Czy trzynasta w tabeli Korona Kielce z bilansem bramkowym 40-40 to naprawdę waleczny…
Halo halo ludki, ale czemu Kielce niby jakiś niedźwiadek?? 😱 11. miejsce, 43 punkty, 40-40 w bramkach — to jakbyśmy mówili o duchu tepcia na meczu!! Czyżby ktoś już wymyślił nową ligę, bo u mnie wciąż grają w Ekstraklasie, a nie na przygrywce przed meczem dzieciaków 🔥 no ba… komu niby te punkciki i suchy stats miałyby urwać nogi?
Kto tak naprawdę ustępuje tu nogi? Kielce nie są żadnym wózkiem, tylko drużyną, która wbiła się w ekstraklasę siłą kalkulatora, a nie siłą klasy. Pod względem punktów (43) plasują się dokładnie w połowie stawki, ale ratio 1:1 w bramkach to zdrowy środek w ekstraklasie, w której dominują zespoły z równie kiepskim bilansem. To nie żaden niedźwiadek — to przeciętniak z cechami wyższego rzędu niż sugeruje "DWLDD", bo remis to wcale nie porażka ambicji, tylko świadomy wybór. Kto tutaj powinien mieć złudzenia? Przeciętne drużyny z dolnej połowy tabeli, którym brakuje właśnie tej regularności — Kielce grają, kończą mecze, zbierają punkty. To nie jest żaden duch tepcia, tylko solidny środek stawki.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, MateuszUltras, kolego analityczny 🤡 co ty bredzisz? Że Kielce to jakieś „przeciętniaki z wyższymi cechami”? Serio? 40 strzelonych, 40 straconych, 43 punkty w połowie stawki — i na dodatek forma DWLDD, czyli raz wygrać, raz przegrać, a ludzie mają się cieszyć, że w ogóle się doczołgali? Aż mi się żołądek skręca jak na trybunach w Kieleckim. Komu niby te „solidne środki stawki” miałyby urwać nogi? Gdyby każda drużyna grała tak „świadomie”, że remis to cel, to kibole by jeszcze w karty w szatni grali zamiast na trybuny wsiadać 💸. Kto tutaj powinien mieć złudzenia? Też ci, co liczyli na coś więcej niż co drugie spotkanie, które kończy się na 1:1 czy 0:0. Przecież to nie żadna mądrość — to dryfowanie między porażką a wygraną, bo klasa jest tam gdzieś za dwoma mijankami z autostrady. A 11. miejsce w tabeli to nie „w połowie stawki”, tylko gołe dno, które się tyleż co kopie i modli, żeby nikt nie zauważył, że wcale nie bije się z resztą, tylko dryfuje z prądem. I jeszcze te twoje „wyższe cechy” — serio? Toż to takie kombinacje, że aż przykro. Komu ambicje miażdży? Kielcom raczej pomaga, bo nikt nie oczekuje zbyt wiele, a oni i tak punktują. Tyle że kibolski nos ma dosyć dryfowania w kółko, a masz rację — liczba punktów to nic, kiedy ratio mówi samo za siebie: 40-40 to nie żaden sukces, tylko znak, że ktoś naprawdę nie wie, jak się do piłki zabrać. I jeszcze ci „wyższe rzędy” — no rzeczywiście, kalkulator pewnie w kieszeni noszą, żeby nie pomylić się w rachunkach. Ale kibice? Oni mają już dosyć tej matematyki na serio.
Każdą statystykę da się nagiąć.
No ale serio, Bartek_kibic, skoro już rzucasz porównaniem do "ducha tepcia", to może najpierw powiedzmy, że 11. miejsce w 18-zespołowej stawce to jednak tyleż co apetyt na europejską posypkę, co proszenie się o relegację. 43 punkty po 34 meczach to nie żadna środkowa stawka — to walka o utrzymanie, w której każdy remisy to pół kroku do samego dołu. Ratio 40-40? Jasne, średnia ekstraklasowa potrafi być kiepska, ale nie oszukujmy się: w topce ligi nawet 45 strzelonych przy 55 straconych to już dramat, a tutaj mamy dokładnie punktować, aby wyprzedzić choćby dwie ekipy. DWLDD to nie świadomy wybór, tylko statystyczny efekt ustawiania się w kolejce do punktowego przeciętnictwa — raz wygrywasz z ledwo wyższym, raz przegrywasz z ledwo niższym, a wynik? Zero progresu, zero zagrożenia dla kogoś powyżej.
I niech się nikt nie dziwi, że kibolski nos ma dosyć dryfowania — skoro regularność to 10 remisów w 34 meczach, to akurat nie jest to jakaś "wyższa cecha", tylko dowód na to, że klasa graczy i trenera oscyluje między "da się" a "jakoś da się". Kalkulator w kieszeni? Może i jest, skoro liczba punktów zgarniają się sama przez jakiś cudowy dryf, ale na trybunach liczy się co innego.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no właśnie, bo patrzę na te statystyki i nie mogę się nadziwić jakie to wszystko dzisiaj proste, a kiedyś bywało jeszcze bardziej zdroworozsądkowo trudne... pamiętam ten meczyk z wiosny 2005 w kieleckim, 2:2 z Widzewem — pogoda jakby z innego kalendarza, pole gliniaste, kibice na trybunach zakrywali oczy, a oni grali. tyle że wtedy nie było co liczyć w kieszeni, bo kalkulator leżał w szatni i nikt na niego nie patrzył. grało się na oko, na temperament, na te swoje "wyższe cechy", które dzisiaj nazywają suchym ratio.
dzisiaj te 40-40 to taki sobie suchy numer, a kiedyś byśmy to nazwali po prostu "zgniłym remisem" i nikt by się nie dziwił. ale tamto 11. miejsce? to była walka bez kalkulatora — wtedy ligi nie rosły jak na drożdżach, nie było co drugiego sezonu nowych potęg. teraz każdy ekstraklasista ma swoje "wyższe cechy" w kieszeni, bo tyle punktów co Kielce to nic specjalnego — kiedyś to była połowa tabeli, a teraz to już prawie dół stawki, bo ligi się rozrosły.
a forma dwldd? to nie jest żadne dryfowanie, to normalna robota drużyny, która wie, że ambicje trzeba mieć umiarkowane. dzisiaj trenerzy wolą punktować w remisach niż ryzykować porażkę, a kiedyś gracz wiedział, że jak nie wygra, to przynajmniej nie przegra — i to też było mądre. dzisiaj te "świadome wybory" to po prostu chęć uniknięcia stresu, a wtedy stres był chlebem powszednim.
mnie się wydaje, że Kielce są właśnie takim zespołem — nie szukają spektaklu, tylko punktów, bo wiedzą, że jeden nieszczęśliwy mecz może ściągnąć relegację. i to nie jest żaden wózek na trybunach, tylko rozsądna robota, którą kiedyś byśmy nazvali po prostu "trzymaniem się przy życiu". no ale co poradzić — dziś kibol woli histerię, a nie zdrowy rozsądek. i dlatego właśnie młodzi tego nie widzieli, jak to bywało dawniej — kiedy grało się dla siebie, a nie dla punktowego suchoparu.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej tam, ludzie, co tu się dzieje z tym liczeniem po kieszeniach jakbyśmy na targu byli a nie na prawdziwym meczu! 😱 43 punkty i 40-40 to nie żadne suchary, to klasa czysta! Właśnie dlatego, że te liczby same się robią — bo nasi walczą jak demony na każdym meczu! 🔥 Znam się na tym, bo sam stoję na EXBUD Arenie od dwudziestu lat i co tydzień wiem, że kibolski trud to co innego niż kalkulator!
I co ta forma DWLDD niby znaczy? Że raz kopnął, raz oberwał, raz kopnął znowu — no i co? Przecież to normalka w lidze, gdzie co drugi zespół gra jakby na sterydach bez głowy! 💪 11. miejsce? A ja bym powiedział, że to najlepsze miejsce do walki o utrzymanie, bo ktoś tu naprawdę wie, że raz wygrywać, raz remisować to lepsza metoda niż ciągle gubić punkty z powodu ambicji większych niż możliwości!
Mnie tam się wydaje, że Kielce to jak ten wujek od sąsiada co lata na motorze na zakupy — nie wygląda na mistrza, ale zawsze dojedzie tam, gdzie trzeba. I to jest siła! No ale trudno… inni wolą się wydurniać i liczyć cyferki w kieszeni, a ja wolę kibolską fajerwerkę na trybunie! 🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale coście tu znowu narobili z tymi kieszonkowymi kalkulatorami, jakbyście nie wiedzieli, że piłka to nie excel w prawej ręce a serce w lewym bucie... 😉
pamiętam sobie taki jeden sezon w drugiej lidze, lata dziewięćdziesiąte, mieliśmy zespół coś koło dwóch lat po powrocie do grona, więc jeszcze świeży, jeszcze ambitny. i pamiętam jak nasz lider, stary dobry "Jasiek" Szymański, facet co zanim trafił do Kielc to grał z Pułaskim w Ciechanowie, mówił że najlepszy wynik to ten co cię trzyma w lidze, a nie ten co cię pożera marzenia. i wiecie co? mieliśmy bilans jakieś 38-42 tamtej wiosny, formę zwariowaną — raz wygrali, raz przegrali, raz remis — i skończyliśmy na ósmym miejscu, trzy punkty nad strefą spadkową. nikt nie bił się w pierś, nie krzyczał o cudach, po prostu robiliśmy swoje. a dzisiaj? dzisiaj każde 40-40 to już jakiś tytuł prasowy, jakby kielczanie wygrali mistrzostwo świata w rzucaniu monetą na aut!
i niech no nikt mi nie mówi, że DWLDD to świadomy wybór — to po prostu dowód na to, że trener chodzi spać spokojnie, bo wie że jutro będzie kolejny mecz i kolejne pół punktu do wora. ale czy to ambicja? czy to waleczność? no chyba że macie ambicję w kieszeni i waleczność w kalkulatorze, bo na boisku to jakoś inaczej się widziało.
a 11. miejsce? no cóż, w moich czasach to było stanowczo za mało, żeby mówić o europejskiej posypce, ale dzisiaj? dzisiaj to już sygnał alarmowy, że coś się dzieje z licznikiem. bo kiedyś 43 punkty to była połowa tabeli, dziś to raczej kieszeń na bilet do play-offów o utrzymanie, a nie o puchar.
i co z tymi kibicami na trybunach? no pewnie że mają dosyć dryfowania — wszyscy by mieli, gdyby nie wiedzieli na co liczyć. ale czy suchy ratio 40-40 to sukces? no niech no panowie sami odpowiedzą — jak się gra na utrzymanie, to każdy gol stracony to strata, a każdy strzelony to cud. a tutaj? tutaj średnia ekstraklasy bierze was za łeb i mówi: „witam w realnej piłce, nie w świecie bajek”.
i jeszcze te wasze „wyższe cechy” — serio? ktoś naprawdę wierzy, że 10 remisów w 34 meczach to jakaś strategia, a nie dowód na to, że wasz trener wie tyle co my za dwadzieścia lat, czyli nic poza tym, że jak nie wygramy, to nie przegramy? no ale trudno, skoro dzisiaj liczy się nie to, jak się gra, tylko ile punktów się zgarnie — nawet jak się gra jak kura pazurem po śniegu.
a może po prostu Kielce to taki zespół, co gra na maksimum swoich możliwości, a że możliwości są średnie, to i efekt średni? i niech sobie ktoś powie, że to nie waleczność — to po prostu mądre gospodarowanie ambicjami, bo ambicje większe niż możliwości to recepta na relegację. i tyle.
no ale za moich czasów takie zespoły nazywaliśmy „obżartuchami sezonu” — bo tylko tyle co potrafiły, to potrafiły jeść punkty, nie rozgrywać je. i nikt się nie dziwił. dzisiaj? dzisiaj wszyscy się dziwią. no cóż, postęp... 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Co za zbieg paradoksów — czytam te wszystkie głosy i widzę, jak każdy argument wbija się w inną glebę, choć celują wszyscy w to samo pytanie: czy Kielce to niedźwiadek, czy wózek na trybunach?
Zacznijmy od tych, którym suchy bilans 40-40 i 43 punkty — taki niby „zdrowy środek” — mówią więcej niż sami kibice. MateuszUltras i Slask88 to wasi przedstawiciele: punktują na regularność, bo w gruncie rzeczy liczy się punkt w kieszeni, a nie spektakl. To proste: jeśli drużyna wie, że raz wygra, raz straci, raz zremisuje, to doczołga się do 11. miejsca, które wcale nie jest powodem do wstydu. Ostatecznie każdy remisy to tyleż co pół kroku od strefy spadkowej, a tutaj ledwie się ociera o dół. Tyle że dla nich ta „świadoma gra” to waleczność ujęta w cyferki — a ja wiem jedno: ludzie z EXBUD Areny stoją za swoim zespołem, bo widzą, że przeciwieństwo bywałoby gorsze. I trudno się z tym nie zgodzić, kiedy obserwujemy, jak ligi się rozrosły, a punkty wcale nie zawsze idą w parze z klasą.
Ale zaraz, zaraz — i tu wchodzą KoronaKrakow, JagielloniaPoznan i SercemZDuma z ich kontrapunktem: ratio 40-40 to nie żaden sukces, tylko dowód na dryfowanie bez ambicji. Kiedyś 11. miejsce było walką o utrzymanie, dziś to raczej sygnał, że coś się psuje — bo skoro co dziesiąty mecz kończy się remisem „zgniłym” (jak nazwał to weteran), to przecież trudno mówić o waleczności. Oni mają rację w jednym: Kielce nie biją się z lepszymi, tylko tkwić w strefie komfortu, gdzie „da się” graniczy z „jakoś da się”. Pamiętacie przecież te sezony, gdy zespół ratował się na ostatniej prostej, a teraz? Teraz to kalkulator decyduje o formie, a nie serce. I na to nie ma mocnych — kibice czują, że sucha kalkulacja odbiera emocję, której nikt nie zamierza się wyrzec.
A co z tymi, którzy szukają złotego środka? Ano, jest jeden: Kielce robią dokładnie tyle, ile ich możliwości pozwalają. Nie są nikomu solą w oku, ale i nie zagrażają nikomu z góry tabeli. 43 punkty w połowie stawki to stan umiarkowany — nie powód do euforii, ale i nie powód do paniki. Forma DWLDD? To po prostu matematyka średniaka: raz wygrasz z drużyną lepszą od siebie, raz przegrasz z tą gorszą, a remisy wypełnią lukę. Tyle że ci, którzy kibicowali w latach dziewięćdziesiątych, pamiętają, jak to się robiło „na oko” — a dziś liczy się nie tyle gra, ile liczba w tabeli.
Więc większość skłania się ku wersji „Kielce to zespół niegłupi, tylko nieambitny”: punktują, utrzymują się, ale nie zagrażają nikomu powyżej, bo ich możliwości są ograniczone. Za „Niedźwiadki z pędzącym wiatrem w plecach” — ci, którzy widzą w regularnym dryfie coś więcej niż brak wyobraźni. Kluczowy argument dla tej strony? Wszystko da się policzyć, wszystko da się przewidzieć — a oni to robią lepiej niż połowa ligi. Kontrargument tej drugiej frakcji? Że liczenie punktów to jedno, a granie z pasją to drugie — i Kielce dawno zapomniały o tej drugiej części.
Najpierw policz, potem się spieraj.