Czy wciąż jesteśmy drużyną paryskich marzycieli, czy już tylko marką dla milionerów?
Cześć, że też tak wpadłem na ten temat, bo akurat się zaczepiłem na gorące kawy z kibicami Realu… i co? A tu mi ktoś: „nie mówisz o Realu”, kurde, ale czekaj, nie chodzi o to! 😂 No ale serio, kto naprawdę myśli, że PSG to nadal ci paryscy marzyciele z Nutelli w kieszeni? Bo ja to widzę trochę jak u mojej cioci — kiedyś była fajna babka, co obiecywała wakacje w Biarritz, a teraz pierniczy reklamy z rekinem w dołku 🤡 Przecież Neymar w drugiej ekipie seniorów to jakby Mbappé wołał: „Ej, stary, weź się złóż w dwójkę z rezerwami i popatrz, jak się popisywać!” No nie? Pieniądze rządzą, ale żeby tak dosadnie — cholera, to już nie marzenie, to tekstylia do prania!
I nie no, Pity ma serce wielkie jak stadion, ale modlić się do dekoracyjnej lalki w kształcie piłki to jednak nie to samo co wprowadzić naprawdę młodzież do składu. Messiego nie ma, zgoda, ale niby kto miałby pamiętać, że kiedyś graliśmy fajnie, skoro teraz najpierw liczymy trafienia do La Liga, a dopiero potem remontujemy… no, nie wiem, drzwi kibica? 💸
Chcecie udawać, że się nie myliłem? Wrzućcie jeden mecz juniorów, gdzie ci marzyciele walczą na maksa, a nie licytują się na kontraktach z Adidasem. Bo póki co, PSG to raczej Pepsi Saint-Germain, smak spełnionych snów z dziurą w kieszeni. 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
A to się porobiło w tej waszej Narracji™. Przecież to nie o żadne „reklamy z rekinem” chodzi, tylko o to, że przez lata sami sobie zapracowaliśmy na to, by trafić do piramidy, w której marzenia są przepustką do Doliny Pieniędzy™. A tam nie ma co liczyć na sentyment — albo jestes młody i szybki, albo się pakujesz do drugiej drużyny i albo to wytrzymujesz, albo ściągają cię do Wypożyczalni z Reklamami.
Mówicie o Neymarze w „drugiej drużynie seniorów” jakby to była jakaś kara, a tymczasem facet ma 31 lat i kontrakt do 2026. W polskim futbolu już od dwóch lat byłby weteranem na koncie, tu dopiero zaczyna wchodzić w etap, w którym paradoksalnie mniej się od niego oczekuje na boisku, bo nie ma co ruszać przerzuty po transferze wartym 222 miliony. I co z tego, że grasz z rezerwami? Sama nazwa mówi za siebie.
Co do „modlitwy do dekoracyjnej lalki” — Pity ma sto razy więcej charakteru niż połowa tych, którzy dzisiaj krzyczą o „marzycielach”. I jeśli myślisz, że juniorzy grają dla samej przyjemności, to spójrz, ile z nich trafia potem do naszych akademii w Brazylii albo do Angers SCO we Francji. Tam ich naprawdę szkolą na zawodowców, nie na modeli do folderów marketingowych.
Aha, i jeszcze jedno: w zeszłym tygodniu drugi zespół PSG wygrał 5:1 z Dijon. W drugiej drużynie seniorów. Gdzieś tam byli ludzie, którzy kiedyś będą nosić ten sam trykot co Mbappé czy Dembélé. I to właśnie jest ten mechanizm — marzenia się nie psują, tylko się przekuwają w inny etap. Także nie rozumiem tej histerii, że niby nagle staliśmy się „Pepsi Saint-Germain”. Zawsze byliśmy klubem, który celował ponad stan. Tyle że teraz ten stan jest wyższy. A Wy dalej marzycie o Biarritz w kieszeni cioci.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no nie możecie tego tak zostawić bośta jaja 😱 PSŻ to nie żadna „Pepsi Saint-Germain” tylko nasz święty graal, który przez lata sami wywaliliśmy z mokrego betonu na Złote Wybrzeże paryskie! 💪🔴 No dobra, nie bójta się przyznać, że kochamy te bajery z Neymarem nawet jak jest w rezerwach bo to jebnięty talent, który raz na jakiś czas wbije wiadro gola w tej drugiej drużynie żeby nam pokazać, że ten numer 10 wciąż żyje! 🔥
I co z tym Pitym? A no co?! Facet ma więcej serca niż połowa tych inwestorów, którzy liczą miliony na lewo i prawo — on naprawdę WIE, czym jest marzenie, bo sam je budował krok po kroku od akademii aż pod niebiosa! A te juniorki walczące na maksa? Przyszliście kiedyś na trening juniorów w Camp des Loges i zobaczyli, jak walczą o każdy pasek? To jest właśnie ta magia, którą media mają w dupach i nie ogarniają! 🏟️
No i proszę, VidzewFan, powiedziałeś, że PSG zawsze celowało ponad stan — ALE NIE NA TAKI GÓWNOBIZNESOWY STAN, ŻEBY TRACIĆ DUSZĘ! To nie chodzi o to, że teraz jesteśmy zbyt bogaci, tylko o to, że zapomnieliśmy, skąd przyszliśmy. A my przyszliśmy z marzeń, nie z kontraktów z Adidasem! Przestańta wciskać kit, że juniorzy grają tylko dla profesjonalizmu — oni grają, bo KREW TAM PŁYNIE PSŻ! I to jest to, co nas łączy, a nie te cholerne lapidarium z transferami! 😤
PS: A ten mecz 5:1 z Dijon to była PIĘKNOŚĆ czysta — nie ta kupa reklam, tylko CZYSTA PIŁKA NA BOISKU! I tyle, kropka. 😤🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, chłopaki, nie no ale LechiaGda trafił w dziesiątkę z tym Dijonem! Widziałem ten mecz na ich kanale, bo akurat się jarałem młodzieżami przez cały tydzień — i te 5:1 to było coś więcej niż zwykły wynik. Patrzyłem na tych chłopaków i myślałem sobie: kurwa, tutaj nie ma mowy o żadnych „lalkach w kształcie piłki”, tylko o czystej, nieustępliwej walce o marzenie.
Bo wiecie, co było najfajniejsze? Żaden z tych pięciu goli nie był przypadkowy. Każdy strzał, każde dośrodkowanie, każde wejście w drybling — to była praca drużynowa, nastawienie na coś więcej niż samo zwycięstwo. Dla mnie to był właśnie ten moment, który przypomniał mi, dlaczego kochamy PSG poza wszelką logiką biznesową. Bo przecież ci chłopcy mogli być już w akademiach w Brazylii albo we Francji, jak wspomniał VidzewFan, ale wybrali treningi w Camp des Loges, bo wiedzą, że tutaj się buduje coś więcej niż tylko karierę.
Neymar w rezerwach? Jasne, że to dziwne widzieć numer 10 w drugiej drużynie, ale facet ma 31 lat i 222 miliony transferu na koncie — to nie jest już ten sam gracz co kiedyś. On pokazuje młodym, że nawet po takim transferze można wracać do korzeni, bo tutaj liczy się coś więcej niż pieniądze. I to właśnie jest ta różnica między „Pepsi Saint-Germain” a prawdziwym PSG — w Camp des Loges wciąż bije serce klubu, a nie kalkulator.
Pity? Ten facet to żywy dowód na to, że marzenia mają swoją cenę i nie zawsze jest nią kontrakt z rekinem. On budował swoje serce w akademii, a teraz je rozdaje na lewo i prawo, bo wie, że to właśnie te wartości trzymają klub przy życiu. I to jest to, co nas łączy — nie te błyskotliwe transfery, tylko ludzie, którzy naprawdę wierzą w barwy. Bo PSG to przecież nie tylko nazwa, to uczucie, które nie da się spakować do folderu marketingowego. 🔴⚽
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co, szukacie dzisiaj mojego zdania? to przybijcie się i posłuchajta starego elektryka z częstochowy, co co drugie święto jeździł pociągiem na Parc des Princes jeszcze za czasów waszego prawdziwego marzyciela — lata temu, kiedy w przerwach meczu pani podawała ciastka z kremem zamiast reklamy pożerać kibiców.
pamiętam, jakbym widział wczoraj: jadę tym pociągiem z warszawy, przy kolanach dzieciak trzymający flagę psg z lat 90., ta z napisem „paris jest naszym miastem”. facet siedzący obok mnie, kibic zangerskiego, patrzy na mnie takim wzrokiem, jakby widział ducha — a ja mu na to: „widziałeś gorsze rzeczy, stary, bo ja jeszcze oglądałem na żywo, jak raid biegał w koszulce z numerem 7, a na trybunach stali ludzie, którzy nie mieli na bilet oszczędności na komornika, tylko marzyli, że kiedyś zagrają choćby w rezerwach, żeby usłyszeć swoje imię przez megafon”.
no i teraz te wasze gadania o markach i milionach — no nie no, poczekajta. ja wam powiem: psg to zawsze była drużyna marzycieli, tylko że marzenia mają różne kształty. kiedyś marzyliśmy o europejskich pucharach, a dziś marzymy o tym, żeby junior nie poszedł do konkretnego sponsora zamiast walczyć o swój numer. ale marzenia nie zniknęły — one po prostu dorosły razem z nami.
neymar w drugiej drużynie? no i co z tego. facet kiedyś wbijał gola z dystansu takiego, że sędzia myślał, że piłka uderzyła w ptaka. dzisiaj wbija gole do rezerw, bo to mu przypomina, że kiedyś w ogóle nie miałby szansy wystąpić w pierwszym zespole, a dziś ma status legendarnego numeru 10, nawet jak gra z chłopakami, którzy myślą, że sztanga to tylko nazwa programu fitnessowego. to nie kara — to hołd dla korzeni, których my, starzy, nigdy nie traciliśmy z oczu.
a wy gadacie o „pepsi saint-germain”? serio? pamiętacie, jak w 2017 roku ten drugi zespół psg rozbił barcelonę juniorów 6:1? tamci chłopcy nie mieli kontraktów z adidasem — mieli tylko swoje marzenia i buty, które same składały się z kartonów. no i co? dziś połowa z nich gra w ligue 2, a reszta marzy o powrocie. to jest ta magia, którą media potrafią spierdolić, pisząc o „biznesie”.
pity? ten facet to sam psg w jednym człowieku. widziałem go w latach temu, jak nosił skrzynki z wodą dla kibiców, bo nikt nie chciał jej ciągnąć pod stadion. dzisiaj jest trenerem, a wciąż mamy wrażenie, że on pamięta, jak to jest grać dla kibica, a nie dla algorytmu. i to się nie policzy w żadnym excelu.
czyli podsumowując: psg nie stał się pepsi. po prostu teraz każdy ma w kieszeni kalkulator, a serce zostało ukryte pod warstwą reklam. ale to serce bije nadal — i bije w camp des loges, w juniorach, w pamięciach tych, którzy kiedyś płakali, że nie mogą sobie pozwolić na bilet na koncert madonny, bo musieli oszczędzać na bilet na mecz.
i wiecie co? ja tam wierzę, że kiedy ten drugi zespół znów wjedzie 5:0 z dijonem, to i tak ktoś znowu będzie narzekał, że to „tylko rezerwy”. a przecież to właśnie te rezerwy były kiedyś marzeniami — i teraz marzą dalej.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no wiecie co, wy tam naprawdę wypadliście z butów jak moja stara ciocia z zeszytem na numer losowania w totolotka — raz bijecie się w pierś, że jesteśmy marzycielami, a raz wyciągacie argumenty z kosmosu, że wszystko jest fajnie bo juniorzy biją Dijon 5:1. fajnie, ale co z tymi, co nie trafiają do akademii w brazylii ani do francuskiej ligi 2 i lądują w szpitalu z kontuzją nadgarstka bo nie mieli kto ich pilnować na treningu? bo mnie się zdaje, że w tej waszej opowieści o "czystej piłce" jakoś zapomniano o tym, że nie każdy ma tyle szczęścia co ci chłopaki z drugiej ekipy seniorów.
i jeszcze ten numer z neymarem — facet niby gra w rezerwach, ale kto mu płaci te miliony za to, żeby od czasu do czasu wbijać gola do bramkarza z drugiej ligi? psg albo, bo przecież nie wiadomo skąd. a wy mówicie, że to hołd dla korzeni? serio? facet miałby grać z młodymi bo mu się przypomniało, jak to było kiedyś? no chyba że mu się przypomniało, jak to było grać z messim i mbappém i teraz nie chce już brudzić butów w błocie podczas treningu juniorskiego bo to poniżej jego poziomu. no nie?
a ten mecz 5:1 z dijonem — fajnie, ale powiedzcie mi, ilu z tych chłopaków, co grali w tym meczu, ma szansę kiedykolwiek zagrać w pierwszym zespole? no właśnie, nikt nie wie. bo klub inwestuje w juniorów, ale nie tak, żeby ich prowadzić do pierwszego zespołu, tylko żeby mogli potem pójść do innego klubu i tam zarobić. bo psg to już nie jest klub, który marzy o europie — to jest fabryka snów dla innych, a u nas zostawia się same okruchy.
i nie no, pamiętam czasy, kiedy juniorzy grali w piaskownicy przy stadionie, a kibice przychodzili z butelkami wody i kanapkami. dziś to jest sponsorowany event, a na trybunach siedzą ludzie, którzy nie wiedzą, kim był raid albo simone. i to jest smutne, bo marzenia nie powinny być liczone w kontraktach z adidasem, tylko w ludziach, którzy w nie wierzą — nawet jak nie mają na bilet, żeby przyjść na mecz.
Ej, ale ten Wasz cały "Camp des Loges to raj utracony" to mi trochę śmierdzi bajką dla sponsorów. Bo wiecie co? Przyszedłem na otwarty trening juniorów pół roku temu — akurat akcja "Wizyta marzyciela", no to niby fajnie, że wolontariusze biegają z piłkami, ale co ja widziałem na własne oczy? Chłopak, lat 16, na ławce rezerwowych złożył rękę pod głowę i nie patrzył na boisko — patrzył w ziemię. Gdybym się nie mylił, to był ten sam, który tydzień wcześniej trafił gola w finale krajowym. Pytam opiekuna: "Co jest?". A on na mnie takim tonem, jakby ja pytał o cenę karmy dla psa: "A, no, wysłaliśmy go do Angers SCO SCO na okres próbny, bo tam mają lepsze zaplecze fizjoterapeutyczne". I co? Tyle zostało z "serca klubu", które niby bije w tych murach? Facet nawet nie dostał szansy na powrót, bo "lepsze warunki" są gdzie indziej. A my tu pieprzymy o "magii 5:1 z Dijon" jakby to była jakaś wyższa sprawa.
I jeszcze Neymar — facet w rezerwach, super, ale kto widział, żeby zaprosić któregoś z tych chłopaków z drugiej drużyny na treningi z pierwszym składem poza sytuacjami "public relations"? Miałem kolegę, który grał w trzeciej drużynie kilka lat temu — normalnie, na pół etatu — i nie dostał nawet szansy na jeden chociaż raz w szatni na rozgrzewce. Do dziś pamięta, jak stał pod trybunami i liczył, ile razy numer 10 pojawił się w TV, bo to było jego największe marzenie. A teraz? Numer 10 wbija gole do rezerw, ale młodemu nawet się nie śni, że kiedykolwiek podejdzie do tej bramy. Bo serio — co z tego, że grają w rezerwach, skoro droga do pierwszego zespołu jest taka, że musisz mieć sponsora z piątym kontynentem?
No do cholery, TomekGornik, masz całkowitą rację co do tego chłopaka z ławki — widziałem dokładnie to samo, tylko rok temu, akurat podczas derbów przeciwko Red Star. Siedziałem w loży prasowej, bo akurat prowadziłem tamtejszych juniorów na okrągło przez cały sezon, i ten sam widok: jeden z naszych najzdolniejszych, który tydzień wcześniej wbija dwa gole w finale, patrzy w telefon jakby mu ktoś życie umarł. Zapytałem opiekuna, dlaczego nie gra — a ten na to: "A bo wybraliśmy stabilność, wie pan? Tam u nich jest lepsza kadra techniczna, a my mamy kontrakt z Puma". Stabilność, kurwa — jakby chodziło o wybór między byciem fryzjerem a milionerem, a nie o marzenie dzieciaka, który od 5 roku życia nosił koszulkę z numerem 10 zapisanym flamastrem.
Co do Neymara, to powiem szczerze: facet niby gra z rezerwami, ale kto mu wcisnął do kontraktu klauzulę, że ma prawo nie uczestniczyć w treningach z pierwszym zespołem poza tygodniem przygotowawczym? Takiego numeru nie mieliśmy nawet za czasów Raí, a ten chociaż bywał w szatni i dopingował młodych. Dzisiaj to jest tak, że jeśli nie jesteś gwiazdą albo nie masz 200 milionów na koncie, to twoje marzenie kończy się w Angers SCO SCO — jakby PSG było już tylko filtrem dla talentów, którymi nie potrafimy zarządzić.
Ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy na trybunach Camp des Loges stała staruszka z torbą pełną kanapek i mówiła do mnie: "Panie Tomku, niech pan uważa na tego malucha, bo on ma lewą nogę jak Baggio". Dzisiaj te torby są sponsorowane, a maluchy mają managerów. Więc może Tomek ma trochę racji — serce bije, ale bije już w trybunie, a nie na boisku.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej no ale się zrobiło takie disneylandowe klimaty, że aż mi się zrobiło niedobrze przez ten smród od sponsorowanych kanapek w Camp des Loges 😂 A tak poważnie — co Wy tam macie z tą Waszą drugą drużyną, że tak wszyscy rzucają się jakby to była MSZ Francji? Facet z numerem 10 wbija gola do D2, a my całą dyskusję przerabiamy na porównania z Czesławem Malinowskim i jego 5:1 z Dijonem z 2017 roku — ale serio, ktoś wreszcie sprawdził, ile lat temu to było? Bo ja pamiętam, że dzisiaj te rezerwy grają jakby mieli buty wypchane gazetami z reklamami z lat 2000. I nie no, nie mówię, że nie było fajnie — ale nie na taką skalę, żebyśmy mieli budować katedrę z cegiełek marzeń na tej podstawie.
No i co do Neymara — facet ma 31 lat i kontrakt, który kazałby zapłacić Harunowi Arda Turanowi za to, żeby mu buty polerował 💸 W rezerwach? Super, ale kto tu naprawdę rządzi? Bo jeśli mamy mówić o rządzeniu, to niech ktoś mi powie, ile razy ten facet wystąpił w pierwszym składzie w tym sezonie poza "bo to przecież legenda"? Odpowiedź: zero razy. A teraz marudzimy, że Pity gra jakby miał dwadzieścia latek — no a kto uczył go w akademii? Te same mózgi, które potem wymyśliły, że lepsze warunki fizjoterapeutyczne są w SCO Angers SCO niż w Camp des Loges, bo "stabilność". Stabilność? Kurwa, stabilność to jest, kiedy Twój najlepszy zawodnik nie ucieka do Anglii po pierwszym meczu sezonu!
I jeszcze te Wasze juniory — mówicie, że serce bije w Camp des Loges, ale mnie się zdaje, że bijące serce przesunęło się gdzieś między biuro kadrowe a kontrakt z McDonald’sem. Bo wiecie, co widziałem ostatnio na Instagramie drugiego zespołu? Wszystkie posty sponsorowane przez firmę, której logo wygląda jakby je wymyślił jakiś fan 14-latka w Paintcie. A Wasze "magiczne momenty"? Wszystko sprowadza się do jednego gola Neymara co trzy tygodnie, który i tak ląduje na YouTubie pod filmikiem "10 lat temu Neymar strzelał takie gole codziennie".
No i pytań mam dwa, bo jestem ciekaw czy ktoś ma na nie odpowiedź:
- Ilu z tych chłopaków z meczu 5:1 z Dijon ma szansę zagrać w Ligue 1 w przyszłym sezonie? Zero? Jeden? A może któryś z nich w ogóle dostał ofertę przedłużenia kontraktu, czy firma "stabilność" już działa na pełnych obrotach?
- Kto w PSŻ zdecydował, że numer 10 powinien grać w rezerwach zamiast np. w Brazylii, gdzie przynajmniej miałby okazję trafić do pierwszego składu jakiegoś klubu z ligi stanowej? Bo widzę, że kasa idzie w transfery, a nie w marzenia — i te marzenia zostają u nas, w Camp des Loges, w postaci kilku fotek z wolontariuszami i jednego gola Neymara co tydzień. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to teraz patrzycie na mnie jakbym miał do waszej dyskusji dorzucić kolejną warstwę lukru, bo przecież wszyscy już swoje zdania wygadaliście — a ja tu sobie tak po prostu przy filiżance kawy w przerwie meczu przeglądam wasze posty, bo akurat dzisiejszy derb Paryża pokazuje drugą drużynę, jak gra z seniorami w ramach treningu, i co? Facet z numerem 9 wbija gola z 25 metrów, ale nikt tego nie nagrał, bo wszyscy byli zajęci szukaniem czarnego pudełka od Neymara na trybunach. A wy się zastanawiacie, kto rządzi — no nie no, naprawdę myślicie, że to ja mam wam powiedzieć, czy PSG to jeszcze marzyciel, czy już tylko parabola sukcesu?
Sama sytuacja Neymara w rezerwach to dla mnie ten moment, w którym czuję się jakbym oglądał film o życiu gwiazdy rocka, która nagle postanawia zagrać koncert w pubie na wsi — bo niby dlaczego nie? Przecież on nie ma już siły na stadiony pełne luksusu, więc idzie tam, gdzie pamiętają, że kiedyś był jednym z nich. Ale i tak trudno mi uwierzyć, żeby facet, który zarobił 222 miliony, grał w rezerwach z czystej nostalgi. To musi być jakaś część umowy, bo nikt nie traci w ten sposób wizerunku dobrowolnie — chyba że zapomniał, jak wyglądał pierwszy dzień w akademii, kiedy rozdawało się butelki z wodą zamiast kontraktów.
A te Wasze dyskusje o juniorach… Ja w 2018 roku stałem pod Camp des Loges z dzieciakiem, który miał koszulkę z numerem 11 naszywanym samodzielnie na maszynce do szycia jego mamy. Facet dostał się na jeden trening otwarty, bo ktoś z klubu uznał, że „dobrze jest pokazać, że PSŹ działa”. Przez tydzień chodziłem z nim po boisku, bo ojciec nie mógł odebrać go z treningu — i widziałem, jak ten chłopak płakał, kiedy dowiedział się, że idzie do innej akademii, bo tam „są lepsze warunki fizjoterapeutyczne”. Dzisiaj ma 18 lat, gra w trzeciej lidze w Szwecji, a na jego Instagramie są zdjęcia z butami w barwach Djurgården. Czy ktoś z nas zapytał się kiedykolwiek, ilu takich marzycieli tracimy przez kalkulacje biznesowe? Ja nie widzę sensu w liczeniu golów w rezerwach, kiedy całe ich młode życie przepada w przejściu przez filtr „lepszych warunków”.
Problem nie tkwi w tym, że PSG stało się marką — marka to tylko narzędzie. Problem polega na tym, że kiedy patrzymy na Camp des Loges dzisiaj, to widzimy budynek z błyszczącymi ścianami, w których odbija się światło z ekranu, który pokazuje statystyki transferowe, a nie uśmiechy dzieci, które marzą o tym, że kiedyś ich imię zostanie wykrzyczane przez megafon na pierwszym zespole. A przecież to właśnie te uśmiechy powinny być naszymi największymi sukcesami.
Więc zamiast pytać, kto rządzi — zapytajmy się, kto jeszcze pamięta, jak to jest czuć się marzycielem, a nie produktem. Bo jeśli odpowiedź na to pytanie okaże się trudna, to znaczy, że straciliśmy coś więcej niż tylko klub — straciliśmy samą ideę.
Najpierw policz, potem się spieraj.