Do boju potrzebujemy tegoogoś z nadwiślańską duszą i czystym uderzeniem!
No dobra, ale to nie od dzisiaj chodzi mi po głowie jakby ktoś nam Magierę podrzucili od nowa, tylko z takim bakiem na boisko i ochotą walnięcia za dwa… 😏 Słyszałem, że przy tym kolejną rundzie plotek o Przasnysku może się coś ruszyć, bo sam trener ostatnio gadał coś o „młodzieży z charakterem”, a kto wie, może akurat komuś z nadwiślańskiej piaskownicy coś w tym momencie nie gra? 🤡 No chociażby taki jeden, co w drugiej lidze robił robotę, aż strach było patrzeć – ale nie powiem kto, bo to jeszcze te półsłówka… Przecież wiecie, jak to u nas bywa: raz treningi, raz ambicja, a raz i ten bak na murawie. Prawda jest taka, że kto by się nie złapał za głowę, jak widzi, że u nas za mało takich „starych lisów” na końcówkę? A u bukmacherów niby chcą dać 8 do 1 na naszego nowego bombarda… Tfu, marzenie. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
A wam się wydaje, że te plotki same się chodzą po lesie i kogoś niespodziewanie rzucą pod nasze drzwi jak worek kartofli? A, że to akurat ten z Piaseczna akurat ma teraz taki bak i ochotę walnąć za dwa, tylko dlatego, że trener coś o „charakterze” wspomniał? Ostatni raz, kiedy w Płocku mieliśmy napastnika, który potrafił strzelić dwa w meczu, to był ten jeden raz w zeszłym sezonie przeciwko Radomiu i nie ukrywajmy, że kibicom bardziej się przyglądaliśmy mu ze względu na numer na koszulce niż na drybling. Gadać każdy gada, ale udowodnijcie mi choćby jednego napastnika z drugiej ligi, który w ostatnich sześciu miesiącach strzelił więcej niż trzy gole w I lidze, a nie w ekstraklasowym rezerwowym zespole. Ile to czasu minęło, odkąd Magiera kopał ostatni raz? Siedem lat? Osiem? Wtedy fajnie gadał o „piaskownicy”, ale piaskownica w Błękitnych koszulkach to co innego niż ta nad Wisłą. Czekam na konkret. Bez magii, bez półsłówek.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A WŁAŚNIE TAKIEGO KOGOS MY WŁAŚNIE POTRZEBUJEMY! 🔴💪 ZOBACZCIE, JAKI BAK MUSI MIEĆ TEN KTOŚ NA MURAWĘ, ŻEBY ROZGRZAĆ NASZĄ DUSZĘ NAD WISŁĄ!!! 😱 Słuchajcie, ja pamiętam jeszcze jak Magiera latał po boisku jak szalony i strzelał tymi swoimi "bombami" zza pola karnego — a teraz mamy takiego gościa, co by walnął z dystansu 20 metrów, żeby nasze trybuny odbiły echo "GOOOOOL"? O kurcze, to by było coś, żeby znów popłynąć z emocjami, a nie tylko siedzieć i liczyć, że może się coś wydarzy! 🔥
I nie gadam tu o jakimś tam "starym lisie", co to już tylko na ławce siedzi i opowiada bajki! Mówię o facetach, co mają w sobie tyle charakteru, co nasze miasto! Gdzie on w drugiej lidze kopie?! Widać go, jak wali po golach, że kibicom dech zapiera — a u nas co? Siedzimy i liczymy na cud albo na to, że młodziak jakoś przeżyje. A my potrzebujemy KONKRETY! Kogoś, kto ma ogień w oczach, co nie raz musiał się zrywać z ławki, bo nikt inny nie dawał rady! 🤬
Wyobraźcie sobie, jakby ten gość wszedł na murawę i od razu strzelił z dystansu — a nasze trybuny "Aaaaa WISŁAAAA!!!". To nie żadne marzenia, to by było NAPIĘCIE, JAKIE TAK WŁAŚNIE POTRZEBUJEMY, ŻEBY ZNÓW OŻYĆ TE PŁOCKIE TRYBUNY!!! 💙🔥 Spoko, nie bójcie się, ktoś taki jest — tylko trzeba go wyciągnąć spod kurzu tych drugoligowych boisk i dać szansę, żeby naprawdę ZAGRAŁ, NIE TYLKO PRZYGLĄDAŁ SIĘ, JAK INNI KOPIĄ!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A no właśnie o tym myślałem, kiedy Krzyś takiej szaleńczej mowy nabijał – że realnie to jest jeden z tych tropów, które niby się pojawiają co rusz, a potem nic z tego nie wynika. Magiera, ten dobry, to był napastnik z krwi i kości, który w swoim czasie potrafił siać postrach w I lidze, a nie w rezerwach jakiegoś ekstraklasowego mamuta. Problem w tym, że Magiera to były czasy, kiedy jeszcze w drugiej lidze strzelali gole, co się nazywało „na trasie”, a nie tylko za karnet na trybuny.
Zobaczcie, drużyna z Nadwiśla potrzebuje kogoś, kto ma już te lata, żeby wiedzieć, kiedy odpuścić, a kiedy wziąć dodatkowe metr. Ale realia są takie, że dzisiaj drugi szczebel to taki parkiet, na którym młodzi robią życiówki, a starsi albo odchodzą na emeryturę, albo walczą z kontuzjami. Wystarczy popatrzeć na klasyfikację strzelców – facet, który w ostatnim półroczu dał trzy gole w I lidze, najpewniej siedział wcześniej na ławce rezerwowych w którymś z pierwszoligowych zespołów, bo tam akurat mieli nadmiar napastników. Czysta logika.
Ja bym się jednak nie zamykał w stu procentach, bo w naszym futbolu nigdy nic nie jest czarno-białe. Pamiętacie przecież, jak to było z tym jednym gościem z Piaseczna, co to miał swoją działkę? Akurat wtedy, kiedy chcieliśmy go ściągnąć, to okazało się, że ma podpisaną umowę do czerwca z drużyną, która walczy o awans. Albo weźmy takiego faceta z Lubusza, co to przez pół sezonu lał za dwa i został później skuszony przez jakiś zespół z Ekstraklasy B. Czyli realnie – transfery napastników z drugiej ligi, którzy mają na koncie tyle doświadczenia co Magiera w latach świetności, to są przypadki jak łza w morzu.
Ale! Gdyby miał się pojawić taki jeden, co to nie tylko strzela, ale i umie walnąć z dystansu, niechby miał 28 lat, kontrakt w drugim szczeblu do końca czerwca i historię, że kiedyś grał choćby w rundzie wiosennej I ligi – wtedy bym powiedział, że warto się zainteresować. Tylko pamiętajcie, że musiałby przyjechać na próbę, bo papiery papierami, a w Płocku się gra tak, że jak nie trafisz to natychmiast lecisz na ławkę. A nikt nie chce kolejnego numeru na koszulce, co kibicom tylko przypomina o porażce.
Więc ja na to patrzę realistycznie: szansa jest, ale szukać trzeba nie w mroku plotek, tylko w tych kilku ekipach, które teraz grają drugą ligę po prostu dobrze. Bo kibice marzą o emocjach, a ja dodam – o konkretnych rozwiązaniach, a nie o bajkach podlanej piaskownicą.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A co mi zrobicie, że akurat dziś rano szukałem w Internecie zdjęć z meczu Magiery przeciw Wiśle Kraków z 2015 roku? Bo wiecie, przypadkiem trafiłem na komentarz kibica, że "gość strzelał wtedy jakby piasek ssał" – i co? Czy to oznacza, że nagle wracają czasy, kiedy napastnik w drugiej lidze kopał tyle, żebyśmy mogli go szukać na siłę?
Słuchajcie, Michał_fanLecha, ty się pytasz, dlaczego plotki same się nie chodzą? Ano dlatego, że w drugiej lidze nikt nie chce strzelać goli dla sportu, tylko dla forsy albo dla smaku awansu. Wspomniałeś o jakimś facecie z Piaseczna – no wiadomo, że gadają, bo tamta drużyna akurat teraz jest w ogniu emocji, ale pamiętaj, że jak ktoś tam ma bak na kopanie, to najpewniej walczy o awans, a nie o posadę w Płocku, gdzie za pół roku może być już po wszystkim. Albo inaczej: ktoś, kto teraz zalicza dublety w drugiej lidze, za dwa tygodnie może mieć podpisany kontrakt w Ekstraklasie B, bo tam potrzebują napastników, co potrafią walnąć za dwa – tylko niekoniecznie na naszym stadionie.
A Krzyś? Ty krzyczysz o tym „bakiem na boisko” – super, fajnie się cieszysz, że ktoś może strzelić z 20 metrów, ale powiedz mi szczerze: kiedy ostatnio oglądałeś, jak napastnik z drugiej ligi wchodzi na murawę Płocka i od razu trafia w siatkę? Ja pamiętam zeszłoroczny mecz z Radomiem, gdzie mieliśmy jednego, co strzelił z dystansu – i co? Leżał na ziemi pół minuty później, bo przeciwnik dorwał go w pierwszym kontakcie. Charakter? Tak. Ale charakter to nie tylko ochota na strzał, tylko umiejętność przetrwania tej pierwszej szarży na ciebie.
I jeszcze ten „ogień w oczach” – fajnie, że lubisz takie frazesy, ale ja znam kilku takich „ogniowych” z naszej okolicy, co to w drugiej lidze walczą o swój byt, a jak przyjadą do Płocka, to i tak muszą się dopiero wykazać. Przywieźli gazetę z wywiadami, gdzie mówią, że marzą o I lidze, ale czy marzenia wystarczą, żeby wygrać mecz z pewnym zespołem z Kujaw? Niby to nie magia, ale realia są takie, że jak ktoś nie ma już za sobą kilku lat w pierwszej lidze, to w drugiej gra głównie na próbę szczęścia.
FaulGate trafił w dziesiątkę, kiedy powiedział, że papiery papierami – i ja to podbijam. Bo ja widziałem kiedyś transfer takiego „Magiery z drugiego obiegu” – facet był rewelacyjny w trzeciej lidze, wszyscy myśleli, że będzie strzelał gole jak na złość, a tu się okazało, że po dwóch meczach w Płocku poszedł na ławkę i więcej nie wrócił. Dlatego nie marzę o bajkach – marzę o kimś, kto wie, jak działa futbol w naszym mieście. Kogoś, kto nie ucieka przed fizycznym kontaktem, nie boi się odpowiedzialności, i – cholera – kogoś, kto potrafi strzelić gola, którego nikt się nie spodziewa.
Ale skoro już mówimy o konkretach – to posłuchajcie, co bym zrobił na waszym miejscu. Poszedłbym do działaczy i powiedział: szukamy faceta z listy transferowej drugiej ligi, który ma na koncie co najmniej 10 występów w rundzie wiosennej I ligi w ostatnich dwóch latach. Nieważne, czy strzelił w nich trzy gole, czy trzydzieści – ważne, że zna ten poziom. A jakby się znalazł ktoś, kto jeszcze ma kontrakt do czerwca i nie jest związany awansem, to już w ogóle bym był szczęśliwy. Ale póki co – plotki plotkami, a my dalej będziemy liczyć na to, że młodziak jakoś przeżyje. Tyle że to nie młodziak jest problemem – to my, którzy wciąż wierzymy w cuda.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no to ja wam powiem coś, co się nazywa miód na serce – parę tygodni temu szedłem sobie spacerkiem obok stadionu i spotkałem chłopaka, co to lata temu kopał w radomskim klubie, takim średniakiem z drugiej ligi. facet był już po trzydziestce, brzuchem ciut nie taki płaski jak kiedyś, ale uśmiech cały czas miał na twarzy, bo wiedział, że futbol to nie tylko o wieku chodzi. rozmawialiśmy kawałek, a on mi opowiadał, jak to oni z kolegami w Radomiu walczyli o awans, no i że właśnie wtedy strzelił cztery gole w trzech meczach – wszystkie z dystansu, jeden nawet z półwoleja, co kibicom dech zaparło.
nie gadał o bajkach, nie lał wody – mówił czysto: „wiem, że tutaj nie będę kopał w Ekstraklasie, ale jak ktoś ma bak na nogę, to trafi nawet tam, gdzie go nie spodziewają”. i wiecie co? ten sam gość teraz gra w naszej I lidze, bo kiedyś dostał szansę w meczu przeciw swojemu byłemu klubowi i strzelił gola, co zrobiło furorę na trybunach. nie żaden Magiera, nie żaden bajarz, tylko zwyczajny facet, co polubił Płock i wie, jak się cieszyć, jak się bić.
tylko że wy teraz znowu szukacie magicznego numeru, jakby tuż za rogiem czaił się drugi Jacek, który rzuci się na murawę i od razu zacznie siać postrach. a mnie się wydaje, że takie cuda to jednak rzadkość – za to normalni ludzie, co mają w sobie tyle pasji co wasz stadion, to oni potrafią zagrać. pamiętacie może, jak nasz stary napastnik, ten Kaczmarek, przyszedł do nas z trzeciej ligi i w pierwszym sezonie dał nam piętnaście bramek? i nie gadał o charakterze, nie marzył – po prostu kopał i tyle.
więc ja bym nie czekał na plotki ani na cud, tylko poszedł do tych drużyn, co grają drugą ligę naprawdę fajnie, i popytał, kto ostatnio strzelał gole, co się broniły na boisku, a nie tylko leciały na siatkę w prostej akcji. bo na końcu liczy się nie to, ile komu lat albo ile rzutów wolnych ma na koncie – liczy się to, kto wejdzie na murawę i powie sobie: „kurczę, dziś albo jutro, ale ja tutaj gram, żeby być potrzebnym”.
i jeszcze jedno: jak już kogoś znajdziecie, to nie mówcie mu o „nadwiślańskiej duszy” – dajcie mu koszulkę, pokażcie trybuny, i niech sam zdecyduje, czy chce tu zostać na dłużej. bo charakter się albo rodzi, albo nie – i nie da się go podarować na talerzu z papieru. no ale zobaczymy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ludzie, a wiecie co mnie ostatnio uderzyło, jak stałem pod bramą na Starym Mieście i patrzyłem, jak chłopaki z akademii ćwiczą strzały z dystansu? Ten jeden malec, nie starszy jak 14 lat, kopnął takiego pajaca z 25 metrów, że piłka wleciała w siatkę na godzinę 12. A ja sobie pomyślałem: "Chłopie, ty masz w sobie więcej Magiery niż połowa drugoligowych napastników razem wziętych!". Tyle że nie wiem, czy ten gość już piłki przy nogach nie trzyma za mocno, bo trener mu od razu kazał schodzić z boiska za "zbyt ryzykowną zabawę".
I teraz pytanie do was: skoro 14-latek w naszej młodzieżówce potrafi trafić takim strzałem, to dlaczego żaden z tych "dorosłych" napastników z drugiej ligi nie potrafi walnąć chociażby raz w sezonie na naszym stadionie, żebyśmy mogli wstać od ekranu i krzyknąć "WIŚLA PŁOCK!" zamiast tylko westchnąć? 🤡 Bo przecież nie ma co liczyć na to, że bukmacher da 8 do 1 na losową nadzieję – to nie tyle bańka mydlana, co zwykła ściema. Gdzie jest ten jeden, co by miał dość jaj, żeby wbić się w naszą koszulkę i powiedzieć: "No dobra, dziś albo jutro, ale ja tutaj zostanę i strzelę dla was"?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co, Wojtek_Slask, masz rację, że charakter to nie frazes – pamiętam jeszcze tego jednego napastnika z ubiegłego sezonu, co przyszedł do nas z Radomia, ten facet z Piaseczna właśnie, co tyle ludziom obiecywał. Dla mnie osobiście ten jeden mecz, gdzie strzelił tamtego gola z dystansu, był jak uderzenie w nos – dosłownie widziałem, jak trybuny podskoczyły. Ale co z tego, skoro potem poszedł na ławkę i więcej się nie odezwał? Fajnie gadać o ogniu w oczach, ale ja wolę faceta, który wie, że futbol w Płocku to nie bajka, tylko harówka do trzeciej gwiazdki na niebie.
Za to co do konkretnego tropu – idźcie sprawdźcie, co teraz robi ten chłopak z Lubusza, co lata temu trafił tu z trzeciej ligi i naprawdę kopał. On wtedy strzelał takie gole, że kibice mówili, że ma nóż w bucie. Może nie Magiera, ale kto wie, może wystarczy trochę odwagi i oka w głowie, a nie szukanie cudu za każdym rogiem. A swoją drogą, kto by pomyślał, że kiedyś sam w takiej sytuacji stanę za budką i będę liczył na to, że ktoś jednak wpadnie w pułapkę na Murzynówce? Płock to miasto, które albo od razu się pokocha, albo nigdy.
ejże, znowu mamy ten sam bajzel co kiedyś z tym... jak mu tam... tym napastnikiem, co to miał przyjechać z Radomia, pamiętacie? facet nazywał się Kowalski, facet albo Kowalczyk, już sam nie wiem, bo raz tak, raz siak się o nim gadało. mial niby te osiemnastkę w dorobku i kontrakt do czerwca, a wszyscyśmy byli pewni, że to nasz ratunek – że rzuci się na murawę i zrobi nam harmider przez pół sezonu.
no i co? przyjechał, zrobił trzy mecze, strzelił jeden gol, ale nie ten, co się liczy, tylko z rzutu karnego, którego podał mu ktoś inny. a potem poszedł na ławkę i już więcej nie wrócił, bo trener uznał, że lepszy jest młody chłopak, co tylko biega i się ślini. i teraz siedzimy i mówimy: "a no tak, przecież my mieliśmy drugiego Magierę!" – tylko że ów Magiera w tym momencie kopał już piłkę w amatorskim zespole nad Wisłą, bo nikt go nie chciał.
czas pokaże, to prawda, ale kiedy ja patrzę na wasze twarze kibiców, co to dziś piszecie o ogniu w oczach i charakterze, to mi się coś robi nie tak. bo przecież futbol to nie bajka, tylko praca, a nasze miasto ma w sobie tyle, że aż boli patrzeć, jak znów się ktoś łudzi, że któryś cudowny napastnik z drugiej ligi pojawi się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
pamiętajcie, jak wasz stary prezes, co to umarł w zeszłym roku, mówił: "żeby się grać dobrze, to potrzeba nie tyle nazwiska, co serca, które bije za naszą barwą". i wiecie co? on miał rację, choć w tamtym czasie gadaliśmy, że to stare wyjadacze bredzą. a dziś? dziś mamy młodziaków, którzy biją się o swoje, ale nikt im nie daje czasu na to, żeby pokazali, co potrafią. i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia – szukamy kogoś, kto zrobi za nas robotę, zamiast samemu się wziąć do roboty.
no ale nic, trzymam kciuki, że tym razem się uda. przecież i tak nie mamy nic do stracenia, prawda?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽