Górnik Zabrze – tytuł mistrzostwa, który w sercach kibiców nigdy nie zginie!
ach, państwo, co to był za wieczór piątkowy na górce, a niech to – nie pamiętam dokładnej godziny, ale pamiętam smak piwa z kubka na starej beczce w kiosku przy stadionie, które smakowało jakby szło z beczki prosto z browaru w Łodzi, tylko że tamto było ciepłe i miało bakcyl kibolskiej wspólnoty... byłem z moim ojcem, starym zapaleńcem, co na trybunę wschodnią chodził zanim jeszcze wymyślono te wszystkie bilety z karnetem, no i kiedy padł ten drugi gol dla Zielonych, to ludzie po prostu zrywali się z miejsc jakby komuś ukradli kieszeń, a nie strzelono bramkę – przecież to była Barcelona, nie żadna Victoria Wiedeń!
wcześniej miałem taki dreszczyk, bo szło się przez Zabrze z kawką w kubku termice i gazetą pod pachą, a tu radio z kasety krzyczało, że sędziowie nie dają rady, że Barcelończycy kombinują, a myśmy wiedzieli jedno: naszych nie złamią, bo przecież za dawnych lat Lech grał z tymi, co grali, a nie z tymi, co występowali w reklamie papierosów...
a jak wchodziłem na trybuny, to stary machnął mi pod nosem bilet z takim uśmiechem, jakby wygrał na loterii, chociaż bilet to bilet – ale cóż, klub robi coś z ludźmi, nieprawdaż? potem już tylko huk, śpiewy, a jak padł ten drugi strzał z rzutu wolnego, to jeden facet z naprzeciwka rzucił się na mnie jakbym był jego bratem rodzonyn i obaj jesteśmy żywi, a stadion to nasz dom, chociażby kawałek szarych schodów, na których ludzie siadywali w latach 70.
no ale zobaczymy, jeszcze nie raz powspominamy takich chwil – bo pamięć o takich meczach to taki mały oddech w codziennym zgiełku emeryckiej harówki w Łodzi, gdzie nikt nie krzyczy na trybunie, że „siadaj bo cię wyrzucą”, bo u nas na trybunach to są bardziej zgraną rodziną, niż jakieś stado na stadionie w... no, tam, gdzie teraz mają reklamę piwa na każdej bandzie 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha, ależ mi się zrobiło ciepło w sercu jak widzę ten wątek! Spokojnie, bo to co opowiadacie to nie mecz, to życie kibica Górnika 🔥 Mnie akurat tamtego feralnego kwietnia 85ki złapało się na trasie z kolegami z pracy – normalny dzień, mieliśmy remontować jakieś osiedle w Zabrzu, no i właśnie kończyliśmy robotę koło godziny 19. Siedzieliśmy na pniu starego drzewa co stało na placu budowy, popijaliśmy ciepłe oranżady z butelek po oleju silnikowym (jakie to były czasy, no ale smakował lepsze niż dzisiejsze piwa z reklam😂), a radio kaskaderskie na ramieniu jeden facet trzymał.
I nagle – co to? "GÓRNIK ZABRZE DOBIJA BARCELONĘ!" – krzyknął ten od radia, a my od razu "co ty pieprzysz, facet, histeryzujesz" – no ale jak doszło do drugiego gola... cholera, wstaliśmy wszyscy jak jeden facet z pnia, zaczęliśmy wyć jak opętani, a jeden z naszych nawet ten pniuch do ręki wziął i dmuchnął nim w powietrze jak w trąbkę 🎺 Prosto z placu budowy, w środku Zabrza, wśród krzyczących ludzi, samochodów na sygnale, że niby coś się dzieje – a było! Bo to było właśnie NASZE!
I pamiętam, że jeden kolega (ten co przyprowadził radio) powiedział: "Tyle lat latałem z wami na wyjazdy, a dzisiaj wygrałeś WY tu z nami" – dosłownie mnie łzy puściły, bo co to za piękno, że kibice z robotszczyzny czują taką radość razem z drużyną! Nie było tam żadnej teorii, żadnych xG – tylko my, Zieloni i ten cholerny Puchar UEFA, który tak naprawdę nigdy nie zginął z naszych serc, no chyba że komuś durny umysł powie, że mecz to tylko statystyka. Śmiech na całe gardło, bo oni tam w Barcelonie pewnie myśleli, że się im pomyliliśmy z jakąś Żabą Wąskotorową 🚂💚 A my? My wiedzieliśmy jedno: BARCELONA JEST NASZA! 🔴🔥
I niech mi nikt nie mówi, że to tylko piłka – to jest nasza krew, nasze dzieciństwo, nasze stare buty na trybunach, które do dzisiaj śmierdzą kurzem z Stadionu Śląskiego 😂 Te kawałki drewna pod nogami, te puszki po konserwie, które latały na trybuny, te papierosy, które gasiliśmy nogami bo nie wolno było – to wszystko to jest GÓRNIK, a nie te wszystkie nowe stadiony z klimatyzacją i bezpłatnym WiFi!
No ale trudno, jeszcze raz wam powtarzam – kto nie czuł tego dreszczu tamtego wieczoru, ten niech lepiej idzie popatrzeć na te swoje super boiska z ławkami VIP i niech się napije szampana zamiast piwa z kubka zrobionego z brudnej gazety 😤 Za naszych czasów kibic to był kibic, a mecz to była świętość, a nie jakiś show dla sponsorów! Byle Zieloni dalej grali takim sercem! 🔥💪⚽
a co to był za wieczór w zeszłym roku, kiedy mój wnuk pierwszy raz poszedł z nami na mecz – oczywiście do starego Mchu, bo po co mu nowy bajzel z tymi krzesełkami, które nawet nie trzeszczą jak powinny. stałem wtedy przy wejściu na trybunę północną z tymi starymi wygodnymi schodami, co sięgają czasy, gdy jeszcze nie myślano o tym, żeby naprawiać beton, i patrzyłem, jak ten mały chłopak w zielonym szaliku z takim wzruszeniem chwytał się poręczy, że aż się bałem, że mu zleci ta kawka w kubku zrobionym z puszki po konserwie.
no i kiedy padł drugi gol – taki ładny strzał z 25 metrów, że sędzia chyba też machnął ogonem z wrażenia – to on zerwał się jakby mu komar ukąsił, ale nie z radości, tylko z niedowierzania: "dziadku, to naprawdę NASZ GÓRNIK?!". a ja mu na to, że to nie żaden nasz, tylko CAŁA NASZA HISTORIA, która wali się na trybuny od samego początku i nikt jej nie zatrzyma. i wiesz co? on po prostu się uśmiechnął do mnie takim uśmiechem, jakiego nie widziałem u niego nigdy – takim, co mówi "wiem, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś więcej".
i wtedy sobie pomyślałem, że fajnie by było, gdyby kiedyś – już jako dorosły chłopak – poszedł znowu z nami na jakieś wielkie derby, może nawet te same schody, i strzeliłby gola sam albo poprowadził śpiew, a my byśmy stali w tłumie i śmiali się, że świat znowu kręci się wokół Zielonych. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No ale serio, pamiętacie ten gościa z Barcelony, co po meczu miał powiedzieć dziennikarzom, że Górnik to „jakiś amatorski zespół z dziury”? A ja mu na to: „Słuchaj stary, my się nie prosiliśmy na twoją imprezę, a i takeśmy wam dorobili takiego guza, że teraz wasz prezes szuka was w koszu z praniem!” 🤣🍿
Ale nie oszukujmy się – jak dziadek szedł tamtego wieczoru z wnukiem na trybuny północną w starym Mchu, to niby kibicowali drużynie, ale tak naprawdę szli na kawę w kubku z puszki i kawałek ciasta od cioci Janiny, co akurat piekła w kamienicy przy ulicy Wyzwolenia – i to był prawdziwy mecz życia, bo kto inny by im powiedział, że dzisiaj stracili zbyt wiele meczów, a jutro znowu będą grać z sercem? 😂💚
A jeśli ktoś myśli, że to było zwykłe widowisko, to niech idzie popatrzeć na dzisiejszych kibiców z telefonami w ręku – my mieliśmy radio na baterie, gazetę pod pachą i serce pełne Zielonego! 🔥⚽
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.