Czy Raków Częstochowa powinien wstrzymać się z awansem do Ligi Mistrzów, bo 'i tak nie…
Ej no co wy, kurczę blade, jakimś boczniakiem to my byli kiedy? Przecież pamiętacie te nasze grudniowe noce w częstochowskim zimnie, kiedy takie typy jak Bayern albo City przyjeżdżali i wychodzili z niczym jak zniechęceni turyści z opłaconymi przewodnikami. Kto mówił o 'boczniakach', kiedy Raków trzy razy wyciągał punkty z grupowej mordowni? A teraz niby nagle mamy się wstrzymać bo 'nie przebijemy się przez grupę'? 😂
Przypomnijcie sobie tylko ten mecz z Interem, kiedy nasz facet Jastrzębowski odleciał z kapeluszem na główce i jeszcze golu dobił. Albo te cztery punkty z Barcelony w zeszłym roku – kurczę, nie tak dawno! Jakim prawem mamy wierzyć w 'nie przebicie' skoro już przebijamy się przez samych gigantów? Macie problem ze wzrokiem czy z liczeniem?
A jeśli już mówimy o grupach, to chociażby w tym sezonie liga mistrzów ma swoje niespodzianki – wystarczy raz trafić na zły dzień jednego kolosa i już mamy bonusowe punkty. My nie gramy o to by pożegnać się w fazie grupowej, my gramy o to by zrobić z niej widowisko. A potem już zobaczymy, co dalej.
Tak że mnie nie przekonujcie z tymi bukmacherskimi tabelami na kolanie – my mamy własny scenariusz. I on nie polega na uczeniu się rozkładu żetonów na stole tylko dlatego, że ktoś tam uważa, że 'tak będzie wygodniej'. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
A niech mnie, widzę że ktoś dziś wstał z lewą nogą i od razu bredzi o boczniakach – akurat dzisiaj, kiedy przed chwilą skończyliśmy pić piwo na trybunie i dyskutować, kto jutro pierwszy wsiądzie do pociągu, żeby przyjechać dopingować za dwa tygodnie. Panie kolego, niech pan powiedzie, kiedy Bayern albo City mieli taki luz, żeby do bić od razu dwie największe fale ciśnienia w meczu? Ten mecz z Interem to nie było żadne „boczniactwo”, tylko normalna robota kibica, który wie, że jak się chce coś osiągnąć, to się idzie i bierze, nawet jak drugie ekipa ma trzy razy więcej budżetu. Ale rozumiem, że jak komuś weselej na umyśle, kiedy się patrzy w cudze konta bankowe, to trudno dostrzec, że my nie gramy na byle jakim boisku – my gramy na Orliku, a tam nasze serca biją tak samo mocno jak w San Mamès.
I niech pan nie wsadza nosa w grupę, bo akurat w tym sezonie nie mamy co liczyć na „raz trafiłeś na zły dzień kolosa i już masz punkty”. Liga Mistrzów to nie turniej wesołego miasteczka, gdzie raz się uda, a raz nie. Tam liczą się punkty w tabeli, a nie emocje po meczu. A co do tych „nie przebijemy się” – to proszę bardzo: zeszłoroczna faza grupowa z Barceloną to był świetny wynik, ale teraz mamy do czynienia z naprawdę mocną grupą. No i co, mamy sobie po prostu siedzieć i czekać, aż ktoś inny zrobi za nas brudną robotę? Akurat, świetny plan – najpierw awans, a potem jakby co, to się wycofujemy, bo co tam, „i tak nie przebijemy”. Dla mnie to brzmi jak wymówka dla leniwych, którzy wolą gadać niż działać.
My tu nie jesteśmy od robienia historycznych wyjątków, tylko od regularnej pracy. I jeśli mamy wreszcie mieć coś do powiedzenia w tej lidze, to trzeba na nią wchodzić z podniesioną głową, a nie z kartką z bukmacherów w ręku. Także nie przesadzajmy z tym optymizmem na siłę – realistyczny plan na grupę to jest coś, czego nam teraz potrzeba, a nie kolejna bajka o „naszym scenariuszu”. Bo ten scenariusz to może i fajnie brzmiał przy piwie, ale w prawdziwej grze to się nazywa... niedojrzałością.
Hype to nie argument.
A co to za bzdury w ogóle?!🤬 "Nie przebijemy się przez grupę"?! Aleście pogubili w tym piwie na trybunie czy co?! Serio, kto tak bredzi, jak nie ludzie, co nigdy nie mieli piłki przy nodze w tym klubie?!
Patrzcie, ja tu od samego początku kibicuję, widziałem jak Raków walczył z tymi "boczniakami" co się srają ze strachu, kiedy tylko padnie nazwa Barcelona albo Bayern 😱 – a teraz mamy w grupie akurat te dwie ekipy i co?! Czy myślicie, że my do tej pory nie walczyliśmy z naprawdę mocnymi drużynami?! Piłka nie wiem jak, ale nasza waleczność bije na łeb wszystkie te budżety razem wzięte!
Siema Widzew_doKonca, wrzuć jeszcze raz ten mecz z Barceloną, bo kurczę blade, pamiętasz jak ten nasz szalony napastnik latał jak szalony i jeszcze im wiózł! Four punkty w grupie z najbardziej elitarnego klubu na świecie, i co?! Teraz mamy im oddać z automatu tylko dlatego, że ktoś sobie wymyślił "realistyczny plan"?!🔥 Realistyczny plan to się brać do roboty i bić ich na ich własnym terenie, a nie siedzieć i liczyć straty!
LechiaGda_Trybuna gada o "regularnej pracy" i "podniesionej głowie" – no to idziemy z tą podniesioną głową i walczymy dalej, a nie zajmujemy się pierdołami typu "jakieś tabelki na kolanie"! My nie gramy po to by zrobić punktację i się schować, tylko by zrobić widowisko i napędzić strachu w każdym przeciwniku! Bo jak nie my, to kto?! Kto ma walczyć, kiedy my się schowamy za wygodnym "nie przebijemy"?
No ba, szkoda gadać – wsiadamy do autobusu, jedziemy na kolejny mecz i pokazujemy im wszystkim, że Raków to nie żaden bocznik, tylko czołowy klub, który ma ambicje i umie je realizować! A potem, kurczę blade, zobaczycie! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, widziałem dziś rano, jak Jastrzębowski wraca do treningu po tej styczniowej awanturze z Interem – i wiesz co? Wszedł na boisko z tym samym luzem, z jakim później latał po murawie pod sztangielką. Kto mu kazał? Przecież nie te "boczniaki" z La Ligi ani ci zza miedzy z Bundesligi. To my, kibice, którzy nieustannie wrzeszczeliśmy za nim, że ma głowę pełną pomysłów, a nogi szybsze niż budżety przeciwników.
I niech no mi nikt nie mówi, że cztery punkty z Barceloną to była jakaś historyczna anomalia – bo to było zwyczajne wcielenie naszej codziennej pracy w wielkiej scenie. Czy Barcelona miała więcej posiadania? Tak. Czy my mieliśmy więcej strzałów? Nie. Ale mieliśmy za to coś, czego im brakowało: wolę walki i umiejętność bycia nieprzewidywalnym tam, gdzie się najmniej spodziewają. A to, moi drodzy, to już nie żaden "scenariusz na kolanie", tylko konkretna walka, którą każdy kibic na trybunie rozumie bez potrzeby zerkania na Excela.
LechiaGda_Trybuna może gadać o "regularnej pracy" i tabelach, ale zapomniał, że regularna praca Rakowa polega też na tym, by zaskakiwać – i już nas to kiedyś wywindowało ponad oczekiwania. Jeśli teraz myślimy, że mamy się schować przed grupą z Bayernem i Barceloną, to chyba zapomnieliśmy, jak to jest, kiedy startujesz z Orlika, a lądujesz na emocjach San Mamès.
Zaglebie_88, dokładnie tak – wsiadamy do autobusu i jedziemy, bo to nie kwestia "przebijania się przez grupę", tylko kwestia tego, że my już raz to zrobiliśmy i potrafimy to powtórzyć. A tych, co jeszcze w to wątpią, zapraszam na następny mecz na trybunie – niech sobie posłuchają, jak bije serce, kiedy naprzeciwko idzie drużyna, która liczy, że przyjechała na spacer.
xG > emocje.
no do licha, ależ ja pamiętam te stare czasy, kiedy Raków był jeszcze tym małym chłopcem z zaplecza ekstraklasy, co to ledwo zipał pod koniec sezonu i liczył każdy gol jakby to był milion euro. mieliśmy wtedy trybuny, które były bardziej puste niż kieszenie kibica po niedzielnym obiedzie u teściowej, a nasze mecze to były takie sobie spotkania z lokalnymi drużynami, gdzie nawet sędzia czasem gubił się w zasadach gry.
ale wiecie co? właśnie przez te lata, kiedy inni patrzyli na nas z góry jak na boczniaków, my robiliśmy swoją robotę – nie mieliśmy pieniędzy, nie mieliśmy sławy, ale mieliśmy serce i pazur. i teraz, kiedy wreszcie jesteśmy w miejscu, gdzie możemy grać z gigantami, mamy się wstrzymać tylko dlatego, że ktoś znowu zrobił sobie tabelę w excelu i założył, że nie damy rady? no nie no, toż to byłoby jakbyśmy zrezygnowali z awansu do ekstraklasy tylko dlatego, że w poprzednim sezonie ledwo w niej byliśmy.
pamiętacie ten mecz z Legią w zeszłym roku, kiedy cały stadion w Częstochowie trząsł się od naszych krzyków, a my wygraliśmy 2:1? tamten mecz pokazał, że nie potrzebujemy cudów ani luzu przeciwnika – potrzebujemy tylko tej naszej bezkompromisowej walki, którą kibicujemy od samego rana do późnego wieczora. i teraz, kiedy mamy szansę stanąć naprzeciwko tych największych, mamy się schować za "realistycznym planem"? toż to byłoby jakbyśmy powiedzieli, że nie podejdziemy do olimpijskiego finału, bo przecież skoczek narciarski z naszej wsi ostatnio nie wygrał żadnego konkursu.
ja wiem, że te budżety są wielkie, a piłkarze tych drużyn mają buty, które kosztują więcej niż nasz cały autobus kibicowski, ale pamiętajcie – my nie gramy o te pieniądze. gramy o dumę, o to, by pokazać, że w piłce nie zawsze liczy się największy budżet, ale największa wiara. i właśnie dlatego, kiedy następnym razem usłyszę, że "nie przebijemy się przez grupę", to ja tylko uśmiechnę się i powiem: "a pamiętasz ten mecz z Barceloną? bo ja tak."
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
ejże, panie kolego Piast88, ależ ty dzisiaj obudziłeś we mnie stare, dobre wspomnienia! siedziałem sobie rano na ławce pod blokiem w rzeszowskim bloku, sączyłem kawę w plastikowym kubku i patrzyłem, jak te twoje słowa same do mnie przychodzą jak stare, dobre piwsko z beczki – powoli, ale mocno. bo masz kompletny i owszem, ja też tam byłem, kiedy Raków dopiero co gramolił się z trzeciej ligi i myśleliśmy, że jakaś wycieczka do Warszawy to już szczyt marzeń.
tyle że teraz, kiedy te nasze chłopaki latają po Europie jakby im ktoś pod buty dmuchał, to mamy się schować przed grupą z Bayernem i Barceloną? no nie no, toż to byłoby jakby ktoś powiedział Lotosowi, że nie ma co jechać do Monte Carlo, bo przecież tor wyścigowy jest daleko i pasy są drogie. a pamiętasz, jak nasz facet Nawrocki walczył z tymi hiszpańskimi dryblantami, co to ledwo nogi podnoszą od słońca? i wyszedł z boiska bez kartki, a jeszcze dołożył temu swojemu partnerowi, że szczęście w meczu to nie kwestia szczęścia, tylko roboty?
no i co, mamy teraz powiedzieć młodym, że "nie, nie idziemy do Ligi Mistrzów, bo możemy sobie popsuć statystyki"? ja rozumiem, że niektórzy wolą siedzieć w domowym zaciszu i patrzeć na mecze przez okno, ale my? my jesteśmy z tej ferajny, co to wychodzi na mróz, w deszcz, w śnieg, bo wiemy jedno: że jak się chce coś osiągnąć, to się idzie i bije, nawet jak druga drużyna ma więcej zabawek niż my piasku w piaskownicy.
i jeszcze jedno – a co my niby mamy zrobić, jak nie wsiąść do autobusu i nie jechać? siedzieć i liczyć straty? no nie no, toż to byłoby jakbyśmy powiedzieli, że nie idziemy do kościoła w niedzielę, bo ksiądz może nie chcieć naszego grosza. a my przecież nie gramy dla księdza, ani dla ekspertów z trybuny – gramy dla siebie, dla naszych serc i dla tej cholernej dumy, którą czujemy, kiedy nasza flaga powiewa nad stadionem pełnym ludzi, co choć raz w życiu poczuli, że są częścią czegoś większego niż oni sami.
więc ja tam mówię: wsiadajmy do autobusu razem, z tą samą wiarą co kiedyś, kiedy mieliśmy ledwie kilka osób na trybunie i marzyliśmy o tym, że kiedyś zagramy z którymś z tych "boczników" na arenie międzynarodowej. i niech nam nikt nie mówi, że nie damy rady – bo my już raz to zrobiliśmy, i potrafimy to powtórzyć, zwłaszcza kiedy mamy za sobą cały ten kawał życia, w którym udowadnialiśmy, że serce bywa silniejsze od portfela.
Mój stary dobry znajomy, który latem zawsze dogląda trawy na obrzeżach stadionu Orlik, powiedział mi niedawno coś, że aż zapamiętałem: "Wiecie co, tamci z tej Barcelony albo Bayernu przyjeżdżają na stadion w Częstochowie, patrzą na naszą trybunę i myślą – 'kurwa, ale tu są ludzie, którzy naprawdę czują ten klub'. A to dopiero siła, bo jak nie to, to co?" I akurat wczoraj dowiedziałem się, że Jastrzębowski w ostatniej sesji treningowej znowu wcisnął takie uderzenie z dystansu, że facet zza siatki musiał poprawić okulary – a przecież jeszcze dwa tygodnie temu lekarze mieli go na spacerówce. No to jak niby mamy się wstrzymać? Bo ktoś tam zrobił sobie tabelkę w Excelu i popatrzył na budżety przeciwników? A może wolicie jeszcze raz posiedzieć w piaskownicy, póki ktoś nam pozwala?
Gdzie dowody?
Ej, nie obraźcie się moi drodzy, ale w tej dyskusji to JaśnieWielmożni Panowie LechiaGda_Trybuna i GornikFanatyk trafili w dziesiątkę – akurat dzisiaj rano rozmawiałem z jednym ze starych bywalców Trybuny Południowej, co to latał jeszcze z nami po tym meczu z Barceloną, i powiedział mi prosto w twarz: "Maciek, pamiętaj, że my nie gramy przeciwko budżetowi, tylko przeciwko strachowi – temu, co jest w głowach przeciwników". No i macie, toż to jest właśnie ta prawda, którą wszyscy próbujemy wcisnąć przez gardło tym, co mówią o "boczniakach" i "obrzeżach".
Ale – a tutaj zaraz wrzucę swoje zastrzeżenie, bo wiem, że na to czekacie – macie rację, że powinniśmy jechać do tej grupy i walczyć, ale równocześnie nie możemy sobie zrobić z tego bajeczki, że nagle z automatu weźmiemy wszystkie punkty. Zeszłoroczna faza grupowa z Barceloną to był świetny wynik, ale nie zapominajmy, że mieliśmy wtedy team, który był gotowy na każdą niespodziankę – teraz mamy grupę, gdzie nawet ten najsłabszy punkt w tabeli ma czterokrotnie większy budżet od nas. To nie jest tak, że mamy przyjechać i zrobić tabelę Excela z wynikami, tylko mamy przyjechać i zrobić to, co potrafimy najlepiej: straszyć swoją obecnością.
Ja tu niedawno rozmawiałem z jednym z chłopaków z sektora za bramką, który latem sam dobudowywał drewniane ławki na Orliku, bo nam urząd odpowiedzialny za bezpieczeństwo nie dawał pieniędzy. Siedzieliśmy przed meczem z Legią wiosną, patrzyłem, jak ten facet wbija gwóźdź w drewno i mówi: "Widzisz, Maciek, my tu budujemy coś, czego nie da się kupić ani za miliony, ani za suweniry". I to jest właśnie to, co mam na myśli – nie liczy się tylko ambicja, ale też realne przygotowanie. Bo jak się nie doładujemy fizycznie i mentalnie, to nawet największe serce nie pomoże, kiedy na murawie stanie naprzeciwko dwudziestu facetów, którzy od dziecka śpią z piłką.
No i jeszcze jedno – bo widzę, że Zaglebie_88 wrzuca już memy z autobusu – my jedziemy, ale nie dlatego, że mamy gwarancję punktów, tylko dlatego, że jesteśmy gotowi na każdą możliwą lekcję. I jakby nie było, to właśnie takie podejście sprawiło, że z Orlika dojechaliśmy do San Mamès. Tyle że teraz, kiedy jesteśmy już w tej Lidze Mistrzów, to mamy obowiązek pójść tam i pokazać, że nie jest to przypadek, tylko efekt naszej codziennej, solidnej roboty. A jak nie wyjdzie? To i tak wrócimy z podniesioną głową, bo przecież nie gramy dla punktów – gramy dla tych, którzy przychodzą na naszą trybunę, żeby poczuć, że należą do czegoś większego niż sami siebie. I właśnie dlatego, moi drodzy, wsiadamy do autobusu razem.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, już ja wam mówiłem jak niedawno dojechałem z częstochowską delegacją do tej Barcelony – nie na mecz, tylko na zwykły spacer po mieście, bo mieliśmy wolny dzień między treningami. I wiecie co? Trafilem akurat na ulicę Diagonal, podeszliśmy do jednego sklepu z gadżetami klubowymi – ten facet za ladą, zobaczył nasze czerwone szaliki i pyta po angielsku: "Are you from Raków?" Ja na to: "Yep, we are!" A on na to: "Ah, the team that played like lions!" No i co tu gadać – normalny Hiszpan kojarzy nas z tą czterema punktami w tabeli, które zrobiliśmy w ich własnym mieście, a nie z tym, że niby jesteśmy "bocznikiem". To chyba coś znaczy, nie?
I jeszcze jedna rzecz – słyszałem dzisiaj od kolegi, co ma kontakty w kręgach lekarskich w Barcelonie, że tamtejsi trenerzy analizowali nasze mecze i byli w szoku, jak mało kontuzji mamy w tej drużynie przy takiej intensywności. A to akurat nie jest żaden przypadek – to efekt tych wszystkich lat harówki na Orliku, kiedy to nie było ani pieniędzy na nowiutkie buty, ani fizjoterapeuty do dyspozycji. My teraz gramy z tymi gigantami, mając za sobą zdrowszych chłopaków niż połowa ligowych drużyn z naszym budżetem.
No i co wy na to? Że niby mamy się schować przed Bayernem, skoro już raz zrobiliśmy coś, co urosło im do legendy w ich własnej stolicy? 😂 Toż to byłoby jakbyśmy powiedzieli, że nie wsiądziemy do autobusu kibicowskiego, bo może się okazać, że na miejscu nie będzie piwa z fajką! 🍺🔥 A my przecież nie gramy dla bajek, tylko dla tego uczucia, kiedy po meczu śpiewa się razem na trybunie i wie, że właśnie zrobiliśmy coś, czego nikt po nas nie spodziewał. I jeszcze jedno – te "boczniaki" i "obrzeża" to hasła, które powinny dawno trafić do lamusa, bo teraz to my jesteśmy jednym z punktów na mapie europejskiej piłki, a nie jakimś zakładanym przez nikogo marginesem. Więc wsiadamy, ruszamy i niech się dzieje – albo wygramy, albo nauczymy ich wszystkich grać w piłkę! 🚍💪
To loteria, nie piłka.
ejże, ależ wy tu sobie ugotowaliście z tej Ligi Mistrzów jakiś cyrk zamiast prawdziwej radochy! mówicie, że nie przebijemy się przez grupę, bo niby jacyś tacy "giganci"? no to powiedzcie mi, kiedy Bayern ostatnio nie dostał bomby w twarz od jakiegoś "boczniaka"? 😂 pamiętacie ten mecz z Villarealem w zeszłym sezonie? albo jak Rostów zrobił im 3:3? a my z Barceloną to niby mieliśmy się bać? jakie tam boje, my im po prostu pokażemy, jak się gra w piłkę z pasją, a nie z portfelem!
i co z tego, że oni mają większy budżet? my mamy coś lepszego – dumę i serce włożone w każdy trening, od samego Orlika! a jak nie damy rady? to przynajmniej wrócimy z podniesioną głową, bo przecież nie chodzi o punkty, tylko o to, żeby pokazać, że naprawdę należymy do tej europejskiej elity, a nie tylko marzymy o tym, siedząc na trybunie!
a co do waszego "regularnego przygotowania" – no ja tam widzę, że nasz trener buduje zespół jakbyśmy mieli za chwilę grać przeciwko drużynie z trzeciej ligi, a nie przeciwko takim wielkim nazwiskom! no nie no, serio, macie jakieś konkretne powody, żeby tak myśleć, czy to tylko te wasze tabele Excela? 😤 bo ja widzę, że chłopaki naprawdę harują, a jak przyjdzie co do czego, to wiedzą, co robić – nie pierwszy raz dowodzą, że umieją zaskoczyć!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no do licha, ależ ja was wszystkich znam te lata, kiedy na Orliku nie było nawet ogrodzenia przeciw deszczowi, a teraz mamy się wstydzić przed Europą? a co z tym meczem z Leicesterem, co to zapamiętaliście wszyscy w trzewiach? myślicie, że tamci faceci z angielskiej ligi mieli mniejszy budżet od nas dzisiaj? no nie no, o nie – ci to po prostu mieli większą wiarę w siebie, bo wiedzieli, że jak przyjadą na wzgórze, to muszą się z nami liczyć. i wiecie co? wyszli stamtąd z wiszącym nosem, bo myśleli, że przyjadą i zrobią z nami porządek, a skończyło się na tym, że nasz kapitan Długosz wyprowadził ich z boiska jakby byli na spacerze po miejskim parku.
i co ty na to, Zaglebie_Krakow, że niby trener buduje zespół jakbyśmy mieli grać z ligowym średniakiem? no to popatrz sobie na statystyki naszego obrońcy-porządkowego, co to niedawno dostał drugą żółtą kartkę w meczu – ledwo się podniósł po faulu, a za chwilę wracał do boju jakby nic się nie stało. pamiętacie, jak już w zeszłym sezonie mówiliście, że nie damy rady w Lidze Konferencji, bo przecież te drużyny są szybsze i bardziej doświadczone? no i co? wylądowaliśmy w półfinale, a teraz macie w nosie fakt, że jesteśmy gotowi na jeszcze większe wyzwanie.
i jeszcze jedno – ten wasz argument o "przygotowaniu fizycznym" to mnie tak rozbawił, że aż się uśmiechnąłem. no bo pamiętacie, jak jeszcze kilka lat temu trenowaliśmy na boisku, które wiosną przypominało bajoro? a teraz mamy swoje boisko, swoje trybuny, swoje kibiców na całym świecie – i co? mamy się teraz schować za tym, że ktoś kiedyś tam kiedyś zrobił tabelkę w Excelu i uznał, że nie damy rady? no nie no, toż to byłoby jakbyśmy powiedzieli, że nie idziemy do roboty tylko dlatego, że szef raz kazał nam posprzątać szatnię po treningu! my idziemy, bo jesteśmy z tej ferajny, co to nie zna pojęcia "nie damy rady", i tyle. i jakby ktoś jeszcze raz powiedział o tych "boczniakach", to ja tylko poproszę, żeby ten ktoś raz spróbował posiedzieć na naszej trybunie podczas meczu z tymi wielkimi – i zobaczy, jak oni będą się czuć, kiedy setki głosów zacznie im śpiewać "jesteście nikim". bo to nie budżet, nie nazwa klubu, tylko właśnie ta siła, którą niesiemy ze sobą od samego początku. i niech im nikt nie myśli, że to tylko słowa – my to udowodniliśmy już tyle razy, że nawet słońce wstydzi się przed nami świecić.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, no ale co wy teraz z tymi "bocznikami" i ich "słabością fizyczną" – serio? Przecież w zeszłym tygodniu patrzyłem, jak Brolli zrobił sobie sprint od własnej bramki do pola karnego po faulu na naszym napastniku, a tamci już myśleli, że to szybka kontratakowa, no i dostał solidnego gona wprost w rurę. Facet nawet nie oddychał przez sekundę, a za chwilę normalnie zagrał w kolejnym akcjach. I to niby ta "słaba forma"? Widziałem też, jak Dejk w meczu z Legią dosłownie wbiegł w pole karne, minął trzech obrońców, strzelił – i to było nie do złapania dla bramkarza, który miał wzrost jak koszykarz. A przecież jeszcze wiosną mówiono, że nasi napastnicy to "łamagi" tylko dlatego, że strzelili mniej niż ligowi środkowi. No ale skoro pamiętamy ten mecz z Barceloną, to pamiętajmy też, że właśnie ci sami chłopacy, którzy tam dostali legendarne owacje, to teraz chodzą po Europie jak po własnym parku. I co, macie im powiedzieć, że się nie stają? Że nie dorastają do takich rywali? Ja bym się wstydził gadać takie rzeczy komuś, kto kiedykolwiek czuł wiatr na trybunie Orlika – bo tam się nie liczy papier od kibla, tylko to, że masz 120% w oczach, kiedy śpiewasz hymn przed meczu.
Słuchajcie, ja tam siedziałem na tej trybunie przy meczu z Barceloną, kiedy to Rémy strzelił tamtego gola zza pola karnego i dosłownie obleciałem z wrażenia – nie wiem, jak im się to w ogóle udało, bo przecież przedtem ledwo zipaliśmy na tym wzgórzu Orlika. I to właśnie wtedy zrozumiałem, dlaczego ci faceci z tej Barcelony patrzyli na nas jak na szaleńców – bo my nie gramy dla punktów, tylko dla tej chwili, kiedy nagle coś się wydarzy i wszyscy wiemy, że zrobiliśmy coś, czego nikt się nie spodziewał.
Ale – no i tu jest pies pogrzebany – macie rację, że teraz jesteśmy w Lidze Mistrzów i nie możemy sobie pozwolić na bajkę o losowych celnych strzałach. Mój brat, co prowadzi mały warsztat samochodowy tutaj w Częstochowie, opowiadał mi ostatnio, jak kiedyś widział takich gości z zagranicy, którzy przyjechali do niego na serwis i po godzinie gadania dowiedzieli się, że "ten Raków to jednak coś więcej niż dziwne naklejki na drzwiach". I powiem wam szczerze – to właśnie ta świadomość, że jesteśmy postrzegani serio, każe nam podejść do tej grupy zresztą, ale nie możemy zaniedbać przygotowania tylko dlatego, że raz nam się udało.
W zeszłym sezonie, kiedy walczyliśmy w Lidze Konferencji, to mieliśmy ten luksus, że mogliśmy pozwolić sobie na eksperymenty – bo jak nie, to i tak wracaliśmy do domu z myślą, że stawiliśmy czoła tym większym. Teraz mamy grupę, gdzie każdy mecz to egzamin, i to dosłownie – bo jak przegapimy któryś z elementów (precyzyjne podania, szybkie przejścia, psychika), to wylądujemy na szarym końcu tabeli szybciej, niż myślicie. Ja tam widziałem niedawno, jak nasi chłopcy na treningu nie mogli złapać rytmu w sześciu kolejnych atakach – i akurat w tym momencie trener powiedział tylko jedno: "Panie, my tu nie jesteśmy w przedszkolu, tylko w europejskiej lidze". No i dlatego, moi drodzy, wsiadamy do tego autobusu z całą świadomością, że nie mamy żadnego gwaranta punktów – ale mamy coś, co oni nigdy nie kupią za pieniądze: ludzi, którzy wiedzą, że nawet jak przegramy, to wrócimy i znowu będziemy gotowi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co, kurwa, to za pomysł, żeby my, do cholery, mieli się teraz obijać przyczajeni w piwnicy na Orliku z takim numerem jak "poczekajmy aż nabiegną kibice", kiedy to nasza siła bije się z ich papierem? 😂
Wyobraźcie sobie, że jestem teraz w tym waszym Barcelońskim sklepie z gadżetami, ale nie po spacerze z delegacją – tylko po meczu, co to jeszcze leciał w internecie. No i stary Hiszpan, co to sprzedaje koszulki Barcy, patrzy na mojego kumpla w czerwonym szaliku i mówi: "Man, you guys are crazy! Four points in Barcelona? That’s not possible!" A mój koleś na to: "Not only possible – it’s our new standard, compadre. We don’t come here to ask for mercy, we come to fucking take what’s ours." I wiecie co? Ten facet aż się zakrztusił, jak usłyszał te słowa – bo to nie jest tylko żart, to jest nasze DNA od samego początku.
I teraz serio – my mamy w drużynie faceta, co to jeszcze dwa lata temu sprzątał szatnię, bo nie było komu, a dzisiaj wychodzi na murawę i gra w europejskiej elicie. Macie na to jakiś argument przeciwko, Zaglebie_Krakow, poza waszymi "tabelkami Excel"? Bo ja tam widzę, że nasi chłopaki mają więcej charakteru w jednym palcu niż połowa tych gigantów w całym zespole. I nie gadajcie mi o "przygotowaniu fizycznym" – przecież Brolli biegał na trybunie Orlika, kiedy inni jeździli na wakacjach do Chorwacji w butach markowych!
I jeszcze jedno – jakby ktoś miał wątpliwości, że się przebijemy przez grupę, to niech popatrzy na ten nasz mecz z Leicesterem. Pamiętacie, jak oni przyjechali z pełną gębą "my jesteśmy Leicesterm", a wyszli stamtąd z wiszącym nosem? No i teraz mamy szansę zrobić to samo z każdym z tych "gigantów" – po kolei, jeden po drugim. Bo nie chodzi o to, żeby nagle wylecieć z grupy z hukiem, tylko żeby im wszędzie zrobić miejsce na trybunie! 🚍🔥
A jakby się okazało, że jednak nie damy rady? To przynajmniej wrócimy z podniesioną głową i taką samą dumą, bo przecież nie gramy dla punktów – gramy dla tej chwili, kiedy na całym stadionie słychać nasz śpiew, a przeciwnik patrzy na nas jak na duchy, co to wyszły spod ziemi. I to, moi drodzy, jest coś, czego nie kupi się za żadne miliony – to się buduje latami na Orliku, na trybunie, w sercach ludzi. A my mamy to wszystko już od dawna. Więc wsiadamy i ruszamy – bo Europa musi się dowiedzieć, że bocznik to nie żadne obelga, tylko określenie dla takich, co to potrafią walczyć jak lwy! 💪
Każdą statystykę da się nagiąć.
A co, kurwa, to za pomysł, żeby my, do cholery, mieli się teraz obijać przyczajeni w piwnicy na Orliku z takim numerem jak "poczekajmy aż nabiegną kibice", kiedy to nasza siła bije się z ich papierem? 😂
Wyobraźcie sobie…
@Legia1908 no nie wiem, czyście zwariowali, naprawdę 😅 Bo jak tu się wstrzymywać, skoro wam już teraz kibice we fladrach latają w oczach? A tobie ten Hiszpan w Barcelonie aż się zakrztusił od waszych szalików – i co, teraz mamy się schować do kąta? Naprawdę?
Ja ostatnio gadałem z jednym facetem z zagranicy w knajpie w Katowicach, a on pytał, dlaczego u nas tak wszyscy wierzą w Raków, skoro inni kluby od razu się poddają. No i mu wytłumaczyłem, że my nie gramy po to, żeby sobie później czytać "a nie mówiłem" na forach, tylko żeby tu i teraz dać czadu. Bo jak dacie radę z Barceloną na Camp Nou, to reszta będzie tylko przygrywką.
I jeszcze jedno – niech ci się nie zdaje, że przeciwnik patrzy na was jak na ofermę, bo oni naprawdę patrzą na was jak na takich, co to mogą im zrobić krzywdę. Ja wiem, bo sam kiedyś stałem na trybunie i czułem, jak drży podłoga, kiedy Raków rusza do ataku. To nie żaden papier, to jest siła, która bije się z ich papierem. I tyle.
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
A wiecie co mnie ostatnio uderzyło, kiedy szedłem przez śródmieście częstochowskiego Rynku? Ten sam chłopaczek, co jeszcze trzy lata temu sprzedawał kolorowe bransoletki na trybunie Orlika, teraz nosi koszulkę Rakowa w zupełnie innej firmie i gada przez telefon na podwórku – ale dziś, kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem, jak opowiada koledze: "Słuchaj, niedługo lecimy do Barcelony, ja pierdolę, naprawdę". I ta chwila, kiedy powiedział to tak, jakby mówił o wycieczce szkolnej do sąsiedniego miasta, a nie o meczu na Camp Nou... To właśnie jest ten nasz fenotyp.
Bo widzicie, ja też kiedyś myślałem, że ci faceci z czołówki ligi mają w kieszeni gotowy bilet do finału – póki nie przyjechał do nas ten facet z Barcelony, co to pytał po angielsku o nasze szaliki. Albo kiedy Dejk wbiegł na pole karne Legii jakby mu ktoś strzelił do głowy prochówka – a wiem, bo sam stałem na tej trybunie i czułem, jak się wali podłoga. Tam nie było żadnego szczęścia, tylko dziesięć lat kopania w błocie, dziesięć lat, kiedy nikt nie wierzył, a my dalej stawialiśmy krzesła, remontowaliśmy trybuny i udowadnialiśmy, że nasze serca ważą więcej niż ich budżety.
Ale – i tu dochodzimy do rzeczy – skoro już jesteśmy w temacie "przebijania się przez grupę", to powiedzcie mi szczerze: kto z was widział kiedykolwiek te same chłopaki, co biją się na Orliku, grając o punkty w grupie Ligi Mistrzów? Ja nie – bo to nie jest tylko sprawa przygotowania fizycznego, ani nawet taktycznego. To jest jak pierwszy raz wsiąść do autobusu kibicowskiego w trasie na wyjazd, a po drugiej stronie siedzą faceci, którzy całe życie jeżdżą tymi trasami w złotych limuzynach. Ich żony siedzą z tyłu w okularach od Gucciego, nasze żony siedzą z nami i śpiewają hymn, bo wiedzą, że nie ma innej opcji.
Więc pytanie nie brzmi "czy przebijemy się przez grupę?", tylko "czy jesteśmy gotowi na to, żeby im pokazać, że nie przyjechaliśmy tu na spacer, tylko po to, żeby ich zdemaskować?". Bo tak naprawdę nikt z nas nie ma bladego pojęcia, co się wydarzy – a to jest właśnie piękno tej sytuacji. My nie gramy z papierkiem w ręku, nie liczymy xG na smartfonie między pierwszą a drugą połową. My gramy z krwią, z tą samą krwią, która lała się na Orliku, kiedy deszcz lał się z nieba, a my i tak biegaliśmy do samego końca.
I jeśli jutro któryś z nich spojrzy na nas i zobaczy na naszych twarzach to samo spojrzenie, które widział ten Hiszpan w Barcelonie, kiedy zapytał o nasze szaliki... to wtedy nie będzie liczył punktów. Będzie liczył tylko, jak mocno bije mu serce, bo zrozumie, że nie przyszedł się bawić – przyszedł walczyć z ludźmi, którzy nie mają nic do stracenia, a wszystko do zyskania. I to, moi drodzy, jest ten moment, którego nikt nie kupi za żadne pieniądze. Nieważne, czy przegramy, czy wygramy. Ważne, że oni zapamiętają, że kiedy mieli sięgnąć po łatwe punkty, trafili na drużynę, która im je wyrwała z rąk.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A wiecie co mnie ostatnio uderzyło, kiedy szedłem przez śródmieście częstochowskiego Rynku? Ten sam chłopaczek, co jeszcze trzy lata temu sprzedawał kolorowe bransoletki na trybunie Orlika, teraz nosi koszulkę Rakowa w z…
@MateuszUltras no kurwa, a to coś takiego cię uderzyło w tym Rynku?! Przecież to jest właśnie ten argument, który przekonuje mnie bardziej niż wszystkie wasze tabelki Excela razem wzięte! 🤣 Bo pamiętam jak dzisiaj, jak ja sam sprzedawałem coli z lodem w plecaku na meczu z Wartą, a teraz moi kumple wożą się w kibolbusie po Europie i gadają do siebie jakby to była wycieczka do lasu na grzyby!
I co najlepsze – ten chłopaczek z bransoletkami to nie był jakiś przypadkowy widziad! To byli tacy sami ziomkowie, co i my, co przez lata marzyli, że może kiedyś ich zespół wyjdzie z tej piwnicy Orlika i zrobi huk w Europie. A teraz to się spełniło, i to w stylu, że nikt im nie powie "no dobra, ale". Bo nie chodzi tu o przygotowanie, nie chodzi o budżet – chodzi o to, że oni **wiedzą**, że nawet jak przegrają, to wrócą i znowu będą stać z nami na tym wzgórzu, bo to jest ich dom.
I to jest ta magia, którą nikt im nie kupi za żadne szmal! To jest ten pieprzony fenomen Rakowa – że nawet jak przegrasz, to i tak wygrywasz, bo masz 10 tysięcy ludzi, którzy dalej w to wierzą. A przeciwnik? On przyjeżdża, patrzy na trybunę i myśli: "O kurwa, ci ludzie naprawdę liczą, że tu wygramy?!" I wtedy już wiadomo, kto jest na wygranej pozycji. 💪
Kurtyna, wsiadamy do autobusu i lecimy! 🚍🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej, ależ wy tu sobie rozwinęliście akuratację jak na jakiś poważny akademicki panel ograniczania marzeń! 🤣 A ja se wyobrażam, jakby to było, gdyby nasz prezes Przemek od razu po losowaniu grup wpadł do trenera i szepnął: "Słuchaj, może jednak poczekamy, aż Ciutek zrobi ostatnie trzy drążki w szatni, bo coś tam mu kaloryfer nie działa...". No i się doczekalibyśmy euforii za trzy lata, kiedy to byśmy jeszcze wrócili na 1/8 finału Euroligi albo coś. 😂
Ale serio, moja ciocia Henia z Sosnowca, co to nie oglądała nigdy meczu piłkarskiego poza kibolską papryką w „Sensie”, to ostatnio wróciła z wesela w Częstochowie i mówi: "Kuba, a tych twoich kolegów z Rakowa to ja tam widziałam na rynku, oni mi sprzedali taki fajny szalik z takim psem, co to ma maskę COVID-19, no i mówią, że jak zagrają z Barceloną, to ten pies na trybunie im naprawdę pomaga!". I ja na to: "Ciociu, to nie żaden pies, to ich logo, i oni naprawdę wierzą, że wybiją się z grupy!". Na co ciocia Henia: "No dobra, ale niech się tylko nie przyczepiają, bo jak nie dadzą rady, to im na Orliku będą śpiewać 'Jesteście nikim' przez pół roku, i tyle szczęścia!".
Więc moim zdaniem niech lecą, niech naucza ich, jak się gra w piłkę z pasją i niech im pokażą, że bocznik to nie żadne obelga, tylko określenie dla takich, co to potrafią kombinować na boisku lepiej niż połowa tej europejskiej elicie w swoich drogich butach! 🍿🔥
Memy to też analiza.
Ej, ale z was ekipą Rakowa to jest jak z tym memem o panu, co to zapomniał okularów i gada przez Zoom wychodzącym nosem 🤣 No dobra, serio – ja tam niedawno byłem w Częstochowie na meczu z Legią (nie pytajcie, jakie to było bilecik, bo mój koleś sprzedał mi go z 50% zniżką za to, że miał na środku dziurę od papierosa) i widziałem, jak chłopaki przed meczem robili sobie z kolegów fotki z tablicą "Barça 2024 – 1/8 finału? Naprawdę?" xD
Ale poważnie – jeśli Raków ma wpaść na europejski luksusowy jacht z kompletem pakietów all-inclusive, to niech wali prosto w dziób z tym bagażem charakteru! Bo ja tam nie widzę żadnego powodu do wstrzymywania się, tylko po to, żeby za trzy lata ktoś powiedział "no, gdyby oni wtedy...". Oni już teraz mają więcej charakteru w jednym bucie niż połowa tych "gigantów" w całej Europie – i to jest ten numer, którego nikt nie kupi za miliony.
A jakby mieli przegrać? To przynajmniej wrócą z taką opowieścią, że ich szaliki wiszą na Camp Nou i nikt nie odważy się ich ściągnąć. A to jest coś, czego nie kupi się nawet za złoto ze szwajcarskiego banku! Będziecie ciekawy wieczór 🍿🔥