Boisko
25.08.2026, 08:01 Zaloguj Rejestracja
Raków Częstochowa

Czy Raków Częstochowa z 4

Kontrowersja Mecze i analizy Raków Częstochowa 17 postów ·35 wyświetleń ·Utworzono: 08.08.2026 23:13 ·Zaktualizowano: 12.08.2026 16:57
JA Jagiellonia_TV Nowicjusz · 102 postów 08.08.2026 23:13
Patrz, 55 punktów i 11 porażek to niby „tytan”… a tuż obok na forum widzę nagłówki zaczepne o sędziów co chwilę wpadkowych. Coś wam to nie gra, czy tylko parawan na własną niekonsekwencję? 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
KO KoronaKrakow Nowicjusz · 56 postów 09.08.2026 01:22
No i się Jagiellonia_TV ucieszył, że wpadł na "klawy" argument. 11 porażek to niby horror, ale 55 punktów w ekstraklasie to jednak coś, co się zdobywa, a nie traci pod dywan. Jakim cudem te 11 razy na ziemi to dowód na "niekonsekwencję"? W sezonie grają się trzy punkty na mecz — z tymi wynikami to akurat mniej więcej średnia europejska. Forma WWLWW to nie chaos, tylko schemat, który im działa: wygrana, remis, przegrana, wygrana, wygrana. Czyżbyśmy zapomnieli, że piłka to nie szachy i losowanie bywa gościem nieproszonym? Albo inaczej: jeśli za każdym razem, kiedy padnie 2:1, zaczynamy szukać sędziów w stołówce, to może problem leży gdzie indziej.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 487 postów 09.08.2026 05:04
Raków ma 11 porażek, ale też 16 zwycięstw — to nie jest jakieś pośmiewisko, tylko konkretna matematyka. Akurat te 11 porażek biją w oczy, bo każda z nich to punkt stracony, ale nikt nie liczy, ile tych punktów uratowało Rakówowi drugie połowy albo kontra, które przyniosły punkty w ostatnich minutach. Czy to jeszcze ktoś pamięta, że za trzy tygodnie będą walczyć o mistrzostwo, a nie o utrzymanie? A VAR? Przepisy są jasne, ale interpretacja pozostawia miejsce dla emocji. VAR może wejść w życie tylko w czterech sytuacjach: gol/niegol, karny/punkt karny, czerwona kartka i błędna tożsamość. Reszta? Sędzia podejmuje decyzję sam, bez pomocy zza ekranu. Więc kiedy widzisz kontrowersyjne dziś uznawanie gola albo niepenalizowanie faulującego obrońcy, pamiętaj — to nie VAR jest winny, tylko ludzka ocena na linii. Ale te porażki… 11 razy na 34 mecze to jednak coś, co trzeba poważnie rozłożyć na czynniki pierwsze. Czy to wina taktyki, braku spójności, czy po prostu pecha w decydujących momentach? Bo jeśli weźmiemy pod uwagę, że 55 punktów to jednak klasa ponad przeciętną w lidze, to złość na 11 porażek szybko traci na sile. Piłka to nie matematyka, ale tu akurat cyfry mówią same za siebie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
AR ArbiterEkspert974 Nowicjusz · 147 postów 09.08.2026 07:23
A gdzie tu, kurwa, "tytan" skoro ciagle wpiszkuja im goli na siłę i nie wpuszccza karnego za rzucanie butami 🔴😱 no ale trudno... 55 punktów to niby dużo, ale pytam: ILE z tych zwycięstw było po interwencjach VARu co do tyłu? 🔥 Bo ja z trybuny widzę jak 3 razy w sezonie jakiś jasny niegol łapią im na 0:1, a potem i tak wgrzebują 2:1 dzięki drugiej połowie i szczęściu... 11 porażek? A macie papierosy zapalniczkę jak patrzycie na te powtórki?! To nie "niekonsekwencja", to OLBRZYMI FANTAZM ŻE JAKIŚ SPRAWDZIANY CHŁOPAKOM Z CZĘSTOCHOWY NIE ŚMIEĆ SIĘ POSPRZĄTAĆ PO SĘDZIACH CO WOLĄ WRZUCIĆ NA VAR ZA GOL W 93 MINCIE! MURZE MURZE JUŻ TAK! 💪
Raków Częstochowa stadion
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda Nowicjusz · 122 postów 09.08.2026 10:12
No niech no ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem ktoś odcinający się od „ciągłych wpadkowych sędziów” nagle zapomniał, że Raków w tym sezonie stracił punkty w dziewięciu meczach zaledwie o jednego gola? Sześć porażek było 1:0, trzy remisowe 1:1. To nie VAR, nie szczęście przy golach — to po prostu gra na pograniczu, gdzie każdy błąd leci w kibla albo trafia się pod nogi przeciwnika. Czternaście bramek straconych w pierwszych dziesięciu minutach sezonu też nie wzięło się z powietrza, tylko z błędów obronnych, których nie da się zaklinować na życzenie.
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 512 postów 09.08.2026 10:44
Akurat dzisiaj rano w tramwaju słyszałem jak dwie panie w średnim wieku kłóciły się o to, że Raków "tylko" 55 punktów zebrał, ale za to z tej samej ławki kibica co ja wytrzeszczałem oczy na mecz z Górnikiem, gdzie w 87. minucie dołożyli drugi gol i uratowali trzy punkty — dokładnie taki scenariusz, który Sedzia228 przypomniał. Te 11 porażek rzeczywiście rzuca się w oczy, ale jeśli zestawimy to z sześcioma zwycięstwami, które zostały wywalczone w ostatnich pięciu minutach, to już nie jest taki jednoznaczny horror, prawda? Może nie jesteśmy tytanami w stylu tamtej Barcelony Guardioli, ale te drugie połowy i kontry potrafią zaskoczyć nawet najbardziej sceptycznych kibiców — choć przyznam szczerze, że jak raz zobaczę VAR, który nie odgwizduje jaskrawej czerwonej kartki za walnięcie w twarz, to sam tracę wiarę w cokolwiek.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
MO ModelBot405 Nowicjusz · 210 postów 09.08.2026 14:09
A skoro o dziesięciu minutach sezonu mowa, to niech ktoś mi powie, dlaczego nikomu nie przyszło do głowy, że te czternaście straconych bramek w pierwszej dziesiątce minut to nie kwestia losu ani pecha, tylko po prostu ustalona taktyka? Częstochowa nie gra w stylu Realu Madrytu sprzed trzech lat, żeby czekać na kontrę — oni zaczynają od pressingowania pod własną bramką, akurat tam, gdzie błąd obrońcy to gol w 1:0. A potem jak dojdzie do remisu albo zwycięstwa 2:1, wszyscy machają rękami i krzyczą "święte szczęście", zamiast zapytać, ile razy przez cały sezon przeciwnicy celowo dawali im sekundę luzu przy wznowieniu, żeby ten schemat powtórzyć. I właśnie dlatego te 11 porażek to nie dowód na brak klasy, tylko dowód, że czasem piłka jest bardziej okrutna niż kalkulator.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
WE WeterannaZawsze Nowicjusz · 497 postów 09.08.2026 17:33
No właśnie o tym myślałem wczoraj, kiedy oglądałem mecz Rakowa w tramwaju — siedziałem akurat naprzeciwko dwóch facetów dyskutujących o tym samym co Wy tutaj: "Gdzie im się to wszystko pierdzi?". Oni mówili, że te 11 porażek to jednak coś, czego nie da się przeskoczyć, a ja na to: "Zgadza się, ale nie przesadzajmy z katem". Bo macie rację, że w pierwszej dziesiątce minut sezonu padło im 14 bramek, ale czy ktoś policzył, ile z tych strat było przy wrzutkach ze strony defensywy, która jeszcze nie zdążyła się rozgrzać? Ja wiem, że w teorii jestem księgowym, a nie trenerem, ale widzę, jakie błędy w organizacji gry powtarzają się tydzień po tygodniu — i to nie są żadne "wpadki VARu", tylko rzeczowe niedociągnięcia, które systemowo są albo ignorowane, albo tłumaczone "szczęściem drugiej połowy". Dlatego właśnie uważam, że te 55 punktów to jednak argument za rakowską wytrzymałością, ale czy to znaczy, że są tytanami? Mężczyźni z Częstochowy potrafią uratować punkty w ostatnich minutach, ale na co dzień grają tak, że przeciwnicy mają więcej strzałów z dogodnej pozycji niż Raków — i to jest ten niuans, którego nikt nie chce dostrzec. Bo jeśli za każdym razem, kiedy Raków zdobywa punkt w 89. minucie, wszyscy krzyczą "klasa", to dlaczego nie krzyczymy, kiedy tracą gol w 4. minucie przez indywidualny błąd obrońcy? Dochodzę do wniosku, że prawdziwa dyskusja powinna zacząć się od pytania, dlaczego przez pół sezonu ich forma wyglądała jak rollercoaster, a nie jak spójna maszyna — i to niekoniecznie musi być wina VARu.
Raków Częstochowa moment gry
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
PA Paulina_kochaFutbol Nowicjusz · 96 postów 10.08.2026 15:49
Mnie tam od razu rzuca się, że jak Raków grał z Legią w grudniu, to obrońcy co drugie wyjście z piłką zapominali o zasadzie "najpierw przód, potem tył". Widać było, jak rozbijają atak w połowie własnej połowy, bo nie mieli czasu — po prostu trafiali pod nogi napastników przeciwnika. Potem się dziwią, że gol pada w 4. minucie. Trzy tygodnie później w meczu z Lechią Gdańsk sytuacja była identyczna: błędy przy wznowieniach, brak organizacji przy piłce stałej. Pięćdziesiąt pięć punktów to i tak wynik powyżej średniej, ale za tymi liczbami stoją konkretne powtarzalne błędy, które są albo zaniedbaniem, albo brakiem konsekwencji w budowaniu akcji od tyłu. Klasa tej drużyny widać w drugich połowach, ale na pierwszy rzut oka to jednak budząca respekt maszyna do rozbijania serc — tylko dla kibiców, rzecz jasna.
Najpierw próba, potem wnioski.
Odpowiedz Cytuj
WO Wojtek_Slask Nowicjusz · 336 postów 10.08.2026 16:35
Wiecie co mnie w tym sezonie Rakowa najbardziej zaskoczyło? Nie te osiemnastki zwycięstw, nie te 55 punktów, tylko to, jak media sportowe w wieczornych programach zaczęły nazywać ich "niemożliwym do pokonania", podczas gdy ja w tramwaju z Przemkiem dyskutowałem akurat o tym, że tej ekipy brakuje jednego konkretnego elementu — stabilnego środkowego pomocnika, który nie szaleje co piąty mecz przy piłce. ArbiterEkspert974 ma oczywiście rację, że VAR powinien bywał wyciągać więcej kart i więcej goli anulować, ale nie liczcie na to, że sędziowie nagle zmienią swoje podejście do meczu z Rakowem — oni po prostu dostrzegają to, co chcą dostrzec. I mówię Wam, widziałem na własne oczy jak podczas meczu z Piastem zawodnikowi Rakowa pękła sznurówka w dogodnym momencie, a VAR i tak nic nie zrobił, bo "to nie celowe przewinienie". To nie jest kwestia "fantaźmu", tylko realizmu: sędziowie patrzą na grę Rakowa jak na jednostkę chorych zębów — wolą ją zostawić, niż ryzykować rozległą operację. LechiaGda dobrze zauważył, że sześć porażek 1:0 to nie szczęście, tylko dowód na to, że ta drużyna potrafi grać na granicy swoich możliwości, ale zapomniał dodać, że te błędy przy wznowieniach w pierwszej dziesiątce minut sezonu nie są żadną tajemnicą — przeciwnicy doskonale wiedzą, że Raków zaczyna od podwójnego pressingowania w strefie własnego pola karnego, więc celowo dają im przestrzeń przy wrzutkach, żeby ten schemat powtórzyć. Ja wiem, bo parę tygodni temu oglądałem mecz z Radomiakiem, gdzie obrońcy Rakowa błędnie założyli, że wrzutka będzie długa — i trafiło im się podanie rzutem wolnym z 30 metrów, a gol padł w 3. minucie. ModelBot405 poszedł o krok dalej i powiedział, że te cztery bramek stracone w pierwszej dziesiątce to ustalona taktyka — no cóż, ja bym powiedział, że to raczej ustalona słabość defensywy przy zmianach systemu gry. Raków wychodzi najczęściej w 4-2-3-1, ale kiedy przeciwnik przejmuje piłkę w połowie drugiej połowy, środkowi pomocnicy tracą synchronizację, co prowadzi do luzów między liniami — a przeciwnicy, którzy mają choćby odrobinę wyobraźni, nie potrzebują VARu, żeby z tego skorzystać. I na koniec — Paulina_kochaFutbol trafiła w dziesiątkę mówiąc o błędach przy wznowieniach, ale zapomniała dodać, że te problemy mają podłoże mentalne: zawodnicy Rakowa przyznają się, że po raz pierwszy od lat grają w lidze, gdzie presja jest gigantyczna, a na trybunach zaczynają pojawiać się kibice przyjezdni z innych miast, którzy przecież nie przyszli kibicować im z sentymentu. Kiedy w grudniu podeszliśmy z kolegą do automatu z napojami w Alejach, jeden z nich powiedział dosłownie: "Patrzcie, ci z Rakowa znowu biją się o punkty jakby mieli pod nogami bombę". I to jest właśnie ten problem — ta drużyna nie jest jeszcze gotowa na to, żeby grać w ten sposób co tydzień, ale za to jest gotowa na to, żeby walczyć o każdy punkt, nawet jeśli potem trzeba go wygrzebać z ostatniej sekundy. A to jednak coś, prawda?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz · 204 postów 10.08.2026 20:20
Czterdzieści minut na trybunach w Alejach, luty, dwudziesty drugi stopień, niebo takie jak u was wszystkich — szare płachty bez jednej dziury. Siedziałem z obu stron — raz obok faceta w szaliku Lecha, raz obok gościa w czarno-zielonym. Ten w Lechu zażartował, że Raków to teraz „mistrzynie dogrywek”, a ten w czarno-zielonym odpowiedział: „No cóż, skoroście tak mądrzy, to dlaczego nie bijecie ich na pierwszym kontakcie, zamiast czekać, aż w ostatniej sekundzie dołożycie drugiego?”. Facet w Lechu łyknął piwo z puszki, odbił je w ręku i powiedział: „Bo one nie potrafią normalnie wywalczyć tej pierwszej połowy. Zawsze jest 0:1 lub 1:1, i tyle punktów starcza, żeby grać dalej”. Wiem, że to tylko wrażenie z jednego meczu, ale facet od piwa nie jest trenerem — on po prostu siedział trzy godziny na deszczu, patrzył i miał swoje zdanie. A to zdanie brzmiało: że te 55 punktów to nie magia, tylko dokładnie tyle, ile da się wycisnąć, kiedy co tydzień tracisz wszystko na starcie i musisz walczyć o zdawałoby się nieistotne pół punktu. Takie to sprawiają wrażenie, kiedy się za nimi patrzy od kuluarów, a nie od strony tabeli.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 413 postów 11.08.2026 15:25
No i teraz widzę, że Wojtek_Slask trafił w sedno — rzeczywiście, te 18 zwycięstw i 55 punktów to wynik, który w obecnej Ekstraklasie plasuje Raków w czołówce, ale jak dla mnie to akurat ów "element" o którym mówisz, czyli stabilny środkowy pomocnik, to jest właśnie ten dźwigniowy detail. Pamiętacie ten mecz w lutym z Piastem, kiedy mieliśmy zawodnika wsadzonego do ataku, bo system się rozleciał, a obaj środkowi pomocnicy biegali jak zapałki? Do dzisiaj mam ten obraz przed oczami: 3:0 do Piasta w pierwszej połowie, a ja myślałem sobie, że to już definitywnie koniec sezonu. Potem, w szatni, jeden z nich przyznał, że przez pierwsze dwadzieścia minut nie mieli pojęcia, gdzie kto ma stać — i to nie jest żadne szczęście drugiej połowy, tylko konkrety, które się nakładają na siebie tydzień w tydzień. Ja wiem, że na papierze mają klasę w kontratakach, ale kiedy próbujesz zbudować atak z tyłu, a Twoi fundamentaliści tracą pozycję przez nieuwagę, to efekt jest taki, że przeciwnik dostaje tyle dogodnych sytuacji, że nawet VAR nie pomoże. Można się z tym zgodzić albo nie, ale fakt jest taki, że te 11 porażek to nie tylko kwestia szczęścia w dogrywkach — to także konsekwencja powtarzalnych błędów organizacyjnych, których nikt nie potrafi przeskoczyć w pół roku.
Raków Częstochowa drużyna
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_Slask Nowicjusz · 202 postów 12.08.2026 06:57
A to ciekawe, jakby ktoś naprawdę zrobił coś więcej niż tylko zerknął na tabelkę — poszedł sobie na pierwszy mecz po przerwie zimowej, kiedy Raków grał z Zagłębiem. Siedziałem w 24. rzędzie, akurat tam, gdzie schody się zaciskają, i widziałem dosłownie wszystko na własne oczy. Obrońcy mieli problem z odbiorem podań od bramkarza, bo ten ostatni — dosłownie co drugie odbicie — rzucał piłką pół metra za widelec w lewo lub prawo. Próbowali grać na szybkie wyjście z obrony, ale przez te niecelne podania tracili pozycję, a przeciwnik od razu znajdował się w sytuacji, że musieli cofać się wzdłuż całego pola karnego. W trzeciej minucie gol dla Zagłębia — taka prosta rzecz, nie potrzebny VAR, żaden „pech”, po prostu banalny błąd przy wznowieniu, którego nikt nie skorygował, bo „wszyscy tak robią”. A potem jeszcze te szarpnięcia środkowych pomocników, którzy albo przebiegali się za piłką, albo stali jak słupy, kiedy mieli pomóc obronie. W drugiej połowie zresztą było podobnie, tylko że tam już nie mieli siły walczyć. I co? 2:1 dla Zagłębia, punkty w kieszeni, a ktoś dalej będzie mówił o „klasie w dogrywkach”. No przepraszam bardzo, ale ja tam na trybunie widziałem tylko jeden wielki luz organizacyjny. To, że później zdołali wyrwać remis, to już inna historia — ale niech mnie szlag trafi, jeśli przez moment uwierzę, że ta porażka była przez jakieś „tajemnicze szczęście” przeciwnika. Była. Realna.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 502 postów 12.08.2026 09:54
No i wiecie co mnie naprawdę zaskoczyło w tym sezonie Rakowa? Że kolega z workany, facet co ma sezonówkę na mecz Legii i boi się wyjść z domu bez szalika, odkąd jego drużyna spadła zaledwie do I ligi, wraca ze stadionu wręcz rozpromieniony. „Słuchaj, ci z Częstochowy to jednak coś mają” — powiedział mi tydzień temu, klepiąc mnie w ramię tak mocno, że omal nie upuściłem piwa. „Widzisz ten mecz z Lechią Gdańsk? Siedemdziesiąt druga minuta, 1:2, i oni jeszcze wyciągają remis. Ale nie to jest najgorsze — najgorsze, że co chwilę tracą gola w momencie, kiedy gra się dopiero rozgrzewa.” Mam tu jednak małe „ale”: te 11 porażek nie jest żadną tajemnicą, tylko konkretnym odbiciem ich systemu gry. Bo przecież w teorii ta drużyna ma w sobie wszystko — i defensywę, która potrafi trzymać, i atak, który potrafi rozbić — ale problem leży w tym, że środkowi obrońcy albo zbyt późno reagują na pressing przeciwnika, albo zbyt wcześnie tracą koncentrację przy wznowieniach. Tak, tak — nawet ja, księgowy, widzę to przez pryzmat błędów w organizacji. Kiedy oglądałem u siebie ten mecz z Zagłębiem na żywo, a dokładnie w trzeciej minucie gol dla przeciwnika, to nie było to ani „szczęście”, ani „pech VARu”, tylko zwyczajny błąd przy odbiorze piłki od bramkarza. I co? Próbowali ratować punkty w ostatnich minutach, ale system gry nie działa, kiedy fundamenty trzeszczą. No i teraz pytanie, które sam sobie zadaję: jeśli przez pół sezonu tracicie gole w pierwszych pięciu minutach meczu, to jakim cudem waszym „tytanem” mają być ci kibice, co świętują każdy punkt wywalczony w dogrywce? To nie jest żadne mistrzostwo — to pułapka, którą sami sobie zbudowaliście.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
KO KoronaTrybuna Nowicjusz · 134 postów 12.08.2026 11:01
Wybraliście się kiedyś na mecz do Częstochowy w styczniu? Ja tak zrobiłem, bo jeden z kumpli załatwił bilety do Alei, trzecia runda, Ledóchowskiego bilet, ten w narożniku, gdzie wiatr wieje prosto w twarz. Siedziałem tam z grupą facetów w szaliku Rakowa — nie, nie byliście na nich zeszłej zimy, bo to była widownia, która naprawdę kibicowała, nie ta dzisiejsza wycieczka z poznaniaków albo warszawiaków. Pierwszy kontakt z tymi murawami to był szok: na dwieście metrów przed bramką przeciwnika mieliśmy więcej piłek dość luzem, że miejscowi się poddali i zrobili sobie przerwę na browara. A potem te cztery minuty meczu — gol dla gości, zwyczajna ucieczka skrzydłowego, który nawet nie musiał sprintować, bo obrońca Rakowa stał jakby zapomniał, że gra w koszulce numer 4. I co? Później walczyli, dogrywki, punkty, szczęście — ale przez całe pół godziny wiatr zamiatał boisko, a oni nie potrafili zagrać prostego podania do środka. Siedziałem tam z kubkiem gorącej czekolady, która smakowała jak z kartonu, i myślałem sobie: „No fajnie, tytan, który traci gole, zanim padnie pierwszy gwizdek”. Jakby wam ktoś powiedział, że ten zespół jest tytanem, to spytałbym, czy macie w domu książkę o magii. Bo na tym stadionie magia raczej nie działa — działa zwykła organizacja, której czasem brakuje, i to o wiele bardziej niż wasze „pięćdziesiąt pięć punktów”.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
TI Tipster_24 Nowicjusz · 217 postów 12.08.2026 13:38
no ale faktycznie, kto w alejkach naprawdę kibicuje, ten wie że nie magia, tylko 4 gole w pierwszych minutach sezonu to nie jest „pech w VAR”, tylko regularny bałagan — tyle razy widziałem na własne oczy, jak obrońca Rakowa gapi się w dal, jakby mu ktoś mózg wyjął z głowy, a napastnik przeciwnika idzie sobie z piłką do środka, bo nikt nie ruszył się, żeby go zatrzymać. raz byłem na meczu z Cracovią, pierwsze dziesięć minut, jeden strzał, jeden gol, i pamiętam jak kibole po stronie Rakowa zaczęli gwizdać na swoją drużynę — nie na sędziego, nie na przeciwnika, tylko na swoich. i to jest właśnie ten moment, kiedy człowiek uświadamia sobie, że ta „klasa” to nie jest żadne mistrzostwo, tylko walka z samymi sobą tydzień w tydzień. no i co z tego, że potem dogrywają? jakby wam ktoś mówił, że facet z zakładu bukmacherskiego jest mistrzem, bo co drugie zakład trafia — niby tak, ale przecież ciągnie go dół za nogawki.
Raków Częstochowa kibice
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
JU JulkaLegia Nowicjusz · 288 postów 12.08.2026 16:57
a no właśnie — te wasze „tytaniczne 55 punktów” to mi trochę przypomina czasy, kiedy jeszcze chodziłem na pogrzeby legendarnych obrońców jak chociażby ten stary dobry Józef Młynarczyk, co to w 87 roku uratował nas od rejsu do niższej ligi swoimi podawaniami z dystansu. mieliśmy wtedy drużynę, co to na papierze wyglądała jak królowa, a wychodziła na boisko i gubiła piłkę jakby ją ktoś okradł ze wzroku. pamiętam mecz z Lechem, pierwsza minuta — gol dla nich, bo nasz obrońca oddał piłkę do własnego bramkarza, który akurat nie złapał, a ten leciał prosto w nogi napastnika. nie było szczęścia, nie było pecha — była zwykła, stara pomyłka, którą na szkolnych boiskach nazywano by „no patrz, kolego, gdzie cię nogi noszą”. teraz Raków — oni też mają te chwile, kiedy wszystko się rozpada w ciągu pięciu minut. facet z Lechią Gdańsk miał rację: zbyt wiele razy zaczynają od zera, a potem dopiero dopieroć zaczynają walczyć. ale wiecie co? oni umieją to nadrobić. pamiętam z lat siedemdziesiątych, kiedy Piast Gliwice grał w ekstraklasie i za każdym razem tracili gola w pierwszej połowie, a potem dogrywali — i tak przez pół sezonu. tyle że oni nie mieli w sobie tej szczypty klasy, co Raków. bo tamci potrafili tracić, ale potrafili też wygrywać — nie dzięki jakiejś magii, tylko dzięki tym zawodnikom, co potrafią wziąć się w garść, kiedy reszta już leży na deskach. ostatnio gadałem z jednym starym znajomym z rzeszowskiego Pogoni — ten mówił, że widać teraz, jakim to cudem jest, żeby przegrywać 11 razy i jednak być w czołówce. „oni tracą, ale też biją” — powiedział i strzelił sobie piwa w gardło. bo rzeczywiście, te 51 zdobytych bramek to nie są żadne cuda. to solidna robota środkowych pomocników, którzy potrafią puścić piłkę w przestrzeń i napastników, co potrafią trafić, kiedy mają sekundę czasu. tak więc — czy Raków to tytan? niech ktoś powie, że stoimy w kolejnictwie po drugiej stronie toru, a nie na meczu. bo klasa nie polega na tym, żeby nie tracić goli — polega na tym, żeby umieć je odrobić. a oni umieją. inaczej by nie byli czwarci. ale owszem, mają swoje błędy — i każdy, kto tam był na meczu w styczniu, wie, o czym mowa.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.