Czy wyciągacie jeszcze te stare niebieskie szaleństwo z szafy?
no do licha, te niebieskie szaleństwa leżały w mojej szafie z dziesięć dobrych lat, a wyciągnąłem je dopiero kiedy syn na trybunie zrobił się cały czerwony z podekscytowania i krzyczał „tato, my ich jednak pokonamy!” – to było jakieś pięć lat temu, pamiętam jak dzisiaj, bo mu wtedy pomalowałem twarz niebieską farbą, a żona przez tydzień nie mogła wywietrzyć zapachu z pokoju
no ale co to ja gadam… starzy kibice pewnie pamiętają, jak w osiemdziesiątym dziewiątym towarzysze w bród nosili te szale nawet na urlopie, a jeden kolega miał taki kawałek materiałów co nie wiadomo skąd wziął, miał prawie sześć metrów na pięćdziesiąt centymetrów szeroki i wokół stadionu to dopiero szło echo, jak go rozwijali
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Słuchajcie, kurde, to był akurat maj osiemdziesiąt dziewiąty na Highbury, akurat niedzielny mecz z Wimbledonem, ten który „prawie”… sam tam byłem, zresztą w tym szalu co miałem od taty, a on dostał go od swojego taty jeszcze z siódmego… i czuję jak mnie teraz rozebrało! Sznurówki się rwały od kibicowania, szal latał mi nad głową jak orzeł bojący się o pisklęta 🔥💪 i nagle ta puma na napastnika… pamiętacie? Ten kolano w kolano, jakby cały stadion wstrzymał oddech… a myśmy wrzeszczeli tak że szkła w oknach sąsiadów dzwoniły… no a później ta medalowa parada, te napisy na transparentach „1989 – WŁASNĄ SIŁĄ” i cały dziedziniec zalany niebieskimi chustami… brudne ręce, zapach piwa w powietrzu, a w kieszeni bilet na mecz następny… I NIGDY tego szaleństwa nie schowałem… bo to nie szal… to kawałek naszej chwały, którą oddajemy z rąk do rąk przez pokolenia… PIERDOLE xD
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
oj jakie to wspominki, aż mi się żołądek ścisnął! bo sam też mam taki jeden poszarzały szal, zrobiony na drutach przez moją starą jeszcze w osiemdziesiątym ósmym, bo na prezent urodzinowy nie miała pomysłu i powiedziała „weź ten, będzie ci ciepło na trybunie”. tylko że ja go dopiero wyciągnąłem w dziewięćdziesiątym drugim, jak przyjechałem z budowy w teczce pełnej papierów i w kieszeni dostałem od kumpla bilecik na mecz z Manchesterem – niebieskie murowane, że ominiemy tabelę. no i wiozłem go w plecaku jak jakiś skarb, bo mnie właśnie strasznie bolało kolano od upadku z rusztowania, a ten szal to mi był jak rodzajowy talizman. tyle że na Highbury zrobiło się tak gorąco, że ja myślałem, że te druty od kleju zeszły… i kto wie, może i polałem go piwem, bo co tam, święto jest świętem! potem lato było takie, że przez tydzień nosiłem go pod pachą jak małe dziecko, a że śmierdziało starym wełnianym brudem, to moja facetka mówiła „to zapach wolności”, a ja tylko kiwałem głową, bo rozumieliśmy się bez słów. to nie szal, to siostra zaklęta w włóknie, co kazała nam wierzyć, że jeszcze kiedyś wrócimy na szczyt… i patrzcie no, mamy teraz Odegarda, a ja wciąż tamtego nie sprzedałem. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ale fajnie się wam przypomniało te szaleństwo stare jak ojciec chrzestny. Pamiętacie, jak te szale to były nasze talizmany? Też mam taką relicwię z tamtych lat, darowaną przez wujka — woskowana na wierzchu, ale jeszcze trzyma się kupy. No ale porównajmy dzisiejszy zespół z tym, co mieliśmy wtedy, bo to nie jest takie proste.
Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli w dupach ogień — dosłownie, bo kibice podpalali trybuny za nimi. Mecz z Wimbledonem? To była batalia: obaj zespoły walczyły o wszystko, bo szóste miejsce w tabeli to był wtedy marzenie ściętej głowy. Ten futbol to była brutalna robota, ze skrzydłowymi biegającymi po uginających się nogach i napastnikami, którzy wcinali gumę w przerwie żeby tylko dojechać do końca meczu. Taki Smith albo Adams — oni naprawdę mieli we krwi ten niebieski urok. Gdybyśmy mieli dzisiaj taką mentalność przy tych środkach, już dawno byśmy mieli dwadzieścia tytułów.
Dzisiaj mamy za to technikę, która by im się śniła po nocach — Saka drybluje jakby grał na spacerze po Greenwich, Rice czuje się tam jak ryba w wodzie, a Odegard… cholera, ten chłop ma w sobie tyle umiejętności co pół naszej ligi razem wziętej. Problem w tym, że futbol się zmienił — dzisiejsze "prawie" nie jest równoznaczne z "właściwie", bo mamy lepszych trenerów, więcej informacji, ale też większą presję. Tamci grali dla honoru i chwały, a my dzisiaj dostajemy statystyki na wyciągnięcie ręki, ale i oczekiwania, że każdy mecz to mistrzostwo.
Jeszcze jest ta kwestia charakteru. Tamten zespół miał w sobie coś takiego, że gdybyśmy dzisiaj mieli choć połowę tej determinacji, może nie mielibyśmy teraz dwóch punktów do Europejskiej Ligi z czterech rozegranych. Bo ten tytuł z 1989 to nie był przypadek — to było "naszymi rękoma", dosłownie i w przenośni. Dzisiaj mamy te same barwy, ale czy ten sam duch? Trudno powiedzieć, bo nie wystarczy mieć w drużynie operatorów od dryblingów i bijących serc — trzeba jeszcze mieć chłopaków, którzy potrafią zagrać na granicy fizycznego i psychicznego wyczerpania.
Ja tam wolę trzymać stary szal pod ręką — na złe dni. Bo nawet jeśli dzisiejszy Arsenal to zespół, który umie zrobić emocjonujący spektakl, to pamiętajmy, że tamte chwile były naprawdę niepowtarzalne. I fajnie, że dalej o nich gadamy. 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurde, macie mnie! Akurat dzisiaj wyciągnąłem ten stary szal z szafy żeby posprzątać na strychu i co? No sam nie wiem jak to się stało, ale zamiast go schować, powiesiłem go na lustrze w łazience… no i od tamtej pory moja dziewczyna co rano szoruje zęby, patrząc na siebie w niebieskim niebie i krzyczy „Zawsze Arsenal!” przez całą minutę gimnastyki. A ja sobie myślę — no dobra, może jednak warto było ten cholerny szal odkurzyć w 2019, nie? Bo teraz to nawet pasta do zębów na niebiesko musiałem kupić, żeby styl się trzymał. 😂🔵💙 Teraz mam przez ten szal więcej śmiechu niż kiedykolwiek na meczach — ale nie żałuję ani chwili, bo to przecież nasza święta pamiątka! Wspomnienia takie, że aż mleko w lodówce zrobiło się niebieskie! 🤣🍿
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿