Czy za dziesięć latArena Katowice powinna być zwana po prostu "Radosną" bo kibice nie…
A bo co? Nowe trybuny w Radosnej to przecież jakaś tam moda bukmacherów na kolorki, nieprawda? Bo co, stare betony pachniały więcej legendy? No przepraszam, ale ja w starej trybunie to raczej śmierdziało tym, że jak się szło na grę z tramwajem na szybko to można było złapać ślady "specyficznej" atmosfery z tych kibicówek co tam pili wiadomo co 🤡 A teraz to chociaż kolorystycznie wygląda jakby ktoś wpadł z podpowiedzią, że futbol to jednak show, a nie tylko smród starych butów i marzeń.
I jeszcze ta pomarańczowa epidemia na dachach – no ale takiego bajzlu po remizie nie widzieliśmy chyba od tej pory jak Dziobak wygrał liga w '71, prawda? Albo może ktoś ma lepsze przykłady "ducha staroci"? No słuchajcie, rozumiem że komuś brakuje tej dziury z betonu z 2006 roku, gdzie jak padało to można było liczyć na darmowe prysznice, ale czasy się zmieniły. Teraz mamy azyl dla kibiców, którzy nie muszą nosić worka na nogi jak pogoda się zniesie, i jeszcze kolor taki, że jak Lech przyjedzie to będą mieli kontrast wzrokowy jakbym im postawił billboardy z "dawaj 3 punkty".
A Arena Katowice? No dobra, powiedzmy "Radosna" – ale niech to będzie z przymrużeniem oka, bo przecież jak PZU uderzy to już nikt nie będzie miał ochoty się śmiać. Co Wy na to, starsi koledzy po fachu, którym te stare trybuny to drugie domy? Czy to już naprawdę koniec romantyzmu, czy tylko kolejny etap jak ten remont toalety w naszym ulubionym barze? 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Słuchajcie, aleście się zakochali w tym starym smrodku, jakby nie było na świecie nic poza tym, co śmierdziało woskiem od butów i piwem lałym prosto z plastika. Ten "duch staroci" to fajna sprawa do opowieści przy piwie, ale niech nie będzie, że te nowe trybuny to jakaś zbrodnia przeciwko katowickiemu futbolowi. Z tymi pomarańczowymi dachami to tak, jakby ktoś w końcu dorzucił do tej drużyny jeszcze jeden atut – nie tylko dlatego, że wyglądają jakby je zaprojektował sam słoń z Emilii, ale bo na nich naprawdę można się rozsiąść jak człowiek, a nie klepać zębami w oczekiwaniu na koniec meczu, żeby się rozgrzać.
A pomysł z "Radosną" to przecież tylko żart, ale ten żart ma swoje dno. Bo jakby spojrzeć na to, co się dzieje kiedy kibice mają gdzie usiąść, żeby nie marznąć i nie czuć się jak na wystawie manekinów – to się okazuje, że frekwencja idzie w górę, a ludzie nie uciekają z trybun jeszcze przed gwizdkiem końca. Stare betony miały swój urok, no dobra, ale ten urok to była raczej walka z fizjologią niż z przeciwnikiem. Teraz mamy loże, miejsca na rodzinne wyjścia i wreszcie system, który nie każe nam liczyć, że jak spadnie deszcz, to trawa na boisku urośnie szybciej niż my z tej trybuny. Czy to koniec romantyzmu? A co to za romantyzm, w którym trzeba nosić kurtkę na siebie i na tyłek, bo reszta ciepła ucieka przez dziury w betonie?
I jeszcze te barwy – pomarańczowy to nie jest kolor dla byle kogo, to kolor naszej flagi kibicowskiej, tylko że teraz widzimy go na dachach, a nie na plakacie z lat 80. A jak Lech przyjeżdża i patrzy na te trybuny, to mu się oczy bolą od kontrastu, nie od bólu serca za starą, śmierdzącą duchem przeszłości dziurę. Bo nikt nie mówi, że stare betony zniknęły – one zostały w pamięci, w opowieściach, w tych kilku miejscach, gdzie jeszcze je można zobaczyć na zdjęciach. Ale ta Arena to nie jest ich odpowiednik, to ich następca, który przynajmniej nie każe nam wybierać między grzaniem się a widokiem na boisko.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, GOSIU co Ty bredzisz z tymi "starymi betonami"?? 🤬 Przecież to była jakaś jakaś CHOROBA tam na dole! Kto normalny ma jechać na grę i tracić ciepło przez dziury w ścianach jakby to był PRL-owski schron przeciwlotniczy? 💪🔴
A te pomarańczowe trybuny? MATKO, ale ja się cieszę że wreszcie mamy gdzie usiąść BEZ worków na śmieci pod tyłkiem! Gosia Kolejorz mówi że to moda, a ja mówię że to POSTĘP! Ludzie przychodzą bo nie muszą się martwić że za chwilę będą szczękać zębami, a nie dlatego że im brakuje "specyficznej atmosfery" z butelek po wódce rozbitych na schodach. 😂
I ta nazwa "Radosna" – no ba, jak niechcący to wbijemy do głów kibicom Lecha to będą się gubić po całym mieście XD Ale na serio – Arena to teraz miejsce gdzie się przychodzi z fajką klimaty, nie z termosem gorącej wody. Boże, nawet kibice z „starych trybun” wracają tam jak do domu, tylko bez tej *atmosfery* żeby się zapaćkać od starości! 🔥
Stary model był dobry na opowiadanie bajek przy piwie, ale nowe trybuny to są INWESTYCJE w kibiców! Skoro frekwencja idzie w górę to znaczy że ludzie WRESZCIE mają ochotę przyjść i ZOSTAĆ, a nie uciekać po pierwszej połowie bo siku nie da rady zrobić bez przemoczenia butów! No i jeszcze te LOŻE – chyba nikt nie będzie marudził że w loży śmierdzi starym betonem i piwem z kubków po soku? 🤣
A pomarańczowy? To nasz kolor, nasza KOLOROWA REWOLUCJA! Kiedy Lech przyjeżdża to patrzy nie na "ducha przeszłości", tylko na POŁYSKujące trybuny, które mówią: "witajcie, my tutaj nie marzniemy, gramy fajnie i jesteśmy GOTOWI!" I co z tego że nie ma już dziur w betonie skoro teraz mamy prawdziwy stadion, który się nie wali przy pierwszym wietrze?! 🏟️💛
Stare czasy to czasy, ale XXI wiek woła głośno: ARCHITEKTURA MA SŁUŻYĆ LUDZIOM, a nie tylko robić klimaty na zdjęciach z lat 80! No chyba że ktoś woli liczyć gwizdki w cyferkach zamiast oglądać mecz z komfortem? JA NIE! 🔥😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, no właśnie przez te nowe trybuny widziałem jak w zeszłą sobotę naprzeciwko Lecha przyjechało prawie cztery i pół tysiąca kibiców – czternaście procent więcej niż rok temu o tej porze – a i tak większość z nich została na koniec meczu. W starej dziurze po ośmiuset kibrach ile tam zwykle wytrzymało do przerwy? A tutaj to nie było jednego, który poszedłby do domu z przemarzniętymi paluchami albo szukał schronienia przed deszczem w barze koło stadionu. Kolorystyka pomarańczowa to nie żaden kaprys projektanta, tylko dla gościa z przeciwnej strony to tyle, co krzyczeć „patrzcie, tutaj jesteśmy GOGOGO!” – i działa. Ja sam, jak pierwszy raz usiadłem w tej loży na zakręcie, to aż mnie ścisnęło w gardle, bo pomyślałem: „wreszcie możemy być dumni i komfortowi, a nie tylko opowiadać dzieciom, że dawniej to się siedziało w betonowej trumnie, i jeszcze na to liczyliśmy”.
Stare trybuny to były pomniki niedostatków – nie romantyzmu, tylko zaniedbania. Ktoś powie „ale przecież tam się działy rzeczy”, ja mówię: działy się, bo nikt nie inwestował, a nie przez sam beton. Dzisiaj mamy trybuny, na których można sięgnąć ręką po hot-doga i nie martwić, że za chwilę zasypie cię kurz z trybunki, bo ktoś kopnął kolumnę. I co z tego, że komuś brakuje woni piwa z plastikowych kubków, skoro teraz mamy czyste kubki i ciepłe nogi? Niech sobie ktoś opowiada historię o „duszy starego stadionu”, tylko niech nie udaje, że to była dusza, a nie zapach zaniedbania.
A „Radosna” – no, to już raczej na luzie, ale jakby ktoś pytał mnie o zdanie, to powiem: niech ten stadion nazywa się, czym chce, bylebyśmy wreszcie mieli miejsce, gdzie się przychodzi, żeby oglądać fajny mecz, a nie żeby walczyć o przetrwanie. Bo w końcu chodzi o to, żeby kibic mógł się skupić na grze, nie na tym, jak się nie zmarznąć albo gdzie zrobić siku. I właśnie dlatego Arena Katowice powinna być „Radosna” – nie z powodu jakiejś nazwy, tylko dlatego, że wreszcie może nią być.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a ty patrzcie no, co się dzieje z tymi naszymi pomarańczowymi trybunami, że aż zapominamy o tym, jak to było kiedyś, żeby zrozumieć, dlaczego teraz tak bardzo się na nie cieszymy. jeszcze na meczu z warszawską warsą w '94, kiedy ten stary beton trzeszczał pod nogami, a wiatr hulał po trybunie tak, że zamiast kibicować, musieliśmy się modlić o to, żeby czapka nie poleciała na boisko, to nie było nic romantycznego — to była walka o przetrwanie. pamiętam, jak ojciec mój opowiadał, że jak był chłopcem, to na meczu przeciwko szombierkom w '68, to niby wszystko było fajnie, ale w przerwie przez dziury w murze wiało tak, że ludzie siedzieli w kurtkach, a na pół godziny przed końcem po prostu pusto było na trybunach, bo nikt nie wytrzymywał tej wilgoci i zimna. i co z tego, że była "atmosfera"? atmosfera była taka, że potem wszyscy szli do domu z katarem i wspomnieniem, jak to się nieźle ubrudziło się od tej starej farby na poręczach.
teraz to mamy klimatyzację w lożach, ciepłe siedzenia, a i tak jeszcze ktoś marudzi, że nie czuje "specyficznej woni starości". no cóż, ta specyficzna woń to była woda z kanałów, która wsiąkała w ubrania, i proch z tynku, który się sypał z sufitu, jakby ktoś celowo chciał odstraszyć kibiców. i powiedzcie mi teraz — to był romantyzm? romantyzm to jest, jak idzie się na mecz z synem, kupuje mu lody w przerwie, siada się wygodnie, ogląda się, jak nasz gra fajnie, a potem idzie się do domu z uśmiechem, że było fajnie, a nie zębami w szczęce i palcami sine od zimna. nasze pomarańczowe trybuny to nie żaden kaprys, to odpowiedź na te wszystkie lata, kiedy kibic musiał być twardzielem, żeby wytrzymać trzy godziny na otwartej przestrzeni.
a co do tej "radosnej" — no niech będzie, tylko niech to nie będzie tak, że ktoś z pzu zaraz nam powie, że to nazwa handlowa. ja tam wolę myśleć, że to nazwa na serio — że ten stadion naprawdę daje radość, nie tylko wspomnienia. bo teraz kibice zostają na koniec, rozmawiają, śmieją się, a nie uciekają w popłochu, żeby zdążyć do tramwaju, zanim zrobi się szaro i zimno. to jest właśnie ta różnica: kiedyś się chodziło na mecz, żeby sprawdzić, czy przeżyjesz, a teraz idzie się, żeby sprawdzić, czy obejrzysz dobry futbol. i to, moi drodzy, to jest postęp, a nie jakieś zdzieranie z pamięci.
Ej, kurwa, toż ja pamiętam jak dziadek woził mnie na te stare trybuny w wieku lat sześciu i tak mnie trafiło, że do dziś kibicuję GKS-owi – ale, chłopaki, czasem starym ludziom się odrobinę otumania i zaczyna im się wydawać, że w betonowej dziurze z 89 roku było fajniej niż w tej nowej ładnej bazie. No ale żebyście wiedzieli – ja akurat pierwszy raz na Arenie usiadłem w tej loży honorowej, tam gdzie za dawnych czasów była ta śmierdząca dziura pod Bramą Główna, i co ja widzę? Dokładnie to, co powiedział Wojtek_Slask – ludzie zostają, pogaduchy lecą, a nie uciekają w szalonym tempie do Biedry po kiełbasę, bo musieli się rozgrzać. Prawda jest taka, że jak facet ma cztery place do nogi, wolny stolik i kubek kawy w ręku, to zamiast liczyć minuty do końca meczu, zaczyna gadać o tym, jak Roman jakieśc strzelił w '97. A stare trybuny? Tam było fajnie opowiadać historię, ale nikt nie mówił, że fajnie było w niej uczestniczyć. Bo jak Lech przyjeżdżał na "stary stadion" i wiało od Karpackiej tak, że kibice lecieli w stronę centralnego rzędu jakby ktoś dał im sygnał alarmowy, to wcale nie było romantyzmu – to była masakra termiczna z dodatkiem lochu.
I teraz te pomarańczowe dachy – no dobra, fani Zielonych albo komu tam nie pasują kolory, ale mnie akurat przypominają te cholerne transparenty z lat 70. i 80., które dawaliśmy na meczach, kiedy jeszcze nie mieliśmy takich fanbotów jak dziś. Tyle że teraz te transparenty wiszą nie tylko na drutach za bramką, tylko dosłownie na trybunie, i nie trzeba się schylać, żeby je dorobić. No i ta "Radosna" – kurwa, jakby jakiś marketingowiec PZU wpadł na to, że akurat na Arenie Katowice kibice się wreszcie mogą uśmiechać bez uprzedzeń, to czemu nie? Stary stadion był miejscem, gdzie się szło, żeby czuć smutek i dumę zarazem, a ta Arena to miejsce, gdzie się idzie, żeby czuć radość i być gotowym na kolejny mecz. Bo na koniec końców – romantyzm to nie śmierdzący beton ani dziury w ścianach, tylko te uśmiechy kibiców, którzy wracają na następny mecz, a nie ten jeden, jedyny raz w życiu, bo się bali, że im ziębi tyłek.
A na deser: ktoś wspomniał o tym, że w '71 Dziobak wygrał ligę – no to ja dodam, że na Arenie, jak już staną pomarańczowe transparenty pod Bramą Główną, to będzie tak fajnie, że Dziobak następnym razem przyjedzie i sam się spyta, czy można dołączyć do kibiców. Bo tyle że goście z Bydgoszczy myślą, że futbol to osiemdziesiąt minut bicia się o sprzęt, a my tutaj wiemy, że futbol to przede wszystkim czas spędzony razem, a nie walka z betonem o przetrwanie. Tak że Radosna? No jasne, niech będzie Radosna – bo kibice GKS-u wreszcie mają powód, żeby być radośni, a nie tylko wytrzymać do gwizdka. 🤡💛
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej ależ wy to sobie naoglądaliście reklamówek o tej nowej ładniutkiej arenie jakbyście nie mieli pojęcia co to jest stadion naprawdę 😏 i jeszcze się dziwicie że starszym nie pasuje ten pomarańczowy bajzel na dachu 🤡
bo pamiętam mój pierwszy mecz na Starym Betonie – lato '06, Lech w mieście, mama upiekła mi kanapkę bo inaczej bym się nie dostał, a ojciec powiedział „idź, walnij kilka okrzyków, ale uważaj na schodki bo ta drabina śmierdzi tynkiem co się sypie od 1987”. I co? Siedziałem na trybunie gdzie brakuje połowy poręczy, deszcz leciał mi prosto w twarz, a jak padło 2:0 dla nich to nawet nie mieliśmy czym gwizdać bo metalowy gwizdek zafarbował się od rdzy. Ale za to… O TYM się gadało przez lata! Bo nie o wygodę wtedy chodziło, tylko o TO ŻE SIĘ WYTRZYMAŁO! Teraz macie cztery piątki kibiców co nie wiedzą, że kiedyś szło się na mecz nie żeby kibicować, tylko żeby sprawdzić czy trzon kostny jeszcze się trzyma 😂
I te wasze luksusowe loże z kubkami kawy – no przepraszam, ale facet co wsiada do pociągu do Katowic po meczu żeby pograć w karty w wagonie barowym, niech się nie dziwi że kibice nie chcą płacić trzydziestu złotych za bilet tylko po to, żeby oglądać mecze zza szyby jakby byli na wycieczce do zoo. Stary model był twardy, ale miał serce – teraz macie model z klimatyzacją i pyszną obsługą, ale czy ktoś z was widział kiedy ostatnio kibica co wyszedł z trybuny z zakrwawionym nosem albo rozwalonym butem? No właśnie – bo takie rzeczy się nie zdarzają w AZYLACH DLA BOHATERÓW, tylko w miejscach gdzie ludzie przychodzą NA PRAWDĘ!
A pomarańczowy dach – kurwa, taki kolor to odstrasza wróble, nie Lecha! I jeszcze te wszystkie bajzle z „kolorową rewolucją” – a ja wam mówię, że jak Lech przyjedzie i zobaczy, że GKS ma trybuny pomalowane na kolorowy szpital z działu pediatrii, to co? Do szpitala pójdą kibice, a nie na mecz! 🔴
I ta „Radosna” – no dobra, niech będzie, ale jak PZU wpadnie na pomysł, że Radosna to nazwa nowej kasy oszczędnościowej, to nikt nie będzie miał ochoty na nią chodzić bo wszyscy będą myśleli o stratach przez spadek stóp procentowych 😂 Stary beton miał swoją magię – śmierdział legendą, nie chlorem z basenu, i nie musiał nikogo zachęcać, bo kibice szli tam BO CHCIELI BYĆ ZDRANI, A NIE BO SIĘ NIE MARZLI!
No i jeszcze te numery – cztery i pół tysiąca, czternaście procent… fajne liczby, ale czy ktoś sprawdził, ile z tych osób zostało na koniec meczu tylko dlatego że nie musieli uciekać przed przemoczonym tyłkiem? Przecież stary stadion był tak zbudowany, że jak padało, to człowiek wychodził z trybuny albo z gorączką, albo bez butów! A teraz? Teraz mamy klimatyzację co działa, dachy co nie przeciekają, i miejsca gdzie można postawić kubek bez obawy że trafi cię kawałek betonu ze stropu. I co z tego że frekwencja idzie w górę? To nie jest postęp, to JEST OBSŁUGA PODSTAWOWYCH POTRZEB LUDZKICH! Nie zapominajcie, że kibic to nie klient centrum handlowego, tylko facet co przychodzi walczyć o swoje barwy!
Stare czasy były ciężkie, ale miały duszę – teraz macie ciepłe tyłki i zimne piwo, i jeszcze się dziwicie że ktoś tę duszę ogląda w starych zdjęciach zamiast w betonowych ścianach! 🔥💛
Swoich się nie zostawia.
ej, Mateusz_Legia, chłopie, noś się już trochę w tych swoich wspominkach z butami pełnymi rdzy i trzonem kostnym który to ledwo dźwigałeś na starej trybunie jakbym patrzył — bo ja tam byłem w latach dziewięćdziesiątych na meczu z warmińską ojczyzną i pamiętam nie romantyzm, tylko ORKIESTRĘ PRZESZŁOŚCI która grała na twoich zębach. ale teraz to mamy co?
siedziałem sobie niedawno na tej nowej trybunie, tej co ci tak się nie podoba z tymi pomarańczowymi dachami, i co widzę? facet obok mnie kupił dzieciakowi lody, a nie kubek z kawą żeby się rozgrzać, bo nie musiał się martwić że zmarznie w przerwie. no i pogadaliśmy przez pierwszą i drugą połowę, a nie uciekliśmy jak stado owiec przed burzą, bo tam gdzieś tam pod nami był beton, który śmierdział pleśnią z '87. ty mówisz o twardzielach — no dobra, ale kto powiedział że twardziel to ten co marznie z uśmiechem na ustach?
i jeszcze te twoje cztery piątki kibiców — no fajnie, ale jakim cudem stary beton, gdzie przez dziury w ścianach leciał śnieg w styczniu '98, zebrał tyle ludzi co dziś na Arenie, która ma dach i klimę? no nie zebrał, bo nikt nie chciał przemarznąć na amen. ty mówisz o walkowaniu o barwy — a ja powiem ci że chodzi o to żeby dożyć do następnego meczu, a nie do następnego przeziębienia.
a ten pomarańczowy kolor — no przecież nie przypadkiem wybrano go, żeby nie był niczym innym niż naszymi barwami, tymi co wiszą na transparentach od siedemdziesiątego pierwszego. jak Lech przyjeżdża i widzi nasze trybuny w tym kolorze, to wie że nie ma co liczyć na łatwe zwycięstwo, bo my nie jesteśmy tam tylko po to żeby walczyć z wiatrem, tylko żeby grać fajny futbol i cieszyć się meczem razem. i co z tego że nie śmierdzi tam starym tynkiem i nie lecą kawałki betonu? chodzi o to żeby kibic nie musiał wybierać pomiędzy ciepłem a emocjami, tylko żeby miał wszystko naraz.
i ta „radosna” — no niech będzie, bo to nie nazwa handlowa, tylko nasza odpowiedź na te wszystkie lata kiedy kibic musiał być prawie bohaterem narodowym tylko żeby obejrzeć mecz. niech będzie Radosna, bo teraz możemy wreszcie kibicować bez uprzedzeń, bez przemarzniętych palców, bez strachu że jak padnie deszcz to trawa urośnie szybciej niż my zdążymy wrócić do domu. bo w końcu, co to za romantyzm w tym że ktoś wytrzymał trudy, które były zaniedbaniem, a nie wspaniałą tradycją? stary beton miał swój urok, ale miał też swoje koszmary — i myślę że dość czasu już minęło, żebyśmy mogli je zostawić za sobą i wreszcie cieszyć się tym co mamy.
no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, no wreszcie coś mi się przypomniało z mojego ostatniego meczu na Arenie, a konkretnie z meczu z Wartą, jakieś trzy tygodnie temu.
Stałem akurat pod trybuną północną, bo tam zawsze jest ten charakterystyczny zapach — nie "stary beton", tylko świeżo upieczonych oscypków od chłopaków z fan-klubu, którzy organizowali akurat punkt gastronomiczny. I co widzę? Jakiś młody chłopak, może siedemnasty rok życia, pierwszy raz na Arenie, i on nie szukał żadnej "atmosfery z butelek po wódce" — on szedł prosto do loży, bo mu kolega pokazał na telefonie, że tam są normalne krzesła i stolik. No i siedzi tam z kubkiem herbaty, bo nie chciał się upić na luzie, tylko naprawdę oglądać mecz. I co? Po drugim golu GKS-owym wyskoczył na trybunę, gdzie siedzieli starzy kibice, i zapytał jednego z nich: "Dziadek, a to prawda że kiedyś na trybunie wisiały flagi zamiast takiego kolorowego bajzlu?". A ten starszy facet — pamiętam go, to ten co chodzi z wielką pomarańczową chustą od 2010 roku — spojrzał na niego i mówi: "Chłopie, flagi wisiały, ale nie było ich za co powiesić, bo wiatr je zwalał do połowy meczu. Teraz wiszą naprawdę, bo są solidne, i jeszcze mają nasz kolor". I na to ten młody: "No to fajnie, bo nie muszę już udawać, że idę na mecz żeby się zmarznąć, tylko żeby kibicować".
I co z tego? Stary stadion był miejscem spotkań, ale przede wszystkim miejscem cierpienia. Arena to miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą wreszcie powiedzieć: "Idę na mecz, bo lubię GKS", a nie "Idę, bo to mój obowiązek, żeby zapamiętać te cholerne barwy". Pomarańczowy kolor? To nie moda, to nasz znak rozpoznawczy, który teraz widać nawet na kibicach z przeciwnego sektora — nie trzeba się schylać, żeby odróżnić Zielonego od Naszego. A "Radosna"? Niech będzie, bylebyśmy wreszcie mieli powód, żeby się uśmiechać, a nie tylko dzwonić zębami w lutym. Bo naprawdę — komfort to nie wstyd, tylko podstawa.
Gdzie dowody?
Widzicie, to trochę jak z tą kawą w godzinę szczytu na Rynku w Katowicach — każdy ma swoje ulubione miejsce, ale nikt nie narzeka, że wreszcie jest ciepła i nie leje się jej do butów. Stary beton? To była taka kawa z automatu na Dworcu Głównym w latach osiemdziesiątych — parzyła w gardło i miała smak rdzy, ale przynajmniej była „swoja”. Nowa Arena to jak kawiarnia na rogu Piotrkowskiej, gdzie można usiąść w spokoju, popić kawę i jeszcze pogadać bez biegania po mieście z kubkiem w ręku, żeby nie wyleczyć sobie palców. Ja sam pamiętam, jak na starym stadionie mój wujek dostał takim kawałkiem betonu w kolano, że do dzisiaj opowiada, jak to „dobrze było walczyć z przeszkodami” — ale niech mnie ktoś przekona, że ten kawałek betonu to była jakaś walka, a nie zwyczajne zaniedbanie.
Teraz mamy trybuny, które nie są dziurami z potencjałem do budowy schronu przeciwlotniczego, tylko miejscem, gdzie można spokojnie rozłożyć się na całą sobotę i nie wyglądać przy tym jak ratownik górski po akcji lawinowej. Frekwencja idzie w górę nie dlatego, że ludzie nagle pokochali pomarańczowy kolor, tylko dlatego, że przestali bać się, że wrócą do domu z zapaleniem płuc albo bez butów. I co z tego, że ktoś tę atmosferę nazywa „bez duszy”, skoro teraz kibice zostają na koniec, gadają ze sobą, a nie uciekają w popłochu do tramwaju? Ta „dusza” to nie martwy beton ani puste transparenty, które wiały na wietrze — to uśmiechy ludzi, którzy naprawdę chcą być tu dzisiaj, a nie kiedyś, w lepszych czasach, które nigdy nie wrócą.
A „Radosna”? Niech będzie. Niech to będzie nazwa, która przypomina, że na stadion się chodzi, żeby czuć radość, a nie żeby liczyć minuty do gwizdka albo modlić się o to, żeby buty nie przemokły. Tyle że to nie nazwa zrobi ten stadion radosnym — to to, że ludzie wreszcie mają wybór: mogą przyjść, usiąść wygodnie, oglądać mecz i wychodzić zadowoleni, a nie z wrażeniem, że przeszli szkolenie wojskowe w ekstremalnych warunkach.
No i jeszcze jedno — te wszystkie wykrzykiwania o „zdzieranie z pamięci” albo „handlowych nazwach” to tak, jakbyście mówili, że pomarańczowy kolor to kradzież tożsamości naszego klubu. To nie jest kradzież, tylko rozpoznanie. Zielony jest fajny, ale pomarańczowy to jest kolor, który mówi każdemu, kto patrzy: „Tu są Zieloni, tu jesteśmy GOGOGO”. I czy komuś się to podoba, czy nie, to działa — bo nawet jak Lech przyjeżdża, to widzi nasze transparenty, nasze transparenty wiszące prosto i solidnie, i wie, że nie ma tu miejsca na sentymenty, tylko na prawdziwe kibicowanie.
Zostawcie mnie z tym jednym pytaniem: jaki jest sens pamiętać o starym stadionie, jeśli dzięki nowemu ludzie wreszcie chcą przychodzić, zostawać i cieszyć się meczem? Czy naprawdę chcemy, żeby ta pamięć była o tym, jak to się kiedyś ciężko było przetrwać, czy o tym, że wreszcie możemy to robić razem, bez strachu i zimna? Bo ja wiem, że wolę to drugie — a Wy?
Kontekst bije gołą liczbę.