Di Stéfano, Raúl i Casillas – jeden klub, jedna krew!
kurwa, no ale pamiętam jak dziś to mecze z lat dziewięćdziesiątych w tej samej sali na trybunach, kiedy di stéfano sam przychodził popatrzeć na to młode robactwo w koszulce realu, i jeszcze gadał z kim popadnie, a myśmy tylko naiwni byli i nie wiedzieli jeszcze, że to dopiero początek naszej żałosnej radości przez dekady. potem pojawił się raul, maluch jeszcze, który strzelał jakby to było jego pierwsze i ostatnie ćwiczenie w życiu, i ludzie krzyczeli "ojojoj", bo nikt nie spodziewał się, że z takim luzem można prowadzić ten klub na szczyt. a casillas? no dobra, wiem że to już historia starego, ale jak na trybunie oglądałem go w bramie, to myślałem sobie: ten chłop się urodził z jednym celem — łapać wszystko, nawet te podeszwy przeciwników, co latały w stronę bramki. i teraz mamy szansę dobić do tego rekordu ligowego, który dawno minął, a my dalej wierzymy, że ta krew, co płynęła przez naszych bohaterów, wciąż jest w naszych sercach.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
O kurwa, no ale ja to pamiętam jak wczoraj, bo to był ten cholerny mecz z barceloną w sezonie 2000/01, kiedy grałem sobie w rodzinnego Szczecina na trybunie VIP z moim starym, a tu nagle przed telewizorem: Di Stéfano siedzi na ławce i przy nim ten mały niegrzeczny koleś z numerem 7 na plecach, który kopnął cały świat w dupę jednym strzałem z 30 metrów 🔥
I co? A teraz my, obaj już z siwymi włosami, obijamy się na forach i ten sam gość z numerem 7 to już trener, a Di Stéfano to bajeczka dla wnuków! A my dalej walczymy o ten cholerny rekord, jakbyśmy mieli 15 lat i szaleli na Santiago Bernabéu z fajerwerkami w dłoni 😱
No ale facet, do tej pory jak zobaczę kolorowy pasek kibiców na stadionie to mi skóra cierpnie, bo to tamta krew naprawdę płynie w żyłach tego klubu i teraz mamy okazję docisnąć tych smutasów z tyłu tabeli, żeby dobić do legendy! Chodźmy, chłopaki, ostatnia prosta! 💪🔴
a wiesz, w zeszłym roku, jak byłem na tej wycieczce do madrytu z moim wnukiem, to akurat trafiło się, że graliśmy we wtorek na bernabéu z tymi kibolami z valencii — no i tamten mecz... kurde, chłopaki, ja ci powiem, że to było jakby ten cały czas się zatrzymał. mój wnuk, malec jeszcze, co to real dopiero co odkrywał, stał obok mnie na trybunie orio, trzęsąc się z emocji, bo pierwszy raz widział prawdziwych królów na żywo. i tam, na środku boiska, jak przyglądałem się tym zawodnikom w tych czerwonych koszulkach, to nagle zobaczyłem na trybunie honorowej starszego pana, tego samego, który tamtej niedzieli po południu opowiadał nam w muzeum o tym, jak sam widział di stéfano, kiedy ten wchodził do szatni po meczu z lat 60 — ten facet miał na sobie koszulkę z numerem 9, taką samą jak raul miał potem, i uśmiechał się, patrząc na nas wszystkich. a wnuk mnie pyta: dziadek, dlaczego oni wszyscy wyglądają, jakby nigdy nie mieli odejść? i ja mu wtedy powiedziałem: bo ta krew, chłopcze, nie ginie — ona się tylko przekazuje. a teraz, kiedy stoimy 2 punkty od tamtego rekordu, to ja wiem jedno: ci faceci na murawie to też to czują. jakby im się marzenie wnuka przypomniało i teraz pchają ten klub do przodu, żebyśmy mogli powiedzieć, że jeszcze raz byliśmy razem, w tej samej sali, w tej samej krew, jak kiedyś. no to naprzód, reds! 🔥
No wiecie, jak słucham tych opowieści o Di Stéfano z ławką na Santiago i Raúla na trzęsących się kolanach, to się uśmiecham, bo to jednak zupełnie inny świat był. Tamci chłopaki grali w takich butach, że dzisiejsi by w nich na spacer po mieście wychodzili — no, chyba że im kibicowałeś na trybunie, bo wtedy nogi same szły. A teraz? Teraz mamy zawodników, którzy biegają jakby mieli w butach wiatraczki, ale za to rozumieją grę tak, jakby przez lata żyli na drugim boisku.
Tamci byli twardzi jak skała, dziśszni to jacyś miękcy jak żelki, ale za to kiedy patrzy się na ten zespół, to widać, że nie ma tam nikogo przypadkowego. Tak jakby każdy z nich wiedział, co to znaczy nosić ten ciężar, bo przecież historia nie daje drugiej szansy. Casillas to był facet, co bronił strzałów lewą ręką i prawym kolanem, a dzisiaj mamy Thorara, który wychodzi z lękiem wzrokowym, jakby mu do tej bramki nogi rosły na odwrót.
I tak sobie myślę, że ta "jedna krew" to nie jest tylko slogan — to jest coś, co czujemy wszyscy, nawet jak patrzymy na dzisiejsze mecze. Tamci mieli tę magię, którą ciężko opisać, a my mamy dzisiaj drużynę, która potrafi grę przerobić na widowisko, żebyśmy mieli co wspominać, jak sobie będziemy siedzieli na trybunie za dziesięć lat i gadali o tych dwóch punktach do rekordu. Bo przecież nie o same punkty chodzi — chodzi o to, żeby czuć, że nadal jesteśmy częścią czegoś większego. No to walczymy, chłopaki! Do samego końca, bo te dwie dziury w tabeli to przecież nic w porównaniu z tym, co naprawdę liczy się w naszych sercach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No wiecie, jak słucham tych opowieści o Di Stéfano z ławką na Santiago i Raúla na trzęsących się kolanach, to się uśmiecham, bo to jednak zupełnie inny świat był. Tamci chłopaki grali w takich butach, że dzisiejsi by w n…
@Wojtek_Slask no wiesz, a co tam z butami... ja na to patrzę i myślę, że ty to masz rację — tamci to byli jacyś dzikusy, którzy grali na deszczu w butach, co wyglądały jakby zrobione były z drewna i gumy do żucia. Ale jednak coś w nich było, że kiedy pamiętam te stare filmy, to widzę, jak Di Stéfano drybluje obrońców i myślę sobie: "kurde, ten facet to miał nogi jak ze stali i głowę na karku, a nie jakiś tam algorytm z dzisiejszych dni".
Mnie się zdaje, że chodzi jednak o to, czego dzisiejsi chłopacy nie mają — a mianowicie tej bezwzględności. Kiedy teraz oglądam, jak jeden z nich dostaje piłkę i od razu szuka pasa, to mi się robi smutno, bo uważam, że prawdziwy król Madrytu to taki, cośmy widzieli kiedyś — z rykiem na gardle i łzami w oczach, nie z łyżką w kieszeni. Coś ty na to? 😅
Nowy tu, chłonę wiedzę.
no ale pamiętam, jak lata temu, jeszcze w czasach, kiedy real to była taka dama z dwoma uśmiechniętymi lwami na herbie, to siedziałem sobie w barze na łódzkim osiedlu z kumplem, co to miał bilet na mecz do madrytu i gadał, że jak tam dotrze to pewnie zobaczy di stéfano w kawiarni przy stadionie, bo ten facet nie umiał żyć bez klubu nawet na chwilę. i wiecie co? facetowi się udało — widział go, jak siedział sam z filiżanką kawy i gadał z kelnerem, jakby to była zwykła niedziela. a myśmy tu, w polsce, dalej gadali o tym, jakby to było bajka, że taki człowiek istnieje naprawdę.
a teraz patrzę na dzisiejszych chłopaków i myślę, że to samo czuć — nie ważne, czy to di stéfano, raul czy casillas, czy teraz bellingham albo vinicius, ta krew jest wszędzie. i te dwa punkty do rekordu? to przecież nic innego jak zaproszenie, żebyśmy znów stanęli razem, jak kiedyś, i powiedzieli: "patrzcie, jesteśmy nadal tym samym klubem, tylko w nowej odsłonie". no to napijmy się za ten pomysł, bo te spotkania nie zdarzają się co roku, a my mamy okazję być w niej raz jeszcze. do przodu, boys! 🍻🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A ja wam powiem, że to nie jest tak, że mamy teraz 2 punkty do rekordu, tylko że dwoma punktami dzisiaj nie dowalimy – potrzeba solidnego stania na gruncie, bo te kretynowskie błędy obrońców w obronie nie idą w zapomnienie. Jak na mnie, to bym posłał te osiemnastkę do kibicowania w ławce, żeby zobaczyli, jak się naprawdę gra w Realu, a nie ten teatrzyk z cofniętymi skrzydłowymi, którzy wolą patrzeć na piłkę, niż ją odzyskać. No ale co tam, powiedzcie mi sami – jak mamy bić rekord, skoro dzisiejszy mecz wyglądał jak trening dla amatorów, a trener wciąż wierzy w "system", który widzę pierwszy raz w życiu? A tak swoją drogą, to ta cała "jedna krew" to piękna opowiastka, ale czy przypadkiem nie zapomnieliśmy o tym, że Casillas bronił strzałów, a dzisiejsi mają problem z piłką w nogach przeciwnika? Chyba że już taką nową definicję "królewskiego klubu" mamy? No to ja chętnie posłucham, jak to niby teraz wygląda, bo ja wciąż widzę kolorowy pasek kibiców i fantazję w oczach – tylko co z tą fantazją na murawie?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurde, ależ się rozmarzyliście jak starzy dziadkowie przy lampce wina, co tam ze starej beczki na strychu ledwo coś leci 🍷🤣 A wiecie co? Ja to w 2014 roku w Madrycie trafiłem na takiego jednego fana, co to miał koszulkę Raúla z lat 90. i jeszcze się nosił z myślą, że mu obiecał, jakimś starym kibolem z San Sebastián, że jak umrze to mu ten numer 7 pożyczy na pogrzebie 💀🔥 No i parę lat później, jak go spotkałem znów, to pytałem: "No i, stary, już umarłeś?" A on na to: "Nie, ale za to dostałem anioła stróża z numerem 7 na skrzydłach i od razu się poczułem jak Raúlo pod szkolnym prysznicem – bo ten gość potrafił grać w butach większych niż on sam!"
No więc właśnie, chłopaki – ta krew to nie żadne hasło marketingowe, tylko coś, co się przekazuje nawet przez buty! I te dwa punkty do rekordu? Proszę bardzo, tylko niech ci chłopcy wreszcie wyluzują, bo jak dalej będą biegać jakby mieli w dupie, to rekord odlecimy tym smutasom z tyłu tabeli, a my zostaniemy z legendą i puszką piwa po osiemdziesiątce, które pijemy za ten cholerny tytuł! 🍺🔴🤣
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
@Kasia_naZawsze właśnie to mam na myśli, że ta krew to nie jest żadne hasło, tylko coś, co się czuje jakby ktoś cię szturchnął w mostek! 😅 Ja tam w zeszłym roku pojechałem na mecz do Barcelony (bo musiałem, stypa u ciotki się skończyła i walnąłem się w ten tłum kiboli, co to ledwo ze sobą rozmawiali) i trafiłem na starszego pana z wielkim szalikiem Realu. Facet cały czas gadał do siebie, jakby mu się di Stéfano i Raúl przy nim posadzili — no i wiesz co? On miał na sobie koszulkę z napisem "Hala Madrid" z 1966 roku! I wtedy zobaczyłem, jak mój kolega (ten co ciągle gada o VAR i schematach) złapał piłkę na środku i zamiast szukać pasa, to ją po prostu kopnął w bok. A ten stary facet w szaliku spojrzał na nas takim wzrokiem, jakbyśmy mu coś ukradli... No i ja wiem, że dzisiejsze tempo to bajka, ale ta bezwzględność coś znaczy. Bo jak bym ja dostał w twarz od przeciwnika w butach, co ważą tonę, tobym pewnie też ryknął, a nie gadał "przepraszam" przed kontratakiem. 🤔 Tak myślicie, że te buty z drewna miały coś do tej siły?