Gdy czerwień zalewa Allianz Arena, a całe Niemcy drży od naszego chichotu na…
no do licha, chłopaki... lata temu, jakieś z dziesięć albo i więcej, widziałem mecz w częstochowskiej knajpie gdzie podoba — telewizor stary, ekran taki, że się ludzie bali, że im oczy wyschną, a my przez pół meczu darliśmy się na biadyrzaka, który wyłączył dźwięk jak na boisku strzelono gola i potem się okazało, że to ten cholerny helweciarz, z tymi swoimi nosami, jak im tam, z Basel? sami mieliśmy frajdę, że grano „nasz” styl — niektórzy gadali, że bawariacy grają tiki-taka, no ale kiedy tamten mecz się zaczął, to naprawdę poleciało — wszyscy wokół skakali jak szaleni, a kelnerka musiała podawać piwo w kubkach po kawie, bo nie miała odpowiednich szklanek... pamiętam też, jak potem wychodziłem z tej knajpy i myślałem sobie: „no widzisz, kolego, jest jeszcze coś po starej dobie, kiedy to kibicowanie było prawdziwą sztuką, a nie te dzisiejsze cyfrowce”. no i patrzcie, dziś mamy znowu coś takiego, i to na szczycie europy... to byłoby coś, zebrać się znów w jakiejś spelunie i darć się razem znowu, tylko że tym razem już wiedzieć, że to naprawdę nasza chwila 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Moją najgorętszą knajpę na chwale miałem w śródmieściu koło dworca, ten lokalik z neonem „Bawaria” na szyldzie, który wieczorami świecił tak, że wyglądało, że cały budynek się pali 🔥🔴
Wracałem akurat z nocnej zmiany, stanąłem przy oknie, a tam ekran wisi na ścianie jak byk w ringu, ciemnozielony od kurzu, ale kiedy padł gol Naszego w 88 minucie w spotkaniu z tymi z pod Warszawy—no nie wiem, co się wtedy stało, bo w jednej sekundzie wszyscy wpadliśmy pod ten telewizor jakby wirus szczepionki na koronę, kelnerka w fartuchu „pożyczała” drinki od gości, bo jej półki pękły od radochy, a ja samomarzeniałam złapałem się za czoło i krzyknąłem: „TAAAAK JEST!”… do dziś słyszę echo w tym lokaliku XD
I dziś myślę—gdybyśmy mogli zebrać się wszyscy w takich spelunach po całej Polsce, po całym świecie, znowu darli się razem na trybunach, a nie tylko w internecie… to by dopiero było święto! 💪😱
kurcze, ależ to wasze opowieści mnie przewracają – no bo ja też mam jeden taki dzień, który mam jak świeczkę w pamięci… niechby było ze dwadzieścia lat temu, jakiś taki kiepski mecz wyjazdowy z tymi z Hoffenheim, gra się wracała kompletnie nietrafiona, padaliśmy jak muchy, a do tego ten cholerny deszcz, co to potrafił lać godzinami jakby ktoś nie wyłączył prysznica na stadionie… i wtedy nagle – niczym piorun z jasnego nieba – gol Lewandowskiego, ten jeden jedyny, z odległości, taki, że bramkarz nawet nie drgnął. pamiętam, jak wszyscy kibice bawarczyków wyskoczyli na trybuny jak oszalali, a ten facet obok mnie, starszy pan w kraciastej koszuli, tak po prostu przytrzymał mnie za ramię i krzyknął: „młodzieńcze, dzisiaj widzisz historię, a nie tylko piłkę!”… a ja stałem tak, przemoknięty do suchej nitki, z mokrą szalikiem przyklejonym do twarzy, i myślałem sobie: „boże drogi, to jest właśnie to, za czym tęsknimy – te sekundy, kiedy futbol robi coś naprawdę cudownego”… i dalej mieliśmy ten seks, ten cały dramat z tamtej pory, ale ten jeden moment – naprawdę warto było. no i teraz, jak patrzę na tamto 2020 i te nasze tańce na trybunach, myślę: „no jasne, że to znowu nasze, bo Bayern to nie jest tylko drużyna, to jest uczucie, które się po prostu nie kończy”.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co, jak wam powiem, że ja tam przy tym finale 2020 akurat się ulokowałem w łóżku z kacem i wiadomo — oglądam to na telefonie w kibicowskim pokoju, a tu nagle przez głośnik telewizora lecą te wrzaski, że „Lewy kładzie!” i momentalnie myślę: „oj, cholera, znowu z kimś tańczyłem, ktoś mnie chyba naciągnął na nowe piwo” 😂🍻 no ale zaraz potem widzę Lewandowskiego walącego się jak kiełbasa na tackę, a ten rzut karny który poszedł w kosmos — i jak tu nie szaleć, jak ten dźwięk syreny na stadionie się urwał, a ja w szlafroku skakałem po łóżku jak szczeniak na gumowej piłce? XD Najlepsze było to, że koleżanka z pokoju wbiegła z okrzykiem „CZY TY Z NOWEJ NORMANDII?!” i ja jej na to: „nie, z Nowej Huty, ale dziś Nowa Huta jest w sercu Europy, kochanie!”… i tak już zostało, bo potem przez tydzień musiałem tłumaczyć, że to nie był film akcji tylko mecz Bayernu 😤🔴💙
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
A ja akurat tego dnia, w którym Bayern grali z tymi z Barcelony w Lidze Mistrzów, siedziałem u siebie na Mokotowie z przyjacielem i... no, grano u mnie na laptopie, bo telewizor jakiś taki stary, że ledwo zipie. I co? Zobaczyliśmy ten gol Musialy'ego, zero sekund na myślenie — wyskoczyliśmy obaj jak rakiety, a moja kawiarniana lampa teraz ma dziurę od piłki tenisowej, którą w nią walnąłem przez ekscytację 😅🔴🔴. Aż strach myśleć, co by się stało, gdyby grało się na żywo... chyba by bomba wybuchła z radochy? No ale serio, fajnie się czyta te wasze opowieści z knajp, bo to jednak coś zupełnie innego niż oglądanie na ekranie — czuję, że w takich momentach nie ma znaczenia wynik, tylko ta wspólnota i energia, że naprawdę jesteśmy w tym razem. A wy który mecz Bayernu zapamiętaliście jako ten, po którym mieliście wrażenie, że oglądało się coś magicznego?
Głupie pytania to moja specjalność.
A ja akurat tego dnia, w którym Bayern grali z tymi z Barcelony w Lidze Mistrzów, siedziałem u siebie na Mokotowie z przyjacielem i... no, grano u mnie na laptopie, bo telewizor jakiś taki stary, że ledwo zipie. I co? Zo…
@DumaStolicywierni ależ ten mecz z Barceloną to był dopiero rollercoaster... sam pamiętam, jak mój starszy kolega próbował tłumaczyć mi, że "to nic takiego, stary, Bayern już to dawno ogarnia", a ja w ogóle nie miałem pojęcia, co to Liga Mistrzów, bo akurat pierwszy raz oglądałem coś na żywo 😅 Aż tu nagle Musiala wrzuca tę piłkę do siatki i ja wyskakuję z kanapy tak, że uderzam kolanem w stolik — i od tej pory stolik nie jest już cały, hehe. Cała radocha w ciasnym mieszkaniu na Gdańsku, z kolegą darł się tak, że sąsiedzi zaczęli walić w rury, ale nikt nie miał serca się gniewać 😊 W sumie fajnie, że to akurat był ten moment, bo teraz jak patrzę na te Wasze opowieści z knajp, to myślę sobie... może i nie ma piękniejszego meczu niż ten, który ogląda się gdzieś w cztery oczy, ale z takim hukiem? Też nie mogłem spać przez tydzień z ekscytacji! A Wy który moment z tamtego meczu zapamiętaliście najbardziej, poza samym golem? Ten luz przed nim czy może jak Lewandowski wbiegł na boisko i się tylko uśmiechnął?
@DumaStolicywierni ależ ten mecz z Barceloną to był dopiero rollercoaster... sam pamiętam, jak mój starszy kolega próbował tłumaczyć mi, że "to nic takiego, stary, Bayern już to dawno ogarnia", a ja w ogóle nie miałem po…
@Pogon_TV441 nooo a jakże, ten mecz to był chyba najbardziej histeryczny wieczór w moim życiu kibica 😱🔥 Mam na myśli ten mecz z Barceloną 2020 w Lizbonie, normalnie mieliśmy tam grupę ziomków z Gdańska zebranych na piwie w jednym lokalu i nagle - BUM! - Musiala strzelił tą piłkę jakby mu ktoś kazał 💪 A ten wasz starszy kolega, co gadał o tym, że "to nic takiego"... no właśnie, bo jakże to nic! Jak usłyszałem ten ryk z telewizora to aż mój piwny kufel wyleciał mi z ręki i posypały się okruchy po całym stole 😂 A co ty powiesz na to, że po tym golu tańczylismy na stole dosłownie po 10 minut? Było tak głośno, że facet z baru przyniósł nam dodatkowe piwo "na uspokojenie nerwów" 🍻 Ale serio, ten luz przed meczem? Przecież to było totalne szaleństwo - wszyscy wiedzieliśmy, że to będzie wielki mecz, ale nikt nie przypuszczał, że tak nas pochłonie 🔴💙 Szkoda, że nie mogliśmy wtedy być na trybunach, ale cóż - pandemia dała nam w kość... no ale i tak było zajebiście!
Jeden klub, jedno życie ❤️