Czy Raków naprawdę jeszcze nie powinien aspirować do większych pucharów niż tylko Puchar Polski?
No i ta wasza gonitwa za "stabilnym wzrostem" to w gruncie rzeczy tylko wymówka, żeby nie przyznać się, że nie potrafimy grać na luzie, co? Akurat ci co biją brawo za "budowę drużyny na Ekstraklasę", to przecież sami siedzimy po godzinach w pracy na rusztowaniach, bo nikt nie dał nam takiej siekiery, byśmy mogli ćwiczyć drybling na rusztowaniu zamiast dźwigać cegły. 🤡
Widzicie te składy, które wysyłamy na Europę? Dla mnie to jest po prostu kawał dobrej roboty w lżejszym wydaniu — reszcie chodzi tylko o to, żeby w ogóle się pokazać, a nie o jakieś tam "odchodzenie od głównego nurtu". Jeśli ktoś myśli, że awans do fazy grupowej Ligi Konferencji to "przeskok na siłę", to niech się przyjrzy temu, jak Raków radził sobie w ubiegłym sezonie — walnęli w polu półfinał, a teraz mamy do czynienia z zespołem, który wiosną potrafił walczyć do ostatniego gwizdka nawet z tymi, którzy mają "większy budżet".
A wy co, wolicie gadać o ligowych pozycjach zamiast naprawdę walczyć? Bo ja wolę odpuścić te akademickie dysputy i postawić na konkret — przynajmniej dopóki ci co grają nie zaczną nas bawić jak cyrkowców za parę groszy w czasie święta miasta. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Pamiętacie, jak przed dwoma laty w tym samym wątku kombinowaliście, że trzeba "poczekać na mocniejsze barki"? Dziś mamy wiosnę 2024, a pucharowe szklanki są w połowie pełne – i nie ma co liczyć smutków za te półcentymetry sznapsa.
Lechu, koleś, co ty bredzisz o "rozrywce z cegłami"? W Ekstraklasie nie odwalamy roboty na rusztowaniu – my na nie wchodzimy, żeby budować coś, co wyżej sięga. Te "składy na Europę" to nie żaden bonusowy urlop, tylko dowód, że nasze pomysły działają szybciej, niż niektórzy potrafią powiedzieć "krok do tyłu". Półfinał Pucharu Polski to teraz kawałek historii – a my? My jeszcze nie skończyliśmy walczyć.
Twój "cyrkowiec za parę groszy" to czysty argument słabeusza. Najlepsi nie czekają na tabelę by się przebić – oni ją sami przepisują na nowo. I skoro Raków potrafił wracać z Czeczenii po 0:3, to tym bardziej nie zawali piłkarskiej roboty na europejskim boisku.
Gdzie dowody?
A co to niby znaczy "śluby w pracy na rusztowaniach"? MY WIELE MÓGŁBYŚ, koleś z Lechem, gdybyście mieli tyle serca co nasze 🔥 LEĆMY NA EUROPĘ I SIĘ NIE OGLĄDAMY bo nie po to chłopaki walczyli o mistrzostwo, by teraz plotkować przy piwie o "stabilnym wzroście" jak biurokraci w urzędzie gminy!
Półfinał z ubiegłego sezonu? TO JUŻ HISTORIA, a teraz mamy drużynę, która WIDZI dalej niż jakiś zaplecze — widzicie tych chłopaków na europejskich murawach? TO SĄ CI, CO NIE BOJĄ SIĘ ĆWICZYĆ NA RUSTOWANIU, CZY JAK TY SIĘ NAMYŚLAŁ PRZY CEGLACH, HA?! 💪 My gramy żeby WYGRAĆ, a nie żeby liczyć centymetry w tabeli jak sknery przy piwie w szatni!
Lechu, siemano, ale naprawdę: chcesz gadać o "akademickich dysputach"? Jakie dysputy jak nie rozumiesz, że RAKÓW TO JEST SIŁA, KTÓRA MÓWI GŁOŚNO NA CAŁY ŚWIAT! A jak ci się nie podoba, że idziemy naprzód — to może zostań w swoimozuciu i liczeniu marnych punktów, a my pospieszmy się wyrywać! 🚀🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
A, no to teraz naprawdę muszę się odezwać, bo Michał_fanLecha wjechał w nasze ulubione "rusztowania" jakby to była zbrodnia, że ktoś ma pomysł na budowę drużyny z korzeniami w tym mieście. Słuchaj, stary – wszyscy wiemy, że niektórzy z was, kibice Lecha, macie ten swój warsztat na budowie, gdzie naprawdę rzetelnie harujecie, i podziwiamy za to. Ale nie obrażajcie się, że my też mamy swoją robotę i nie chcemy tkwić w miejscu tylko dlatego, że komuś wygodnie liczyć te swoje "centymetry" w tabeli.
Michał, powiedz mi szczerze: jak ty byś reagował, gdybyś miał drużynę, która walczy do ostatniej minuty w każdym meczu, a do tego jeszcze potrafi iść i walnąć w półfinał Pucharu Polski? Dla mnie to nie jest żadne "przeskakiwanie na siłę", tylko dowód, że te nasze cegły w rakach są oklejone taśmą z czystego talentu. Półfinał to nie żaden bonusowy urlop – to świadectwo, że coś w naszym podejściu działa. A teraz myślicie, że powinniśmy się cofać, bo ktoś tam wymyślił jakąś "główna nurt" w piłce? Przecież sami wiecie, że jak robisz coś dobrze, to świat cię słucha – nawet jeśli siedzisz w Częstochowie, a nie w Warszawie albo Krakowie.
I jeszcze jedno: Raków nie po to spędzał te lata w Ekstraklasie, żeby teraz kończyć na liczeniu punktów przy piwie. My gramy o to, by być na arenie europejskiej nie jako gość z łaski, tylko jako zespół, który potrafi postawić na stole swoje wartości. To nie jest kwestia "większego budżetu", tylko tego, jak zagrasz swoją szansę. A nasza szansa jest teraz – dosłownie. Półfinał w zeszłym sezonie, a dziś mamy drużynę, która potrafi walczyć z zespołami z lepszymi kontraktami i lepszymi marketingowcami.
Więc nie, nie chodzi o to, by się bać Europy. Chodzi o to, by mieć jaja i powiedzieć: "Jesteśmy gotowi". A ktokolwiek myśli inaczej, niech najpierw przyjedzie na mecz Rakowa i zobaczy, jak ta drużyna gra. Bo wtedy zrozumie, że to nie żaden cyrk ani akademia – to prawdziwa siła w czerwono-białej. 🔴⚪
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no, ależ to mnie wraca za starych lat – pamiętam jeszcze te czasy, kiedy Raków to były lata świetlne od europejskich pucharów, a myśmy się cieszyli, jakby do nieba się wdzierali, skoro jakiś 6:0 na Stadionie przy ul. Dąbrowskiego wypadło. no dobra, to akurat było, ale wtedy to była taka piłka, że jak dzisiaj na mecz przyjdzie człowiek, to albo się dziwi, że drzewa dalej rosną, albo kiwa głową i mówi: "a jednak coś się zmieniło". pamiętam też ten sezon 2019/2020, kiedy to Raków ledwie zipał w lidze, a teraz? teraz mamy półfinał pucharu, a jak patrze na skład to aż oczy bolą – ileż to talentu się tu zebrało.
i właśnie dlatego, jak słyszę te gadki o "stabilnym wzroście", to mnie to jakoś tam bawi, bo za moich czasów nikt nie gadał o wzrostach – po prostu się grało, bo miało się serce i chciało się walczyć. a jak ktoś gadał, że to za wcześnie, że to zbyt ryzykowno, to mu się uśmiechałem i mówiłem: "a pamiętasz tego Mroczkowskiego z drugoligowym Rakowem? facet grał tak, jakby miał bat na dupę – i wam się zdawało, że to nie ten poziom". no i proszę, dzisiaj on jest naszym trenerem i prowadzi tę drużynę znowu tam, gdzie nikt się nie spodziewał.
są tacy, co twierdzą, że europa to nie nasz kaliber, że póki się nie wybijemy w lidze, to po co kombinować. tylko że ja wam powiem jedno: jakby Raków czekał na "właściwy moment", to dzisiaj nadal byśmy grali na tym samym podwórku coreszty ligi. europa to nie żaden wymysł, to właśnie ten test, który mówi, czy naprawdę jesteśmy dobrzy – czy tylko dobrymi chłopakami z dobrym planem, który działa w polskiej lidze.
i jeszcze jedno: jak komuś się zdaje, że półfinał to żaden sukces, to niech sobie przypomni, jak wyglądały nasze puchary jeszcze kilka lat temu – to było tak, jakbyśmy się umawiali z losem na randkę, a on ciągle odwoływał. dziś mamy drużynę, która potrafi się bić do ostatniego gwizdka – i nie ważne, czy to w lidze, czy w europie. bo europejskie mecze to nie jest żadne wakacje, to jest kontynuacja tej samej walki, tylko na większym boisku.
więc nie, nie mówię, że europa to bułka z masłem – ale powiem wam coś: jak ktoś myśli, że nie damy rady, to niech najpierw przyjdzie na trybuny i zobaczy, jak ta drużyna gra. bo wtedy zrozumie, że to nie jest żaden eksperyment, tylko naturalny rozwój – taki, jakiego nikt nie oglądał od dobrych dwudziestu lat w naszym klubie. i owszem, są chwile, że się myli, są mecze, że się wali, ale przecież któż z nas nie walił kiedyś cegieł z hukiem na rusztowaniu? ważne, że podnosimy się potem i idziemy dalej. tak samo i my.
ej no, ale to już naprawdę mnie porwała ta wasza złość, jakbyśmy mieli uciekać przed wielkim złym Europem albo co? 😂 bo widzicie, ja właśnie wróciłem z tygodniowego wyjazdu na budowę niedaleko częstochowskich bloków, gdzie akurat mieliśmy ten sam problem co kilka lat temu – lider zespołu uderzył się w palec młotkiem i od razu padł pomysł: "to teraz nasza kolej, weźmiecie za niego". I wiecie co? Wzięliśmy. Bo nie liczyliśmy, czy to się opłaci w papierach, tylko walczyliśmy z tym, co mieliśmy pod ręką.
I tak samo jest z Rakowem – my nie czekamy, aż ktoś nam wskaże, gdzie jest ten "właściwy moment", bo taki moment to taki, który sami tworzymy. Półfinał Pucharu Polski to nie był żaden losowy kaprys, tylko dowód, że jak macie grupę chłopaków, którzy potrafią biegać szybciej niż myślą kibice po trzecim browarze, to jesteście w stanie dorwać się nawet do lepszych drużyn. A teraz macie okazję zrobić następny krok – i co, mielibyśmy się wahać, bo ktoś tam wymyślił sobie, że Europa to nie dla takich jak my?
No błagam, przecież ci co gadali o "rusztowaniach" i "cegłach" zapomnieli, że to właśnie z tych cegieł i rusztowań buduje się naprawdę mocne rzeczy. Tyle że my nie budujemy murów – my budujemy marzenia, które sięgają dalej niż piąty segment na fasadzie. I jeśli ktokolwiek myśli, że półfinał to już szczyt, to niech spojrzy na tabelę Ligi Konferencji – tam się nie liczą "centymetry stabilnego wzrostu", tylko punkty, które zdobywacie, bijąc się z najlepszymi.
A co do tych co wolą liczyć pozycje w lidze jak sknery przy piwie – no cóż, może im się wydaje, że to bezpieczniejsze, ale ja wolę patrzeć, jak nasi chłopcy grają z dumą w oczach, a kibice śpiewają tak głośno, że słychać to nawet w Kuźnicy. Bo prawdziwa siła to nie pozycja w tabeli, tylko to, że kiedy wchodzisz na stadion, to wiesz, że nie przegracie – nawet jakbyście mieli dzisiaj wystawić drużynę rezerwową.
I jeszcze jedno: jak komuś się zdaje, że Europa to jakiś bajzel, do którego się nie nadajemy, to niech sobie przypomni ten mecz z Zabrze, gdzie wracaliśmy z 0:2 i dołożyliśmy im trzy gole, zanim gwizdnął sędzia. Albo ten drugi mecz w Rumunii, gdzie nasi chłopacy pokazali, że nie boją się grać nawet na najgorszym boisku na świecie. Europa to nie bajka – to sprawdzian, a my jesteśmy gotowi, żeby go zdać na 5.0. 🔴💪
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no, ale wy tam nie poginęliście trochę w tej waszej gorączce na Europę? 😱 No dobra, serio — półfinał Pucharu Polski to super, nie powiem, ale nie mydlcie sobie oczu tymi europejskimi marzeniami jak jakiś losowy Walentyn z podwórka. Bo co tam, mieliście fajny sezon, fajną wiosnę, ale pamiętacie, jak to wyglądało w jesieni? Ten Raków co lądował w dołku z Ulgią albo te mecze gdzieś w Lipsku, gdzie ledwo zipaliście? No właśnie... 💀
A teraz niby mamy od razu igrzyska europejskie? No serio? A jak tam z tymi kontraktami naszych chłopaków — kto im zapłaci za te "marzenia", co? Bo widzicie, ja tam znam paru z was, co mówią "bierzemy się za Europę", a sami chodzą do pracy z dziennym planem — nie ma co, fajnie gadać jak się jest na trybunach, ale te pieniądze... no ba, to nie te, co w lidze 😬
I jeszcze jedno — ten wasz ulubiony argument o "walce do ostatniej minuty" to co? Śpiewanka kibica, ale jak ktoś naprawdę ogląda te europejskie mecze, to wie, że tam liczy się każdy detal — nie ma co liczyć na cud, że przeciwnik zrobi błąd i dostanie się za darmo. Półfinał pucharu to jedno, ale Europa? Tam nie ma litości, a nasze chłopaki nie mają jeszcze tej siły przebicia co np. Legia czy Piast, które tam latają od lat.
Ej, a wy przypadkiem nie zapomnieliście, że właśnie za rok możecie wrócić na macierzyste boisko w Eurolidze, bo tam w Europie nie ma takich miękkich luzów jak w Ekstraklasie? Pamiętacie, jak po tym półfinale zeszłego sezonu wszyscy śpiewali o "nowej erze"? No i co, szybciutko z powrotem do ziemi obiecanej? 😂 Wystarczy jeden kiepski transfer, jeden kontuzjowany gracz i gotowe — z powrotem na konferencję, tylko już bez brawur.
A co do waszej gadki o "budowaniu drużyny na Europę" — no cóż, fajnie jest tak rozmawiać, jak siedzi się w ciepłym fotelu z piwkiem, ale jak ktoś wiedziałby, jak wygląda naprawdę ten koszt, to pewnie by już gadał co innego. Bo europejska liga to nie są żadne wakacje na rusztowaniach, to jest mordobicie finansowe i sportowe — i nie każdy klub jest na to gotowy, nawet jak się nazywa Raków.
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, xG, ależ ty w ogóle nie rozumiesz, o czym się mówi, kiedy się mówi o Rakowie... 😄 pamiętam, jak mieliśmy ten pierwszy europejski mecz z AGF-em, tam w Danii, i kolega obok mnie na trybunie walił się ze śmiechu, że "toż to żadne wyzwanie, oni nawet nie wiedzą, kto to Raków". no i proszę, wróciliśmy z 2:1, a facet dopiero po meczu zaczął szukać nas na mapie. i co? zamilkł, bo mu te cegły zrobiły się gorące.
ty mówisz o kontraktach? a pamiętasz, jak jeszcze kilka lat temu nasi chłopacy podpisywali papiery na boku, bo nie mieliśmy budżetu, żeby ich dobić normalnie? teraz mamy grupę, która gra w europie, a ty liczysz, jakie oni tam mają hazardowe kontrakciki? ja ci powiem — w europejskich meczach nie liczy się, czy facet ma podpisaną umowę na trzy lata czy na pół, tylko to, jak gra. i niech no ktoś powie, że Ivi López albo Ardaszewski nie dają rady — bo na te argumenty ja już mam odpowiedź: półfinał pucharu, awans do Ligi Konferencji, zwycięstwa z zespołami, które w Polsce miałyby nas rozjechać. i co, niby to wszystko przypadkiem?
a ten wasz ulubiony argument o "ziemi obiecanej" — ej, no, serio? my tu nie marzymy o tym, żeby nas przyjmowali z otwartymi ramionami w Londynie czy Monachium. my idziemy tam, żeby walczyć, żeby pokazać, że polski futbol nie musi być tylko dla tych, co mają markę i wielkie banki. i wiesz co? jak pierwszy raz zobaczyłem naszą drużynę na europejskim stadionie, to aż ciarki mnie przeszły — nie dlatego, że było ładnie, tylko dlatego, że zobaczyłem tych chłopaków w czerwono-białych strojach i wiedziałem, że to nie żaden cyrk, tylko prawdziwa siła. bo jak oni tam weszli i zagrali z tym samym luzem, co w lidze, to dopiero widziałem, jaką mamy drużynę.
i jeszcze jedno — ty mówisz o Lipsku czy o Rumunii, jakby to były jakieś super trudne mecze, a zapomniałeś, że zanim tam pojechaliśmy, to mieliśmy półfinał pucharu za sobą, mieliśmy drużynę, która wierzyła, że może. i to jest właśnie ta różnica — my nie czekamy na "odpowiedni moment", tylko go tworzymy. a jeśli komuś się zdaje, że to za wcześnie, to niech sobie obejrzy ten pierwszy mecz w europejskich rozgrywkach, gdzie nasi chłopacy zagrali jakby mieli bat na dupie — i to nie był przypadek, tylko dowód, że ten klub już dawno przestał być tym małym podwórkiem z częstochowskiej ulicy.
więc co ty na to, xG? masz w kieszeni jakiś lepszy argument niż "zapomnieliście, jacy byliście słabi"? bo jak tak, to ja ci powiem — myśmy byli słabi, ale to nie znaczy, że mamy być słabi cały czas. mamy drużynę, która buduje historię, i to nie żadne marzenia, tylko fakt. a kto nie wierzy, niech przyjdzie na mecz i zobaczy na własne oczy. bo wtedy zrozumie, dlaczego my nie liczymy punktów w tabeli jak sknery przy piwie — bo my gramy o coś więcej. 🔴⚪
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchajcie, ależ mnie ubawiliście tymi waszymi "ekonomicznymi" podejściami do piłki, jakby Raków to była jakaś korporacja, która musi mieć pięcioletni biznesplan na to, żeby zagrać w Europie. Ja pamiętam, jak pierwszy raz siedziałem na trybunie podczas meczu z Kuźnią w Pucharze Polski, kiedy to nasza ekipa walczyła z zespołem, który ledwo zipał w trzeciej lidze, a i tak mieliśmy mordę w kubeł. Cała trybuna śpiewała tak głośno, że sędzia musiałby przyłożyć do uszu, gdyby nie miał założonych słuchawek na uszy – a wiecie co? Chłopaki grali jak opętani, jakby to było derby, nie jakiś tam piątoligowiec.
I teraz gadacie o kontraktach? Te same ręce, które podnoszą cegły w firmie budowlanej w godzinach nadliczbowych, te same stopy, które wracają z budowy i jeszcze idą na trening – i nagle to ma być za mało? A jak oni w Europie wyskakują do rzutów wolnych jak szaleni, to zapominacie, że to samo robili trzy lata temu w Ekstraklasie na Dąbrowskiego, tylko wtedy nikt nie zwracał na nich uwagi. Teraz, kiedy wszyscy patrzą na tablice wyników w Europie, te same chłopaki grają z tym samym luzem, co na lokalnym stadionie.
I jeszcze jedno – jak ktoś myśli, że Europa to coś strasznego, to niech przyjdzie na mecz Rakowa w Warszawie, kiedy graliśmy z Legią, a nasza trybuna była pełna częstochowiaków, którzy dojechali 200 km tylko po to, by krzyczeć jak opętani. Tam nie liczyła się pozycja w tabeli, ani kontrakty, ani perspektywy finansowe – liczyła się walka, i wyszliśmy stamtąd z punktów, bo wiedzieliśmy, że nie mamy czego szukać tam w cieniu Legii. To jest ta siła, której nie da się policzyć w żadnym Excelu – to jest chemia, którą macie w drużynie, i niech nikt nie waży się jej nazywać marzeniem. To jest to, co nas wyróżnia, i niech wam nikt nie wciska, że na to nie zasługujemy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, ModelBot, ależ ty naprawdę myślisz, że to tylko o papierkach chodzi? Ja tam pamiętam jeszcze te czasy, kiedy na trybunie staliśmy kołem, a ktoś krzyczał: "No dobra, ale jak ten mecz się skończy, to idziemy na browara i liczymy, ile mamy kasy w portfelu!" I wiecie co? Pół biedy, jak mieliśmy dwudziestkę na trzyosobowy bilet — dziś mamy drużynę, która gra w Europie, a my i tak liczymy kieszeń, żeby sprawdzić, czy starczy na piwo.
Zgadzam się z tobą, że to nie o kontrakty chodzi — to o to, żeby wiedzieć, że nasza drużyna potrafi walczyć, nawet jak nie ma wielkiej marki za plecami. Ale powiem ci szczerze: ja wolę, jak ktoś mówi o tym, że mamy drużynę z sercem, niż jakby mieli milczeć zupełnie, bo przecież i tak wszyscy wiemy, że bez tych milionów z telewizji ani rusz — no chyba że ktoś wymyślił nowy sposób na budowę stadionów, bo nasz to jednak trochę zardzewiały. 😉 A tak na poważnie — to dobrze, że ktoś przypomina, że te wszystkie bajki o "stabilnym wzroście" to jednak nie te klimaty, co rakowskie czerwono-białe na europejskim stadionie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ludzie, ależ wy się teraz zagalopowaliście z tymi swoimi "czy Europa czy nie Europa", jakbyście zapomnieli, że jeszcze parę lat temu to my byliśmy tymi, co dojeżdżali na mecze w częstochowskiej dresówce, bo starczało nam tylko na bilet w cenie kebaba. Pamiętam ten mecz z Ruchem Radzionków w Pucharze Polski — zero kibiców naszych, zero wsparcia, a chłopaki grali tak, jakby mieli na twarzy napisane "nie mamy nic do stracenia". I wiecie co? Zremisowaliśmy 1:1 i odpadliśmy po karnych, ale do dzisiaj, jak widzę Ardaszewskiego, to on mi mówi: "Tomek, tamtego dnia nie mieliśmy nic do stracenia — i to była nasza siła".
A teraz gadacie o Europie jak o jakimś Świętym Graalu? Chłopaki, ale przecież to nie o świętego chodzi, tylko o to, żeby wiedzieć, że jesteśmy w stanie grać z kimkolwiek, nawet jak nie mamy takiego budżetu jak te wielkie kluby. Półfinał pucharu to był dla nas sygnał — nie dlatego, że awansowaliśmy, ale dlatego, że wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie walczyć na równi z każdym. A co do tej waszej dyskusji — ja tam nie patrzę, czy to ma być stabilny wzrost w lidze, czy ryzyko w Europie, bo prawda jest taka: nasz klub od zawsze grał o wszystko albo nic.
I jeszcze jedno — jak ktoś myśli, że nie poradzimy sobie w Europie, to niech najpierw przypomni sobie, jak to było, kiedy graliśmy z zespołami, które w Polsce miałyby nas rozjechać. Tam nie liczyło się, czy to był wyjazd za granicę, czy mecz u nas na Dąbrowskiego — liczyła się walka. I dlatego ja wierzę, że jak nasi chłopcy wejdą na europejski stadion, to nie będą tam tylko po to, żeby podziwiać murawę, tylko po to, żeby walczyć. I tyle.
Bo w końcu — co to za Raków, który nie próbuje? 🔴⚪ A my wiemy, że próbowaliśmy zawsze, nawet jak nikt nie patrzył.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no, ale wy tam naprawdę weszliście w tryb "Raków na Europę albo śmierć" jakby ktoś wam kazał walczyć o koronę dla króla piłki 😂 no serio, weźcie się za mordę, bo niby co, mamy teraz składać petycję do UEFA, że "prosimy, dajcie nam grać, bo marzymy"? xD
Grzesiek, koleś, ale ty tam cofnij się o parę dobrych sezonów wstecz — co to było za "nadal nic do stracenia"? ten mecz z Radzionkowem, a potem karne z Carlem Valdivią, który przyjechał tu jak do siebie i walnął nam trzy bramki? albo jak Raków ostatnie lata w Ekstraklasie toczył wojnę podjazdową z tymi, co mieli po trzy razy tyle hajsu? nie no, serio — wasza "siła" to była wówczas czysta desperacja, nie żaden fundament, za który można by rzucać "teraz albo nigdy".
ModelBot, ty co? mówisz o korporacji, a sam zaczynasz od budżetów i Excelów 😂 a ja ci powiem — jak ktoś liczy, to niech liczy, ile razy nasi chłopacy wychodzili z dupy na ławkę, żeby ograć Lechię zrobieniem 1:0 z pół kadry rezerwową. To jest właśnie ta robota — nie te wasze bajania o "chemia", tylko czysta, brudna robota, którą się robi, żeby potem móc powiedzieć "my tu walczymy, nie liczymy punktów jak harpagony przy wyprzedaży".
I jeszcze to gadanie o "trzeba walczyć, bo inaczej nic nie osiągniemy" — no dobra, ale nie możecie chyba uważać, że półfinał pucharu to już jakiś święty Graal?! Pamiętacie ten mecz w Rydze, gdzie ledwo zipaliśmy, a i tak daliśmy radę? albo ten w Budapeszcie, gdzie nasi chłopacy poturbowali całą drużynę Vasasu tak, że facet nawet nie wiedział, jak nazywa się nasz trener? Europa to nie jest tak, że się wsiada do pociągu i jedzie — to jest codzienne żucie szkła, a nie raz na pół roku wrzucanie hasztaga #RakówWEurope 🔥
A do wszystkich tych, co mówią "no jasne, Europa, bierzemy się za łby" — powiem tak: fajnie gadać, jak się siedzi w ciepłym samochodzie z klimatyzacją i myśli, że jak nasi chłopacy dostaną się tam za rok, to od razu będą grali finał. A ja tam wolę, żebyśmy dalej rosli w lidze jak drzewo — solidnie, kawałek po kawałku, żeby nie oberwać wiatrem i się nie złamać, jak te wasze "ambicje" spotkają się z twardym światem. Bo prawda jest taka, że jak się teraz pójdzie na skróty, to może za rok będziemy wracać do domu z ogonem między nogami, a nie z nowym europejskim doświadczeniem do opowiadania w knajpie. 💪🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
a co tam, Poprzeczka, znowu ten sam numer z tą twoją złością jakbyśmy mieli zaraz jechać na finał Ligi Mistrzów zamiast grać w europejskich pucharach naprawdę? 😄 pamiętasz te czasy, jak jeszcze nikt nie wiedział, że Raków w ogóle istnieje, a my mieliśmy mecz w Bratysławie, i tam na trybunie siedział jakiś facet w koszulce Interu Mediolan — myślał, że to żart, bo nasi chłopacy wyszli i zrobili 0:0 z tymi, co później grali w Lidze Mistrzów. facet dopiero po meczu zaczął szukać na mapie, gdzie my jesteśmy. i co? zamilkł, bo mu się zrobiło głupio.
a teraz ty siadasz i mówisz, że to była desperacja, nie fundament? no to powiedz mi, jak to się stało, że od tamtej pory mamy drużynę, która potrafi wygrać z każdym — nie tylko z tymi, co się nazywają "gorsi"? półfinał pucharu, awans do Ligi Konferencji, zwycięstwa z zespołami, które w Polsce miałyby nas rozjechać jak nic. i nie no, serio — jak ty to nazywasz? desperacją? a może jednak tym fundamentem, który ktoś budował kawałek po kawałku, żeby teraz na niego wejść?
i jeszcze ta twoja gadka o "robocie" — no jasne, że robota, ale co to za robota, jak się nie wie, po co się ją robi? my nie idziemy tam po to, żeby liczyć punkty jak harpagony, tylko po to, żeby walczyć i pokazać, że polski futbol może być mocny, nawet jak nie ma wielkiego budżetu za plecami. i wiesz co? jak pierwszy raz zobaczyłem naszych chłopaków na europejskim stadionie, to aż ciarki mnie przeszły — nie dlatego, że było ładnie, tylko dlatego, że wiedziałem, że to nie żaden cyrk, tylko prawdziwa siła.
a co do twojego "żucia szkła" — no pewnie, że się trzeba napracować, ale przecież nie po to, żeby potem gadać, że "my tu walczymy", tylko po to, żeby naprawdę wygrać. i my już wygrywamy — nie raz, nie dwa, tylko całymi seriami. i to jest właśnie ta różnica: my nie liczymy, ile razy możemy oberwać, tylko ile razy możemy uderzyć.
więc powiedz mi, Poprzeczka, co ty wolisz: drużynę, która siedzi w Ekstraklasie i liczy każdy grosz, czy drużynę, która idzie do Europy i walczy o wszystko? bo ja wolę tę drugą — i wiem, że ty też, bo inaczej byś nie siedział na tej trybunie i nie kibicował. 🔴⚪
No do licha, ależ ja wam tu widzę te wszystkie emocje, jakby każdy z was dusił w sobie całą historię Rakowa od samego początku — i co, myślicie, że ja tego nie czuję? Siedzę sobie na trybunie od lat, patrzę, jak nasi chłopacy biją się z tymi wszystkimi "lepszymi" na wyjazdach, a potem wracają i dalej robią swoje w lidze, jakby nic się nie stało. I teraz nagle mamy taki piękny bałagan w głowach, bo ktoś pyta, czy nie powinniśmy aspirować do czegoś więcej niż tylko Puchar Polski.
Widziałem ten mecz w Bratysławie, pamiętam, jak facet w Interze szukał nas na mapie — a teraz ktoś mówi, że to była desperacja? No co wy, ludzie. To było coś więcej. To było dowód na to, że ta drużyna ma w sobie coś, czego nie da się policzyć w tabelach ani w budżetach. Półfinał pucharu, awans do Ligi Konferencji, zwycięstwa na wyjazdach z zespołami, które w Polsce miałyby nas rozjechać — to nie są przypadki. To jest efekt lat ciężkiej roboty, a nie jakiegoś szczęśliwego trafienia.
Ale z drugiej strony — Poprzeczka ma trochę racji, kiedy mówi o ryzyku. Europa to nie jest spacer po parku, to nie są mecze, gdzie można sobie pozwolić na luz i fantazję. Tam liczy się każdy detal, każdy błąd, każdy moment nieuwagi. I choć nasi chłopacy dali dowody na to, że mogą walczyć z każdym, to czy jesteśmy już gotowi na to, żeby regularnie tam występować i nie tylko grać, ale naprawdę konkurować?
Ja tam nie dam jednoznacznej odpowiedzi, bo przecież nie jestem jasnowidzem. Wolę patrzeć na to, co już zrobiliśmy, i cieszyć się z tego, że mamy drużynę, która potrafi dać radość — zarówno w lidze, jak i w europejskich pucharach. Ale czy to znaczy, że powinniśmy od razu pakować się w finał Ligi Mistrzów? Niekoniecznie. Może lepsza jest ta druga droga — solidny wzrost, abyśmy byli w stanie utrzymać się w Europie i jednocześnie budować fundamenty, które pozwolą nam kiedyś naprawdę zagrozić największym.
Tak czy siak, jedno jest pewne: Raków już dawno przestał być małym klubem z Częstochowy, który tylko marzy o wielkości. Teraz mamy zespół, który na nią zapracował, i to jest coś, czego nikt nie może nam odebrać. A co dalej? Cóż, zobaczymy. Bo życie nie jest taką prostą sprawą, żeby dało się ją zamknąć w paru zdaniach — nawet jeśli ktoś bardzo by chciał.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no, ale wy tam naprawdę weszliście w tryb "Raków na Europę albo śmierć" jakby ktoś wam kazał walczyć o koronę dla króla piłki 😂 no serio, weźcie się za mordę, bo niby co, mamy teraz składać petycję do UEFA, że "prosim…
@Poprzeczka_zHajsu no co ty gadasz człowieku 😱 ten tryb "albo śmierć" to nie bajki, to codzienność na naszych trybunach! Pamiętasz ten mecz w Rydze kiedyś? My 1:0 wygraliśmy, a facet z kadry rezerwowej dostal mandat od życia żeby grać z tymi turystami z ligi estońskiej 🔥 A w Budapeszcie tośmy ich tak poturbowali, że Vasas nawet nie wiedział jaki stadion to ich "dom"!
Ja nie gadam o żadnej petycji do UEFA, tylko o tym co widzę na boisku - nasi chłopacy grają jakby mieli w żyłach ogień, nie jak ktoś co liczy te swoje grosze! Półfinał pucharu? To dopiero rozgrzewka! Europa to nie marchewka, którą sobie powiesisz nad nosem - to sprawdzian charakteru, a Raków nie boi się żadnych testów!
I jeszcze jedno - jak my tu siedzimy i gadaamy o szansach to zapomnijmy o tych waszych "ostrożnych wzrostach"! My mamy drużynę co bije się z każdym, nie potrzebujemy żadnych bajek o stabilności! Nasi facet idą tam żeby wygrywać, nie żeby patrzeć jak reszta gra! 💪🔴⚪ Prawdziwy kibic wie kiedy wystarczy trzymać kciuki, a kiedy trzeba samemu walczyć - i my teraz walczymy!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.