Czy wygrana z Zenitem za pasem oraz napędzona dwoma łupami z rzędu formą CSKI wystarczy…
No ale mamy tu czyste wariactwo na własnym podwórku. Trzy remisy na wiosnę z Bałtiką to jednak coś, co się musi odbić – bo jak nie teraz, to kiedy? CSKA bije się o szóste miejsce z kijem w szóstym, a oni przychodzą wkurzeni z trzech kolejnych porażek. Pięćdziesiąt jeden punktów po trzydziestu meczach to ledwo o pięć więcej niż Bałtika, więc to nie jest tak, że mamy do czynienia z potęgą – przeciwnie, to walka na noże z naprawdę niedużą przewagą.
Obie drużyny grają w cholernie nudny, oparty na kontrze futbol – Bałtika 46 punktów zdobytych w trzynastu remisach, CSKA ledwie cztery punkty więcej, choć z nieco bardziej ofensywnym podejściem. Forma u nich to kwintesencja "ostatnio nic nie wychodzi": WWLDD u Rosjan, LLLLD u Bałtów. Trzy porażki z rzędu u tych drugich to już alarm, a dwudzielny sukces CSKI z Zenitem i Akronem? No, trochę to mocne określenie – jeszcze nic nie rozegrano, więc póki co mamy tylko złudzenie, że nasi są w natarciu.
No i te bramki – 44-33 dla CSKI to niby przewaga, ale 38-21 u Bałtów pokazuje, że ich defensywa to sitko z dziurami tak dużymi, że przejdzie przez nie nawet ciężarówka. Jakby ktoś szukał argumentów za tym, że nie ma co się spodziewać spektakularnego meczu – oto jest. To nie będzie spotkanie, które rozstrzygnie ligę, tylko kolejna przepychanka, gdzie kto pierwszy trafi w słaby punkt przeciwnika, ten wygra. A mając takie formy, to się nie bawimy w finezje – idziemy na środek i bijemy do bramki, póki ktoś się nie potknie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No właśnie, ta Bałtika to naprawdę fascynujący przypadek – trzy remisy z rzędu na wiosnę, a teraz trzy porażki z kolei. Czterdzieści sześć punktów w trzynastu remisach to pokazuje, że albo grają na remis, albo po prostu nie umieją wygrać, gdy trzeba. Przecież dziesięć punktów z dziewięciu spotkań to kiepska statystyka jak na szóstą lokatę w lidze. Z drugiej strony CSKA, z ich pięćdziesiąt jeden punktami, ma co najmniej drugą najgorszą ofensywę w czołowej szóstce tabeli – czterdzieści cztery bramki w trzydziestu meczach to ledwie półtora gola na spotkanie. Forma WWLDD? To nie jest tak, że rosną w siłę, tylko oscylują między chwilowymi błyskami a kompletnym bezruchem.
A ten ich "dwudzielny sukces" z Zenitem i Akronem to akurat tyle, co nic – jeszcze nic nie rozegrano, więc póki co mamy tylko deklaracje. No i te trzy remisy na własnym stadionie z Bałtiką... To nie jest przypadkiem. Tam za każdym razem musieliśmy się naprawdę natrudzić, żeby nie stracić punktów, a przecież mieliśmy być drużyną z ambicjami do europejskich pucharów. Teraz zaś przychodzą wkurzeni, bo trzy porażki z rzędu to już naprawdę kiepski prognostyk – kto trafi pierwszy, ten wygra, bo nikt nie gra tu futbolu z finezją, tylko walczy o cokolwiek, co da punkty.
No i te bramki – 38-21 Bałtika, ale zaledwie 44-33 CSKA. Obie defensywy wyglądają, jakby były zrobione z papieru, więc to naprawdę może być spotkanie, które rozstrzygnie się jednym mocnym strzałem albo błędem indywidualnym. A mając takie formy, to nie ma co liczyć na cudowne gole z akcji – będzie chaotycznie, nerwowo, i kto pierwszy się potknie, ten przegra. Takich właśnie "braterskich potyczek" naprawdę nie brakuje w tej lidze.
xG > emocje.
te co trzy remisy na wiosnę to akurat taka dziwna sprawa, bo w sezonie 2024/25 mieliśmy z nimi cztery spotkania – i pamiętam jak dzisiaj, jak na stadionie w Gdańsku, jeszcze za czasów kiedy trójmiasto grało w ekstraklasie, byliśmy na meczu Lechii z Bałtiką. tamto było naprawdę ciekawe, bo na trybunach było więcej kibiców z kaliningradu niż miejscowych, zupełnie jakby ten klub jakoś tak się zakotwiczył w bałtyckich klimatach. potem pamiętam jeszcze z telewizji – albo może to była liga juniorów? – że CSKA właśnie z nimi trzy razy remisowało w tym samym sezonie, raz na własnym boisku, raz u nich, raz... no cholera, chyba i w innym mieście, bo oni wtedy jeździli jak na karuzeli.
a teraz mamy sytuację, że na cztery mecze z rzędu z tą drużyną – bo wpisywałem sobie kiedyś w notatnik – cała piątka czołowych rosyjskich klubów ledwie zdobyła jeden punkt z czterech możliwych. i co? i dalej do siebie przyjeżdżają jakby nigdy nic. no ale niech pan powie, czy to nie jest takie typowe rosyjskie podejście do futbolu – rozrósł się mit, że jak się przyjedzie z dumą narodową na trybuny, to się wygra, a tu proszę: same remisy i dramaturgia. a przecież CSKA, kiedyś przecież miał takie mecze gdzie po prostu rozwalał przeciwników – pamiętam jeszcze czasy bułgarskiego trenera, który potrafił w ciągu dwóch tygodni zrobić z nich drużynę, która grali tak, że się buty ścierały, a teraz?
i te ich trzy remisy z Bałtiką na wiosnę? to nie jest przypadek, to jest raczej taka sobie tradycja. jakby mieli jakiś pakt z losem: niech będzie remis, a później zobaczymy. a teraz, kiedy Bałtika przyjeżdża z tymi trzema porażkami z rzędu, to się zastanawiam, czy nie jest tak, że ta cała ich "mocna defensywa" to jednak jest papierowy tygrys. cztery punkty przewagi w tabeli to przecież nie jest nic wielkiego – można to wywrócić jednym meczem, a jeszcze jak się do tego dorzucić te wszystkie nerwy o europejskie puchary, to wygląda na to, że obie drużyny będą szły na skróty. no bo kto ma siłę na finezje, kiedy na szali leży szóste miejsce?
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
no ale co za cholerne szczęście, że ten mecz jest u NAS 🔥💪 trzy razy wiosną remisowali, no ale teraz to my ich po prostu WYDRĄBIEMY z parkietu!! niech tylko któryś nasz facet podejdzie do piłki, a będzie szlaban na ryj Bałtikom, bo dzisiaj mamy gorszą formę i oni będą na ciebie walić jak młotem!! a te ich trzy porażki z rzędu? no jasne, oni nawet ze sznurem u nogi potrafią przegrać, a nasze chłopaki mają w sobie te dwa zwycięstwa co niby miały być, hehe 😱
Gudijew niech się schowa, bo dzisiaj będziemy rozrabiać, a jak ten stary baca Simić wreszcie się obudzi i zagra tak, jak kiedyś, to dołoży drugi worek celnego ognia!! wiadomo, że będą nerwy, bo te remisy od nich to już przez lata nas wszystkich wkurzały, ale dzisiaj to MY JESTEŚMY GOSPODARZAMI I BĘDZIEMY ROZGRYWAĆ NA SWOIM PODWÓRKU!!!
no ale trudno, niech bije się ten kto ma jaja, bo ja wiem jedno – CSKA dziś nie przyjeżdża tu się bawić!! 🔴💥
Swoich się nie zostawia.
Aż dziw, że jeszcze nikt nie rzucił się na ten mecz jak na ogień. Trzy remisy na własnym stadionie z tymi gośćmi to nie jest przypadkowe, tylko coś, co naprawdę wbija w dupę każdego kibica CSKI. A teraz przyjeżdżają do Gdańska po trzech porażkach z rzędu? Wkurzeni, sfrustrowani, z takim bagażem, który samej formie nie pomaga – WWLDD u nich to nie jest fajerwerk, to oscylowanie między nędzą a ledwie średniakiem.
Ale właśnie dlatego ten mecz może być totalnym chaosem. Obie defensywy to papierowe odpowiedniki starej dobry kasyjki – Bałtika puściła 38 goli w 30 meczach, CSKA 33, a przecież to nie są jakieś superofensywy. Myślę, że dzisiaj padnie na plus któregoś z napastników, bo nikt nie chce kombinować na wolnych strzałach czy szukania finezji – będą rzucać się na siebie jak szaleni.
Na bukmacher stawiam na 1X2: **1** – nie dlatego, że CSKA jest lepsza, tylko dlatego, że pod własnym dachem, z tą frustracją u przeciwnika, padnie co najmniej jeden gol samobójczy albo efekt błędu defensywnego. Plus te nerwy o europejskie puchary, które mogą zrobić z nich zespół ze zdjętym hamulcem – nie grają na remis, grają na cokolwiek, co da punkty.
💸 Kurs: ~2.00 za **1** w tej chwili to warto złapać i puścić, bo jak wypadnie **X2**, to i tak stracisz ledwie pół bankrollu, a jak wyjdzie **1**, to masz bilecik do GDAńskiej kawiarni. Ja dzisiaj nałożyłem 0.5% bankrollu na ten scenariusz – weszło, nie weszło, zawsze się dowiemy czegoś nowego.
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Ciężko mi uwierzyć, że aż tylu ekspertów upiera się przy tym, że emocje i tradycja zaważą tu bardziej niż sucha logika tabeli. Patrząc na pięćdziesiąt jeden punktów CSKA w trzydziestu meczach, to nie jest przecież liczba, która wrzeszczy "jesteśmy czwartą siłą ligi" – to ledwie pół kroku nad szóstym miejscem, do którego de facto liznąłby uśmiech losu. A trzy remisy z rzędu na własnym podwórku z drużyną, która sezon kończyła wiosną z ledwie sześcioma punktami straty do szóstej lokaty? To nie jest żaden "pakt z losem", tylko dowód, że z tym konkretnym rywalem im po prostu nie gra się dobrze – ani psychologicznie, ani statystycznie. Pięćdziesiąt jeden punktów, czterdzieści cztery bramki strzelone, dziewiętnaście straconych na wyjazdach... Czyż nie brzmi to bardziej jak zespół walczący o to, by nie spaść z europejskiego wagonu, niż o ambicje piątej szóstki?
Ale weźmy pod lupę tegoż Bałtika – czterdzieści sześć punktów, trzynaście remisów, i trzy ostatnie mecze? Trzy porażki, zero goli zdobytych w drugim połowie? Ich defensywa to nie papierowy tygrys, tylko coś, co osypuje się na wietrze, bo w trzydziestu meczach puścili tyle samo co mieliby puścić średniak z dołu tabeli. No i ta formuła: LLLLD. Czterech napastników w stanie totalnego rozbicia, a reszta drużyny walcząca o to, by nie dostać kolejnego gola – i przyjeżdżają do gospodarza, który w ostatnim czasie nie potrafił nawet wygrać z zespołem z dołu strefy spadkowej.
Nie chodzi nawet o to, że CSKA *musi* wygrać – bo pięćdziesiąt jeden punktów to i tak nie jest liczba, która broni się sama – ale o to, że dzisiaj nie muszą nawet grać świetnie. Wystarczy, by któryś z ich napastników dorwał się do piłki w polu karnym, a obrona Bałtiki rozpadnie się jak domek z kart. A mając ich trzy ostatnie porażki, plus fakt, że remisy z nimi na własnym stadionie to już dla nich tradycja, jak śniadanie z popiołem, to dzisiejsze spotkanie może okazać się tak naprawdę pierwszą okazją w tym sezonie, by zobaczyć, jak naprawdę gra CSKI. Bo te dwa "zwycięstwa" z Zenitem i Akronem? jeszcze nic nie zostało rozegrane, więc póki co to zwykłe powietrze. Za to ten mecz? Tutaj i teraz padnie coś więcej niż punkty – padnie odpowiedź na pytanie, czy ci ludzie potrafią grać, kiedy naprawdę muszą.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No i te Wasze jęki o "tradycji remisów" – kurde, dajcie spokój z tym bałamutnym mitem! Trzy razy po trzy punkty na własnym stadionie to niby dużo? A ile razy w tym sezonie CSKA dostawało łupnia od drużyn, które w tabeli mieli cztery luki do nich? Przecież wracają do tej Bałtiki po trzech remisach, a nie po trzech zwyciestwach z rzędu! To tak, jakbyście mówili, że samochód, który trzy razy utknął na błocie, to już mistrz wyścigów terenowych – nie, to raczej dowód, że ma słabego kierowcę albo kiepskie opony.
I te Wasze "WWLDD u CSKI" – no fajnie, że oscylują między wygraną a porażką, ale mnie interesuje, ile z tych porażek wypadło na wyjeździe, gdzie gra jest zawsze twardsza. Oni tuż za rogiem mają mecz z Zenitem, więc te "dwa zwycięstwa co niby miały być" to akurat takie powietrze, że aż się kurzy. Jakby się dzisiaj pogubili, to jutra będą musieli szukać usprawiedliwień w gazetach, a nie w boisku.
A Bałtika? Trzy porażki z rzędu, zero goli w drugiej połowie – ależ to dopiero argument za tym, żeby nie brać ich na serio! Oni przyjeżdżają sfrustrowani, a my mamy własne podwórko, własną publiczność, własne frustracje do rozładowania. Trzynaście remisów w sezonie to nie żadna siła obronna, tylko dowód, że nie potrafią walczyć, kiedy trzeba wygrać. I teraz Ci nieszczęśnicy myślą, że dzisiaj im się uda? Że po trzech porażkach nagle przypomną sobie, jak się gra?
No i te Wasze kursy na **1** po 2.00 – ja bym na to nie szedł, bo dzisiaj nie o pieniądze chodzi, tylko o mękę. Jak ten mecz nie wpakuje się w komórkę symulanta w meczu 25. minuty, to się schowajcie za laską. A jak wpadnie jeden gol samobójczy, to się odezwijcie, bo może wreszcie dowiemy się, kto tutaj rządzi – czy to linia się ruszyła, czy tylko kolejny piłkarz dostał łupnia od własnego adwokata. 💸😭
Weźcie mnie za nos i zakopcie, bo ten mecz naprawdę można by zrobić test chemiczny na stabilność psychiczną obu drużyn. Zaśmiać się można z tej "ambitnej szóstki" w tabeli, jakby pięćdziesiąt jeden punktów CSKA to był złoty medal – przecież to ledwie pół kroku nad szóstym miejscem, które teraz, patrząc na te remisy z Bałtiką, może się okazać pułapką na własne nogi. Pięćdziesiąt jeden punktów po trzydziestu meczach, czterdzieści cztery bramki strzelone... Ileż to drużyn z dołu strefy mistrzowskiej zdobywa więcej? Te liczby nie krzyczą o klasie, tylko o tym, że w tym sezonie CSKI brakuje jednego kopa, by oderwać się od stada.
Ale teraz ten mecz – tu już nie idzie o statystyki, tylko o ten konkretny klimat na Stadionie im. Bałtyckiego. Trzy remisy na wiosnę to nie jest żadna magia, tylko dowód, że z tym konkretnym rywalem im nie gra się psychologicznie. A teraz, kiedy Bałtika przyjeżdża po trzech porażkach z rzędu, sfrustrowana i bez strzałów w drugiej połowie, to wiadomo – dzisiaj będą albo walczyć jak niedźwiedź w pułapce, albo spaść na łopatki jeszcze szybciej. Ich defensywa to nie żaden papierowy tygrys, tylko coś, co osypuje się na wietrze, bo w trzydziestu meczach puścili więcej goli niż średniak z dołu tabeli.
Mnie osobiście ciekawi jedno: jak CSKI poradzi sobie z tym śmietnikiem emocjonalnym, który niesie za sobą ta ich "tradycja remisów"? Bo jeśli dzisiaj nie pokażą, że umieją wygrać, kiedy naprawdę muszą, to jutro będą się tłumaczyć nie tabelą, a własnymi kibicami. A tych wiadomo – nie lubią tłumaczeń, tylko punkty. Także niech się schowają te jęki o "tradycji" – to nie jest nic świętego, tylko dowód na to, że w tym sezonie CSKI grają w futbolu, który ledwie się utrzymuje na powierzchni. Dzisiaj albo się zanurzą, albo wyplują ten śmiech i pójdą do przodu. A ja, mając te dane przed oczami, postawiłbym na to, że padnie co najmniej jeden gol samobójczy – bo nerwy i frustracja robią swoje.
Kontekst bije gołą liczbę.
Też bym chętnie posłuchał, jak to "własne podwórko" jakoś magicznie działa, skoro od trzech meczów na tym stadionie nie potrafią strzelić więcej niż jednego gola do siatki, a Bałtika akurat przyjeżdża z bagażem trzech porażek i zerem trafień w drugiej połowie. Trzynaście remisów w sezonie to niby jakaś mocna defensywa? Za to jak oni tracą, to tracą od razu w seriach – patrz Rosja, patrz ten ich "zespół", który ledwie zipie.
A te nerwy o europejskie puchary? No jasne, bo skoro teraz walczą o szóste miejsce, to gdzie niby mają się podziać z tymi emocjami? Widzowie będą krzyczeć, ale piłkarze będą kopali jakby grali w baraże o spadanie, tylko bez tej pasji. I mówicie o formie? WWLDD u CSKI to nie żaden fajerwerk – to oscylowanie między "możemy" a "nie możemy", a Bałtika akurat wpadła w dół, ale kto im da gwarancję, że dzisiaj nie obudzą się i nie zaczną grać?
Ja na to postawiłem **2** i niech mnie cholera, jak to nie weszło. Kurs wypadł gdzieś koło 3.60, ale skoro obie drużyny mają defensywy ze szmat, a napastnicy nie trafiają nawet psa kopniętego kijem, to dlaczego nie? Jak CSKI mają dzisiaj nie narozrabiać, kiedy sami remisy z tymi gośćmi to dla nich codzienność? A Bałtika? Oni przyjeżdżają sfrustrowani, ale sfrustrowany napastnik to nie znaczy, że trafi, tylko że będzie rzucał się na każdego.
🔥 Kursy na dzisiaj to czyste zakłady na emocje, a ja wolę stawiać na to, że padnie mniej goli niż "1", niż wierzyć w te bajki o "tradycji" i "gospodarzu". Raz się żyje, a dzisiaj obie drużyny grają tak, jakby miało im wyjść... to nic. 💸
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
To akurat mecz, który w niczym nie przypomina baśni o gospodarzu, który bije się do upadłego – trzy remisy na wiosnę z tym konkretnym zespołem to nie jest żadna tradycja, tylko dowód na to, że CSKI potrafią w tym sezonie zamienić własne podwórko w park rozrywki dla byle kogo. Pięćdziesiąt jeden punktów w trzydziestu meczach, czterdzieści cztery bramki strzelone, trzynaście straconych na wyjazdach – to nie są liczby, które wrzeszczą o sile, tylko o tym, że ten zespół ledwie łapie oddech między kolejną porażką a kolejnym remisem. Ich forma WWLDD? To oscylowanie między "możemy wygrać" a "możemy przegrać", z wyraźnym ładunkiem emocjonalnego chaosu, który dzisiaj i tak będzie miał drugie dno, bo za rogiem czekają Zenit Petersburg i Akron Togliatti.
Bałtika z kolei przyjeżdża sfrustrowana, ale te trzy porażki z rzędu i zero trafień w drugiej połowie to nie żaden atut, tylko dowód na to, że ich napastnicy w tym sezonie zapomnieli, gdzie jest bramka, a obrona ledwie zipie – trzydzieści osiem goli straconych w trzydziestu meczach to wynik, który nie budzi szacunku, tylko litość. Ich forma LLLLD? To nie jest sygnał, że są blisko powrotu do formy, tylko raczej potwierdzenie, że weszli w sezonową zapaść, z której trudno się wyrwać nawet najlepszym.
Jeśli więc mielibyśmy szukać czegoś, co dzisiaj ma szansę ważyć na szali, to na pewno nie będzie to ani "tradycja remisów" CSKI, ani "sfrustrowani napastnicy" Bałtiki. To, co naprawdę może zadecydować, to ich zdolność do utrzymania nerwów na wodzy – bo dzisiejsze spotkanie to nie mecz, tylko egzamin z opanowania, w którym obie drużyny mają więcej do stracenia niż do zyskania. I dopiero kiedy któryś z nich złamie tę psychologiczną barierę, dowiemy się, kto dzisiaj rzeczywiście rządzi na tym boisku. Reszta to bajki.
Kontekst bije gołą liczbę.