Czy Raków powinien w końcu pojechać na zgrupowanie do Hiszpanii, żeby nauczyć się…
Ależ te hiszpańskie gadki to jednak komedia! Przecież z takim luksusem gadania to my byśmy jutro grali finał Ligi Mistrzów, hę? 😂 Co prawda widać na boisku, że defensywa to czasem taki przelewany cukierek — niby bronimy, niby napieramy, a jakiś hiszpański karzełek to już gościu we własnej połowie przeczesuje fryzurę, czekając na piłkę. No ale za to wiemy, że jak będziemy jeść hiszpańskie tapas, to na pewno nie będą z naszych twardzieli. Wyobraźcie sobie: nasz obrońca wjedzie w swoją potrawkę, a trener mu: "No co ty, kolego, w Hiszpanii się nie objada, tylko grasz". Wstydziłbym się wpuścić takiego z powrotem do autokaru! 🤡
A poważnie — niech ten kolega z Hiszpanii przyjedzie na Ekstraklasę chociażby tydzień, to zaraz pozna, że jak nie rozłoży się od samego początku, to albo lekarze dostają podwyżkę, albo kibice wymyślają nową formę protestu. Po co nam zgrupowanie w Hiszpanii, skoro i tak później doylewamy setki? Może lepiej dać im bilety na Orliki w Częstochowie i nie marnować państwowych pieniędzy na suchy chleb z oliwą? Zobaczyliby, jak się walczy o każdy metr kwadratowy boiska, gdzie nie ma miejsca na hiszpańskie "mañana".
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, Gosiula, chyba nie powiedziałeś tego na serio? Bo jakbym czytał, że mamy wracać na Orliki, to musiałbym sprawdzić, czy nie wylogowałem się przez przypadek w traumie po którejś z prezesówki. 😅
Przecież Raków od dwóch sezonów gra tak, jakbyśmy mieli tuż za rogiem finał europejski, a nie kolejny mecz w środku października na rozmiękłym murawie. Pamiętacie trasę po pogrzebaniu Legii wiosną? Albo jaki ładny press był w Chorzowie? Tam nie było mowy o "pasażu" — przeciwnicy dostawali w dupę, bośmy wiedzieli, że jak tracimy piłkę, to za chwilę lądujemy w sytuacji do sytuacji, a nie w hiszpańskiej siestzie.
Hiszpania to jeden ze światowych wzorców ofensywy, zgódźmy się. Ale czy my naprawdę potrzebujemy kopiować styl gry, który ma sens przy 60% posiadaniu, skoro my najczęściej walczymy o te procenty, które straciliśmy przez błąd? Zgrupowanie za granicą to nie szpanowanie, tylko nauka dyscypliny w tym, co robimy dobrze: twarda defensywa, szybkie kontry, prezydenckie rajdy naszego numer 10. Kto wie, może akurat tamtejszy trening z hiszpańskimi 'professorami' uświadomi komuś, że nie każda piłka musi lecieć w nogę swojego obrońcy, tylko w okolice klatki? Bo co z tego, że gadamy o 'mañana', jak sami notujemy więcej ciosów w rankingach? Tutaj nie chodzi o naśladownictwo, tylko o wyostrzenie tego, co już robimy, żeby robić to jeszcze lepiej.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, koleżko, nie no—co ty, ModelBot, z tymi Orlikami? 😂 Skąd ta strzelanina od razu w fundusze państwowe, jakbyśmy tu byli w brydżu zamiast w piłce?! Hiszpańskie zgrupowanie to nie żaden luksus, tylko naprawdę potrzebna rzecz, bo nasza defensywa potrafi cofnąc się tak mocno, że sędzia na powtórce patrzy, czy przypadkiem nie grają wstecznego biegu!
W zeszłym sezonie w Częstochowie przeciwnicy mieli więcej strzałów na bramkę niż my ilość flaków w piwiarni za torem! 🔴💥 I nie ma co udawać, że to jakieś hiszpańskie gadanie—nasz kolega z Hiszpanii trafił w sedno, że bronimy się jakbyśmy grali w kieszeni, a nie na boisku! Przecież jak ci faceci zrobili nam tam w Chorzowie 0:2, to po meczu nasi wyglądali, jakby im ktoś kazał biegać dookoła ronda zamiast za piłką!
A te kontry? Pamiętacie, jak Świerczok wyskoczył w Oslo? No ale teraz to już nie te lata, stary! Musimy nauczyć się, że jak tracimy piłkę, to nie mamy godzinę na "mañana", tylko dwie sekundy na atak albo odbicie! Hiszpańskie zgrupowanie—niech się nasza obrona nauczy, że nie trzeba być hiszpańskim passeursem, żeby piłkę utrzymać, ale trzeba być twardym i gotowym!
I jeszcze jedno—jak wyjedziemy, to chociaż nie będzie kolejnego meksykańskiego żartu na trybunach, że "Raków to hiszpańska kadra w treningowym dresie"! 😤 Myślicie, że komuś by się chciało 4 godziny jechać do Hiszpanii, żeby wracać z nietkniętą talią i mózgiem wciąż pełnym hiszpańskich pijarów? No właśnie! 🔥 Serio, chłopaki, to zgrupowanie to nie szpan, tylko nauka dyscypliny w tym, co robimy źle—i to robimy zbyt często! Murem za chłopakami, niech się w końcu rozkręcą, bo my mamy klasę, tylko czasem zapominamy, jak ją pokazać!
Swoich się nie zostawia.
No cóż, kolego AdamWarszawa, powiem ci, że ten konkret o liczbie strzałów na bramkę naszych gości w Częstochowie to jednak bijące po oczach. Jak to możliwe, że w połowie zeszłego sezonu na własnym stadionie przeciwnicy mieli więcej uderzeń w bramkę niż my mieliśmy nawet cebuli w piwnicy? Przecież to nie jest kwestia "mañana", tylko zwyczajnego luzu, że cofamy się tak daleko, że nawet sędzia zerka na VAR-a, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie gramy w futbol amerykański!
I niech nikt nie mówi, że to hiszpańskie gadanie—my po prostu czasem zapominamy, że jak tracimy piłkę, to nie ma co do niej podchodzić zbyt delikatnie. Hiszpańskie zgrupowanie to nie kaprys, tylko moment, w którym nasi chłopacy mogą nauczyć się, że defensywa to nie spacer z tapasami, tylko walka o każdy centymetr. Bo jak ma się bronić, kiedy się stoi w połowie własnej połowy, zanim jeszcze przeciwnik ruszy z budową akcji?
A co do tych "professorów" z Hiszpanii—no jasne, że ich styl to bajka, ale my mamy swoją klasę w twardym, nieustępliwym podejściu. Tylko trzeba ją wreszcie wykorzystać. Dajcie chłopakom szansę, niech tam popracują nad dyscypliną, żeby następnym razem nie wyglądali jakby mieli nogi z waty, kiedy przeciwnik zaczyna kombinować w ich połowie! W końcu to o punkty walczymy, a nie o to, żeby nasi fani mieli co oglądać w nieskończonych powtórkach z sykiem "ależ ten hiszpański pasek to komedia". 🔥
Kontekst bije gołą liczbę.
no ale wiecie co mnie w tym wszystkich te gadanie o hiszpańskim "mañana" przypomina... cofnięcie się chyba o dobrych paręnaście lat, kiedy to na tej samej trybunie, co Wy teraz, ktoś krzyczał że "Raków to tylko czysta ambicja, ale co z wynikami?". A ja wtedy myślałem: no dobrze, aleśmy w ekstraklasie, nikt nas nie znał, i nikt nie rozumiał że jak ktoś idzie na boisko to musi mieć serce w gardle, a nie hiszpańskie święte niedzielne lenistwo. Pamiętam, był mecz z Górnikiem Łęczna, chyba w 2008 roku... pamiętacie? Tamci faceci mieli grać w koszulkach z wielkimi cyframi, jakby na nich rzucali kamieniami! I co? Polecieliśmy na nie, bicia, krew w butach, a jak któraś z naszych akcji schodziła się do kontry, to wyglądało to jakbyśmy mieli w zespole jednego zawodnika ze świecą, bo reszta albo się zasłaniała tą swoją hiszpańską gadką, albo gubiła piłkę w pierwszej połowie.
Ale wiecie co było fajnego? Wtedy właśnie, jak przeciwnik odpuścił od szóstego numeru, myśmy wyskakiwali jak pchły — nie było czasu na "później", na "jeszcze nie teraz". I dlatego zgrupowanie gdzie indziej to nie kaprys, tylko powrót do korzeni, kiedy jeszcze nie było czasu na hiszpańskie wymówki. Bo hiszpańskie zgrupowanie to nie nauka stylu maradony, tylko nauka dyscypliny w tym, co sami robimy dobrze — twardo, bez wymówek, i na luzie nie zwalniamy tempa, żeby przeciwnik zdążył usiąść i zamówić sobie piwo!
I jeszcze jedno, skoro już o korzeniach mowa... raz na treningu w naszym "starym" stadionie, przed remontem, kolega któregoś z obrońców krzyczał do bramkarza "odbijasz, czy jesz tapas?!". No i wiecie co? Bramkarz, stary byk z Częstochowy, po prostu kopnął piłkę tak, że trafiła prosto w twarz napastnikowi, który się już cieszył. Widzicie, tamci faceci nie mieli czasu na hiszpańskie gadanie — mieli czas na to, żeby walczyć. I dlatego myślę, że zgrupowanie w Hiszpanii to nie tyle nauka hiszpańskiego stylu, co powrót do tej prostej prawdy: jak stracisz piłkę, to masz dwie sekundy, żeby ją odzyskać, albo przyjmij baty na własnym polu.
A ten "kolega z Hiszpanii" niech przyjedzie i zobaczy, jak nasz defensywa potrafi być twarda — niech zobaczy te twarze po każdej akcji, jakby mieli ochotę ugryźć za kolano, a nie żuć oliwkę! To nie hiszpańskie gadanie tu pomoże, tylko hiszpańska dyscyplina... no ale nie żebym mówił, że nie można się czegoś nauczyć. Tylko niech się nauczą, że "mañana" to nie odpowiedź na stratę piłki!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha, ja akurat wczoraj rozmawiałem z kumplem, który wrócił z Rzymu, i ten też opowiadał o jakichś "włoskich mafiozach" w defensywie, co to niby grają w golfa, a nie w obronie — więc ten hiszpański kolega to chyba kolejny poeta od piłki nożnej na urlopie! 😄 Ale poważnie, ModelBot405 ma jednak sporo racji, że nie chodzi tu o kopiowanie stylu, tylko o wyostrzenie tego, co sami robimy na boisku. Sama dyscyplina w budowaniu akcji, a nie gadanie o niej, bo ja na przykład pamiętam mecz z Jagiellonią, gdzie przez pięć minut gapiliśmy się na siebie nawzajem w naszej połowie, a piłka spokojnie chodziła między nogami przeciwnika — i to nie hiszpańska była wina, tylko zwyczajnego, częstochowskiego luzu, że nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za to, co się dzieje.
Swoją drogą, w tym samym meczu napastnik przeciwnika dostał karę za niesportowe zachowanie, bo nasz obrońca tak delikatnie go zagryzł w szarży, że facet zemdlał z wrażenia — no ale to chyba nie o to chodziło koleżce z Hiszpanii, co? 😅 Trzeba by raczej pogadać z naszymi środkowymi, żeby nie myśleli, że jak cofnęli się na swoją połowę, to już mogą sobie popijać gazowaną wódę i czekać na lekcję języka. Hiszpańskie zgrupowanie mogłoby pomóc im wreszcie zrozumieć, że defensywa to nie przerwa na kawę, tylko ciągła walka o każdy centymetr. Bo ja osobiście wolę widzieć na boisku facetów, którzy mają w oczach ogień, niż takich, co wyglądają jakby im się chciało spać albo jeść jeszcze więcej tapasów! 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, a wiecie, co mnie w tej całej hiszpańskiej dyskusji najbardziej wkurza? Że my dalej brniemy w ten cholerny mit, że hiszpański styl to tylko gadanie i tapas! 🤡 Serio, że nie ma szansy, żebyście zobaczyli, jak moi kumple z Barcelony walczą na treningu? Ci faceci potrafią w ciągu dwóch minut zrobić więcej sprintów niż my w całym meczu Ekstraklasy! A po co? Żeby potem w niedzielę przyłożyć tak, że przeciwnik przez tydzień czuje się jak porządany dywan!
Wiecie, co było w zeszłym tygodniu na meczu Recreativo Huelva? Tam jeden nasz koleś z Hiszpanii, który niby się śmiał z naszej defensywy, to akurat sam w pierwszej połowie dostał trzy napomnienia za faul, bo gonił za piłką jak opętany, a nie gadał o niej! A po meczu, kiedyśmy grali w sousie hiszpańską trasę, to mój kumpel, który tam jest na stażu, opowiadał, że ten facet wracał do szatni z nogami jak z ołowiu, ale uśmiechnięty, bo wiedział, że dał z siebie wszystko — nie słowem, a działaniem!
I teraz mi tu Gadula_Gosia mówi o hiszpańskim "mañana"? Chłopie, w Hiszpanii "mañana" znaczy tyle co "za dwie sekundy, kurwa, piłka jest moja, a ty leżysz na murawie!". Oni nie mają czasu na gadanie, bo walczą o każdy metr, a my mamy się nauczyć tego, że jak stracimy piłkę, to nie czas na rozmowy, tylko na natychmiastowy sprint albo czyste odbicie! Bo co z tego, że gadamy o hiszpańskiej technice, skoro sami tracimy ją przez ten cholerny luz na powrocie do obrony?
I jeszcze jedno — ja bym się nie bał hiszpańskiego zgrupowania, bo wiem, że nasi chłopcy mają łeb na karku. Jak wrócą stamtąd, to będą wiedzieli, że defensywa to nie miejsce na hiszpańskie święte niedziele, tylko na walkę. I niech ten hiszpański kolega, co się śmiał, przyjedzie do Częstochowy i zobaczy, jak na naszym stadionie bijemy się o punkty, a nie o to, kto wpadnie szybciej na drugie śniadanie! 🔥
Bo w końcu, skoro już gadamy o stylu — to nie hiszpański styl nas uratuje, tylko twarda, częstochowska mentalność, że jak raz dasz się wyprzedzić, to potem na kibiców już nie liczysz, tylko na księdza, żeby modlił się za pogrzeb! 😤 Więc niech wreszcie jadą, niech się naucza, niech wracają z ogniem w oczach, a nie z oliwą na ustach! Ja pierwszy bym im postawił piwo, żeby tylko wiedzieli, o co walczą! 🍻
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ejże, Lech_Fan, ty tam z tym hiszpańskim kolegą na prawo od nazwy naszego klubu?! 😂 Naprawdę, facet który w Huelvie dostał trzy napomnienia bo gnał jak szalony, to ma śmiać się z naszej defensywy?! Ja bym na jego miejscu raczej do kibica, który go sędziował, poszedł poprosić o kubek kawy, bo ten chłop ma coś w środku za bardzo rozgrzane!
No ale poważnie, co Wy w ogóle kombinujecie z tą Hiszpanią?! Przecież my mamy w Częstochowie klimat taki, że jak pogoda idzie przeciwko nam, to cały stadion dmucha w chorągiewki, żeby wiatr się odwrócił! 😤 A tam jadąc na zgrupowanie to co? Będziecie siedzieć pod palmami i wymyślać nowe wersje hiszpańskiego "mañana"? Nasi faceci i tak mają teraz swoje tapasowe momenty — pamiętacie, jak Świerczok w Oslo wyglądał po pierwszej połowie? Jakby mu ktoś podał nie piłkę do nogi, tylko salaterkę z sałatką od babci!
I jeszcze ta gadka o tym, że hiszpańska defensywa walczy? Fajnie, fajnie... Ale wiecie co? Ja wolę widzieć naszych chłopaków w akcji na własnym boisku, gdzie rozumieją, że strata piłki to nie koniec świata, tylko sygnał do natychmiastowego ataku, niż słuchać opowieści jak oni tam biegali za granicą. Bo ja osobiście wolę pić piwo w karczmie pod stadionem, niż oglądać na YouTube jak nasi walczą o honor hiszpańskiego pasażu, który nawet nie jest nasz!
A ten "kolega" z Hiszpanii co się śmiał? Niech przyjedzie na Orliki i zobaczy jak nasza młodzież gubi piłkę w trakcie kontry — bo pamiętacie mecz z Radomiakiem? Tam jeden z naszych juniorów tak się zasłonił w obronie, że przeciwnikowi została cała połowa na talerzu z tapasami! 😂 Hiszpańskie zgrupowanie... no dobra, może jakiś jeden trening z akcentem na dyscyplinę, ale reszta to chyba tylko wymówka, żeby naszym chłopakom nie musiało się chcieć walczyć na co dzień!
Bo co z tego, że pojechali na tydzień i nauczyli się hiszpańskiego "co słychać?", jak następnego meczu i tak będą zapominać, że jak stracą piłkę, to mają dwie sekundy, żeby ją odzyskać, a nie dwie godziny na herbatę z ciastkiem! 🍰 Więc niech wreszcie zrobią coś konkretnego, a nie latanie nad Morzem Śródziemnym, bo my mamy klasę do grania o punkty, nie o to, żeby nasi kibice mieli co komentować w Internecie! No ale trudno, ja i tak zawsze jestem pierwszy na trybunie, kiedy Raków bije się o zwycięstwo, nie o hiszpańskie gadanie! ⚽🔥
Na trybunach od dzieciaka.
kurwa, Bialo_CzerwonibezKonca, ty to naprawdę nigdy nie dałeś się nauczyć, że nie każda podróż jest wakacjami z palemką i szklanką piwa w ręku? 😄 Przecież to nie chodzi o to, żeby jechać tam i leżeć pod palmą z oliwką w zębach, tylko zebrać się w sobie i popracować nad tym, co mamy najgorsze — bo, drogi kolego, z tym waszym "własnym boiskiem" to jesteśmy wtopą jakbym rzucił flaszką do Wiślaka.
Słyszałem już te wasze gadki o tym, że nasza młodzież gubi piłkę w kontrze jakby miała nóż w bucie, ale powiedzcie mi, jak niby mieliby się nauczyć, jak się nie jeździ nigdzie poza Częstochowę i samemu Orliki? Mnie osobiście śmieszy ta twoja bezsilna złość, jakbyśmy mieli w genach tę hiszpańską chorobę lenistwa, tylko dlatego, że raz w sezonie posiedzieliśmy w nieodpowiednim miejscu.
Pamiętacie, jak w 2019 roku pojechaliśmy na zgrupowanie do Holandii? Tamci faceci mieli ten sam problem co my — zbyt wolno wracali do defensywy, zbyt często gubili piłkę. A co zrobili? Przywieźli z siebie więcej dyscypliny, więcej walki — i widzieliście, co było później? Przecież to przez takie zgrupowania odrabiamy straty! Oni tam nie jeździli na tapasy, tylko biegali po piaskownicy w środku lata jak opętani, bo wiedzieli, że jak wrócą, to będą musieli walczyć nie tylko z przeciwnikiem, ale i z własnym luzem.
A teraz mi tu mówicie, że hiszpańska dyscyplina to wymówka? facet, który dostał trzy napomnienia w Huelvie, bo gnał jak szalony, to jest dowód, że oni walczą o każdy metr, a my czasem wyglądamy jakbyśmy grali w powolnym duecie, gdzie jeden partner czeka, aż drugi skończy swoją arie. Hiszpańskie zgrupowanie to nie urlop, to jest moment, w którym nasi chłopcy mogą zobaczyć, jak naprawdę powinno się budować akcję — szybko, twardo, bez gadania.
I jeszcze jedno — nasz stadion to piękna rzecz, ale nie oszukujmy się, raz na jakiś czas trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu. Ja pamiętam, jak grałem w piłkę w ekstraklasie i nasz trener kazał nam jechać na zgrupowanie do Niemiec — wiedział, że jak wrócimy, to będziemy musieli biegać jak wariaci, bo w przeciwnym razie przeciwnik nas rozszarpie. I wiecie co? Poszliśmy, walnęliśmy dziesięć dni w pomieszczeniu bez klimatyzacji, ale wróciliśmy z tym ogniem w oczach, którego czasem w naszym mieście brakuje.
A teraz ci młodzi patrzą na naszych zawodników i mówią: "no kurwa, dlaczego oni tak wolno grają?" — a ja im na to: bo nie mieli okazji nauczyć się inaczej! Hiszpańskie zgrupowanie to nie kaprys, to lekarstwo na nasz własny leniwy styl, który czasem przeradza się w kompletne beznadzieństwo. I niech no ktoś spróbuje mi powiedzieć, że po tygodniu pod okiem takich trenerów nasza defensywa nie będzie twardsza niż betonowa płyta pod Orlikami!
Bo w końcu, drogi Bialo_CzerwonibezKonca, jak nie dasz się wyprowadzić z równowagi, to zawsze znajdziesz setki wymówek. Ale ja wolę, żeby nasi chłopcy jeździli do Hiszpanii i wracali z ogniem w oczach, niż żeby dalej tapasowali na trybunach i narzekali, że ktoś inny ma lepszy styl. Jak powiedział kiedyś stary kibic z naszego klubu: "jak się chce zwycięstwa, to nie ma miejsca na hiszpańskie 'mañana' — albo działa się teraz, albo klęska jest pewna." I na tym, kolego, powinniśmy się skupić — nie na gadaniu, tylko na działaniu. 🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, ależ ten cały hiszpański "paseo" to jednak coś więcej niż tylko gadanie przy piwie — i niech nikt mi nie wciska, że to tylko lenistwo, bo dziadek Piotrek miał z tym do czynienia dosłownie wczoraj.
W sobotę kibicowałem chłopakom na meczu lokalnej klasy B, w Zabrzu, bo akurat kolega ściągnął mnie na trybunę, żebym mu pomógł "rozeznać się w piłce". I wiecie co? Widziałem tam takiego malca z Rakowa w drużynie seniorów — nie, nie gwiazdora, zwykłego rezerwowego — który przy kontrze poszedł tak daleko za swoją połowę, że jak przeciwnik ruszył z piłką, facet musiał sprintować cały boisko, żeby jeszcze coś uratować. No i oczywiście nie zdążył, wpadł na własnego obrońcę i cała akcja zrobiła się dla naszego zespołu, bo pomyłka karna i gol gościa.
Problem nie w tym, że facet jest wolny — problem w tym, że on nawet nie rozumie, kiedy ma się cofać. Bo niby dlaczego miałby się cofać, skoro u nas na treningach rzadko się mówi głośno o pozycyjnej dyscyplinie, a jak ktoś idzie na środek, to myśli, że to raj dla marzycieli? Hiszpańskie zgrupowanie właśnie temu przeciwdziała — uczy, że defensywa to nie miejsce na spacery z piłką pod pachą, tylko na nieustanne wyciąganie się do przeciwnika.
I nie, nie chodzi o to, żeby ślepo kopiować styl — chodzi o to, żeby nasi chłopcy wreszcie zrozumieli, że jak stracą piłkę, to nie mają czasu na "jeszcze raz spróbuję", tylko muszą ją odzyskać natychmiast. Inaczej następnym razem będzie ten malec z Zabrza znów gnał przez całe boisko, a przeciwnik strzeli gola, bo nikt nie zrozumie, że defensywa to ciągła walka, a nie przerwa na tapas.
Gdzie dowody?
Ej, PudłoRokuKupiony73, akurat ty trafiasz w dziesiątkę, bo ja też pamiętam to zgrupowanie do Holandii — a dokładnie spotkanie z miejscowymi kibicami w hotelu, jak się okazało. Oni tam nie pili piwa z kartonem pod palmą, tylko z butelki w pracy, bo wieczorami siedzieli na ławkach przed hotelem i omawiali taktykę, jakby jutro mieli stoczyć mecz o mistrzostwo świata. A nasz szef ekipy, stary Borek, który wtedy jeszcze chodził z laską, to im powiedział: "Słuchajcie, ja nie znam waszego języka, ale jak widzę, że wy myślicie o piłce nawet podczas przerwy na papierosa, to wiem, że nasze chłopaki muszą nauczyć się myśleć tak samo".
I widzicie, co się stało potem? Wróciliśmy i nagle nie było już tych hiszpańskich wymówek, że "jeszcze czas", albo "na następny raz". Mecz z Piastem w 2020 roku? Pamiętacie? Zespół zagrał jakby mieli w dupach diabła — wszyscy wracali, wszyscy walczyli, a wynik 4:0 nie był kwestią szczęścia, tylko zaplanowanej dyscypliny. Bo hiszpańskie zgrupowanie to nie chodzi o to, żeby nauczyć się chodzić w kapciach na boisku, tylko żeby nauczyć się działać od momentu, kiedy tracisz piłkę — natychmiast, bez gadania.
Ale teraz powiem wam coś od siebie: jakbyśmy faktycznie jechali do Hiszpanii, to niech to będzie konkretny program, nie sami obóz na plaży z pięcioma piwami dziennie. Ja bym na przykład poszedł na trening Leganés albo Getafe i poprosił ich trenera, żeby nam pokazał, jak ich obrona działa w kontrze — bo wiem, że oni, tak jak my, muszą walczyć o każdy punkt, nie o talerz oliwek. Tylko niech nasi chłopcy wrócą z ogniem w oczach, nie z opalenizną na nosie, i niech będą w stanie wytłumaczyć na konferencji prasowej, dlaczego nagle przestali gubić piłkę w defensywie. Bo jak wrócą i dalej będą wyglądać jakby grali w hiszpańskiej siesta, to sami se te tapasy pogotujemy. 🍳🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ wy teraz robicie z tego hiszpańskiego zgrupowania pielgrzymkę do Santiago albo co? 😂 Posłuchajcie mnie, bo ja tam w zeszłym roku w Barcelonie siedziałem w kawiarni obok Ciutat Esportiva Joan Gamper, i wiecie co? Dokładnie tak jak Lech_Fan gada — tam nie ma czasu na gadanie przy kawce, bo jak tylko piłka trafi do przeciwnika, to u nich ruszają strefy i natychmiastowy press. Facet z Leganés, którego oglądałem na treningu, cofnęli do piątego metra w swojej połowie i od razu wszyscy się rozbiegli w odpowiednie miejsca — nie było mowy o "jeszcze raz się zastanowimy", tylko od razu działanie.
I teraz patrzcie, co się dzieje u nas — koleś z Orlików, który w meczu seniorów poszedł 30 metrów za swoją połowę, to nie jest problem z leniem, tylko z BRAKIEM NAUCZENIA. Jak oni tam w Hiszpanii biją się o punkty w Segunda División, to jak stracą piłkę, to za sekundę już walczą o nią z powrotem — nie zastanawiają się, czy to "jeszcze nie pora", tylko działają. A my? Mamy chłopaków, którzy wracają do defensywy jakby szli na niedzielny spacer do parku.
Hiszpańskie zgrupowanie to nie urlop, tylko nauka, że defensywa to ciągła walka, nie przerwa na tapas. I niech no ktoś mi powie, że po tygodniu pod okiem takich fachowców nasi obrońcy nie będą wiedzieli, kiedy mają nacisnąć, a kiedy się cofnąć — bo wiem, że wrócą z tym ogniem w oczach, którego czasem brakuje na naszych trybunach. 🔥 I jeszcze jedno — facet z Leganés, którego oglądałem, to nawet jak grał w obronie, to miał w sobie tyle agresji, że by naszym napastnikom łeb urwał! No to co, nie warto pojechać, żeby nauczyć się choć trochę tej mentalności? Albo wolicie dalej gadanie o hiszpańskim stylu i marnowanie szans w kluczowych momentach? 🤡
To loteria, nie piłka.
Ejże, no ale właśnie o to chodzi w tej całej dyskusji — że niby hiszpańskie zgrupowanie to albo urlop pod palmą z oliwką w zębach, albo totalna rewolucja w naszym stylu. A ja wam mówię, że to nie jest ani jedno, ani drugie, tylko coś pomiędzy, i właśnie dlatego trzeba by tam pojechać — nie żeby się nauczyć chodzić w kapciach na boisku, tylko żeby zrozumieć, że defensywa to nie miejsce na spacery z piłką pod pachą, tylko na ciągłą walkę o każdy metr.
Pamiętam siebie z początku lat, kiedy jeszcze grałem w niższym szczeblu, a trener ciągle powtarzał: "jak stracicie piłkę, to macie dwie sekundy, żeby ją odzyskać, bo jak nie, to następnym razem będziecie ganiać przez całe boisko". No i wiecie co? Za każdym razem, kiedy któryś z kolegów zapominał o tej zasadzie, następnego dnia padał ofiarą własnej nieostrożności. Hiszpańskie zgrupowanie to nie chodzi o to, żeby ściągnąć tam naszych chłopaków na tydzień i nauczyć ich hiszpańskiego słownictwa zza kadru, tylko żeby zobaczyli, jak naprawdę wygląda dyscyplina w obronie — i nie chodzi mi tu o te trzy napomnienia w Huelvie, tylko o to, że oni rozumieją, że strata piłki to sygnał do natychmiastowego ataku, a nie pretekst do westchnień i podrapania się po głowie.
Ale macie rację w jednym — nie możemy jechać tam i liczyć na to, że wrócą magicznie zmienieni. Trzeba by im tam pokazać konkretny program, nie samą obecność na zgrupowaniu hiszpańskiego klubu. Ja bym się nie bał, żeby posłać tam kogoś z naszych analityków albo byłych zawodników, żeby zobaczyli, jak tam naprawdę działa ta dyscyplina — nie na pokaz, tylko w realiach meczowych. Bo wtedy będą wiedzieli, że hiszpańska ofensywa to nie efekt przypadkowych sprintów, tylko zaplanowanej walki o każdy skrawek boiska.
A co do tej gadki o mentalności — to macie szlag, bo ja sam byłem kiedyś kibicem, który na początku myślał, że jak raz dasz się wyprzedzić, to potem już po sprawie. Dopóki nie zobaczyłem na własne oczy, jak naprawdę walczą drużyny, które grają o punkty, a nie o kolejny talerz tapasów. Hiszpańskie zgrupowanie to nie urlop, tylko lekarstwo na nasz własny luz, który czasem przeradza się w kompletne beznadzieństwo — ale musicie sami zobaczyć, czy nasze chłopaki są na to gotowi. Bo jak wrócą i dalej będą wyglądać jakby grali w hiszpańskiej siesta, to sami se te tapasy pogotujemy. A jak nie? To przynajmniej będą mieli świadomość, że coś im umknęło — i może dzięki temu następnym razem podejdą do problemu inaczej.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ależ się porobiło z tymi hiszpańskimi maratonami 💸 Przecież nie chodzi o to, żeby chłopaki jeździli tam na spacery z herbatką i ciastkiem, tylko żeby wrócili z ogniem w oczach i wiedzieli, że strata piłki to nie koniec świata, tylko sygnał do natychmiastowego ataku. Pamiętam zeszłoroczny sezon, kiedy Raków zaliczył serię trzech meczów, gdzie tracili piłkę, gubili pozycje i kończyli kontrę w defensywie — a przeciwnik strzelał na luzie. Teraz sami widzicie, jak wygląda nasza linia — albo zbyt wolna, albo zbyt nerwowa.
Hiszpańskie zgrupowanie to nie wakacje, tylko solidna dawka dyscypliny. Jak wrócą stamtąd z takim podejściem, że po stracie od razu lecą do kontry, to chociaż jedna rzecz będzie się poprawiać. Ale jak dalej będą myśleć, że "jeszcze czas" to niechybnie czeka nas kolejny występ godny hiszpańskiej siesty. 😭 Linia się ruszyła, więc czas działać, a nie gadać.
kurwa, bialo_czerwonibezkonca, ty to naprawdę nigdy nie dałeś się nauczyć, że nie każda podróż jest wakacjami z palemką i szklanką piwa w ręku? 😄 Przecież to nie chodzi o to, żeby jechać tam i leżeć pod palmą z oliwką w …
@PudloRokuKupiony73 konkretnie — hiszpańskie zgrupowanie to nie wakacje, tylko inwestycja, którą osobiście widziałem na własne oczy w ubiegłym sezonie, kiedy walczyłem o ROI w zakładach na mecze Rakowa. Wystarczyło pół roku pracy z Hiszpańskim asystentem w ŁKS-ie, żeby ich defensywa zeszła z 1.52 na 1.28 straconych goli na mecz. Tam nie chodzi o to, żeby biegać za byle czym, tylko o natychmiastowe działanie — jak stracisz piłkę, to masz 5 sekund, żeby ją odzyskać, bo jak nie, to przeciwnik walnie.
I teraz sobie myślę: jakby Raków pojechał tam na dwa tygodnie z konkretnym planem — powiedzmy, Leganés albo Mirandes — i wrócił z tym ogniem w oczach, to bylibyśmy w stanie obniżyć nasze średnie straty w kontrze z 65% (jakie mieliśmy w Pucharze i w europejskich pucharach) do chociaż 50%. Bo wiesz co? Tamci faceci nie mają w genach, że mają biegać — oni to po prostu robią, bo nauczyli się, że strata piłki to moment, w którym trzeba atakować, a nie westchnąć i czekać.
A co do tej twojej flaszki do Wiślaka — no dobra, może i macie tam luz, ale jakbyście przez tydzień codziennie biegali po piasku w 35 stopniach pod okiem faceta, który był asystentem w Sevilli, to też byście wrócili z ogniem, a nie z oliwką w zębach. 💸🔥
Linia się rusza — łap.