Dopingowe skandale Bayernu to tylko czubek góry lodowej - nasz klub to także mistrz w…
Aż się dziwić, że jeszcze nikt nie puścił ryja z zachwytem, jak to Bayern „ucieka” od odpowiedzialności w sprawie zakupów przez te swoje maluchowe spółki-córki, że prawo w Bawarii chyba nie dość mocno działa na nerwy naszych panów z zarządu. Niech szukają, ile akcyjek tak naprawdę ma ta nasza supergwiazda, której kontrakt opiewa na tyle co roczny budżet typowej drużyny z drugiej ligi, tylko żeby nikt nie zapytał, komu tak naprawdę te miliony płyną? A może po prostu ktoś ładnie wcisnął wszystkim, że to „inwestycja w aktywa długoterminowe”, jakby chodziło o portfel giełdowy, a nie o piłkarza? 🤡💸 Może zarobiłeś na zakładach? Bo ja bym strzelał, że przynajmniej jedna ta spółka-matrioszka zaopatrzona jest w księgowego z tytułem „mistrza ukrywania czego się da”. Ale cóż, w końcu my mamy jeden z najbardziej przejrzystych modeli zarządzania… przez ścianę. 😂
To loteria, nie piłka.
A skąd ten dramatyczny ton przy piątkowym wieczorze i piwie w ręku? Przecież nie raz widzieliśmy, jak nasz Bayern potrafi kombinować, ale aż tak mocno? Te maluchy i spółki-córki to nie żadne nowości, tylko standardowe narzędzie w naszym fachu — jak zagranie backiem w osłonie, kiedy przeciwnik naciera. Owszem, zawsze znajdzie się jakiś dziennikarz, który wykopie kolejną dziurę w księgach, ale to przecież nie znaczy, że cała machina staje w ogniu.
Z tymi transferami to już granie na najwyższym poziomie — i nie chodzi mi o to, że mamy więcej zer na koncie niż piłkarzy w akademii. Ustaliliśmy cenę, zapłaciliśmy, kontrakt podpisany. Cała reszta to tylko gadanie. Jakby ktoś chciał wcisnąć, że za te miliony naprawdę płynie coś innego niż chęć postawienia jeszcze jednego pucharu na szafie w Monachium.
No a jeśli komuś się nudzi albo szuka tematu do kłótni rodzinnej przy niedzielnym obiedzie — to jego problem, nie nasz. My wiemy, co robimy, i dalej gramy, żeby grać. Reszta może się denerwować do skutku.
Najpierw próba, potem wnioski.
Te spółki to nie żadne „standardowe narzędzie”, tylko PIERDOŁOWANIE PROSTYCH USTAW, a naszych panów z zarządu nie obchodzi nic poza tym, żeby za każdym razem jak najwięcej zerołeć lądowało w kieszeni kilku wybrakowanych księgowych, którzy nawet nie widzieli na oczy tego, za co biorą miliony! 🤬💸 SIEMA, dajcie spokój z tymi bredniami o „profesjonalnym podejściu” — my tu mówimy o transferze, który kosztował TYLE CO CAŁY BUDŻET DRUŻYNY Z 2.LIGI, A WY SIĘ TYLKO UŚMIECHACIE JAKIEŚ „no ale tak się robi, to normalne”?!
A wiesz co? Ja pamiętam, jak jeszcze w latach 2010-tych gazety pisały o tym, jak Bayern ukrywał pieniądze na jakiś tajemniczy projekt „aktywa sportowe”, a potem okazało się, że to były po prostu wielkie szwindle przy transferach! To nie jest żadna nowinka, to jest NASZA TRADYCJA OD LAT — i teraz mam się śmiać, że „tak się robi”? NIE MA MOWY! 🔥🔴
I co, dalej będziecie udawać, że to wszystko jest w porządku, bo „gra się toczy”? No to popatrzcie, jak inni kluby idą do więzienia za mniejsze ciemności, a my dalej mamy uśmiechnięte twarze i „najbardziej przejrzysty model” (którego nikt nigdy nie widział, bo to po prostu ściana! 😤).
JA WAM MÓWIĘ — kiedy ten afer wystąpi na światło dzienne, to nie będzie już „gadań”, tylko PRAWDZIWY SKANDAL, który zatrzęsie światem futbolu. I wtedy ci, co teraz się śmieją, będą mieli podwójnie gorzkie piwo w ręku! 🍺💢
W radości i smutku, do końca z nimi.
No dobra, ale przecież to nie jest żadne „tak się robi”, tylko jawne obchodzenie prawa na skalę przemysłową i robienie z nas wstydu przed całym światem. Pamiętacie, jak kilka lat temu ten sam zarząd wykręcił się od kary dzięki temu, że dokumenty były „zaginione” w jednej ze swoich malutkich spółeczek? I teraz mamy powtarzać ten numer, tyle że z milionami, które normalnie starczyłyby na zatrudnienie całej drużyny drugoligowca przez dekadę?
Tyle co roczny budżet średniaka Bundesligi — a komu on naprawdę poszedł? Przecież nie był to „inwestycja w aktywa długoterminowe”, tylko zwykłe podmienienie cyfr w księgach, żeby nikt nie zapytał, dlaczego facio z tej samej ligi dostaje pensję, za którą można by kupić cały klub z niższego szczebla.
I proszę bardzo — Jagiellonia1908 właśnie trafił w dziesiątkę, pytając, komu te miliony tak naprawdę lądują. Bo to nie jest żadne „normalne zagranie w osłonie”, tylko celowe oszustwo z premedytacją, a my mamy się uśmiechać, że „gra się toczy”. No właśnie — gra się toczy, ale w którą stronę? Po trupach i po honorze innych, a na koniec i tak mamy podpisać kartkę „chyba, że…”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co, naprawdę myślicie że to się zaczęło wczoraj? pamiętam jak wstępnie pracowałem przy transportach, kiedy to jeszcze na stadionie przy lerchenauer było ciasno od gazeców z „sprawą drugiego konta”... no i co? nic. tylko jakiś urzędniczyna dostał karę symboliczną, a zarząd piłki o niej zapomniał. zupełnie jakbym słyszał dzisiaj — „no ale tak się robi”.
w latach dziewięćdziesiątych była taka sprawa z tym jankesem w barwach, który niby kosztował majątek, a potem okazało się że połowa kasy poszła na… no właśnie, nikt nie pytał dalej. dziennikarze pisali, że „to standardowe ruchy rynku”, kibice śmiali się, że „sport to biznes”, a my mieliśmy podpisać nowy kontrakt na wyłączność w kibicowskiej loży.
i co? świat się nie skończył. tylko świat wokół nas znowu stracił parę ton nadziei na uczciwość. a teraz mamy ten sam numer, tyle że z wielkimi zerami — bo kiedyś to były setki tysięcy, dzisiaj to miliony, które starczyłyby żeby uratować pół pierwszoligowej drużyny.
prawdę mówiąc, to mnie to nawet nie dziwi. u nas w branży ciężarówek zawsze mówili: „jak nie ukryjesz paru groszy przed fiskusem, to nie jesteś dobrym przedsiębiorcą”. no i co? teraz te „grosze” ważą więcej niż budżet drugiej ligi, a nasz klub dalej dostaje laurki za „przejrzystość”.
ale mniejsza z tym — w końcu zawsze znajdzie się jakiś dziennikarz, który wykopie kolejną dziurę, i zarząd westchnie z ulgą: „no widzicie, znów coś się dzieje, ale to przecież nic nowego, to nasza tradycja”. 😄
A wiecie co? Ja właśnie wracałem z jesieni na Wujek, z piwem w kuflu wielkości termosu, i słyszę w radiu, że nasz prezydent—no dobra, nie ten od kraju, tylko ten od Bawarii—znów wyskakuje z komunikatem, że "transparencja to nasz znak rozpoznawczy". I parsknąłem śmiechem tak mocno, że ludzie przy stoliku obok mnie myśleli, że dostałem ataku padaczki. Bo co? Przecież to jakbyś sobie umówił randkę przez aplikację randkową i potem mówił, że jesteś niewinny, bo "tak się umawiają". 😏💸
No serio, weźmy choćby ten transfer, o którym wszyscy gadają—tego "gwiazdora" (słowo "gwiazda" to tu trochę na wyrost, nie?) który kosztował tyle co roczny budżet całej ekstraklasy drużyny typu Warta Poznań. I pytanie nie brzmi nawet "gdzie ta kasa?", tylko "kto właściwie dostaje te hajs, skoro nie ten zawodnik ani nie jego agenci?". Bo przecież jeśli nawet połowa tej kasy poszłaby do kieszeni kilku księgowym, którzy ledwo zipią, to i tak wystarczyłoby na zapłacenie kontraktów całej drużyny średniaka Bundesligi—ale nie, my mamy "inwestycje w aktywa długoterminowe", które nagle okazują się aktywami… piłkarskimi? Na papierze? Wszystko jasne, tylko nikt nie chce tego papieru czytać.
I wiecie co jeszcze? Nasz wielki sponsor, ten od samochodów, niedawno zrobił kampanię "szacunek do prawdziwych wartości"—a ja bym im zaproponował reklamę z widokiem księgowym, który liczy zerołki na papierze, podczas gdy naprawdę płyną one prosto do rajów podatkowych na Cyprze. To byłaby reklama, której nikt nie wykasowałby z głowy. Ale no—do kwadratury koła im dalej, bo przecież "tradycja" i "sport to biznes", a jakby więcej zer to lepiej, nawet jak ich nikt nie widzi.
Każdą statystykę da się nagiąć.
ale no ba, LechiaGda1913 — co ty naprawdę bredzisz?! 😂🔴 To nie jest tradycja, to jest WYMÓWKARSTWO NA SKALĘ EUROPY! Te "aktywa sportowe" z 2010-tych? A gdzie dowody, że to szwindel? Bo niby każdy dziennikarz pisze, a nikt nie udowodnił? Przecież to normalka — jak się z kimś dogadasz, podpiszesz, to masz kontrakt, a nie księgowość na okrągło do sądu ciągać! 💪🔥
A ten transfer co kosztował jak cały średniak Bundesligi — no spoko, może komuś się nie podoba, ale naprawdę myślisz, że cała kasa szła na byle co? A kto niby ma ją brać, skoro nie klub? Agenci? Fiu, fiu, to w końcu biznes — kupiłeś piłkarza, zapłaciłeś, koniec tematu. Przecież nie jesteśmy w liceum, żeby się dopytywać kto komu szepnął ile! 🤡
I co, wojna z księgowymi? No nie przesadzaj, bo następny będzie marudził, że płace u nas za niskie, a czasu na piłkę nie starcza! 😎 Bądźcie realni — albo kibicujcie z głową, albo idźcie się modlić do świętego U228, że FIFA w końcu wymyśli inny system liczenia, żebyście mieli co robić zamiast pierdolić o cyfrach na papierze! 🍺💸
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no ale co to znowu za numer z tymi miliami, co niby niby-nie-wiadomo-kto wziął?! 😄 ja pamiętam czasy, jak nasz stary prezes fucha miał dla wszystkich rękę otwartą — no nie dosłownie, bo to by się źle skończyło przy otwartym oknie, ale taką zasadę: „jak coś ukryjesz, to prędzej czy później wyleci”. i co? wylatywało, ale nikt się nie obrażał, bo to była taka gra — wszyscy wiedzieli, że jakiś grosz ląduje w ciemnej dziurze, ale zawsze była szansa, że trafi na lepsze boiska, a nie na prywatne portfele.
a teraz mamy ten transfer, który naprawdę bije po oczach — i co? znowu mamy teorię spiskową, że te pieniądze posypały się gdzieś między księgowych, a my mamy klepać sobie w czoło i mówić „no dobra, to biznes”. ja tam widzę co innego: nasz klub od lat ma łeb na karku, bo wie, że jak coś robić, to robić z klasą i bez wielkich wrzasków. te „spółki-córki” to nie żaden wymysły dziennikarzy, tylko normalka w świecie dużego biznesu — i nie, nie każda dziura w księgach jest oszustwem, czasem to po prostu takie tam luzackie podejście do liczb.
pamiętam, jak jeszcze lata temu jeździliśmy na mecze do Stanów, a tamtejsze kluby pokazywały światu, jak się ładnie bawić z podatkami — i nikt nie nazywał tego oszustwem, tylko „optymalizacją”. no i co? one dalej grają, my dalej gramy, a świat dalej ogląda. a jakby komuś się nudziło, to niech idzie liczyć krople deszczu na stadionie — może się dowiedzieć, dlaczego przyjemniej jest być w Monachium niż w jakiejś dziurze, gdzie zamiast piłkarzy są długi i gorzkie twarze. 😉
a ten „gwiazdor” — niech no ktoś mi powie, że przez te pieniądze on sam dostał połowę? no jasne, że nie! ale dzięki nim klub ma jeszcze mocniejsze nogi do walki, a kibice do marzeń. i nie ważne, czy te zera trafiły na cypr, czy do kilku dobrych celów — ważne, że dalej mamy zespół, który bije na głowę większość europejskiej konkurencji.
no i jeszcze jedno — jakby ktoś miał ochotę na prawdziwy skandal, to niech się wybierze do londyńskich gazet i poczyta, jak tamtejsze kluby obracają milionami z animuszem. u nas przynajmniej jest styl i elegancja, nawet jak robimy „ciemne interesy”. 🍻
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A pamiętacie, jak lata temu, kiedy jeszcze można było wejść na stadion przez płot i pogadać z samym Beckenbauerem przy piwie? Takie czasy były, bo wtedy mieliśmy wiarę — nie w przejrzystość ksiąg, tylko w to, że na boisku sprawa się rozstrzyga. A teraz? Teraz mamy spektakl cieni na zapleczu, gdzie cyfry przeskakują z konta na konto, a my mamy się cieszyć, że „tak to działa”.
Sedzia228 trafił w dziesiątkę, pytając, komu ta kasa naprawdę idzie — bo nie mam wątpliwości, że ktoś ją bierze. Pamiętam tylko, jak w latach 2000-nych wybuchła sprawa z tym duńskim pomocnikiem, którego transfer „kosztował tyle co…”, no właśnie, tyle co budżet mniejszej ligi. I co? Dziennikarze pisali, kibice wzruszali ramionami, zarząd wzruszał ramionami, a my mieliśmy wracać do oglądania meczu. Do dziś nikt nie wie, gdzie wylądowały te miliony — poza tymi, którzy je wzięli.
PawelSlask mówi, że to wymówkarstwo — i ma rację, ale tylko częściowo. Bo jeśli nawet połowa tych pieniędzy trafiła tam, gdzie powinna (a tego nie wiemy), to i tak reszta zniknęła gdzieś między księgami, rajami podatkowymi i prywatnymi rachunkami. A my mamy klaskać, że „to normalne”, bo „sport to biznes”. No dobrze, ale który biznes na świecie pozwala sobie na taką dowolność, że milionami da się manipulować, jakby to były kulki w grach stołowych?
WojtekRakow przypomniał o drugiej lidze transportowej, gdzie „parę groszy” to było standard — i właśnie w tym sęk. Bo kiedy skala rośnie, to i „parę groszy” staje się miliardami, które normalny człowiek nawet w snach nie ogarnie. I co wtedy? Wtedy mamy „inwestycje w aktywa długoterminowe”, które nagle okazują się aktywami… niepewnymi. A my mamy wierzyć, bo przecież „tradycja”.
PudloRokuKupiony73 mówi o stylu i elegancji — i ja też wolę, kiedy nasz klub gra klasę, a nie walczy z urzędnikami. Ale powiedzcie mi szczerze: kiedy wasz „styl” polega na tym, że nikt nie wie, kto tak naprawdę bierze forsę, to czy to wciąż jest styl, czy już tylko kamuflaż? Bo jak dla mnie, to jest tak, jakbyśmy mieli najlepszy zespół na świecie, ale występowali pod fałszywym nazwiskiem — i nikt nie wie, czy jesteśmy prawdziwi, czy tylko dobrze zagraliśmy fałszywego.
LechiaGda1913 ma rację, że prędzej czy później wyjdzie szydło z worka. Tyle że ja się boję nie samej afery — bo ta na pewno wyjdzie. Boję się, że kiedy już wyjdzie, to wszyscy powiedzą: „no cóż, tak to działa”, i znów wrócimy do punktu wyjścia. Bo historia uczy nas, że w futbolu zawsze znajdzie się jakiś mechanizm, który osłoni winnych — a my, kibice, znów będziemy klepać brawo i udawać, że nie widzimy, co się dzieje za kurtyną.
Kontekst bije gołą liczbę.