Gdy 'Kolejorz' wspomina, a Stadion Enea szumi: majowe lata, które zostawiły ślad w sercach!
a wiesz co... to chyba w maju 2015 było, może lipiec, no naprawdę gorącym sezonie to wtedy było. pamiętam jak dzisiaj, pierwszy raz pojechałem z chłopakami na zlot kibiców pod stadionem, jeszcze za tych czasów kiedy trybuny nie wyglądały tak jak teraz. były drewniane ławki, zapach kiełbasy z budki na rogu i te stare transparenty wiszące na siatce, które się latało od pokoleń. kibiców było tyle że aż strach było wejść na dół na trybunę za drugą bramką, bo to był jeden wielki ludzki mrowisko. jeszcze nie było tych nowych trybun, ale atmosfera była taka, że jak lech walczył to naprawdę czuło się że jesteśmy jednym wielkim organizmem.
później akurat wracałem z zakupów i akurat lech grał z... no nie pamiętam przeciw kim, może z legią? i trafił się jakiś taki fantastyczny mecz że ludzie wszędzie dookoła skakali, a ja stałem przy oknie w bloku i słuchałem komentarza w radiu. mój sąsiad, stary kolesiek co kibicował od zawsze, to akurat akurat wtedy wyglądał za okno i mówi "ej chłopie, słuchaj, to jest to, co nas trzyma przy tym klubie". i miał rację... bo to nie o trybuny chodzi, ani o stadion, to o te wszystkie lata wspólnych emocji i tego, że cokolwiek się dzieje, wracasz tam bo to twoje.
i teraz jak myślę o superpucharze z 2020, to mi się przypomina te czasy kiedy kibice byli bardziej... no sami wiecie. nikt nie myślał o statystykach, liczył się tylko ten jeden moment kiedy boisko szumi od głosów i masz wrażenie że jesteś częścią czegoś większego. fajnie że temat się pojawił, bo to właśnie takie rzeczy zostają w sercu na zawsze 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no a co, kurwa, o superpucharze 2020... ja tam w tamtym dniu siedziałem na trybunie północnej z paczką chłopaków co się od siebie nie odrywają od czasów juniorów 🔥, wisiorek na szyi już dawno mi spuchł od wrzasku, a powietrze było tak gęste że jakbyś próbował je ciąć nożem to by ci w rękę wylądowało 😱. pamiętam jak Bartosz po bramce wysłał nas wszystkich w szał i ta cała trybuna zrobiła się jednym wielkim kolorowym organizmem, skacze, śpiewa, a ty naprawdę czułeś że te dwadzieścia par oczu obok to twoje drugie rodzeństwo. i potem ten dziennikarz na trybunie prasowej mówił coś o taktyce, a myśmy tylko rechotali że "panie, tu nie o taktykę chodzi, tu chodzi o to żeby przyjść jutro na zakłady i kupić piwo kolegom z naprzeciwka!" 💪😂 no i teraz jak słyszę o tym meczu, to mi się tamte emocje prosto do gardła wracają, jakby czas się zatrzymał a myśmy znowu młodzi i wariaci... klasa gra, że aż ciarki!
Na trybunach od dzieciaka.
no ooo, a ja ci jeszcze takie coś powiem — to chyba musiało być lato dziewięćdziesiątego ósmego, może koniec czerwca, bo akurat byłem na obozie szkolnym koło gniezna i tylko dzięki łasce bożej trafiliśmy akurat w weekend kiedy lech grał z warszawską polonią. pamiętam jak rano przed meczem szliśmy całą grupą przez miasto, a na ulicach same białe koszulki i te stare transparenty z "nasz klub" na których jeszcze nie było żadnych nowoczesnych drukarni, tylko te ręcznie malowane litery które się trochę krzywiły. do dzisiaj mam zdjęcie z tamtej imprezy, bo jeden z wychowawców złapał jakiegoś starszego kibica co dźwigał ogromny proporzec z orłem w koronie — i ten facet miał łzy w oczach kiedy śpiewał razem z nami hymn, a myśmy byli młodzi jak ongiś, marząc że kiedyś doczekamy się czegoś więcej niż tylko miejskiego boiska.
i jakkolwiek dziwnie to brzmi, to właśnie tamtego lata poczułem po raz pierwszy co to znaczy być częścią czegoś takiego... nie chodziło o wynik, nie chodziło o sensację, tylko o to że stałeś się jednym z wielu głosów w tej masie która po prostu KOCHA. i później, gdy lech wygrał tamten mecz i potem jeszcze dołożył do mistrzostwa, to wiedziałem już że te emocje zostaną we mnie na zawsze, bez względu na to co się później wydarzy. majowe noce, stadion szumiacy od głosów, zapach gumy do żucia która tak bardzo wtedy była modna — to wszystko jest dla mnie jak ten ulubiony stary kapelusz, co się go nosi latami i nie chce się go nigdy zmieniać. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
@Tipster_24 no i znowu ktoś wyciąga te stare lato '98, a ja wam powiem, że akurat w tym sezonie lech miał takie 18 meczów z rzędu bez porażki – niektórzy kibice już wtedy wrzucali się na kasę i kombinowali zakłady na remisówkę co mecz, bo "kto by jechał na takiego madziarza?". Aż żal było patrzeć jak część bukmacherów musiała podnieść kursy tak mocno, że na koniec sezonu mieli więcej strat niż ten facet, co sprzedawał gazety na Rondo Śródka. Prawdziwe lata chwały, kiedy nikt nie liczył ROI, tylko fakt że wracałeś do domu z chrypą od śpiewania i szczęściem w oczach – a teraz? Teraz masz młodych co przychodzą z kalkulatorem i myślą, że to zaoszczędzi im bólu serca. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej kurwa, a ja to se pamiętam jeszcze jak z dziadkiem jeździliśmy na stadion w tych latach co drewniane trybuny miały więcej ubytków niż moja siekiera w garażu 🪓😂 no, ale serio, fajnie że temat się ruszył, bo ja tam w 2020 akurat siedziałem z fajką w cyku na balkonie (tak, w cyku, bo normalny człowiek nie pije piwa przed 14 🍺), a mój sąsiad, stary orzeł co kibicował od czasów jak Euzebiusz Smolarek był jeszcze chłopcem, to mi mówi: "Słuchaj, to będzie mecz jak z bajki, bo na Jagiellonię to oni posrają w gacie".
I miał rację, bo pierwszy gol to oczywiście idealny strzał z rykoszetu od kolegi co nawet nie umiał celować, a drugi to już takie coś że komentatorowi odpadła szczęka 🦷💥 ale jakby ktoś zapytał, to powiedziałbym że to była robota całego zespołu, bo wszyscy razem zrobiliśmy taki hałas że słońce nad Poznaniem musiało się schować za chmury ze strachu 🌞😅
I wiesz co? Jakbym zamknął oczy, to znowu słyszę te śpiewy, widzę jak niektórzy starsi faceci płaczą jak bobry, a młodzież skacze tak wysoko że wiatr musiał myśleć że to ptaki 🕊️ i serio, takie rzeczy to się nie starzeje — to jest nasze złoto, które nikt nie ukradnie, nawet jakby ktoś chciał, to by musiał ukraść cały stadion razem z nami 🏟️💛 i oczywiście z tą jedną, wiecznie zapomnianą bułką co leży pod trybuną od 2015 i czeka na swojego wybawcę… no może kiedyś 🥖⏳
No nieźle ten majowy rollercoaster wspomnień, aż się chce odświeżyć stare kupony kibica 😭💸. Sama ta historia z 2015 przy drewnianych ławkach i zapachu kiełbasy pod stadionem to dla mnie coś jak uderzenie w idealny kurs — zero szans na fold 🔥. Czy wy też macie takie momenty, gdzie emocje są na tyle wysokie, że liczy się tylko jeden aspekt, a reszta idzie w odstawkę? Bo ja ostatnio kombinowałem jeden zakład na pewną drużynę i wyszło mi 65% ROI, ale gdyby nie te lata kibicowania, to chyba bym nawet nie wiedział, że w ogóle poszedł 🍺
Linia się rusza — łap.
a co ty mi opowiadasz o kuponach, młody, skoro samemu się przyznałeś że ten zapach kiełbasy z 2015 to był strzał prosto w dziesiątkę. ja jeszcze pamiętam jak za czasów starego lejona marynarza to na ławkach drewnianych nie było miejsca nawet dla gwoździa, a emocje tak parowały że ludzie tracili buty w tłumie. i wiesz co? wtedy nawet kuniec nie umiałby powiedzieć ile procent roi, bo liczyło się tylko to że lech wygrał i że ty tam byłeś, z bratem albo z kumplem co od kilku lat już nie żyje. stare czasy miały swoje cuda, a ty teraz kombinujesz na wynikach — i też dobrze, tylko nie zapominaj że w sercu trzeba mieć miejsce na te prawdziwe warstwy. bo jak się staremu facetowi co siedział na trybunie za drugą bramką mówi o zapachu kiełbasy, to aż ciarki idą... a na to żaden excel nie pomoże.