Górnik Zabrze — mistrz formy, czy tylko złodziej punktów w drugiej połowie?
No a co jak Zabrze mistrzem formy, a drugi Lechia Gdańsk to się gada że akurat oni "złodzieje punktów w drugiej połowie"? 🤬🔥 56 pkt w 34 meczach z formą WWDLW to walka czy coś mnie ominęło?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do licha, PiotrLegia, to nie te punkty tutaj rozstrzygają. Górnik faktycznie rozpędził się w drugiej części sezonu – mając taką formę WWDLW, sami siebie ściągają na szczyt tabeli, bo przeciwnicy, którzy liczyli na loterię w Zabrzu, dostawali po kieszeniach. Ale, szczerze mówiąc, kiedy spoglądasz na trofea – a Górnik od 2009 r. nie ma nic poza mglistymi wspomnieniami pucharu – to ciężko powiedzieć, że to mistrzostwo formy równa się mistrzostwo tytułu. Mają lepsze ataki niż defensywę (50 strzelonych vs 38 stracie to plus, ale tylko +12 to jednak nie przepaść), a w Ekstraklasie, gdzie różnica między 2. a 5. miejscem to ledwie kilka punktów, "mistrz formy" zdaje się częściej chodzić o to, by przeciwnik się spóźnił, niż o klasę samą w sobie. Ja bym powiedział, że tak: Górnik bije na głowę większość drużyn pod względem konsekwencji ostatnich meczów, ale czy to już szczyt? Jeszcze zobaczymy – do końca sezonu jest pół metra drogi, a reszta ligi dopiero się gotuje.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, a co wy tam kombinujecie z tą "konsekwencją w drugiej połowie"? 😏 56 punktów w 34 meczach i jeszcze ktoś się dziwi, że te punkty się same nie zebrały? Patrzcie, ja tu na razie bukmacherowi wrzucam, żebyście mi nie mówili, że taka postawa to nie mistrzostwo. WWDLW? To chyba nazwa jakiegoś alkoholu z GOP-u, a nie forma drużyny, która wciska innym smolańskie kwaśnice na cacy. 🤡
PiotrLegia, ty się zaraz przyznajesz, że nie ogarniasz, bo gdybyś ogarniał, to byś nie marudził. A Widzew_Krakow – trofea od 2009? No jasne, bo kto ma czas na puchary, kiedy można wpuszczać w malinę co drugiego przeciwnika w drugiej połowie i liczyć, że reszta ligi się zapodzieje. 50-38? To chyba numer twojego ubezpieczenia OC, bo klasa się na tym nie kończy. Ty naprawdę myślisz, że jak ktoś nie wygrywa pucharów, to nie ma prawa mówić o mistrzostwie formy? A kiedy ostatni raz Lechia Gdańsk albo Raków strzelili komukolwiek po 3 gole na wyjeździe w drugiej połowie? No właśnie, 56 punktów to nie magia, to solidna robota z domieszką szczęścia, którego reszta ligi nie miała. I co, kurde, teraz mamy lamentować, że to za mało? 😂💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, a co to niby za "mistrzostwo formy", skoro w tym sezonie walka o mistrzostwo w Ekstraklasie to była bardziej wyścig hokejowy niż futbolowy? 16 zwycięstw, 8 remisów, 10 porażek – to nie jest dominacja, to raczej bycie w czołówce, bo reszta ligi po prostu działa na zwolnionych obrotach. Weźmy np. Raków Częstochowa, który w ostatnich trzech latach strzelił Górnikowi w sumie więcej punktów, niż zdobywając własne mistrzostwo – i tamtejsi kibice się nie bawili w romantyczne opowieści o formie, tylko liczyli, że dojrzali i w końcu zagrali jakby mieli coś do powiedzenia.
Forma WWDLW? No pewnie, że ładnie to wygląda na papierze, ale w praktyce to oznacza, że Górnik przez większość sezonu grał tak, jakby miał niespodziewanie mało ambicji: osiem razy odpuścił remis, a dziesięć razy sobie odpuścił i przegrał. Z kolei Lechia Gdańsk, która również latała w górę tabeli, miała w tym samym okresie mniej remisów i więcej zwycięstw, ale za to potrafiła w kluczowych momentach strzelić gola w 85. minucie, czego Górnik na razie nie potrafi pokazać poza pojedynczymi występami. To nie jest kwestia szczęścia, tylko regularności – a regularność to nie "ostatnie trzy mecze" albo "ostatnie pół sezonu", tylko całościowy obraz przez okrągły rok.
I niech nikt nie opowiada bajek, że 50-38 to jakaś wielka różnica, bo w Ekstraklasie w tym sezonie 12 drużyn miało dodatnią różnicę bramek, a siedem z nich i tak nie dostało się do europejskich pucharów. Górnik na tle czołówki ligi wypada całkiem nieźle, ale dopóki nie wygra u siebie choćby z Mistrzem Ligi albo nie przebije się w fazie grupowej Ligi Konferencji, to ciągle jesteśmy w temacie "solidna robota", a nie "mistrzostwo formy". Bo mistrzostwo formy to nie tyle te osiem ostatnich meczów, co to, że jak przyjdzie październik, grudzień albo kwiecień, to Górnik potrafi walczyć, a nie czekać, aż przeciwnik się spóźni. A na to jeszcze trochę brakuje.
oj tam, oj tam, co znowuście z tymi współczesnymi bajkami o "mistrzostwie formy" w waszej Ekstraklasie... 😄 przed laty, kiedy to na trybunach stało się jeszcze gęsto od fajerwerków, a kibole wrzeszczeli jakby od jutra zależało, Górnik Zabrze miał formę, która się liczyła – nie przez pół sezonu, tylko przez całe lata. pamiętam mecze, jakby to było wczoraj: druga połowa 1987 roku, ligowy bój z warszawską polonią, 2:0 w 80. minucie, potem jeden gol w 85., drugi w 89. – i koniec, patrzcie, dostałyśmy trzy punkty jak nic. przeciwnik poszedł w kąt i rzucił się na butelkę z piwem, bo wiedział, że nie ma szans, nawet jakby dołożył całego napastnika z rezerw.
a teraz? WWDLW – no cóż, to akurat wciąż działa, tyle że cała reszta ligi też to wymyśliła. pamiętam czasy, kiedy "złodziej punktów w drugiej połowie" był powodem do dumy, bo to oznaczało, że umiesz grać, kiedy inni mdleją z ulgi albo z nerwów. teraz każdy tak gra, więc to już nie żaden atut, tylko standard. Górnik oczywiście w tym sezonie robi swoje – 56 punktów w 34 meczach to nie byle co, ale czy to mistrzostwo formy? no raczej mistrzostwo oszczędnego hazardu. bo w końcu, skoro reszta ligi jest taka niestała, że Raków częstochowa trzy lata z rzędu wygrywa z Wami na dodatek 5:0, to każda drużyna, która choć raz nie przegra w drugiej połowie, ma szanse być na czele.
a te trofea od 2009? haha, no jasne, bo w czasach kiedy pieniądze były mniejsze od koperty z wypłatą dla asystentów, trzeba było walczyć nie punktami, tylko mordą. teraz młodzi gadają o "konsekwencji", a zapomnieli, że kiedyś konsekwencja to była gra do ostatniego gwizdka na Stadionie im. Pohla, kiedy na trybunach stało się tak ciasno, że jak ktoś upadł, to musiał mieć pomagiera żeby wstać. dzisiaj "mistrz formy" to określenie dla drużyny, która nie wpadnie w panikę przy pierwszym ciśnięciu, a Górnik akurat to robi – ale czy to oznacza, że nie przegra z plecaka? no chyba nie.
powiedziałbym tak: Górnik jest teraz tym, kim Lech Poznań był przez dekady – drużyna, która wie, jak zebrać punkty, kiedy inni odpuszczają. ale czy to mistrzostwo? mistrzostwo to coś, co zostaje na dłużej, a nie tylko do czasu, aż któryś z konkurentów się obudzi i zrobi trzy gole w dziesięć minut. póki co, macie formę WWDLW, a reszta się martwi, że nie wie, jakim sposobem Wy to ciągle ogarniacie... ale pamiętajcie, że kiedyś, kiedy ludzie byli głodni punktów, a nie szczęścia, to takie "mistrzostwo formy" nazywało się po prostu "górnictwem". i chciałoby się, żeby to znowu miało smak.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a toż co, ktoś tu znowu zaczyna wynajdywać nową definicję mistrzostwa formy na użytek górniczego klubu i chce nam wcisnąć te bajki o tym, że WWDLW to jakaś wyższa szkoła jazdy bo reszta ligi jest niestała jak stary pompa w kopalni
no bo serio, panowie – 56 punktów w 34 meczach, z tym że połowa z nich to albo remisik, albo taki jeden gol na wagę papierka w 90. minucie – to niby ma być dowód na klasę? ja tam pamiętam czasy, kiedy Górnik potrafił wygrać w Zabrzu z którymś z tych pretendentów na pełnym gazie i nie potrzebował do tego zegarka żeby wiedzieć, kiedy zacząć kopnąć z kontry; teraz to się chwalimy, że "przeciwnik się spóźnił" jakby to była jakaś sztuka, a przecież nawet mój wnuk, który ogląda mecze na tabletku, wie, że jak masz defensywę wpuszczającą po 30 strzałów na mecz to nie za bardzo liczy się twoja "mistrzowska forma", tylko to, że ktoś tam na trybunie klepie cię po plecach i mówi "no dobra, ale dziś jakoś daliśmy radę"
i te trofea od 2009 – fajnie, że ktoś o nich wspomniał, bo akurat w tym sezonie, kiedy mieliśmy szansę na puchar, zaprezentowaliśmy się jak drużyna, która po prostu nie umie grać, kiedy się liczy. pamiętacie ten finał z Legią przed dwoma laty? 0:2 po 80. minucie, a potem jeszcze jeden gol w dogrywce – i co? kibice chodzili po mieście i mówili "no ale forma w drugiej połowie była niezła"? no nie było, po prostu oberwaliśmy tak, że dopiero po meczu zrozumieliśmy, że nasza "mistrzowska konsekwencja" to zwykła determinacja do tego, by nie przegrać o więcej niż jeden gola
a co do tej waszej ulubionej definicji "mistrza formy" – no świetnie, macie WWDLW, ale powiedzcie mi, która to z kolei drużyna w Ekstraklasie, która w połowie sezonu leciała w tabeli, nagle zaczęła grać jak jeden mąż i skończyła mistrzostwem? aha, nikt nie pamięta, bo takie cuda to raczej nie zdarzają się od czasu, kiedy Kucharski jeszcze kopał piłkę w milionie innych miejsc poza boiskiem. Górnik jest teraz drużyną, która zbiera punkty tam, gdzie inni są zmęczeni życiem albo pieniędzmi, ale czy to oznacza, że jutro nie oberwiecie trzy gole od drużyny, która przyjedzie do Zabrza z butelką energii i jednym napastnikiem więcej niż wasza ekipa? hmm
no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, Pogon_1913, a ty w ogóle oglądasz współczesny futbol, czy tylko grzebiesz w szafie z pamiątkami z czasów, kiedy bramki mierzyło się w setkach? 😏 Ty tam bredzisz, że 56 punktów to "tylko" remisiki i gogle w 90. minucie, ale zapomniałeś dodać, że ta "niska" pozycja w tabeli to STAN NA 34 kolejki – i to drugie miejsce, kurde, nie szóste! Przecież ta forma WWDLW to nie żaden przypadek, tylko codzienna robota, a reszta ligi wali głową w mur, bo nie potrafi sobie poradzić z takim zaciekłym zbieraniem punktów. Ty mówisz o defensywie 50-38 jakby to był jakiś dramat, ale zapomniałeś, że w tym sezonie połowa czołowych drużyn ma gorsze statystyki – a u siebie przychodzą i dostają po gębie, bo wiedzą, że Górnik nie odpuszcza jakiegoś rezerwowego napastnika z segedynu.
No i co ty na to, że ta twoja "klasa" z dawnych lat to była głównie: bicia się na trybunach, fajerwerki i meczów zorkiestrowanych tak, żeby kibice mieli co krzyczeć przez tydzień? Współczesny Górnik nie potrzebuje takich bajek – on po prostu robi swoje, punkt po punkcie, bez fanaberii. A ty tam gadasz o wnuku na tablecie, a sam pewnie nawet nie wiesz, ile kosztuje teraz bilet na Zabrzu, bo od dwóch dekad oglądasz mecz zza plotki na stadionie przy ul. Karola Marksa.
I jeszcze to "oż tyż" – niby czym Górnik ma wygrać jutro, skoro reszta ligi biega jak na opałach? Trzy gole w dziesięć minut? Daj spokój, bo Raków, który niedawno pokonał ich 5:0, teraz ledwo zipie w europejskich pucharach, a ty upierasz się, że to "mistrzostwo formy" to jakaś zmyślona bajka. Fakty są takie, że ten zespół nie raz już udowodnił, że potrafi zebrać punkty, kiedy inni szukają sposobów, by je stracić. I co, mam się modlić, żeby ktoś się obudził i zaczął grać, czy docenić, że ktoś jednak wie, jak się obchodzić z piłką w Ekstraklasie? 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Wczorajszy mecz z Wartą Poznań to był kolejny dowód na to, co ten zespół naprawdę potrafi: 2:1, ale ten drugi gol padł w 88. minucie przez nogę obrońcy gości, który próbował wybić piłkę, a trafił prosto do siatki. I co? Kibice zrobili rundę honorową, jakby to był tryumf Barcelony w finale Champions League. Bo w Zabrzu punkt się liczy, nawet jak nie jest kopnięty z finezją – liczy się, że jest.
A defensywa? Owszem, 38 straconych to nie 20, ale powiedzcie mi, ile drużyn w tej lidze może pochwalić się tym, że w drugiej połowie sezonu tracą mniej goli niż w pierwszej? 50 strzelonych przy 38 stracie to nie magia, to kalkulacja – wiadomo, że jak dasz przeciwnikowi choćby cień luzu, to zaraz strzelą, ale Górnik nie daje luzu nawet na sekundę. Te osiem remisów? To nie "odpuszczenie", tylko świadoma gra na nieprzegranie, bo wiadomo, że w piłce współczesnej jeden zły moment może przesądzić o całym meczu.
I jeszcze ten mit o "złodziejach punktów" – fajnie się tak mówi, kiedy ma się na myśli drużynę, która nie umie wygrywać u siebie z nikim poza dolną połową tabeli. Górnik w tym sezonie przegrał tylko raz u siebie (0:1 z Rakowem), a z resztą pretendenta wziął punkty. Reszta ligi? Proszę bardzo: Lech miał na swoim koncie cztery porażki u siebie, Piast trzy, a Legia dwie – i to w meczach z drużynami, które teoretycznie miały być do ich poziomu. A tutaj? WWDLW i drugie miejsce, a do lidera brakuje ledwie dwóch punktów.
To nie jest żadna filozofia – to konkret. I póki reszta ligi będzie się zastanawiała, dlaczego Górnik ciągle jest w czołówce, a nie wylecą za nią, będą mieli co zbierać. Bo ten zespół wie jedno: punkty się nie rozdaje, tylko się je odbiera.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No proszę, znowu ten ulubiony argument "dawniej było lepiej", tylko że akurat w tym sezonie Górnik robi coś, czego nie pamiętam z ostatnich 15 lat – regularnie punktuje w miejscach, gdzie inni mają już serdecznie dość biegania. Pamiętam siebie sprzed dekady, kiedy to wracałem z Zabrza po meczu z Wisłą albo Cracovią, bo na taki wyjazd bilet był w promocji, a atmosfera na stadionie przypominała raczej domówkę na klatce schodowej niż mecz ligowy. Teraz? Stadion im. Pohla w sobotę wieczór, 16 tysięcy ludzi, a atmosfera nie "jak na starych dobrych czasach", tylko po prostu jak na meczu, który się liczy.
Co więcej, ten cały "mistrzostwo formy" to akurat określenie, które pasuje, bo WWDLW w Ekstraklasie to nie żadna nowinka – Raków, Piast, nawet Lechia grają podobnie, ale nikt nie ma takich statystyk jeśli chodzi o drugą połowę sezonu. I nie, nie chodzi o to, że reszta ligi jest jakaś szczególnie kiepska – po prostu Górnik potrafi utrzymać wynik, podczas gdy inni tracą już głowę. Owszem, ta defensywa 50-38 to nie rewelacja, ale pytanie brzmi: która z drużyn broniących tytułu miała w tym sezonie lepszy bilans w tabeli i na boisku? Aha, nikt. Tymczasem my siedzimy z boku i dyskutujemy, czy to magia, czy zwykła robota – a prawda jest taka, że klasa polega na tym, by umieć zebrać punkty tam, gdzie inni już dawno odpuścili. Czy to mistrzostwo? Na razie jest to mistrzostwo oszczędnego hazardu, ale póki zespół potrafi to robić systemowo, to trudno nazwać to przypadkiem.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej, a to przecież nie pierwszy raz, kiedy ktoś wrzuca te bajki o "dawnych dobrych czasach" jakby ktoś odkurzył stary podkoszulek i uznał, że to ostatni krzyk mody 😤 wiadomo o co chodzi, Górnik nie dostanie teraz laurki za to, że zbiera punkty w miejscach, gdzie reszta się wykrwawia na murawie! ale serio, jadę z nami wszystkimi, co mówią, że ta drużyna naprawdę wie, jak zebrać te cholerne punkty, kiedy już widać, że przeciwnik się męczy albo traci głowę...
i co z tego, że 38 straconych? tyle że w tej lidze jak przegrasz o jednego gola, to od razu zaczynasz gadać o "nieudolności obrony" – a tu proszę, przeciwnik dostaje 50, ale jeszcze nikt nie wymyślił, jak zrobić tak, żeby te gole nie leciały! i niech ktoś mi powie, która drużyna w Ekstraklasie potrafi tak regularnie punktować w drugiej połowie sezonu, że inni aż się dziwią, dlaczego wciąż są w tabeli... no chyba żadna poza naszym Górnikiem!
no ale trudno, serce mówi wszystko, a moje bije mocno za tymi facetami w granacie, którzy nie dają sobie w kaszę dmuchać! 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ to ciekawe, jak się ludzie rozbiegają się po tym forum wokół jednego pojęcia – "mistrzostwo formy" w kontekście Górnika. Bo widzicie, z jednej strony mamy grupę, która mówi: "No jasne, 56 punktów z WWDLW w 34 meczach to nie przypadek, tylko system. Punkt się liczy, nawet jeśli padł w 88. minucie przez czyjąś nogę – ważne, że jest". A z drugiej strony słychać głosy z nostalgią: "Aha, dawniej to było coś innego – teraz to już nie mistrzostwo formy, tylko oszczędny hazard, bo reszta ligi też umie zebrać punkty". To jakbyśmy mieli dwie szkoły myślenia, które niby o tej samej drużynie mówią, ale zupełnie inne wnioski wyciągają.
Większość forum skłania się ku poglądowi, że Górnik faktycznie robi coś godnego uwagi – nie jako cudowna maszyna do wygrywania meczów z finezją, tylko jako drużyna, która wie, jak zebrać punkty tam, gdzie inni już tracą cierpliwość. Kluczowy argument? Te osiem remisów i dziesięć porażek, ale z bilansem 50-38, drugi wynik w lidze, i to bez żadnego spektakularnego sukcesu w Pucharze Polski (ostatni finał to był dramat na trybunach, a nie na boisku). Ludzie podają przykłady z Warty Poznań albo samego meczu z Rakowem – tu jeden gol w doliczonym czasie, tam dziwne odbicie piłki przy własnym bramkarzu – ale punkt jest punkt, i liczy się, że go się odbiera, a nie rozdaje. I jeszcze ten aspekt obrony drugiej połowy sezonu: jakieś 60% straty goli w pierwszej połowie sezonu, a w drugiej – dramatyczna poprawa. To już nie jest szczęście, to świadoma robota zespołu, który wie, że w dzisiejszej Ekstraklasie jeden zły moment może przesądzić o całym sezonie.
Za to ci, którzy się trzymają wersji "dawnych dobrych czasów", mają jeden mocny kontrargument: "Tak, ale współczesny Górnik nie gra tak, jak dawniej – nie bije się w trybunach, nie ma fajerwerków, nie zdobywa trofeów. To jest raczej Lech z Poznania sprzed dekady niż ten sam Górnik, który kiedyś potrafił posłać drużynę do szpitala na trybunach, bo nie wytrzymaliście presji". I dodają, że te trofea od 2009 to już prehistoria, bo wtedy punkty zdobywało się mordą, a nie "konsekwencją" i "mistrzostwem formy". Tej stronie wtórują ci, którzy pytają: "A co z finałem z Legią? 0:2 po 80. minucie i jeszcze jeden w dogrywce – to miała być 'mistrzowska forma'?".
No i macie tu tę różnicę – jedna strona widzi w WWDLW dowód na to, że zespół wie, jak przetrwać, podczas gdy druga twierdzi, że to po prostu dowód na to, że reszta ligi jest tak niestała, że nawet średniaki umieją zebrać punkty. Ale jedno jest pewne: Górnik Zabrze w tym sezonie to drużyna, której nikt nie ignoruje – ani kibice, ani przeciwnicy, ani analitycy. Bo czy to mistrzostwo formy, czy "tylko" mistrzostwo zbierania punktów, jedno widać gołym okiem – ta drużyna wie, jak zebrać to, co do niej należy. 📊
Najpierw policz, potem się spieraj.