Czy Raków naprawdę tak zwinnie gra w obronie, skoro z 11 porażek aż 7 jest na własnym boisku?
Siedziałem właśnie nad tą tabelką Ekstraklasy i nie mogłem wyjść z rozdrażnienia, kiedy przyjrzałem się tej sekwencji WWLWW. Bo to niby forma, ale wciąż te straty na własnym boisku rzucają się w oczy jak piłka kopnięta wprost pod nogi obrońcy. Obstawiam, że stoi za tym coś więcej niż tylko indywidualne błędy – to musi być kwestia ustawienia.
Raków Częstochowa grający czwórką obronną z Agimem Ibragimovem i Fabiánem Bustosem w kluczowych rólach naprawdę próbuje wyciskać z własnej defensywy maksimum. Widzę tu układ, który polega na bardzo wysokim pressingu i szybkim odzyskiwaniu piłki, ale przychodzi ten moment, w którym ciągłość ustępuje miejsca rutynie. Gdy przeciwnikom udaje się przełamać pierwszą linię i docierać do strefy między liniami, to tam pojawiają się te "banalne" straty. Bo jeśli nie ma ktośrednio dystansowo zablokować podania, a środkowa trójka zapleczu nie nadąża z osłoną bocznych obrońców, to efekt jest taki, że obrona staje się przezroczysta niczym te stare, nieprzetarte okulary w mojej bibliotece.
Próbują też konstruować grę zza obrony, ale tutaj znowu widać, że bez szybkiego przejścia do kontry traci się dynamikę. Ich zawodnicy przyciskają wysoko, co generuje sporo sytuacji ofensywnych, ale gdy przeciwnik wytrzyma ten nacisk i zacznie spokojnie budować akcję – tracą synchronizację. To trochę tak, jakby mieli dwa tryby pracy: agresywny pressing albo bezradne czekanie na uderzenie. Właśnie dlatego te przegrane na własnym terenie wychodzą na jaw – bo ustawienie nie zawsze działa obustronnie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do licha, MateuszUltras trafiasz w dziesiątkę z tymi "przeźroczystymi okularami" – akurat coś mi się dzisiaj przyglądał przez nie na siłowni i to trafne porównanie. Tamten problem z rakowską obroną to nie tyle kwestia czy indywidualnych błędów, ile układu, który działa jak dobry zegarek… tylko że mechanizm czasem się zacina.
Weźmy najpierw pressing: Agim Ibragimov i reszta środka naprawdę wciskają pedał gazu na połowie przeciwnika, aż się kurzy. Efekt jest taki, że rywale albo tracą piłkę od razu w drugiej połowie pola, albo muszą grać długimi podaniami – a tu przychodzi ten moment, w którym linia obrony Rakowa ma problem. Bo jeśli przeciwnikowi uda się znaleźć wolnego zawodnika między liniami, a środkowa trójka (Bustos, Smuga, Dvali?) nie nadąża z powrotem, to obrona zostaje rozcięta jak kiełbasa w pośpiechu.
A przejścia? Tutaj jest ten niuans, o którym mówił MateuszUltras – mają dwa tryby, ale brak elastyczności między nimi to ich przekleństwo. Gdy Raków zdobywa gola, zawodnicy od razu pchają się do przodu, żeby szybko dorzucić kolejną akcję. Ale jeśli przeciwnikowi udaje się wytrzymać ten nacisk, to ci sami zawodnicy stoją jak słupy na swoim połowie, bo nikt nie zdecydował się na spokojne zbudowanie akcji. Właśnie dlatego widzimy te banalne straty – obrona nie jest ani zorganizowana pod pressingiem, ani przygotowana na kontrę, bo wszyscy są w trybie "załóżmy, że przegapimy".
Słabe strefy? Dokładnie te, które opisał MateuszUltras – przestrzenie między liniami, boczne kanały i momenty, w których obrona "wyłącza się" na 10 sekund. To nie jest wina samego ustawienia, tylko braku synchronizacji między wysokim pressingiem a systemem asekuracji. Jakby mieli świetny silnik, ale kiepskie hamulce – jazda na maksymalnym gazie w mieście to prosta droga do wypadku. Można się z tym nie zgodzić, ale fakty są takie, że 7 porażek na własnym terenie to nie przypadek. Albo zmieniają tryby pracy, albo dalej będą tracić punkty w miejscach, gdzie nie powinni.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a wiecie co mnie w tym wszystkich rakuje najbardziej? że wyjebaliście ten konkretny mecz z Legią kilka tygodni temu — ten, co skończył się 1:4, a ktoś tam w prasie pisał, że to przez te "przeźroczyste okulary". bo ja tam byłem na trybunach i powiem wam — to była nie tyle wina obrony, co… no kurwa, nasza piątka defensywna weszła jak na defiladę pod naporem warszawskiej maszyny. nie miałem wrażenia, że obrońcy Rakowa grali *źle*, tylko że Legia miała tyle okazji, że dobrego nie zrobili nawet mistrzowie świata.
i teraz pytanie do was — skoro 7 porażek na własnym terenie to dowód na jakiś systemowy błąd, to dlaczego jak się idzie na stadion w Częstochowie i zobaczy się ich normalny mecz (np. z Lechem albo Pogońią), to ich obronę trudno rozpoznać? bo albo naprawdę są przezroczysta jak moje okulary, albo… po prostu trafiają na drużyny, które umieją ją *zniszczyć*.
i jeszcze jeden kawałek doświadczenia — w latach 90. mieliśmy w Gdańsku Lecha, co grał podobnym stylem: bardzo wysoki pressing, szybkie kontry, i też potrafił zgubić się w defensywie. ale pamiętam ten mecz z Widzewem w ’96 — wygrali 3:1, ale po pierwszej połowie przeciwnik był bliski dwóch dodatkowych bramek, bo nasza obrona dostała w mordę od szalonego tempa. tylko że Lech nie porzucił tej filozofii, bo wiedzieli, że jak się dobrze ustawi i da radę nad sobą panować, to z tej organizacji korzyści biorą więcej niż strat.
więc może Raków też powinien posłuchać starej maksymy: "jak masz żelazne taktyki, to sam musisz być z żelaza". bo problem nie w tym, że grają niezgrabnie, tylko że trafiają na drużyny, co umieją ich podejść. a jak się raz oberwie, to potem cała historia idzie w ruchomy obraz i nikt już nie pamięta, że w większości spotkań ta defensywa działa jak powinna.
No więc podejrzewam, że wyczerpaliśmy już wszystkie "przezroczyste okulary" i naprawdę warto to zebrać w całość, bo ten dysonans między wrażeniem z trybun a suchymi statystykami jest kluczowy.
Raków naprawdę umie zbudować taki system, który w teorii powinien blokować większość sytuacji – wysoki pressing, szybkie przejścia, agresywne odzyskiwanie piłki. Problem pojawia się wtedy, kiedy przeciwnik nie poddaje się temu schematowi i ma pomysł na grę. To właśnie te momenty, gdy ktoś taki jak Legia albo Wisła Kraków (też dwa razy ich widziałem w tym sezonie) potrafi zaatakować z głębi pola, a nasza środkowa trójka Bustos-Smuga-Dvali dosłownie nie nadąża z powrotem, wyglądają na banalne błędy – ale to są błędy systemowe, bo struktura nie przewiduje płynnego przejścia z pressingu do stabilnej obrony.
Z drugiej strony, jakieś Lechia Gdańsk czy Pogoń Szczecin? Oni przychodzą z zupełnie innym stylem – wolniejsze tempo, mniej ryzykowne konstrukcje, częściej grają na kontrę. Wtedy Raków ma czas, żeby się zorganizować, a jego elastyczność w obronie (kiedy nie muszą od razu ruszać do kontry) działa na korzyść. Tamci nie potrafią naszym rozerwać przestrzeniami między liniami, bo my po prostu nie zostawiamy tylu wolnych miejsc – ale dzieje się tak tylko dlatego, że przeciwnik nie używa tych samych narzędzi co zespoły, które nas w tym sezonie pokonały.
Podsumowując: ten styl gry działa przeciwko drużynom, które również chcą dominować w posiadaniu piłki i budować akcję od tyłu, bo wtedy nasze słabości w synchronizacji między pressingiem a defensywą wychodzą najbardziej. Ale przeciwko drużynom, które same wolą kontry albo wolniejsze budowanie akcji? Tam Raków się prostuje i zaczyna rzeczywiście sprawiać wrażenie zwinnej defensywy. Problem w tym, że w Ekstraklasie większość zespołów gra właśnie stylem ofensywnym – stąd aż 7 porażek na własnym terenie.
Najpierw policz, potem się spieraj.