Gdy Bohaterowie w zielono-czerwonych barwach rozpalali niebo nad Szczecinem – powrót do…
pamiętam jeszcze ten mecz z 2011, jak pusto było na moście nad parkiem kasprowicza, a my tak naciskaliśmy żeby po zmianie trenera poszedł ten cały nowy facet co robił ten dziwny obrót ramion... a tu nagle nagle murawa wyleciała do góry jakby ktoś pod nią podłożył fajerwerk – a potem szedł ten gość, jakby wiedział że zaraz będzie ten jeden strzał co trafi w słupek i odbiją się radośnie na trybuny. pamiętam te krzyki, jakby szczecin cały się rozryczał przez głośniki stadionowe, a facet w niebieskim dresie co siadał zawsze na tym samym schodku już drugi raz w tygodniu sięgnął do kieszeni po serwetkę bo łzy mu leciały po brudnej od gorącego piwa twarzy. nie było xg wtedy, były tylko dłonie sunące w powietrzu i wiwatujące gardła – i to jest coś czego nikt nigdy nie policzy na żadnym wykresie.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Siema chłopaki! A ja tam byłem pod samym bramkarzem, dosłownie trzy metry od Murawskiego kiedy ten dryblas zrobił tą wiadomą akcję! Facet w niebieskim szaliku co zwijał się w kłębek ze szczęścia jak dzieciak pod choinką, a ja tak krzyczę że aż mi głos puścił, no ale mordo, ileś tam razy na trybunach wrzeszczałem i nic, a tu taki jeden raz i cała masa 🔥💪 Te łzy, te klapsy po plecach od obcego chłopa, gdy ten Murawski wbiegł do siatki i powiedział "kurwa, nareszcie!"... pamiętam jak dziś, bo potem pół nocy chodziłem po ulicach Szczecina z flaszką w ręku i śpiewaliśmy wszystkim co tylko spotkałem, że mamy bohatera na boisku! Też byliśmy na trybunach, no a jak, skoro nie dla takiego meczu chodzi się na murawę?! 😱🔴 Mordo, to była magia, i nikt tego nie policzy, nawet gdyby miał xG do końca życia!!
no a pamiętacie ten raz z 2007, jak Kucharski wbił tamtego gola z woleja na stadionie Pogoni i potem tak biegał z rękami wyciągniętymi jakby chciał objąć całe niebo? przecież to była taka ulga po tych latach w dołku, że aż mnie serce bolało jakby ktoś walnął mnie w pierś — siedziałem wtedy na trybunie za bramką razem z moim starym, co od lat nosił kurtkę z tą samą łatą na ramieniu, a on tak mruknął pod nosem "no wreszcie, chłopie, wreszcie" i jakoś cały stary nasz zgiełk, te papierki latające, te beczki po piwie kopane w powietrze i ci dziadowie od sto lat dopingujący w chmurach kurzu nagle zrobił się taki prawdziwy, konkretny. ten gość musiał mieć chyba dwie lewe nogi normalnie, bo wcześniej nie wiadomo kiedy strzelił, ale akurat tamten gol był taki, że od razu wiedziałeś — to się naprawdę liczy. i Murawski tam na swoje piętnaście lat też musiał być w tym tłumie, bo przecież każdy kibic Pogoni miał w żyłach ten sam ogień co my...
@TomekGornik nie no, ten Kucharski to był nie z tej ziemi. Ja akurat miałem wtedy na kuponie parę dych za remis Pogoni, bo mnie Pzuchy wkurwiały jak cholera, ale walnąłem tamte 100 zł bez żadnego researchu — po prostu wiedziałem, że jak ten facet dostanie piłkę w pole karne, to coś się stanie. I nie pomyliłem się, akurat w 85. minucie, kiedy ja już piłem kolejną Żywca i myślałem „a może jednak PGO zrobić”, to nagle taki jebnięty wolej — i hops, kibice wpadli na murawę jakby tam mieli wybuchnąć fajerwerki, a ja musiałem biec do baru, żeby zebrać resztę od tamtego chłopa co postawił pięć stów na "więcej niż 2,5 gola". Reszta weszła 😭💸 Aż mi serce podskoczyło, że zapomniałem o kursie — ale kurwa, było warto. Tamten mecz to była taka typowa "raz się żyje" sytuacja: kiepska Pogonia, Korona w kiepskiej formie, nic specjalnego, a tu nagle emocji tyle, że aż zaskoczyło. To się nazywa value na kursie, kiedy nic nie wskazywało, a jednak wypadło. I teraz patrzę na dzisiejszych chłopaków i myślę — fajnie, że mają stabilizację, ale gdzie jest to szaleństwo, że facet wbiegnie do siatki i krzyknie tak, że aż spadnie mu czapka? 🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
No i to wam właśnie brakuje dzisiaj — tej niesamowitej, niemal fizycznej ulgi, kiedy wiadomo, że ten jeden strzał, ta jedna akcja, ten jeden moment po prostu *rozwalił* całą rozpacz ostatnich tygodni. Tamta Pogonia z 2012 roku, z tym gównoburą w plecach po kilku sezonach w środku tabeli, to było coś więcej niż drużyna — to była *nasza* walka stoczona na własnym boisku. Mieliśmy Murawskiego, który wbiegł do siatki jakby od samego początku wiedział, że ten gol padnie akurat tam, w derbach, pod trybunami gdzieś koło 70. minuty, kiedy powietrze było już tak gęste od ciśnienia, że aż mrowiło w palce. Tamci chłopcy biegali tak, jakby mieli w nogach nie tyle futbol, co całe nasze marzenia zebrane w jeden kopniak.
A teraz? No cóż, pogoda jest lepsza, budżet większy, gadamy o awansach i europejskich pucharach, ale gdzieś między tym wszystkim zniknęła ta *dzikość*, która sprawiała, że kibice naprawdę płakali radośnie, a nie tylko z ulgi po 1:0. Ta drużyna dzisiejsza jest bardziej uporządkowana — i to ją różni. Mają świetnych zawodników, ambicję, fachowców na ławce, ale brakuje tej chwili, kiedy ktoś wstaje i mówi: "do cholery, dajemy z siebie wszystko, nawet jak nie wygląda to ładnie". Tamci nie mieli luksusu ładnego stylu — mieli tylko pragnienie, żeby po drugiej stronie murawy znaleźć się znowu my, kibice, a nie jacyś sponsorzy z teczkami pełnymi papierów.
Wspomnienie Kucharskiego z 2007 to było coś takiego, że aż człowiek mógłby przysiąc, że ten wolej to była odpowiedź samego nieba na lata cierpienia. Dzisiaj gol, nawet piękny, często traktowany jest jak punkt w tabeli, a nie jak coś co naprawdę *znaczy*. Tamta Pogonia była drużyną, która potrafiła wygrać meczami emocjonalnymi, a nie tylko taktycznymi. Teraz mamy super zawodników, ale czy któryś z nich wbiegłby kiedyś do siatki z takim wrzaskiem, że ażby na chwilę zaniemówił cały stadion? Też pytanie retoryczne.
Pamiętacie, jak się wtedy mówiło: "byle nie spaść, byle nie spaść"? Dzisiaj mówimy: "byle do następnego transferu". To taka subtelna różnica, która mówi wszystko. Tamci grali o swoje marzenia. Ci dzisiaj grają o plany biznesowe. I tyle. Nie narzekam, po prostu stwierdzam — fajnie, że mamy stabilizację, ale trochę za nim tęsknię za tym szaleństwem, kiedy kibic siedzący obok ciebie na trybunie nie wiedział jeszcze, że za chwilę zwali go z nóg taka radość, że zemdleje na miejscu. 😅💙
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no do licha, a pamiętacie ten raz na moście portowym kiedy to wracaliśmy z meczu wyjazdowego i nie było jeszcze żadnego telefonu komórkowego, więc musieliśmy się jakoś dogadać na głos że gol padł? facet obok mnie, co niby był z Zielonej Góry bo taki w niebieskiej kurtce z napisem "piraci" (no ale wiadomo, każdy kibic rozumiał), podskoczył tak wysoko że o mało co nie strącił mi czapki z łba, a potem złapaliśmy się za ręce i biegliśmy przez most jakby chciał się przewrócić któryś z tych ciężarówek co akurat jechały do portu. i cały czas krzyczeliśmy "murawa leci, murawa leci!" a potem ktoś wyjął z kieszeni małe radio z antenką i dopiero wtedy dowiedzieliśmy się że to nie było radio tylko namiot turystyczny aha. ale ten radosny szum między nami był prawdziwy, nie do podrobienia, bo miał w sobie tyle energii co całe spotkanie na szczecińskiej płycie. i to właśnie te chwile robili nas Pogoniem — nie same gole, tylko ta bezgraniczna wiara że coś tam w powietrzu lata i zaraz spadnie prosto w nasze ręce. bo taka już u nas tradycja, że nawet jak drużynie leci to my lecimy razem z nią, czasem dosłownie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ejże, chłopaki, ależ wy dzisiaj to wszystko tyle wam się ten Murawski z 2012 zrobił, aż strach – jakbyście przez te lata zapomnieli, że gol to jest gol, a nie jakiś tam akt bożyszcza rodem z hagiografii o świętych kibiców. Pamiętam, że było fajnie, nie będę kłamał, ta radocha co waliła się na trybuny jak fala tsunami, ale już to bardziej porównywałbym do imprezy u cioci na imieninach niż do rewolucji październikowej – no bo co takiego w tym golu było, że niby ma na zawsze zostać w waszych pamiętnikach?
Z całym szacunkiem do faceta, który wtedy wbiegł do siatki i krzyknął "kurwa, nareszcie!", ale chyba nie zapominajmy, że Arkę przegraliśmy 1:2, i to nie było tak, że po tym golu zaczęliśmy wygrywać pięciokrotnie z rzędu, nie? Trochę tu promujecie mit wielkości na podstawie jednego strzału, który akurat padł w chwili, kiedy akurat ktoś padł w nieodpowiednim miejscu – no a co by było, gdyby sędzia nie puścił tej akcji, albo gdyby Murawski nie trafił w sam róg, albo gdyby nie był to akurat derbowy gol w 70. minucie? Mielibyście wtedy równie wzruszającą opowieść o tym, jak to Walczak uratował trzy gole pod koniec meczu i został nowym bohaterem? Bo ja coś nie pamiętam, żebyśmy za każdym razem robili z naszych bohaterów posągów.
I jeszcze co do tej "dzikości" co niby zaginęła – no cóż, zgoda, dzisiaj kibice nie biją się już między sobą na trybunach w stylu "jeden drugiemu zrywa szalik z szyi", bo szkoda czasu na pierdoły, kiedy trzeba gadać o tym, jak niby PGE Arena ma być "zieloną areną" albo kiedy zakupić bilety na mecz z Legią, żeby nie stać trzy godziny pod stadionem. Ale powiedzcie szczerze, czy naprawdę tęsknicie za czasami, kiedy na każdym meczu musieliście się rozglądać, kto za wami stoi i czy nie ma tam jakiegoś chuligana z nożem w bucie? Bo ja nie, i wolę mieć spokój na trybunie niż tamte "dzikie" klimaty, kiedy jeszcze po meczu trzeba było uważać, żeby nie oberwać kamieniem od strony gości.
A co do Kucharskiego i tego gola z 2007 – no jasne, ładny był, ale pamiętajcie, że to był mecz z Koroną, która akurat miała kiepską formę, i że ten wolej padł w 85. minucie, kiedy już wszyscy myśleli, że pójdzie 0:0. To nie była żadna epoka, to był jeden z wielu meczów, które przypadkiem zapamiętaliśmy, bo akurat mieliśmy okazję. Dzisiaj mamy lepszą drużynę, bardziej regularną, i owszem, może nie robi takiego wrażenia, ale za to nie tracimy punktów z powodu niedociągnięć technicznych i braku klasy – bo taka dzisiejsza Pogonia po prostu wie, jak się zachować, nawet jak gra z góry na dół.
I na koniec: co z tą waszą nostalgią? Że niby tamta drużyna była lepsza, bo nie miała luksusu ładnego stylu? No przepraszam bardzo, ale co to znaczy "ładny styl"? Że zawodnicy mieli luz i grali na luzie, a teraz się spinają, bo mają kontrakt z bonusami? Taka już uroda futbolu – kiedy kasa idzie do głowy, to się człowiek bardziej stara, a jak się więcej stara, to mniej rzuca się na kolana i płacze jak dziecko. I nie, nie mówię, że to źle – po prostu inaczej. I tyle.
xG > emocje.
@VAR_placze gol to nie jest gol? Niby tak, ale pamiętasz, ile razy Murawski wbiegł do siatki z takim krzykiem, że aż ściany stadionu zachwiały się od drgań? 1:2 z Arką, jasne, ale ten jeden moment kiedy powietrze zatrzymało się na 3 sekundy zanim padł gwóźdź — to nie była statystyka, to był rytuał. I nie liczcie na mnie, że dam wam jakieś xG na potwierdzenie, bo emocje nie mają przelicznika. Tamtej Pogoni nie da się zmierzyć Tiki-Taka, bo oni grali sercem, a serce nie ma algorytmu.
Gdzie dowody?
Ej, pamiętacie jeszcze jak Murawski ten gol wbiegł do siatki i krzyknął „kurwa, nareszcie!”? A ja akurat w tym samym momencie upuściłem browara na buty faceta z przodu i wszyscy myśleli, że to on wrzeszczy z radości 🤣 Bo zaraz dostał od obcego chłopa takiego klapsa w plecy, że omal nie trafił na kolana – a ten facet był prawie tak trzeźwy, jak dzisiejszy prezes naszych narzekań na finanse 🍺🔴 I dalej krzyczeliśmy „MURAWA LECI!”, chociaż nikt nie miał pojęcia, że to jeszcze nie koniec tej akcji – bo kilka sekund później jeden z Arkówców zaczął biegać za sędzią z krzesłem w rękach, jakby chciał go samemu ukarać… No a ja stałem tam z tym brudnym butem w dłoni i myślałem: „kurde, cholera, no i teraz co z tym piwem?” – ale za to po meczu pożyczyłem mu swoją koszulkę, bo nie chciałem mieć problemów z żoną 😂 No i tak właśnie wyglądał nasz szczeciński raj – jeden gol, milion historii i mnóstwo niepotrzebnie zniszczonych parówek 💙🔥
Potrzymaj piwo.
Akurat w zeszłym tygodniu spotkałem się ze starym znajomym przy meczu juniorów, ten był kiedyś na trybunie w 2012 — gadał, że dopiero kiedy usłyszał ten krzyk Murawskiego to zrozumiał, dlaczego później tak rzadko czuł się "w domu" na nowej płycie. A ja mu powiedziałem: "źródło nie wytrzyma tej nostalgii, jak ktoś dzisiaj wbiegnie do siatki i zrobi to samo" — no i wiesz co? Facet aż się zakrztusił piwem. Bo dziś nawet jak ktos wbiegnie, to robi to już z planem marketingowym w tle, a nie z takim wrzaskiem, że ażby się szalikiem kolegi z przodu uderzyć 😏
Kto wie, ten wie.