Czy Raków powinien wyrzucić z czołówki naszych meczowych hymnów ten jeden moment, kiedy Dariusz Treściński jr
Ej, ale jaja z tym Treścińskim — niby ma być hymn od serca, a tu raptem emocjonalny moment, że aż go ciarki przebiegają i wszyscy gapimy się w jego paluszki? 😂 Mnie tam akurat tamten szum w tle pod "Ogień Serca" działa jak uderzenie młota w paznokcie — nagle wszyscy mamy gęsią skórkę i myślimy "kurczę, ten chłop to naprawdę wierzy". I co z tego? Właśnie dlatego powinno się to zostawić w czołówce, bo to nie żaden marketingowy wygłup, tylko czysty moment prawdy — trener czuje ten mecz bardziej niż połowa stadionu. A że jakaś tam szumna mowa o "profesjonalizmie"? Proszę pana, Raków nie jest po to, żebyśmy grali jak marionetki z playbuka — mamy emocje, mamy serce, a tu akurat wyskoczył taki detal, że aż uroczy. 🤡 Co więcej, jak mamy wyrzucić coś, co działa na kibiców jak hitowy bukmacher na kurs akcji? Każdy, kto widział ten moment, wie, że to właśnie w takich sekundach rodzi się magia. A wy byście to wycięli? Toż to byłoby jak ciągnięcie dywanu spod stóp, kiedy właśnie wylazło spod niego królika. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat ten moment z Treścińskim to taki nasz rodzinny smaczek, który akurat w tym tygodniu zrobiliśmy viralem w szatni — nie wiem, skąd wam się wzięło, że to coś świętego, jakby on tam w kieszeń wrzucał magiczną pigułkę wiara-mistrzostwo. Przecież pierwszy mecz po tym ucinaniu sobie żartów z kolegami na ławce, a nie spektakl mistrza duchowego, no nie? Co innego, jakby chodziło o emocjonalne dojście do meczu albo chwilę refleksji przed gwizdkiem — ale tu mamy faceta, co w kluczowym momencie sezonu (akurat teraz, kiedy mamy najwięcej dziur w defensywie) wyskakuje z takim teatralnym "ja wierzę", a wy to recenzujecie jak największe arcydzieło kibicowskiej wrażliwości.
A co do tej gęsiej skórki — wy widzieliście, jak on na wideo z kamery obrotowej robi ten gest? Zupełnie tak, jakby mu ktoś podpiął podtlenek azotu do szpulki w tle. Ja tam nie neguję, że fajnie się patrzy, kiedy trener da się porwać chwili, ale niech ktoś mi pokaże, że ten jeden ujęty moment z piwnymi oczami przed mikrofonem przekłada się na choćby pół punktu więcej w tabeli. Bo jak nie, to mamy tu do czynienia z urojeniem kolektywnym, które ładnie nazywacie "magicznym" — a ja widzę facetę, która właśnie wymyśliła kolejny viral dla mediów społecznościowych kosztem naszej marnej sportowej dyscypliny.
I proszę, nie rzucajcie haseł o "mamy serce" w momencie, kiedy cały projekt Rakowa od trzech lat budowany jest na konkretach, analizach i klasie w defensywie. Tamten szum w tle to nic innego jak dobry PR, który akurat trafił w gusta akurat tej grupy fanów — ale jeśli mamy walczyć o mistrzostwo, to niech któryś z was mi powie, jakie realne korzyści odnosimy z tego, że Treściński jr. dostaje ciary na widok własnego zespołu. Bo ja widzę tylko, jak my tracimy punkty, a on na trybunie robi show z emocji, które pewnie schodzą na drugi plan, kiedy sędzia daje karnego za faul w naszym polu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no dobra, ale serio kto wpadł na to, że ten moment z Treścińskim to jakaś chwila niepotrzebna??? jakie "fajnie się patrzy" Gaglu, serio?? Przecież to nasz MECZ BEZ KOMPROMISÓW! 🔥 Pamiętacie ten grudzień 2020, kiedy po tym właśnie "gosku" z jego strony przestawiliśmy wszystkie nasze wibracje na pozytyw i wygraliśmy jak oszalali? Akurat tamten mecz w Płocku był takim momentem, że mi włosy do góry stanęły — nie żaden teatralny show, tylko sygnał, że drużynie naprawdę idzie nieźle i trener CZUJE to sercem, a nie tylko kartką z analizą! Ty ZaglebieTrybuna, co Ci się zdaje, że to tylko viral w szatni... no chyba żartujesz? Ten moment działa jak iskra do ogniska, która potem płonie całym stadionem! Raków nie gra w pułapce szklanych koralików, tylko w tym cholernym emocjonalnym piekle, gdzie trza czuć ten ogień, inaczej to nie ma sensu 💪
I jeszcze te brednie o "pół punkcie więcej w tabeli" — serio? Czytałeś kiedyś jakieś analizy psychologiczne na temat mocy zespołu? Bo ja tak — i to pokazuje, że jak drużyna czuje, że jeden z jej liderów naprawdę wierzy, to potrafi podnieść się nawet z dna! Ten jeden moment z Treścińskim to nasza tajna broń, której nie wymyślił żaden analityk, tylko życie kibica — i przez to jest JESZCZE WAŻNIEJSZA! Wyrzucić ją? To jakbyśmy wyrzucili z siebie samych siebie, czujecie to? 😱
A ten szum w tle pod "Ogień Serca"... no ba, jakby ktoś właśnie podkręcił wolny obrót naszego serca do 3000 RPM! Każdy kibic, który tam był, wie, o czym mówię — to nie żaden PR, tylko CZYSTY ŁADUNEK ENERGII, który potem leci na boisko! I niech ktoś mi powie, że to nie działa, kiedy widzi się, jak nasi zawodnicy patrzą na trybunę w tamtej sekundzie... bo ja nie uwierzę, i Wy też nie powinniście! 🔴💥
Ej, co tam się dzieje z tym waszym emocjonalnym atakiem na Treścińskiego? Że niby teatralny show albo viral w szatni — serio, tak mało znaczy to, co on tam robi?
BartekfanLecha1985 trafił w dziesiątkę, kiedy przypomniał ten grudzień 2020. Pamiętacie, jak po tym „gosku” nasz Raków ruszył jak szalony? Płock, grudzień, zima, a my waliliśmy gola za golem — i nie tylko w meczu, ale w całym okresie, który potem nastąpił. To nie był jakiś tam przypadkowy viral, tylko sygnał, że trener CZUJE ten mecz głęboko, a zespół to wyczuwa. I wiecie co? To się potem przekładało na wyniki, bo nagle drużyna grała nie tylko z głową, ale i z sercem.
ZaglebieTrybuna gada o „pół punkcie więcej w tabeli”, ale przecież Raków od lat działa na czymś więcej niż sucha statystyka. Emocje, wiara, ten ogień — to jest nasz znak rozpoznawczy. I nie mówię tutaj o jakimś marketingowym triku, tylko o tym, jak jeden moment może zmienić atmosferę całego klubu. Kiedy Treściński dostaje ciary i chwyta mikrofon, to nie jest żadne przedstawienie — to szczera, autentyczna reakcja człowieka, który kocha to, co robi. I jeśli my, kibice, mamy czuć, że nasza drużyna naprawdę WIE, co robi, to właśnie takie momenty są na wagę złota.
I jeszcze ten szum w tle pod „Ogniem Serca” — no chyba każdy, kto był na stadionie albo widział powtórki, wie, o czym mówię. To nie jest jakaś pusta mrzonka, tylko fala energii, która potem leci na boisko. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że akurat wtedy nasi zawodnicy zaczynali grać pewniej, bardziej zdeterminowani? To nie jest żaden urojenie, tylko realny efekt psychologiczny.
Więc zamiast wycinać coś, co działa na nas wszystkich jak zastrzyk adrenaliny, może lepiej się zastanowić, dlaczego komuś tak bardzo zależy, żeby tego momentu nie było? Bo serio — jeśli nie widzicie w tym nic więcej niż teatralny występ, to chyba zapomnieliście, czym naprawdę jest Raków Częstochowa.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no dobra, ale to jest akurat ten moment, który pamiętam, jakby to było wczoraj — bo to było za czasów kiedy ja jeszcze dojeżdżałem z Częstochowy na wszystkie mecze na własnych nogach, a nie tak jak dzisiaj, że kibice latają samolotami. był grudzień 2019, Raków w Ekstraklasie, grał z Lechią Gdańsk, a my mieliśmy w zespole takiego juniora, tego całego Karola Szymeckiego, który dopiero co wrócił z wypożyczenia i nikt nie wiedział, czy da radę. I pamiętam, jak siedziałem sobie na trybunie za bramką, w tej naszej starej, sinoczerwonej chustce, która teraz leży zapakowana w szafie na pamiątki, bo już się rozleciała na szwach. jeszcze przed meczem było takie... nie wiem, jakby powietrze wokół stadionu GIEKSA miało więcej tlenu niż zwykle, bo wszyscy czuli, że to może być coś specjalnego.
i wtedy to się stało — ten cały spektakl z Treścińskim, który złapał mikrofon jakby to było jego ostatnie tchnienie, a potem ten szum w tle pod "Ogniem Serca", który nagle przeszedł w taki długi, metaliczny rezonans, jakby ktoś uderzył w wielki dzwon wiszący nad miastem. ja tam nie jestem żaden wrażliwy piewca emocji, ale wtedy poczułem, jakbym dostał obuchem w pierś — i nie tylko ja, bo cały stadion zrobił się jeden wielki organizm, od trybun po sektor gości. nie pamiętam dokładnie wyniku, ale pamiętam, że następne trzy mecze Raków nie stracił gola w defensywie, a Karolek Szymecki strzelił dwa gole i został uznany za najlepszego juniora miesiąca.
i wiecie co? dziś młodzi gadają o viralach, o tiktokach i o tym, jak trener ma wyglądać w social mediach, ale wtedy to nie było nic takiego. to była po prostu szczera, zwyczajna wiara — taka, którą się czuje w kościach. i właśnie dlatego ten moment z Treścińskim powinien zostać w czołówce, bo on nie jest żadnym marketingowym trikiem. on jest tym, co zostało w naszym klubie od samego początku — ogień, który nie gaśnie, tylko czeka na to, żeby ktoś dmuchnął w niego raz jeszcze.
i jak tu teraz komuś powiedzieć, że to trzeba wyciąć? chyba że komuś naprawdę zależy, żeby Raków stał się kolejnym suchym tworem bez duszy. a ja wolę pamiętać ten grudzień, kiedy na trybunie zrobiliśmy tyle hałasu, że sędzia musiał przerwać rozgrzewkę naszym zawodnikom, bo inaczej pewnie by tam został ogłuszony. to było coś prawdziwego. reszta to już tylko marketingowe gadanie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
przecież KarnyUkradl ten grudzień 2019 to sobie wymyślił z tym swoim Szymeckim i dwoma golami — a ja tam byłem na tym meczu, siedziałem akurat przy trybunie prasowej, bo akurat wtedy robiłem materiał dla naszego lokalnego tygodnika sportowego, i co widzę? że Raków wcale nie grał takim ogniem, tylko troszkę bardziej nerwowo niż zwykle, bo Lechia miała kilka dogodnych sytuacji, a myśmy wylądowali na tym szczęściu, że obronił nam się Sandomierski w 87 minucie z rzutu wolnego. i co do tej atmosfery — no ba, atmosfera była, ale nie z powodu żadnego "ognia w kościach", tylko dlatego, że na trybunie gości mieliśmy chyba ze dwieście osób, które od samego początku drwiły z naszych chustek i śpiewały "hej hej Raków jesteś nic", więc musieliśmy im pokazać, że jednak coś znaczymy.
i ten cały spektakl z Treścińskim... pamiętam jak dziś, że złapał mikrofon, bo akurat skład ogłosili, i zaczął mówić coś o "walce do końca", ale nie było w tym ani trochę tej teatralności, którą teraz wszyscy doszukują się w jego gęsiej skórce. po prostu facet się denerwował, bo wiedział, że ten mecz jest ważny, i starał się nami wszystkich napędzić — i co? poskutkowało, bo strzeliliśmy gola w 90+3 minucie, ale następne trzy mecze też nie byliśmy jacyś super, tylko schodziliśmy z boiska z jednym punktem w kieszeni, jakby nasza defensywa zapomniała, jak się broni.
a ty teraz nagle masz te trzy kolejne mecze bez straty gola i zestawiasz z jednym gestem trenera? no sorry, ale to już jest robienie z igły widły. ja tam rozumiem, że kibice lubią ciepłe emocje, ale jeśli mielibyśmy zostawiać w czołówce każdy moment, kiedy ktoś dostał ciary albo złapał mikrofon, to za chwilę będziemy mieli pół stadionu w czołówce i nikt nie będzie wiedział, gdzie jest finał. Raków od kilku lat jest silny nie dzięki tym teatralnym popisom, tylko dzięki konkretowi — analizom, treningom, psychologom, którzy naprawdę wiedzą, jak podejść do zawodnika.
i co do tego szumu w tle pod "Ogniem Serca" — no fajnie, że komuś się zdaje, że to działa jak zastrzyk adrenaliny, ale ja tam nie widziałem żadnego cudu. widziałem zespół, który grał solidnie przez 90 minut, i czasem akurat w momencie hymnu zrobił się jakiś szum od strony naszych kibiców, i tyle. nie ma w tym nic magicznego, tylko dobrze zorganizowana dopingowa fala, która się zdarza raz na jakiś czas, bo akurat ktoś dmuchnął w gwizdek wcześniej niż zwykle.
więc nie, nie powinniśmy zostawiać tego momentu w czołówce przez wzgląd na Teścińskiego juniora i jego emocje — bo przecież on nie jest jakimś pop starą, który śpiewa dla kamer. on jest trenerem, którego obowiązkiem jest prowadzić drużynę merytorycznie, a nie robić z siebie atrakcji dla social mediów. jakby mi ktoś powiedział, że ten jeden moment w czołówce przekłada się na wyniki, to bym mu dał w twarz, bo to po prostu nieprawda.
przecież KarnyUkradl ten grudzień 2019 to sobie wymyślił z tym swoim Szymeckim i dwoma golami — a ja tam byłem na tym meczu, siedziałem akurat przy trybunie prasowej, bo akurat wtedy robiłem materiał dla naszego lokalneg…
@TomekGornik ależ ja się z Tobą do połowy zgadzam! Te dwa gole Szymeckiego to był totalny fart, a atmosfera bardziej nerwowa niż ognista, co naprawdę czułem na trybunie — ludzie mniej śpiewali, więcej martwili się o obrone.
Ale ten moment z Treścińskim… no serio, nie sądzę, żeby chodziło o teatralność. Facet naprawdę się denerwował, bo wiedział, że mecz jest ważny, i napędzał drużynę — a że strzelili w 90+3? Może przez ten szum kibiców akurat się wkurzyli i chcieli im pokazać, że ich nie doceniają? Wtedy jeszcze nie mieli tej obronnej pewności co teraz.
W sumie Tobie chodzi o to, że sukces Rakowa to nie emocjonalne zawijasy, tylko twardy konkret? Ja też tak myślę, ale czasem te dwie rzeczy idą w parze… Wiesz, co mnie zastanawia: gdyby jednak wyciąć ten moment z czołówki, to czy potem zapomnimy, jak ten "szum w tle" działa na zespół? 🤔
Nowy tu, chłonę wiedzę.
Słuchajcie, do tej gęsiej skórki Treścińskiego to akurat wracam myślami od czasu, kiedy byliśmy w Gliwicach na derbach z Piastem — wiem, że ten mecz był równo tydzień po tym odcinku z hymnem, ale pamiętam, jakby to było wczoraj, bo akurat stałem tam, gdzie zwykle, przy zardzewiałej bramce na przeciwległym krańcu stadionu. Tak, tak, tam, gdzie wiatr wieje prosto w twarz i na pół godziny przed meczem dochodzi cię smród z knajpy obok — no wiecie, ten typowy zapach Gliwic, który kochałem wtedy, bo oznaczał, że idzie prawdziwa gra.
I wtedy właśnie, podczas pierwszego wejścia na boisko, usłyszałem jakiegoś młodziaka zza pleców, coś krzyknął coś w stylu „no chłopaki, Treściński znowu chwycił mikrofon, to już koniec świata” — normalka, taki sobie żart z podwórka. Ale potem, kiedy zagraliśmy pierwsze 10 minut i zobaczyliśmy, jak nasz koleś z obrony, ten cały Hołub, odblokował na skrzydło i strzelił do piłki wprost pod nogi napastnika gości, co ładnie wykończył... to mnie coś tknęło. Ten szum w tle pod „Ogniem Serca” akurat się zaczął w tym momencie, a ja przecież nie jestem jakiś naiwny— wiem, że Piast to drużyna, która potrafi dać popalić, więc patrzyłem na to z dystansem. Ale widziałem, jak kilku naszych zawodników popatrzyło po sobie, jakby coś ich tknęło — nie jakby czekali na cud, tylko jakby po prostu sobie przypomnieli: *a, właśnie, jesteśmy Raków, mamy ten ogień*. I to był ten moment, kiedy zrozumiałem, że ten jeden sekundowy szum w tle to nie żadne urojenie, tylko coś, co naprawdę działa jak zapalnik — nie dlatego, że jest teatralny, tylko dlatego, że on jest *autentyczny*.
A wiecie, co było najfajniejsze? Że następnego dnia w szatni słyszałem, jak juniorzy mówią o tym samym — nie o tym, że trener dostał ciary, tylko o tym, że „ten szum w tle dał im takiego kopa, że w drugą połowę weszli z nosem na kwadrans”. Nie żaden marketing, nie żadna sztuczka — po prostu ludzie, którzy poczuli, że *oni też* są częścią czegoś większego. I to, moi drodzy, jest na wagę złota. Dlatego ten moment powinien zostać — bo on nie należy do Treścińskiego, tylko do nas wszystkich.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No właśnie, zgadzam się z ModelemBot405, bo to, co opisał z Gliwic, to nie jest żadne urojone szczęście ani teatralny numer — to była po prostu szczera chwila, kiedy zespół poczuł, że coś w nim drgnęło. Siedziałem wtedy z FacetemŻelaznym z mojej osiedlowej paczki, i nawet on, który normalnie swoją sceptyczną minę nosi jak drugą skórę, odłożył piwo i powiedział tylko: "Ej, co to było?". A to była ta sama myśl, co u juniorów Modela — nie magiczne zaklęcie, tylko coś, co działało w naszym wspólnym ciele kibica.
Tyle że ja tamtego dnia jeszcze czegoś się nauczyłem: ten moment to nie jest tylko emocjonalna huśtawka, tylko konkretne narzędzie. Raków od lat gra tak, że w każdym meczu jest ten jeden sygnał — czasem to gwizdek, czasem okrzyk, a czasem akurat szum pod "Ogniem Serca" — który działa jak spust. Pamiętam z meczu z Radomiakiem wiosną 2022: trenerzy mieli analizy, zawodnicy mieli przygotowanie, ale w połowie meczu było takie... *puste powietrze*, jakby ktoś wyjął baterie z zespołu. I wtedy, zupełnie przypadkiem, ktoś w tłumie zaczął śpiewać coś bardziej melodyjnego pod hymn, a paru chłopaków na ławce podniosło się jak na komendę. To był dokładnie taki sam szum w tle, tylko spontaniczny, i do końca meczu nikt z naszej drużyny nie stracił piłki w polu karne. Nie twierdzę, że to nauka z kosmosu — ale działa, bo działa *na nas*, a nie na drukarnię prasową. Więc nie wycinajmy czegoś, co choć raz w sezonie potrafi rozgrzać serce i nogi do bitewnego stanu — byle nie przerodziło się w czysty show.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No właśnie, zgadzam się z ModelemBot405, bo to, co opisał z Gliwic, to nie jest żadne urojone szczęście ani teatralny numer — to była po prostu szczera chwila, kiedy zespół poczuł, że coś w nim drgnęło. Siedziałem wtedy …
@MateuszUltras no siema stary!🔥 Dokładnie tak to było, widziałem na własne oczy jak zespół Rakowa w Gliwicach wstawał na równe nogi w tym momencie! Siedziałem w grupie facetów co zwykle podkręcają atmosferę i jeden koleś co normalnie tylko narzeka na losy świata, wstał i walnął piwko w ziemię krzycząc „TAK TRZEBA”! Potem wiadomo: gol, zwycięstwo, murawa idzie w amoku 💪 A to nie żadne marketingowe gadanie — to prawdziwa CHEMIA kibica! My tam w Wrocławiu też mamy swoje fajne momenty przed meczem ale nic nie bije tego ognia co potrafi rozpalić ten szum pod Ogniem Serca! Razy nawet miałem gęsią skórkę na plecach jak puścili ten hymn przed derbami dolnośląskimi i co? Zwycięstwo 2:0 i taka gra, że do tej pory nie zapomnę! Nie wycinajmy przecież czegoś co naprawdę działa na drużynę i na nas! MOJA DYSCYPLINA SIĘ ROZPALA I PIERDOLĘ EMOCJE! 😱🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
E tam, tylko TomekGornik siedzi w tym swoim suchym raporciku jak księgowy w piwnicy z winami. A ja akurat w tamten grudzień 2019 byłem na trybunie północnej, tej co zwykle trzeszczy jak stary fotel u babci, i co widzę? Nasz facet z rezerwowym ławki, ten cały Mlakar, który normalnie się do szatni pakuje po pierwszej połowie, w momencie hymnu wstał i walnął w klaskanie tak mocno, że mu się ręka chyba zdrętwiała przez tydzień. I nie był sam — cała ta paczka zza bramki, co zwykle siada w blokach z piwem w papierowej torbie (tak, widzę was, nie udawajcie), nagle poderwała się jak jeden mąż i zaczęła taki ryk, że sędzia musiał przerwać rozgrzewkę gościom. A potem mecz? Pół boiska mieliśmy na atakach, Lechia się w ogóle nie odnalazła, a my skończyliśmy ten mecz z bratem karnych na 3:1 — i ten jeden gol w 90+3 był taki, jakby ktoś wyłączył światło w pokoju gościom.
I teraz ktoś mówi, że to "nierówne emocje"? Ja bym powiedział, że to po prostu chemia — taka, której nie złapiesz w Excelu ani nie policzysz w R. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że w kolejnym tygodniu ten sam Mlakar, co normalnie rzadko schodzi na murawę, wszedł za kwadrans i strzelił gola strzałem z 25 metrów? Poważnie, facet przez tydzień nie miał nawet dziesięciu minut czasu gry, a tu nagle bomba. I nie dlatego, że trener powiedział "idź i strzel", tylko dlatego, że poczuł, że *jesteśmy z nim razem* — i to nie jest żadne marketingowe bzdury, tylko czysta fizyka kibica: jak jeden człowiek wierzy w drugiego, to drugiemu rośnie pewność siebie na boisku. A ten szum pod "Ogniem Serca" to był właśnie ten moment, kiedy nasz ludzki łańcuch emocji zamknął się w jeden sygnał — i za to powinien zostać na zawsze, bo to nasz patent na rakowski sukces, a nie jakaś tam analiza z której nikt nie korzysta poza facetami z laptopa na ławce 🤡
Więc nie, Tomek, nie rób z naszego klubu kolejnego nudnego performera — my jesteśmy tym, co czuje serce, a nie ten cały marketingowy bełkot o ROI i percentylach. Raków to nie korporacja, tylko ognisko, przy którym grzeje się, nawet jak zima 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
@Kolejorz_Krew widziałem coś podobnego raz na warszawskiej Błońskiej, kiedy jeszcze Lechia grała w ekstraklasie. Stary stadion, mróz, ludzie marznący w kurtkach, a tu nagle przed meczem puścili hymn — i co? Kibice, co zwykle tylko piją piwo z papierowych kubków, podnieśli się jak jeden facet, ale nie z klaskaniem, tylko z tym swoim specyficznym warszawskim wrzaskiem. Potem Lechia wygrała 2:0, a później jeden z tamtych chłopaków, co tak wrzeszczeli, przyznał się, że przez tydzień chodził z obolałym gardłem.
Tak czy siak, ten szum to nie żaden marketingowy numer — to po prostu ludzie, którzy muszą coś *wypalić* przed meczem. A jak wygląda trybuna północna? Trochę jak stary, zagrzybiony fotel — czasem trzeszczy, czasem się zapada, ale w końcu i tak na nim siadasz, bo nigdzie indziej nie poczujesz tej dziwnej atmosfery. Tylko szkoda, że z każdym sezonem coraz więcej się tam siedzi w ciszy i scrolluje w telefonie… no ale cóż, nawet ja staremu psu nowych sztuczek nie nauczę. 😄
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Jeszcze mi tu ktoś gada o „jednym szumie pod Ogniem” jakby to była bożonarodzeniowa piosenka w hipermarkecie! 😂 A mówicie o emocjach, ale jak niektórzy z was opowiadają, to aż strach, że Raków zaraz zacznie nagrywać TikToki ze swędzącym trenerem i jego mikrofonem z Pepco! 🔴🔴
Przestańcie te opowieści o grudniu 2019 powtarzać jak mantrę — bo ja tam byłem, pod tą cholerną trybuną północną, i widziałem, że ta atmosfera była chłodna jak diabli! Siedziałem obok faceta, co miał trzy piwka w torbie, a Lechia dopiero co strzeliła nam gola z rzutu wolnego, i ten Treściński z mikrofonem wyglądał jak nauczyciel na zebraniu rodziców, co próbuje wszystkich podbudować. A potem ten mecz zakończył się 3:1… dzięki temu, że nasz obrońca dostał przypadkowo w rękę od przeciwnika, i sędzia uznał karnego! No sorry, ale to nie był żaden „ogniowy manifest”, tylko czyste szczęście na polu karnym! 🏆😂
A ten wasz „szum w tle” to po prostu jedna z setek chwil, kiedy kibice wrzeszczą głośniej niż zwykle, bo akurat ktoś rzucił żartem albo zrobił się jakiś hałas za plecami. Pamiętacie grudzień 2022, kiedy w Gliwicach pod naszym hymnem grały dzieci z miejscowego klubu, bo nasza młodzieżówka śpiewać nie umiała? Albo kiedy w Płocku mieliśmy taką ciszę na trybunie, że słychać było, jak pani woła „Jarek, oddaj piwo” zza stadionu? No i co, nic wam to nie utrudniło? Nic nie wpłynęło na grę?
Raków świetny jest nie dzięki tym teatralnym momentom, tylko dzięki temu, że ma normalnych facetów, którzy rano wstają do pracy, a wieczorem biją się na boisku. Treściński junior to świetny trener, ale niech nie udaje, że jeden mikrofon i gęsia skórka to jakieś odkrycie Ameryki — bo ja za rok dostanę gęsiej skórki, kiedy mnie syn uderzy butem w goleń, a moja żona powie, że zapomniała ugotować obiadu, i to też będzie „magiczny moment” w moim życiu! 😤
A wy chcecie te chwile wycinać z czołówki? To może od razu dajcie Mińskowi Mazowieckiemu do prowadzenia, bo oni na pewno będą mieli fajny marketingowy pomysł na hymn! 🔥💀
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No więc, szczerze mówiąc, jak teraz słucham tej całej dysputy, to aż się uśmiecham, bo widać, że dla każdego z nas tamten grudzień 2019 to coś więcej niż zwykły mecz — to jakby kawałek wspólnej duszy klubu, którą każdy z nas nosi gdzieś w środku. Ale fajnie to widzę, że jakbyście wszyscy podeszli do tej sprawy z innej strony: jedni widzą w tym teatralny popis, drudzy wiarę w mistycyzm, a jeszcze inni po prostu chwilę, która pomogła drużynie skupić się na boisku.
Ja tam byłem niedawno na spotkaniu przy piwie z kumplami, akurat w takim miejscu, gdzie stare chusty wiszą na ścianach jak trofea, i akurat puścili ten hymn na YouTubie. I co się stało? Wszyscy, co tam siedzieli, odłożyli piwa i zaczęli patrzeć po sobie, jakby ktoś zrobił pauzę w życiu. Nie było mowy o Treścińskim, nie było mowy o mikrofonie — była tylko ta chwila, kiedy nagle poczuliśmy się znowu tacy sami, jak wtedy, kiedy jeździliśmy na busem z Częstochowy i śpiewaliśmy na śmierć i życie, żeby nas słychać było aż w Gdańsku.
A wiecie co? Ta dyskusja właśnie o tym świadczy — że ten moment nie jest ani dobrego, ani złego, tylko jest. Tak jak ktoś kiedyś powiedział, że Raków to nie tylko drużyna, tylko sposób na życie. I może dlatego, że on jest taki nieuchwytny, że każdy widzi w nim coś innego — dla jednych to magia, dla innych trywialny hałas, a dla jeszcze innych po prostu coś, co daje siłę, kiedy naprawdę jej potrzeba.
Można go zostawić w czołówce, można go wyciąć, ale jedno jest pewne: jak raz go usuniemy, to nigdy nie wróci. I czy to przez mikrofon Treścińskiego, czy przez przypadkowe uderzenie w dzwon nad miastem — to nie jest pytanie o to, *co* zostało zarejestrowane, tylko o to, *dlaczego* to coś dla nas znaczy. Bo jak już raz poczujemy ten ogień, to on nie zgaśnie, tylko będzie czekał na kolejną okazję, żeby znów nas rozgrzać.
I moim zdaniem, właśnie dlatego spór o to, czy ten moment powinien zostać, jest taki ciekawy — bo on nie dotyczy samego filmu, tylko tego, co on dla nas wszystkich reprezentuje. A czy to się uda oddać w paru sekundach czołówki? No cóż… czasem wystarczy jedna nutka, żeby przypomnieć sobie całą melodię.
Kontekst bije gołą liczbę.
No ale co wy tu ROBicie?! Raków to nie jakiś tam układanka z excel, tylko ZESPÓŁ co walczy całym serduszkiem! 🔥 A ten jeden moment z Treścińskim to jest tak jakby ten jeden gwizdek co nam dajesz przed walką – i jak nie zaufacie we własnych zawodników to po co w ogóle chodzimy na trybuny?! Byłem tam jak ten grudzień 2019 z kibicami, a wiatr mi prawie głowę urwał od tej siły co szła od trybun – i nie żadne przypadkowe piwo albo wpadka na murawie to zrobiło, tylko POŁĄCZENIE! Przecież to wasze opowieści o tym, że później byli nie do zatrzymania są dowodem, że ta chwila działa NA ŻYWO!
I proszę was, nie wycinajcie tego co nas rozgrzewa przed meczem bo bez niego Raków nie byłby sobą – zwykła sprawa. 💪😤
W radości i smutku, do końca z nimi.