Gdy czerwień dusi, a ty wiesz że to Jaga bije się o wszystko — lato '17 wraca jak mecz o strefę!
pamiętam ten lipiec 2017 jakby to było wczoraj, bo takiego wieczoru kibicowania to nikt z nas nie przeżył chyba nigdy więcej. stadion białostocki wrzał, a my wleźliśmy na trybuny jak na wojnę — kanapki w plecaku, butelka coli do ręki i te nerwy, że aż głupio się przyznać. gra była sucha, mocna, taka że naprawdę walczyliśmy o każdy centymetr, a jak Kucharczyk stanął do karnego... cholera, nawet powietrze znieruchomiało. jeden strzał, piłka w siatce, i nagle ten hiszpański okrzyk od kibiców, że aż włosy się na karku jeżyły. a za chwilę szliśmy razem do autokaru, śmiejąc się, że teraz to już chyba nikt nas nie zatrzyma — i rzeczywiście, wtedy to czuło się, że jesteśmy nie do zdarcia. no, ale jak to się mówi, lata lecą, drużyna się zmienia, a my wciąż tu stoimy z tym samym marzeniem w sercu. trzymajmy się jednak tej pamięci, bo ona naprawdę rozgrzewa serce nawet w najchłodniejsze dni
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ale mnie ciarki przeszły jak wracam myślami do tamtego meczu w Gdańsku u naszych sąsiadów, bo akurat wypadliśmy na derby na PGE Arena 💪🔥! Siedziałem z facetem obok co chłopaki dopiero co dobili kurczaka z kiosku, a wiatr hulał tak, że banana nie dałoby się trzymać. Nagle sędzia gwizdnął karnego, Kucharczyk bierze ten balon, staje jakby mu matka kazała "celuj w środek", i BUM! Siatka zapada się, a ja osłupiałem jakbym pierwszy raz w życiu piłkę zobaczył, bo ten okrzyk "Olé!" od naszych facetów wpadł mi prosto w duszę 😱❤️.
a widział kto, że jeszcze lipcu '17 na wyjeździe do poznania mieliśmy ten sam numer w nogach? pamiętam jak dzisiaj — znaleźliśmy się na trybunie gościowej, niecałe dziesięć metrów od kibiców gospodarzy co nas mieli niby zagłuszać swoimi śpiewami, a tam tyle było syfu i wrzasku, że mało nie sypnęła się ulewa z ołowiu. jednak chłopaki z naszej lawety ani myśleli uginać się, tylko zaczęli coś nucić cicho, coraz głośniej, aż w końcu przerodziło się to w jeden wielki rytm — "jagie... jagie... jagie...". i wtedy Kucharczyk wziął rozbieg na rzut wolny, piłka lata po głowach, pada strzał... i nagle cisza, że usłyszeć było można własny oddech, a potem wybuch taki, że facet obok mnie upuścił kubek z piwem prosto na kolana. no i co zrobiliśmy? wlazłem na barana mojemu sąsiadowi, on na swojego, i nagle wszyscy zrzucaliśmy kurtki z siebie w tempie szalonego sortowania, machając nimi jak szalonymi chorągwiami. nikt nas nie zatrzymał, bo przeciwnik tylko patrzył z otwartymi gębami — przecież myśleli, że to zaatakujemy, a my im wystawiliśmy ten najprostszy i najgłośniejszy pokaz siły, że jednak to nie tak łatwo złamać duszę jagiellończyków. i jakby ktoś wówczas zapytał, czy warto było jechać w te cholerne 40 stopni na stopniach, toby każdy odpowiedział — kurwa, sto razy tak
No do licha, stare dobre lato ’17 to była jednak epopeja, a nie zwykły sezon — i nie chodzi tylko o te emocje, które wam ludzie opisujecie, bo każdy z was ma rację, że aż ciarki po latach przechodzą. Tamta drużyna... cholera, to byli wojownicy, naprawdę. Kucharczyk, Słowik, Makuszewski, Cionek — nazwiska, które samemu się ciśnie na usta, jakby się od razu wiedziało, że to coś więcej niż piłkarze. Oni grali jakby każdy mecz był finałem europejskich rozgrywek, a kibice odwdzięczali się tym hiszpańskim okrzykiem, bo oni naprawdę zasługiwali, żeby ich tak witać. Ta fizyczność, ta determinacja, ta umiejętność zagryzienia zębów, kiedy drugi zespół próbował ich złamać — to była magia, która potem zostawiła ślad w sercach wszystkich, którzy tam wtedy byli.
Ale przyznam szczerze, że patrząc na dzisiejszą drużynę, to trochę inaczej odbieram. Tamta Jaga była jak jeden wielki organizm, który walczył o każdy centymetr, a dzisiaj... no cóż, to trochę tak, jakbyśmy mieli dwa organizmy: jeden w polu, drugi w głowie. Dzisiejsi chłopaki mają w sobie ogień, oczywiście, ale to już nie ten sam ogień co wtedy. Tamci grali z pazurami i sercem wielkim jak stadion, a dzisiejsi potrafią czasem zapiąć się na luzie, kiedy gra idzie nie po ich myśli. To nie jest krytyka — to po prostu obserwacja, bo kibicowanie to też umiejętność czucia klimatu, a ten klimat dawno przestał być tak jednoznaczny.
Nie mówię, że dzisiejsza drużyna jest gorsza — bo przecież mamy fajnych zawodników, którzy potrafią pokazać klasę — ale tamta... tamta miała coś, co trudno opisać słowami. Była jak maszyna do walki, która wiedziała, że walka trwa nawet wtedy, kiedy wynik nie idzie po jej myśli. A dzisiaj? No cóż, czasami widać, że zawodnicy sięgają po sztuczki, które kiedyś uchodziłyby za oszustwo, ale dzisiaj są standardem. I to trochę zżera duszę, bo przecież nie o to chodzi w naszym klubie, prawda? O to, żeby mieć drużynę, która bije się o wszystko, a nie tę, która liczy na to, że sędzia da karnego lub że przeciwnik strzeli gola samobójczego.
Ale niech was to nie zniechęca — dalej kibicujemy, dalej wierzymy, że ten duch jeszcze wróci. Bo pamięć o tamtych chwilach to coś, co nas wszystkich rozgrzewa, nawet kiedy dni są ciężkie. I może kiedyś znów zobaczymy drużynę, która przypomni nam lato ’17. Dopóki jednak, trzymamy się wspomnień i marzeń. A póki co... dalej jesteśmy Jagiellonią, i to się nigdy nie zmieni. ❤️🦁
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej ludzie, jak sobie teraz przypomnę tamten karny w Poznaniu to aż łzy mi się kręcą w oczach 😭😭 bo widziałem jak jeden chłop z naprzeciwka tak machnął kubkiem z piwem, że zrobiło się nieziemskie show — a Kucharczyk na to nie patrząc strzelił jakby miał w oku celownik laserowy. i co wy na to? facet oblał się piwem, myśmy dostali histerię, a przeciwnik stał tylko z takim "kurwa, co się dzieje" 🤣 no ale serio, to był taki mecz że jakby ktoś pytał mnie wtedy "Boguś, co to za klub", tobym mu powiedział: "Jagiellonia, kolesiu, i tyle — bo nasze serca biją czerwienią, a krew jest gęsta!" i dalej bijemy się o wszystko, tylko teraz już nie tyle o te smakowite styki co lata '17, co o to by znów zobaczyć taki pokaz siły i bezczelności na boisku 🦁💪❤️🔥
Memy to też analiza.