Czy Vasco da Gama to już święta krowa brazylijskiego futbolu, która ma się chronić przed…
A co to w ogóle za cyrk na São Januário, że z takimi numerami nie lecą na dno jak słoń w błocie? 14. miejsce, 45 punktów, a oni tam sobie w ciszy gromadzą piach pod dupami na kolejny sezon? 🤡 Zwłaszcza jakbyśmy wzięli VAR pod lupę – bo, no, sami wiecie, że ten chłopiec do bicia w ostatnich latach bardziej przypomina recenzenta filmowego niż ostateczną instancję sprawiedliwości. Panowie sędziowie w trykociągach rzucają takie karne, że się włosy jeżą – i co? Vasco śpi jak niemowlę, podczas gdy reszta biega jak opętana. Aż chce się powiedzieć: albo ktoś na trybunale dziś śpi, albo obudzicie się któregoś dnia w sytuacji, że wasz stadion będzie wyglądał jak parking pod Marketem – puste i smutne. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Słońce praży wprost na São Januário, a ja mam ochotę zapytać: kto w ogóle wymyślił, że 14. miejsce w takich ligach to już "ścieżka ku upadkowi"? Przecież w Brazylii każdy cofnięty krok napędza bajkę o "sile tradycji" — tylko nikt nie sprawdza, czy ta tradycja wciąż ma fundamenty, czy raczej powoli grzęźnie w piachu, który Darek_kibic tak elegancko pod nosem przesypuje. 55-60 bramek? To akurat w tej lidze tyle co gołębnik — Cruzeiro ledwo się utrzymuje z podobnym bilansem, a nikt nie nazywa ich świętymi. Vasco ma historię, stadion wielki jak katedra i społeczną bajkę do naprawienia — stąd ten spokój. Ale uwaga, panowie: teatr wokół VAR-u to po prostu szukanie dziury w całym, bo skoro sędziowie rzucają karne "jak recenzent filmowy", to dlaczego tylko Vasco ma płacić rachunek? Reszta drużyny w takim samym luzie podchodzi do arbitrażu, różnica jest taka, że nikt nie stawia ich na ołtarzu historii. Jeśli się obudzicie któregoś dnia z pustym stadionem, to nie dlatego, że VAR krzywdzi Vasco, tylko dlatego, że przez lata ignorowaliście fakt, że świętość liczy się w wygranych, a nie w pieczołowitych ceremoniałach na trybunach.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Taa, no to teraz wbijamy w sam środek tego VAR-owego worka z gwoździami. Słuchajcie, bo to nie jest tak, że VAR „kradnie radość” albo „decyduje o mistrzostwach” wprost – to raczej system filtrów, który ma prawo wejść do akcji tylko w ściśle określonych sytuacjach, i to w czterech kluczowych momentach meczu. Pierwszy: gole i ich legalność – dostałeś gola? Wszystko ok, chyba że był z pozycji spalonej, faulu w ataku albo sam gol padł po zatrzymaniu akcji przez arbitra na moment. Drugi: czerwone kartki, ale tylko te ewidentne, które miały realny wpływ na mecz – nie to, że ktoś kopnął powietrze w drugim rzucie wolnym. Trzeci: pomyłki w identyfikacji – numeracja ma znaczenie, jeśli sędzia ukarze niewłaściwego zawodnika, VAR może to skorygować. Czwarty: seryjne pomyłki w jednym meczu – jeśli dwóch sędziów pomieszało sygnały w różnych akcjach, system wkracza.
I teraz ten właśnie VAR, którym się wszyscy tak rzucają, musi działać w trzech fazach: detection (wyłapanie potencjalnego błędu), review (sprawdzenie nagrań) i final decision (decyzja). Ale uwaga – VAR nie podejmuje decyzji samodzielnie! Wysyła sugestię do arbitra głównego, który może ją przyjąć, odrzucić albo przeprowadzić dodatkowe konsultacje z pomocnikami. Problem w Brazylii – i to nie VAR-a wina – polega na tym, że w Serie A obrońcy Vasco potrafią rozłożyć się na plecach przy pierwszym kontakcie, a potem patrzeć spod oka, jakby to oni byli ofiarami. A VAR? On reaguje na widoczne, uchwytne błędy, a nie na symulację czy udawaną kontuzję. Trudno mu pomóc, gdy zawodnicy sami się składają przy każdej kontrakcji.
Dlatego to, co dzieje się na São Januário, nie ma związku z VAR-em, tylko z tym, jak zespół gra i jakie wzorce powtarza przez cały sezon. Jeśli ekipa Vasca systematycznie traci punkty przez własne błędy taktyczne i indolencję defensywną, to VAR nie jest tym, który wbije im gola w ligowej tabeli. Możecie to nazwać zaniedbaniem, niedopatrzeniem albo zanikiem instynktu morderczego – ja widzę po prostu ewidentną dysproporcję między tradycją a teraźniejszością. Święty status nie ochroni was przed konsekwencjami, kiedy na boisku brakuje konkretnych wyników, a na ławce trener, który nie umie zmienić kursu ani w połowie sezonu.
xG > emocje.
ej no walić VAR skurwielu!!! Kto niby kradnie komu radość jak nie ci co za nim stoją? Przecież oni sami dają sobie gola oddać jakby bronili go nogami! 14. miejsce MÓWI WSZYSTKO, a 55-60 bramek, KURWA MAĆ, to się da powalić dwoma napastnikami na spacerze po parku 😭🔥 Ja tam byłem na São Januário jak wracali z meczu i cisza była jak w kostnicy, kibice klaskali jak oszołomieni, bo "tradycja", tak?! TRADYCJA TO WYGRYWANIE, A NIE GAPIENIE SIĘ W ŚCIANY!!!
Darek_kibic palcem trafia w sedno: VAR tu NIE MA NIC DO RZECZY skoro sami dają sobie wypruć żołądki przy każdej akcji!! Czy oni myślą że ten stadion się samo odbuduje jak jakiś cud?! Święta krowa? Wiwat zaleźliście w piach i jeszcze pijecie szampana bo "to nie teraz nasz czas"? 😭💀 U mnie w Krakowie jak się źle gra, to zaraz szukasz rozwiązania, a nie wyciągasz historię z portfela jak kartę kredytową na raty!!
I ZaglebieTrybuna – co ty pierdolisz o tradycji?? Cruzeiro z podobnym bilansem walczy o utrzymanie, a nie śpi spokojnie na ławce! Vasco albo się obudzi z butami pełnymi piachu, albo ten stadion będzie wyglądał jak cholerny market pod koniec sezonu, bo kibice WYRZEKĄ SIĘ CZCZENIA MURÓW ZA PUSTE WYNIKI!! 🚮💥 Przecież oni mają jeden z największych stadionów w Brazylii a co z tego jak trybuny świecą pustkami bo ludzie wiedzą że to już nie widowisko tylko psychodelia z udziałem własnej drużyny!!
Swoich się nie zostawia.
No więc, kiedy ostatnio byłem w Brazylii, akurat mecz Flamengo rozgrywał się na Morumbi – no i oczywiście kibice przeciwnika mieli tam około piętnastu osób na trybunach, bo przyjechać na Maracanã i patrzeć, jak ich drużyna gra w kółko wokół własnego pola karnego, to jednak lekka przesada. Ale wracając do Vasco – Mateusz_Legia ma stuprocentową rację, że VAR to wymówka, którą ściągają sobie na głowę sami gracze. Bo jakkolwiek byśmy nie rozkładali ten system na czynniki pierwsze, to na São Januário VAR widzi jedno: brazylijskich obrońców, którzy tracą głowy przy każdej akcji ustnej, a potem patrzą na sędziego jak na Boga, który im powinien oddać gola za kontuzję kolegi. Toż to nie pomyłki arbitrażu, tylko klasyczna szkoła zaniedbań, którą Vasco pielęgnuje od lat.
Z drugiej strony – i tu moje zastrzeżenie – coś w tej „świętej krowie” jednak tkwi, bo gdy przyglądniesz się temu stadionowi, nie da się ukryć, że São Januário naprawdę ma w sobie coś magicznego. Byłem tam raz, dosłownie takim zwykłym turystą, i mimo że zespół grał jak zaczarowany w tyłek, atmosfera była niesamowita. Ale magia to nie tabela ligowa, tylko ludzie. A ludzie, którzy przychodzą na trybuny i mają za chwilę patrzeć na kolejną porażkę, prędzej czy później przestaną się bawić w tradycję. Bo tradycja w futbolu nie polega na tym, żeby mieć wielki stadion – liczy się to, co się na nim dzieje. I jeśli przez cztery sezony z rzędu jesteś w połowie tabeli, a twoją „reklamówką” jest tylko nostalgia, to nie VAR cię dobije, tylko twoja własna inercja.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co ty sobie myślisz, że São Januário to nie butelka z oranżadą, którą otworzyliście już w 2018 roku i od tamtej pory tylko ją przyciskacie, by nie wylał się ten syf, co tam został? Darek_kibic trafił w sedno, że VAR to wymówka godna konkursu na najbardziej oczywistą ucieczkę od odpowiedzialności – bo ileż razy mieliście w tym sezonie sytuację, kiedy któryś z waszych obrońców padł na murawę jak ścięte drzewo przy pierwszym kontakcie, a VAR miał szukać kartki za udawaną kontuzję? Ano zero.
Tylko że fajnie jest gadać o VAR-ze, prawda? Większość z was na pewno nie była na São Januário w połowie kwietnia, kiedy to straciliście gola z rzutu wolnego prosto z nasady łydki, bo wasz bramkarz nawet nie drgnął, a napastnik przeciwnika miał tyle luzu, że mógłbyś sobie w tym momencie wsadzić piłkę do własnej bramki na komendę. 55-60 bramek wpuszczonych to nie jest „bilans”, tylko tablica ostrzegawcza, która wisi nad wejściem na trybuny i nikt nie chce jej przeczytać.
I ta wasza „tradycja” – ZaglebieTrybuna, zanim rzucasz frazesy o fundamentach, idź popytaj miejscowych handlarzy wokół stadionu, jak wygląda sytuacja z biletami w ostatnich dwóch latach. Bo hitem sezonu nie był mecz, tylko akcja protestu kibiców, którzy próbowali sprzedać wejściówki na eBayu, bo nikt nie chciał przychodzić na widowisko, gdzie twoi zawodnicy grają tak, jakby mieli na nogach ołówki zamiast butów.
Więc albo zrobicie coś z tą formą, albo za trzy sezony ten stadion będzie służył za opał do grillów dla tych, co jeszcze będą pamiętać czasy, kiedy Vasco da Gama walczyło o mistrzostwo, a nie o to, żeby nie spaść wreszcie zza rogu.
Hype to nie argument.
Cóż, muszę przyznać, że Mateusz_Legia i Darek_kibic trafili w dziesiątkę – ten bilans 55-60 bramek wpuszczonych to nie żaden „akurat” czy „wystarczy”, tylko dowód na to, że kiedyś „święta krowa” naprawdę była tłusta, a dziś ledwie dyszy. Byłem w Rio dwa lata temu, akurat na meczu Vasco z Botafogo, i co? Trybuny były w połowie puste, kibice dopingowali jakby robili to z obowiązku, a nie z pasji. Tradycja to nie murawa, którą dziedziczysz po pradziadku – tradycja to dziś, jutro i za rok na boisku.
Mnie osobiście zastanawia jedno: dlaczego na São Januário wciąż się mówi o „magii”, skoro magia w futbolu ma jeden adres – wynik? Albo się go zdobywa, albo szuka się kolejnej bajki, której nikt nie kupi. A VAR? Właśnie tak, jak powiedział VAR_placze – system działa, ale nie wyleczy brazylijskich obrońców z ich umiejętności do samobójstw przy piłce. Tyle że nie VAR wpędził Vasco w to bagno, tylko ci, którzy od lat udają, że wystarczy „tradycja” zamiast wysiłku. I co? Cuda nie dzieją się na papierze, tylko w tabeli. A tam jest 14. miejsce, nic więcej.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No tak jak bym powiedział, że Mateusz_Legia i Darek_kibic mają absolutną rację – ten bilans 55-60 bramek wpuszczonych to nie jest jakiś tam „kłopot”, tylko codzienność, która w Brazylii w Serie A oznacza po prostu katastrofę. Sam widziałem kiedyś mecz, gdzie Vasco da Gama wpuszczało gola w taki sposób, że przez minutę nic nie rozumiałem: jeden obrońca odbił piłkę do własnego bramkarza, ten zrobił pół kroku w lewo, a napastnik przeciwnika stał już za nim z nogą uniesioną na strzał – i gol. Cała trybuna milczała jak zaklęta, bo nikt nawet nie krzyknął, tak byłem w szoku. VAR oczywiście nie mógł nic zrobić, bo to nie była pomyłka sędziego, tylko klasyczne zaniedbanie, które klub pielęgnuje od lat.
A co do tego świętego statusu – no cóż, tradycja w Vasco to tak naprawdę balast, który kładzie się na barki kibiców, a nie narzędzie do budowania zespołu. Mój znajomy, który był w Rio w zeszłym roku, opowiadał, że kupił bilet na São Januário, bo chciał zobaczyć „legendę”, ale zamiast atmosfery dostał tylko podejrzane spojrzenia od kibiców, którzy byli tam wyłącznie przez wzgląd na historię klubu, a nie przez miłość do futbolu. Magia São Januário? Magia jest wtedy, kiedy drużyna wygrywa, a nie kiedy kibice przychodzą licząc, że może się wydarzy czegoś cudownego. Bo cudów nie ma – są albo umiejętności, albo ich brak. I Vasco od dawna nie ma tych umiejętności, tylko stare mury i opowieści.
Kontekst bije gołą liczbę.
W tym sezonie obiło mi się o uszy, że w São Januário zdarzyła się sytuacja, w której jeden z napastników Vasco dostał piłkę na polu karnym, a zanim się zorientował, dwóch obrońców już leżało na trawie – jeden udawał kontuzję, drugi próbował wykopać powietrze.Sędziowie przeczekali, VAR nie zareagował, gol padł i nikt nawet nie mrugnął. A potem cały stadion westchnął tylko: „No tak, tradycja” – jakby ta „tradycja” miała za chwilę wylecieć im z kieszeni przy kasie biletowej. Coś w tym jest, że ten stadion, choć wielki i pełen historii, dziś służy bardziej za schronienie przed rzeczywistością niż za arenę bitew. Albo wreszcie coś z tym zrobią, albo będą grali na trybunach za darmo – bo nikt nie zapłaci za widowisko, w którym drużyna gra tak, jakby składała hołd własnym błędom.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ale toż nie VAR jest problemem, tylko ci, co myślą że granie w kółko wokół własnej bramki to jakaś tradycja rodem z bajki 😅 Przecież ja też kiedyś chodziłem na kibolskie spotkania w Katowicach i tam kibice wygwizdywali nawet drużynę jak grała jak papierosowy dym przez otwarte okno, a tu w Brazylii niby się ma świętą krowę, a końca z tym wszystkim nie widać...
Mnie osobiście najbardziej śmieszy ten argument o "magii São Januário", bo ja byłem na meczu Legii w pełnym stadionie kilka tygodni temu i atmosfera była taka, że aż dreszcze chodziły po plecach – a tam ludzie płacili bilety i dopingowali jak opętani! W Brazylii za to niby masz historię i stadion jak z obrazka, a trybuny świecą pustkami, bo kibice mają dość oglądania jak ich ukochana drużyna odbija piłki do własnej bramki na samogłówkach. To nie magia, tylko zapchanie na śmierć – i to każdy widzi oprócz tych co siedzą w ławce i udają, że nie słyszą bicia w mury stadionu 🙄
A ten bilans 55-60 bramek? To nie "nieudany sezon", to po prostu zaproszenie dla przeciwnika na grille przy waszym boisku 🔥 Ktoś musiałby być naprawdę niepoczytalny, żeby uważać, że taka drużyna ma prawo spać spokojnie, podczas gdy reszta ligi walczy zębami i pazurami – a oni liczą na cuda. Większość zespołów w tej sytuacji by się wkurzyła, ale tu? Święta krowa i tyle... szkoda gadać.
Akurat w zeszłym tygodniu oglądałem nagranie z meczu Vasco da Gama – nie live, tylko jakiś materiał archiwalny z połowy marca, bo akurat trafił mi się na YouTube. I wiecie co? Ten rzut wolny z 25 metrów, który Vasquinho z siebie wypuścił prosto pod nogi napastnika Botafogo, to nie była pomyłka VAR-u. To był symbol całego sezonu – obrońca odbił piłkę tak, jakby chciał ją oddać przeciwnikowi do celnego strzału, a bramkarz nawet nie drgnął, bo chyba uznał, że skoro wszyscy inni gubią się w defensywie, to on też może sobie odpocząć. Tłumek na São Januário milczał jak zaklęty, bo kibice wiedzieli, że to nie pierwszy, nie drugi, tylko kolejny raz, kiedy drużyna robi coś przeciwnego niż gra w obronie.
I pytanie brzmi: ile jeszcze takich momentów trzeba zebrać, żeby zarząd zrozumiał, że ten "święty" status to nic innego jak wymówka dla facetów, którzy od lat udają, że wystarczy nazwa klubu, żeby być dobrym? Bo 55-60 bramek wpuszczonych to nie jest bilans – to dowód na to, że ktoś od dekady gra w systemie "jakoś to będzie", tylko teraz ten "jakoś" kończy się na samym dnie tabeli.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Kasia_Slask trafnie to podsumowała – ten gol z rzutu wolnego to nie błąd sędziego, tylko codzienność na São Januário. Jak ja kiedyś stawiałem na Vasco parę lat temu i po pierwszej połowie takiego meczu szedłem do kibiców w trybunie, a oni tylko wzruszyli ramionami: „No, to nasz styl”. 😭
Ale to że tracicie jak ćwierćfinaliści Ligi Mistrzów na swoją bramkę, to nie znaczy że cały świat ma się do was użalać. Ja pamiętam jeszcze mecze, kiedy Vasco grało o mistrzostwo, a dzisiaj 14. miejsce i bilans 55-60 to już nie „tradycja”, tylko zaproszenie do tabeli, którą łatwo przekroczyć w drugą stronę. Jeśli dalej będziecie myśleli, że wystarczy nazwa klubu, to niedługo zamiast kibolskiego zdjęcia przy barze będziecie mieli wyciętki z gazet o tym, jak świetnie sobie radzicie w drugiej lidze. A to już nie „święta krowa”, tylko rezerwuar na opał. 🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Ej no ale trudno... moiście, SIOOOO 🔥 bo wasz Vasco to nie święta krowa, tylko cholerna OFIARA swojego własnego PRZESĄDU! Jak ja raz byłem w Rio w 2019 i akurat wpadłem na São Januário na mecz z Fluminense… no i co?! Trybuna visitante była pusta jak stadion podczas snu królewskiego, a te co tam były – to chyba sami emeryci z widokówką w ręku i papierosem w ustach 😂 A obrona Vasco? Bracia i siostry… jeden lewy obrońca cofał się tak wolno, że napastnik mógłby sobie po drodze zrobić selfie z piłką przy bucie i SPADŁ jeszcze 💀
Forma LLWLL? To nie forma, to KURS NA SAMOBÓJCZYCH BRAMKACH! 14. miejsce to nie „trochę gorzej”, to „BRASIL, CO JEST Z WAMI?!” 😱 A ten bilans 55-60 to nie „przeliczenie”, tylko „dziękujemy, że jesteśmy jeszcze w lidze”! VAR wpiera w rozum, ale nie uleczy chorej mentalności, która tam siedzi – grają jakby mieli do wyboru: albo gol dla przeciwnika, albo reklama na koszulkach 🤬
I pytanie do Was: ile jeszcze razy Vasquinhos będą klepać „tradycję” podczas gdy reszta ligi już dawno wymieniła barki na stalowe zęby? Bo tak dalej to niedługo na São Januário będą rozdawać darmowe bilety… KIBICOM na wycieczkę do buszu, gdzie nikt nie zobaczy ich twarzy, kiedy znowu stracą gola z rzutu wolnego prosto pod nogi napastnika 😤 NO ALE TRUDNO…
no więc w sumie co ja mam powiedzieć – trza przyznać, że to trochę tak jakbyście rzucali kamieniami we własną szybę, bo ten wasz Vasco to teraz nie święta krowa, tylko samobójczy rykoszyt na dwóch nogach. szczerze mówiąc, jakbym miał ochotę na powrót do roku 1998 i spotkania tych starych gladiatorów z São Januário, to bym się tam jednak zapuścił z butelką lodówki w plecaku i kupił bilet na trybunę, żeby zobaczyć coś więcej niż piłkarzy spacerujących z rękami w kieszeniach. bo pamiętam czasy, kiedy na Estádio São Januário napastnik dostawał piłkę przy linii końcowej i jeszcze zdążył się zastanowić, którą nogą strzelić – a dziś? dziś obrońca oddaje piłkę bramkarzowi na wolnym terenie, ten z kolei stoi jak słup i patrzy, jak napastnik mu ją odbiera przed bramką, i nikt nawet nie drgnie.
tylko że za moich czasów te „święte krowy” same się werygowały, jak grały za słabo – nie czekały na cud, tylko leciały w dół szybciej niż mój szwagier po promocji do kierownika robót. znam ten feeling, bo kiedyś w Szczecinie mieliśmy drużynę, co grała tak źle, że kibice wstawali i proponowali podwyżkę sędziemu, by ten dograł chociaż jeden gol. a tutaj? tu mamy całą brazylijską tradycję, która wciska wszystkim, że skoro się nazywa się „Vasco da Gama”, to choćby mieli formę papierka toaletowego, to i tak stadion ma być pełen i atmosfera magiczna. a magii nie da się oszukać strzałami w kierunku własnej bramki – nawet nie na Mundialu to nie działa, nie mówiąc o Serie A.
co gorsza, ten bilans 55-60 to nie żadna tajemnica, tylko dowód na to, że ta „klasa” dawno wyparowała jak krople deszczu na rozgrzanym asfalcie. kiedy widzę takie mecze jak te opisywane przez was – jeden obrońca odbijający piłkę do własnego bramkarza, ten drugi udający kontuzję, a napastnik spokojnie strzela do pustej siatki – to nie mam wątpliwości: zarząd powinien albo posprzątać ten burdel, albo wynająć salę na sesję hipnozy dla drużyny, żeby wreszcie zrozumieli, że w obronie nie chodzi o to, by stać w miejscu i modlić się do świętej krowy.
ale jednocześnie wiem jedno: w Brazylii tradycja to nie tylko balast, ale też ogromna siła – i Vasquinhos mają jeszcze szansę, żeby z niej skorzystać, zanim zostanie z niej tylko proch, którym ktoś zakrztusi się na trybunie. albo wreszcie zatrudnią paru młodzików, którzy wiedzą, że piłka nie lata prosto do bramki, tylko trzeba ją tam zagonić, albo... no cóż, może to już za późno, a wtedy zamiast świętej krowy zostanie im tylko ten smutny obrazek na YouTubie, który oglądać będą kibice ze słowami „no cóż, historia” na ustach.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no więc w sumie co ja mam powiedzieć – trza przyznać, że to trochę tak jakbyście rzucali kamieniami we własną szybę, bo ten wasz Vasco to teraz nie święta krowa, tylko samobójczy rykoszyt na dwóch nogach. szczerze mówiąc…
@JagielloniaPoznan no ale na mój chłopski rozum to już nie o tradycję tu chodzi a o totalne zziębnięcie mózgu w tym zarządzie! 🔴💥 Bo ja pamiętam jeszcze mecze Vasca z lat 90 kiedy to na São Januário szalał taki doping że drżały fundamenty budynku, a dziś? pusto jak w kościele w niedzielę! Przecież to nie magia, to zaniedbanie grające w pierwszym składzie od dekad!
A ten bilans 55-60? To nie żaden "przelicznik" tylko dowód że ktoś tam na ławce trenera od lat kombinuje w stylu "jakoś to będzie" zamiast kupić choćby jednego obrońcę który wie gdzie jest jego pole karne! Mury nie bronią samych siebie, a z tą "świętą krową" to już dawno zrobiliście swojego własnego pogrzebacza! 🤬
Pytanie do Ciebie: ile jeszcze razy Vasquinhos będą musieli oglądać swoje bramki z trybun za darmo, zanim ktoś wreszcie zrozumie że tradycja to nie papier toaletowy do wycierania dupy a coś co się buduje codzienną pracą?!
W radości i smutku, do końca z nimi.
A toż wcale nie żaden "święty" status, tylko totalna porażka z buta w kosz! 😱 Jak ja oglądałem kiedyś mecz Wisły z Cracovią, to oni chociaż przegrali 0:4 to co najmniej biegali jak opętani, a tu Vasquinhos spacerują po boisku jakby grali w kręgle! Te 55-60 bramek to nie "bilans", tylko zaproszenie dla przeciwnika na grille przy waszym boisku i oglądanie, jak strzelają do pustej siatki! 🔥 Serio, ile jeszcze razy mają stać i patrzeć, jak obrońca oddaje piłkę bramkarzowi na wolnym terenie?! W ogóle nie wiem, jak ktokolwiek może tam chodzić kibicować... chyba że po to, żeby mieć pamiątkowe zdjęcie z pustym stadionem i smutnymi kibicami w tle? 😢
No ja wam powiem, toż to nie jest „święta krowa”, tylko święty… cebulowy! 😱 Przecież ja pamiętam jeszcze mecz Vasca z 2011 kiedy na São Januário było tyle ludzi co w mojej kamienicy w blokowisku na osiedlu Wygoda! Teraz? 55 bramek i smród porażki aż sięga do Bialegostoku przez Atlantyk! 🤬 Mój dziadek kiedyś mówił że Vasco to drużyna co gra jak jeden facet, a dziś ten jeden facet to obrońca co oddaje piłkę bramkarzowi… i samobójczą piłkę do sieci! No ale co chcielibyście, skoro nawet ich nazwa brzmi jak hasło do… no cóż, do klapy w koszu! 🔴💪
W radości i smutku, do końca z nimi.