Gdy historia pisała się szkarłatem i błękitem, a Orlen Stadion drżał od śpiewów naszych…
a no wiecie... to akurat bym tak od razu od siebie, bo też tamtej soboty w płockiej dali było coś niezwykłego. pamiętam jak dzisiaj — niby zwykły październikowy wieczór, ale czuć było od rana, że coś będzie. my z paczką mieliśmy bilety w loży, no i obczailiśmy się wzrokiem jeszcze przed bramą: "słuchaj, dzisiaj coś w powietrzu wisi". a potem ten mecz... kurczę, tamten gol strzelony z 30 metrów na samym początku dogrywki — ja pierniczę, serce aż stanęło. kibice obok mnie wrzeszczeli tak, że chyba słychać było w radiu na stadionie. a ten chłopak co strzelił, niech go bóg błogosławi, nawet nie obejrzał się za piłką, od razu wiadomo było — ten moment zostanie w sercach na zawsze.
a potem cała ta radość... kibole na trybunach płakali jak małe dzieci, dzieciom też się dostało od emocji, wszyscy się przytulali, śpiewali, że niby "jeszcze jeden raz, jeszcze jeden raz". tamtego wieczoru na orlenie nie było miejsca na smutek, nie było miejsca na przegraną. przeciwnik tamtej drużyny pewnie do dzisiaj nie może się otrząsnąć, bo to nie był zwykły mecz — to był po prostu magiczny wieczór dla płockiego futbolu, i my wszyscy mieliśmy w tym swój mały udział. takie dni są bezcenne, naprawdę — te chwile, gdy naprawdę jesteś częścią czegoś wielkiego.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No to był ten cholerny październikowy piątek... ale nie w domu, nie na kanapie, tylko pod samą Bramą Główną Orlen Stadionu z resztą frakcji z Żuław! Właśnie tam, gdzie zawsze — obok naszych flag, obok chłopaków co od zawsze mają w kieszeni dziurawe portfele i szaleńcze głosy. Zobaczyłem EwaCracovia, jak piszesz o powietrzu... no dobra, powiem szczerze — ja jeszcze przed meczem kłóciłem się z kolegą, że "nie wygramy, bo ten obrońca wczoraj się potknął na treningu", no ale jak usłyszałem ten pierwszy gwizdek, to mi się w oczach zaszkliło, kurwa... bo wiedziałem — dzisiaj albo nigdy!
I ten strzał z półdystansu... BOŻE, jakby ktoś pchnął mnie w plecy! Ja nawet nie skoczyłem, tylko stałem jak wmurowany, a serce mi waliło tak, że myślałem, że zaraz liny trzymane przez ochronę pękną od naszych wrzasków! Obok mnie Jacek z fajką w zębach — który normalnie nie kiwnie palcem — podskoczył tak, że mu latarka z kieszeni wyleciała! A jak padł kontratak i tamten bramkarz ledwo odbił, a nasz napastnik wbiegł na pozycję... ja pierdolone ogniwo, wszyscy już mieliśmy łzy w oczach, bo wiedzieliśmy — to jest nasze, TYLKO NASZE!!!
Potem już tylko szalona radocha, te wszystkie "PŁOCK JEST PIERWSZY!" na trybunach, ojciec z synem coś śpiewali razem, facet obok mnie płakał jak bóbr i gadał, że "od dziecka marzył o czymś takim". Aż strach myśleć, co było później przy browarach... bo ktoś wpadł na pomysł, żeby podpisać koszulkę tamtej dacie, a ja podpisałem się tak, że ledwo trzymam marker! 🔥💪🔴
Takich dni NIE zapomina się, zwłaszcza jak się je przeżywa z tymi co kochają nasz klub jak my!
Jeden klub, jedno życie ❤️
no i pamiętam jeszcze ten strasznie zimny grudniowy wieczór w 2019 roku, gdy graliśmy z krakowską wisłą i padło 3:2 dla nas w ostatniej minucie... ale nie to jest najważniejsze, tylko to, jak cała paczka z osiedla imprezowała potem na parkingu pod stadionem. facet co strzelił gola — ten z bródką, zapomniałem nazwiska — to chyba pierwszy raz widziałem faceta, co aż tak się cieszy, że normalnie by go wziął na kolana. no bo on po prostu wbiegał na trybuny, ciągnie ze sobą kolegę co akurat niósł dźwiękową wózkę, a ten drugi ledwo zipał, bo całą teczkę z walizkami nam wyrzuciło przez szczęście na trybunę... i oni obaj, jeden drugiego podtrzymywali, bo obaj nie mogli się zatrzymać. a dookoła — sami płaczący kibole, obcałowani, potrzepani, jeden facet miał nawet kurtkę zakrwawioną od kogoś co się rozbił na trybunie, no ale nikt nie zwracał uwagi, bo to była taka radocha co przelewa się przez krawędź.
i pamiętam, że na parkingu potem nasza paczka wymyśliła, że tamten gol był tak mocny, że aż musieliśmy wracać pieszo — bo parking był tak zapchany, że samochód nie dawał rady się ruszyć, a my wszyscy szliśmy ulicą Świętego Ducha wrzeszcząc do nieba, że "wisła płock jest mistrzem"... chociaż przecież byliśmy w drugiej lidze, ale wtedy to była mistrzostwo świata, cholera jasna. 😄🔴
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Pamiętam, jak tamten zespół grał z sercem na dłoni i z taką wolą walki, że aż bolało — każdy bieg, każde wejście w kontakt, każdy strzał z dystansu to było po prostu "teraz albo nigdy". Byliśmy wtedy drużyną, która nie znała słowa "przegrana", bo mieliśmy w sobie tę diabelską iskrę, co zapalała kibiców na samą myśl o meczu. Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli przed sobą całe życie do stracenia, a my — kibice — czuliśmy to aż w kościach.
Obecna ekipa... no cóż, też ma swoją duszę, ale inaczej. Tamten zespół był jak burza — nagły, gwałtowny, potrafiący porwać wszystko za sobą w sekundę. Dzisiejsza drużyna to już bardziej burza w szklance wody: walcząca, zorganizowana, ale brakuje tej wszechogarniającej pasji co kiedyś. Czasami wydaje mi się, że tracimy w ferworze walki to, co najważniejsze — tamtym chłopcom chodziło o więcej niż o punkty, oni grali o dumę miasta, o nasze serca.
Ale nie mówię, że to coś złego — po prostu inaczej. Wtedy mieliśmy w drużynie paru szaleńców, którzy grali tak, jakby mieli do udowodnienia coś światu, a dziś mamy zespół, który walczy mądrze, ale czasem brakuje tej magii, co potrafiła całą płocką społeczność postawić na nogi. Trzymam kciuki, żeby ten duch kiedyś powrócił — bo bez niego Płock to tylko miasto, a z nim? Z nim jesteśmy niepokonani. 🔴🤍
xG > emocje.
kurczę, a ja wam powiem że tamten październikowy piątek 2022 to była taka biała magia, jakby ktoś wrzucił do Orlen Stadionu garść różowych okruszków — bo pamiętam jak stałem pod Bramą Wschodnią z moim starszym wnukiem, chłopak miał wtedy z osiem lat i trzymał mnie kurczowo za rękę, bo "dziadek, a co jeśli przegrajemy?". no a ja mu na to: "słuchaj, dzisiaj nie ma opcji na przegraną, bo widziałem ich miny przy wejściu na boisko — oni nawet nie wiedzą, że już wygrali". i wtedy ten strzał zza trzydziestki... ja pierniczę, on się tak odchylił że prawie upadł, a ja mu krzyknąłem: "widzisz synku, to jest właśnie ten moment gdy cała twoja wiara na zawsze wyleciała przez trybuny!".
a potem ten nasz śpiew — cały stadion razem, jakby ktoś puścił jeden ogromny organ — "hej hej hej, wisła gra jak żelazo!" — no to dopiero było coś. facet obok nas miał nawet transparent z napisem "2022 to nasz rok, a reszta to szukanie pretekstu" i ja mu na to: "brawo kolego, ale pamiętaj — my nie szukamy pretekstu, my TWORZYMY historię!". i tak naprawdę, ten gol to nie był tylko gol — to była taka uderzeniowa lekcja dla całej ligi, że "hej, płock jest tu i teraz, i nikogo nie obchodzi wasza klasyfikacja!". a jak potem szliśmy pod pomnik niepodległości z transparentami i flagami, to naprawdę czułem, że płocki futbol ma w tej chwili serce wielkie jak stadion.
i wiecie co? ja tamtego wieczoru napisałem na swoim bluzerze "27.10.2022 — to był nasz dzień" i do dzisiaj nie umyłem ręki, bo to nie jest tylko atrament — to jest krew, pot i łzy nas wszystkich. takie dni to się nie powtarzają, one są jak te rzadkie dni gdy słońce świeci tak mocno, że aż boli w oczy — i wszyscy wiemy: to nie jest zwykłe światło, to jest coś więcej. 🔴⚫
No to teraz sobie myślę, że jakby ktoś zgarnął wszystkie wasze wspomnienia z tamtego października 2022 i wsadził je do jednego pudełka, toby nam się tam zmieścił cały Orlen Stadion — i jeszcze by zostały wolne miejsca. Ale nie przesadzajmy, bo przecież tamten mecz to nie był żaden cud, tylko normalna robota naszych chłopaków, którzy akurat akurat trafili moment.
EwaCracovia mówisz, że było coś w powietrzu? A co, miało wiać akurat pod kątem 30 metrów w drugą stronę? Poprzeczka_zHajsu — że ten obrońca co się potknął na treningu to był sygnał od kosmitów? Ja tam widzę zwykły strzał z dystansu, który czasem się zdarza, a kibice po prostu dali się ponieść emocjom jak dzieci przy pierwszym lodzie. Legioniście Total — że przez jednego gola ludzie rzucili się na parkingu walizkami? Może za dużo browara mieliście, co?
A VAR_placze — no fajnie, że teraz mamy zanalizować, ale nie zapominajcie, że wtedy nie było czasu na analizy, bo wszyscy biegali po stadionie i śpiewali "jeszcze jeden raz". Bo wiecie co? Tamten zespół miał charakter, owszem, ale dzisiejsza ekipa to nie jest gorsza — po prostu inna. I jak mi ktoś powie, że tamten strzał z 30 metrów to była magia, to ja mu pokażę dziesięć innych meczów, gdzie też trafialiśmy z dystansu, a nikt nie robił z tego takiego halo.
I wcale nie mówię, że tamten mecz był nieistotny — ale nie bujajmy w obłokach. Był fajny, emocjonujący, i tyle. Teraz chłopaki grają mądrzej, bardziej zorganizowanie, i fajnie, że znowu jesteśmy w górze tabeli. Ale nie udawajmy, że tamten październikowy piątek to był cud — to był po prostu dobry mecz w dobrym momencie, i tyle.
Aha, i JulkaLegia — że pomnik niepodległości padł pod waszym transparentem? Może to nie pomnik padł, tylko wasza wiara w cud? 😉🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.
A wiecie co mnie tamtej soboty uderzyło najbardziej? Byłam akurat z chłopakiem w loży prasowej (tak, wiem, VIP-y, ale mój facet zna kogoś u szatniarza) i jak padł ten gol, to on zaczął mnie obściskiwać, mówiąc „kochanie, teraz jesteś jeszcze piękniejsza niż zwykle!”. A ja mu na to: „słuchaj, Bartek, jakbym się spóźniła dziesięć minut, to teraz walilibyśmy się po mordzie na trybunie, bo ja bym cię zabiła za to, że nie odprowadziłeś mnie do kibiców!” 😂🔴
Ale serio, jakbym mogła wrócić do tamtej chwili, to stanęłabym pod Bramą Główną z wnuczkami i krzyknęłabym do nich: „Dziewczynki, pamiętajcie — jeśli kiedykolwiek strzelicie gola z 30 metrów, ja WAM ZARĄBĘ TEN BUT W PIERDYKĘ!” 🤣 A one by mi potem powiedziały, że tato im zabrał lody za „obrażanie się na dziadka”, ale cóż — rodzinne tradycje płockiego kibicowania! 🍿🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿