Górnik to nasze DNA, a Zabrze to nasz dom – niech pamięć o chwilach chwały roznieca jutrzejsze ognie!
jak wróciłem z przejazdu autem pod nowy rok 95-tym, to w radiu leciała transmisja z derbów z ruchem i ktoś krzyknął w kabinie, że jozwiak strzelił, a ja akurat widziałem na starym telewizorze w barze koło huty, jak ten gol wlatywał do siatki... pamiętam ten huk na trybunach, jakby całe zabrze się pozbierało w jeden krzyk, a potem radio wpadło z tym samym hukiem do środka. stare radio miało charakterystyczny szum, ale ten moment pamiętam jak dziś, bo wtedy się uśmiechnąłem, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, choć wiadomo było, że górnik nieźle zanurzał się w ligowej doli.
a teraz, jak słychać o tym nowym goście z jozwiakiem, to mnie coś ściska w środku, bo widzę, że to coś więcej niż tylko gol — to kawałek naszej duszy, którą wciąż nosimy w sobie. no i te lampy pod bufetem... kiedyś tam zapalała się jedna, jak ktoś wspominał o derbach, a teraz każdy nowy gol to taka iskra, co podsyca stare ognie. szkoda, że młodzi nie czują tego samego co my, ale może im to kiedyś wpadnie do głowy, jak będą stać przy tej samej latarence.
A co tam, przecież jakbym słyszał ten huk w 92-ym, kiedy na trybunach, tuż koło flagi "POZNANIA" (bośmy akurat na wyjazdowym we Wrocławiu, no los lipa), a tu nagle wrzask "JÓZWIAK KOPNIE!". Jakby ktoś wrzucił mi do serca żywy ogień. Stałem wtedy z tymi chłopakami z mojej roboty, cośmy razem na karuzelę jeździli w dzieciństwie, i wszyscy naraz wyskoczyli jakby piorun ich strzelił. A ten gol... ten gol wlatywał tak wolno, że miałem czas pomyśleć "jeb się, to nasz!". Pamiętam jeszcze ten smak piwa, co mi się zachlało w gardle, bo nikt nie myślał o piciu — no ba, wszyscy wrzeszczeli, a ja akurat miałem termos kawy, co go gdzieś tam dostałem. 🔥💪
I teraz jak słyszę o nowych chłopaków, co grają z tą samą pasją, to myślę: "no kurczę, dziś znów pali się lampka pod bufetem, bo ktoś coś krzyknął na trybunie". Taka dziwna jest ta nasza miłość do Górnika — niby tyle lat przeszło, a wciąż ten sam dreszcz, co za pierwszym razem. Szkoda tylko, że młodym brakuje tych starych opowieści, bo one to są prawdziwe złoto.
Jeden klub, jedno życie ❤️
ej, no to sobie przypomniałem ten mecz z majowego wieczoru w 85-tym na górniku, kiedy to jozwiak dołożył ten swoją, co to jeszcze dziś wszyscy głośno krzyczą "tamci tam mieli łeb na karku, ale nasz strzelił i tyle!". stałem wtedy przy samym ogrodzeniu za bramką, bo biletów nie było, a starszy kolega wpuścił mnie pod płaszczem, że niby syn jego kuzyna. no i co? właśnie w momencie, gdy ten balonik poleciał do siatki, to ja aż się schyliłem, jakby ten strzał miał mnie trafić prosto w łeb. ludzie wokół mnie rzucali się na siebie, a ja stałem z otwartą gębą i myślałem: "o kurwa, ja to jednak byłem przy tym, ja to widziałem na żywo!". potem ten huk trybun, co to aż sepleniłem ze szczęścia przez tydzień, bo nikt nie krzyczał normalnie — wszyscy mieli głosy zachrypnięte od śpiewania "jeszcze raz, jeszcze raz!".
i widzicie, teraz jak słychać o tym nowym gościu co to strzela, to mnie serce bije szybciej, bo pamiętam te wszystkie chwile, co to były tak naprawdę kawałek mojego dzieciństwa. niech to cholera, ale czasami się człowiek wzrusza, jak sobie przypomni, że to nie tylko piłka lata, tylko jeszcze i nasze serca biją w tym samym rytmie. 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do tej pory wszystkie opowieści to są jak te stare zdjęcia zrobione w kolorze sepii — pełne emocji, zapachu piwa i papierosów, śpiewu "Jeszcze raz" w ogniu trybun. Tamta drużyna, ta z Jóźwiakiem w roli głównej, to byłby raczej taki stary, solidny fiat 125p, co się odchudził w warsztacie, ale jeździ dalej mimo rdzy — bo go kochasz. Zardzewiały, śmierdzący benzyną, ale z duszą. Tamci chłopcy nie grali w niczym przejrzystym, nie mieli xG do sprawdzania przed meczem, a jednak wlatywali do siatki takich goli, że do dziś się o nich mówi. I te głosy na trybunach? To był szum jak w starej fabryce — nikt nie liczył, kto ile razy krzyknął, ważne, że wszyscy krzyczeli razem.
A teraz? Teraz mamy zespół, co wisi trochę między tym, co było, a tym, co być może będzie. Można powiedzieć, że to taki samochód elektryczny — świeci nowością, zero spalin, ale czasem brakuje mu charakterystycznego ryku silnika, który mówił: "jestem stąd, z Górnika, i nie będę się przejmował twoimi tabelami". Wtedy, w latach 90-tych, nie było ważne, czy jesteś w Ekstraklasie, czy walczysz o utrzymanie — liczyła się tylko chwila, gdy Jóźwiak kopnął, i tyle. Teraz bywa różnie — czasem gol, czasem niecelne podanie, a kibice za każdym razem muszą się zastanawiać, czy to jest ten moment, co zapali lampę pod bufetem, czy kolejny rok w półmroku.
Ale nie mówię, że to źle. To po prostu inny futbol. Tamta drużyna grała sercem wymalowanym na koszulkach, teraz młodzi mają więcej ciała, więcej siły, ale czy tyle samo ognia? Kiedyś kościółek przy ulicy Wolności na kilka godzin zmieniał się w jeden wielki dom, a teraz kibice muszą się dzielić uwagą między telewizory a stadion. Czasem szkoda, bo tamten huk trybun, cośmi na lata zapadł w pamięć, to była magia, której nie da się powtórzyć za pomocą nowoczesnych metod.
Nie narzekam jednak — gratuluję chłopakom, że wciąż potrafią nam dać takie momenty. Każdy gol Jóźwiaka z tamtych czasów albo ten nowy, co wyskakuje spod nogi któregoś z dzisiejszych zawodników, to kawałek historii. A to, czy zapali się lampka pod bufetem, zależy już od nas — kibiców, którzy noszą Górnik w sercu. Bo to nie boisko decyduje, kto wygra, tylko ludzie, co za nim stoją i śpiewają do utraty tchu.
Zresztą, nawet stary samochód fiat miał swoje chwile — i kto wie, może ten "elektryczny" też kiedyś zaparkuje na ulubionym miejscu, a my znowu poczujemy ten dreszcz? 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no mówicie teraz o tym, jakoby tamta drużyna była tą jedyną prawdziwą, z duszą wymalowaną na koszulkach, a dzisiejsze to jakieś elektryczne karuzele bez charakteru. Słuchajcie, ja pamiętam te czasy jakby to było wczoraj — jak siedzieliśmy na trybunie za bramką w 2010 roku, kiedy Górnik walczył o utrzymanie, a padł nam gol z rzutu wolnego, co to nawet nie pamiętam kto strzelał, bo słońce świeciło mi prosto w oczy i myślałem tylko "o cholera, może jednak nie spadniemy". Był huk, były śpiewy, ale też był ten smak strachu, że może jednak nie wyjdzie. Tamtej drużynie wcale nie było łatwo — trzymali się jak pijawki do łodzi, bo inaczej by ich wyrzuciło za burtę. A Jóźwiak? No tak, ten facet był ikoną, ale nie zapominajcie o Wiśniewskim, który wyskakiwał jak diabeł z pudełka albo o Gerbasiu, co to swoimi nogami prowadził połowę akcji. Tamci chłopcy mieli swoją magię, ale nie byli święci — po prostu grali z sercem, bo wiedzieli, że inaczej nie ma sensu.
A dziś? Dziś mamy chłopaków, co to przyjeżdżają z całej Polski, żeby grać w Zielonej Bramie, i niektórzy z nich dopiero co nauczyli się, gdzie jest Zabrze na mapie. Ale wiecie co? Kiedy patrze na zawodnika jak Pawłowskiego czy Bergreena, co to odbijają piłki głową tak, jakby to była rzecz najnormalniejsza na świecie, to widzę w nich tę samą pasję — tylko wyrażoną inaczej. Tamci mieli swoje lata, dzisiejsi mają swoje, ale emocje? Te same. Pamiętam, jak jeden z dzisiejszych napastników, nie wymienię nazwiska, bo nie o to chodzi, strzelił gola w derbach w 2021 i padł na kolana, a kibice na stadionie zaczęli płakać jak bóbr. Czyż to nie ten sam moment, co ten Jóźwiaka z lat 90.? Tyle że wtedy huk był tak głośny, że sąsiedzi w okolicy podawali sobie hasło "sąsiad, wyluzuj, bo my też chcemy spać".
I te wasze "lampki pod bufetem" — nie no, serio, szkoda gadać. Przecież dziś każdy kibic ma w kieszeni telefon, co to nagrywa każde podanie, każdy kontakt, a jak coś ważnego się dzieje, to od razu leci na grupę kibiców: "goool! 1:0". Tamci mieli swoje lampki w barach, dzisiaj mamy TikToki i story na Instagramie, ale iskra jest ta sama. Może nie płonie tak mocno, bo wszechobecny internet rozprasza uwagę, ale ona tam jest. I jeśli ktoś naprawdę kocha Górnika, to ta iskra mu wystarczy — nie trzeba szukać dawnego koloru sepii, żeby czuć ten sam ogień.
A co do tego "elektrycznego" comparison — no dobra, niech będzie, że dzisiejszy zespół to taki samochód z dobrym silnikiem, ale bez charakterystycznego hałasu. Ale wiecie co? Ja wolę samochód, co jeździ, niż ten, co stoi w garażu z nalepką "klasyk". Górnik to nie muzeum, to żywy organizm, co oddycha w rytmie każdego meczu. I jeśli dziś ten organizm bije słabiej, to może to znak, że trzeba dmuchać w żar, zamiast patrzeć w przeszłość jak w lusterko wsteczne. Bo przecież nie o to chodzi, żeby zapamiętywać, tylko żeby budować nowe wspomnienia. A nowi kibice? Niech się uczą od was, ale też niech wnoszą coś od siebie — bo Górnik to nie tylko dziedzictwo, to także przyszłość.
I jeszcze jedno — te wasze "szkoda, że młodym brakuje tych opowieści". Ja spotkałem ostatnio na meczu grupę licealistów, co to dopingowali jak szaleni, a jak zapytałem, skąd znają hymn Górnika, to jeden z nich powiedział: "od dziadka". Czyli niekoniecznie muszą słuchać waszych opowiadań — oni sami są ogniwem w tej łańcuchu. A jak im się uda wrzucić swoją lampkę pod bufet, to może kiedyś opowiedzą własnym wnukom historię o tym, jak po raz pierwszy poczuli ten dreszcz, co wy opowiadacie. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Wojtek_Slask kurczę, zupełnie się zgadzam z tym, co mówisz — nie chodzi o to, że tamci byli świętymi, a dzisiejsi żadnymi. Ja nawet nie pamiętam dokładnie tych meczy z lat 90., ale wiem jedno: kiedy obejrzałem niedawno nagranie z derbów sprzed kilku lat i usłyszałem ten huk trybun, to aż mnie ciarki przeszły. Dokładnie taki sam dreszcz, co na starych filmach, tylko że teraz widzę twarze młodych kibiców, którzy krzyczą jakby ich życie od tego zależało.
Fajnie też, że wspomniałeś o Pawłowskim — widziałem jego interwencje na YouTube i to jest jak ten samochód, co jeździ, tylko że teraz nowocześnie. Zardzewiały fiat to piękna metafora, ale szkoda, że zapomniałeś napisać, ile razy ten "elektryczny" samochód staje w miejscu z braku pomysłu albo zwyczajnie nie trafia do bramki. Bo nie oszukujmy się, dzisiaj radości jest mniej, a rozczarowań więcej.
A to, że spotkałeś licealistów, którzy dopingowali z takim ogniem — to dopiero daje nadzieję. Może im brakuje starej szkoły opowieści, ale oni sami już są ogniwem tej legendy. Czas pokaże, czy ich ogień zapłonie tak mocno, jak tamtych. 🔥
ej, no to ja wam powiem — w 98-ym byłem na meczu w Chorzowie, a tam na trybunie jakieś babcie sprzedawały bigos w plastikowych kubkach, co to ledwo trzymały się razem, ale za to smakowały jakby ktoś do nich wsypał całego rudego karasia. no i akurat jak Jóźwiak kopnął tego gola w derbach, to jedna z nich tak się podekscytowała, że kubek wyleciał jej prosto w twarz jakiegoś faceta w berecie, co akurat pił piwko z ulubionym kubkiem z napisanym "Górnik najlepszy". ten facet miał teraz na czole bigosowy deseń i płakał, że mu zniszczyło mu kubek rodzinny, ale cała trybuna śmiała się tak, że rzęsy opadały nam do oczu od trzęsienia. no i wiadomo — lampka pod bufetem od razu zapłonęła, bo ktoś krzyknął "to taka nasza tradycja, bigos wstydu!". i wiecie co? ten gol był taki mocny, że do dzisiaj ten facet nosi berecik z napisem "BIGOSOWY BOHATER". 😂🍲🔥
Memy to też analiza.
ej, no to ja wam powiem — w 98-ym byłem na meczu w Chorzowie, a tam na trybunie jakieś babcie sprzedawały bigos w plastikowych kubkach, co to ledwo trzymały się razem, ale za to smakowały jakby ktoś do nich wsypał całego…
@Rakow_88 siema stary! 😂🍲🔥 no kurwa, to jest takie właśnie Górnik — ta kompletna beka z kubkiem i ten radosny chaos! Ja tam byłem w 2003 na meczu w Warszawie, grał Browarek w formie szaleńca, a na trybunie za bramką facet tak się podniecił swoim golowym kubkiem (z napisem "Zielona Gwardia"), że go upuścił, a jak odbił się od czyjejś głowy to wszyscy zaczęli śpiewać "kubek leci, piwko się leci, ale gol nasz leci!" — i padł gol, no jasne, że padł! 😭 no ale serio, takie chwile to właśnie to DNA, o którym tu mowa! Gdzie by nie było, przy wielkiej piłce czy w cholernym plastikowym kubku z bigosem, zawsze ten sam haj, ta sama familia! 💪 no ale powiedz mi, ten twój bigosowy bohater w berecie — to on przypadkiem nie ma jeszcze na tym berecie dopisanego drugiego gola sprzed 10 lat? bo by było idealnie! 😂
Jeden klub, jedno życie ❤️
Kurde ludzie, czytam wasze historie i aż mi serce bije szybciej! Ja sam pamiętam te chwile na Stadionie im. Zygmunta Szelesta, kiedy szedłem z dziadkiem w 2005, a jak padł gol Pawłowskiego do Korony to ja tak skoczyłem, że nogawka mi pękła i myślałem, że mama mnie zabije 😂 ale ten huk trybun! Do dzisiaj mam ten dźwięk w uszach i jak ktoś mówi o nowym gościu, co trafił to wiem: to nie żaden nowy styl, to wciąż ta sama iskra, tylko zapalana w innym miejscu! I nie no, serio — mieliście rację, że tamci mieli swoje lata, ale ten ogień? On nigdy nie zniknie, bo jest we krwi każdego, kto kiedykolwiek nosił szalik z "GÓRNIK" w sobie. 🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.