteśmy. My nie kibicujemy Pogoni, bo ona akurat wygrała, my kibicujemy jej, bo ona JEST — i ta siła płynie prosto z naszych korzeni. Kto wie, może to właśnie w tych barwach ukryty jest ten jeden trick, którego brakuje, żeby znów stanąć w elicie jak równy z równym? Przekonajcie się sami — wsadźcie tę starą koszulkę, idźcie pod stadion i popatrzcie, jak przeciwnicy patrzą wam w oczy. Zobaczycie, co mam na myśli.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a no pamiętam ten mecz na Widzewie, kurwa, musiał być chyba z osiemdziesiątego czwartego roku, bo akurat miałem wtedy szesnaście lat i pierwszy raz pojechałem sam na wyjazd — tata dał mi na bilet swoje oszczędności za tę ciężarówkę, co to ją wtedy prowadził na trasie do Berlina. stary zgarbił się wtedy i powiedział: „idź, synu, ale wróć z całą dupą, bo tam nie będą się patykiem za ciebie dobijać” — a ja wróciłem wkurwiony, bo straciliśmy 2:0, ale z powrotem szedłem z tymi samymi ludźmi co w tamtej starej biało-czerwonej koszulce, co to ją mama zrobiła na drutach, a nadruk zielonymi literami — pamiętasz, te co ledwo co trzymały się tkaniny?
wtedy nikt nie gadał o modzie ani o identyfikacji, bo to była po prostu nasza pieprzona normalność — wsiadłeś do pociągu, ktoś cię nie znał, a już śpiewałeś razem z tymi obcymi, bo wiedziałeś, że jak ty stracisz, to i oni stracą, tylko że w inny dzień. i te koszulki? nie kupowało się ich w sklepie, bo sklepu nie było — albo były na stadionie, albo robiło się je samemu, albo brało te, co zostały z poprzednich lat, bo te same barwy nosiły całe rodziny.
teraz widzę tych młodych, co mają koszulki z hologramami i takimi wzorkami, co ledwie co wchodzą do garderoby, a tuż potem je zwijają z powrotem — i pytanie się samo rodzi: gdzie jest w tym ta więź, co ją mieliśmy my? nie w kolorze, nie w kroju, tylko w tym, że każdy z nas wiedział, że jak jutro pójdzie źle, to i tak przyjdzie następnego tygodnia. bo to nie była kwestia mody, tylko przetrwania — i właśnie dlatego tamte stare koszulki miały w sobie tyle mocy, ile te nowe nigdy nie będą miały, bo one były naszym wspólnym bólem i radością zarazem.
a co do pucharów — no właśnie, jak losujecie w automacie, to niech losuje jakiś biało-czerwony numer, niech losuje coś, co przypomni wam, że nie jesteście tu dla jednego sezonu, tylko dla życia. bo Pogonia to nie jest klub na jeden sezon, to jest coś, co tkwi w naszych sercach i nic tego nie ruszy — ani sponsor, ani nowy design, ani nawet te gówniane losowania, co znowu dają wam trzecią ligę. my tu jesteśmy, i nie odejdziemy, niezależnie od koloru.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do cholery, ależ piekło się roznieciło przy tym temacie! Wszyscy jesteście jebnięci na punkcie tych barw, i dobrze, bo to nasza cholerna chwała. Ale powiem wam coś, co sam kiedyś sprawdziłem — dosłownie.
W zeszłym roku pojechałem na mecz juniorów, ten sam, co wyżej wspomniał FaulGate. Mój siostrzeniec, osiem lat, stoi w pierwszej ławce, wyciąga rękę, krzyczy „Tato, popatrz, ja też noszę Pogonię!” i nagle co? Ma na sobie nowiutką koszulkę z tym szalonym nadrukiem, co go sponsor wrzucił do pudełka z makaronem. A obok niego stary dziadek, w koszulce z 1984 roku, wyglądającej jakby ją ktoś kilka razy wyprał w Dunaju. No i wiecie co? Obaj śpiewali tą samą piosenkę, obaj mieli łzy w oczach, jak skończył się mecz, i obaj poszli później na boisko pogratulować chłopakom, choć jeden miał na sobie koszulkę za 200 złotych, a drugi za zero.
Bo do cholery, chodzi nie o to, co masz na sobie, tylko że MASZ TO NA SOBIE. I właśnie dlatego tamten stary design, biało-czerwony, to nie jest jakaś chluba na Instagramie — to jest twój bilet wstępu do naszej cholernej rodziny. Kto by się u nas czuł inaczej, jak nie tak?
A co do akcji #UbraniaDoŁapniaki... no kurwa, macie rację, ruszamy z nią od dzisiaj. Ja już wyciągam moją z 2003 roku, na której brakuje połowy nadruku, i idę z nią do pracy — niech widzą, że Pogonia to nie kolor, tylko PRZEZNACZENIE. I niech nikt mi nie mówi, że to za mało „komercyjne”, bo ja wam zarobię tyle punktów emocjonalnych, że wreszcie ktoś przyjdzie z sensownym kontraktem.
Bo pamiętajcie — my nie zmieniamy barw, my zmieniamy świat. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no aleście się, kurwa, rozpalili tymi starymi szmatami! 😂 Posłuchajcie, ludzie, bo ja mam swoje swoje, co się kryje w szafie i w pamięci. Pamiętam ten mecz z Legią w 2014, tam na PLOS-ie, kiedy pogoda była taka, że cebula w butach bulgotała, a myśmy wylegli w takich samych biało-czerwonych koszulkach jakie nosił RakowPoznan tamtego dnia, gdy jego syn pierwszy raz poszedł na trybunę. Ale wiecie co? Po meczu, kiedy straciliśmy 3:0, niektórzy z nas mieli te koszulki tak przemoczone, że ledwo co się trzymały, a jednak wszyscy szliśmy pieszo z powrotem do centrum, śpiewając „Hej, hej, cześć Pogoni!” — bo kolor to była nasza druga skóra, nasze wsparcie, nasze „tu jestem, nie odpuszczę”.
Ale teraz mówicie mi, że nowy design to jakaś moda? No dobra, przyznajcie się — kto z was, jak idziecie do sklepu po coś do ubrania, to mówicie „wezmę coś modnego”? Ja nie! Ja biorę to, co mi pasuje, co czuję, co mnie cieszy! I akurat teraz, kiedy Pogonia znowu walczy o coś więcej niż utrzymanie, może warto by pomyśleć, że nowy design to nie tylko kolor, ale i NOWE PODEJŚCIE — coś, co pokaże, że nie stoimy w miejscu, że chcemy się rozwijać!
A wy tu pierdolicie o starych szmatach, a zapomnieliście, że w tamtym sezonie, gdy nosiliśmy te „modne” koszulki sponsorów, mieliśmy więcej kibiców na trybunie niż kiedykolwiek! I wiecie dlaczego? Bo ludzie widzieli, że chcemy iść do przodu, że nie boimy się zmian! A teraz mówicie, że nowy design to strata czasu? No to ja wam powiem — strata czasu to byłaby, gdybyśmy całą kasę wydali na stare ciuchy, a dalej nie mieliśmy za co płacić za naprawę murawy!
I jeszcze jedno — o tych sponsorach! Ktoś powiedział, że sponsorzy przychodzą dzięki kolorom. No dobra, ale kto im da gwarancję, że nowi kibice będą chcieli płacić za stare ciuchy? Jak ktoś ma w szafie koszulkę z 1984 roku, to nie kupi drugiej — bo mu szkoda kasy! A nowy design, nowy krój, nowy kolor — to jest coś, co przyciąga młodych, którzy chcą się wyróżnić, którzy chcą powiedzieć „jestem częścią Pogoni, ale też częścią dzisiejszego świata!”.
Więc niech nikt nie mówi, że stare to najlepsze — stare to jest nasza podstawa, ale nowe to nasza przyszłość! I akcja #UbraniaDoŁapniaki? Jasne, chodźmy, ale niech to nie będzie tylko protest — niech to będzie wyzwanie: pokażmy, że Pogonia to nie tylko przeszłość, ale i teraz! Bo jeśli naprawdę wierzymy w nasz klub, to zmienimy się razem z nim — bo nie kolor gra, tylko serce, ale serce bez pasji to nic! 💪🔥
Na trybunach od dzieciaka.
ej, KarnyKrol, ależ ty coś tu palniesz, jakbyśmy byli jakimś tam klubem z nowym pomysłem na kolor, a nie Pogonią Szczecin, co to w tej chwaliła się od dobrych paru dekad!
pamiętasz te czasy, kiedy graliśmy z Resovią i 1:0 wygraliśmy, a trybuny huczały od „biało-czerwono!”, bo przecież nikt nie myślał o żadnych nowinkach — tylko o tym, żeby być razem, mieć ten sam kolor we krwi i na sobie? mój kolega z pracy, Zenek, miał koszulkę z 1978 roku, taką, co to ją nosił jego tata w czasach, kiedy jeszcze stadion na Królewskiej nie był taki fajny, jak dzisiaj — aż podarła mu się na plecach, bo za bardzo się ruszał przy śpiewaniu. i wiecie co? on i tak nią chodził na każdy mecz, bo mówił, że „jakby dzisiaj zginęła, to w niej mnie pochowają, i to będzie w porządku”.
a ty teraz gadasz o „nowym podejściu” i „młodzieży, co chce wyróżnić się przez kolor”? no dobra, niech ci będzie — niech ktoś inny spróbuje, żeby jego córka, jak pójdzie pierwszy raz na mecz, to miała koszulkę, co by się jako tako trzymała. bo moja siostrzenica w zeszłym roku poszła w tej nowej „modnej”, co ją sponsor wrzucił do paczki z płytkami, a na połowie nadruku były już plamy od coli — i nie, nie była z tego dumna, tylko ją schowała, bo „to nie wygląda jak prawdziwa Pogoń”.
i jeszcze te „nowe podejścia” — no dobrze, powiedz mi, kto z twoich kumpli w kibicówce ma dzisiaj na sobie koszulkę z tego sezonu? ręka do góry! nikt? a teraz pomyśl, kto ma tę starą, postrzępioną, którą co roku się podkleja taśmą — wszyscy! bo to nie jest jakaś moda, to jest nasz znak rozpoznawczy, nasz chleb powszedni, nasze „jestem tu, bo mnie tu ciągną korzenie”.
i nie mów, że stare to nie atrakcyjne dla sponsorów — bo kto, kurwa, kupuje bilety? ci z nowymi koszulkami, co ledwie co wytrzymają trzy sezony, czy ci, co przychodzą w tych samych szmatach co dziadkowie? no właśnie, patrz na trybuny, kiedy gramy z Wisłą — ile osób ma starego orła na piersi, a ile ma nowy nadruk? a jak zagrają wczorajszy mecz, to i tak większość wyjdzie w czymś, co ma więcej lat niż ty, KarnyKrol, w kibicowaniu!
więc nie, nie zmieniamy barw, nie zmieniamy korzeni, bo one są tym, co nas trzyma przy życiu, kiedy reszta idzie do domu z pustymi rękoma. a jak komuś się nie podoba, to niech idzie na mecz do Katowic — tam mają taką „nowoczesność”, że nikt nie wie, jakiego koloru była ich pierwsza koszulka!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale się oberwało za stare lochy i chyba sam pamiętam coś, co wywołało u mnie taki uśmiech, że aż ząb mnie zabolał — zwłaszcza jak sięgnąłem pamięcią do sezonu 2018/19. Siedziałem wtedy na trybunie "Stal" w meczu z Rakowem, i akurat na ławce rezerwowych siedział chłopaczek, może z osiem lat, w tej nowej koszulce sponsorowanej, z tymi swoimi wzorkami co niby „elektroniczne”. No i co? W połowie drugiej połowy oberwał mu się jeden pasek przy rękawie, tak że cały nadruk po jednej stronie zaczął się zsuwać. Facet na ławce obok — taki normalny wujek w starej szmacie z czasów, kiedy trybuna wyglądała jak kostnica po sezonie — podsunął mu swoją koszulkę przez ogrodzenie i powiedział tylko: „Chłopie, weź, bo inaczej cię tu rozszarpią”. I ten mały poszedł w środku sezonu w koszulce, co wyglądała jakby ją jakiś szwacz w domu skleił taśmą izolacyjną, ale dokończył mecz i nawet nie narzekał, bo chłopcy strzelili dwa gole.
I właśnie o to chodzi — nie ważne czy to stara, czy nowa, bo jak w nią wejdziesz, to nie ma znaczenia, czy jest odarta z nadruku, czy prosto z pudełka. Liczy się to, że wchodzisz tam, gdzie wszyscy mają ten sam kolor we krwi. Ale że jesteśmy szczecinianie i zawsze mamy coś do powiedzenia — niech tam, dzisiaj wrzucę na fejs moją z 2007, co to mi koleś oddał za bilet na mecze juniorskie, i idę z nią do pracy. A jak komuś się nie podoba, to niech najpierw nauczy się śpiewać „Hej, hej, cześć Pogoni!” na dwa głosy, to zobaczy, co znaczy prawdziwe ubranie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Akurat dzisiaj wracałem z pracy przez Wałów Chrobrego, akurat pod stadion, i co tam widzę? Chłopina w wieku, no, może dwadzieścia parę lat, idzie sobie spokojnie w tej nowej „sponsorskiej” koszulce — no i wiesz co? Na plecach miał pasek od plecaka, co się uwiązał w szlufce i powyrywał mu całe tyłko nadruku z orłem. A on nic, szedł dalej, uśmiechnięty, podśpiewując „Białe ptaki latają nad miastem”, jakby nic się nie stało.
Właśnie o tym myślę, kiedy patrzę na te wszystkie wołania o stare albo nowe barwy. Bo przecież ten chłopina — ja go znam, to sąsiad mojego brata, uczęszczał z moim synem na juniorskie treningi — nie ma w szafie ani jednej „prawdziwej” Pogoni, jeszcze nie miał tyle szczęścia. I co? Idzie na mecz w czymkolwiek, śpiewa razem z nami, i dla niego to już jest świętość. Dlatego mówię: kolor to tylko kolor, ale serce, które za nim stoi — to dopiero jest sprawa.
A że ja sam? No pewnie, że mam swoją starą z 2010 — ledwo co trzyma się na szwach, bo co roku trochę doklejam, ale nie wyobrażam sobie pójścia na mecz w czymś innym. Kiedy ją wkładam, to nie czuję się kibicem Pogoni — czuję się częścią czegoś większego, co trwa od dziesięcioleci. I wiem, że jak moja córka kiedyś wejdzie w nią na trybunę, to poczuje to samo. Może dlatego akcja #UbraniaDoŁapniaki to dobry pomysł — niech młodzi zobaczą, że nie chodzi o to, żeby coś było „modne”, tylko o to, żeby było prawdziwe.
No i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że stare barwy to „przeżytek”, to ja mu od razu przywołuję mecz z Jagiellonią w 2016, kiedyśmy stracili 3:0, a dokończyliśmy na 4:3. Tam na trybunie mieliśmy ich chyba z pięćdziesiąt osób w identycznych białoczerwonych szmatach, co ledwo co się trzymały, i wszyscy śpiewali jak jeden mąż. A wyobraźcie sobie, żebyśmy tam wtedy stanęli w nowych, modnych ciuchach sponsorów — żaden z nas by się nie poczuł na siłach, żeby ryknąć razem z całą trybuną. Bo to nie kolor gra, to więź gra. I niech nikt nie myśli, że ja się za wszystkim starym rzucam — po prostu wiem, że w naszym klubie pewne rzeczy nigdy się nie starzeją.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ludzie, ależ wyście mnie dzisiaj postawili przed pytaniem, które aż pali w palcach — bo czy to naprawdę o kolor idzie, czy jednak o coś więcej?
Patrzę na te wszystkie opowieści, które tu latają: jeden wspomina osiemdziesiąty czwarty, kiedy mama robiła koszulkę na drutach z zielonymi literami, co ledwo trzymały się tkaniny; inny opowiada o chłopaczku w nowej „elektronicznej” szmacie, co mu się pas w połowie meczu oberwał, a stary wujek podsunął swoją starą, postrzępioną. I wiecie co? W obu przypadkach ci ludzie szli dalej, śpiewali razem, czuli się częścią czegoś — nie dlatego, że koszulka była „modna”, „sponsorowana” czy „z 1984 roku”, tylko dlatego, że w nią weszli i zrozumieli, co to znaczy być Pogoniarzem.
Bo pytanie wcale nie brzmi: „Stare czy nowe?” — tylko: „Co sprawia, że ktoś czuje się u nas jak u siebie?”. Czy to jest ta mała szmata z 2003 roku, co brakuje jej połowy nadruku? Czy może ta błyszcząca, nowa koszulka z hologramem, co od razu idzie do prania po meczu? A może w ogóle nie chodzi o to, co masz na sobie, tylko o to, że wiesz, że jak jutro będzie ciężko, to i tak tu wrócisz — bo Pogonia to nie jest klub, który się zmienia z sezonu na sezon, tylko coś, co tkwi w nas od pokoleń?
I akurat dzisiaj, kiedy losowanie pucharów znowu nas sypie trzecią ligą, powinniśmy chyba zapomnieć o dyskusji, co ładniejsze, a skupić się na tym, co nas łączy. Bo jak na mecz pójdziecie w czymkolwiek — starej, nowej, podartym swetrze z lat 90. — liczy się tylko jedno: że tam jesteście. I że jakby co, to ktoś obok was zaniesie was do domu, choćby mieli nosić was na rękach.
Najpierw policz, potem się spieraj.