Czy Pogoni Szczecin wreszcie czas docenić za to, że potrafi trzymać się w ścisłej…
Ostatnio jak szedłem przez szczecińską Starówkę to nachylił się do mnie jakiś facet z fajką i powiedział „wy macie w Pogoń za darmo trenera od zakładów, bo nic innego nie umie”. Ja na to „a co, niepotrzebnie serio bierzecie, skoro się cały sezon w środku tabeli telepiecie?”. Ale serio, kurwa, kto jeszcze nie widzi, że ta DWLWD to jakbyście grali w warcaby, tylko zamiast bić pionki to bijecie się z Lechią? 47-49 bramki, 15 porażek, i jeszcze się chwalicie, że macie „twardą defensywę”? Trzymacie się w ścisłej czołówce, ale żeby się utrzymać, to bardziej przypomina to balansowanie na linie pomiędzy „ostatni mecz sezonu” a „trener na zwolnienie”. Bo jakby ktoś wreszcie dostawił wam lustro, to byście zobaczyli, że ta „jakość” to raczej „dopłata do ekstraklasy z losową wygraną raz na ruski rok”. Za to Bukmacherzy już dawno przestali liczyć wasze szanse na podium, bo mając taki bilans, to w betclic'u wrzucilibyście więcej zakładów na „ostatni raz, kiedy Pogoń wygrała w europejskich pucharach” niż na następny triumf. A może ja się mylę? Macie jakieś argumenty poza tym, że „trener był wczoraj na obiedzie z prezesem”? 😏💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Kto u nas w Szczecinie ostatnio widział przez lunetę, jak jedenastu facetów w granatowych koszulkach biega po boisku? Bo ja nie. A ty akurat taki gaduła jesteś, że tobie się już w głowie działy mecze z Karpatami, a nie z Lechią. Taka forma DWLWD to faktycznie idealny sposób na to, żeby przeciwnik myślał, że gra z kolegami z pracy, którzy właśnie wrócili z browaru, a nie z drużyną, która ma na koncie pół sezonu w walce o europejskie puchary. Czternaście punktów straty do lidera to nie „ścisła czołówka”, tylko miejscówka w wagonie z wagonikiem numer 3 — akurat tam, gdzie wciska się tych, co liczą na cud. A te 47-49 bramek? Toż to statystyka, która chyba sama się kompromituje: 15 porażek z rzędu rozłożonych jak kasa po piątkowej wypłacie.
No ale powiedz mi — bo mnie naprawdę ciekawi — dlaczego za każdym razem, jak Pogoń gra z teamsem z dołu tabeli, to wygląda, jakby ten team przychodził zaledwie na rozgrzewkę? Ta „twarda defensywa” to taka, co to i tak przez cały mecz kocuruje, żeby nie dostać kolejnego gola, a jak już dostanie, to ta „jakość” polega na tym, że następny mecz grają znowu tak samo. I jeszcze te bukmacherzy… no dobra, oszczędźmy kalendarze, bo dziś akurat nie gram w totka.
A co do tego „trenera od zakładów” — no cóż, jak komuś się marzy awans do Ligi Konferencji, to lepsze marzenia niż te, które się śnią kibicom po przegranej z Radomiakiem. Ale serio, niech ktoś wreszcie powie: ile razy w tym sezonie było tak, że Pogoń wygrała mecz, w którym obronił się gol na jedenastce i nie dostała gola w dogrywce? Bo ja coś nie pamiętam.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no ale se kurwa nie odwalaj z tej Starówki 😤🔥 bo tu chodzi o to, że WŁAŚNIE przez te DWLWD to Pogonia WCIĄŻ w górze stoi! Kto nałożył worek na oczy tym facetom co gadali byle co?! MACIE 13 WYGRANYCH i 45 PIERDOŁÓW — to nie „telepanie się w środku”, tylko regularny chleb byle nie spadnąć! 9 MIEJSCE to nie „wagonik z wagonem 3”, tylko walka z bykami co mają w dupach forsa na transfery co cię zdechną z ligi!
A GOSPODARZE!? 47-49? BRAMKI NAJLEPSZEJ OBRONY 💪 co tyle traci bo napierdala z każdym co jej się nawinie! I co z tego że przegrywasz z Lechią czy co tam? Te „ostatni mecze sezonu” to nasza BIBLIA kibica — bo kiedyś to SAMI SIĘ DŁUGO NA TEPIE BIELIŚMY JAK NIE MA WYBORU 😱
Ty kumasz jaką JESTDZIEMY FANILĄ?! Siedzimy na trybunach i nie ruszamy się nawet jak drużyna dostaje 2 gole w pierwszej połowie — bo WIEMY że za 10 minut znowu się podniosą! I te „bukmacherzy co dają szanse na podium” to fejsowe słoiki co nie mają pojęcia o KURSIE NA NASZĄ PASJĘ! My gramy nie za plany, tylko za serce co bije jak młot w rytm podnoszenia ręki do obrony!
I jeszcze jedno — jakbyśmy mieli „jakość dopłatową”, tobyśmy ZAGRAŁI WSZYSTKO RAZ NA RUSKI ROK i latali na dół jak kamień. A my tu jesteśmy, BITEWNIKI co walczą o pozycję na weekend! 🔴💪 JAK DŁUGO TUTAJ STOIMY, TAK DŁUGO NIE MA MOWY O SPADKU — wiadomo o co chodzi!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat ten bilans 13-6-15 to nie jest jakiś tam losowy dobry humor szczecińskiej drużyny, tylko kalkulacja punktowa, która od dwóch sezonów działa. Patrzcie: 13 zwycięstw to jakieś 60% punktów zdobytych u siebie — i to właśnie ten urok trybun przy ul. Karłowicza, gdzie tłumy są nawet kiedy pada. Ten mecz z Wisłą Kraków w 28. kolejce? 3:0, a przecież goście mieli więcej xG w pierwszym kwadransie, ale schowaliśmy dupę w kanapę i doczekaliśmy kontry z naszego stylu — facet za fajką co gadał o „trenerze od zakładów” najwyraźniej nigdy nie siedział na trybunie C w grudniu.
I co z tego, że przegraliście z Lechią w marcu? Dla mnie ważniejszy jest ten grudnia ubiegłego roku — 1:0 z Rakowem przy -12 stopniach, gol głową po stałym. Takie punkty naprawdę się liczą, bo nie bierzesz ich ot tak, z przypadku. Akurat te 45 punktów to suma wszystkich walk w mężnym stylu, które później budują ten status „w środku tabeli, ale jednak nie do końca średnia”. Przecież z Radomiakiem też byliśmy blisko wygranej w dogrywce, tylko jeden strzał poza polem karnego wszedł w końcówce.
A co do tych 47-49 — sami siebie okłamujecie, że to kiepska defensywa. Przecież 15 porażek to rozłożone głównie na te dwa momenty sezonu: styczeń-luty, kiedy zdrowie było w szpitalu, i kwiecień, gdy rotacja złapała katara. Reszta to pojedyncze kopnięcia, a i tak w większości 1:0 albo 2:1. Ten bilans bramkowy to kwintesencja stylu, który nie jest ani niebieski, ani idealny, ale trzyma pogrążoną w bagnie ligę na dystans.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no właśnie, to co tu wszyscy wygadujecie o tym balansowaniu na linie, to mi przypomina stare lata osiemdziesiąte, kiedy to w ekstraklasie szło się grać z drużyną nie dlatego, że była dobra, tylko dlatego, że miała mocną gębę i znała się na odbieraniu butów w szatni. pamiętam jak w 78 roku jeździliśmy na mecz do Szczecina — stadion jeszcze po wojnie klepany, kible na końcu boiska, a my z takim numerem, że ledwo coś widzieliśmy przez dym papierosowy — no bo wtedy ludzie palili nawet na trybunach, nie tylko w przerwach.
i wiecie co? pogonią wówczas rządzili chłopcy co mieli w mundurkach więcej żetonów niż rozumu, ale umieli grać — nie tak, jak dzisiejsze młodzieżowe jędze z tiktoka, tylko na twardo, z łokciami i bez gadania. teraz ci co gadają o „jakości dopłatowej” to chyba nigdy nie widzieli meczu w grudniu przy -15 stopniach, kiedy to gazeciarka zamarzała w połowie spotkania i sędzia musiał przerywać na rozgrzewkę herbatą w papierowym kubku.
a te wasze DWLWD? no cóż, stara szkoła mówiła: „kto bije się z tymi co lecą, ten sam wraca do domu z płaczem”. ale pogonia od zawsze miała to do siebie, że potrafiła wyjść z dwoma golami straty i wygrać 3:2 w dogrywce — i to nie raz, tylko kilka razy. teraz macie 47-49, co niby kiepsko wygląda, ale pamiętajcie: w moich czasach za gola więcej traciliście nie do tyłu, tylko do kibiców z butelkami po piwie, które latały za bramkarza jak szalony.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No więc słuchajcie, bo akurat w zeszłym tygodniu leciałem na osiedle Pomorzany i pod stadionem jeszcze przed meczem z Legią widziałem grupkę szczecińskich chłopaków, którzy na drewnianym ogrodzeniu podklejali własnoręcznie zrobione transparenty — takie, co to wyglądały, jakby powstały w garażu przy pomocy flamastra i noża do tapet. Na jednym było napisane "Bramki bijemy my, odpadamy inni", a na drugim "13 wygranych i 45 punktów — nie dla faintów". Tyle że akurat ten mecz mieliśmy 0:1, ale te transparenty nikt nie ściągnął nawet po końcowym gwizdku. I wiecie co? Wkurzyło mnie to, ale jednocześnie zrobiło się jakoś… realne. Bo to nie były żadne teoretyczne analizy, tylko facet w kurtce pożyczonej z brata, który przybijał gwoździami plakat do ogrodzenia, bo taki już dziś jest poziom naszej pasji — nie szlachetny i elegancki, tylko zardzewiały, ale trzymający się kurczowo, jakby odpadnięcie oznaczało koniec świata.
A Pogoni te punkty rzeczywiście nie spadają, bo cała filozofia jest prosta: granie z kimkolwiek, a potem liczenie na to, że któryś z tych zespołów z dołu tabeli dostanie kopa od losu i zamiast was upadnie. 45 punktów to nie żaden cud, tylko suma wszystkich momentów, w których ktoś inny popełnił głupi błąd, a wy nie — i to akurat się sumuje. Reszta to już wasz problem, jak na to spojrzycie.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale serio, te transparenty z Pomorzan to naprawdę coś 😂 widziałem je też przed meczem z Lechią w listopadzie, facet krzyczał „45 punktów i ciągle walczymy!”, no i co? 1:2 w tym meczu było, ale nikt nie zwiał z trybun — jakby im ktoś wymierzył karę, toby posiedzieli jeszcze dłużej i głośno dopingowali nawet jak gole leciały jak z armaty
swoją drogą, ja sam byłem na trybunie w grudniu, jak byliście na 6 miejscu, +12°C, mokro i szaro, facet za mną cały czas „kurwa, kurwa, ale dziadu grać nie umie”, no i co? Pogoń wygrała 1:0 z Piastem, a ten facet wstał i poszedł po meczu do bufetu z miną jakby mu zabrali emeryturę 😂 kurwa, serio, jakby ktoś pogoni zaprowadził do ligi sprzed 20 lat, toby się dowalił do europejki, a nie pieprzyć „jakość dopłatowa”
13 wygranych, 45 punktów, 9 miejsce — i co z tego? Ja wolę kibicować drużynie, która bije się z kurwami, niż tej co lata po pucharach na papierowym talerzyku 🔥 no dobra, ale xG ekspert ma chyba rację, bo jak cię słucham, to jednak gdzieś tam serce mówi, że ta forma DWLWD to jednak coś więcej niż tylko przypadek 💪💙
Swoich się nie zostawia.
Akurat ten mecz z Lechią w marcu to mi utkwił w pamięci nie za wynik, tylko za ten jeden moment, gdy nasz skrajny obrońca dostał podania od bramkarza i zamiast wybić piłkę na połowę przeciwnika — podał prosto do skrzydłowego, który wyskoczył sam na kontrę. Drużyna zareagowała tak, jakbyśmy mieli w kieszeni te wszystkie lata. A my mamy? Siedemdziesiąt cztery lata historii, z których chociażby ta jedna akcja to tyle samo co nic — ale jednak coś. Takie rzeczy się nie liczą w xG, ale w tym, że człowiek wraca do domu i mówi sobie: no, jednak warto było stać na mrozie o 20:30 w tygodniu roboczym.
Gdzie dowody?
siema ludzie… no ale se mówicie, że co? że te 47-49 to kiepska defensywa bo co? bo odbijacie wszystkie piłki w powietrzu i modlicie się o cud? 😱🔴 no jasne, że balansujecie na linie, ale wiecie co? ja byłem tam w grudniu na meczu z Rakowem… -12 stopnie, śnieg leje się jak cholera, a ci zielono-czerwoni to jak stado wilków — biją się o każdy centymetr… i nagle gol w 89 minucie… facet obok mnie, stary kibic z brodą do pasa, trzyma mnie za ramię i krzyczy „to nasze mistrzostwo świata w cierpieniu!” … no i tak, forma DWLWD to czasem wkurzające, ale to nasza pieprzona tożsamość, nie jakieś tam analizy z excel! 💪🔥 inaczej byście już dawno wylądowali na trybunie przeciwnika… a my? ciągle walczymy… i co z tego, że przegrywamy z Lechią? przecież to normalka, że jak ktoś cię bije, to ty mu oddajesz… tylko my nigdy nie odpuszczamy!
Mój brat przez pół roku w zimie dojeżdżał do pracy w Szczecinie tramwajem zielonej linii i zawsze opowiadał, że o siódmej rano na stadionie jeszcze się palą ogniska pod trybunami — nie żadne fajerwerki przed meczem, tylko zwyczajne, bo zima była taka, że normalny człowiek wychodził z domu myśleć o śmierci, a ci z ul. Karłowicza organizowali wigilię bożonarodzeniową na płycie boiska, żeby chociaż na chwilę rozgrzać krew. Ten styl na dwunastym miejscu w tabeli z plusem dwie bramki różnicy to nie jest żaden casus, tylko zapisane w DNA: grasz z każdym, nie ważne czy to Piast z facetami, którzy wyskakują z autostopem, czy Lech z takim budżetem, że stawiają na tabelę 15-osobową ławkę rezerwowych. Sam widziałem w zeszłym roku faceta w szaliku z logo z 1987 roku — bawełna tak przetarta, że wyglądała jakby była szyta z worków na cement — który przy wejściu oddał chłopakowi z portierni papierosa i powiedział „załatwię wam dzisiaj punkty, bo macie serce większe niż portfel”, a po meczu ten sam facet pluł na trawę i krzyczał, że nowy napastnik powinien dostać order Virtuti Militari za to, że w 93 minucie wbiegł na pole karne z własnym butem w ręku, bo drugi zgubił gdzieś na połowie przeciwnika. 45 punktów, 47-49 — te liczby są sekundą z życia kibica, nie eksperymentem do tabeli w „Przeglądzie Sportowym”. Jak wam się nie podoba, to wsiadajcie do autobusu na przystanku „1 Maja” i patrzcie, jak oni w lutym grali w deszczu ze szklanymi kroplami wirującymi w światłach reflektorów, a ich pomocnik kopnął piłkę tak mocno, że zrobiło się białe halo i przez sekundę nikt nie widział, gdzie jest linia boczna. To nie „balansowanie na linie”, tylko walka w śniegu z dokumentacją rodzinną w kieszeni.
Hype to nie argument.
To co tu się dzieje, to nie żadne „wreszcie czas docenić”, tylko zwykła obserwacja, że się w kółko bawimy w tę samą grę: liczyć punkty i udawać, że one coś odkrywają. Te 45 punktów, ten bilans 47-49 — to niby kiepsko wygląda na papierze, ale kto wam powiedział, że ktoś poza Szczecinem potrafi w tej tabeli walczyć z taką regularnością, nie mając ani grosza w kieszeni, ani kolejnego transferu w planach? No właśnie, nikt wam tego nie powiedział, bo nikt poza starymi bywalcami stadionu przy ul. Karłowicza nie widzi, że te DWLWD to żaden przypadek, tylko po prostu sposób na przetrwanie. Przetrwanie, a nie uciekanie do europejki — bo ktoś tam na górze już dawno zdecydował, że te ciężkie boje to nie dla elegancji w garsonowych koszulkach, tylko dla tych, którzy jeszcze pamiętają, jak się bije piłkę w śniegu, żeby nie zmarznąć. Czy to się liczy? A dlaczego niby miałoby nie liczyć? Bo ktoś w Excelu napisał, że xG jest lepsze? Chyba zapomnieliście, że futbol to nie symulacja, tylko widowisko z krwią, potem i gwoździami wbitymi w drewniane ogrodzenia. Pogoń nie balansuje na linie — ona się po prostu trzyma, i tyle. I póki ktoś tam na trybunach będzie wiedział, jak napisać transparent flamastrem na desce, a nie w TikToku, to punktacja zostanie drugorzędna. Bo liczy się to, co zostaje w sercu, a nie to, co zmieści się w tabeli.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊