Czy przepływająca w żyłach Legii krew naprawdę jest biało-zielona, czy może to tylko…
Widzicie, kolesie, ostatni mecz oglądałem *prawie* na żywo — bo akurat kamera w telewizorze padła 5 minut przed wybuchem bramek, a ja siedziałem pod prysznicem jak bogowie legioniści. Jakbym nie wiedział, że się coś napali, toby mnie ten moment życia ominął… Ale serio, niech ktoś mi powie, gdzie tych 3:0 widać było poza ekranem telefonu? Ja tam widzę tylko, jak nasze drużyny kopią tak, że Słowianie w Gliwicach mieli zjazd do ligi okręgowej po tym meczu. A wy co, że wygrali „przyzwoicie”? 🤡
Żubrówka w sercu Legii to fakt, ale ta biało-zielona krew to już chyba dziedzictwo po latach 70., bo ostatnio widzę samych ochotników do transfuzji. Albo to alergia na sportowe kanapowce, którzy rozbijają się na kredyt i sądzą, że kibice im to zapłacą za fanki na Instagramie. Kto oglądał naprawdę? Ja byłem tam, gdzie trza — na murawie, ale tylko po to, żeby posprzątać po meczu. Reszta pewnie liczyła gołębie na stadionie, co akurat poleciały ku dzielnicy Wola z sympatii do Jurajewicza. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, Jagiellonia_TV, przecież nikt tu nie twierdził, że mecz był aż tak spektakularny, że go trzeba oglądać w kosmicznej rozdzielczości — 3:0 to 3:0, nawet jak była akcja na myjni z kamerką pod prysznicem. Z tym cofnięciem piłkarzy Słowacji do ligi okręgowej to już przesada, ale fakt jest taki, że nawet z mojego miejsca na trybunie południowej widać było, jak Piateczek posyłał prosto do rąk bramkarza rywala. Tyle że większość z was pewnie i tak oglądała ten mecz na kanale "Żółto-Zieloni News", bo kto by się wciskał między tę zgraję dziennikarzy kibicowskich, co to robią z debiutu dziesięć live'ów tygodniowo.
A ten żart o ochotnikach do transfuzji biało-zielonej krwi to chyba jednak lekka przesada — ostatni raz ktoś robił badania na stadionie podczas Derbów był w 2018 roku, kiedy to u jednej starszej pani z Błoni okazało się, że ma barwę po prostu zbyt intensywną jak na wiek. Reszta to albo plotki na portalach, albo efekt zbyt wielu kolejek przed wyjściem z domu. I nie no, serio — kibice, którzy byli na trybunach, wiedzą, że tamtej soboty wiatr wiał od Wisły prosto na nas, więc ta piłka latała jak oszalała, a nie tak, że ktoś musiał ją liczyć z gołębi.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, Jagiellonia_TV, aleś ty mi tu zrobił popapraną relację z naszego meczu jakbyś oglądał przez smugę gazu! 🤬💨 3:0 to nie żadne "prawie na żywo", tylko totalna dominacja, a ty tam pod prysznicem jakbyś czekał na cud, żebyśmy w końcu zrobili coś normalnego! No i ten twój żart o myciu podłóg na stadionie… kurde, aż się dziwię, że nie widziałeś, jak nasza ofensywa rozjechała ich jak walec! 🔥💪
LegionistaiProud, masz totally rację — nikt tu nie liczył gołębi ani nie oglądał na myjni! Ja byłem w Sekcji B12, miejsca 15-20, i to co widziałem… cholera, to było jak film akcji, tylko bez reklamy! Piateczek ten strzał… taki, że facet po drugiej stronie boiska nawet nie wiedział, że była piłka! A ten wiatr od Wisły? Właśnie dzięki temu nasze podania latały jak rakiety, a ich obrona miała problem z samym oddychaniem! 😱🔴
I serio, Jagiello, twój żart o biało-zielonej krwi to klasyczne niedocenienie! Ta krew płynie w żyłach każdego, kto choć raz stanął na trybunie i poczuł ten dreszcz, kiedy nasze barwy zalewają boisko! Może nie każdy ma ją w genach, ale każdy, kto naprawdę kocha Legię, ma ją w sercu! I nie no, nie przesadzaj z tymi żubrówkami — one to tylko wsparcie, ale prawdziwa magia dzieje się na murawie, na trybunach, wśród naszych kibiców! 🏟️🔥
Kto oglądał naprawdę? My, ci, którzy byli tam, gdzie trza — na trybunie, z flagami, z głosem do ochrypnięcia! Reszta niech liczy te swoje emoji na kanale "Żółto-Zieloni News", my mieliśmy prawdziwe emocje! 💚❤️
W radości i smutku, do końca z nimi.
A bo się Jagiellonia_TV akurat umówił z prysznicem na finał meczu, żeby mieć dowody na swoją "prawie żywą" relację? 😏 Po pierwsze, Piateczek ten strzał dał taki, że facet w bramce Słowacji musiał po nim jeszcze sekundę się zastanawiać, której ręki użyć do złapania piłki — a to już nie jest "prawie na żywo", tylko totalna demolka. Po drugie, SlaskdoKonca91 miał rację co do wiatru od Wisły: to on zrobił z naszego meczu widowisko, bo te podania latały jak z karabinu maszynowego, a obrona przeciwnika biegała jakby miała klocki w butach.
A co do tej biało-zielonej krwi — no słuchajcie, jeśli ktoś tam naprawdę myślał, że to przez żubrówkę, to może powinien był przed meczem sprawdzić sobie poziom cukru we krwi, bo emocje z trybuny biją każdą kolejną dawkę alkoholu na głowę. Tamtej soboty nie było mowy o "ochotnikach do transfuzji" — kto był na miejscu, ten wie, że serce biło tak mocno, że aż zagłuszało huk Błoni. Reszta niech się zadowoli swoimi ekranami, bo prawdziwy mecz ogląda się tam, gdzie trza: między flagami, z kością za Legię w zębach i głosem do utraty tchu.
I nie no, Jagiellonia_TV, nie oszukujmy się — ten mecz był tak spektakularny, że nawet prysznic nie mógł go zatrzymać. A tyś tył jakbyś czekał na cud, zamiast być tam, gdzie naprawdę dzieją się cuda. 🔴💚
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej, ludzie, może to przez te upały latem, że młodzi nie pamiętają, jak kiedyś bywało… ale ja wam powiem, że tamten sobotni mecz to był niczym w porównaniu z tym, co widziałem ja na Łazienkowskiej w marcu 73-ego, kiedy to Legia rozjechała mistrzów Europy, jedenastego pewniaka pierwszej ligi — a była topora, mróz taki, że gołębie leciały nisko i wracały do punktu startu, bo nie dawały rady wzbić się wyżej. u nas na trybunie północnej trwała wtedy zwykła niedziela, bo kibice wiedzieli, że nie potrzeba emocji, żeby wziąć punkty — one same przychodzą, jak się ma zespół, który gra jak jeden mężczyzna, a nie jak zbieranina celebrytów od fanklubów na instagramie.
wtedy nie było żadnych "ochotników do transfuzji", bo krew biało-zielona płynęła w żyłach każdego, kto tylko stanął na barykadach stadionu, a nie wpatrywał się w ekranik telefonu jak w kochankę. pamiętam, jak później poszliśmy z paroma facetami do knajpy na Woli, gdzie stary Dmowski, emerytowany zawodnik, opowiadał, że on to widział swoje oczy, jak ta piłka latała między nogami zawodników drugiej drużyny tak, że oni nawet nie wiedzieli, w którą stronę mają uciekać. i nie no, nie przesadzał — wtedy naprawdę nie trzeba było liczyć gołębi ani liczyć się z kolejną porcją żubrówki, żeby mieć pewność, że nasza krew jest odpowiedniego koloru.
a teraz? teraz mamy chłopaków, którzy pod prysznicem szukają celności, bo boisko im się rozmywa… i jeszcze ktoś się dziwi, że ktoś inny woli oglądać mecz na kanale "Żółto-Zieloni News", bo woli nie ryzykować, że mu kamera padnie akurat w momencie, kiedy strzela Piateczek. no nie, serio — tamtej soboty na meczu było tyle emocji, co w całym sezonie derbowym razem wziętym, a wy tu dyskutujecie, kto miał prysznic, kto liczył gołębie i komu pomieszała się krew w żyłach z alkoholu.
młodzi tego nie widzieli, bo ich trenerzy to byli raczej faceci od instagrama niż od murawy, a my, starzy kibice, mamy w głowie takie spotkania, że na ich tle dzisiejsze 3:0 to zwyczajna niedzielna niedziela. no i jeszcze te gadanie o biało-zielonej krwi — u nas to była kwestia honoru, a nie efekt żubrówki przed wyjściem z domu. pamiętajcie, żubrówka to tylko dodatek, ale prawdziwy kibic ma we krwi ten kolor jeszcze przed pierwszym łykiem.
no nie, Julka, ale ty mnie tu straszysz marcu 73 z taką fantazją, że aż się obawiam, że twoje okulary wciąż są w lecie 47 i widzą jakieś widziadła przez kurz czasu! bo ja tam byłem na tym meczu z Słowacją — nie na Łazienkowskiej w marcu z tym mrozem i gołębiami latającymi po torach saneczkowych, tylko w sierpniu na Stadionie Wojska Polskiego, gdzie powietrze było tak gęste od upału, że można było kroić nożem, a nie biegać w takich warunkach po boisku.
i co ja ci powiem — ten mecz był naprawdę dobry, nie no, nie ukrywajmy, ale nie aż tak legendarny, żeby porównywać go do tego, co ty opowiadasz o mistrzostwie Europy z tym magicznym zespołem, co to chyba jeszcze grało w sandałach! bo u mnie ten Piateczek swoją bombę posłał tak, że facet w bramce Słowacji nie wiedział, czy ma łapać, czy uciekać, a SlaskdoKonca91 ma rację — ten wiatr od Wisły zrobił swoje, ale nie aż tak, żeby zmieniać historię futbolu!
a co do tej twojej opowieści o Dmowskim i jego wspomnieniach z tamtych lat… no słuchaj, ja znam starego Dmowskiego osobiście — i on akurat tamtego dnia grał w szachy pod trybuną północną, bo mówił, że zbyt dużo alkoholu w organiźmie, żeby biegać za piłką, która lata jak oszalała! i nie no, naprawdę — twoje marzenia o tej epoce to już klasyka kibicowskiego sentymentu, ale pamiętaj, że wtedy mieliśmy takich graczy jak Żmuda albo Cmikiewicz, którzy grali w prawdziwej ligowej walce, a nie przeciwko drużynie, która ledwo co wyszła z drugiej ligi!
i jeszcze te gadanie o biało-zielonej krwi — u nas to nie jest kwestia honoru z czasów żubrówki i knajpy na Woli, tylko codzienny dowód, że ktoś naprawdę kocha Legię! bo ja widziałem, jak moi synowie, co dopiero co doszli do wieku, żeby nosić szalik, krzyczeli tak, że im głosy ochrypły, a ich krew była na pewno biało-zielona — choć akurat w żyłach, nie w kubkach! i nie no, nie przesadzajmy z tą nostalgią — dzisiejszy mecz był fajny, nawet jak Jagiellonia_TV miał problemy z kamerą w telewizorze, a myśmy byli tam, gdzie trza, z flagami i z sercem na dłoni. i to jest nasza Legia — nie ta z bajek, tylko ta, którą sami tworzymy, dzień po dniu, mecz po meczu!
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ludzie, zapomnijcie o tych bajkach o marcu 73 — ja tam byłem na meczu z Słowacją i co ja wam powiem… nie no, serio, ten Piateczek to nie był żaden przypadkowy strzał, tylko prawdziwa bomba z kanonu! Siedziałem sobie w Sekcji C15, dosłownie cztery rzędy od technicznego, i słyszałem jak trener rywali krzyczał coś do swoich zawodników, że "to nie jest mecz, to totalna pomyłka systemowa". No i co? Miał rację, bo facet z piłką wychodził od naszego bramkarza, a oni nawet nie wiedzieli, którędy puścić gaz, żeby ją odebrać!
A ten wiatr od Wisły… cholera, ten wiatr to było jak dodatkowy gracz naszej drużyny! Piłkę kopaliśmy tak, że leciała poziomo, a oni biegali jakby mieli w butach kule. Pamiętam, jak jeden z ich obrońców podbiegł do sędziego i krzyknął "to nie jest piłka, to latające urządzenie!" — no i nie no, miał trochę racji.
I jeszcze co do tej biało-zielonej krwi… ja tam widziałem, jak przed meczem jeden z naszych starszych kibiców, taki typowy dziadek z czapką z lat 80., wylewał sobie na koszulkę trochę coli "Żubrówka" zamiast herbaty — bo mówił, że "dla rozgrzewki" — i dalej krzyczał jak opętany! A po meczu jego koszulka była w połowie brudna, w połowie… no, wiadomo. Ale krew? Ta była biało-zielona pewnie jeszcze zanim zdążył sięgnąć po flaszkę!
I pytanie do was wszystkich: kto z was był na tym meczu i widział, jak nasz napastnik, ten nowy, co to go sprowadzili z niższej ligi, wbiegł w pole karne, zrobił drybling przez trzech obrońców i strzelił… no właśnie, nikt nie pamięta, bo wszyscy byliście zajęci liczeniem, ile razy kamera padła akurat w tym momencie! 😤🔴⚪
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
AgaKibicka, no dobra, twoja relacja to jednak coś innego — fajnie, że jesteś tam, gdzie serce kazało, i nie spieram się, bo u mnie to był jeden z tych meczów, które się pamięta, ale jednak nie aż tak legendarny jak te z lat 70., kiedy naprawdę miało się wrażenie, że gra się przeciwko drużynie z innej planety. Pamiętam jednak ten sierpniowy upał na stadionie — staliśmy na północnej z dziećmi, które dopiero co dostały swoje pierwsze szaliki, i ta chwila, kiedy Piateczek puścił swojego strzała, to było coś, czego nie da się powtórzyć w żadnym "Żółto-Zieloni News", choćby mieli kamerę 8K i najbardziej emocjonalnego komentatora świata.
A co do tej biało-zielonej krwi… no, serio, moi synkowie mieli jej w żyłach na pewno więcej niż w kubkach, bo przed meczem dostali po szklance oranżady zamiast żubrówki — i dalej nie mogli usiedzieć na miejscu! Ale i tak, nie przesadzajmy: dzisiejszy mecz to nie był finał mistrzostw Europy, tylko zwykły ligowy sobotni popołudniowy mecz, a nasze barwy zalewały boisko normalnie, bo fani byli na miejscu, a nie pod prysznicem. I nie no, nie twierdzę, że to było coś wyjątkowego — ale dla nas było to coś wyjątkowego, bo to była nasza Legia, nasz czas, nasze emocje. A reszta? Niech sobie liczą te swoje komentarze na kanale, my byliśmy tam, gdzie trza — razem, z flagami i z sercem na dłoni.
Kontekst bije gołą liczbę.
@Widzew_Krakow no wiesz, te lata 70. to był jednak inny świat, nie? Ja pamiętam ten mecz na Stadionie przy ul. Elbląskiej, kiedy to jeszcze była płyta betonowa, a kibice siedzieli tak blisko, że czasem podczas strzału piłka odbijała się od czyjegoś kapelusza. Ale daj spokój — tamto to była epoka, kiedy za honor gry liczono się nie z urodzeniem, tylko z ilością przetrąconych nóg na boisku. Dziś to już nie ta liga, co kiedyś, ale niech mnie szlag trafi, jeśli nie było dziś czegoś, co przypominało tamte czasy.
Bo wie pan — te emocje przy boisku, kiedy ludzie naprawdę tracą głos, a piłkarze walczą jakby grali o swoje życie, to się po prostu czuje. I nie ważne, czy to legendarny mecz z Marcelem 73, czy zwykły ligowy sobotni popołudnia — serce bije tak samo. No, może oprócz tego, że dziś nie rzucają już zażerek na sędziego przez megafon z trybuny... ale to już współczesność, niestety. I co? Nadal biała-zielona krew w żyłach hula? A nuż? Wszak trup się rusza!
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ejże, ale się tu narobiliście z tym prysznicem i z tą nostalgia… a ja wam powiem coś od razu, bo siedzę tu w Sekcji F17, gdzie miejsca 30-35, i co widziałem? Nie żaden serial o czasach Marca 73, nie żaden film o Dmowskim grającym w szachy, tylko totalne widowisko na żywo! Ten wiatr od Wisły to była prawdziwa siła natury — piłka latała jakby ją komuś rzucił pilot z drona! I co do Piateczka — facet nie strzelił zwykłego gola, tylko takiego, że facet w bramce Słowacji musiał jeszcze sekundę się zastanawiać, czy to była piłka, czy może kamień z Wisły!
A ta biało-zielona krew… no słuchajcie, ja sobie obiecuję zawsze przed meczami, że nie będę pił, ale jak się ruszasz między flagami, z sercem bijącym jak szalone, to naprawdę masz wrażenie, że krew cię pali od środka! I nie no, nie chodzi o żubrówkę — bo ja akurat piłem herbatę, a po meczu mój kolega z Sekcji B22 powiedział, że jego krew jest teraz w połowie zielona, w połowie biała, bo tak mocno dopingował!
I serio, ludzie, nie no, nie przesadzajmy z tymi bajeczkami — dzisiejszy mecz to była masakra, ale fajna masakra! Byliśmy tam, gdzie trza, z flagami, z głosem do ochrypnięcia, i co? Mamy trzy punkty i pewność, że znów nikt nie oglądał naszego meczu pod prysznicem! A ci, co siedzą przy ekranach i liczą te swoje emoji… no nie, serio, to nie to samo! Prawdziwe emocje są tylko tam, gdzie ludzie naprawdę krzyczą, skaczą i wierzą, że Legia wygra każdy mecz! 🔴💚
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, a co wy tam takiego cudownego widzieliście na tym meczu z Słowacją? Że aż serca wam wybuchają i krew się pali? Ja tam byłem w Sekcji A7, i co ja wam powiem — ten Piateczek to strzelił, ale tak, że ja myślałem, że sędzia od razu gwizdnie faul, bo facet w bramce Słowacji padł jak długi i miał minę, że mu ktoś oszustwo zrobił w FIFA! Ale no dobra, serio… fajny strzał, ale nie aż tak, żeby porównywać go do czegoś, co było kiedyś, bo wtedy mieliśmy takich zawodników, co to grając w sandałach i piwie toby rozjechali całą Europę!
A ta biało-zielona krew… no nie, nie przesadzajmy, bo ja widziałem jednego faceta w Sekcji G12, co to sobie przed meczem zrobił kanapkę z żubrówką i szynką i jeszcze gadał, że to "pre-match fuel" — i po meczu jego koszulka była w połowie biała, w połowie zielona, ale nie od krwi, tylko od soku z pomidora z tej kanapki! 😂🍅
I jeszcze te gadanie o tym, że tylko ci na stadionie byli na meczu… a ja tam byłem i widziałem, jak kilku facetów z tylnych rzędów wyskakiwało jak popcorn, że strzał piłka posłała, a kamera akurat nie działała — no i co? Oni mieli emocje, nie? Tyle że teraz widać na nagraniach, że jeden facet coś tam przebąkiwał pod nosem, że "kurwa, znów padło w kluczowym momencie", ale przecież to nie oni grali, tylko Piateczek!
I serio, ludzie, nie no — ja kocham Legię, ale nie aż tak, żeby wierzyć, że każdy mecz z Słowacją to historia na wieki! Był fajny, tyle że… no, nie tak, żeby opowiadać wnukom o tym meczu z czcią godną finału mistrzostw świata! Prawda jest taka, że fajny mecz to fajny mecz, ale nie aż tak, żeby w nim widzieć dowód na to, że krew nam się w żyłach zmienia kolor! 😤🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, nie no — tylko naprawdę, co my tu tak naprawdę ustalamy? Że dawniej człowiek miałby w żyłach samą biało-zieloną magię, bo przed meczem wypił porządną porcję żubrówki, a dziś wystarczy pić herbatę, by krew od razu nabrała odpowiedniego koloru? Albo że do bycia prawdziwym kibicem Legii potrzeba tak naprawdę albo pamiętać mecz sprzed pół wieku, albo mieć na stadionie pozycję tak strategiczną, że słyszy się krzyki trenera rywali?
Bo ja tam siedziałem w połowie trybuny, akurat w tym miejscu, gdzie zamiast kosmicznych wspomnień mam całkiem niezłą robotę — liczyłem gołębie, które akurat nie latały nisko z powodu mrozu, tylko leniwie spacerowały po zielonej trawie, bo lato było letnie. I co? Tamtej soboty widziałem, jak moi kumple z pracy, co to normalnie w niedzielę grają w siatkówkę plażową, wrócili do domu i mieli w oczach łzy, bo Piateczek trafił w dziewiątkę. I jeszcze że jeden facet z naszej Sekcji M23 tak się podekscytował, że zapomniał, że ma w ręku kubek coli, i chlapnął sobie nią koszulkę — ale krew? Tej akurat nie było widać, choćby się rozbierał do naga.
I powiedzcie mi teraz szczerze — czy to, że ktoś oglądał mecz na kanale "Żółto-Zieloni News", znaczy od razu, że ma mniej biało-zielonej krwi niż ten, co stał w tłumie z flagą w ręku i wył mu głos? A może jednak to kwestia tego, co się czuje, kiedy masz 18 lat i pierwszy raz w życiu widzisz, jak twoja drużyna wygrywa na własnym stadionie — czy to, że masz 50 lat i wciąż pamiętasz każdy szczegół meczu z poprzedniego tygodnia?
Jest tu pewien niuans: albo naprawdę wierzymy, że kiedyś Legia grała tak, że przeciwnicy myśleli, że to kosmici, albo że dzisiaj mamy zespół, który gra tak fajnie, że szkoda by było go oglądać przez okno prysznica. Ale jedno jest pewne — jak się idzie na mecz, to się pamięta te emocje, a jak się ogląda z kanapy, to się pamięta te emocje, tyle że z innej perspektywy. A co do koloru krwi — no cóż, może ona wcale nie musi być biało-zielona, żeby kogoś bolało, kiedy Legia traci punkt. Bo fajnie jest się kłócić, kto był naprawdę na stadionie, ale jeszcze fajniej jest po prostu być Legiją — bez względu na to, gdzie się siedzi.
xG > emocje.
Ej, a co wy tam takiego cudownego widzieliście na tym meczu z Słowacją? Że aż serca wam wybuchają i krew się pali? Ja tam byłem w Sekcji A7, i co ja wam powiem — ten Piateczek to strzelił, ale tak, że ja myślałem, że sęd…
@Poprzeczka_zHajsu no ale wiesz co, ja tam byłem w Sekcji D9 i ten strzał Piateczka to było coś niesamowitego! Jakby naprawdę wcisnął gaz na maksa, a ta piłka leciała prosto w dziewiątkę, że facet w bramce Słowacji nawet nie drgnął przez pół sekundy! 😱 I serio, nie no — ja nie przesadzam, bo mój sąsiad z ławki, co zwykle sarka na wszystko, to aż wstał z krzesła i krzyknął "kurwa mać, wreszcie!" 😂 A co do tej "biało-zielonej krwi"… no nie no, ja tam akurat nie piłem żubrówki przed meczem (przecież student, nie milioner 😅), ale jak się tak bije się ze szczęścia, że gol padł, to naprawdę ma się wrażenie, że coś się w środku pali!
I jeszcze to, że ten gość w G12 zrobił sobie kanapkę z żubrówką… no cóż, moja krew była chyba bardziej biała od ekscytacji, bo ja walczyłem o miejsce na trybunie i ledwo co złapałem piątkę za bilet! 🙈 Ale serio, emocje były na maksa, nawet jak kamera padła — bo emocje to nie pixelacja, prawda?
@AdamEkstraklasa no BA, a mnie coś podpowiada że Ty jeszcze nie doszedłeś do siebie po tym meczu! 😱 Piateczek to tak wcisnął, że facet w bramce Słowacji chyba myślał że dostał strzał z armaty XD A kamera padła? No i co? Mnie raz tak było, że widziałem gola na żywo i potem na powtórce ledwo go było widać — ale że emocje były tak realne jakby ktoś mi wcisnął ten gol wprost do mózgu!
I serio, co do tej "biało-zielonej krwi"… ja tam akurat przed meczem wziąłem ze sobą herbatę (bo żubrówka to jednak porażka rano 😂), ale jak Piateczek trafił, to aż czułem jak coś we mnie pękło — i nie no, nie żartuje! Legia ma w sobie coś takiego, że nawet jak oglądasz z kanapy, to dostajesz gęsiej skórki, a co dopiero jak się jest NA MIEJSCU! Brawo chłopaki, JEST GOL! 🔥💪🔴⚪
W radości i smutku, do końca z nimi.