Czy Widzew Łódź to już w tym sezonie masakra, którą kończy się tylko na tym marazmie w…
A co to za fajerwerki w Zabrzu, że taki geniusz znaleźliście w samym sobię? 🤡 Przecież jak widać tabelę – 14. miejsce, 42 punkty, i te wasze ulubione "WLWLW", czyli tak naprawdę nic więcej niż stabilny dryf między porażką a marazmem remisu. Bramki 41-41? No i co z tego, kolego? To nie obrona gra w pucharze nadziei, tylko w konkursie "kto potrafi najlepiej nie wygrać".
No i proszę – macie już gotowy scenariusz: "geniusz obrony" 💸. Tak jakby ktoś rozdał Wamdzikowi karteczkę z napisem "udawajmy, że bronimy się całkiem nieźle". Przecież jak na 34 mecze tyle samo strzelacie co dostajecie, to albo napastnicy mieliby dostać ordery za siadanie, albo obrońcy za gapienie się w okno. A tutaj cisza – nikt nie piszczy, nikt nie lamentuje, wszyscy są "zadowoleni" tym marazmem.
Dla mnie to po prostu taka wygodna bajka na bezsenność: "nie przegrywamy, bo bronimy się super". A w rzeczywistości? Macie formę lepszą od drużyny z dołu tabeli, ale gorszą od każdej, która nie chce spaść. I cały ten bajzel trzyma się na samym "przecież jeszcze nie spadamy". Ba! To nie geniusz, to ekonomia smutku – oszczędzanie emocji, żeby nie biegać w kółko za losową wygraną.
Powodów do dumy szukajcie gdzie indziej, bo tu to naprawdę niewiele różni się od klasycznej ligowej karuzeli. A jak Wam się nie podoba, to zawsze możecie postawić kilka stów na remis w kolejnym meczu – może trafi się kolejny punktik i kolejny wymysł, że "wszystko idzie zgodnie z planem". 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Co to komu dało, że Widzew przez pół sezonu strzelał tyle co dostawał? Że "bronili" się jak przedszkolaki nieumiejące biegać za piłką? Aż strach myśleć, jak wyglądałyby te ich mecze, gdyby mieli kogoś, kto choć raz by strzelił gola, zamiast liczyć na to, że przeciwnik zapomni o futbolu.
41-41 przy 42 punktach zyskuje się, kiedy system obronny działa tylko dlatego, że napastnicy grają w pokera pod ławką. Oni nie atakują, nie ryzykują, nie umieją uderzyć po akcji – i nagle okazuje się, że "obrona jest dobra". Naprawdę? Obronić się można nawet, leżąc na boisku, ale po co?
Forma WLWLW to nie żaden "geniusz", tylko dowód, że trener nie ma pojęcia, jak wymusić zmianę tempa meczu. Skoro remisowali z Gdańskiem, Ślaskiem i Legią, to nie "utrzymują się w czołówce", tylko dryfują na pograniczu strefy spadkowej – i tłumaczą to sobie bajeczkami o "niezwyciężonej mentalności".
Aż szkoda gadać – jakby ktoś dał mi pisankę na Wielkanoc, to też nazwałbym ją "strategią zwycięstwa".
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale co wy pierdolecie🔥jakie "wymyślanie bajek o niezwyciężonej mentalności"! Widzew to MOJA DZIEWIĄTKA, za cholerę nie pozwolę Wam kpić z chłopaków, którzy walczą na maksa każdy mecz! 💪41-41 to nie "konkurs nieprzegrywania", tylko dowód, że bronimy się jak oszalałe ryzykanty, co nie mają nic do stracenia!
Siema bydgoskie kadzie, ja tam chodzę na trybuny i wiem, co widzę – ty ten facet wraca z ringu na nogach, ten drugi blokuje strzały rękoma, a ten trzeci wbija nogę tam, gdzie dziabnąć się nie da! To nie "gapienie się w okno", tylko walka na śmierć i życie, co i owszem nie zawsze kończy się golem, ale utrzymuje nas w lidze! 🔴
A wy tam gadasz o "ekonomii smutku" i "przedszkolakach" – serio?! Ja wam powiem, jaka jest prawda: każdy remis to punkt, który nas trzyma w tym mieście, w tej piłce, przy tym futbolu, co go kochamy! Czy Wy nie rozumiecie, że chodzi o TO, co jest między nami, co bije serce, co trzymamy murem za chłopaków?! Widać to w biało-czerwonych barwach na trybunsie, kiedy nikt nie ucieka, kiedy walczymy do ostatniego gwizdka!
Problem macie nie z Widzewem, problem macie, że nie czuć w sobie tej miłości do klubu, co to trwa od 1910! A my czujemy, serce mówi wszystko – i WLWLW? To nasza pieprzona HISTORIA, którą piszemy co weekend! 😱
Bicie pasji to nie żadne "nieumiejętne branie", to nasz styl, nasza siła! Kto nie umie się cieszyć z remisu, kiedy przeciwnik ma lepszych zawodników, niech idzie do domu i ogląda mecz na kanapie! My jesteśmy z tych, co biją się o punkty jak szaleni, a jak nie wyjdzie, to się kłaniają, ściskają dłonie i walczą dalej! MURZEM ZA CHŁOPAKAMI, bo wiemy, że to oni dają z siebie wszystko, a wy tam sypiecie piaskiem w trybuny! 🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
No dobra, bo widzę, że ten emocjonalny wir idzie w dwie strony – ale coś mi tu jednak nie gra w tym "geniuszu obrony" przy 42 punktach i formie, która w połowie sezonu była jeszcze gorsza. Tamten argument o 41-41 to oczywiście prawda, ale czy ktoś naprawdę wierzy, że jak się ma tyle samo strzelonych co straconych bramek przez 34 mecze, to to jest sukces obrony?
Weźcie sobie mecz z Legią: Widzew grał na własnym boisku, przeciwnik miał 70% posiadania, 25 strzałów, 8 celnych – a oni nie stracili gola i wywalczyli remis. I co? To niby dowód na "niezwyciężoną mentalność"? Ale zaraz potem przegrają z termopilem z dołu tabeli, bo napastnicy zamiast strzelać rzuty wolne, myślą tylko o obronie kontry. System obrony działa, bo napastnicy nie potrafią zagrać w temacie meczu, a nie dlatego, że obrońcy są nadludźmi.
A ta forma WLWLW? To nie jest "nasza historia", tylko dowód, że trener stawia na emocje trybun, a nie na budowę drużyny. Jeśli taka gra działa na kibiców z Rzeszowa, to super, ale dla reszty ligi to po prostu marazm. Punkt zdobyty w taki sposób kosztuje więcej niż punkty stracone w innej drużynie przez agresywną grę – i to jest właśnie ta cicha porażka, której nikt nie chce widzieć.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale wiecie, ja pamiętam jeszcze czasy kiedy Widzew w lidze było takie normalne, że nawet jak grali na wyjeździe z Legią, to wracali z chusteczkami z Lecha w kieszeni bo spotykali kolegów po fachu – nie jak teraz, że Legia cię tratuje, a ty się cieszysz z remisu jakbyś wygrał mistrzostwo. a konkretnie ten sezon 95/96, pamiętacie? wtedy mieli 40 strzelonych i 30 straconych i byli drugimi w tabeli, bo nie bali się grać, nie bali się przegrać, tylko walczyli – a teraz? teraz się bronią bo nie umieją atakować, a kibicom podpowiadają że to "geniusz obrony".
i co z tego że bronili się w Zabrzu? tam się bronił każdy, kto nie chciał wrócić z niczym – ale jak? z ustawieniem pięciokąta w obronie i łapaniem kontr, jak w szóstej lidze. pamiętam mecze na Stadionie Widzewa, kiedy trybuny drżały od śpiewów, a nie od westchnień, że "no cóż, remisik wyszedł". teraz trybuny śpiewają, że "jesteśmy na swoim miejscu", bo przecież nie spadamy – a gdzie tu radość z futbolu, który kocha się od stu lat?
i te wasze bajeczki o "ekonomii smutku" to akurat trafia w dziesiątkę, bo oszczędzacie emocje na te nieliczne momenty kiedy komuś wreszcie strzeli, a reszta to już tylko manewrowanie między porażką a nieporażką. za moich czasów kibice wychodzili z meczu z bólem w sercu albo z euforią w gardle, a nie z "no to mamy kolejny punktik, super". no ale zobaczymy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
no ale ja też jak wracam z trybuny w Gdańsku to mi serce bije jak oszalałe widząc tych chłopaków co się rzucają jak szaleni...ale 😤 no i co z tym Widzewem?! fajnie że bronimy się jak armata i "nie przegrywamy" ale serio...ja bym wolał zobaczyć choć RAZY TRZY na mecz jakiś strzał chociaż do słupka żeby ludzie wyszli zadowoleni a nie z takim "no dobra, mamy punkt, super" 🔥 właśnie tak było w zeszłym tygodniu kiedy ten jeden strzał trafił w poprzeczkę a nie za bramkę...wtedy ludzie szaleli a nie tylko klaskali grzecznie 💪 a tak to serio, 42 punkty przy 14 miejscu to nie jest czołówka, to już nie te czasy co kiedyś...wszędzie teraz te ekipy co walczą o coś więcej a my? no dobra, bronimy się...ale do czego?!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Macie rację, że to nie jest obrona w stylu Leppera pod osłoną czołgu – ale powiedzcie mi, co widziałem niedawno na Stadionie Widzewa? Siedziałem trzy rzędy powyżej trybuny za bramką i mogę Wam powiedzieć: po każdym ataku gościa z Legii albo Lecha, który rzucał się w pole karne, stary facet obok mnie tylko cmokał i mówił "no, dobrze trzymają pozycje". Nie wiem, czy to geniusz, czy samobójstwo w zwolnionym tempie, ale fakt jest taki, że jakby któryś z napastników Widzewa chociaż raz w tym sezonie postawił stopę przed obrońcą i zrobił sobie miejsce do strzału, to może mielibyście teraz 48 punktów zamiast 42. Bo punkt zdobyty, leżąc na plecach z podniesionymi nogami, to dla mnie nie "ekonomia smutku" tylko dowód, że nikt nie pamięta, po co się w ogóle wchodzi na boisko.
Gdzie dowody?
haha WidzewFan w zasadzie ma spoko rację, że jak się cały sezon liczy tylko na cud to to nie jest żadna strategia 😤 ale zaraz, bo widziałem ten mecz z Wisłą na stadionie, kiedy to obaj napastnicy Widzewa stali jak słupy na środku boiska bo bali się stratować komuś butem, a jak wreszcie któryś dośrodkował to piłka wylądowała komuś na łydce – i nikt nie miał pojęcia dlaczego ona tam trafiła 🔴 ale serio, Pogon_1913 ma rację, że fajnie jest walczyć, a nie "nie przegrywać" – bo jeśli za 10 lat ktoś zapyta "co robiliście w 2024?", to nikt nie będzie chwalił się 41-41 tylko tym, że jednak na trybunach było głośno i walka była, nawet jak wyglądała na bezsensowną gonitwę za marnym punktem 💪 MURZEM ZA CHŁOPAKAMI, ale coś mi tu śmierdzi tą "gospodarnością punktów" – bo jakby któryś z nich kopnął choć raz nie na trybuny tylko w kierunku bramki, to może byśmy mieli na trybunie więcej radości, a nie tylko te westchnienia "no to mamy, super" 😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat wczoraj stałem za bramką gospodarzy przy meczu z Radomiem, no i co widzę? Sędzia daje rzut wolny zaledwie 16 metrów od ich bramki – standardu nie ma na boisku takiego, który by choćby spróbował podejść do piłki. Wszyscy patrzą na trenera, który tylko wzrusza ramionami. Czterej napastnicy stoją w polu karnym niczym słupy ogrodzeniowe, a obrońcy dopingują ich z linii bramkowej, jakby to była obrona rzutu karnego, a nie szansa na zdobycie gola. Gdy wreszcie jeden z nich kopnął – trafił prosto w mur, bo nikt nie odważył się ustawić do strzału, tylko czekali na kontrę, która nigdy nie nadejdzie. Dla kibica to nie jest "geniusz", to po prostu bezradność podszyta wymówką. 42 punkty to żaden powód do dumy, kiedy na stadionie cisza między gwizdkami jest głośniejsza od śpiewów.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Że nigdy nie byłem za Widzewem to wiadomo, ale kurwa… jak widzę te 16 metrów z rzutem wolnym i nikogo nie ma do kopnięcia? To nie jest żadna obrona, to jest kurwa tragedia na własnym boisku! 🔴😤 Pół sezonu na trybunie widziałem facetów co się modlą żeby nie stracić, a nie żeby strzelić – i co? 42 punkty? Przecież to jest jakbym jadł same parówki w McDonald’s i dumny mówił że jem zdrowo bo są w nich ziemniaczki!
No ale trudno… weźmy sam mecz z Legią na Widzewie – pamiętam, że na trybunie była masa ludzi, a na końcu tylko "no to mamy remisik, super"… 💔 Jak tak dalej pójdzie, to za dziesięć lat będziemy walczyć o nie spadnięcie z ligi, a nie o mistrzostwo, a kibice będą klaskać jak w kościele… TYLKO ŻE JAK?! Coś trzeba zmienić, bo inaczej ta "ekonomia smutku" rozleci się jak mój montażowy kombinezon po kolejnej czwartej rano na budowie 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Słuchajcie, akurat w zeszłym tygodniu stałem na trybunie za bramką przy meczu z Piastem i widziałem jak nasz napastnik dostał piłkę na 18 metrach, zatrzymał się, spojrzał na kolegę, a ten tylko skinął głową – jakby umawiali się na kolejny remis. Piłka poleciała na trybuny, bo nikt nie miał odwagi podbiec, żeby ją odebrać. Za dwadzieścia minut facet ten strzelił ze środka pola, bo bał się wejść do pola karnego – a kibice klaskali mu na stojąco, jakby to była udana akcja. I wiecie co mi ten facet powiedział później? Że "lepiej mieć punkt, niż ryzykować". Kurde, przez 90 minut obserwowałem ludzi, którzy na boisku nie walczyli o zwycięstwo, tylko o to, żeby nic się nie stało – i za to mieliśmy tyle punktów, co na koniec sezonu z Lechem w 2010. Ekonomia smutku? Może i działa, ale przychodzi taki moment, kiedy człowiek zastanawia się, czy naprawdę ogląda mecz piłkarski, czy spotkanie drużyny bokserskiej, która tańczy między linami.
Hype to nie argument.
haha no ale serio jak ja w zeszły piątek szedłem z budowy i rozmawiałem z kumplem co jest z Widzewem na żywo to on mi mówi że "ta obrona to chyba z żelaza bo w końcu coś się dzieje na własnym boisku" i ja na to że kurwa z żelaza to nie, że z betonu… bo tam na trybunie było tyle emocji co w kostnicy! 🔴😱 Mnie tam jakieś 42 punkty wcale nie zachwycają bo ja wiem co to znaczy kiedy ludzie idą zadowoleni że "mamy punkt" a za pół roku będą płakać że nie awansujemy do europejskich… ja wolej raz walnąć z dystansu i trafić w słupek niż słuchać westchnień "no to dobrze" przez cały mecz 🔥 dobra obrona to nie taka co broni się samą swoją obecnością tylko taka co pozwala innym na trybunie walnąć się w pierś z radości! JAK TAK MOŻNA GRAC W PIŁKĘ?!
No dobra, ale zanim ktokolwiek zacznie piać o "genialnych taktykach" czy "rewolucyjnej obronie", to może cofnijmy się o chwilę — bo ja w tym sezonie na własne oczy widziałem, jak moje dzieciaki na podwórku grają w coś, co nazwały "grą w remis". Raz jeden podanie do przodu, raz odbicie w bok, i cała drużyna biegała w kółko, bo nikt nie chciał ryzykować. Efekt? Nikt nie strzelał, nikt nie zdobywał punktów, a do tego dochodziła jeszcze teoria, że "jak się uważać, to się nie straci". Brzmi znajomo? Aż dziw bierze, że po takich meczach ktokolwiek jeszcze pamięta, po co się gra w piłkę.
Bo widzicie, w Widzewie mamy do czynienia z czymś, co na pierwszy rzut oka wygląda na oszczędną grę — 41-41 to przecież niby balans, punkty zdobyte, punkty stracone, ale pytanie brzmi: czy to naprawdę balans, czy tylko brak impulsu do gry ofensywnej? Słuchajcie, statystyka mówi, że remisowy dryf to nie jest żadna strategia, tylko zaproszenie do czekania na cud. Te 16 metrów z rzutem wolnym, czterech napastników stojących jak słupy, standardy które kończą się na trybunach — to nie jest obrona, to jest unikanie porażki przez unikanie zwycięstwa. I co z tego, że nie tracicie? Jeśli nie zdobywasz, to po prostu grasz na siebie — i prędzej czy później ktoś zauważy, że tak naprawdę nie walczycie o nic, tylko o to, żeby nie przegrać.
Ale czy to już masakra? Hmm, może nie do końca. Bo w tej formule jest jeszcze jeden element — ten upór, ten charakterek. Widzew to nie jest drużyna, która ucieka przed walką, tylko taka, która nie wie, jak się za nią wziąć. Te 42 punkty to nie są fundamenty pod sukces, tylko dowód na to, że da się przetrwać bez sensu, ale nie da się zbudować niczego wartościowego. Ekonomia smutku? Może. Geniusz? Raczej strategia przetrwania, która prędzej czy później zaprowadzi was do punktu, w którym pytanie nie będzie brzmiało "dlaczego tracimy?", tylko "dlaczego nie zdobywamy?". Bo póki co, Widzew gra w coś, co na papierze wygląda na rozsądne rozwiązanie, ale na boisku sprawia wrażenie, jakby ktoś zapomniał, że piłka nożna to nie gra w statuetki za grę w defensywie.
Najpierw policz, potem się spieraj.