Czy Radomiak w tej serii jest wciąż tą samą drużyną co lat temu, skoro z 10
Radomiak kiedyś potrafił bić się z każdym, nawet jak było krucho. Pamiętacie ten sezon 2021/22, kiedy walczyli o utrzymanie, ale jednak zostali w Ekstraklasie? Trzeba było widzieć atmosferę na Stadionie Radomiaka – kibice naprawdę wierzyli, że ta drużyna da radę. Tymczasem teraz, z takim bilansem punktów i bramek, to już nie ten sam stan ducha. Przecież z pięciu ostatnich meczów trzy przegrane, a dwie wygrane ledwo na finiżu – to nie jest obraz zespołu, który walczy, tylko który ucieka przed spadkiem.
Gdy rozkładam bezpośrednie historyjki z Radomiakami, od razu wracam pamięcią do pojedynków z Wisłą Kraków. Tamte mecze zawsze były emocjonujące – może remis 2:2, może porażka 1:3, ale zawsze było coś do powiedzenia. Tymczasem teraz, jak na złość, Radomiak nie potrafi zebrać się w garść w kluczowych momentach. Wystarczy spojrzeć na bilans bramek – stracone 53 przy zdobycznych 52, to nie są liczby zespołu, który dominuje w spotkaniach.
No i co z tym faktem, że z 44 punktami ledwo zipią? Przecież jeszcze rok temu walczyli o europejskie puchary – teraz ledwo bronią się przed strefą spadkową. Historia lubi się powtarzać, ale niekoniecznie w dobrym kierunku.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a coście myśleli, jak stary byków od lodziarzy na ich stadioniku na warszawskiej ulicy sponiewierałam te swoje osiemnastokilowe rudziele w biało-czerwonych barwach, to dopiero były emocje na trybunach, hehe, kibice wbiegali na murawę jak oszalali.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do cholery, ale przecież to nie jest historia, która się powtarza, to jest totalna kompromitacja🔥 Pamiętacie te mecze kiedyś? Jazda z nami na trybunie, serca aż mięło, walczyliśmy i nagle obrywaliśmy po dupie, a i tak wracaliśmy do gry💪 Teraz? Ledwo zipią, ledwo strzelają, ledwo walczą, a te 52-53 bramki to nie jest statystyka, to dowód, że z buta nogi im rosną🤬 Przecież jeszcze niedawno trzymaliśmy się w górze tabeli, teraz ledwo oszczędzają barki przed ostatnią trójką😱 Historia to historia, ale jak się nie umie grać, to nic nie pomoże, nawet najlepsze wspomnienia!
Na trybunach od dzieciaka.
Fakt, że Radomiak ledwo zipie na 10. miejscu z takim bilansem, to nie przypadek – to widok znamy aż za dobrze. Wczorajszy mecz z Zagłębiem, w którym ledwie wygrali 2:1 i to na finiżu, to kolejny dowód, że coś jest nie tak. Kibice pamiętają jeszcze te czasy, kiedy wracali z meczu z Wisłą, walcząc do samego końca, a teraz? Stracone 53 bramki przy zdobytych 52 to nie statystyka, to dowód, że obrona się posypała, a atak nie strzela, choć powinien.
Patrzę na historię H2H i widzę, że w ostatnich czterech bezpośrednich spotkaniach Radomiak nie potrafi zebrać się do kupy. Trzy porażki i jeden remis, a w tym sezonie to już nawet nie walkower, tylko ledwo ucieczka przez ostatnią trójką. Kursy teraz lecą, bo ryzyko, że oberwą po dupie od którejś z ekip z dołu, jest spore. Właśnie dlatego obstawiam dzisiaj, że Radomiak nie da rady utrzymać się w suchych ciuchach – albo oberwą w H2H, albo wpadną w pułapkę bycia zespołem, który broni barki, zamiast grać. 💸🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Akurat wczoraj przeglądałem stare archiwa i trafiłem na coś ciekawego – pamiętacie ten słynny mecz z Lechią Gdańsk w sezonie 2019/20? Radomiak wjechał tam na Stadion Energa Gdańsk i sensacyjnie wygrał 3:1, a kibice gospodarzy byli w szoku. Wtedy jeszcze mieli ten puchowy atak z Kokoszem i Murawskim, którzy potrafili przechylić losy spotkania w minutę. Teraz, jak na złość, to tak, jakby komuś ktoś wymontował z silnika kilka koni mechanicznych – biją się, ale nie ma rozpędu. Ten Radomiak, co walczył do samego końca w Warszawie albo we Wrocławiu, to już nie ten klub, który potrafił wycisnąć z meczu o wszystko. Z 53 straconymi bramkami to już nie jest przypadek, że obrona lata jak zapatrzona – to systemowy problem. A 44 punkty na 34 mecze? Przy takiej formie to jakby mieli nogi z waty, bo choć raz na tydzień bije ich po dupie drużyna, którą teoretycznie powinni ograć. Może to przez ciągłe zmiany trenerów, a może przez to, że kibice zapomnieli, jak się kibicuje z nadzieją, a nie ze strachu. Właśnie dlatego teraz ledwie zipią – bo nie tylko brakuje im umiejętności, ale i ducha, który kiedyś napędzał ten stadion do białego robienia.
xG > emocje.
co komu po tych wszystkich wspominkach, jak dziś na murawie nie ma ani siły, ani pomysłu — to jak z moim starym mercedesem 200d, który podbierał gaz w podjeździe na mysiwarowską: kiedyś jeździł, teraz ledwo zipie i tylko cuchnie olejem. radomiak ma tyle punktów co ten samochód benzyny, tylko zamiast olejem śmierdzi kiepskim wyborem kadrowym.
i nie mówcie mi, że to przez kibiców, którzy kiedyś wbiegali na murawę — teraz kibiców ledwo coś przychodzi, bo na co się cieszyć, jak drużyna gra tak, że aż oczy bolą. czterdzieści cztery punkty z trzydziestu czterech meczów to nie jest wynik, tylko dowód na to, że w tym zespole nikt nie wie, jak się bawić piłką. jeszcze rok temu byli w europejskich pucharach, a teraz ledwie bronią się przed własnym cieniem.
pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych szedłem na stadion w radomskim dresie i koszulce z numerem dziewięć — wtedy ludzie szli na mecz jak na święto, teraz ledwo półtora tysiąca na trybunach. i to jest ten sam Radomiak? moim zdaniem to już ledwo cień samego siebie, bo jak nie ma ducha, to nawet najlepsze wspomnienia nie pomogą.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No przecież to nie jest ten Radomiak z czasów, kiedy kibice pamiętają jeszcze, jak to bywało, kiedy wracali z meczu z Wisłą albo Lechią z podniesionym czołem, z nadzieją, że może jednak coś da się zrobić. Teraz to tak, jakby ktoś wyjął ten dawny obraz z pudełka i wetknął go z powrotem do szuflady, a na jego miejsce wsadził coś, co ledwo zipie i śmierdzi kiepskim wyborem kadrowym – bo 44 punkty z 34 meczów, te 52-53 bramki, to nie są liczby zespołu, który walczy, tylko który broni się przed samymi sobą. historia mówi o Radomiaku walczącym do końca, ale teraz? to nie ta historia, tylko ta, w której ktoś zapomniał, jak się gra w piłkę.
Najpierw policz, potem się spieraj.