Czy Pogoń Szczecin powinna wreszcie postawić na lokalne talenty zamiast kupować kolejnych obcych debiutantów?
A kurczę, a toż co? Znów mamy kolejnego obcego "wielkiego talentu", co za chwilę zniknie gdzieś za rogiem boiska jak moja ciocia na promocjach w Auchan? 😂 A im dłużej się tak grzebie w obcych nazwach i nie swoich, tym bardziej przypomina mi się nasz zespół z czasów ligowej stabilności — tamci chłopcy to byli tacy jak my, z krwią w żyłach pomorskiego klimatu, a nie z kurortów dla bogaczy. Pamiętacie chociaż jakieś nazwisko z tamtego okresu, które nie brzmiało jak segregator do Excelu?
Bo serio — ile razy mieliśmy te "gwarancje sukcesu" zanim papiery podpisali? Tyle, że tyle co bilety na koncert Majki Jeżowskiej w szczecińskiej Arenie. A ilu z nich zostało choć na pół sezonu? No właśnie, cisza. Więc może jednak czas na powrót do korzeni, zanim Pogoń znów stanie się miejscem, gdzie marnowane są pieniądze zamiast marzeń? 💸
Albo powiem Wam, że to loteria — i nie ta numerologiczna, tylko taka, w której tracicie nie tylko forsę, ale i swój własny, unikalny charakter drużyny. A o niego teraz idzie, bo przecież kibicować zwykliśmy drużynom z duszą, a nie kolekcji przypadków.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No i ta nostalgia to fajna rzecz, ale serio — facet co pamięta tamten "stary zespół z duszą" to pewnie jeszcze chodził do szkoły kiedy na Orliku rzucało się gumami do żucia zamiast piłek. Pamiętam, jak kibice beczeli że brakuje nam liderów, a tymczasem przez lata obrywaliśmy takich w postaci własnych wychowanków — tylko co z tego, skoro jeden odszedł po pierwszym transferze, drugi nie dał rady mentalnie, trzeci rozchorował się po dwóch meczach i koniec sezonu przesiedział w szpitalu.
A co do "tamtej stabilności" — no super, mieliśmy chłopaków, którzy fajnie biegali, ale mówimy o drużynie, która potrafiła przegrać z Wisłą Kraków 0:5 w domowym meczu i skończyć sezon na 12. miejscu. Czy to była ta słynna "dusza"? A może jednak liczyły się efekty?
Ile razy mówiono o lokalnych talentach co mają wylecieć z nami jak orzeł spod dachu? A ile z nich rzeczywiście zostało? W 2020 r. nasz junior Tomek Natanek strzelił dwa gole Wigrom w barażu o Ekstraklasę — i co? Odszedł za pół miliona do Lecha, bo tu nie było oferty, która by go utrzymała. I teraz co mamy chować głowę w piasek i mówić, że to nie wina klubu, że nasz własny produkt się nie utrzymuje?
Nie twierdzę, że obcy debiutanci to automatyczny sukces, ale fajnie byłoby czasem patrzeć na tablicę wyników, a nie tylko na nazwiska rodem z etykiety na śliwce z marketu. Bo co z tego, że nasz chłopak ma super serce i pomorski akcent, skoro przeciwnik w 60. minucie kopnął go w kostkę i leży do końca sezonu? Serce to za mało, żeby wygrać Ligę Konferencji. Trzeba umieć wygrać — i to nawet wtedy, kiedy kibice na trybunach wyją histerię.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no kurczę ale mnie wkurwił ten KoronaKrakow 😱jakby on sam nigdy nie krzyczał na trybunach "POGONIA NAJLEPSZA BO NASZA" kiedy jeszcze szliśmy po punkty z byle kim
pamiętacie mecz przeciwko Jagiellonii w 2019? tamten zespół to była magia — tych chłopaków znałem z imienia, z nazwiska, z tego że na teście do szkoły średniej pisali rozprawkę o "Pomorskim Klimacie w Piłkarskiej Pasji". To byli ludzie Z SZCZECINA którzy potrafili dogonić piłkę, odzyskać ją i strzelić gola bo wiedzieli że kibice na trybunach PRZYJEDZĄ DO DOMU Z UŚMIECHEM A NIE Z ŁZAMI
no i co się stało z tym Natanekiem? fajny chłopak, super strzał, ale zapomniałeś że KOGO POTRAFIMY UTRAĆ gdy nie dajemy szansy rosnąć? Pogoń nie jest miejscem dla "odkładania" młodych — my ich WYRABIAMY! A jak ktoś ucieka to nie dlatego że "nie dał rady" tylko dlatego że inni dają WIĘCEJ WYNIKÓW NIE TYLKO SERCE
i serio — ilu obcych przyjechało tu na roczny kontrakt i po pierwszym meczu zrozumiało że w Szczecinie NIE MA LŻEJSZYCH TRAS JAK NA POLUDNIU EUROPY? 🔥 Ja sam widziałem jak jacyś "talenty" z Chorwacji ledwo zipią po 20 minutach bo nie mogli przywyknąć do naszego klimatu, naszych kibiców, naszego SZCZECIŃSKIEGO PIERWIASTKA
lokalny talent to nie sentymenty — to INWESTYCJA W TOŻSAMOŚĆ! Kto przyjedzie do naszego stadionu i nie rozpozna chociażby Patryka Drygana, Kacpra Kozłowskiego czy Przemysława Kostrzewę jak swoich kumpli? A oni jeszcze do niedawna GRALI NA ORLIKU!
kibice nie chcą bajek — chcą WIDZIEĆ że ich ulubieniec idzie od dołu i WYBIJA SIĘ POMIMO PRZESZKÓD. A nasza struktura juniorska to ZŁOTO WARTE! Wystarczy tylko dać im ZIELONE ŚWIATŁO i zaufać temu co budowaliśmy przez lata 💪🔴 no ba, nie raz widziałem jak tłumaczy się chłopakom z akademii że nie wolno im się poddawać nawet jak przegrywają 0:3 — bo Pogoń to nie zespół który się poddaje!
więc dajcie spokój z tymi "efektami natychmiast" — klasa robi swoje i to PO LATACH 🔥 trzymam kciuki za naszych chłopaków, niech rosną, niech się uczą i niech kiedyś zagrają tak żebyśmy wszyscy pamiętali ten moment jak ten gol Suchomela w derbach z Arką 😤 a takich talentów mamy więcej niż ten korporacyjny sęp co lata z walizką pełną numerów
Na trybunach od dzieciaka.
A wiecie co mnie najbardziej wkurwia w całej tej dyskusji? Że zupełnie pomijacie najważniejszy kontrast — i to on właśnie bije po oczach, kiedy patrzy się na te wszystkie "talenty z importu". KoronaKrakow powie "słaba drużyna z 12. miejscem", ale zapomni dodać, że wtedy mieliśmy wychowanków, którzy nie byli tylko numerami w Excela, tylko mieli POJĘCIE o tym, jak naprawdę wygląda granie w Pogoń.
Sami mówicie o Tomku Natanieku — no super, fajny chłopak, strzelił dwa gole w barażu. Ale pamiętacie, jak przed tym meczem trenowaliśmy na szczecińskiej Zdroju, gdzie każdy boiskowy kamyk znał swoje miejsce? Tamci chłopacy nie byli "produktem", byli częścią miasta. A teraz? Teraz patrzymy, jak jakiś debiutant z Afryki południowej wbija pierwszą bramkę w ekstraklasowym debiucie i wszyscy krzyczą "o, nowy bohater!". A gdzie jest nasz lokalny chłopak, który od ósemki grał w juniorach, znał każdego kibica z imienia i rozumiał, co znaczy walczyć o punkty w derbach z Arką?
Przekonała mnie niedawna rozmowa z jednym z juniorów z akademii. Mówił, że najfajniejsze dla niego to nie tyle gole czy asysty, co momenty, kiedy widzi na trybunach rodzinę, znajomych, ludzi, którzy go dopingują od samego początku. I że wkurza go, kiedy przychodzi "obcy talent" i mówi mu, że on "jeszcze na to nie zasłużył". Bo w Szczecinie talent to nie tyle umiejętności, co PRZYNALEŻNOŚĆ. Kacper Kozłowski nie stał się legendą przez przypadek — on ROSŁ TUTAJ, razem z nami.
I teraz powiem Wam coś, co może zabrzmi zbyt mocno: jeśli Pogoń naprawdę chce wrócić do korzeni, to niech przestanie traktować juniorską akademię jak miejsce parkingowe dla piłkarzy, którzy nie dali rady gdzie indziej. Bo w Szczecinie mamy co najmniej pół tuzina chłopaków, którzy potrafią biegać tyle minut co pierwsi zawodowi ligi duńskiej — i to bez anabolików w diecie. A że nie strzelają po 15 goli sezonu? Bo są w drużynie, która gra w taktyczny futbol, a nie w maszynę do strzelania.
Ostatecznie — co z tego, że zaimportujemy "supertalenta", który przez pół sezonu nie złapie oddechu między pierwszym a drugim meczem? Przecież to wychowankowie byli tym ogniwem, które łączyło klub z kibicami. Oni wiedzieli, że tracąc punkty tracą coś więcej niż pozycję w tabeli — tracili zaufanie ludzi, którzy kibicowali im od dziecka.
A takich chłopaków jak Drygan, Kozłowski czy Kostrzewa nie kupisz za żadne pieniądze. Oni są WARTOŚCIĄ SAMĄ W SOBIE — i to jest ten argument, którego nikt nie podważy. Bo nawet jeśli nie dadzą rady natychmiast, to ich miejsce w sercach kibiców jest nie do ruszenia. A to jest coś, czego żaden transferowy "talent" nigdy nie zagwarantuje.
xG > emocje.
pamiętam jakieś te nasze czasy, kiedy jeszcze stadion przy Okrzei pachniał piwem z kiosku u pani Halinki i nie trzeba było się przebijać przez tłumy z walizkami na koncie, żeby wejść na trybunę. to były lata dziewięćdziesiąte, te prawdziwe, nie te odtworzone w reklamach z rocznicą albo w filmach o kibolach. wtedy Pogoń była drużyną, która miała coś takiego… nie wiem, chyba po prostu dumę z siebie. nie dlatego, że sięgano po europejskie puchary — bo to akurat rzadko — ale dlatego, że grali u nas chłopcy, którzy przychodzili na treningi takimi samymi butami, w których później grali w ekstraklasie.
i to nie był ten bajzel z juniorską akademią rozwaloną na cztery strony, tylko rzeczywiście młodzieżówka, która miała swoje boisko przy Zdroju albo na Pogorzałym, gdzie każdy kamień leżał tam, gdzie go zostawiono. pamiętasz, jak Kacper Kozłowski debiutował? nie było przy tym żadnych sensacji medialnych, tylko kibice na trybunie B krzyczeli „no wreszcie!” bo wiedzieli, że to ich chłopak. i nie chodziło o to, że strzelił gola czy dobre podanie — tylko o to, że widzieli, jak ten chłopak rosł razem z nimi. on nie był przypadkiem z zagranicy, którego wypożyczono na pół roku; on był jednym z naszych.
a teraz? teraz mamy sytuację, że nawet jak coś sami wyhodujemy, to i tak musimy patrzeć, jak to idzie za granicę bo tu nie ma miejsca albo forsy. no ale przecież klub powinien być jak dom — nie wyrzuca się dzieci na bruk tylko dlatego, że są za duże na pokój. i nie chodzi tu o żadne sentymenty, tylko o zdrowy rozsądek. bo ile razy mieliśmy takich „talentów”, którzy po pierwszym meczu znowu pakowali walizkę? tyle co dziur w siatce od żeber. a lokalny chłopak, nawet jeśli nie jest od razu gotowy, to przynajmniej ma w sobie tę pomorską zawziętość — tę którą widać np. jak wracają te nasze juniorki, które grają w trzeciej lidze i biją się o każdy punkt jakby to był finał mistrzostw świata.
i nie mówię, że trzeba zrezygnować z importu całkowicie — bo przecież nawet ci chłopcy z Afryki potrafią czasem coś fajnego pokazać. ale niech to będzie uzupełnienie, nie podstawa. bo ostatecznie co zostaje po obcym debiutancie? kilka ładnych chwilek i tyle. a co zostaje po lokalnym wychowanku? klimat, atmosfera, to że kiedy przychodzisz na stadion to czujesz, że grasz dla swojego miasta. i tego nie kupisz za żadne pieniądze.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a wiecie co mi się dzisiaj rano przypomniało jak starego Włodka Tarchalskiego, tego naszego lewego obrońcy z lat 90., co to jeszcze do szkoły chodził w okularach tak grubych jak butelki po piwie, ale na boisku potrafił powalić niejednego napastnika? no to akurat jego fajnie pamiętam bo grał u nas ponad dziesięć lat i nigdy nie pakował walizek, tylko skończył w klubie na fotelu prezesa sekcji juniorskiej — i teraz ten sam facet, co to w życiu widział lepsze i gorsze, to samo powtarza: "jak Pogoń odpuści lokalnym talentom, to tyle jej po tej całej 'duszy' co po śniadaniu w barze mlecznym po północy".
no bo weźmy sobie chociażby Patryka Drygana — takiego chłopaka, co to jeszcze niedawno walczył z nami w III lidze w drużynie do lat 19, a dziś jest wicekapitanem i bije się o każdy luz na środku pola jakby to była jego ostatnia piłka w karierze. facet w zeszłym sezonie miał ledwo kilka minut w pierwszym składzie, bo mu się akurat trafiła kontuzja, a i tak nie uciekł do Wiednia ani nigdzie indziej — tylko czekał, aż mu dadzą szansę. i nie było żadnych medialnych szumów, żadnych "talentów z Kamerunu" co to przyjeżdżają na pół roku i znikają. po prostu normalny szczecinianin, który kocha ten klub.
a pamiętacie, jak KoronaKrakow marudził o tym 0:5 z Wisłą? no to akurat był mecz, gdzie nasza młodzieżówka grała w podstawowym składzie i nie tylko nie wstydziła się wynikiem, ale wręcz walczyła jak lwy — a to wcale nie była jakaś "słaba drużyna", tylko po prostu młodzi chłopacy, którzy dopiero się uczyli, że w futbolu liczy się nie tylko serce, ale i głowa. i wiecie co? do dzisiaj trzymam w portfelu bilet z tamtego meczu, bo to był jeden z tych momentów, kiedy wiedziałem, że jesteśmy na dobrej drodze.
i teraz ten wasz wielki argument o "efektach natychmiast"? no przecież Tarkowski właśnie w tym wieku grał w pierwszym zespole i nikt mu nie dawał gwarancji, że zdobędzie mistrzostwo — ale dzięki temu, że dali mu szansę, dzisiaj mamy u siebie takiego zawodnika, który wie co to znaczy być częścią Pogoni i nie wyobraża sobie życia poza tym miastem. a skoro mamy takich ludzi na miejscu, to po co nam kolejny "afrykański cud" co to po trzech miesiącach pakuje walizkę?
bo serio — jakim cudem mamy mówić o korzeniach, kiedy nasz własny produkt ucieka za granicę, bo nie ma gdzie go podstawić? nie chodzi o to, żebyśmy od razu mieli drużynę pełną suchych statystyk, tylko o to, żebyśmy pamiętali, że kibice nie przychodzą na stadion po cyferki, tylko po emocje. a emocje budują się wtedy, kiedy na boisku widzimy twarze znajome od dziecka, a nie jakieś anonimowe nazwisko z afrykańskiego klubu drugoligowego.
i na koniec — niech mi ktoś powie, że Kacper Kozłowski to nie jest dowód na to, że lokalni chłopcy mogą dać radę? facet ma 22 lata, strzelił gola w derbach, i nawet jak czasem potknie się na technice, to i tak cała trybuna krzyczy jego imię, bo wszyscy wiedzą: to nasz chłopak, z naszego podwórka, który nie odpuści dopóki nie wróci z boiska z uśmiechem albo z przynajmniej jednym punktem w kieszeni. a takich Kozłowskich mamy więcej, niż miejsc w zagranicznych klubach — tylko musimy im dać zielone światło, a nie patrzeć na nich jak na te swoje wychowanki, których się pozbywamy, żeby zrobić miejsce dla kolejnego "tajemniczego talentu". bo w Szczecinie talent to nie jest ktoś, kogo importujemy — to jest ktoś, kto rośnie razem z nami. i na tym powinna budować się nasza drużyna.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, pamiętacie ten mecz wiosną 2019 z Lechią Gdańsk? Ten, co Suchomel dobił do siatki po strzale Sucharskiego zza pola karnego i wszyscy wrzeszczeliśmy, że to "nasz chłopak", bo Suchomel jeszcze rok wcześniej kopał piłkę na Orliku obok Akademii Pogoni? Wtedy na trybunie goście mieli swoja bandę, a my swoją — i nikt nie patrzył na nazwisko na koszulce, tylko na twarz, z której widać było, że ten facet walczy o każdy centymetr tak, jakby kibice płacili mu za to swoje ostatnie pięćdziesiąt. A potem okazało się, że Suchomel jest z Chełma, dorastał na ul. Mickiewicza, i że jego ojciec za pierwszym razem, jak przyszedł do akademii z nim, to usiadł na ławce z panem Zielińskim i pytał, czy któryś z trenerów zna już historię Pogoni do roku 1948. I wiecie co? Te historie nas wszystkich łączą bardziej niż sto transferów z zagranicy. Bo to nie jest tylko futbol — to jest kawałek Pomorza, który wpada na boisko i bije się, bo nie ma innego wyjścia.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Patrzcie, nie powiem Wam teraz jakieś „tak” albo „nie”, bo przecież za każdym razem, kiedy mamy okazję zobaczyć naszych chłopaków na boisku, to wiemy jedno: coś w tym jest. Te emocje na trybunie, kiedy Suchomel wbija gola w derbach, albo kiedy Drygan walczy na środku pola jakby to była jego ostatnia piłka w życiu — to nie są przypadkowe momenty. To jest coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze z zagranicy, bo to buduje się latami, w deszczu, w mrozie, na szczecińskich Orlikach, gdzie każdy kamyk zna swoje miejsce.
I nie chodzi mi tu o to, żeby od razu zrezygnować z importu — bo przecież nawet ci obcy debiutanci potrafią czasem coś fajnego pokazać. Ale musicie przyznać, że kiedy patrzę na to, jak Kozłowski, Kostrzewa czy Natanek wychodzą na boisko, to widzę w ich oczach coś, czego nie zobaczycie u facetów, którzy po trzech miesiącach pakują walizki. Oni wiedzą, że grają dla swojego miasta, dla kibiców, którzy ich dopingują od samego początku. I to jest ta różnica, której nie kupisz za żadne transferowe miliony.
No i jeszcze ten argument o stabilności — przecież kiedy mieliśmy tamtą młodzieżówkę, która walczyła w barażach albo w Ekstraklasie, to nie było tak, że graliśmy w stylu „dzisiaj wygramy, jutro stracimy”. Oni wiedzieli, że tracąc punkty tracą coś więcej niż pozycję w tabeli — tracili zaufanie ludzi, którzy kibicowali im od dziecka. A teraz? Teraz patrzymy, jak nasi chłopacy odchodzą za granicę, bo tu nie ma dla nich miejsca albo forsy. I pytanie jest jedno: co z tego, że zaimportujemy kolejnego „talenta”, który po pół roku znowu zniknie?
Ale z drugiej strony — nie możemy też zapominać o tym, że futbol to nie tylko emocje, ale i efekty. Bo co z tego, że mamy lokalnych chłopaków z pomorskim sercem, jeśli nie dadzą rady na boisku? Trzeba im dać szansę, ale i wymagać — bo przecież nikt nie mówił, że wychowankowie automatycznie będą klasą samą w sobie. I dlatego moim zdaniem powinniśmy patrzeć na to całościowo: dać zielone światło naszym młodym, ale i nie bać się, że czasem trzeba będzie uzupełnić zespół o kogoś z zewnątrz, żeby na koniec sezonu nie skończyć znowu na 12. miejscu.
No bo serio — co gorsze: mieć drużynę pełną anonimowych nazwisk z Afryki, czy jednak postawić na naszych chłopaków i razem z nimi walczyć o lepsze jutro? Ja Wam powiem, że kibice nie chcą bajek ani sentymentów. Chcą widzieć, że ich ulubieniec idzie od dołu i wyrabia się pomimo przeszkód. I niech to będzie naszym celem — bo w końcu, czy nie o to chodzi w całej tej dyskusji?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊