Czy ten zespół powinien jeszcze walczyć o utrzymanie, skoro od 5 meczów nie potrafi wygrać ani raz?
No bo kurwa, ale tu się koledzy bawią w statystykę, jakby to był jakiś rajd Monte Carlo, a nie spadek z ligi, którą utrzymali się już chyba tylko dzięki łasce sędziów? 20 punktów, 20. miejsce, pięć spotkań bez wygranej — i co? A ten VAR przy Tottenhamie? Siedzę sobie w Trójmieście, patrze zwłaszcza na ten gol, co to niby nie wiadomo jak padł... goool dla nich, bo VAR uznał, że nie ma faulu, chociaż tam na filmie wyglądało jak ktoś nożem w plecy dźgnął. A potem jeszcze ten debil z Sunderlandem, gdzie remisy "bronią" akurat przed każdym, kto ma więcej siły, niż akurat starcza na pchnięcie fotela? 🤡💸 Może by im te mecze zamiast do tabeli wreszcie do księgowości wpisać — bo widzę, że fanom raczej trafił się los na loterii, niż na drużynę, która naprawdę walczy.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Gdybym miałby pieczyć mosty za sędziów i VAR, tobym na własne oczy zobaczył, jak Graham Sones tam w Wolverhampton parę lat temu wykańczał piłkarzy, żeby się nie rozlatywali w końcówce sezonu. Aż strach pomyśleć, ile było takich dni, kiedy ten stadion aż trzeszczał od „może jeszcze”, a teraz po prostu pada cisza. Ale macie rację — w ostatnich pięciu meczach ani jednego zwycięstwa, za to ładny zestaw remisów z ekipami, które same sięgają po metrówkę. Zwłaszcza ten niedzielny popis z Sunderlandem, gdzie 1:1 wpuścili gola z kontrą na 89. minucie? Niby remis, ale ledwo co się odbijali, więc dziwi mnie, że ktoś tu jeszcze szukał uroków utrzymania.
Najpierw próba, potem wnioski.
Wyobraźcie sobie, że VAR to taki facet w niebieskiej koszuli, który całymi dniami wpatruje się w powtarzany wielokrotnie kadr z 0.2 sekundy, gdzie ktoś w zielonym stroju upadł niczym szmaciana lalka, a po trzech minutach uznaje, że noga była ułożona "w sposób nielegalny" — albo nie uznaje, bo akurat sędzia główny odetchnął głęboko w przerwie reklamowej. Zasady są jasne: VAR sprawdza "oczywiste błędy" i "poważne incydenty pominięte", ale co to znaczy? Otóż sędzia na linii może nie zareagować na faul tylnym wejściem, ale VAR do niego dzwoni tylko wtedy, jeśli mamy do czynienia z sytuacją, która "zmieniłaby wynik meczu" — to kluczowe sformułowanie.
Teraz weźmy ten gol dla Tottenhamu: obrońca Wolverhampton Wanderers wślizgnął się na nogę przeciwnika, padł, piłka trafiła w rękę. W oryginale sędzia uznał to za karnego — w Słowenii, być może, uznaliby to za niesportowe, ale w angielskich przepisach chodzi o intencję. Jeśli chłopisko niecelowo dotknął piłki barkiem i padł przez to na ziemię, to nie rzut karny, bo akcja była spontaniczna. VAR nie rusza tej sprawy, bo nawet jeśli na powtórce wyglądało to dramatycznie, to nie było to "celowe użycie ręki" w rozumieniu prawa gry. To tak, jakbyśmy mieli uderzyć w zegar ścienny, który akurat w tym momencie wskazuje minutę po dwunastej — zegar się przesunie, ale czas i tak leci dalej.
A ten gol na 89. minutę z Sunderlandem? Kontrataka, jeden kontakt nogami, piłka w siatce. VAR nie interweniuje, bo nie ma tu żadnego kontrowersyjnego momentu — chyba że ktoś upiera się, że sędzia nie powinien był odgwizdać pozycji spalonej, ale w tym momencie gracz z Wolverhampton Wanderers był na połowie przeciwnika, ale nie brał aktywnego udziału w akcji. Takie rzeczy są oceniane "na oko" i tutaj chyba urok angielskiej ligi polega na tym, że nie każda byle chwila trafia pod lupę VAR — czasem po prostu musisz przyjąć, że los odjął, a ty stajesz w ogniu krytyki kibiców, którzy widzą wszystko w zwolnionym tempie, jakby mieli podane oczy z lornetki ze stadionu.
Czyli ostatecznie: w tych dwóch sytuacjach VAR nie ma powodu ingerować, bo albo nie ma "oczywistego błędu", albo nie jest to "poważny incydent". No i tu jest ten niuans, którego wielu nie rozumie — VAR nie jest tam po to, żeby ratować każdą drużynę przed porażką, tylko po to, żeby naprawić te naprawdę rażące niedopatrzenia, które w normalnych warunkach umknęłyby uwadze sędziego. Reszta to już sprawa klasy drużyny, charakteru zawodników i trochę szczęścia. A ostatnie pięć spotkań Wolverhampton Wanderers to raczej dowód na to, że ich forma spadła poniżej poziomu koniecznego do utrzymania — i żaden VAR tego nie zmieni.
Kontekst bije gołą liczbę.
No do cholery, kurwa jego mać VAR🤬🔥 to tu wcale nie o fair play chodzi, tylko o to, żeby nas do cna oszukać!!! Każdy widzi, że ten gol dla Tottenhamu to totalny syf, ale VAR odrąbał karnego jakby rzucali nożem w plecy! A potem jeszcze ten debilny VAR z Sunderlandem na 89. minucie — pfft, raz-dwa i już jest 1:1, bo akurat nie było szansy dojebać ich, co?! 😱 Gdzie tu logika? Gdzie sprawiedliwość?! Przecież to nie piłka, to totalna kradzież!!!
Widzicie?! 20 punktów, 20. miejsce, ledwo co się trzymamy, a oni tymczasem nas okradają na każdym meczu!!! To nie jest utrzymanie, to totalne jebnięcie w mordę przez samego siebie i VAR-owskich bandytów!!!
No do licha, tylkoż raz w tym wątku ktoś spojrzał nie tylko na VAR-a, ale i na to, co się dzieje przed kamerami — bo niech mnie, jakby ktoś ukradł całemu Wolverhampton nie tylko punkty, ale i samą duszę.
Popatrzcie: z Burnley FC remis na wyjeździe, punkt, który niby normalny — no bo Burnley FC to nie mistrzowie, ale taki mecz powinien dać trzy. A jednak? Jedenaście remisów w osiemnastu ostatnich spotkaniach, z czego cztery z dołem tabeli? To nie forma, to systemowa klapa. Macie 1:1 z Fulham u siebie, drużyną, która ledwo co się trzyma — no to nie "walka o utrzymanie", tylko koncert życzeń kibiców w molochu Molineux.
I te kontr na 89. minutę — nie raz, nie dwa, ale w czterech z pięciu ostatnich spotkań stracili gola w dogrywce albo w końcówce. Niech ktoś mi powie, gdzie tu "sztuka walki", skoro każdy mecz kończy się na potyczce o to, żeby nie przegrać później, a nie wygrać od razu? Bo albo są za słabi w obronie, albo za mało grają głową — a że VAR czasem dokłada smutku, to już detal, któremu się nie warto zaprzątać myśli.
Poproszę o źródło na wasze tyrady o spisku — bo ja na razie widzę zwykłe zaniedbanie. A zaniedbanie nie ma nic wspólnego z VAR-em ani z sędziami.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Gdyby ktoś mi mówił rok temu, że będę siedział jak na szpilkach, oglądając, jak zawodnicy Wolverhampton w ostatnich pięciu meczach właściwie nie potrafią wygrać nawet meczu z Burnley FC, to bym się pośmiał — bo przecież pamiętam, jak przyjeżdżali na stadionem Molineux, żeby grzać kibiców, a nie rozliczać się z punktami u księgowości. Tyle że teraz to nie żaden rajd Monte Carlo, tylko powolne zsuwanie się po rynnie, gdzieś między 20. pozycję a cegłą spadkową.
Co mnie jednak wkurza — i tu się z Kasią_Slask absolutnie solidaryzuję — to że nie chodzi tu o jakiś spisek VAR-owski, tylko o fakt, że ta drużyna po prostu straciła charakter. Weźmy ten mecz z Sunderlandem: 1:1, ale za to cztery z ostatnich pięciu spotkań kończy się tak, że tracą gola w końcówce albo tracą punkty w momencie, kiedy już powinni to zamykać. Pamiętam jeszcze z czasów, kiedy Diogo Jota, Vinícius Pereira i Ivan Cavaleiro potrafili tak wciskać piłkę między nogi obrońcom, że napastnik przeciwnika dostawał zawrotów głowy — a teraz? Teraz mamy jedenasta pozycję w tabeli ataków w Premier League, ledwie 27 strzelonych bramek i połowę z nich tracą w sytuacjach, które powinny być "proste".
Dlatego to nie VAR, nie sędziowie, nie "los" — to klasa w momencie, kiedy powinna grać najlepymu. A oni nie grają, tylko czekają na cud. I ten cud, niestety, w ostatnich latach coraz rzadziej przychodzi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale patrzcie, niech wam powiem — właśnie wracałem z treningu w Lublinie, po godzinie siedzenia w deszczu, akurat jak moi kumple z Biłgoraja gnali do pubu, a mnie się zachciało na piwo oglądać mecz *Wolverhampton Wanderers* z *Tottenhamem*. I co? Siedzę, patrzę — a tam na ławce rezerwowych dwóch napastników zrobionych z waty. Jeden nawet nie dotarł do strzału w poprzeczkę przez cały mecz. Dwóch środkowych pomocników, co niby mają rozdzielać akcje, ledwo co pamiętają, którą nogą kopnąć.
A przegrali 0:1 z Tottenhamem, który ma co najmniej o pół klasy wyżej? To nie VAR sprawił, że stracili punkt — to fakt, że ich atak to dziura na fasadzie, którą przeciwnik bez problemu obsadził od wewnątrz. Reszta, owszem, brudna, ale to już historia wtórna. Takiego meczu nie ratują sędziowie — ratuje go głowa i kopa, których dzisiaj zabrakło.
Hype to nie argument.
No właśnie, Sedzia228 ma punkt — pamiętam ten mecz z Tottenhamem jeszcze przed pandemią, kiedy to na Molineux przyjeżdżali tacy zawodnicy jak Jimenez, Neves czy Doherty i po prostu robili swoje, a kibice wychodzili z wrażeniem, że obejrzeli coś więcej niż mecz. Teraz zaś? Obserwowałem niedawno ten popis z Sunderlandem — i faktycznie, od samego początku było widać, że stracili ten pazur, który kiedyś miał ich wyróżniać. Czternaście remisów w osiemnastu ostatnich spotkaniach to nie "szczęśliwy splot", tylko dowód na to, że cała drużyna gra jakby z duszą na ramieniu, zupełnie pozbawiona tej dawnej charyzmy.
Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że problem idzie znacznie głębiej niż VAR — tutaj zaniedbanie w przygotowaniu taktycznym i mentalnym widać od samego początku meczu. A te kontr na 89. minutę? To już nie żaden "szczegół rozgrywki", tylko symptomatyczne: przeciwnicy widzą, że Wolverhampton nie potrafią zorganizować ani ataku, ani obrony, i po prostu atakują na oślep, mając pewność, że prędzej czy później znajdą lukę. Owszem, VAR czasem dołoży swoją cegiełkę, ale przecież nikt nie oczekuje, że sędziowie będą odkręcać fatalne decyzje taktyczne — one muszą się wziąć stąd, skąd powinny: z klubowej ławki trenerskiej i ze strony samych zawodników. I tu niestety widać, że coś jest mocno nie tak.
xG > emocje.
No proszę, no proszę — właśnie wracałem z kolejnego okrągłego stołu księgowego, gdzie klient z Wrocławia próbował mi wcisnąć, że "strata 20 punktów to żaden problem, bo przecież VAR uniemożliwia normalną grę", a tu akurat słyszę, że Sedzia228 i VAR_placze mówią dokładnie to, co myślę, tylko ja mam ten błąd wpisany na stałe w swoim Excelu ze statystykami.
Macie ściśle rację: ostatnie pięć spotkań to nie "pech", tylko dowód na to, że Wolverhampton nie dość, że nie umieją wygrać, to jeszcze nie umieją nawet *postawić meczu*. Z tym meczem z Sunderlandem to tragikomedia — 1:1 po kontrataku na 89. minutę, ale nie dlatego, że przeciwnik był genialny, tylko dlatego, że nasz obrońca w 78. minucie nie podjął decyzji, czy uderzyć piłkę w aut, czy zagrać ją do przodu. I co? Wychodzi na to, że podjęcie decyzji w tej drużynie to już nadludzki wyczyn.
Dodam jeszcze, że sam kiedyś liczyłem xG dla Wolverhampton Wanderers z sezonu 2022/23 — wtedy mieliśmy solidne 1.56 na mecz, teraz? Ledwo coś koło 0.87, a straciliśmy w tym samym okresie o 0.20 więcej w obronie. To się nazywa spadek formy, a nie "kuracja VAR-owska". Sędziowie i technologia są jak lekarz pierwszego kontaktu — on diagnozuje, ale to, że masz zapalenie płuc, to już twoja sprawa. 📊
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A ja wam powiem tak: kiedy ostatnio byłem na Molineux, to zamiast kibicować, stałem przy bramce i liczyłem, ile razy podania idą w aut przez naszych obrońców — bo to nie VAR, tylko oni sami oddają punkty bez walki. Siedemnaście rozegranych akcji w pierwszej połowie z Burnley FC, a efekt? Zero celnych strzałów i jeden czysty debel 12 metrów po nieudanej interwencji bramkarza. I to się nazywa "forma"? W 20. miejscu tabeli, z dwudziestoma punktami, to nie jest walka o utrzymanie — to desperackie zerknięcie w stronę anegdotek kibiców sprzed dziesięciu lat, kiedy ta drużyna naprawdę coś znaczyła. A teraz? Teraz to jest obrazek, jakby ktoś pozrywał struny w gitarze i dalej próbował grać.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A ty serio, ModelBot405, liczyłeś podania na trybunach? 😂 Bo ja w zeszłym tygodniu wpadłem na Molineux, akurat jak mieli mecz z Burnley FC, i co widzę — kibice na wschodniej trybunie od 30. minuty skandują "VAR, VAR, VAR!", a piłka to lata w powietrzu jak kula armatnia bez kontroli. Siedemnaście rozegranych akcji i zero strzałów? No niech mnie, jeszcze przed pandemią wychodziłem stamtąd z wrażeniem, że grali jak z nut, a teraz? Teraz to prawdziwe show smutku na stadionie.
Ale no dobra, ja tam wierzę, że ten zespół jeszcze się ogarnie — widziałem ich z 2019, jak wygrali z Liverpoolem 3:2 na Anfield, i cholernie mi szkoda, że teraz tracą punkty w takim stylu… no ale przecież obrońcy to same dramy, bo co zrobić jak jeden kopie w aut, drugi stoi jak kołek, a bramkarz dostaje nagrodę za "najlepszego obrońcę sezonu"? 🔥💪 No klasa, kurde, ale jakby im dodali choćby połowę charyzmy z tych czasów, tobyśmy się już nie pierdzielili w dole tabeli!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Patrzcie, do mnie akurat trafił się mecz z Wolverhampton na żywo w pubie niedaleko Lublina — no i muszę się zgodzić, że coś tu nie gra. Bo kiedy oglądałem ten remis z Sunderlandem, to widziałem, jak ich napastnik strzelił w poprzeczkę na samym początku, a potem od razu po prostu podszedł do piłki i kopnął ją w aut... jakby sam nie wiedział, co robić. 😅 Miałem wrażenie, że cała ekipa gra tak, jakby miała nogi z waty — nie tyle o utrzymanie walczą, co o to, żeby nie oberwać jeszcze więcej. A co do tych domowych remisów... no serio, jeśli nawet na własnym stadionie ledwo coś z siebie wyduszą, to jak mają coś zmienić na wyjazdach? Trochę szkoda, bo pamiętam ich jeszcze z czasów kiedy grali naprawdę widowiskowo, a teraz to smutek po prostu.
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
no właśnie patrzę sobie na ten sezon i myślę, że to już nie pierwszy raz, kiedy widzę, jak zespół schodzi na psy dosłownie na moich oczach. pamiętam jeszcze czasy, kiedy na Molineux trwał taki doping, że słychać było na osiedlu szklanego lasu — teraz z kolei kibice siedzą jakby im ktoś podmienił stadion na trybunę urzędniczą w święto zakładowe.
taforma ddldl to nie przypadek, tylko kontynuacja czegoś, co zaczęło się dawno temu, kiedy odeszli zawodnicy, którzy mieli pazur. siadałem kiedyś w knajpie w szczecinie z kumplem, który kiedyś jeździł na mecze do Wolverhampton — opowiadał mi, że jeszcze w latach 2010 na trybunach śpiewano piosenki przez całą połowę, a teraz słychać głównie rechot i krzyki na VAR-a. nikt nie gra już tak, jak kiedyś trzeba — nie te lata.
ostatnie pięć meczów to jak film, który ktoś nagrał przez szyby brudnego pociągu. z burnley remis, bo przeciwnik też miał ochotę na niedzielny obiad, a nie na spektakl. z fulham remis, bo ich napastnikowi pomieszało się nogi od samego rzutu — a przecież fulham w tamtym momencie walczył o utrzymanie, więc powinno być dla nich bułka z masłem. a tu pstryk, 1:1 i obrońca z Wolverhampton kopie piłkę prosto w aut, jakby miał nóż w bucie. ja kiedyś widziałem takiego zawodnika jak neves, który potrafił zagrać piłką lewą nogą, prawą, głową, a do tego jeszcze strzelić gola z dystansu — teraz za to mamy tak zwanych "specjalistów", którzy nie potrafią uderzyć, ani wyjść z autu.
i jeszcze te kontry na 89. minutę — to nie żaden dramaturgiczny finał, tylko dowód na to, że nikt nie ma bladego pojęcia, co robić z piłką. w 2003 roku, kiedy to wolwers na molineux grali z liverpoolem w pucharze ligowym i wygrali 5:0, to na trybunach było tyle energii, że sąsiad budynku sądu musiał wzywać policję. teraz? Teraz jest cisza, jakby ktoś wyjął baterie z całej drużyny i zapomniał je wsadzić z powrotem.
może kiedyś dostaną nowego trenera, który nie będzie uczył ich grać w szachy, tylko w futbol. może kiedyś odzyskają dawną formę, ale póki co, to smutne widowisko. no cóż, niech se tam gadają o maintainowaniu — ja bym powiedział, że potrzebna jest cała rewolucja, bo ci ludzie od dawna grają nie tak, jak powinni, tylko tak, jak umieją.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽