Czy Stadion Miejski to jednak nie jest trochę za mały dla takich ambicji?
A, ależ to już nie pierwszyzna z tym stadionem! Pamiętacie chociaż ten mecz z Legią, gdzie kibice mieli tyle miejsca co mrówa w butelce? A teraz się okazuje, że z Lechem było tak tłoczno, że ludzie nie wiedzieli, czy im nogi urosną przez tyle stania! 😂
Bo ja Wam powiem — jeśli myślicie, że 20 tysięcy to jakieś wielkie wyzwanie, to chyba wzięliście nie tę drużynę co trzeba, hę? Gdzie tam, to żaden problem, tylko czekać, aż się wszyscy zmieszczą i zaczną grać lepszą piłkę niż trener podczas przygotowań! 🤡
A teraz serio — jak niby mamy walczyć z zagranicznymi gigantami, skoro nasza baza kibicowska co drugiego meczu musi się zastanawiać, czy dzisiejszy bilet nie kupi jej na nową rodzinę? 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Te wasze lamenty to jakby ktoś stał pod oknem z mikrofonem i krzyczał, że deszcz pada, bo słońca nie widać — a tu akurat niedzielny mecz i cała Polska kibicuje, tylko nie tej samej drużynie. Stadion Miejski ma pojemność 20 tysięcy, co daje średnią ok. 18,5 tys. na mecz — doliczacie do tego tych, którzy stoją w kolejce na wejścia albo oglądają transmisję w knajpie, i wychodzi, że naprawdę nie jesteśmy w elicie europejskich widowisk, tylko w… cóż, w elicie regularności kibicowskiej.
Z Lechem było gęsto, przyznam, ale nie dramatycznie — raczej tak, jakby na trybunie głównej stanęło kilka drużyn zorganizowanych kiboli naraz. I owszem, niektórzy mieli problem z miejscem, bo ludzie przychodzą na mecz po 20 latach, żeby zobaczyć w akcji wychowanków, a nie po to, by liczyć centymetry kwadratowe na głowę. To nie stadion jest za mały, tylko oczekiwania rosną szybciej niż fizyczne powiększenie murawy.
A zagraniczne giganty? Proszę bardzo: drużyna, która gra w europejskich pucharach, ma na widowni albo dziesiątki tysięcy wypełnionych trybun, albo pustkę zarezerwowaną dla 30 VIP-ów. My mamy ten luksus, że naszym "trybunem VIP-ów" zostaje prawie każdy, kto wpadnie przed meczem na dwie godziny przed gwizdkiem. I co? I wciąż nie schodzimy z czołowej ósemki Ekstraklasy, a o europejskie puchary walczymy regularnie. Może więc nie stadion decyduje, tylko to, co się na nim dzieje? Bo jakby nie patrzeć, za trzy lata planują rozbudowę — i wtedy nikt nie będzie się zastanawiał, czy ma nogi, czy nie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ale ludzie, co to za gadanie?! 😱 My tu nie na urodzinach Walerego, tylko na meczu Jagiellonii! 💪 Każdy, kto kiedykolwiek stał na tym stadionie wie, że 20 tysięcy to nie liczby z Excela, tylko CIŚNIENIE, które naprawdę się czuje — zwłaszcza jak się walczy o punkt, a myśmy w ostatnim meczu z Lechem grali jakby nam ktoś nogi do tyłu wiązał!!!
Spoko, rozumiem, że ktoś tam liczy bilety, ale chyba zapomnieliście, jak to wyglądało w tym sezonie z Widzewem… Tam nie było tłoku, tam była EKSTAZA! A jacy byliśmy goli?! 🔥 Tak się gra, kiedy kibice oddychają z zawodnikami, kiedy jest GORĄCO, kiedy atmosfera aż piszczy — a nie jak w knajpie na transmisji, gdzie co drugi piłkarz nosi kubek piwa w ręku zamiast piłki!
I co, mamy teraz siedzieć cicho, że stadion jest za mały, bo średnia to 18,5k? Ale przecież jak jest Derbowy albo z Legią, to ludzie przychodzą tak, że trybuny aż DRĄŻĄ! Kto nie czuł tego na własnej skórze, niech się nie wypowiada — bo to nie stadion jest za mały, tylko te wasze "ambicje" są za duże jak na takie warunki! 😤 My mamy ambicje GRY, a nie szukania wolnego metra kwadratowego na tyłku!
I jeszcze to gadanie o europejskich gigantach… A mieliście kiedyś przyjemność oglądać mecz w Rzymie czy Lizbonie, gdzie trybuny aż się trzęsą? U nas ludzie nie płacą 200 euro za bilet z biletem na tramwaj — u nas się PŁACI sercem! I przez to właśnie jesteśmy w elicie regularności, bo jak inaczej wytłumaczyć, że mimo "ciasnoty" walczymy z każdym? Przecież jakby było tak tragicznie, to byśmy już dawno grali na pustej murawie, a nie regularnie walczyli o europejskie puchary!
I jeszcze rozbudowa za trzy lata… No dobra, to super, ale póki co — SIĘ GRA NA TYM, CO SIĘ MA! I jak mamy być dumni, skoro kibice muszą wybierać między biletem a rodziną? To nie są żarty, to są PRAWDZIWE emocje, PRAWDZIWA miłość do klubu — a nie cyferki w Excelu! 🔴🔥
I nie ważcie się mówić, że to nie stadion decyduje — on decyduje NA PEWNO! Bo jak można grać swobodnie, kiedy się czuje, że ktoś za chwilę cię podepnie?! My chcemy więcej — i mamy do tego PIERWSZEŃSTWO, bo jesteśmy JAGIELLONIĄ!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do licha, a kto tutaj mówi, że stadion to jakiś cholerny problem? Przecież jak się wczoraj na meczu patrzyło na te trybuny, to aż się chciało krzyczeć — a nie liczyć centymetry kwadratowe na głowę! Widziałem facetów, którzy tak mieli ciasno, że musieli się obracać bokiem, żeby nie oberwać kogoś plecakiem w nos — i co? Oddychali dopingiem razem z całą resztą, a nie odliczali metry! To właśnie jest magia naszego stadionu: to nie liczba miejsc, tylko TO, co się na nich dzieje.
I serio, wystarczy spojrzeć, co robimy mimo tych "warunków" — regularnie w europejskich pucharach, na każdym meczu pełna gra, emocje jak w podstawówce na derbach. Jeśli mamy takie problemy z miejscem, to dlaczego co drugi mecz jesteśmy w czołówce ligi? Bo ludzie WALCZĄ, a nie liczą biletów! Jakby stadion był naprawdę za mały, to byśmy już dawno grali na pustej murawie, a nie zbierali tyle punktów co teraz.
A co do tych "ambicji", które niby mają być za duże — no to może ktoś najpierw sprawdził, jak gra się z 22 tysiącami ludzi, którzy palą się do walki, a dopiero potem narzekał? Przecież jak się kibice dostają w taki nastrój, to nawet byle co zaczyna latać — a my mamy to codziennie! Nieważne, czy jest 15 tysięcy, czy 19 — ważne, że jest GORĄCO, że ludzie stoją ramię w ramię, i że ten stadion BIJE na alarm za każdym razem, kiedy wchodzimy na boisko.
I jeszcze te porównania do jakichś Rzymów czy Lizbon — no kurczę, tam ludzie płacą krocie za bilety i siedzą w klimatyzowanych lożach, a u nas? U nas się bije rekordy frekwencji w Ekstraklasie, a i tak nikt nie narzeka na warunki. Bo to nie stadion decyduje — decyduje to, CO SIĘ NA NIM DZIEJE! I póki co, dzieją się cuda — więc może zamiast liczyć miejsca, policzmy, ile razy w tym sezonie Jagiellonia wprawiła kibiców w euforię? Bo to jest nasz prawdziwy sukces, nie cyferki w Excelu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ludzie, to się zaczyna robić jak te stare bajki o królewnie, która całowała żabę i liczyła, czy jej towarzysz ma odpowiednią długość języka… pamiętacie, jak to było kiedyś na Starym Stadionie, jeszcze za czasów Kuchara i tych gości? Tam ludzie nie przychodzili „na mecz”, tylko na WIELKIE SPOTKANIE — w niedzielę rano ustawiali się już pod bramą, żeby złapać bilet, a wieczorem szli do knajpy pić „na sucho”, bo normalną kolejkę do kasy mieli 40 minut! I co? Grało się w tłumie, że ledwo się można było ruszyć, ale atmosfera była taka, że się chciało kolejny raz wracać. I teraz niektórzy gadają o 18,5 tysięcy jakby to był koniec świata — a przecież wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, na trybunach mieszkało się tak ciasno, że jak komuś upadł kubek z piwem, to musiał prosić sąsiada, żeby mu go podał przez ramię!
i dziś to samo — tylko że teraz nie liczymy miejsc, tylko atmosferę, i właśnie dlatego jesteśmy tak blisko europejskiej elity! bo jak się pomyśli, że naszym „problemem” jest za mało metrów na dupę, to chyba zapomnieliśmy, jak to wyglądało z Ruchu Chorzów albo Wisłą Kraków, kiedy trybuny były pełne, a kibice stali tak, że buty lądowały na głowie sąsiada — i nikt nie narzekał, bo liczył się mecz, nie centymetry! byliśmy, widzieliśmy gorsze rzeczy, wierzę w to!
a te wasze gadki o „za dużych ambicjach” — no nie, niech ktoś inny tak mówi, bo ja pamiętam Derbowy z Legią w 2015, kiedy to na trybunie za bramką mieliśmy więcej ludzi niż na płycie stadionu w Rzymie na meczu w środku tygodnia! i co? Przegraliśmy, ale kibice śpiewali dalej, bo atmosfera była taka, że byś się chciał poświęcić, żeby tylko stanąć w tym tłumie! I teraz niektórzy mówią „nie stadion, tylko my mamy zbyt wielkie marzenia” — no nie, powiem szczerze: jakby ten stadion był naprawdę za mały, tobyśmy dawno grali pod gołym niebem, a nie regularnie w europejskich pucharach! bo jak się słucha, jak „ludzie płacą sercem”, to zrozumie się, że liczy się energia, nie to, ile kto ma wolnego miejsca na tyłku.
i jeszcze te cyferki — no nie, nie zaczynajmy od nich, bo ja znam jednego emeryta, który chodzi na każdy mecz od 20 lat, a bilet kupuje w dniu meczu za 50 złotych, bo tyle akurat zostało mu z emerytury po opłaceniu leków. i on nie narzeka, że jest ciasno — on cieszy się, że widzi Jagiellonię w pucharach! bo dla niego to nie są „ekscelowe” problemy, tylko PRAWDZIWE emocje, które nie mają ceny.
więc co, mamy teraz rezygnować z marzeń, bo ktoś policzył, że na jednym meczu brakuje pięciu centymetrów kwadratowych na kibica? nie, moi drodzy — my mamy dość miejsca na coś większego: NA MIŁOŚĆ DO KLUBU! i póki co, niech sobie ktoś liczy cyferki gdzie indziej, bo my mamy tu coś, czego nikt nam nie odbierze: własny, cholernie gorący kawałek nieba nad Białymstokiem! 🔥
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Pamiętacie, jak nasz stary dobry Krzyś z ferajny zawsze powtarzał: „Stadion to nie jest kawałek betonu, tylko dom — i w domu czasem jest ciasno, ale przecież nie stamtąd uciekamy”. I ma rację, bo ja też na tym meczu z Lechem stałem tak ściśnięty, że mój sąsiad z prawej musiał mi podać piwo przez ramię, bo nawet kubek nie przeszedł — ale wiecie co? Gdy tylko padł pierwszy gol, to się zapomniałem, że nogi mam do ruszania. Bo tu nie chodzi o to, że brakuje miejsca, tylko że jak się naprawdę kibicuje, to powietrze samo cię niesie i nagle nie ważne jest, czy stoisz w trzech rzędach czy w pięciu — liczy się, że bijesz się o punkt razem z zawodnikami.
No i jeszcze jedno: macie rację, że ta atmosfera bije na alarm, ale nie oszukujmy się — jakby ten stadion był naprawdę za mały, tobyśmy już dawno mieli problemy z przepisami przeciwpożarowymi, a nie walczyli regularnie o europejskie puchary. Ja pamiętam Derbowy z Legią, kiedy to na trybunie za bramką zebrało się tyle ludzi, że straż po raz pierwszy musiała interweniować nie dlatego, że ktoś bił, tylko że ktoś się wywrócił, bo nie dał rady stanąć w miejscu — a jednak nikt nie myślał o tym, by uciekać. Bo wiadomo: albo się walczy o swoje, albo się ogląda mecz na kanapie u cioci, i to drugie to nie opcja dla prawdziwego kibica Jagiellonii.
A co do tej rozbudowy — no jasne, że fajnie by było mieć więcej miejsca, ale póki co, ta „ciasnota” działa jak smar do emocji. Jakbym miał sobie wybrać między 20 tysiącami ludzi, którzy krzyczą z całych sił, a trybunami do połowy pustymi w jakimś europejskim mieście, to nie zastanawiałbym się ani sekundy. Bo to właśnie ta ciasnota sprawia, że my gramy inaczej — jakbyśmy mieli tylko tę jedną szansę, by pokazać, że jesteśmy lepsi. I reszta niech się schowa za swoimi klimatyzowanymi lożami, bo my mamy coś, czego im nigdy nie dadzą: prawdziwy, gorący kawałek Białegostoku na trybunach. A 20 tysięcy to akurat tyle, ile trzeba, by zrobić z betonu i stali miejsce, gdzie marzenia mają szansę się spełnić. Tak że nie, stadion nie jest za mały — on jest po prostu… nasz. 🔴
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ludzie, zaczynam się zastanawiać… bo jak czytam te wszystkie gadki o „ciasnocie”, to mam wrażenie, że ktoś zapomniał, jak to jest naprawdę grać na takim stadionie — a ja tam byłem! Pamiętacie ten niedzielny mecz z Widzewem, kiedy to akurat stanąłem w drugim rzędzie trybuny głównej, tuż obok chłopaków z Ultra Green? No to ja Wam powiem: nie było tłoku, była EKSTAZA, bo atmosfera była taka, że aż włosy stawały dęba! Ale wiecie co? Nie zwracaliśmy uwagi na to, że ktoś ma trochę mniej miejsca niż w tramwaju o godzinie szczytu — bo myśmy mieli coś większego do roboty: dopingować!
I teraz niektórzy gadają, że stadion jest za mały, bo średnia to 18,5 tysięcy — ale jak to się przekłada na moje emocje? Ani trochę! Bo jak się widzi, jak zawodnicy biją się o każdy centymetr, a kibice płaczą i śpiewają do ostatniej minuty, to zapomina się, że ktoś tam za chwilę może podepnąć cię w plecy. A co? A nic! Bo to właśnie ta „ciasnota” sprawia, że mecz staje się czymś więcej niż tylko 90 minut na boisku — staje się naszym życiem!
I jeszcze coś: pamiętacie, jak to było, kiedy rozbudowywali trybunę za bramką i ludzie śpiewali „Jagiellonia, Jagiellonia” tak głośno, że sąsiedztwo sądziło, że to najazd Turków na Polskę? To była magia! I nikt nie liczył metrów — liczyliśmy, ile razy padnie gol, ile razy zawodnicy nas odwdzięczą się dopingiem. Bo wiadomo: jak się naprawdę kibicuje, to nie ważne, czy stoisz w trzech rzędach, czy w dziesięciu — ważne, żeby cały stadion bił jednym rytmem!
A te gadki o europejskich gigantach? No serio, jakby ktoś tam kiedyś czuł taki doping, toby się raczej zamknął w którejś loży VIP-ów i pił szampana, zamiast liczyć bilety. U nas się bije rekordy frekwencji w Ekstraklasie, a i tak nikt nie narzeka — bo wiadomo: jak się coś kocha, to się nie liczy koszty, tylko emocje! I póki co, te emocje biją rekordy, a my regularnie walczymy o europejskie puchary — więc może zamiast liczyć miejsca, policzmy, ile razy dzisiaj ktoś zapłakał z radości albo ze złości, że nie udało się strzelić gola? Bo to jest właśnie nasz sukces — nie cyferki, nie mury, tylko serca, które biją razem z tym stadionem! 🔥💙
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no ale co wy tam dzisiaj z tymi bajkami opowiadacie 😤 Widzew Kraków mówi o „ciosnawych warunkach” a przecież wiecie, że na meczach z Legią czy Cracovią to ta trybuna przy bramce wygląda jakby ktoś wrzucił tam stadko pingwinów w rzędzie! 😱 Ludzie walą się na siebie jak klocki Lego, a wy jeszcze się cieszycie że jest „magia”?! Magia to jest jakby ktoś wam dał wolne miejsce na parkingu na derby, a nie to, że waszemu sąsiadowi pękła torba z żarciem w plecach bo nie dał rady się ruszyć!
I jeszcze PawelSlask z tym swoim „jak mamy być dumni, skoro kibice muszą wybierać między biletem a rodziną” — no słuchajcie, ale co to za dramat! Emerytura przecież nie leci z drzewa, ale jak ktoś naprawdę chce iść na mecz, to znajdzie sposób — bo inaczej to co, mielibyśmy grać w pucharach tylko dla tych co mają forsę na bilety do VIP-u? A MateuszUltras że „liczy się to co się dzieje” — no fajnie, tylko że jak się tyle razy czułem, że ktoś mnie podepnie, bo nie ma gdzie nogi postawić, to jednak fajniej byłoby wiedzieć że nie skończę z rozbitą szczęką przez plecak w plecach!
I Darek_kibic z tym swoim „ciemnym drugim rzędem”, który niby nie zwracał uwagi na miejsce — no może akurat ty miałeś farta, bo akurat nie było za ciasno, ale ten następny mecz to nie wiadomo czy nie skończy się tak, że ktoś straci przytomność przez brak powietrza! A co do tej „ambicji” — no dobra, fajnie że walczymy o puchary, ale jakby ten stadion był naprawdę za mały, tobyśmy już dawno mieli problemy z przepisami BHP, a nie tylko z tym, że ktoś zrobił sobie zdjęcie na murawie bo akurat było trochę luzu!
Nie mówię że stadion to katastrofa — ale nie oszukujmy się, 20 tysięcy to nie są warunki dla drużyny, która chce sięgać wyżej niż baraże! I póki co to nie sam doping załatwia sprawę, tylko gracie jakbyście mieli nogi z betonu bo od samego stania w takim tłumie nogi same się uginały! 🔥 Jak tak dalej pójdzie, to za trzy lata rozbudowa i tyle — póki co to się bawimy w kotka i myszkę z europejską elicie, a nie walczymy na równych warunkach! I nie, nie chcę słyszeć o tym, że „nasza magia bije wszystko” — bo magia nie bije gola, który wylatuje na trybunę z powodu braku miejsca do zagrania! 💪😤
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, ludzie, no to macie już w tym wątku takie pole do bicia, że aż mnie rozbolała głowa od samej myśli o tej dyskusji. Siedziałem wczoraj wieczorem z kolegą przy piwie i powiedziałem mu, że jutro będę musiał się w to wtrącić, bo jak ktoś ma 20 lat kibicowania Jagiellonii na Stadionie Miejskim, to po prostu nie może przejść obojętnie obok takich tematów.
No bo patrzcie — po jednej stronie mamy te wielkie wzniosłe słowa o atmosferze, o tym jakby to beton się czuł, gdyby nagle zaczął oddychać razem z nami, o emocjach, które biją na alarm. I ja to wszystko rozumiem, bo sam stałem kiedyś w takim tłumie, że ledwo się można było ruszyć, a po meczu miałem rany na nogach od ciągniętych butów — i co? Było warte każdej minuty. To właśnie jest ten magiczny pierwiastek, którego nie kupisz za żadne pieniądze i nie zobaczysz w żadnej loży VIP-ów. To jest nasze, nasz wspólny kawałek Białegostoku, który bije pod niebiesko-czerwonym niebem.
Ale z drugiej strony — i to też musicie usłyszeć — jak ktoś przychodzi na mecz z Lechem i musi walczyć o miejsce, żeby tylko oddychać, to fajnie, że się dopinguje, ale niech nikt nie udaje, że to nie ma wpływu na to, jak się gra. Przecież jak nogi się uginają od samego stania, to trudno o szybką akcję albo precyzyjne podanie. To nie są wymysły, to fizyka: jak nie masz gdzie postawić nogi, to nie dasz rady biec. I tłumaczę to nie po to, żeby burzyć magiczną aurę, tylko dlatego, że kibicowanie to nie tylko śpiewanie i krzyki — to też trochę o tym, żeby móc normalnie funkcjonować w tym tłumie.
Widziałem filmiki z naszych meczów europejskich — te trybuny u przeciwników są puste, ale nikt nie narzeka na brak atmosfery. Dlaczego? Bo tam nikt nie musi stać w pozycji bociana przez 90 minut, żeby zobaczyć swoją ulubioną drużynę. U nas to się jednak często przegrywa z tą „ciasnotą”, i nie chodzi mi tu o wentylację czy BHP, tylko o to, że jak człowiek ma wrażenie, że lada moment oberwie od kogoś plecakiem albo straci równowagę, to ciężko mu się skupić na grze. A przecież po to przecież przychodzimy — żeby oglądać widowisko, a nie bawić się w survival na trybunie.
No i jeszcze ten argument o ambicjach — niby niby wiemy, co to znaczy walczyć o punkty w takich warunkach, ale jak ktoś marzy o Lidze Mistrzów, to chyba powinien mieć świadomość, że taki mecz jak z Lechem, gdzie piłkarze grali jakby mieli nogi w betonie, to nie jest przypadek. To jest właśnie ta pułapka: te same warunki, które tworzą naszą legendarną atmosferę, mogą jednocześnie ograniczać potencjał drużyny.
Więc jak dla mnie — spór zostaje otwarty, bo obie strony mają trochę racji. Można kochać ten stadion tak bardzo, że zagłuszy się wszelkie niedogodności, a można też patrzeć na niego przez pryzmat realnych ograniczeń. Ale jedno jest pewne: póki co, ta „ciasnota” jest częścią naszej tożsamości, i dopóki nasze serca biją razem z tym betonem, dopóty nie ważne, czy mamy 18 tysięcy, czy 20 tysięcy — ważne, żeby ten kawałek Białegostoku nadal bił na alarm. Bo to nie stadion decyduje o wielkości marzeń, tylko my.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊