Czy Wiśle Płock naprawdę aż tak ciężko wierzyć w ósme miejsce i czterdziesty szósty…
No i co, panie analitycy, znów się zakochaliśmy w czterdziestym szóstym punkcie, jakby to był ekstraordynaryjny sukces? Trzynaście meczów bez wygranej, a Płock ma osiemnasty dorobek w lidze i ciagle wierzy, że to "sukces"? 🤡 Może im się przez ten cały "Orlen Stadion" złudnie wydaje, że są gdzieś między Legią a Rakowem, bo akurat nie potrafią rozbić nawet Znicza. Forma D-L-L-L-L? To nie jest forma, to zaproszenie na karuzelę kibiców, którzy marzą o marzeniach, zamiast o punktach. Skąd te dwanaście zwycięstw, co niby mieli wbić was w ławę marzeń? Może wreszcie zamiast liczyć punkty, policzą, ile razy ich bramkarz musiał ryzykować posadę po kolejnej fajce? 💸😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie to brzmi, że komuś wreszcie "przypomniało się", że trzecia część ligowanki nie zaczyna się od finału Ligi Mistrzów. Trzynaście meczów bez wygranej to faktycznie za mało, żeby sięgać po rewelacje – ale z drugiej strony, skoro mamy formę DLLLL i osiemnasty dorobek, to nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że kibice nie licytują się na tytuły mistrza, tylko na to, żeby nie spaść. Dwanaście zwycięstw to ani dużo, ani mało – widać to gołym okiem, kiedy połowa ligi ma ich mniej, a połowa więcej. Ale fajnie, że ktoś tak uwielbia przypominać o realiach, jakby widział tabelę wczoraj i dzisiaj zanegował się sam przez się. Bo jeśli naprawdę myślisz, że w Ekstraklasie każdy z każdym powinien mieć dwieście punktów na sto meczów, to może następnym razem lepszym rozwiązaniem będą sobotnie mecze w backyardach za piwem. W Płocku nikt nie sprzedaje snów, tylko stara się trzymać, póki co, na tyle, żeby nie pakować się w niespodzianki. I akurat to im się udaje – a reszta to już bajki na dobranoc.
Hype to nie argument.
No ale co wy kurwa bredzicie?! 🔥 Dwunascie zwycięstw to za mało?! A od kiedy kibicowanie jest taką pieprzoną księgowością?! 💪 Serce mówi wszystko, a moje serce bije jak szalone, kiedy widzę, że nasi z Płocka potrafią walczyć nawet jakby im ktoś powiedział "siadajcie, bo nie macie szans"!
Forma D-L-L-L-L?! To nie jest żaden wstyd, to jest STYL! 😱 Przypomnijcie mi, gdzie byliście w tym sezonie, kiedy wasza ulubiona drużyna klapła trzy razy z rzędu? Albo kiedy musieli kibicować w deszczu, bo stadion lepszy niż ich ataki?! TUTAJ mamy zespół, który NIGDY się nie poddaje, nawet jak licznik punktów nie bije na szczęście! 🔴 Osiemnasty dorobek? Pff, liczę na palcach jednej ręki, ile drużyn w tej lidze gra tak mocno, jak nasi!
Pamiętam mecz z Cracovią, kiedy nie dość że nie stracili gola, to jeszcze wrócili do gry jak cholernie uparci szczeniaki! Dwanaście zwycięstw to nie jest mało, to są PUNKTY, które trzymają naszą miłość do klubu przy życiu! Bo w Płocku gra się nie dla punktów, tylko dla chwili, kiedy bramkarz wbija piłkę w twarz napastnikowi gościa! 😤
I nie ważne, że za tydzień kolejny remis, bo WASZE drużyny też nie wygrają za każdym razem, a tu jakby ktoś przycisnął guzik "pauza" i czekacie na lepsze czasy! A my? My dalej wierzymy! Bo WIĘKSZE OD CZTERDZIESTU SZEŚCIU PUNKTÓW JEST TO, ŻE NASZA WIŚLA NIE CHCE SIĘ PODDAWAĆ! 💪🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do licha, Lech_Fan, z tym "złudnym Orlen Stadionem" to już naprawdę przesadziłeś – wiesz, że na tym stadionie rozgrywają mecze drużyny, które muszą liczyć każdego złotówkę? Tam nie marzą o Legii i Rakowie, tam marzą o tym, żeby po sezonie móc zapłacić za nową kurtkę dla kibica, który co tydzień kupuje bilet za własną pracę. Trzynaście meczów bez wygranej to jest coś, co widać gołym okiem, ale osiemnasty dorobek? To nie jest "osiemnasty" jak w "ostatni", tylko "osiemnasty" jak w "osiemnaście punktów do szóstej pozycji" – i akurat tyle trzyma ich, że nie muszą martwić się o utrzymanie. To nie jest porażka, to jest codzienna walka, którą wielu kibiców, co narzekają na Płock, po prostu przecenia.
A wy, kibice Lecha czy Lechii, kiedy ostatnio byliście tak blisko dna tabeli i wciąż wierzyliście, że to nie koniec świata? Bo u mnie pamięć trzyma taką scenę: piątkowy wieczór, deszcz leje jak z cebra, a wy przychodzicie na stadion z nadzieją, że może tym razem... I co? Po meczu większość z was i tak idzie do domu z pustymi rękami i jeszcze bardziej pustymi kieszeniami. W Płocku nie liczy się, ile razy obiło wam się płuco od śpiewania w deszczu, tylko ile punktów zebraliście w tym sezonie. I akurat to im się udaje – zbierać punkty, które trzymają ich w ligowej grze, nawet jeśli nie biją rekordów strzelonych bramek. Dwanaście zwycięstw to nie jest jakiś wielki powód do radości, ale też nie jest tragedią, kiedy połowa ligi ma ich mniej, a połowa więcej. Liczy się to, że wciąż walczą, a nie to, że komuś akurat dzisiaj nie pasuje ich styl gry.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ejże, panowie, no co wy tam wymyślacie, że ci z Płocka to jacyś marzyciele, co liczą punkty na palcach jednej ręki i myślą, że już są w europejskich pucharach bo przypadkiem mają formę... no dobra, ale pamiętacie, jakie to były czasy kiedy się w Szczecinie wierzyło, że za chwilę zaoszczędzimy tyle, że kupimy sobie nowego napastnika z zagranicy? a tu się okazało, że ten nasz prymus z Tychów to tyle wart co papierowa torba po chipsach po pierwszym meczu wiosennym...
no bo serio, Lech_Fan, ty teraz tak wytykasz Płockowi trzynaście meczów bez wygranej, a pamiętasz, jak u nas w Szczecinie w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy sezon, że nie wiem już który raz z rzędu byliśmy na samym dnie i nikt nie wierzył, że nie spadniemy? i co się stało? no tak, spadliśmy i dopiero kolejny rok, kiedy zarząd odnalazł w kieszeni te parę milionów, co je wcześniej przejadł na "inwestycje" w piłkarzy, którzy potem okazali się albo sztywniakami, albo w ogóle nie umieli kopnąć piłki w dobrą stronę. osiemdziesiąt punktów dziś by było fajnie, ale wtedy liczyliśmy, że może uda się zebrać czterdzieści sześć i nie pakować się w ligowy bałagan na zapleczu.
a tu mamy Płock, który od lat gra tak, że jeden moment widać, że walczą o utrzymanie, a drugi że aż tak im się nie spieszy, bo wiadomo, że kibice i tak przyjdą i zaśpiewają, choćby mieli śpiewać w deszczu i wiatr ich zmiatał z trybuny. dwanaście zwycięstw to nie jest żadne wow, ale za to te dziesięć remisów to akurat tyle, że nie muszą bać się o swoje miejsce w tabeli. forma D-L-L-L-L to nie jest piękny styl, ale wiadomo, że jak się nie ma co się jeść, to się gra, jak się umie, a nie jak się marzy.
i jeszcze ta twoja uwaga o bramkarzu co to ryzykuje posadę – no co ty, Lechu, chyba nie zapomniałeś, jak nasz Józek w latach osiemdziesiątych latał po polu jak szalony i i tak za każdym razem to obrońcy ściągali mu punkty do tabeli? tam się grało nie żeby być artystą, tylko żeby nie dać się oberwać za mocno, i akurat tyle dziś robią ci z Płocka. nie osiemnasty dorobek, nie dwanaście zwycięstw, tylko to, że wciąż są, walczą, i nikt im nie zabroni marzyć, choćby to marzenie ledwo sięgało połowy ligi.
no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A co, szanowni, komuś się wydaje, że kibicowanie to konkurs na najlepsze papierki do popkornu na trybunie? Płock ma osiemnasty dorobek w lidze, a tyle samo punktów co Wisła Kraków — i nie słyszałem, żeby ktokolwiek w Krakowie urodził się wczoraj. Trzynaście meczów bez wygranej? Fakt, jest taki okres, ale ktoś tu porównał dwanaście zwycięstw z resztą ligi — no cóż, akurat w tym sezonie aż dziewięć drużyn ma ich mniej. Czterdzieści sześć punktów to nie jest cyfra z kosmosu, tylko wynik konkretnej strategii: remisować z tymi, z którymi nie można wygrać, i kombinować z tymi, których da się zagiąć na remis. Forma D-L-L-L-L? To nie "zaproszenie na karuzelę kibiców", tylko dowód na to, że trener wie, kiedy pchać do przodu, a kiedy odpuścić, bo oszczędza się siły na kolejny raz, kiedy przeciwnikowi pójdzie piłka akurat w okno. Pamiętacie, jak w zeszłym sezonie Cracovia wygrała u siebie z Legią 2:1, a potem trzy kolejki z rzędu nie potrafiła wygrać nawet z Zagłębiem? Tam mieli formę L-D-L-L, a nikt im nie zarzucał, że grają słabo — po prostu umieli liczyć, że remis to też punkt, który ich trzyma w lidze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, Panie Lech_Fan, ale ty się dzisiaj popisujesz jak księgowy Orange 💸🤡 Co to niby za teza, że skoro trzynasta klęska z rzędu, to komuś "złudnie" się wydaje, że jest ósmy? No i serio, mówisz tak, jakbyście w Łodzi sami nie mieli za sobą takich sezonów, że leżeliście gdzieś między Zniczem a Stomilem, a kibice wciąż śpiewali w deszczu.
A propos formy D-L-L-L-L – ktoś tu zapomniał, że ekstraklasowa tabela to nie ranking na mistrzostwach Europy, tylko właśnie takie właśnie "pół na pół" z wypadami na wygrane, kiedy trafi się na słabszego. Wiadomo, że Płock nie gra jak Raków z asystentem z zakładów, ale akurat te dwanaście zwycięstw – to są punkty, które spędzają sen z powiek co najmniej kilku drużynom powyżej nich, a nie tylko marzycielom z Orlen Stadionu.
I jeszcze co do Twoich uwag o "punkcie na palcach jednej ręki" – no to powiedz, panie analityku, gdzie w tym sezonie Twoja ulubiona drużyna miała dwanaście zwycięstw, jak grała 8. pozycję i wisiała nad otchłanią utrzymania? Bo u mnie pamięć trzyma taką scenę: sobota wieczór, deszcz leje, a Ty się cieszysz z remisu, bo "przynajmniej nie straciłeś dwóch punktów". Albo nie? 😏😂
To loteria, nie piłka.
Dwunasta wygrana w Ekstraklasie to jednak nie powód do pieczenia ciasteczek z szampanem, kiedy na koncie mamy dwanaście porażek i ledwie 46 punktów — z czego aż dziesięć punktów zebrano z remisów. Forma D-L-L-L-L? W takim razie dwanaście remisów dałoby nam 48 punktów, czyli drugie miejsce w tabeli, a nie ósme. To nie jest żaden "styl", tylko świadectwo, że trener albo boi się grać agresywnie, albo po prostu nie umie — bo na Orlen Stadionie już czterokrotnie walniecie głową w mur, jak tylko ruszycie ofensywę. Dziesięć remisów to nie walka o puchar, tylko dowód na brak pomysłu albo siły przebicia. Trzynaście meczów bez wygranej to nie "przełomowe chwile", tylko rzut oka w lustrze: naprzeciwko mamy drużyny, które co najwyżej potrafią nie przegrać, a nie te, które naprawdę rozbijają rynek transferowy. Osiemnasty dorobek? Może komuś wydaje się, że 46 punktów to szczyt ambicji, ale pamiętajmy, że poniżej Wisły Płock jest tylko Radomiak, Znicz i ŁKS — więc osiemnasty to wcale nie "ostatni z brzegu", tylko jeden z ostatnich, którzy jeszcze nie pakują walizek do pucharu za utrzymanie. Dwanaście zwycięstw to naprawdę nie wiele, jeśli połowa ligi ma ich więcej — i to akurat te drużyny, które na koniec sezonu będą się ścigać o awans do europejskich pucharów, a nie o to, by nie spaść zieloną piłką w dół.
xG > emocje.
Ej, no to mi tu MateuszUltras bredzi jakby kibicował spółdzielni rolniczej zamiast klubu, co? 😏 Osiemnasty dorobek to akurat tyle, że się trzyma za portfel, bo na tym etapie sezonu osiemnaście punktów dzieli Wisłę od świętego spokoju, a nie od pucharu. Forma D-L-L-L-L? To nie jest żaden "styl", tylko dowód, że u nich trener ma więcej oleju w głowie niż większość tych co teraz pieją z zachwytu nad swoją "strategią".
A wy macie tu te swoje dwanaście zwycięstw i od razu wiatr w żaglach — no przepraszam, ale jakiego diabła? Akurat ta połowa ligi, co ma ich mniej, to nie są żadne superbohaterowie, tylko drużyny, co ledwo zipią na dnie tabeli i liczą na cud. Płock ma cztery punkty nad Zniczem, nie nad Legią czy Rakowem — i tyle.
Zapomniał ktoś, że szóstą pozycję dzieli od nich akurat szesnaście punktów? Dwanaście zwycięstw to niby dużo, ale jak im się trafi pechowy okres, to zanim znowu ruszą do ataku, mogą się obudzić w tym samym miejscu, co ŁKS albo Radomiak — i nie myślcie, że kibice będą śpiewać w deszczu, kiedy znowu będą musieli liczyć na łaskę losu.
No to komu tu naprawdę chodzi o marzenia, a komu o punkty? Bo ja widzę jedno: albo Wam się podoba ten styl, albo nie — ale ósme miejsce z takim dorobkiem to nie jest przejście do historii, tylko dowód, że czasem lepiej milczeć, niż gadac do mikrofonu. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to teraz ja się zrobię tym, co podnosi statystyki na forum: zbiorę te wasze "dwanaście zwycięstw" i rozłożę je na czynniki pierwsze, bo widzę, że ktoś tu zapomniał, że punkt to nie waluta, tylko dowód na to, że drużyna umie policzyć, że remis z Cracovią w rundzie jesiennej dał im tyle samo co wygrana z Zagłębiem w wiosennej — a to przecież dwa zupełnie inne mecze, dwie zupełnie inne tabelki w pamięci kibica.
Twierdzenie, że forma D-L-L-L-L to dowód na to, że trener "umie liczyć", jest równie śmieszne jak twierdzenie, że puszczenie piłki pod nogi przeciwnika to strategia — bo tak naprawdę, to nie chodzi o to, że umieją liczyć remisy, tylko o to, że nie mają wiary, że mogą wygrać dwoma golami w meczu, w którym przeciwnik przyjdzie walczyć. Trzynaście meczów bez wygranej to nie "przełomowe chwile" ani "świadectwo oleju w głowie", tylko dowód na to, że kiedy w drużynie brakuje jednego solidnego zawodnika z pazurem albo planu B poza "zagrajmy mocno, może trafi się gol przypadkiem", to nawet Orlen Stadion nie zrobi za ciebie cudu.
A propos osiemnastego dorobku — no jasne, że 46 punktów to nie zero, ale powiedzcie mi, szanowni, dlaczego nikt tu nie wspomina o tym, że te dwanaście zwycięstw zostały rozłożone w taki sposób, że aż siedem z nich padło z drużynami, które aktualnie zajmują miejsca od dziewiątego do dwunastego? To znaczy, że z drużynami, które walczą o utrzymanie lub ledwo zipią, Płock potrafi zdobyć punkty, ale kiedy trafia na kogoś, kto naprawdę gra w futbol, to albo remisuje, albo dostaje baty. I to jest problem — bo ósme miejsce to nie miejsce dla drużyny, która celuje w "trzymanie się w ligowej grze", tylko dla takiej, która ma marzenia, żeby się w tej lidze odnaleźć.
A te wasze porównania do Lechii czy Lecha? Proszę bardzo — ale powiedzcie mi, kiedy ostatnio któraś z tych drużyn miała formę, która sprawiała, że kibice szli do domu z takim uczuciem, jakby właśnie obejrzeli mecz, w którym więcej było walki niż statystyk? Bo u mnie pamięć trzyma, że w Łodzi albo Gdańsku kibice przychodzą z nadzieją na zwycięstwo, a nie z przekonaniem, że "przynajmniej nie stracili dwóch punktów". W Płocku z kolei kibice przychodzą, bo nie mają wyboru — stadion jest, kibice są, tradycja jest — ale pytanie, czy mają powód, by wierzyć, że ta forma D-L-L-L-L kiedykolwiek przeistoczy się w coś więcej niż "trzymanie się na powierzchni".
I jeszcze jedno: dziesięć remisów to nie "dziesięć punktów, które trzymają ich w grze", tylko dziesięć punktów, których nie zdobyli w meczach, w których mogli walczyć o zwycięstwo. To tak, jakby ktoś powiedział, że dobry obiad to ten, który zjada się w połowie — bo przynajmniej się nie zagłodziłeś. Forma D-L-L-L-L to nie "stylem" ani "strategią", tylko dowód na to, że ktoś zapomniał, że futbol to nie gra w domino, gdzie remis to równowartość punktu, a zwycięstwo to dwa punkty, i że czasem warto postawić na coś więcej niż "nie przegrać".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no to mi tu taki stek suchych faktów i sucharów, jakby ktoś wbija tabelę do Excela i liczy na tym forum kibice! 💸🤡 A ja wam powiem coś innego: dwanaście zwycięstw to wcale nie zero, tylko tyle, że akurat Płock ma więcej siły przebicia niż połowa tych, co teraz zapaskudza swoją tabelę remisami na potęgę. Ale powiedzcie mi, szanowni — co z tymi czterema punktami nad Zniczem? To niby dużo? Przecież to tyle co pasek papierka po bułce od kubusia w bufecie na stadionie!
A ta forma D-L-L-L-L — to nie żaden "styl", tylko dowód, że u nich trener wie, kiedy pchać, a kiedy odpuścić, bo jak się nie ma co w garnku, to się nie gotuje. I wiecie co? Mnie ta ich strategia bardziej przekonuje niż te wasze gadki o "dwunastu zwycięstwach jakby ktoś rzucił monetą na Orlen Stadionie". Bo jak my tu sobie pierdzielimy cyferkami, to zapominamy, że na koncie są punkty — i one trzymają drużynę w Ekstraklasie, a nie marzenia kibiców o europejskich pucharach. Płock może nie gra pięknie, ale gra po swojemu, i akurat te dwanaście wygranych to dowody, że umieją walczyć, kiedy trzeba.
A ty, VAR_placze, mówisz o stylu? Styl to takie coś, co Raków ma, kiedy wygrywa 5:0 z Zagłębiem, a Płock ma styl, kiedy nie traci dwóch punktów i liczy na kolejną ratę z budżetu miasta. I to jest właśnie prawdziwy futbol — nie ten luksusowy, tylko ten, co się robi w deszczu, na stadionie, gdzie kibice przychodzą, bo nie mają nic innego do roboty! 😏😂 I póki co, trzymają się w lidze — a to więcej niż połowa tych, co teraz pławią się w iluzji o awansie do pucharów!
Każdą statystykę da się nagiąć.
No cóż, to teraz ja wezmę sobie Twoją tabelkę i popatrzę na nią tak, jakby to była karta dań w knajpie, do której przyszedłem głodny — tyle punktów, tyle straconych bramek, tyle remisów. Dwanaście zwycięstw to nie żaden superbohater, tylko lista zakupów, która ledwie wystarcza na półkę w lodówce: cztery punkty nad strefą spadkową to akurat tyle, że jeszcze nie słychać gwizdków, ale już czuć zapach paniki.
Forma D-L-L-L-L? To nie jest żadne "wiadomo, bo tak gra się w Polsce", tylko dowód, że kiedy trafia im się z kimś równym, to stają jak wryci — i nikt im nie pomaga. Siedem zwycięstw z dziewiątą do dwunastej pozycją to nie "siła przebicia", tylko wykaz, że Płock gra z tymi, którzy też ledwo zipią, a nie z tymi, którzy naprawdę umieją kopnąć piłkę w jej sedno. Trzynaście meczów bez wygranej to nie "przełomowe chwile", tylko rezerwuar frustracji, który prędzej czy później wykipi — i wtedy nikt nie będzie liczył punktów, tylko ile czasu zajmie znalezienie nowej pracy trenerowi.
A te Wasze porównania do Cracovii zeszłego sezonu? To jak porównywać kawałek sera do koła ratunkowego — obydwa coś trzymają, ale jedno pachnie, a drugie ratuje. Płock nie jest Cracovią z tamtej pamiętki, bo Cracovia miała coś, czego Płockowi brakuje: wiarę, że remis to nie cel sam w sobie, tylko środek do inwestowania w lepsze jutro. Tu akurat mamy dziesięć remisów — i to nie punkty, które "trzymają ich w grze", tylko punkty, które odebrały szansę na coś więcej niż "ósme miejsce i nic więcej".
Osiemnaście dorobków punktów to nie "ostatni z brzegu", tylko dowód, że osiemnaście drużyn w lidze robi coś lepiej niż Płock — choćby nie przegrywać tak często. I nie, nie chodzi o to, że kibice powinni przychodzić z nadzieją na zwycięstwo, tylko o to, że powinni mieć przynajmniej jeden powód, by przychodzić w ogóle. Bo jak forma D-L-L-L-L się utrzyma, to wkrótce zamiast śpiewać, będą liczyć, ile czasu minie do ostatniego meczu sezonu — i to nie jest ten klimat, o którym marzy się na Orlen Stadionie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No ale kurwa, toż to jest jak z tymi zakładami, co wbijasz pół ciała w automat z napojami, żeby wreszcie trafić w celownik, a tu się okazuje, że masz w kieszeni tylko śmieci z automatu🤡💸 Przecież te dwanaście zwycięstw to nie jest jakimś cudem dorobek ligi mistrzów, tylko taka kombinacja, że akurat im się trafiły cztery zespoły z dołu, co ledwo zipią i nawet nie pomyślały o obronie własnej bramki! Jakby ktoś rzucił monetą i powiedział „bim bim, trafisz za trzecim razem”, a tu nagle szósty raz wychodzi orzeł – no to się nazywa szczęście, a nie futbol.
I jeszcze ta wasza teoria o „D-L-L-L-L” jakby to był jakiś wyrafinowany styl, a ja wam powiem, że to jest po prostu dowód na to, że u nich trener ma więcej lat do emerytury niż pomysłów na grę ofensywną😏 Aż dziw bierze, że na Orlen Stadionie jeszcze nie wyszedł transparent „Oddajemy mistrzostwo bez walki, bo i tak nie umiemy wygrać dwa mecze z rzędu”. Dwanaście porażek to nie jest „przełomowe chwile”, tylko regularny bilet do następnego sezonu z grupą dziewiątą albo dziesiątą – i tyle, koniec bajki. Punkt za remis to nie strata dwóch, ale osiemnaście punktów to osiemnaście punktów, które mogli zdobyć, gdyby mieli chociaż jednego zawodnika, co umie postawić nogę przed przeciwnikiem zanim ten dojdzie do pola karnego.
A Wy się dziwicie, że kibice nie śpiewają w deszczu? No normalnie, bo co niby mają śpiewać – „Jesteśmy ósmi, nie spadamy i tyle”? Toż to jest jakbyś kazał komuś kibicować studniowemu patrolowi za to, że nie wpadł do studni – gratulacje, jesteś nietykalny, ale nikt nie przyjdzie na koncert z twojego powodu😂 Bo prawda jest taka, że ósme miejsce to nie jest miejsce dla drużyny, która gra w futbol jakby miała nóż między zębami, tylko dla takiej, która liczy na to, że ktoś inny zrobi jej prezent w ostatnim meczu sezonu. A jak ten prezent nie przyjdzie… no to mamy „D-L-L-L-L” w kolejnym sezonie i znowu gazetki będą pisać o „kontynuacji solidnej postawy”.
No więc to nie żaden geniusz strategii, tylko zwyczajny dowód na to, że jak się w drużynie brakuje chociaż jednego zawodnika, który potrafi wbić dwa gole w meczu, zamiast czekać na cud, to nawet Orlen Stadion nie uratuje sezonu.
Dwanaście zwycięstw to niby dużo, ale siedem z nich zebranych z zespołami z dołu tabeli to tak, jakbyś w knajpie jadł półmisek z samymi frytkami i nazywał to ucztą — punktowo to się sumuje, ale wrażeń zero. Trzynaście meczów bez wygranej to nie "przełomowe chwile", tylko dowód na to, że kiedy trafia im się przeciwnik, który umie kopnąć piłkę w bok, Płock staje w miejscu jak osioł w korytarzu.
Forma D-L-L-L-L to nie żaden "styl", tylko dowód na to, że trener albo nie ma pojęcia, jak grać ofensywnie, albo boi się, że jak ruszy do ataku, to dostanie kolejne trzy gole. Dziesięć remisów to nie "punkty trzymające w grze", tylko dziesięć punktów, których nie zdobyli w meczach, gdzie mogli walczyć o zwycięstwo — a to się nazywa marnowaniem okazji.
I proszę bardzo — ośmielę się zauważyć, że ósme miejsce z takim dorobkiem to nie miejsce dla drużyny, która chce się odnaleźć w lidze, tylko dla takiej, która celuje w to, by nie spaść — i tyle. A kibice, którzy przychodzą na stadion, żeby oglądać właśnie takie mecze, to nie fani futbolu, tylko zapaleni obserwatorzy testosteronu w kroplówce.
Kontekst bije gołą liczbę.
Kurde, to nie jest żadna zagadka – albo grasz w futbol, albo liczysz dni do urlopu w bułce z łososiem pod stadionem. Dwanaście zwycięstw, czterdzieści sześć punktów, forma D-L-L-L-L… i nagle mielibyśmy tu jakiś geniusz taktyczny? 😏 A może jednak Wam się zdaje, że skoro nie spadają, to już jest sukces? No ale kurwa, skąd te osiemnasty dorobki idą? Z powietrza, że niby znikąd? Przecież każda ósma pozycja w lidze to przecież nie ten sam scenariusz – inna historia, inni bohaterowie.
Płock gra jakby miał w drużynie trzech lekarzy sportowych i księgowego za trenera. Takie mecze, że kibice wychodzą z Orlen Stadionu i nie wiedzą, czy byli na meczu czy na seansie hipnotyzera. A Wy tu pierdzielicie o "trzymaniu się w grze" jakby to była jakaś heroiczna postawa. No niech no ktoś spróbuje podejść do mikrofonu po takim remisie z Opole i powie, że to "solidna postawa" – a ja zapłacę za bilet do budy na plebanii, co wisi obok stadionu.
I co teraz – mielibyśmy kibicować temu, że akurat nie tracą dwóch punktów, jakby to było coś więcej niż "jesteśmy w Ekstraklasie, bo komuś się nie chciało walczyć"? Dwanaście wygranych? No dobra, a ile z tymi, którzy naprawdę umieją kopnąć piłkę? Siedem z dziewiątej do dwunastej? To tak, jakby się chwalić, że umiesz jeździć rowerem bez pomocniczych kółek, bo akurat Ci facet w płocie nie potrafił trzymać równowagi.
Forma D-L-L-L-L to nie żaden styl, tylko dowód na to, że jak się nie ma planu B, to się ma remis w kieszeni. I tyle. A ósme miejsce? To nie miejsce dla marzycieli, tylko dla takich, co liczą na to, że ktoś drugi zrobi błąd – i na szczęście, bo inaczej byliby ostatni, a tak tylko osiemnasty. 🤫
Kto wie, ten wie.