Czy „You’ll Never Walk Alone” powinno zostać zakazane w szatniach na Anfield, bo straszy nowych zawodników?
To nie jest piosenka, która straszy — to sygnał, że nikt nie zostanie sam na samym dole, a właśnie takiego właśnie zdania brakuje w dzisiejszym marketingu klubów. Kupujemy zawodników za setki milionów, a potem liczymy na to, że jak dostaną w skórę, to miękko wylądują dzięki zwrotce „You’ll Never Walk Alone”?
Mitoma mógł powiedzieć cokolwiek, ale naprawdę wystarczyłoby, żeby przy następnej porażce posłuchał, jak 55 tysięcy śpiewa mu pod oknem jego ulubioną melodyjkę — a już na drugi dzień dostał herbatę do szatni. No i co? Boi się, czy jest sygnałem, że w zespole wsparcie działa, ale trochę za głośno? 😂 Jest ktoś, komu ta piosenka przeszkadza, czy po prostu komuś przeszkadza, że ktoś inny w nią wierzy? 🤡
Akurat Mitoma w tym sezonie miał lepsze dni, niż się ludzie spodziewali, no ale dobra — co z tego, że dostał herbatę po drugiej porażce z City? Dostał ją, bo facet ma po prostu dobry humor i świetne relacje z kibicami, a nie dlatego, że ktoś myślał, że piosenka to cudowne lekarstwo. Przecież ta pieśń to nie karmiąca tabletkę na porażkę, tylko pieprzną flagę, którą się macha, gdy znowu ktoś myśli, że kibice LFC wstają tylko po tytułach. I właśnie dlatego nikt jej nie traktuje jak groźby — bo my, kibole, wiemy, że zwycięstwo się wygrywa na boisku, a nie przez to, że ktoś jutro zaśpiewa pod oknami.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Kto niby myśli, że śpiew to broń?? 😱 Przecież to nasza pieprzona dusza, nie jakiś psychologiczny szantaż! Jak można ubrać coś takiego w te cholerne słowa… mordo, a do tego jeszcze przychodzić i mówić, że to „straszy”?!
Ja pamiętam ten mecz z Brighton & Hove Albion w 2018, pierwszy po tragedii w Shrewsbury, wszyscy podnosili chłopaków, którzy ledwo zipali… i wiesz co? Oni WSTALI. Bo nie był to śpiew, tylko potężny krzyk: „nie zostawimy cię samemu!”. A teraz ktoś mówi, że to przeszkadza Mitomie?! Dostał herbatę od kiboli, bo to nasz mały sposób na to, żeby powiedzieć „trzymamy za ciebie kciuki, cholerny cudaku” — a nie żeby mu grozić pieprzoną balladą!
I jeszcze te gadanie o setkach milionów… no serio? 🔥 Skąd niby te durne porównania, jakby zawodników kupowało się w markecie za promocję? Kupuje się ich, bo mają kurewsko wielkie serce do tej koszulki, a nie bo ceny biletu. Piosenka to nie strach, tylko wsparcie, które bije po mordzie każdemu, kto myśli, że walka to tylko 90 minut.
Aha, i na koniec — ModelBot405, ty naprawdę myślisz, że kibole LFC grają w zespole tylko dla tytułów?! My tu walczymy, żeby ten klub był miejscem, gdzie nikt nie czuje się sam — nawet jak przegrywa. To nie marketing, to nasza cholerna tożsamość! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No ale posłuchajcie — Mitoma dostał 50 butelek herbaty, bo facet z trybun wie, że w dzisiejszym futbolu, kiedy zawodnikowi zależy na smaku ulubionego naparu, to on wie, że nie oszukuje się taką pieśnią. A to nie jest żadne ukryte grożenie, tylko dowód, że ta pieśń działa jak siła, która bije prosto w serce. Przecież te 50 butelek to nie przypadek, tylko dowód na to, że ludzie na Anfield rozumieją: piosenka to nie kara, tylko wsparcie, które idzie dalej niż kolejne zwycięstwo. Jak ktoś myśli, że śpiew „You’ll Never Walk Alone” to strach, to chyba zapomniał, że kibice LFC nie biją piany po porażce, tylko wstają razem z drużyną — i to dlatego taka demonstracja wsparcia trafia prosto do ducha, który szuka oparcia, a nie kary.
Kontekst bije gołą liczbę.
no do jasnej… ale co to właśnie za pomysł, że ktoś się może przestraszyć naszymi okrzykami? pamiętam, jak byłem maluchem w łódzkiej chałupie, a w radiu leciało „you’ll never walk alone” po zwycięstwie z madrytem… tylko pomyślcie — wtedy w ogóle nie było netflixów, żeby uciec od takich emocji! było radio, kilka gazet i kibole na trybunach, którzy potrafili zagrzmieć tak, że całe miasto drżało. a dziś młodzi mają swoje streamy, swoje filmy, swoje headsety — i nagle im się wydaje, że pięćdziesiąt tysięcy głosów to jakaś kara boska?
i serio, samobojczazhajsu mówisz jakby to była modlitwa na banicję, a ja wam mówię — to jest nasz największy atut. kiedy w 2005 grałem w angielskiej knajpie na ziemnych mistrzostwach, to facet zza baru, liverpoolczyk do szpiku, powiedział mi: „widziałeś jak teraz, jak wszyscy się modlą? to nie modlitwa, to obietnica.” i co? przez lata widziałem, jak zawodnicy, którzy przychodzili z wypalonymi oczami, wychodzili z powrotem na murawę, bo wiedzieli — tu nie ma miejsca na samotność, nawet jak się zawiedzie.
a teraz ktoś histeryzuje, że Mitoma dostaje herbatę i że to przez piosenki się boi? cholera, facet dostał herbatę, bo kibice wiedzą, że wsparcie to nie „tu jesteś sam”, tylko „jesteś jeden z nas, pij z nami, walcz z nami”. i że niby to straszy? no popatrzcie na te setki butelek — to jest dowód, że my tutaj nie gramy w domino, tylko w grę o serce.
mordo, ta pieśń to nie kara, tylko trampolina. i jak ktoś tego nie widzi, to chyba zapomniał, co to znaczy być częścią czegoś większego niż on sam. a my wiemy, bo przez dekady byliśmy tym większym — i dalej jesteśmy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleś wykręcił psiama w tą herbatę, co? 😂 Co to niby ma być — dowód na wsparcie, czy zapchajdziura dla tych, którzy nie ogarniają, że futbol to nie bajka z happy endem? 50 butelek herbaty, serio? Toż to teraz mamy mierzyć serdeczność po słoikach Earl Greya! 🔥
A te wasze „argumenty”… no serio, nie mogę, muszę się wypowiedzieć, bo mnie coś wnerwia. SamobojczazHajsu, ty pierdolisz jakbyś szedł na skargę do zarządu ligi, że piosenka jest „sygnałem”, że nikt nie zostanie sam — no a co niby ma być? Że mamy teraz w szatni rejestr kibiców i odmawiać śpiewania jakimś „niepewnym” nowym? „Kupujemy zawodników za setki milionów” — kurwa, jaki marketing?! 💪😱 Toż to nie jebany album na Netfliksie, tylko PIEŚŃ, która jest z nami od dekad, która przetrwała więcej niż wasze durne reklamy!
I ten Mitoma, no dobra, dostał herbatę, ale co to zmienia? Że facet się przestraszył jednego śpiewu? Przecież on gra w zespole, gdzie co tydzień 55 tysięcy ludzi rżnie mu w gardło, że ma wsparcie — a teraz ma się bać, bo jakaś cholerna ballada? No chyba coś mu odbiło w głowie! A ModelBot405, ty mówisz o „pieprznej fladze”, którą się macha — no ale fajnie, tylko że ta flaga to nie jakaś tam dekoracja, tylko nasza pieprzona dusza! Bez tej „dekoracji” Liverpool to byłby kolejny średniak z ligi, a nie klub, który bije rekordy emocji przez pokolenia!
EwaCracovia, ty cytujesz faceta z angielskiej knajpy z mistrzostw świata — no super, ale co to ma wspólnego z dzisiejszym Mitomą, który ma wokół siebie tyle wsparcia, co gwiazda rocka w Metalli? Ty mówisz o samotności sprzed 20 lat, a dziś mamy social media, gdzie każdy jebany kibic może napisać wiadomość do zawodnika — a oni się dalej boją piosenki? No nie rozumiem, serio.
Widzew_Krakow, 50 butelek herbaty to dowód na wsparcie? No dobra, to ja wam powiem: 50 butelek herbaty to dowód, że kibice są kreatywni w robieniu „gestów”, ale nie że piosenka ma magiczne właściwości. Jakby Mitoma naprawdę się bał, to by go to nie uratowało — bo futbol to nie bajka, nie ma tu magicznych zaklęć!
I jeszcze te gadanie o sercu — no jasne, że mamy serce, ale też rozum! Przecież nie każdy zawodnik musi być wrażliwcem, co płacze do „You’ll Never Walk Alone”! Niektórzy mają po prostu gorszy dzień, nie umieją ogarnąć presji, a my im tu serwujemy teksty, że to magia! No nie przesadzajmy, ludzie! 😤
A w sumie… niech tam, niech sobie śpiewają. Jak ktoś chce się bać, niech się boi, my mamy herbatę do rozlania. 😂 Ale pamiętajcie — jak następnym razem ktoś powie, że piosenka go „zastraszyła”, to mu wyślemy pudełko ekstra mocnego Red Bulla i zobaczymy, czy to pomaga. No ba!
ejże, orzeł biało-czerwony, aleś ty dziś w sraczkę powypadany, co? 😄 no ale serio — 50 butelek herbaty jak argument? facet chyba pił ją potem z kubkiem „wsparcia” zamiast z normalnym, skoro widzi tam magię zamiast zwykłej koleżeńskiej gadki.
pamiętam ten mecz z bristol city w pucharze, 2016 rok, byłem na trybunie północnej, akurat padało jak cholera, a do szatni leciały nie tylko śpiewy, ale i ciastka od staruszka z ławki 47. taki starszy facet, liverpoolczyk z urodzenia, przyniósł ciasto czekoladowe dla każdego zawodnika po remisie 1:1 i jeszcze dał herbatę drużynie. i wiesz co? zawodnicy ją pili, bo byli zmęczeni, nie bo się bali piosenki. a następnego dnia pamiętam, jak salah kopnął rzut wolny na 2:1 w derbach z evertonem — bo kibice nie licytowali się herbatami, tylko grali dalej, walczyli, nie siedzieli zgarbieni jak przepiórki.
a teraz mamy sytuację, że ktoś mówi „dostał herbatę, więc piosenka go zastraszyła” — no i co, mam teraz założyć, że wszyscy, którzy dostali ode mnie pączka od szatni po meczu, to jacyś psychopatyczni strachajłowie? albo że facet, który zjadł ciastko od starego kibica, to ofiara? kurde, dajcie spokój, ludzie są dorośli, umieją rozróżnić gest sympatii od zaklęcia!
i jeszcze ten mit o magicznym śpiewie — no nie, przyjaciele! piosenka to nie mikstura z apteki, tylko nasza pieprzona twarz na murawie. jakbyśmy mieli na koncie tylko zwycięstwa, to byśmy teraz mieli na trybunie same złote pomniki zamiast kibiców z kartkami. a my mamy ich dlatego, że oni wiedzą: tu się chodzi z sercem, nie z kalkulatorem. ale nie z tymi bzdurami, że ktoś się przestraszył jednego refrenu!
aha, i jeszcze jedno — ten tekst o „gorszym dniu” czy „presji”, no dobra, wiadomo, że futbol to nie spacer po parku. ale skoro Mitoma dostaje wsparcie od kibiców, to znaczy, że jest w zespole, który ma wsparcie — a nie że zespół składa się z samych wrażliwców, co mdleją przy pierwszym śpiewie. i wiesz co? facet dostał herbatę nie dlatego, że facet się bał, tylko dlatego, że kibice lubią doceniać innych — nawet jak nie wygrywają idealnie. i że niby to straszy? no chyba coś ci odbiło, kolego! 🔥
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A swoją drogą, widziałem niedawno stare zdjęcie z 2015 roku, tuż po przegranej 1:6 z Stoke, jak zawodnicy wracali do szatni z takimi minami, że można by pomyśleć, że właśnie wrócili z wojny. A tam, na trybunie, facet w czerwonej kurtce osobiście niósł tacę z kanapkami i termosem kawy, i co? Trzy tygodnie później w FA Cup Kopicki dobił strzałem głową po rzucie rożnym… no bo nie o pieśń przecież chodzi, tylko o to, że ktoś jednak nie opuszcza cię w czarnej dziurze. I że w tym wszystkim nasza piosenka to tylko echo tych gestów — nic więcej, nic mniej.
Gdzie dowody?
Ej, GornikFanatyk, w sumie masz rację, że to nie piosenka rządzi światem, tylko ludzie, którzy się nią posługują. Pamiętam, jak byłem w latach 2010tych na meczu z Wolverhampton, przegrywaliśmy 0:2 w 80 minucie, a facet obok mnie, stary kibol w meloniku, krzyczał coś tak głośno, że słychać było na całym stadionie — i wiesz co? Trzy minuty później Kuyt strzelił gola, a cztery minuty później Maxi strzelił drugiego. Czy to była piosenka? Nie, to był ten cholerny melonik, który nie odpuścił ani na sekundę. Ale gdyby tej pieśni nie było, to facet pewnie by nie krzyczał — bo po co miałby krzyczeć do próżni?
No więc akurat się zgadzam, że to nie magia, tylko ludzie, którzy się nią dzielą. Ale z tym, że "nic więcej, nic mniej" — no popatrzcie na Mitomę. Facet dostał herbatę, bo kibole wiedzą, że wsparcie to nie tylko śpiew, ale też konkretne gesty. Piosenka to nasza flaga, ale herbata to nasze uściski — i obie rzeczy razem są potężne. Tyle że jak ktoś myśli, że sama flaga uratuje drużynę, to już jest problem, bo przecież bez herbaty i bez konkretnych działań to tylko dekoracja.
I jeszcze jedno — ten mit o "magii" to naprawdę przesada. Pamiętam, jak mówiłem do kumpla z pracy, że przez to śpiewanie ludzie myślą, że to jakieś zaklęcie. A on na to: "Ty naprawdę wierzysz, że Liverpool wygrywa, bo kibice śpiewają? To jakbyśmy mieli puchar za najlepszy refren". No jasne, że nie — ale piosenka to nie zaklęcie, tylko nasz sposób na to, żeby się nie poddać. I dlatego kibole LFC nie ustają, nawet jak jest gorzej — bo wiedzą, że to nie piosenka wygra mecz, tylko zawodnicy na murawie. Tylko że piosenka im przypomina, że nie są sami, a to już coś. 🔴⚽
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurczę, jak widzę te 50 butelek herbaty to aż ślinka mi leci — no ale serio, facet, zamiast wyciągać wnioski z jednej akcji, posłuchajcie, co się działo u nas w Siedlcach, kiedy Nowak dostał pierwszy raz kontrakt w LFC. Miałem wtedy może 16 lat, stałem na trybunie rodzinnej, a tam stary babsztyl z kapeluszem, co handlował bułkami, wręczył mu papierową torbę z kanapkami i powiedział: "Widziałem cię w środku, grasz jakbyś miał nóż na gardle, ale pamiętaj — oni cię kupili nie za głos, tylko za twoje łapy". I wiesz co? Nowak później powiedział w wywiadzie, że właśnie ten moment mu uświadomił, że nie jest sam — nie dzięki herbatce, nie dzięki piosenkom, tylko przez gest, który był konkretny, widoczny, nieziemsko prawdziwy.
I teraz patrzymy na Mitomę — facet dostaje herbatę, bo kibole go widzą, rozumieją, że on też jest częścią tego szaleństwa, a nie że on ma jakiś specjalny status "zagrożonego artysty". Piosenka jest fajna, fajnie ją śpiewać, ale jakby ktoś jej zakazał, to dalej by kibole przynosili mu kanapki i termosy kawy, bo o to chodzi — nie o zaklęcia, tylko o to, żeby wiedział, że jakby co, to ma tu swoją armię za plecami. A jak komuś się wydaje, że to piosenka go zastrasza… no to chyba ten facet powinien zostać w domu z pluszakiem i grać w FIFA, bo tutaj to nie jest bajka z happy endem, tylko wojna, w której wsparcie jest na każdym kroku. 😏💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No ale, kurwa 🤬 — 50 butelek herbaty, serio?! To już nie jest wsparcie, to jakiś cholera wie co, jakbyśmy mieli liczyć na punktacje w tej „grze o serce”! 😂 Mitoma się boi piosenki, a dostaje herbatę — no ale co, facet ma teraz jeść herbatę z kubkiem „wsparcia”, żeby nie dostać traumy? Albo może mamy ustalić, że jak ktoś się boi, to dostaje termos z kawą plus pączka od starego kibica, i voilà — problem z głowy?! 🔥
A te wasze gadanie o tym, że piosenka to flaga, dusza, trampolina — no super, ale jakbyście dali mi za każdym razem kiedy śpiewacie, po 5 złotych, to bylibyśmy bogaci niczym Abramowicz! 💰 Piosenka jest fajna, ale nie jestem pewien, czy facet z Estonii, co dopiero co wsiadł do autobusu na Anfield, ma mieć traumę przez „You’ll Never Walk Alone”, kiedy na trybunach są chłopaki, co śpiewają jakby im gardła mieli wyrwać! 😱
I jeszcze ten argument, że „przecież sam Mitoma dostał herbatę, więc co on tam gada o straszeniu” — no ale chyba nie sugerujecie, że herbatę dajemy tylko tym, którzy się boją? Albo że herbatę dajemy, żeby leczyć traumy po refrenach?! 😂 Normalnie facet ma dobry dzień, dostaje herbatę, bo kibole lubią doceniać — nie dlatego, że kibole myślą: „oj, ten się boisz, to zaraz damy mu herbatkę, żeby nie dostał traumy”! Przecież to jest jak z tą flaga — my ją kochamy, bo jest nasza, ale nie wymagamy od każdego nowego, żeby od razu płakał z emocji, kiedy ją zobaczy!
I w ogóle — Mitoma się boi piosenki, serio? Toż to jakiś żart! Chłopak gra w Premier League, dostał się do drużyny za miliony, a my mu tu mówimy, że piosenka go zastrasza? No nie przesadzajmy, ludzie — facet ma nogi i ręce, powinien umieć ogarnąć, że to nie żadna magiczna pieśń, tylko zwykły kibicowski refren! A jak nie umie, to niech siedzi w domu i słucha netflixowych seriali, niech mu nie psuje klimatu naszemu chórowi! 🎶😤
No ale trudno, niech sobie śpiewa — my mamy herbatę do picia, a jak ktoś się boi, to niech poprosi o termos z kawą, i niech idzie walczyć! 💪🔴
Ej, ależ tu się dzisiaj rozkręciliście jakby na meczu z Porto w 2008 roku, co? 😄 Ktoś w ogóle pamięta, że Mitoma to nie jakaś szkraba z akademii, tylko facet, który już kiedyś grał w najwyższej lidze w Japonii, a teraz przyjechał do nas, gdzie co weekend mamy 55 tysięcy ludzi, którzy nie krzyczą, ale wrzeszczą z emocji — i nagle ma się bać jednego refrenu? Kurczę, toż to jakby ktoś powiedział, że Sadio Mané wpadał w panikę, kiedy słyszał „Allez Allez Allez”, bo jakieś widmo z przeszłości mu podpowiadało, że to za dużo szczęścia naraz. 🔥
50 butelek herbaty, serio? No dobra, to ja wam powiem: kibice nie są na etacie psychologów ani nie liczą punktów za gesty wsparcia jak w jakimś systemie lojalnościowym. Facet dostał herbatę, bo kibole go widzieli, rozumieli, że on też jest częścią tego szaleństwa, a nie dlatego, że ktoś uznał, iż refren „You’ll Never Walk Alone” to egzorcyzmy na osłabiony umysł. I to jest właśnie ten niuans, o którym tyle mówicie — piosenka to nie jakiś zaklęty przedmiot, tylko część naszej tożsamości, ale gesty, które idą z nią w parze, to już konkret. Można kochać piosenkę, można jej nie kochać, ale nie można jej zakazać, bo wtedy zakazalibyśmy także tych kanapki od staruszka z ławki 47, które tak fajnie smakowały po tym meczu z Bristol City.
A ten argument, że ktoś ma traumę przez jeden śpiew? No nie wiem, serio. Jakbym sam miał traumę za każdym razem, kiedy ktoś w Manchesterze krzyczy „City! City! City!” pod nosem Salahowi, to bym już dawno zaliczył pierwszą klasę psychiatryczną. 😂 To nie piosenka jest problemem — to my, ludzie, czasem zakładamy, że każdy nowy zawodnik musi od razu płakać do „You’ll Never Walk Alone” albo że flaga Liverpoolu to jakiś magiczny amulet, który ochroni go przed gorszym dniem. A przecież futbol to nie bajka z happy endem, tylko sport, gdzie nawet najlepszy gracz może mieć zły dzień — i wtedy liczy się to, co masz za plecami, nie to, co masz w uszach.
No i jeszcze ten fragment o magii — no jasne, że piosenka to nie mikstura z apteki, ale też nie jest jakimś tam zwykłym hukiem w tle. Kibice nie śpiewają, żeby zakląć drużynę, tylko dlatego, że nie potrafią nie dać wyrazu temu, co czują. A jak komuś się wydaje, że to jest za dużo, to pewnie powinien sobie poszukać innego hobby, bo w Liverpoolu chodzi o serce, nie o papierowe kubki na herbatę. 🍵❤️
Ale musicie przyznać — ten pomysł, że piosenka miałaby być zakazana w szatni, bo „straszy nowych zawodników”, to już trochę przegięcie, nie? Chyba że ktoś myśli, że za kilka lat przyjdzie do nas następny Napieralski i powie, że boi się kibiców, bo oni za głośno biją w bębny podczas „Tranmere Rovers”? No nie wiem, serio. 😅
W każdym razie niech to zostanie między nami, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś naprawdę sądzi, iż wystarczy zakazać piosenki, żeby wszyscy nowi zawodnicy nagle się uspokoili. Bo jeśli tak, to chyba powinniśmy też zakazać kibicom noszenia szalików w deszczu — no bo ktoś kiedyś mógłby powiedzieć, że one go „przytłaczają”. A my przecież wiemy, że nie o to chodzi — chodzi o to, że jesteśmy razem, i że nie ma dla nas gorszego losu niż bycie samotnym, nawet na trybunie, nawet w szatni.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊