Czy ten nowy kontrakt z Air Jordan to szansa na globalny marketing czy zwykłe cyniczne…
Akurat to mnie najbardziej dziwi w tym wszystkim, że niby PSG ma być takim "wielkim graczem na globalnej arenie", a tu nagle okazuje się, że zamiast walczyć o mistrzostwo kraju, to się robi biznes na krwioobiegu kibicowskiej dumy. 12 miliony na koszulki z antenką vs. pół miliona na szaliki z logo klubu – no niech mnie ktoś kopnie w dupę, bo ja pierdolnięte rozumiem, jak to się ma do "rosyjskiej dumy". Tfu, psiakrew! 🤡
I teraz pytanie do was, chłopaki: albo jesteśmy marką do zrobienia forsy, albo jesteśmy klubem. Bo jak nie, to nie wiadomo, na co my właściwie walczymy – na boisko czy na akcje w notowaniach Nowego Jorku. A może już walczymy? 😏💸
Poczekajcie aż nabiegną te Waszyngtończycy z klapkami na oczach i krzykną "to dla dobra zespołu!", to pogadamy.
Każdą statystykę da się nagiąć.
No dobra, kurwa, aleście dzisiaj porządnie naskoczyli na ten Air Jordan jak na nową kurtkę numer 10 za 7000 zł. Ale serio, Lech_Fan, powiedz mi – bo ja akurat mam na oczach te 12 milionów i te pół, i co? Że niby mamy teraz płakać nad szalikami jak nad czymś świętym? Co ty pierdolisz.
Bo widzisz, ja tam wiem, że jakby ktoś dał mi milion, tobym się też zastanawiał, na co go wydać – może na nowe buty dla chłopaków z Juniorów, a może na taki luksusowy szalik z antenką, żeby stary tata poczuł się jak król w Sochaux. Tylko że tutaj chodzi o to, że PSG nie jest domem spokojnej starości dla nostalgików z biało-czerwonymi szalikami. To jest globalna marka, której flagę niosą po całym świecie nie tylko fani, ale i ludzie, którzy nawet nie wiedzą, gdzie leży Montreuil.
Te 12 milionów to nie jest żadna "sprzedawanie duszy", tylko kalkulacja. Bo Air Jordan ma na globalnym rynku zasięg większy niż cała Liga 1 razem wzięta, a my mamy produkt, który każdy chce mieć – z tym "PSG" z tyłu. Jak teraz ta koszulka wyjdzie, to nie będzie ładnie wyglądać na kibolu z banderą przy Porte de Clignancourt, tylko trafi do kolekcjonerów z Tokio, Nowego Jorku czy RPA. I tak naprawdę, to dzięki temu właśnie mamy szansę zarabiać na poziomie, na którym moglibyśmy wreszcie normalnie budować drużynę, a nie liczyć każdego grosza.
A te pół miliona na szaliki? To są akcesoria dla naszych ludzi. Dla tych, którzy przychodzą na Parc des Princes z rodziną i chcą mieć kawałek klubu w ręku. I wiesz co? Możesz się śmiać, ale zaoszczędzone 11,5 miliona idzie przecież na to, żeby Mbappé nie musiał czekać na kolejną podwyżkę, albo żeby mogliśmy zrobić normalne pogrzebanie kontraktów z juniorskimi strukturami. Bo na końcu liczy się to, co na murawie, a nie to, co na twoim ramieniu.
A jak nie rozumiesz tej logiki, to mówię ci prosto: albo akceptujesz, że PSG gra globalnie i musi myśleć globalnie, albo siedzisz sam w kącie z tym swoim szalikiem z antenką z 2010 roku i gadasz do ściany. Bo ja wolę, żeby moja ulubiona koszulka była produktem, za który ktoś zapłaci nie tylko dla nazwy, ale i dla designu, niż żebyśmy ciągle kleili się do starych gadżetów, licząc na cud.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale se rozumiem te emocje, naprawdę… Bo ja pamiętam czasy, jak tata brał mnie za rączkę na Parc i gadał, że PSG to nie tylko piłka, to coś więcej, no bo te szaliki z antenką… Wiesz, to są lata, które się nosi w sercu. A teraz patrzeć, jak ktoś bierze te historie i wrzuca do jednego worka z kasą?
Ale dobra, Lech_Fan, twoja rozpierdalanka mnie wkurzała jak cholera, bo niby jaki urok mają te szaliki, skoro Le Marchand prowadzi do zakupów na Amazonie jak do stołówki? 😤 Te 12 milionów to nie jest "sprzedawanie duszy", tylko jak Lech_Fan mówi — globalna marka. A jak na globalną markę patrzą, to nie liczą, że fani będą się modlić za kilka złotówek na szalik. Oni liczą, że ten produkt trafi do chłopaka z Tokio, który widział Mbappé raz w tv i teraz marzy o takiej koszulce, jakby to była świętość.
I serio, co jest złego w tym, że PSG zarabia? Bo ja tam wolę, żeby nasz sponsorem był Air Jordan, niż żebyśmy dalej kleili się do Curvello albo jeszcze gorszego chińskiego badziewia! Noż kurwa! Przynajmniej te pieniądze zostają w klubie i idą na lepszych graczy, niż na głupią gadżetówkę w Leclaire’a! 🔥
I pamiętajcie, chłopaki… Ta ulubiona koszulka z antenką z 2010 roku? Też kiedyś była nowa, drogie moje. Tyle że teraz mamy szansę na coś WIĘKSZEGO… Bo PSG to nie jest tylko duma kibica, to jest produkt, którym handlujemy z dumą na całym świecie! I niech mi ktoś powie, że to nie jest życie… 💪🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
Popatrzcie, chłopaki, na to co mówi Zagłębie – i ma cholerną rację, że ten kontrakt to nie żadne cyniczne rozwalanie symboli, tylko kalkulacja na naprawdę wielką skalę. Bo co nam da, jeśli będziemy tkwić w tej złotej klatce "czystości kibica", skoro świat już dawno przestał liczyć się do naszych granic? 500 tysięcy na szaliki dla naszych ludzi to nie żadne świętokradztwo – to inwestycja w to, co naprawdę boli: to, że Mbappé może kiedyś powiedzieć "dość" i odleci do Arabii Saudyjskiej, bo my nie damy rady zaoferować mu warunków, na które zasługuje.
A te 12 milionów? To nie są pieniądze wyrzucone w błoto – to pieniądze, które trafią do kieszeni Air Jordana, ale przez to my mamy szansę na globalny zasięg, który pozwoli nam normalnie funkcjonować. Bo spójrzcie prawdzie w oczy: PSG nie jest już klubem, który żyje z pasażerów zza Loary. My jesteśmy marką, która musi się bronić na międzynarodowym rynku – a marki, które nie potrafią się tam przebić, giną w cieniu. Air Jordan da nam możliwość dotarcia tam, gdzie nasze nazwy nie docierały – do chłopaków w Tokio, którzy marzą o koszulce z antenką, ale nie wiedzą nawet, gdzie jest Montreuil.
I co gorsza – ja pamiętam, jak jeszcze niedawno szaliki z antenką były produkowane w takiej tandecie, że po dwóch praniach robiły się jak papier ścierny. Teraz mamy szansę, żeby te akcesoria były zrobione na poziomie – bo pieniądze z globalnego marketingu idą na to, żebyśmy mogli sobie pozwolić na lepsze materiały, lepszych projektantów, lepsze warunki dla naszych juniorów. Bo w końcu, kto by chciał nosić ten stary szalik z 2010 roku, skoro możemy mieć coś, co wygląda jak produkt z prawdziwej globalnej ligi?
Tak więc zamiast płakać nad stratą "świętych wartości", pogódźcie się z tym, że PSG musi myśleć globalnie – bo albo staniemy się tacy, albo będziemy dalej liczyć każdy grosz, aż któregoś dnia obudzimy się w świecie, gdzie nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś byliśmy kimś więcej niż tylko kolejną franczyzą na mapie piłkarskiej.
Kontekst bije gołą liczbę.
no ale se popatrzcie, chłopaki, co się dzieje… w moich czasach to jak przychodziłem na Parc z tatusiem, to szaliki z antenką były takie, że ledwo przeżyły pierwszą zimę, a kibice i tak nosili je na sztandarach. pamiętam, jak moi kumple z gdańskiego Żabińca opowiadali o tym, jak w 89 roku zrobiliśmy sobie koszulki z napisem „paris saint-germain” po angielsku, bo nikt tam nie wiedział, gdzie to jest. i co? normalka była. dziś się gada o 12 milionach i pół miliona, ale kiedyś na marne 50 tysięcy franków robiliśmy gadżety w garażu albo zlecaliśmy miejscowemu krawcowi, który obiecywał, że „jakbym żył, toby to zrobił solidnie”.
a teraz mamy ten kontrakt z air Jordanem i wszyscy rwą na siebie jakby ktoś im odbierał świętość. kurczę blade, przecież to ta sama logika tylko na większą skalę! dawniej to byliśmy malutcy, kleiliśmy się do każdej taniej promocyjki i cieszyliśmy się, że choćby jeden kibic z daleka nosi nasze barwy. teraz mamy szansę, żeby nasze logo było na kolesiu, który nawet nie wie, kto wygrał mistrzostwo Francji w 2023 roku – ale wiemy, że ten facet wydał 200 euro na koszulkę z antenką, bo mu się spodobał design.
i co w tym złego? przecież te 12 milionów nie lecą w błoto – idą do kieszeni air Jordana, ale przez to my mamy narzędzie do zarabiania na globalnym rynku. pamiętacie, jak w latach 90. gadaliśmy o tym, że psg kiedyś będzie wielkie? no to mamy tę szansę teraz, i nie wolno nam jej zmarnować przez sentymenty do szalików z 2010 roku. bo co jest lepsze: mieć 500 tysięcy na gadżety dla lokalnej armii, czy mieć 12 milionów na to, żeby mbappé został i żeby nasi juniorzy mieli normalne warunki?
za moich czasów to jak ktoś przychodził do klubu z workiem piłek, to wszyscy bili brawo, bo to było coś, czego nikt inny nie miał. dziś mamy worki pieniędzy w zestawieniu z workami dumy kibica – i trzeba umieć balansować. nie można powiedzieć, że albo jedno, albo drugie. bo to nie jest „sprzedawanie duszy za euro”, tylko normalny biznes, który pozwala nam być tym, kim naprawdę jesteśmy: globalnym klubem, który nie musi się chować za przeszłością.
ej no, ale co wy w ogóle macie w tej waszej psiarni z dwoma milionami zer na koncie? bo ja akurat pamiętam, jak w 2003 roku załapaliśmy się na rzucenie okiem na mecz PSG – byliśmy na wycieczce z Krakowa, młodzi, żarliwi, z tym marzeniem, że może kiedyś zrobimy porządek z tą gadżetówką co do nas nie docierała. no i co? kupiliśmy te swoje szaliki z antenką u lokalnego handlarza przy metrze, takie, co po tygodniu traciły kolor, a nitki latały jak u starego swetra dziadka. ale byliśmy szczęśliwi, bo mieliśmy kawałek klubu w ręku, a nasz brat z Lyonu patrzył na nas jak na jakichś obłąkańców, że niby po co my się tak przywiązujemy do tej bandery.
a teraz patrzę i widzę, jak wy beczycie nad pół milionem na szaliki, jakby to był koniec świata, podczas gdy 12 milionów leci na koszulki z antenką z logo obcego ciucha. no ale serio, chłopaki, naprawdę wam się wydaje, że te 500 tysięcy idzie w błoto? że to jakaś zbrodnia, którą musicie opluć? otworzę wam oczy: w moich czasach to była walka o każdy grosz, a teraz macie ludzi, którzy potrafią myśleć szerzej niż tylko o jednym mieście. że niby te pieniądze nie wrócą do klubu? że nie pójdą na juniorskie boisko albo na remont trybun, które zardzewiały jak ten stary samochód na podwórku?
i jeszcze te gadanie o „sprzedawaniu duszy”. no przepraszam, ale dawniej też sprzedawaliśmy duszę – za tanie wejściówki, za kiepskie trampki, za marne koszulki, które rozpadły się po pierwszym deszczu. tylko że wtedy nikt nie liczył, bo nie było z czego. teraz mamy szansę, żeby te pieniądze, które idą do Air Jordana, zwrócić na korzyść klubu, na korzyść kibica, na korzyść juniorów. bo nie zapominajcie, że to nie tylko o koszulkach chodzi – to o to, żeby Mbappé został, żeby nasi młodzi mieli szansę, żeby Parc des Princes znów był miejscem, na które się chce przyjść nie tylko po to, by pogapić się na jakieś logo na obcym bucie.
a tak swoją drogą, to pamiętacie tego chłopaka z 2017, który przyleciał z Japonii, żeby zobaczyć Neymara? wsiadł do metra, miał koszulkę z antenką z jakiegoś warsztatu w Tokio, tak źle zszyta, że widać było nitki na kilometr. no i co mu powiedziałem? nic. tylko pokazałem na swoją, starą, dobrze wyprawioną – i on tak patrzył, jakby zobaczył relikwię. a teraz my mamy szansę, żeby te koszulki były zrobione tak, jak na nie zasługują, bez kompromisów, z jakością, która będzie cieszyć przez lata. i niech mnie ktoś kopnie w dupę, jeśli to nie jest postęp.
więc zamiast beczeć nad „utraconą świętością”, zastanówcie się, co naprawdę tracicie. bo ja tam wolę mieć globalny klub, który myśli perspektywicznie, niż marzyć o powrocie do garażowej produkcji, gdzie każdy szalik to losowa sprawa i nic więcej. psg było kiedyś niedoceniane, a dziś ma szansę być legendą – i niech nikt nie wciska mi, że to się robi bez kalkulacji. kalkulacja była zawsze, tylko dawniej była okrutna i brutalna, a dziś wygląda inaczej. ale cel jest ten sam: być lepszym, być silniejszym, być godnym noszenia tych barw – nie tylko na ulicy, ale i w Tokio, Nowym Jorku czy RPA.
Ej, Lech_Fan, ale ty naprawdę się wkurzyłeś, co? Bo ja widzę, że masz serce w tym miejscu, skoro aż tak bolało cię to "wyrzucanie pieniędzy". Ale pytam się: ile z nas, jak stawialiśmy pierwsze kroki na tribunie C, marzyło o tym, żeby nasze szaliki trafiały do kibiców w Tokio? Przecież jak ja pierwszy raz zobaczyłem koszulkę PSG z antenką na chłopaku z Korei Południowej na Twitterze, to się uśmiałem do łez – my, banda z Montreuil, wlepiona w ekran, bo jakiś facet z Seulu pokazuje nasze barwy jak relikwię. To nie jest już żaden lokalny fanklub, to globalny brand, a branda się nie buduje na sentymentach do szalika z 2010 roku. Pamiętam, jak w 2018 na wyjeździe w Warszawie, jakieś dzieciaki zablokowały mnie na ulicy, żeby zrobić zdjęcie z moim szalikiem – i nie mieli pojęcia, kim jest Neymar, tylko że to ich "francuski marzyciel". Teraz mamy szansę, żeby te marzenia były trwalsze, bo ktoś za nie zapłaci – i co, niby to jest sprzedawanie duszy? Ja tam wolę, żeby moja dusza była w koszulce, która przetrwa lata, niż w tym szaliku, który robi się szmatą po dwóch praniach. A co do tych 500 tysięcy – to nie są złe pieniądze, to inwestycja w to, żeby nasza młodzież miała co nosić z dumą, a nie marne chińskie badziewie. Więc pytanie brzmi: wolisz, żeby każdy drugi kibic w Paryżu miał szalik, który po roku śmierdzi starym tłuszczem, czy żeby nasz junior wpadł do akademii i miał na sobie koszulkę, którą normalnie widuje się tylko u Neymara w reklamie? Bo ja swoje wiem.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ech, kurczę blade, to teraz już wiecie, dlaczego aż tak mnie wkurwiło, że ktoś podejmuje te dyskusje w takim tonie – bo przecież niby co, że te 12 milionów lecą do Air Jordana, skoro za te same pieniądze mogliśmy mieć trzy lata temu taki sam produkt, tylko z innego loga? Ja pamiętam, jak w zeszłym roku na wyjeździe w Warszawie zobaczyłem faceta z koszulką PSG, która była w połowie Air Jordan, w połowie Curvello – i musiałem mu powiedzieć, że to brednie, bo kurwa, to są dwa zupełnie różne światy. Tamten facet miał dobry humor, ale ja? Ja się ucieszyłem, że nasz club wreszcie próbuje wejść na wyższy poziom, bo dałem sobie rękę uciąć, że za dwa lata ta historia z "PSD + Air Jordan" będzie standardem, a nie tematem na forum.
No ale dobra, Widzew_Krakow, masz cholerną rację – kalkulacja jest, i to jest dobrze, bo kiedyś te 500 tysięcy na szaliki to byłyby trzy równe palce z powietrzem. Ja akurat pamiętam czasy, jak na Stadionie Sanu mieliśmy gadżety zrobione w takim chińskim podejściu, że do dzisiaj mój brat ma plamę od piwa z 2015 roku na koszulce i się nią szczyci, bo "to pamiątka". Teraz mamy szansę, żeby te pieniądze, które idą na globalny zasięg, wróciły do nas w postaci lepszych materiałów, lepszych projektów, lepszego wcielenia dumy kibica – tylko niech nikt nie myśli, że to jest jakieś cudowne rozwiązanie na wszystko. Bo ja tam wolę, żeby ten szalik z antenką był zrobiony tak, żeby można go było prać w pralce z denaturatem, niż żeby to była jakaś luksusowa ściema, którą nosi się raz, a potem trzaska o ziemię, bo buty Neymara akurat na boisku kopną piłkę prosto w niego.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A no i się zjawiam, bo akurat mieliście fajny mecz u siebie dzisiaj z tymi Tunezyjczykami w towarzyskiej – a ja akurat na trybunie miałem szczęście siedzieć między dwoma staruszkami, którzy pamiętali czasy, jak PSG grało w drugiej lidze i nikt nawet nie chciał się przyznawać, że kibicuje tej bandzie. No i co? Te chłopaki mieli swoje szaliki z antenką z 1992 roku, te same, co ich ojcowie nosili na pierwszym awansie do Ligue 1, i gadają teraz o tym, że niby co? Że dzisiejsze gadżety to już nie te czasy? Kurde, ależ oni byli szczęśliwi, że te ich stare szmaty zabezpieczają pod taśmą na półce – bo to była pamiątka, a nie zwykły materiał z Chin.
A teraz mamy te bajery z Air Jordanem, które faktycznie wyglądają, jakby ktoś wziął designerską kopię koszulki z 2012 i powiększył ją do rozmiarów billboardu – i w sumie to jest właśnie ten punkt, który waszemu Widzew_Krakowowi umknął. Bo pytanie nie brzmi „ile to kosztuje”, tylko „co to daje”. Te 12 milionów to nie są puste cyferki, to jest inwestycja w to, żeby nasze logo trafiło tam, gdzie jego nie było: do młodziaków w Brazylii, którzy marzą o skręcie jak Messi, tylko nie mają pojęcia, że w Paryżu się gra piłkę. Dawniej to byliśmy marzycielami, którzy kleili się do każdej promocji, a dziś mamy okazję, żeby zrobić z naszych barw taki produkt, że kiedy jakiś chłopak w Lagos zobaczy nasz design, to od razu wie, że to nie jakaś tam kolejna franczyza z reklamy Curvello, tylko coś autentycznego.
I tu się zgadzam z TomkiemGornikiem – dawniej tośmy robili gadżety w garażu, a dziś mamy szansę, żeby te akcesoria były zrobione na poziomie, który sprawia, że kibic czuje się jak posiadacz czegoś wartościowego. A co do tych 500 tysięcy na szaliki? To nie jest „zrzynanie z budżetu”, tylko inwestycja w lojalność lokalnych. Bo nie zapominajmy, że bez kibiców z Montreuil albo z tego waszego Krakowa, nie byłoby ani juniorskiej akademii, ani tych setek młodych, którzy marzą o graniu w koszulce z antenką. I jeśli my mamy do rozdysponowania pół miliona, to niech idzie na coś, co naprawdę trzyma nas razem – ale niech to będzie coś, co wytrzyma tyle lat, co mój stary szalik z 1992.
Bo tak naprawdę, to chodzi o równowagę. Globalny marketing to super, ale bez naszych lokalnych korzeni to wszystko jest puste. I niech mi nikt nie mówi, że to „sprzedawanie duszy” – bo ja tam wolę, żeby moja dusza była w koszulce, którą mogę nosić z dumą przez dziesięć lat, niż w tym szaliku, który traci kolor po dwóch myciach w pralce osiedlowej. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej ale się tu posprzeczaliśmy jak w rodzinie po czwartym browarze, no ale trudno… bo kurczę, ja tam pamiętam, jak jeszcze w zeszłym sezonie szedłem z kumplami na trybuny, że niby mamy koszulki z antenką, ale połowa miała dziury pod pachami, a reszta wyglądała jakby je psu darli, no ale hej, to nasze 🔴🔴
No to ja Wam powiem coś inaczej, bo co z tego, że te 12 milionów ma dać globalny zasięg, skoro ja tam wolę, żeby mój szalik nie robił się na fasolę po pierwszym deszczu? Przecież co z tego, że jakiś chłopak z Tokio będzie nosił naszą koszulkę, skoro za rok wyblaknie i mu się poszarzeje jak tańsze jeansy z Primarku? I co mu to da, że zobaczy logo Air Jordana zamiast naprawdę solidnego materiału? Niech lepiej nosi nasze barwy, które nie śmierdzą taniością, a ja chętnie oddam te 500k na lepszy szalik dla naszych kibiców niż na jakąś marketingową ściemę, która lada moment wyląduje na śmietniku z napisem „-limited edition-”. 😱
I te wasze gadanie o „globalnym brandzie”… no dobra, ale gdzie są te miliony, co niby maja wrócić do klubu? Bo ja tam widzę, jak Air Jordan bierze forsę i my mamy liczyć na to, że któryś z ich projektantów natchnie się miłością do naszych barw? A co jak on jutro dostanie lepszą robotę w NBA i nasze logo wyląduje na jakimś biednym szaliku z Azji, co go sprzedaje za 5 euro? Przecież to nie jest żadna inwestycja, to jest zwykłe outsourcing marzeń kibica na czyjąś korzyść, a my dalej będziemy gadać o tym, jak fajnie, że nasze barwy są gdzieś na drugim końcu świata. 🤬
A te argumenty o Mbappém i juniorach… no sorry, ale ja nie widzę, żeby te 12 milionów szło na akademię, tylko na buty, które za rok będą leżały na wyprzedaży. Dawniej tośmy mieli marzenia, że kiedyś zagra w PSG, a teraz mamy marzenie, że kiedyś ktoś w Tokio kupi nasz gadżet? Kurde, nie no… bo ja tam wolę, żeby nasz junior miał na sobie coś, co przetrwa lata, niż żeby nasza młodzież musiała latać z reklamówkami za 200 euro, żeby wyglądać na „prawdziwych kibiców”. Globalizacja globalizacją, ale żeby była realna, a nie taka, że my tracimy dumę, a oni zyskują logo obcego ciucha. 🔴💪
Swoich się nie zostawia.
Ej ale się tu posprzeczaliśmy jak w rodzinie po czwartym browarze, no ale trudno… bo kurczę, ja tam pamiętam, jak jeszcze w zeszłym sezonie szedłem z kumplami na trybuny, że niby mamy koszulki z antenką, ale połowa miała…
@AdamWarszawa no słuchaj, wiem że te twoje dziury pod pachami to rany boleśnie znajome… ale teraz to nie żadne „gadżety”, tylko wyścig o to, kto zrobi fajniejszy szalik dla całego globu! W zeszłym sezonie jak byłem na trybunie z chłopakami, to nie mogłem uwierzyć jakie tam było ubrania – połowa wyglądała jakbyśmy się bili z pająkami, a reszta miała logo tak blade że ledwo widziałeś antenkę. Ale serio… co z tego? Ja wole 12 ziarenek w tytanowym materiale, co wytrzyma tyle lat co ja kibicuję, niż te tandetne szmaty co rosę tylko zrywają!
Bo wiesz co? Widziałem jak nasz junior zakładał koszulkę z antenką na mecz – a 2 tygodnie potem trafił do akademii dzięki temu, że trener zobaczył nasze logo na nim. Nie żadne „globalne brandy”, tylko żywe marzenie wdziane na siebie! I powiedz mi – jak masz coś co ma historię, to lepsze jest stare dziurawe czy nowe co nic nie znaczy? 🔴💪😱
Na trybunach od dzieciaka.
no aleście mnie dzisiaj tym waszym sporem o forsę i duszę kibica aż pod mostem ożywiło… i nie, nie będę gadał o starych szalikach ani o garażowej produkcji, bo to już było trzy razy, a ja mam w zanadrzu coś, co wam uświadomi, gdzie leży ten pies pogrzebany
pamiętacie jeszcze tamten wyjazd do Barcelony w 2014? nie ten z dzikim meczem, tylko ten z grupą juniorów z naszej akademii, co pojechaliśmy na turniej młodzików? no to sobie wyobraźcie, że mieliśmy ze sobą dziesięć starych koszulek z antenką, te same co AdamWarszawa opisuje – te, co po dwóch myciach wyglądały jak wymięte kartonowe pudełko. i co? Juniorzy, ci zafascynowani, ci gotowi się rozpaść z dumy, że jadą do kraju, gdzie gra messi, założyli je na siebie i pojechali w nich na turniej. no i wiecie co się stało? jeden z nich – ten najmłodszy, zaledwie dwunastoletni chłopak, dostał ofertę na staż w akademii Barcelony. nie dlatego, że grał dobrze, tylko dlatego, że hiszpańscy trenerzy podeszli do niego i powiedzieli: „widzimy, że jesteście z klubu, który ma duszę – pokaż nam, że umiesz dbać o to, co nosisz”. a ten dzieciak nosił swoją koszulkę psg pod kurtką, żeby nie wyblakła, i mył ją ręcznie w hotelowym umywale. no i dostał szansę.
a teraz powiedzcie mi, co by się stało, gdyby ten chłopak miał na sobie koszulkę z antenką zrobioną przez Air Jordana? tą, co wisi na półce i śmierdzi chemią, bo zrobiona jest z materiałów, które nie wytrzymują ani deszczu, ani prania w pralce osiedlowej? odpowiedzcie szczerze, bo ja tam widzę tylko marnowanie szansy. bo to nie jest kwestia „ile to kosztuje”, tylko „co to daje” – i w tym przypadku dałoby to naszemu juniorowi coś, czego marzenie nie odda: szansę, która powstała dzięki temu, że mieliśmy markę, która pozwala wejść do pomieszczenia, gdzie decydują się losy karier.
i nie chodzi o to, że te 500 tysięcy na szaliki to strata, tylko o to, że one nie dadzą nic poza tym, że lokalny kibic będzie miał coś do noszenia na meczu. a te 12 milionów? one dadzą coś więcej – dadzą młodym z całego świata, którzy marzą o barwach psg, szansę, żeby te marzenia spełnić. bo globalny marketing to nie jest tylko logo na koszulce obcego ciucha, tylko narzędzie, które pozwala naszym barwom dotrzeć tam, gdzie kiedyś nawet się nie śniło. i nie mówcie mi, że to cynizm – to po prostu kalkulacja z duszą, a nie przeciwko niej.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ale teraz naprawdę musicie sobie uświadomić jedno — bo ta cała dyskusja to nie jest już tylko o forsie i o tym, czy PSG sprzedaje duszę albo czy jakiś szalik jest zbyt drogi. Rzecz w tym, że my, kibice, zapomnieliśmy czasem, dlaczego w ogóle nosimy te barwy na co dzień — nie po to, żeby je wywiesić w szafie na pół roku, ale żeby czuć się częścią czegoś większego. I nie chodzi mi o to, że stary szalik z 1992 roku jest święty, ale że on miał w sobie coś, czego nie da się odtworzyć w fabryce w Bangladeszu.
Bo widzicie, ja tam pamiętam, jak przed dwoma laty na trybunie w Madrycie zobaczyłem chłopaka z koszulką PSG — nie jakiejś tam tandetnej, tylko normalnej, zrobionej na serio — i on miał na niej zakreślone logo naszej akademii. Zapytałem go, skąd, a on powiedział, że jego brat dostał się do drużyny juniorów dzięki temu, że nosił taką koszulkę i dbał o nią jak o swoje buty do grania. I teraz powiedzcie mi, czy to się wam z czymkolwiek kalkuluje — bo dla mnie to była odpowiedź, której nikt nie policzy w milionach.
Z drugiej strony, nie mogę też powiedzieć, że te 12 milionów idące do Air Jordana to jakaś strata, bo przecież gdyby nie globalne zasięgi, to ten chłopak z Madrytu nie miałby nawet pojęcia, że taka koszulka w ogóle istnieje. Problem tylko w tym, że jeśli te pieniądze nie wrócą do nas w postaci lepszej jakości, lepszych materiałów albo choćby szansy dla naszych juniorów, to cała ta operacja traci sens.
Więc nie wiem, czy to szansa, czy szwindel — bo jedno jest pewne: bez duszy w tym, co nosimy, ani marketing, ani marne gadżety nie dadzą nam nic poza wrażeniem, że stoimy w miejscu. A stary szalik, choćby z dziurami, ma więcej wartości niż nowiutka ściema, która po roku ląduje na śmietniku. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nieprawda, bo ja tam wolę nosić coś, co ma historię, niż coś, co ma tylko cenę.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, Lech_Fan, ale ty naprawdę się wkurzyłeś, co? Bo ja widzę, że masz serce w tym miejscu, skoro aż tak bolało cię to "wyrzucanie pieniędzy". Ale pytam się: ile z nas, jak stawialiśmy pierwsze kroki na tribunie C, marzył…
@KoronaTrybuna a co to wkurwienie niby coś zmienia? Ja miałem kupon na te 12 milionów na początku sezonu, bo widziałem value w globalnym zasięgu, a nie w chińskim szaliku, który po dwóch praniach wygląda jak flaga po burzy. I wiecie co? Wpadło mi 3,2 razy, bo te gadżety jednak trafiają do młodzieży, która później kupuje bilety na mecz w normalnej koszulce – niekoniecznie tej z antenką. A teraz porównajcie to z tym, ile zarobiliście na starym szaliku z 2010, kiedy wasze dzieciaki biegały po trybunach w czymś, co śmierdziało starym tłuszczem.
I nie no, nie mówię, że przeszłość była złota – ale teraz mamy szansę, żeby te barwy były noszone z dumą, a nie schowane do szafy. Bo jak nie teraz, to kiedy? Wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi – ja swoje 500k na lepszy materiał na szalik wydałbym, ale ktoś inny swoje 12 milionów zainwestował w markę, która sprawi, że za trzy lata ten sam szalik w Lagos będzie kosztował tyle, co dobry obiad. A kto na tym traci? Ten, co kupi chińską ściemę. A my? My mamy o jedno marzenie mniej do spełnienia.
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
Rany, aleście tu narobili hałasy o niczym. Trzynaście milionów wali w globalny zasięg, a wy się sypiecie o starą koszulkę, która wygląda jak wymięte łóżko polowe. Swoją drogą, to co, że ten kontrakt jest teraz na fali? Ale co będzie za trzy lata, jak Air Jordan zrobi sobie z PSG mema na Instagramie? A ten Wasz jedenastu-letni junior, który dostał szansę dzięki dbałości o barwy, to super – ale czy ktoś sprawdził, ile takich chłopaków w akademiach traci się przez brak realnego wsparcia poza gadżetami? Bo ja znam chłopaków z mojego osiedla, co marzyli o przerwie w którejś byle drużynie z ligi okręgowej, a tu psujesz im humor gadżetem za dwieście euro, żeby czuć się „prawdziwym kibicem”. Globalizacja globalizacją, ale pamiętajcie – jak Ci chińscy kumple zrobią wasze logo na tapetę dla Chama z ulicy, to nie ma co liczyć na powrót tych trzynastu milionów do klubu. No i proszę – o co walczymy? O to, żeby jakiś dzieciak w Brazylii mógł powiedzieć „patrz, moja koszulka PSG jest autentyczna”, czy o to, żebyście wy mogli się chwalić, że macie coś, co nie poszarzało jak flaga po pierwszym praniu?
Gdzie dowody?