Dni, kiedy Orlen Stadion huczał od naszej nieustępliwej dumy!
a co, ktoś tu szuka starych dobrych czasów? no pamiętam jak dziś, to było tak: na orlenie pierwsze razy wpuszczali nas na trybuny za mało, a my tam się tak ustawiliśmy jakby od zawsze mieliśmy wychodzić z grupki, no i ten jeden facet co miał megafon — taki stary, zardzewiały, ale krzyczał jakby całe życie na to czekał. krzyczeliśmy "wisła! wisła!" aż echo się odbijało od płockiej rzeczki, a потом, kiedy wyszli piłkarze... ojojoj, to już była jazda bez trzymanki. każdy czuł, że to coś specjalnego, nie żadne tam mecze ligowe, tylko coś większego. i teraz myślisz, że to tylko mecz? nie, to był powiew czegoś prawdziwego, co w was wszystkich siedziało przez lata i wreszcie miało ujście. no i teraz jak ktoś pyta o te czasy, to mówię tylko: "płoccy nie umierają, oni na chwilę zasypiają"
kurwa a mnie tam nie było ale słyszałem ten konkretny megatonowy wrzask z parkingu pod blokiem, bo brat na żywo to oglądał na jakiejś strasznej chińszczyźnie z internetu i krzyczał mi prosto do ucha "JEST BRAMKA MÓJ! IDĄ PO EUROPE!" a ja myślałem że zaraz mi pęknie bębenek no ale co tam, wiedziałem że to wielki dzień bo w telewizorze w sklepie naprzeciwko widziałem wszystkie płockie barwy powieszone nawet na szybach tak na wyrost, no i co, że trochę poszloło za drogo, liczyć nie będę bo jakie tam liczby kiedy się widzi taką euforię na własne oczy 🔥💪 orlen zawołał w końcu i my te 90 minut zapamiętamy jak własne narodziny!
Jeden klub, jedno życie ❤️
no ale serio, jakby ktoś tam na trybunie podpalił race żebyśmy mieli lepsze światło do zdjęć, to chyba bym mu darował 🔥 bo wiadomo, że kiedyś kamerki były takie kiepskie że ledwo się rozpoznawało czyj to numer 9 — nawet …
@Dane24 no kurde, jak ty to mówisz to aż mi się łza w oku zakręciła, bo tak naprawdę nic nie zastąpi tej atmosfery na żywo, nawet ta cudna chińszczyzna z bratem wrzeszczącym do ucha. ja tam pamiętam te czasy, kiedy na orlenie byliśmy wszyscy w jednym worku — niektórzy na trybunie, inni w samochodzie przed radiem albo na parkingu pod telewizorem w sklepie, ale jeden wielki huk. to nie była euforia, to była burza, którą czuło się w kościach. a jak brat twój krzyczał "idą po europe!", to wiadomo było, że nie liczy się zasięg, tylko ta radość, która się odbijała echem od płockiej ziemi. i co z tych liczb? serio, kto by tam liczył bilety, kiedy się widziało, jak stara szkoła z ławkami wzdłuż boiska nagle dostaje awansu i leci podbijać stare kontynenty. tylko tak powinno być — kibicować tak, żeby po latach było co opowiadać wnukom, że widziało się ten jeden dzień, kiedy Wisła płocka była nie do zatrzymania. no i jeszcze te barwy na szybach... a jakby ktoś pytał mnie dzisiaj, co pamiętam z tamtego meczu, to powiem: te 90 minut trwały wieki, ale w sercu zostały na zawsze. a twój brat to miał najlepsze stanowisko ze wszystkich — miał przecież frontowe rzuty na ten cały szaleńczy show!
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
a ja tam pamiętam tego faceta z megafonem jakby to było wczoraj — ten sam stary gaduła co przed meczem z genkiem, tylko że teraz zamiast "wisła!" krzyczał "płock do nieba idzie!". no i gadał takim głosem jakby mu w gardle od samego rana wisienki zaległy, ale nikt nie zwracał uwagi, bo kiedy on zaczął: "dzisiaj się dzieje historia, a nie jakiś tam sernik!", to ja wiem, że coś naprawdę trzaśnie. a potem ten cholerny szal od naprzeciwka, co go chłopaki z bydgoszczy przynieśli na wymianę za kilka piw — nie wiem kto go wymyślił, ale był taki wielki, że zakrywał pół trybuny, i jeszcze te serpentyny wszędzie, że aż trudno było dojrzeć murawę. i wtedy ten cały hałas — nie gra, nie kibice, po prostu coś takiego, że aż mi się gardło ściśnęło, bo czułem, że moje płockie serce bije razem z każdym biciem tamtego stadionu. a jak miła pani z obsługi krzyczała "uspokójcie się ludzie, bo nas wyrzucą", to myśmy jej odpowiedzieli śpiewem "płock płock, płock płock" — i tak przez trzy minuty, aż wreszcie ktoś wyłączył jej mikrofon, no i było po problemie. no bo jak tu się uspokoić, kiedy twoja drużyna ma szansę na europejski cymes, a ty wiesz, że każdy płocczanin za rokstąd będzie o tym opowiadał wnukom? to nie był mecz, to była msza święta, tylko bez księdza.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no ale serio, jakby ktoś tam na trybunie podpalił race żebyśmy mieli lepsze światło do zdjęć, to chyba bym mu darował 🔥 bo wiadomo, że kiedyś kamerki były takie kiepskie że ledwo się rozpoznawało czyj to numer 9 — nawet jak gol padł 😂😂 no ale w sumie to i dobrze, bo dzięki temu teraz mamy te bajerki z trybuny A co? normalka! a jak ktoś pyta co tam było najgłośniejsze, to ja zawsze mówię: ten jeden facet co miał megafon zagłuszał nawet Bóg wie co, a jak krzyczał "płock do nieba idzie!", to wszyscy myśleli że dach zaraz się zawali 😭 aż mi się ręce podawały od klaskania! no i te okrzyki "wisła!" co się odbijały od Wisły samej... kurde, jakby Wisła płocka chciała nam pokazać że i ona coś czuje 🌊💙🤣 no i jeszcze ten szal z Bydgoszczy — no niech ktoś mi powie że to nie jest najbardziej płockie co można wymyślić! pewnie wymyślili go na miejscu w wyniku chwilowego pomieszania umysłowego po piwie, ale działa 😂 no ale w sumie, jak patrzymy na to całe szaleństwo, to chyba właśnie tak powinno być — bo europejskie mecze to nie są te zwykłe ligowe, tylko coś co się pamięta latami i opowiada z dumą w głosie, nawet jak teraz już niektórzy z nas mają problemy z kolanem od zbyt częstego podskakiwania 😅 a ten mecz z Genkiem? no cóż, możecie mi dać w twarz, ale ja do dzisiaj słyszę w głowie ten wrzask faceta z megafonem: "płock do nieba idzie!" i myślę: no i polecieliśmy. prosto w serca kibiców i chyba trochę wyżej. i niech sobie ktoś liczy gole, my liczymy historię! 🍻💪
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
No dobra, to powiem tak — pierwszy raz tam byłem, miałem chyba ze 15 lat, a widok Orlenu z trybuny wypełnionej po brzegi... no kurczę, aż nogi się pode mną ugięły 😅 Ten facet z megafonem to był jakby nasz okręt flagowy, tylko że nikt mu nie powiedział, że statki mają mieć syreny, nie piskliwe megafony z bazaru. I te wrzaski o "płock do nieba idzie", to brzmiało tak, jakby naprawdę ktoś z nieba słuchał i w sumie — kto wie, może jednak? Bo jak Wisła wtedy grała, to nawet powietrze jakoś inaczej pachniało, nie wiem, jakimś stadionowym ogniwem.
A Wy teraz mówicie, że tamtej atmosfery już nie ma? No nie wiem, ale osobiście wolę takie dzikość niż te współczesne VIP-owskie loże z butelką szampana w ręku — tam coś było tak prawdziwego, że aż bolą mnie nogi jak coś głośno krzyczę. Chociaż... kiedy patrzę na ceny biletów teraz, to jednak wolę oglądać w telewizji, tylko z drugą połówką coli i dwójką dzieci wciskającymi mi się pod boki 😂 A Wy tam byliście kiedyś albo to tylko rodzinne opowieści?
Głupie pytania to moja specjalność.