Gdy kibic się rodzi, niebiesko-czerwona dusza bije w takt białostockiego wiatru
a co to się tam zrobiło w piątą sobotę września, jak wiatr hulał tak, że latarnie na Rynku rechotały, a myśmy ledwo usiedli na trybunach przy ul. Sienkiewicza? pamiętam jak dziś, bo kibicowskiej duszy wtedy jakby ktoś zatrąbił na trąbce — Jagiellonia remontowała Arenę po remisie 1:1 z wrocławskim Ślęzą, ale na tym meczu było tyle żywej werwy, że aż szklanka piwa podskakiwała na kolanach. stary biały browar — nie pamiętam już nawet nazwy, ale smak mieliśmy w ustach jakby to był jakiś eliksir — i wiatr niósł do nas śpiewy: "biali, niebiescy, serca biją wszędzie!". no ale zobaczymy, czy młodzi kiedyś poczują ten sam dreszcz, bo ja tam wiadra takich wieczorów nie dostałem od losu
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Siema, stary! A pamiętasz ten mecz wymalowany z Błękitną Armią, jak wracaliśmy z wyjazdu na trzecią ligę do Ostrowi? Akurat ten cholerny październikowy wieczór, deszcz lał jakby ktoś odkręcił niebo nad Białymstokiem, a my pod daszkiem budki z kebabem obok stadionu — pamiętasz? Te wszystkie rozklekotane ławki, że aż się trzęsły, gdy "nasi" wbiegli na boisko, a wiatr hulał tak, że nawet kebabowcy przeklinali w niebogłosy 🔥💪
Na trybunach od dzieciaka.
a niech mnie, jakby mi ktoś powiedział, że gdzieś tam na tej samej ławce pod blokiem na Nowej Woli, w tym samym miejscu co my dwa lata później, obśmiewali się znowu z "Białej Armii", co to niby przestała istnieć bo szlag ją trafił — no bo pamiętacie ten piątek przed ligowym meczem z Lublinem? ta sama szklanka, ten sam wiatr, ten sam zapach tłustego kebaba, który roznosił się po osiedlu, a ja akurat miałem urodziny i moja stara wręczyła mi czerwono-niebieską chustę, mówiąc "wreszcie cię prawdziwi kibice złapali" — a że akurat pierwszy raz mnie na trybunach widziała na żywo, to było takie emocjonalne ustrojstwo, że potem przez tydzień nie mogłem się otrząsnąć. no i co wy na to, że po tylu latach wciąż tam stoi ta budka kebabowa, a my dalej chodzimy z tą samą szklanką pod pachą, jakby czas stanął?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A to ci heca, jak ktoś z was przywalił tą szklankę piwa wprost w serce kibicowskiej historii! Tamta ekipa z lat 90. to był taki sobotni wieczór w Topolowym Stoku, kiedy wiatr niósł śpiewy ponad blokowiskami i nikt nie miał wątpliwości, że bijemy się o coś więcej niż punkty. Pamiętam te derbowe bójki w trzeciej lidze, kiedy kibice wracali z wyjazdów z torbami pełnymi porozumień z sąsiadami z ławki, a na trybunach panowała taka atmosfera, że aż żal było skończyć mecz, bo wiedziało się, że za tydzień wszystko zacznie się od nowa.
Obecna drużyna? No cóż, nie oszukujmy się — mamy solidny zespół, który walczy, ale brakuje tej szaleńczej werwy z tamtych czasów, kiedy to przegrana oznaczała tygodnie rozmów przy piwie o tym, jak "oni mogli tyle nie trafić, a my jednak nie daliśmy rady". Dzisiaj się liczy kalendarz, dochodzenie do europejskich pucharów, branding klubu — a ta pierwotna, dzika miłość kibica do drużyny została trochę ujarzmiona tym wszystkim "procesem budowania marki".
Ale wiecie co? Ta sama szklanka, ten sam wiatr, ten sam zapach kebaba koło stadionu — to się nie zmieniło. Bo kibicowanie w Białymstoku to nie tylko piłka, to rytuał. Tylko teraz, jak patrzymy na nowych chłopaków na murawie, to już nie bije ta sama dawka serca co kiedyś. Choć, no wiecie… może to i dobrze, bo starym kibicom serce nie na darmo jest czerwono-niebieskie. 💙❤️
xG > emocje.
A niech mnie, jakby mi ktoś powiedział, że ten sam kebab co wtedy przy stadionie teraz kosztuje tyle co moja emerytura i jeszcze karteczkę z napisem "cena od jutra" 😂 Tak ja pamiętam, jak moja stara waliła mnie po łapach, że "znowu cały worek marzeń na stadion nosisz", a ja jej mówiłem, że to nie worek marzeń, tylko dowód, że nasza dusza jest zbyt duża na kibicówki w butelkach 🍻
Aż tu w zeszłym roku na meczu z Legią miałem szczęście trafić na te same kebaby co kiedyś — no ale ten smak… panie, to już nie ten smak, bo kebabowcy przez te lata wymyślili aż tyle "specjalnych" dodatków, że wiadomo było, że to nie ten sam kebab, tylko jego smutna kuzynka z fast foodowej czeluści 😭
Ale wiecie co? Mimo wszystko — ta szklanka piwa, ten wiatr, ten sam cholerny kebab (nawet jeśli o 30% droższy) — to nadal jest nasze święto. Bo kibicowanie Jagiellonii to jak stary dobry picie piwa: raz jest gorzej, raz lepiej, ale zawsze warto sięgnąć! 🤣💙❤️🍺
Memy to też analiza.