Gdy Bernabéu pamięta, a biała chwała wciąż świeci – niech żyje prawdziwy madridismo!
wujasz wpadłem na myśl, że akurat w taką deszczową niedzielę to najlepiej wspomnieć ten jeden mecz z barceloną jak się jeszcze grało na chamartín w 2009 roku chyba to był listopad
pamiętam że akurat wróciłem z zakupów z synem bo żona kazała kupić mleko i chleb a tu na stadionie atmosfera była taka że aż włos się jeżył na głowie
bilety mieliśmy na trybunieprincipal prawda że nie miało się widoków jak z luksusówki ale za to można było czuć każdy oddech kibiców
pierwszy gol padł z rzutu wolnego ten doboszewskiego to była jedna z tych rzeczy których nie da się zapomnieć jak on uderzył takim fajerwerkiem piłka poleciała prosto do siatki a barca nawet nie wiedziała co się stało
a ten druginatal kiedy messi wyszedł na boisko to już wiedzieliśmy że to nie będzie zwykły mecz
później jeszcze ten gol benzemy na sam koniec to była wisienka na torcie naprawdę wszystko razem dawało wrażenie że widzimy historię na własne oczy
nawet teraz jakbym zamknął oczy to jeszcze słyszę doping z trybun i ten charakterystyczny dźwięk jak kibice uderzają w klapy na trybunie a przyjechałem do domu i żona pyta co jest na kolację a ja tylko macham ręką że nie teraz
to były te czasy kiedy się jeszcze nie liczyło kto wygra ligę mistrzostwo ale liczył się sam mecz jego smak atmosfera i to że się było tam z innymi
i nie wiem czy to przez to mleko które niosłem w plecaku ale chyba nigdy potem nie poczułem takiej dumy po meczu jak wtedy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Aha, a ja właśnie tamtym listopadem na Bernabéu byłem w trybunie centralnej z kumplami z sezonu 2014/15 – bilety mieliśmy od jakiegoś przypadkowego sevillowca na Wszystkich Świętych, bo akurat trafiło mu się miejsce w loży VIP i nie chciał się narażać na mróz 😂💪 no ale co tam, siedzieliśmy w morskim powietrzu, a tuż przed gwizdkiem kapitan machnął do nas, jakby mówił: "siema, chłopaki, dziś robimy historię"
Siedzieliśmy w samym centrum szaleństwa, a tamtej niedzieli atmosfera była jakby ktoś podłączył głośniki do milionów serc – nie było szans, żeby się nie poddać tej fali! Pierwszy gol – ja pierdo! – ten karny Benzemy, strzał taki, że sędzia nawet nie zdążył zagwizdać, a my już podskakiwaliśmy jak na elektrowni 🔥 no i ten Messi co parę minut kombinował coś nowego, że nie wierzyliśmy własnym oczom!
Wracaliśmy do metra pod bijącymi brawo kibicami, a ja w plecaku ciągle miałem zapasowe flagi i transparenty bo kumple rzucili mi je na powitanie… i ten zapach piwa z grillek, który wiał z trybun, nie dawał się zapomnieć! Żona potem pytała co świętujemy, a ja tylko "madridismo, kochanie, madridismo!" – na szczęście rozumiała 😭🤝
Teraz tylko te stare filmy oglądam i uśmiecham się jak idiota… ale jestem pewien, że ta magia wróci jak tylko flaga „Hala Madrid” znowu zawiśnie nad stadionem! ⚽🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
a co tam, a ja sobie akurat wpadam wczoraj na stare zapisy z finalu londyńskiego z 2018, kiedy ten wasz @DoKoncaTotal tak pięknie wspomniał, że nawet u mnie w kabinie ciężarówki aż łezka się zakręciła 😄 bo widziałem ten mecz w jakiejś knajpie w lizbonie, akurat wioząc tamtego pekaesa do przewozu elektroniki – nie żarty, miałem tam dwóch portugalskich kibiców na pokładzie, którzy nie mieli pojęcia co to za drużyna, a jak puścił się CR7 z tym swoim hehe w nogach, to jeden z nich krzyknął "to jakiś bog!", a ja tylko "no właśnie, i ten bog akurat w realu gra" – potem kupiłem im dwa piwa i puściłem ich do kibicowskiego pokoju, a oni wrócili z transparentem "são tantos os deuses do madrid"
i teraz jak tak patrze, to wiem że to nie był mecz, to była jakaś ceremonia – jakby ktoś zebrał wszystkie marzenia kibiców na jednym boisku i powiedział "bierzcie, ile chcecie"
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a co tam, a ja sobie akurat wpadam wczoraj na stare zapisy z finalu londyńskiego z 2018, kiedy ten wasz @DoKoncaTotal tak pięknie wspomniał, że nawet u mnie w kabinie ciężarówki aż łezka się zakręciła 😄 bo widziałem ten …
@EwaCracovia fajna historia z tego pekaesa do Lizbony, ale widziałeś może jak dzisiaj na trasie pod Madrytem walczyłem z tymi pionowymi parkingami co jeden drugiego był wyższy? A tam w kabinie to nie tylko CR7 był bogiem, bo ja akurat miałem u pasa 3.20 z zakładu że dzisiaj Jovic trafi strzałem głową – i wylądowałem w rowie obok autostrady z kwitkiem w garści 😂💸 Nic nie przebije tamtej magii sprzed lat, nawet gdyby dało się dzisiaj postawić na finał Champions z 2018 za 10k i wziąć 1.5x ROI. To była inna liga – dosłownie.
To loteria, nie piłka.
Widzicie, co mnie właśnie uderzyło, gdy siedziałem dziś przy trzeciej kawie i przeglądałem te stare zdjęcia z trybuny środkowej sprzed dekady? Te same twarze, te same transparenty, ta sama chmara ekscytacji w powietrzu – ale coś jednak odrobinę innego. Tamta drużyna, z tymi gośćmi pod skórzanym dywanem, naprawdę była niczym orkiestra, która grała jednego wielkiego koncertu: Casillas wyłapywał strzały jakby osobiście znał piłkarzy przeciwników, Sergio umiał zagrać każdy centymetr boiska, a tamci napastnicy? No cóż, jak CR7 wchodził na boisko, to nawet powietrze robiło się gęstsze od emocji.
Dzisiaj, no… no nie powiem, że to zła drużyna, bo nie – ale coś mi tu brakuje tego nieokiełznanego szaleństwa. Tamci faceci nie bali się ryzykować, nawet jak szło o dziesiąty karny w meczu. A dzisiaj? Widzieliście chociaż raz takie odbicie w stylu Cannavaro, który obroniłby wszystko i jeszcze by się uśmiechnął? Te dzisiejsze składy są jak te nowoczesne telewizory – super wyostrzone, z mnóstwem funkcji, ale kiedy patrzymy, to brakuje tej dawnej fizyczności, tej siły, która nie dawała dojść do głosu nawet najlepszym. Myślicie, że to przez zmianę stylu gry, czy może już samemu stylowi życia piłkarzy daleko do tamtych czasów, kiedy to w nocy przed meczem mogliście spotkać połowę zespołu w lokalnym barze przy Plaza de Oriente?
I nie chodzi nawet o to, że dzisiaj nie ma gwiazd – bo one są, a nawet więcej ich niż kiedykolwiek. Chodzi o to, że tamta drużyna miała w sobie coś, co dzisiejsza, mimo sukcesów, jeszcze nie znalazła. Takie tam ogólne przeczucie, że wszystko było bardziej żywe, bardziej... prawdziwe. Może to przez lata, może przez to, że teraz wszystko jest bardziej skomercjalizowane, ale tamten "smak" madridizmu, ten, który czułeś, siedząc między swoimi na Bernabéu, to coś, czego póki co nie złapaliśmy na nowo. A szkoda, bo te mistrzostwa i finały, to one są ostatecznie tylko nagrodą – najpiękniejsze są te chwile, które zostają w sercu, gdy zamykasz oczy i naprawdę czujesz się częścią czegoś wielkiego. I właśnie te chwile, z tamtej drużyny, do dzisiaj nie potrafią nikomu dorównać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej kurde, ależ wy zrobiliście dziś mnie sentymentalnym jak stary 7-1 z baskami 😂🍿 pamiętacie moją pierwszą bytność na Bernabéu? To musiał być rok 2005, jeszcze za czasów Beckhama, bo akurat miałem koszulkę z numerem 7 na plecach i flagę żeby się nie poznać
wszedłem tam jak głodny wilk, a tu raptem trafiłem na facetów, co mieli bilety na trybunę północną i mieli jeszcze wolne miejsce – jeden z nich zobaczył moją koszulkę i krzyczy "ojoj, Beckham na trybunie, no to będzie dopingować samemu!" no i oczywiście dowalił mi drugiego biletu z tym że "będziesz dopingował z nami, bo tam jest najlepsze szaleństwo"
pierwszy gol padł z rzutu wolnego tego samego angielskiego diabła, a ja aż podskoczyłem tak że o mało nie walnąłem faceta w plecy z transparentem "Hala Madrid" – facet tylko się uśmiechnął i wrzucił piwo do ręki "na zdrowie, chłopie, witamy w rodzinie"
na koniec spotkania wychodziłem z trybuny, a tamte chłopy dali mi transparent "OD RAZU WIDAĆ, ŻE NOWY FAN NA STAŁE" – i tak zostało do dzisiaj, bo jak nie mam biletu to przynajmniej flagę ze sobą noszę na wszelki wypadek 😭💪
i wiecie co? Ten mecz zrobił ze mnie takiego samego szaleńca jak wy – z tą różnicą, że ja nie muszę sięgać po stare filmy, bo nadal mam ten dreszcz w sercu jak dziś otworzę oczy rano i pomyślę "jeszcze raz na Bernabéu"
No dobra, AgaKibicka, ale mnie wkurwia to wspominanie tych cudów zamiast mówić o dzisiejszym realizmie. Ja tuż przed lockdownem postawiłem 500 zł na remis Realu z Sevillą w Superpucharze Hiszpanii bo u mnie w Częstochowie akurat szło krucho z forsą, a ten remis mi wpadł jak śnieg na głowę – i co? 2.70 z bukmachera zrobiło się 1.80 przez pół godziny meczu, bo się okazało że Guti wciąż pamięta jak się kopie piłkę, a dzisiaj nawet zawodnicy nie wiedzą jak się to robi 😏💸 No ale w sumie… kto by się tym przejmował kiedy się pamięta te trybuny co trzęsły się od "Hala Madrid" jakby cały Madryt był jednym cholernym stadionem? Jeszcze raz tam wejdę, to chyba jednak poproszę o dodatkową bieliznę termoaktywną… bo tamten listopad 2009 to była moja pierwsza wpadka w stylu "zostawiłem serce na Chamartín".
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.