Czy Radomiak w tej formie naprawdę powinien być w Ekstraklasie, skoro ledwo się trzyma i marnuje kadrę?
Co jest więcej warte… zawodnik, który marnuje się w piątoligowym szlabanie czy ten, co się bije w Ekstraklasie? Radomiak z 44 punktami i takim lejczeniem LLDWW… o co w ogóle chodzi?! 🔴🤬 no ale trudno…
Akurat porównanie rzuca się w oczy jak flaga na stadionie w deszczu – Radomiak jest po prostu drużyną, która jeszcze nie odnalazła formy, podczas gdy inni biją się o wszystko. Ten klub gra teraz w Ekstraklasie, ale tak naprawdę to stawka dwóch światów: strona taktyczna, szczęście przy stole sędziowskim i kwestia motywacji zawodników są tu na wagę złota.
Kryteria są jasne: forma LLDWW to nic innego niż sygnał, że zespół nie wie, czy ma walczyć o utrzymanie, czy nawijają mu się nagle punkty z remisu. Przeciętnie w takiej sytuacji gracze albo dogorywają, albo robią się niecierpliwi – a 12 porażek w sezonie mówi samo za siebie. W tabeli radomianie trzymają się 10. miejsca, co formalnie wygląda na bezpieczną pozycję, ale te same 44 punkty mogą być zarówno wynikiem solidnej postawy, jak i przypadkowego dryfu między pierwszą a drugą połową tabeli. Co więcej, Radomiak nie ma na koncie żadnych znaczących trofeów ani stabilnej pozycji w lidze – to nie jest Juventus, który nawet w najgorszym sezonie bije się w czołówce, ani Lech Poznań, który przez lata budował ambicje.
Werdykt więc brzmiałby tak: mowa o dwóch zupełnie innych poziomach gry i oczekiwań. Drużyna, która powinna być teraz w Ekstraklasie ze względu na kadrową jakość – której sens nie można przecenić – to zupełnie inna bajka niż Radomiak, gdzie szuka się pocieszenia w "trzymaniu się tabeli". Ktoś tam marnuje swój potencjał, ktoś inny dopiero uczy się, jak się bije w tej lidze – ale to raczej ten pierwszy powinien mieć większe wymagania względem siebie.
Kontekst bije gołą liczbę.
A wiecie co jest najgorsze w tym całym "marnowaniu kadry"? Że wy, fachowcy, od razu zaczynacie liczyć puchary i porównywać do Juventusu, jakby w Radomiu mieli grali CR7 i Mbappé. A tymczasem ekstraklasówka to nie dom starców, tylko rozgrywki oparte na stresie, kontuzjach i szczęściu przy rzutach rożnych! LLDWW? Przecież to klasyczny scenariusz zespołu, który walczy o utrzymanie, a nie tej bandy, co myślą, że grają w Bundeslidze.
I te Wasze 44 punkty? Można je równie dobrze nazwać sukcesem albo dowodem na to, że radomianie są po prostu mądrzejsi niż reszta – oszczędzają siły, czekają na lepszy moment, a wy już widzicie w nich przegraną sprawę. Niech im się udaje, niech się trzymają tej 10. pozycji, bo w końcu kto powiedział, że ekstraklasa to tylko dla tych, co ciągle gonili o mistrzostwo? Może akurat oni dają dobry przykład, jak grać mądrze zamiast w kółko wydawać miliony na zawodników, co później marudzą, że piłka nie leci. 🤡💸
A coś takiego bierze się stąd, że Radom nie ma tradycji sportowej na skalę Wrocławia, Poznania czy Krakowa? Konkurencja w lidze od Lecha po Raków bije się w czołówce albo co najmniej walczy o Europę, a 10. pozycja to tam miejsce dla rezerwowego, nie dla drużyny, która ma ambicje, żeby coś osiągnąć. W Ekstraklasie regularność decyduje o wszystkim – wygram jeden mecz 3:2, drugi przegram 0:1, trzeci remisuję 1:1, i już jesteśmy dalej od cienia miejsca na spadek, bo te punkty z remisu nie robią porządku w tabeli. U Radomiaka formy LLDWW to nie żadna mądrość, tylko dowód na brak pomysłu na grę – 11 zwycięstw rozłożone w ciągu całego sezonu to nie plan, to życie z dnia na dzień. A jak ktoś w wieku 34 meczów nie potrafi zdobyć więcej niż 52 bramek, to nie chodzi o chytrość, tylko o to, że w kontekście ligi, która przyciąga zawodników z całego świata, Radomiak jest albo za wolny, albo zbyt przewidywalny. To nie upadek formy, tylko dowód na to, że na takim poziomie talent marnuje się w tempie ekspresowym.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no ale dobrze, niech wam będzie że tematu nie puścicie... bo ja tam pamiętam czasy, kiedy radomiak to była żadna ekstraklasówka, tylko taki typowy pół-środowiskowy klub, co to grał między trzecioligówką a barażami. I teraz co? nagle w top10 ligi, i jeszcze do tego z tą formą LLDWW, jakby im ktoś w zegarku pomylił cyferki.
no ale widziałem już wszystko, więc powiem tak: kiedyś w łódzkiej ekstraklasie mieliśmy drużynę, która też ledwo zipała, tylko że u nas to był Widzew – i wtedy to była normalka. Osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte, jeszcze tuż po zmianie ustroju, kiedy każdy czwarty mecz to była loteria, czy sędzia nie przywiezie akurat kiełbasy z rodzinnych stron. Wtedy liczyło się to, że drużyna trzymała się kupy, że nie miała za dużo czasu na marudzenie nad tym, jaka to liga "nie fair". Teraz? teraz te 44 punkty w tabeli to niby bezpieczna pozycja, ale ja pytam – gdzie jest ten efekt motyla, który by ich zaniósł w górę? Forma LLDWW to nie żaden patent na sukces, tylko dowód, że zespół dryfuje. Jakby mieli w szatni zegar, który co tydzień przestawiają o jedną godzinę do tyłu.
i nie chodzi mi o to, że kibice mają krzyczeć "radości! ratujemy się!", nie. chodzi o to, że stabilność w ekstraklasie dawno przestała być kwestią losu na boisku. dawniej jak drużyna miała choćby ćwierć kadry, która umiała kopnąć piłkę, to szło jej lepiej niż dzisiejsze fancy drużyny z obcokrajowcami w koszulkach o 500 euro sztuka. teraz liczy się taktyka, plan na cały sezon, i co najważniejsze – mental. a radomianie? oni mają formę, która wygląda jak lista zakupów pisana w trakcie trzęsienia ziemi.
no i weźcie jeszcze pod uwagę, że Radom to nie Łódź, nie ma tradycji, nie ma tej masy kibiców, którzy by zrobili atmosferę za nic. tamten stadion to raczej taka nieduża impreza rodzinna niż prawdziwa próba ogniowa. i co? teraz mają wychodzić z tej 10. pozycji? głupio by było mówić, że to niemożliwe, bo kiedyś nawet cracovia potrafiła się wygrzebać, ale żeby to zrobić z takim dryfem po sezonie... no cóż, historia pokaże. a póki co, patrzę na te LLDWW i myślę sobie: byleby tylko ten dryf nie przerodził się w upadek. bo na razie to wygląda, jakby mieli dwie nogi w różnych butach – jedna w ekstraklasie, druga w walce o spadek. i nie oszukujmy się, w tej lidze jednego czy drugiego nie da się udawać wiecznie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co, akurat teraz, kiedy w Radomiu wiosna zakwita, to im ta 10. pozycja z 44 punktami nie pasuje? 😏 Swoją drogą, kto wyznacza reguły, że ekstraklasa ma być tylko dla tych co biją się o mistrzostwo i mają stadion pękający w szwach? Albo chcecie powiedzieć, że sam Arkadiusz Milik jak zaczynał w Ekstraklasie, to od razu zrywał tabelę na amen? Tak jakby ktoś zapomniał, że i Lech Poznań kiedyś walczył o utrzymanie, a dzisiaj bije się o Europę – a to nie dzięki od razu genialnej taktyce, tylko bo mieli głowę na karku i nie rzucali wszystkiego w diabły po pierwszej lepszej porażce.
Czemu ciągniecie ten numer "Radomiak to marnowanie kadry"? Może akurat oni trafili na taki sezon, że po prostu grali mądrze – oszczędzali kontuzjowanych, nie tracili nerwów na bezsensowne transfery, i wyciągnęli maksimum z tego, co mieli? Forma LLDWW? Proszę bardzo, ale to nie jest jakaś klątwa, tylko normalka dla drużyny, która nie dostaje co tydzień gigantycznych budżetów na gwiazdy z Bundesligi. 12 porażek w sezonie? No i? W Ekstraklasie jeszcze nikt nie wygrał wszystkich meczów, a jakby tak było, to by się nazywało coś innego niż piłka nożna.
I te Wasze porównania do Juventusa czy Rakowa… No dobra, niech wam będzie, ale kto powiedział, że każda drużyna musi mieć taki sam poziom ambicji? Może Radomiak akurat celuje w coś innego niż czołóweczka? Może im po prostu zależy na tym, żeby nie spaść i poprawić się w następnym sezonie? Bo widzę, że ktoś tu ma problem z tym, że nie każdy klub może być od razu Motorem dla kibiców i wcielać się w rolę pretendenta do tytułu. A na 44 punkty i 10. miejsce? Można się trzymać, a póki co – lepsze to niż walka o spadek przez pół sezonu. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Patrzcie, jak wam powiem – znam doskonale Radom nie tylko z ekstraklasy, ale i z piątej ligi, bo miałem tam kolegę, który grał w amatorach pod Radomiakiem. Tamten stadion? Oho, ma taki charakter, że jak się zagra z drużyną z czwartej ligi i nagle sędzia przyzna jakiś niejasny rzut wolny, to publiczność momentalnie robi z niego winowajcę numer jeden. Teraz? Przenieśli się na Stadion Radomiaka, ale atmosfera jest… no powiedzmy, że bardziej "rodzinna impreza niedzielnego popołudnia" niż ta elektryzująca wrzawa, którą lubimy oglądać w najsilniejszych ligach.
A ta wasza forma LLDWW? To nie jest żaden patent na geniusz taktyczny, tylko klasyczny objaw zespołu, który tkwi w mentalnym dryfie między "jeszcze walczymy" a "nie do końca mamy siłę na coś więcej". Dwanaście porażek w sezonie to nie przypadek – to potwierdzenie, że w 34 meczach nie potrafili zebrać się do kupy przynajmniej na połowę spotkań. I nie chodzi mi tu o porównania do Juventusa czy Lechii Gdańsk, tylko o prostą prawdę: w Ekstraklasie, gdzie każdy mecz to walka na śmierć i życie, taka niestabilność prędzej czy później przekłada się na coś więcej niż tylko punktację w tabeli.
A pamiętacie jeszcze ten mecz z Wisłą Płock, kiedy u siebie wygrali 1:0, a potem tydzień później przegrali 0:3 z Zagłębiem? Takie momenty pokazują, że Radomiak albo brakuje im konsekwencji, albo po prostu grają tak, że przeciwnicy mają ich już rozczytani na wylot. I co z tego, że trzymają się 10. miejsca? Ot, dryfują między pozycją "bezpieczną" a tą, która każe drżeć o utrzymanie. Bo w tej lidze nie ma półśrodków – albo masz plan, albo cię zmiatają z marszu.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Skoro ktoś już wyciągnął ten argument o "mądrości Radomiaka", to powiem tyle: fakt, że trzymają się w połowie tabeli, a nie walczą o spadek na okrągło, to pewnie więcej zasługi kibiców niż sztabu szkoleniowego. Bo osobiście pamiętam ten mecz z sezonu 21/22, kiedy jeszcze w II lidze Radomiak grał w Lubaniu – kibice przyjechali dosłownie całym autokarem, a gra była taka sobie, no ale atmosfera… o godzinie dziewiątej rano na stadionie we Lwówku Śląskim to już było coś. Teraz? Siedzę w Gdańsku, oglądam ten Radomiak w Ekstraklasie, i co widzę? Forma LLDWW, która zamiast budzić nadzieję, to po prostu mnie denerwuje – bo skoro w sezonie mamy 11 zwycięstw, to albo te mecze rozłożone są kuriozalnie, albo ktoś tam w szatni od początku nie wiedział, czego chce. Bo jak nie potrafisz zebrać się na cztery mecze z rzędu, żeby nie wrzucić do kosza co najmniej dwóch punktów, to nie oszukujmy się: w tej lidze takie dryfowanie prędzej czy później skończy się nie na 10., tylko na 15. miejscu. A że mają 44 punkty? To akurat dowodzi, że szczęście im jeszcze dopisuje, ale nie to, że mają jakiś tajny patent na grę. I nie, nie zamierzam udawać, że to wielkie osiągnięcie, skoro konkurencja w tej lidze potrafi zebrać 50+ punktów już w połowie sezonu, mając połowę ich porażek.
No ale po co ta cała awantura?! 🔴🔥 Siedzę z ziomkami na piwku w białostockiej knajpie, patrzymy wspólnie na Radomiaka i myślimy: "no nareszcie jakaś normalna ekstraklasa!". 10. miejsce, 44 punkty? Ależ to sukces dla naszych ziomków z Radomia! Miasto które ledwo zipie pod względem sportowym, a tu nagle drżą przed nimi Lecha, Rakowa czy nawet takie jak nasz Jagiellonia, która ostatnio tylko "ale klasa" robi.
I ten wasz LLDWW? Ależ to nie żaden problem, tylko dowód na to, że oni nie mają problemu z utrzymaniem! To nie tak jak u niektórych, co to co tydzień bredzą o tytule, a później walczą o spadek. Radomiak walczy o pozycję, która im daje coś więcej niż tylko punkty – daje PRZEWAGĘ psychologiczną nad tymi co ciągle się boją!
I te twoje porównania do Juventusa? 🤬 Gdzie ty widziałeś w Radomiu zawodnika za 100mln euro?! Oni grają futbol z sercem, a nie z portfelem. I fajnie, że w tej lidze są ci co ciągle marudzą, że forma LLDWW to katastrofa, a ja wam mówię – niech się trzymają tego co mają! Bo jak nie teraz, to kiedy? Kiedy wreszcie dojdzie do tego, że kibice ze stadionu zrobią taką atmosferę, że przeciwnicy będą się bać przyjechać na Stadion Radomiaka?! Myślicie, że Lech Poznań od razu był taki potężny? Też kiedyś walczył o utrzymanie, a teraz bije się o Europę! A to dlatego, że wierzyli w siebie i w swoje możliwości! I Radomiak też może, jeśli tylko dadzą im spokój i przestaną wmawiać im, że to nie ta liga!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Widzicie, ja ostatnio kupiłem nowy zegarek – mechaniczny, szwajcarski – i co? Już po dwóch tygodniach musiałem go oddać do naprawy, bo zatrzymał się w połowie tygodnia i ruszał tylko na siłę. Dokładnie tak, jak Radomiak w tej formie LLDWW: raz wygrywa, raz przegrywa, a raz stoi w miejscu, jakby ktoś w środku ustawił mu tryb na "czas wolny". Tyle że tutaj nie chodzi o zegarek, tylko o drużynę, która w 34 meczach zdobyła tyle punktów, co Lech w połowie sezonu, mając o połowę mniej porażek.
Mówicie, że 10. pozycja to kiepski wynik dla klubu aspirującego do czegoś więcej? Może i tak, ale pamiętajcie, że Ekstraklasa to nie Liga Mistrzów, gdzie od razu rzuca się gigantyczne budżety i naprzeciw wychodzą gwiazdy z całego świata. Radomiak w ciągu ostatnich lat przeszedł drogę od piątej ligi do top 10 ligi krajowej – i to wcale nie dzięki cudownym transferom, tylko dzięki solidnej pracy na lata. Tak, forma LLDWW to nie jest żaden patent na sukces, ale też nie musi być dowodem na klęskę. Gdyby ktoś z was przez tydzień kibicował drużynie, która w zeszłym sezonie awansowała z trzeciej ligi, a teraz trzyma się w czołówce półki środkowej, to też byście powiedzieli, że to marnowanie kadry? Ja bym raczej powiedział, że to dowód na to, że w Radomiu potrafią budować coś od zera, nawet jeśli nie zawsze lśni złotem.
Sceptycy mają argument: 12 porażek to za dużo, 11 zwycięstw rozłożonych po całym sezonie to brak planu, a 52 bramki zdobyte w 34 meczach to średnia nie powalająca. Może i tak, ale pamiętajmy też, że statystyka to tylko połowa prawdy. Bo co z tego, że Raków lub Lechia mają więcej punktów, skoro ich koszty utrzymania kadry są dziesięciokrotnie wyższe? Radomiak gra tak, żeby nie spaść, a jednocześnie nie roztrwonić tego, co zbudował – i w tym kontekście 44 punkty w połowie tabeli to nie żaden dramat, tylko solidny fundament na przyszłość.
Za to ci, co gloryfikują ten dryf LLDWW, trochę przesadzają. Owszem, kibicować można z sercem, ale serce bez konkretnego planu to w dzisiejszej piłce numer zbyt ryzykowny. Forma naprzemienna to nie żaden atut, tylko dowód na niestabilność, która prędzej czy później przyniesie konsekwencje. Weteranni jak EwaCracovia mają rację, że Radom nie ma tradycji ani masy kibicowskiej, która by pchała drużynę do walki – ale to nie oznacza, że mają prawo tkwić w tej mierze bez progresu.
No i na koniec: Lech_Fan ma trochę racji, że nie każdy klub musi od razu pretendować do mistrzostwa, ale jego porównanie do Milika mija się z prawdą. Milik w Ekstraklasie od razu rzucał się w oczy, bo strzelał gole, a Radomiak? Oni walczą o coś więcej niż indywidualne wyróżnienia – walczą o to, żeby w ogóle być postrzeganym jako poważny uczestnik ligi.
Większość skłania się ku tezie, że Radomiak powinien być zadowolony z obecnej pozycji, bo buduje fundamenty bez ryzyka sportowego upadku – ale za optymizmem kibiców, którzy widzą potencjał w "radości z samej gry", stoi realna obawa, że ten dryf LLDWW prędzej czy później doprowadzi do spadku w dół tabeli. Bo w Ekstraklasie nie wystarczy mieć serce – trzeba jeszcze mieć głowę, żeby te emocje przekuć w stabilną, choć niekoniecznie błyskotliwą, grę.
Najpierw policz, potem się spieraj.