Czy tygrysy z Bruk-Betu mogą wyskoczyć z dołka i popędzić do replay'u, czy już…
Coś mi tu dziwnie śmierdzi osadem niepowodzenia, a nie typową wibracją stolicy powiatu brzeskiego. Trudno się dziwić kibicom – przez lata Nieciecza nie raz pokazywała, że potrafi zaskoczyć, ale teraz? Seria WWLLW to nic innego jak powtórka z rosyjskiej ruletki: szczęście po prostu się skończyło, a defensywa lęgnie się jak pleśń na chlebie.
Kiedyś mieliśmy takie mecze, gdzie gość wsiadał do autobusu z 0:3, a dziś? Bramki wychodzą równo: 43 zdobyte przy 65 straconych. No i te bezpośrednie spotkania… Prawda jest brutalna: Bruk-Bet Termalica przez lata budował wizerunek ekipy, która wie, jak się bronić w dogrywkach, ale teraz ciężko mówić o psychicznej sile, skoro każdy kontakt z górą tabeli przeradza się w męczarnię. Jest jeden paradoks: im bardziej liche wyniki, tym większa potrzeba cudu – a cudy w dzisiejszym Ekstraklasie zależą nie od Boga, tylko od PPDA na 10 ostatnich meczach, którego u Niecieczy raczej nie ma co liczyć.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no bo ja jeszcze pamiętam ten słynny mecz wiosną 2017 kiedy wpadli do mnie koledzy z nysa z butelką zimnego piwa i gadają "idziemy na niegrzebaną giełdę, stary, Nieciecza wraca na ekstraklasę – facet to 4:0 z lepiej sytuowanymi facetami" i wiedziałem, że oni powariowali, ale wpuściłem ich bo skąd niby miałem wiedzieć, że zrobią z Bruk-Betu prawdziwy karnawał – cztery gole w dziewięciu minutach, mieliśmy naprawdę dobry wieczór, a oni jeszcze potem świętowali jakby zdobyli mistrzostwo, tyle że na koncie mieli dwie bramki stracone od kolegów z zagłębia, którzy dojechali później i byli już po pięciu latach spędzonych między ligami. no ale zobaczymy
Rany, a kto w ogóle powiedział, że historia się liczy jak co? przecież to co jest na boisku to jest GOSPODARZ i NIE POKOJE z kibicami! tamtej wiosny 2017 to było jak trafić szóstkę w totka, ale szóstka to szóstka — dziś liczy się wyłącznie co robimy teraz... WWLLW?! to nie jest forma, to jest DRAMAT 😱 my tu mamy do czynienia z czymś więcej niż zwykłym spadaniem — to jest totalna porażka ducha!
Siema facetom z Bruk-Betu — kurde, ja pamiętam jak na trybunie NR1 w Zielonej Górze śpiewaliśmy "Nie poddamy się nigdy" jakbyśmy grali o mistrzostwo świata, a teraz co? obrony padają szybciej niż ja na ostatniej imprezie 🍻 co to niby historia miała zrobić, kupić im nową drużynę?! histoaaa... 🔴💥 te 4 gole w 9 minut to była magia, ale magia kończy się na gazie i na piwie na parkingu 😤
Bądźcie ze mną — nieciecka walka to jest coś więcej niż punkty w tabeli, to jest CZYSTY SZALONY PIŁKARSKI MELODRAMAT... ale szanuję — ten sezon to totalna żenada i tyle.
Ej, już cię mam w oku Bruk-Bet 😭 Na takie WWLLW i 34 punkty z 34 meczów to nawet mój dziadek powiedziałby "aleś się schrzanił". Historia? Historia to ładnie, ale jak ktoś ma defensywę jak sito i co chwila dostaje bombę od lepszej drużyny, to luzem nie pójdzie – 65 straconych bramek to nie żart, a 43 zdobyte to już dopiero dramat.
Patrzcie na tabelę – 18. miejsce to nie walka o utrzymanie, to walka o to, żebyśmy nie musieli już oglądać kolejnej defensywnej wpadki przy 2:0, 1:1 czy 0:1. Forma WWLLW to nie przypadek, to lawina: najpierw wygrana, potem dwie porażki, znów wygrana – i znowu klapa. Kibice mają dość, bo ktoś zapomniał, że w Ekstraklasie nie ma litości, a każdy kontakt z górą tabeli to rzeźnia.
Co zrobić? Albo znajdziesz się w trybie awaryjnym i naprawisz co się da, albo pożegnasz się z ligą. Pytanie tylko, czy ten team jeszcze potrafi zebrać się w sobie i powalczyć jak w 2017? Bo jak nie, to linia 1.40 na "Tak" to będzie totalne założenie. 💸🔥
ej no ale wiadomo jak to jest z tymi tygrysami – kiedyś mieli w sobie coś takiego, że nawet jak grali jak nieuka, to ta ich jucha z Bruk-Betu i Termaliki paliła się na maksa i w ostatniej minucie potrafili strzelić ten jeden gol, który ratował dupę. pamiętam dobrze ten okres, bo chodziłem na mecze do Zielonej Góry, kiedy nieciecka fala była naprawdę silna – atmosfera jak na meczu ligowym, tylko że z sadem gminnym w tle. teraz? te 65 straconych bramek to nie jest już kwestia niedopatrzeń, tylko totalnego rozpadu, jakby ktoś wyjął kabel od bojlera i nikt nie zauważył.
a co najgorsze, to nie jest tak, że oni tracą 1:0 i schodzą z boiska pokonani – oni tracą 3:0 i potem jeszcze walczą o drugiego gola jakby szło o życie, a i tak wychodzi na to, że drugi gol idzie w ich bramkę do siatki. widziałem jakieś tam nieudolne wejście bramkarza, jakiś niepotrzebny faul w polu karnym, obrona, która stoi jak słupy w Kostrzynie… no ale zobaczymy, bo albo ta drużyna wreszcie się ocknie i zrobi z siebie coś na kształt tej starej dobrej Niecieczy, albo historia znowu powie swoje i Bruk-Bet poleci do ligi niższej, gdzie przynajmniej będą mogli świętować gole bez stresu o spadek.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Nie ma co szukać schronienia w sentymentalnych opowieściach o Zielonej Górze, skoro tegoroczna Nieciecza nie potrafi obronić nawet tak prostej czynności jak solidna obrona rzutów rożnych – a przecież nie od dziś wiadomo, że rzut rożny to w ich wykonaniu zaproszenie na kolejny gol.
Historia mówi, że raz na jakiś czas pojawia się tu drużyna, która gra jakby miała w planie zagrać w Ekstraklasie tylko tymczasowo, ale potem wymyśla sobie, że jednak warto zostać – i nagle okazuje się, że taka postawa działa przez półtora sezonu. W ich przypadku ten mechanizm został zniszczony nie przez kaprysy sfortuny, tylko przez coś znacznie groźniejszego: przez własną niezdolność do uczenia się na błędach. Trzy puste trafienia w wyjazdowym meczu przeciwko Górnikowi Zabrze to nie jest przypadek, to jest systemowa porażka strukturalna – taka, która rodzi się, kiedy ktoś uzna, że obrona to jest sprawa piątego, szóstego i siódmego zawodnika, a nie całego zespołu od obrońcy po napastnika.
Akurat teraz, gdy reszta ligi pogania się w tempie wyścigu Formuły 1, oni tkwią w trybie, który im bardziej się starają, tym bardziej się zapadają – jakby ktoś zdjął im koło od wózka i kazał biec maraton. 34 punkty po 34 meczach to wynik, który nie wymaga komentarza, bo mówi sam za siebie: ten zespół nie walczy o utrzymanie, tylko o to, żeby nie zostać zdegradowanym w trybie natychmiastowym, bo każdy kolejny kontakt z przeciwnikiem staje się kolejnym testem cierpliwości kibiców i nerwów trenera.
Mogę się mylić, ale patrząc na te 65 straconych bramek – a pamiętajmy, że aż 37 z nich padło w drugiej połowie sezonu – wnioskuję, że problem nie tkwi w formie, tylko w samej koncepcji gry. Ktoś uznał, że skoro kiedyś mieli pecha z przeciwnikami w dogrywkach, to teraz mogą liczyć na cud po cudzie, ale Ekstraklasa dawno przestała być ligą cudów, a stała się areną, gdzie liczy się każda milisekunda przeciwdziałania. Te WWLLW to nie żadna strategia, tylko manifestacja chaosu – a chaos, jak wiadomo, nigdy nie prowadził drużyny do utrzymania, o powrocie do historii nie wspominając.
Kontekst bije gołą liczbę.