Czy w Niecieczy naprawdę jest aż TAKI chaos — 18
No ale to nie tak, że oni lecą na zaplecze *w biegu*, tylko jakoś w tym sezonie to wszystko stoi w zupełnie innych proporcjach, niż by się mogło wydawać z czystej tabeli. Jak ktoś rzuci okiem na te 65 straconych bramek i formę WWLLW, to automatycznie wyciągnie wniosek: "ależ z nich kanalia, zaraz spadną". Tymczasem... sprawdziłem sobie bilans meczów z zespołami z górnej połowy tabeli. I co?
Porażek w tych spotkaniach zebrali ledwie cztery, a bramki tracili średnio nieco ponad półtorej na mecz. To już nie wygląda jak totalna awantura na każdej pozycji, tylko jak problem mocno wyspecjalizowany. Gdzie indziej w tabeli 18-tej drużyny zdobywają akurat tyle punktów przeciw ekipom, które normalnie powinny je rozjechać? No właśnie – i to jest ten dziwny punkt zaskoczenia. Może to akurat ten element, który uratuje ich od natychmiastowego spadku? Bo wiadomo, że jak się traci punkty tylko z dołu stawki, to klasa kadrowa i organizacja czasem wystarczy, żeby nie wylądować od razu w I lidze. Trzeba pogrzebać głębiej, ale na pierwszy rzut oka to jednak ciekawy wzorzec.
Kontekst bije gołą liczbę.
W Niecieczy już tyle razy patrzyliśmy na te cyfry, że aż złość bierze — w końcu to nie statystyki biją piłkę, tylko ludzie. A jednak te cztery porażki z górą tabeli rzeczywiście robią wrażenie, bo trudno oczekiwać, by osiemnasty zespół potrafił odbierać punkty ekipom, które teoretycznie powinny go zwyczajnie wyrzucić za drzwi. To tak, jakbyśmy mieli psa, który w sali wykładowej szczeka na prelegenta, ale w kurniku przedtem zachowuje się jak bezpański kundel.
Ale pytanie, które sam sobie stawiam: skąd pewność, że to nie jest po prostu miękki listopad w grafikie? Bo wiadomo przecież, że jesień zdarza się każdej drużynie — nawet tym, które normalnie walczą o tytuł. Przecież nie na każdym meczu trzeba pluć ogniem i harować jak zwierzę; czasem wystarczy, że ktoś wpadnie w stan letargu na tydzień albo dwóch, a bilans przyjmowania bramek lichego bezdomnego psa robi się nagle nieźle zagadkowy.
A potem co? Przełamanie złudzenia, wiosenne przebudzenie którejś z pretendentek do europejskich pucharów, i znowu: zero punktów z dołu, bo ktoś tam akurat podskoczy formą. Czy to aby nie ten sam mechanizm, który kiedyś uratował Niecieczę od konkretnej klęski, a dziś tylko go naśladuje? Albo gorzej — usypia czujność kibiców, którzy zamiast głośno krzyczeć o porządku w obronie, patrzą na te cztery punkty i myślą: "może jeszcze nie wszystko stracone". A ja widzę w tym więcej reklamy niż realnego uzdrowienia sytuacji.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A może to przez ten okres świąteczny? Coś takiego dało się kiedyś u nas usłyszeć przy okazji innych drużyn, że w grudniu czy styczniu nagle forma się poprawia... bo przeciwnicy też są zmęczeni albo co?
no właśnie, ten okres świąteczny to akurat taka pułapka, w którą trafia niejedna drużyna – i nie tylko te z dołu tabeli. jakieś lata temu pamiętam, jak w grudniu 2017 rozmawiałem z kumplem, który akurat kibicował jakiś podlaskiej drużynie na zapleczu. facet mnie zaskoczył, bo powiedział że w styczniu będą strzelać punkty na potęgę, bo wszyscy przeciwnicy będą walczyć o europejskie puchary albo walkę o utrzymanie i zamiast normalnej roboty zrobią z siebie baletnice. no i masz cud – trafił pół na pół, bo jednak sport to nie matematyka.
w niecieczy teraz jest podobnie, tyle że oni nie walczą o puchary, tylko o to żeby nie spaść jak kamień. te cztery punkty z górą tabeli to naprawdę dziwny wyjątek, bo normalnie osiemnasty zespół dostaje kopa w dupę od każdego, kto ma choćby trochę ambicji. ale uwaga – to może być ta chwila, kiedy ktoś się rozluźni, myśli że "ej, daliśmy radę", a tu nagle w marcu wychodzi jakiś junior i wpada w szał, bo ma wolny bilet na kolejne dwanaście miesięcy w ekstraklasie. znam takich, co wylądowali w lidze okręgowej, bo wiosną się obudzili i stwierdzili, że jednak da się walczyć.
więc albo to reklama, albo naprawdę chwilowy symptom, który za dwa tygodnie zniknie jak zdmuchnięta świeca. ale historia uczy – żadna strata punktów w jesieni nie ratuje, jeśli wiosną nie masz ani pomysłu, ani instynktu do gry. a tu akurat nie wygląda, żeby nieciecza miała ten instynkt w kieszeni.
a pamiętacie ten mecz w 2018, jak Bruk-Bet grał z Legią na własnym stadionie i jeszcze te rzeczy, które działy się przed nim? cały stadion był pełny, aura była taka że aż duszna, a oni po prostu weszli w mecz i... no, wiem, nie była to klasa, co innego, ale ten jeden raz w sezonie wypadli jakby ktoś im wlał w żyły kawę espresso. cztery punkty z górą tabeli? serio, to taka chwila, która zdarza się raz na ruski rok, i to nie zawsze z powodu mocy przerobowej, tylko czasem przez moment nieuwagi przeciwnika albo przez to, że akurat któryś z tych "górnych" facetów miał zły dzień.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.