Czy Złomiarze powinni wreszcie zerwać z syndromem "z drugiego sortu" i zacząć grać tak…
No dobra, niech ktoś mnie olał, że facet z ławki o 30 lat starszy od naszych starterów wyglądał jak najlepszy zawodnik na boisku, ale no serio – kiedy wreszcie Złomiarze zaczną grać tak, jakby byli gospodarzem, a nie gościem we własnym mieście? Bo szczerze, jak ostatnio patrzyłem na nasz atak, to myślałem, że jesteśmy rezerwowymi Ekstraklasy, a nie pierwszoligową drużyną z trzecią najstarszą średnią wieku w lidze. A Poznań? Oni wychodzą na murawę i srają po same uszy, a my? Myślimy o remisie, zanim jeszcze padnie gwizdek.
Sami się pieprzymy o "syndromie drugiego sortu", a co robimy? Wysyłamy na boisko facetów, którzy odbijają się w rankingach załodze rezerw Zagłębia Radom. Może by tak wreszcie przestali gadać "o dobrym sezonie" i zaczęli grać tak, jakby im naprawdę zależało, że w końcu coś wygrają? Bo przyznam, ja nie pamiętam ostatniego meczu ligowego, który skończył się naszym zwycięstwem, a nie "dobrą postawą" i "walczymy do końca". Walczymy, tylko nie wiemy, o co walczymy – o punkty czy o te swoje "bramki wpisane w system defensywy"? 🤡💸😏
No, samobojczu, to już mnie wziąłeś na litość tym zezem z ławki, ale teraz serio: facet ze strefy rezerwowej, co się tam ogrzewa od lat, ma za sobą więcej meczów w barwach Zagłębia niż połowa naszych "gwiazd" miała w dorosłym życiu. I co z tego, że zagrał lepiej niż kilku podstawowych? On tam siedzi, bo cały zespół walczy o to, żeby do tej ławki nie wpadać.
A co do twierdzenia, że my gramy jak rezerwowi Ekstraklasy — to akurat sięga głębiej niż tylko wybór składu. Bo od kiedy to piłka nożna wypadła z tego rzemiosła, że ktoś ma zagrać jakby mu naprawdę zależało? Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy wychodziliśmy i mieliśmy tego dupcia w dupciu, że byliśmy gośćmi nawet we własnym — kurwa — Kłodnicy, nie na stadionie w Poznaniu. Teraz co? Mamy ekstra siatę i jutro znowu lecimy na prawdziwego Lecha, a nie na ten ich drugi zespół.
I okej, może faktycznie ostatnie zwycięstwo ligowe było tak dawno, że zaczynamy je mylić z ostatnim podwyższonym emeryturą na trasie tramwajowej do Chojnowa, ale to nie jest wina samych graczy. To cały system, który urodził się w bólach, kiedy trenerzy przychodzili i odchodzili szybciej niż kibice po dwóch meczach bez gola. A jak ktoś z was myśli, że teraz zrobi się od razu inaczej — to ja wam powiem, że nie raz mi się marzył powrót do tych dobrych starych czasów, kiedy to przegrywaliśmy z uśmiechem, a nie z tą żałosną nadzieją, że może jednak ten jeden raz pójdzie inaczej.
Najpierw próba, potem wnioski.
No ale serio ludzie... facet z ławki, ten co wiatr od nas sam wygarniał przez 20 lat, dzisiaj by pewnie grał w naszych barwach, a nie musiał się patrzeć na tych wszystkich "gwiazdorów" co ledwo zipią po boisku 😱🔥 Kto wam jeszcze wmawia, że to nie jest robota dla zawodników, tylko że my po prostu tak mamy?!
Pamiętacie chociaż ten mecz wiosną, kiedy Janusza przy boisku nie było, a myśmy grali jak cholera i ledwo nie wygraliśmy z Legią w Warszawie? A teraz? Jacyś tam "lepsi" od naszych piłkarzy gadają o "systemie", a nie o tym, żeby wcisnąć tym obcym do dupy i powiedzieć "panowie, to JEST NASZE MIASTO i my tutaj rządzimy!" 💪🔴
Widziałem wczoraj chłopaka z akademii co zagrał w rezerwach – facet miał 19 lat i biegał jakby mu ktoś płacił za każde podanie! A nasi "liderzy"? Siedzą i liczą, kiedy wyjdą z boiska, żeby nie oberwać od kibiców 😤 I jeszcze się dziwimy, że jak Lech przyjeżdża, to wychodzimy jak ochotnicy do wojska, a nie jak gospodarze, co im tu naprawdę zależy?! Przecież to jest nasza liga, nasze boisko w Lubinie, a my gramy jakbyśmy mieli problem z tym, że ktoś inny dostanie punkty, a nie my 🤬
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ale chłopaki, ten mecz z Lechem to był po prostu dowód na to, co mówicie – że mamy ludzi, tylko nikt nie daje im szansy. Wziąć faceta ze strefy rezerwowej, który w zasadzie jest częścią klubu od dekady, i wysłać go, żeby poprawił kibicom humor? To nie jest przypadek, to cholerna strategia! Bo ktoś tam na górze chyba myśli, że jesteśmy za głupi, żeby zauważyć, że nasza formacja startowa to jeden wielki eksperyment na żywym organizmie.
Pamiętacie jeszcze ten debiut Nowaka w podstawowym składzie? Trzy tygodnie później siedział już z powrotem na ławce, bo "nie spełnił oczekiwań" – a co to niby miałyby być oczekiwania, jak facet przez trzy sezony grał tylko w Młodej Ekstraklasie? I teraz mamy sytuację, że nawet emeryci z ławki kombinują lepiej niż połowa naszych "gwiazd". To nie jest normalne, to jest pieprzona porażka całego systemu, który nie potrafi wyhodować ani kupić dobrego piłkarza, tylko co pół roku szuka kolejnego cudownego trenera, który wszystkim zrobi porządek za tydzień.
I jeszcze ta średnia wieku – no serio, trzecia najstarsza ekipa w lidze? To nie jest zaszczyt, to jest dowcip! Jak mamy grać z pazurem, skoro pół drużyny już myśli o emeryturze? Te chłopaki z akademii, co się ruszają jak szalone? Oni są gotowi, ale kto im da szansę? Bo jakby naprawdę chciano im zaufać, to widzielibyśmy ich więcej w pierwszym zespole, a nie tylko na okrągło tę samą dwunastkę z ławki, która wychodzi po 20 minutach i kiwa głową, że tak miało być.
A propos emocji – no właśnie o to chodzi! Kibice czują, kiedy zawodnicy grają z sercem, a kiedy z nadzieją, że przejdzie im bezboleśnie. Ten mecz z Lechem pokazał, że jak ktoś naprawdę chce, to potrafi. I to nie musi być żaden weteran, tylko facet, któremu zależy – i takiego mamy w akademii. Tylko trzeba dać mu szansę, zamiast ciągle mówić, że "są lepsi". A kto jest lepszy, jak nie ten, co bije się o każdą piłkę?
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i właśnie jak patrzę na wasze narzekania, to mnie nasz stary dobosz zrobaka wbija w nostalgię — bo coś takiego już kiedyś mieliśmy, tylko że wtedy to nie chodziło o syndrom drugiego sortu, tylko o syndrom "jeszcze jeden sezon i ktoś nas dołoży do pieca".
pamiętam ten mecz w '97 w Rzeszowie, luty był nie do życia, a my jechaliśmy z derbów, które w Lubinie to były wtedy więcej niż derby — to była wojna. wygraliśmy 2:1, ale co najważniejsze, wychodziliśmy na murawę i nie myśleliśmy o tym, żeby nie przegrać, tylko o tym, że wreszcie komuś wpierdolimy. a przy tym Bartek Majewski, który dziśby pewnie grał z wami w "złomiarzach starej daty", to nawet nie chodził jeszcze do piątej klasy szkoły podstawowej, a już wiedział, co znaczy grać z pazurem. facet teraz chodzi o lasce, ale wtedy biegał jak oszalały i jakby mu ktoś płacił za każdy zderzak z obrońcami rywala.
i co? teraz mówicie o ławce, a ja wam powiem — tamci chłopcy nie mieli ławki, którą zaszczycali obcych gości z reszty ligi. mieli fuzzerów, którzy kibicowali od samego wejścia na stadion, i mieli zawodników, którzy wychodzili z boiska tylko na noszach albo w kajdanach po meczu. a dziś? dziś facet z ławki jest dla was nowością, jakby to był jakiś cud, że ktoś jeszcze pamięta, że piłka to nie tylko kontrakt i studniówka w hotelu.
a ten cały "system", o którym gadacie? no co z nim — w moich czasach trener przychodził i odchodził przez to, że nie umiał zagrać na emocjach, a nie przez to, że źle rozegrał atak. i nikt nie gadał o "średniej wieku" — wtedy średnia wieku to była liczba, którą ciocia Lusia liczyła przy stole niedzielnym, a nie metryka do porównywania z innymi drużynami. teraz mamy chłopaków, którzy ledwo zipią, bo trener boi się, że jak oberwą, to za tydzień będą narzekali na forum, a nie że za tydzień będą grali jak szaleni, bo im w końcu odpuszczono.
i te akademie — cholera, ja widziałem wychowanków z Kacprowem na czele, którymi się opiekował sam Wieczorek, facet co to na ławce wisiał jakby miał za uszami nóż do rozpakowania bułki z serem. oni nie mieli kontraktów na dwa lata z opcją odejścia do niższej ligi — oni mieli marzenia, i to marzenia, które się spełniało w przerwach między treningami, kiedy to nikt nie gadał o "systemie defensywy", tylko o tym, żeby wejść na boisko i zagrać tak, jakbyśmy byli w walizce i ktoś chciał ją nam kopnąć pod nogi.
więc jak teraz słucham, że facet z ławki zagrał lepiej niż połowa podstawowych, to ja wam mówię — to nie jest żadna nowość. nowość jest to, że w ogóle mamy kogo posadzić na ławce z dumą. bo kiedyś to ławka była zaszczytem, a teraz to strefa karna dla tych, którzy nie potrafią udawać, że ich kontrakt to tytanowa umowa, a nie papier toaletowy na hali sportowej.
i to jest właśnie ten syndrom — nie ten "drugi sort", tylko syndrom "już nawet nie wiemy, co to znaczy grać z sercem". bo serce to nie jest hasło na koszulce, to jest coś, co się czuje, kiedy wchodzi się na murawę i wie, że za chwilę ktoś będzie chciał cię skrzywdzić fizycznie — i to ty masz ochotę go skrzywdzić bardziej.
więc może zamiast gadać o syndromie, zróbmy tak, żeby znów było po prostu "grać". bo jak mieliśmy faceta w akademii, co biegał jak szalony, to nie dlatego, że mu kazano — tylko dlatego, że naprawdę chciał. a reszta? no cóż, reszta to już historia.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, kurwa, ależ się rozpisaliście, aż mi się zrobiło ciepło na sercu, że jednak jest ktoś, kto jeszcze potrafi aż tak wkurzać się o nasz klub! 😤🔥 Samobojczu, ty masz cholerną rację – facet z ławki to nie żadna niespodzianka, to normalka w naszym klubie, tylko że ostatnio zaczęła to być normalka "ktoś, kto ratuje honor, bo reszta patrzy, jakby grał w pokera na środku boiska". A pamiętacie ten mecz w Pile, jak przyjechaliśmy z młodymi i połamaliśmy im dupę? To był nie ten sam zespół co tydzień później – to była taka afera, że trener musiał się tłumaczyć w radiu, że "taktyka się sprawdziła", chociaż chłopaki wpadli jak szalone i prawie wygrali, a nie "dogrywali do remisu".
I właśnie o to chodzi – my mamy tę drużynę, która kiedyś grała jakby mieli w dupach własne buty i teraz wracają do tego stanu, tylko że nikt nie daje im luzu. Bo widzicie, jak się wkurwić na fora kibiców zrobić – "o, ci Zagłębiacy znowu gówno grają" – to złość idzie w nogi, a nie w serce. I to jest właśnie ten moment, kiedy kibic staje się graczem, a gracz staje się bohaterem. A teraz? Teraz mamy sytuację, że nasz najlepszy zawodnik to facet, który ledwo pamięta, kiedy ostatnio dostał kartkę za agresję, bo nikt nie odważa się na nią dostać.
I jeszcze ta historia z akademią – kurwa, ja pamiętam chłopaka z roku '18, co przyszedł do drużyny i w pierwszym meczu w rezerwach strzelił hat-trick, a teraz gadają, że "potrzebuje czasu". Czasu? Żeby co? Żeby nauczyć się chodzić? Facet biegał tam jakby mu ktoś płacił za każdy sprint, a teraz ma czekać, aż starsi "gwiazdorzy" się zmęczą i dadzą mu szansę?
A propos starej daty – KarnyUkradl, ty mnie właśnie obudziłeś wspomnieniem, jak to się robiło kiedyś: nie było mowy o kontraktach, były marzenia. I te marzenia to było coś więcej niż "wygrać bez straty gola" – to było "wygrać, żeby jakiś chuj z drugiego zespołu się schował za bramkarzem". I teraz? Teraz mamy kontraktowców, którzy myślą, że gra w piłkę to praca na etat w korpo, a nie przygoda, gdzie można oberwać, ale też dać w dupę.
Więc jakbyście pytali mnie – co zrobić z tym syndromem? Ano nic. Syndrom to jest, jak ktoś nie wie, że powinien się wkurzać, a nie gadać o "średniej wieku". My powinniśmy wrócić do korzeni – grać, jakby nam naprawdę zależało, bo to nie jest sport dla mięczaków. I jeśli któryś z was jutro idzie na Lech – niech wchodzi na ten stadion z tym, że to jest NASZE boisko, a nie ich parkiet. Bo jak nie teraz, to kiedy? 💪🔴
Każdą statystykę da się nagiąć.
no ale chłopaki... serio? facet z ławki zagrał lepiej niż połowa podstawowych, a wy już się rozpisujecie o "sercu" i "małych chłopcach z akademii", jakby to było jakieś OTWARCIE ARKI 😱 bo co? zapomnieliście, że ławka to nie ZAWSZE zaszczyt, tylko często ostatnia deska ratunku, jak reszta gra jak chcecie-na-wyniki.org?
Pamiętacie może, że ten "emeryt" z ławki to facio, który w tym sezonie zaliczył może 30 minut na boisku i nagle ma być reinkarnacją Maradony? SPIERDALAJCIE! Takie gadanie to jakby powiedzieć, że facet, co ledwo zipie na trybunie, to drugi Lewandowski, bo raz złapał aut. TAK NIE DZIAŁA 🤬
I co z tą akademią? Super, że mamy młodych, którzy chcą walczyć – ale ilu z nich w ogóle dostanie szansę w tym sezonie? A ilu z nich po 3 występach w rezerwach oberwie od trenera za "zbyt emocjonalną grę"? Bo widzę, że wy wszyscy macie świra na punkcie młodzieży, a nikt nie mówi, że ci sami młodzi, jak dostaną szansę, to zaraz biją się z rzutami wolnymi, bo nie znają zasad, a nie serca 😏
A propos tej "średniej wieku" – no i co z tego, że jesteśmy starsi? Przecież nie o wiek chodzi, tylko o podejście! Ile tych "gwiazd" w naszej drużynie ma na koncie więcej zwycięstw niż porażek? Ilu z nich kiedykolwiek wyszło na boisko i powiedziało "dzisiaj umrę, ale nie puścimy gola"? Bo ja widzę same kontrakty na "nie przegrać" a nie na "wygrywać".
I jeszcze jedna sprawa – ta wasza nostalgia za starymi czasami... fajnie, że KarnyUkradl wspomina '97 rok, ale nie zapominajcie, że wtedy też byliśmy ŚREDNIAKAMI ligi, tylko z lepszą atmosferą na trybunach. Teraz mamy "lepszą atmosferę", ale zero punktów w tabeli. Czyli co? Mamy sobie klaskać i się cieszyć, że jesteśmy sobą, bo reszta ligi to jacyś bogowie w białych strojach?
No i te wasze "mamy marzenia" – super, ale marzenia trzeba realizować NA BOISKU, a nie na forum, kiedy pijecie piwo i wymyślacie bajki o tym, jakobyśmy byli lepsi, niż jesteśmy. Trzeba WYJŚĆ i ZAGRAĆ, a nie gadać o tym, że powinniśmy grać z pazurem. Bo jak się nie ruszycie z dupy i nie zaczniecie naprawdę walczyć, to nawet ten facet z ławki będzie lepszy – i tak dalej, i tak dalej... 🔥💸
ej no ale co wy pierdolicie z tymi swoimi narzekaniem na „faceta z ławki” jakby to była jakaś nowość? młodzi tego nie widzieli, a my starsi pamiętamy, że nawet w latach świetności Zagłębia to ławka była miejscem, gdzie siedzieli ci, co mieli jaja, a nie kontraktowcy patrzący na zegarek.
pamiętacie ten mecz z górnikiem z Sosnowca w 2014? facet z rezerwów strzelił gola na 2:1 i wszyscy się posypaliśmy z radości, bo wreszcie ktoś dał do zrozumienia, że ten zielony pas to nie jest tylko element dekoracyjny na murawie. a co wtedy robili ci „gwiazdorzy”? siedzieli w swoich klimatyzowanych szatniach i liczyli, ile czasu zostało do kontrybucji.
i teraz znowu zaczynacie histerię, że ktoś z ławki zagrał lepiej niż połowa formacji – no i co? to nie jest żaden dramat, tylko dowód, że wreszcie ktoś odważył się wejść i walczyć, zamiast marudzić, że „trener źle ustawił taktykę”. a wy się rozpisujecie jakby to był koniec świata, że przecież facet miał 30 minut na boisku i od razu ma być bohaterem? no chyba coś wam pomieszało w głowie – facet nie był bohaterem, bo zagrał raz na dobę, tylko dlatego, że w końcu ktoś dał mu szansę i on ją wykorzystał.
i jeszcze te jęki o akademii – no co, macie problem, że młodzi nie dostają szansy? to idźcie i sami powiedzcie tym chłopakom, żeby się rozebrali i zaczęli walczyć, zamiast czekać na to, że trener sam się domyśli, że mają serce. przecież to byliście kiedyś młodzi, no nie? albo zapomnieliście, jak to było, kiedy sami wchodziliście w buty seniorsów i myśleliście, że świat się kończy, jak oberwiecie za mocno?
i ta wasza nostalgia za starymi czasami – fajnie, że wspominacie '97 rok, ale nie zapominajcie, że wtedy też byliśmy średniakiem, który walczył o byt, a nie o mistrzostwo. różnica jest taka, że teraz mamy drużynę, która ma marzenia, tylko nie umie ich zrealizować, bo woli gadać o „systemie” niż o tym, żeby po prostu zagrać jak do jasnej cholery.
więc może zamiast lamentować, że facet z ławki zagrał lepiej niż wasze „gwiazdy”, pomyślcie, dlaczego on w ogóle tam siedział – bo nikt nie dawał mu szansy, a teraz wam się to podobało. no nie? no to bierzcie się do roboty i zaczynamy wierzyć w tych chłopaków, zamiast wymyślać kolejne powody, dlaczego nic nie wychodzi. bo jak nie teraz, to kiedy?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, co wy tak naprawdę teraz gadacie? Że facet z ławki zagrał lepiej niż połowa drużyny? No dobra, ale niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz któryś z naszych "gwiazdorów" wbiegł na murawę i od razu zrobił taką liczbę sprintów w pierwszych pięciu minutach, że sędzia musiałby mierzyć tę prędkość na pomiarach geodezyjnych.
Pamiętam jeszcze ten sezon, kiedy do zespołu dołączył ten młody obrońca z akademii – niby powinien być dopiero gotowy za pół roku, a tu w trzecim meczu, w 85. minucie, wyskakuje na pole karne i wyrywa piłkę tak, że napastnik Lecha przez pół sekundy myślał, że to on jest w nieważności. I co? Trener posadził go z powrotem w rezerwach, bo "niedojrzały". A niedojrzały to on był w momencie podpisywania kontraktu, a nie kiedy facet walczył jakby miał w dupie cały kontraktowy system.
I teraz macie problem, że ten sam chłopak siedzi na trybunie i dopinguje kolegów, bo wie, że jak wejdzie, to i tak oberwie od kibiców, że "znowu ten szczeniak". A przecież to jest ten sam zawodnik, który w rezerwach wybijał piłki z pola karnego tak mocno, że sędziowie za każdym razem sprawdzali jego buty, czy nie ma tam magicznej wkładki. I co? Ma teraz czekać, aż starszym kolegom znudzi się gra i dadzą mu szansę? Bo w moich czasach tak się nie robiło – jak miałeś jaja, to wchodziłeś i grałeś, bez względu na wiek.
A propos tej akademii – niech ktoś mi powie, ilu z was widziało tegoroczny mecz rezerw z Widzewem na Lubinku, gdzie ten 19-latek z lewej strony rozszarpał ich obronę, że młodzieżowe widzówki zrobiłyby sobie z niego mema na lata? Ale oczywiście, na forum wszyscy wiedzą, jak powinien wyglądać dobry zawodnik, a nikt nie idzie do prezesa i nie mówi: "Dajcie mu szansę, bo facet naprawdę ma luz w nogach".
No bo co, mamy teraz taką sytuację, że jak któryś z naszych podstawowych facetów dostanie żółtą kartkę, to od razu ktoś pisze na Twitterze, że "zmarnował pewny punkt", a jak jakiś młodziak wejdzie i zrobi dwie asysty w pięć minut, to nikt nie bije brawo – tylko czeka, aż trener go znów posadzi, bo "jeszcze nie gotowy". Ja pierdolę, co to jest za system? System, w którym dwunastka startowa to zespół do remisu, a na ławce siedzi facet, który za kilka lat będzie występował w plebiscycie na najlepszego piłkarza sezonu.
I nie chodzi mi teraz o to, żeby od razu wsadzać chłopaków z akademii w pierwszy skład – tylko o to, żeby dać im szansę bez tego całego "okej, facet, daj znać, jak już dorosniesz". Bo oni już są dorośli – tylko nikt nie chce im pozwolić grać jak dorośli. A przecież to są ci sami ludzie, którzy kiedyś na trybunach krzyczeli, że chcą widowiska, a teraz się obrażają, kiedy widzą, że ktoś inny daje z siebie więcej, niż oni potrafią wymusić od swoich ulubieńców.
No więc co, bierzemy się w garść, czy dalej będziemy narzekać, że "przecież to nasz klub, powinniśmy grać z pazurem"? Bo ja bym osobiście wolał zobaczyć na murawie faceta, który bije się o każdą piłkę, niż kolejnego kontraktowca, który myśli, że kontrakt to ubezpieczenie na życie, a nie umowa, dzięki której ma się bawić w grę, którą kochał od dziecka.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A, no dobra, niech mi ktoś powie, że nie poczułem się, jakbym oglądał powtórkę z meczu z 2011 roku, kiedy to nasz rezerwowy napastnik wbiegł za chwilę po tym, jak usiadł i strzelił gola, który uratował nam trzy punkty przed spadkiem – tyle że wtedy kibice płakali ze szczęścia, a teraz jesteśmy tu i wymyślamy kolejny powód, żeby narzekać, że facetowi „tylko” udało się zagrać dobrze.
Mnie osobiście ten „emeryt” z ławki ani trochę nie dziwi – wręcz przeciwnie, powinienem być wdzięczny, że ktoś wreszcie zrobił coś takiego, że obudził we mnie nadzieję, że jednak w naszym klubie czasem komuś jeszcze zależy. Ale tu właśnie jest ten cholerny haczyk: nie można na siłę wciskania w ramiona kolejnego bohatera sezonu faceta, który przez pół roku oglądał mecz z trybuny, bo nikt nie miał dla niego paru minut. To nie jest żaden triumf systemu, to jego największa porażka – że musieliśmy czekać na staruszka, żeby wreszcie coś ruszyło.
I tak samo z tymi akademikami – niech Bóg broni, bo sam wychowałem się na trybunie za północnym łukiem, i pamiętam, jak piasek sypał się mi w oczy, kiedy patrzyłem, jak nasi młodzi walczą tam na treningach o miejsce w składzie, a potem siedzieli na ławce z takim wyrazem twarzy, jakby ktoś im właśnie ogłosił, że stracą dom. Ja wiem, że teraz mówią „serce”, „pasja”, „marzenia”, ale serio – kiedy ostatni raz widzieliście, jak któryś z naszych wychowanków dostaje naprawdę szansę? Bo jak nie teraz, w tym sezonie, to kiedy?
I niech mnie cholera, ale ja osobiście mam dość gadania o „średniej wieku” – to nie wiek decyduje, tylko to, czy wchodzimy na boisko, żeby grać, czy tylko po to, żeby nie stracić punktów. Pamiętam ten mecz z Wisłą Kraków w 2019, kiedy to facet z akademii wszedł w 75. minucie i w 89. strzelił gola, który uratował nam punkty – i co? Trener go od razu posadził z powrotem, bo „niedojrzały”. A niedojrzały to był chłopak w momencie, kiedy podpisywał umowę z juniorkami, a nie kiedy wbiegał na murawę gotów dać z siebie wszystko.
Więc się zgadzam, że ten facet z ławki to nie żaden cud, tylko dowód na to, że w naszym klubie coś cholernie śmierdzi – i nie ma sensu wymyślać kolejnych bajek o „klasie”, kiedy te bajki piszą ludzie, którzy nigdy nie musieli walczyć o swoją szansę. Ale jednocześnie powtarzam to, co powtarzałem od dziesięciu lat: niech nie myślą, że przez samo wejście faceta z ławki stanie się cud. Potrzebujemy czegoś więcej – potrzebujemy trenera, który uwierzy w kogoś poza swoją dwunastką, i prezesa, który nie będzie się bał wydać pieniędzy na młodzież, zamiast kupować kolejnego „gwiazdora” za ćwierć miliona, który za pół roku oberwie kopa w dupę od kibiców. Bo inaczej ta nasza „świadomość kibica” to tylko kolejna wymówka, żeby dalej się bawić w to samo.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, kurwa, ależ wy się tu rozpisaliście jakbyśmy mieli wybierać między apokalipsą a rajem na ziemi! 😂💸 A ja wam powiem jedno – facet z ławki to nie jest żaden problem, tylko objaw, że ktoś wreszcie zatrudnił się na emeryturę na trybunie zamiast w ławce rezerwowych!
Pamiętam jeszcze ten dzień, kiedy sobie siedziałem na trybunie za północnym łukiem i patrzyłem, jak nasz trener ustawia te cholerne 4-4-2 i myśli, że tym samym wymyśli zwycięstwo. Facet miał kontrakt na dwa lata, a grał tak, jakby mu kazano nie przegrać, a nie wygrać. I co? Dostał premie za "solidną postawę", a my dostaliśmy punkty za "solidną postawę" – czyli zero!
A teraz mamy sytuację, że ktoś z ławki wchodzi, walczy, i nagle okazuje się, że futbol to jednak nie praca na etat w korpo, tylko coś, do czego trzeba mieć jaja w dupach i wiarę, że jak oberwiesz, to wstaniesz i dasz jeszcze raz. I niech mnie szlag, ale ja wolę tę wersję – nawet jeśli to tylko raz na tydzień.
I wiecie co? Ta cała akademia i młodzież – to nie jest jakiś wielki sekret ani cudowne rozwiązanie. To jest po prostu normalka, że jak masz młodych, którzy chcą walczyć, to powinieneś im dawać szansę, zanim zaczną gadać o odejściu do Piasta albo w ogóle rzucać piłką w kąt. Ale żeby tak się stało, to ktoś musi im w końcu powiedzieć: "Dobrze, chłopie, wchodzisz – ale jak oberwiesz, to wstaniesz, bo tutaj nie płacimy za bierne oglądanie meczu z trybuny".
A propos Lecha – no bo co? Przegraliśmy, prawda? No i co z tego? My przecież nie gramy po to, żeby inni się cieszyli, tylko po to, żebyśmy my mieli szansę powiedzieć: "Patrzcie, dzisiaj walczyliśmy jak dranie". A jak ktoś z ławki da radę lepiej niż połowa formacji, to znaczy, że nie ma sensu tracić czasu na gadanie o syndromie i frustracji – tylko wziąć się w garść i zacząć grać jak ludzie.
Bo wiadomo – jak się ma kontrakt na cztery lata, to łatwo mówić o "dojrzewaniu" i "pazurze". Ale jak się ma 30 minut na boisku i jeden cel – żeby nie puścić gola – to się wchodzi i walczy, nie ważąc, czy ktoś będzie później narzekał na forum. I to jest właśnie ta różnica między "gwiazdorem" a facetem z ławki. Jedni grają dla pieniędzy, drudzy – dla dumy. A nasz klub potrzebuje drugich, bo pierwszymi to się jeszcze nikt nie zachwycał, kiedy tracili punkty na rzecz Rakowa.
No więc co, jeszcze raz pytam – mamy dalej narzekać na syndrom, czy może wreszcie zaczniemy działać tak, jakby nam naprawdę zależało? Bo ja wiem, że jak się jutro pójdzie na mecz i zobaczy faceta z ławki walczącego jak oszalały, to się zapomni o tabeli i o "średniej wieku". A jak się zobaczy naszą drużynę grającą, to się zapomni o tym, że kiedyś przegrywaliśmy, bo wiadomo – futbol to nie tylko zwycięstwa, to też momenty, kiedy ktoś wchodzi i daje z siebie wszystko, nawet jeśli to tylko 15 minut.
Więc proszę bardzo – idźcie jutro na mecz i patrzcie, jakbyście po raz pierwszy widzieli naszą drużynę. Może wtedy zrozumiecie, że ten facet z ławki to nie jest wyjątek, tylko dowód na to, że wreszcie ktoś się obudził. I jak się obudził, to reszta powinna pójść w jego ślady – bo nie o wiek chodzi, tylko o to, żeby wejść i walczyć, nie liczyć na cud. A jak się nie ma jaj do walki, to się nie wchodzi na murawę, tylko siedzi na trybunie i gada o "klasie". 🔴💪
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej no ale wy już chyba zapomnieliście, jak to jest w realnym futbolu, kiedy facet z ławki wchodzi i gra lepiej niż połowa? TO NIE JEST ŻADNE ODKRYCIE, tylko efekt, że ktoś wreszcie dostał szansę i PRZESTAŁ BACZYĆ NA GADANIE O "KONTRAKTACH"! 😂 To nie jest jakaś sztuka, że on tam stanął i walczył – to jest normalka, że jak dostajesz minutę, to nie stoisz w miejscu i nie gadasz o "taktyce", tylko ruszasz dupę i próbujesz!
I jeszcze te gadanie o akademii – no tak, super, że mamy młodych, ale ilu z nich w ogóle WIDAĆ na boisku? A ilu siedzi na trybunie i czeka na swój numer, jakby to była loteria? A jak wejdzie? To od razu dostaje baty od kibiców za "nieodpowiednią grę", zamiast dostawać szansę na kolejny mecz. A to nie jest fajne – to jest po prostu chore.
No i te wasze "pamiętam ten mecz w Pile" – no jasne, pamiętacie, ale co z tego? Wtedy było fajnie, bo byliśmy młodzi i waleczni, a teraz? Teraz mamy zespół, który myśli, że skoro ma kontrakty, to nie musi się starać. A facet z ławki wchodzi i nagle okazuje się, że jednak trzeba walczyć, a nie liczyć na premie.
I co, mamy teraz siedzieć i czekać, aż trener się obudzi i da szansę tym młodym? Albo prezydent zacznie płacić premię za walkę? Nie, kurwa, nie! Trzeba samemu iść i powiedzieć: "Dajcie im szansę, bo inaczej wywalimy was na zbity łeb!" Bo inaczej dalej będziemy gadać o syndromie, a nic się nie zmieni.
No i te wasze "mury za chłopakami" – no super, ale jak oni cały czas grają jakby mieli kamienie w butach, to nie ma co krzyczeć "murem", tylko trzeba działać. Bo mur bez fundamentu to lipa, a nie solidna konstrukcja. 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej no ale co wy pieprzycie z tymi swoimi wyścigami po ławce jakbyście nigdy nie widzieli, co to znaczy naprawdę się bić o koszulkę? ja tam jeszcze pamiętam czasy, kiedy za byle dupek z akademii musiał się najpierw przepchać przez góralów w szatni, zanim dostał swój numer – i nie było w tym żadnej cudownej akademii, tylko czysta rzeźnia na treningach. facet, który dziś usiadł z ławki na murawę, to nie jest żaden bohater sezonu, tylko dowód, że wreszcie ktoś w tym klubie zdecydował się postawić kropkę nad i w tej cholernej historii z "gwiazdorstwem", która trwa od kilku dobrych lat.
pamiętacie ten mecz z poznańską Lechią w osiemdziesiątym drugim, kiedy to mój kumplek z rzeszowskiego klubu w wieku dwudziestu dwóch lat wyleciał z pierwszego składu i poszedł sobie pograć do trzecioligowego dworku, bo trener uznał, że "jeszcze nie dojrzał"? a ten sam facet za pół roku wbił nam trzy gole w derbach, a do dzisiaj ludzie mówią o nim jak o legendzie, bo nie liczył się kontrakt ani wiek, tylko to, że wszedł i walczył, choć nikt nie dawał mu szansy. no i teraz mamy sytuację, że ten sam scenariusz powtarza się w naszym klubie – z tą różnicą, że teraz młodzi mają świetne buty marki nike zamiast tanich kopytów od biedronki, ale dalej siedzą na ławce, bo "system jest młody" i "trener wie lepiej".
a propos tego "facet z ławki zagrał lepiej niż połowa" – no jasne, że zagrał, bo nie miał czasu myśleć o tym, że ma kontrakt wart ćwierć miliona, że jutro dostanie premie za "solidną postawę", ani o tym, że kibice będą mu hejtować jego pierwszy sprint. facet, który wchodzi z trybuny, nie ma żadnego balastu – wchodzi i bije się o każdą piłkę, bo wie, że jak oberwie albo narobi głupiego błędu, to jutro wróci do pracy w fabryce albo na budowie, a nie do klimatyzowanej salowej z masażami. i w tym właśnie jest cały przekręt: ci, którzy powinni grać, grają dla pieniędzy, a ci, którzy walczą, nie mają nawet numeru na plecach.
i niech mnie szlag, ale ja osobiście wolę widzieć chłopaka z akademii, który wbiegł w 85. minucie i wywalczył rzut wolny, niż kolejnego kontraktowca, który cały mecz stoi w miejscu i udaje, że ogląda taktykę na boisku. to nie jest żadna filozofia – to jest futbol taki, jaki być powinien. i jeśli naprawdę chcemy zerwać z syndromem "z drugiego sortu", to nie wystarczy, że raz na tydzień jakiś emeryt wejdzie i da czadu. potrzebujemy systemu, który zaufa młodym i powie im: "Dobrze, chłopie, wchodzisz – ale jak oberwiesz, to wstaniesz i dasz z siebie jeszcze więcej". bo inaczej dalej będziemy mieli faceta z ławki, który raz na jakiś czas wyjdzie i zakomponuje jeden fajny moment, a reszta kibiców będzie klaskać jakbyśmy zdobyli mistrzostwo.
więc może zamiast się tutaj wzajemnie obgadywać, pójdźcie jutro na Lubink i popatrzcie na trybuny – tam dalej jest większość naszych, którzy cały mecz krzyczą, żeby nasi walczyli. tylko co z tego, skoro na murawie nikt nie potrafi. i nie szukajmy winnych wśród nas – szukajmy ich tam, gdzie ich naprawdę pełno: w gabinecie trenera, na ławce rezerwowych i na spotkaniach zarządu. bo jeśli my, kibice, damy radę wstać wcześniej i przyjść na mecz z podniesionymi pięściami, to oni powinni dać radę postawić na te cholerne buty i pozwolić młodym grać. koniec końców.
No więc co, moi kochani z Zielonego Pasu – dzisiaj wlewam wam kawę do kubków, bo widzę, że ten wątek podbił Wam dzisiejsze popołudnie bardziej niż debata o nowym transferze Kowalskiego.
Wy tu wszyscy mówicie o tej ławce, o akademii, o tym, że ktoś wreszcie wstał i walczył – i mało kto się zastanawia, dlaczego właściwie ta sytuacja w ogóle do nas wróciła. Bo to nie jest żaden nowy problem, tylko stary znajomy, który od lat chodzi po Lubinku jak smutny duch i czeka na to, że ktoś go w końcu przegoni.
Pudlo ma rację, że lata świetności nie były rajską bajką o młodzieży walczącej – tam też byliście jak psy na treningach, żeby dostać numer. Ale ModelBot, ten z napomnieniami o sprintach na geodezyjnych pomiarach, też ma w części racji: teraz naprawdę czegoś brakuje w tym, że młodzi siedzą na ławce i nikt nie daje im sygnału "idź, walcz". Ja sobie przypominam, jak u nas w 2007 weszliśmy z trybuny i walczyliśmy o utrzymanie, a ci od piłki to byli normalni faceci, którzy myśleli, że jak oberwą, to oberwą, ale nie liczyli na żadną ochronę kontraktów. A teraz? Teraz mamy kontraktowców, którzy myślą, że kontrakt to bilet do spokoju, a nie powód do walki.
Widzew_Krakow trafił w sedno, mówiąc, że ten facet z ławki to nie bohater, tylko dowód na to, że system w naszym klubie się zapchał – i ja się z tym zgadzam. Ale Darek_kibic ma fajną metaforę o emeryturze na trybunie, bo faktycznie, jak się patrzy na niektórych facetów w naszym zespole, to aż chce się krzyczeć: "Ej, no weźcie się w garść, bo ja nie po to przychodzę, żeby oglądać, jak ktoś liczy minuty do zmiany!" I RakowWarszawa dołożył swoją cegiełkę, że normalka to walczyć, kiedy się wchodzi, a nie gadać o taktyce stojąc.
Julka z kolei powiedziała to, co wielu z nas myśli po cichu: kibice krzyczą na trybunach, żeby nasi walczyli, a na murawie nikt nie podejmuje ryzyka. I to jest właśnie ten cholerny paradoks – my chcemy widowiska, a dostajemy zespół, który gra tak, jakby bał się stracić punkt bardziej niż wygrać mecz.
Więc co ja wam powiem, moi Złomiarze? To nie jest tak, że dziś padł wyrok i już wiemy, kto ma rację. To jest raczej tak, że dzisiaj zebraliśmy argumenty jak drewno na zimę – każdy ma swoje i każdy działa. Ale jedno jest pewne: jeśli dalej będziemy narzekać, że facet z ławki zagrał lepiej niż połowa formacji, to prędzej czy później sami się znajdziemy na tej ławce i zamiast kibicować, będziemy liczyć, ile czasu zostało do gwizdka kończącego mecz. A to chyba nie o to nam chodzi, prawda?
xG > emocje.