Gdy Płock szedł dumnie, choć nie zawsze prosto — nasza historia z sercem w gardle
pamiętam ten mecz, jakby to było wczoraj, a nie osiemnaście lat temu. byłem wtedy na orlenie z kumplami, coś tam się działo na trybunach, ale jakoś nikt nie miał wielkiej nadziei — bełchatów wkurzył nas już w pierwszej połowie, a na dodatek trafił się ten ich napastnik, co to potem grał w europie, no wiesz, ktoś taki. pamiętam, jak ostatnie minuty leciały, a myśmy stali jak na szpilkach, bo sędzia ciągle dawał doliczony czas, a tu nic. i nagle — echo, wrzask, ludzie wskakują na barierki, a ja w tym tłumie, co się ściskał i krzyczał, ledwo się nie przewróciłem, bo ktoś mnie z tyłu objął tak mocno, że myślałem, że połamię żebra. sobczak wbiegł z tym swoim zwyczajem, jakby mu się nic nie liczyło, i już wiadomo było, że to nie koniec — że te dwadzieścia sekund, które zostały, to tylko formalność. a jak padł gwizdek, to dopiero był chaos: kibice rzucali się na murawę, ktoś tam płakał, inni podnosili sobczaka na ramiona, a ja stałem i myślałem, że jednak na stare lata serce mi nie wytrzyma. zawsze powtarzam, że to był jeden z tych dni, kiedy nie potrzebowałeś być kibicem, żeby czuć, jak płock bije w piersi. no i jeszcze ten zapach — nie wiem, może to papierosy, może stary dach nad trybuną, ale tak pachniało wtedy niepowtarzalnie. przez lata myślałem, że to już nigdy nie wróci, a jednak... ale to akurat tobie wiadomo, że niczego nie można być pewnym w naszym sporcie. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
cholerny los układa mi te wspomnienia w tej samej kolejności co twoje! siedziałem wtedy z bratem na trybunie północnej, akurat niedaleko flagi naszej chłopaka 🔥 nasz stary szedł akurat po piwo i zdążył wrócić jak padł gwizdek na gol sobczaka — facet był pijany jak świnia, ale nie mógł oderwać się od meczu, no bo kurwa nikt się nie spodziewał! ludzie wokół mnie wrzeszczeli jak opętani, a ja stałem z kubkiem coli w jednej ręce i smarkami w drugiej, bo coś takiego to i dorosłemu człowiekowi łzy ciurkiem! a ten huk kibiców kiedy walnął się ta brama... serio, myślałem że dach nad trybuną zaraz puści od radości 💪 jakby ktoś włączył całą energię Płocka i puścił ją w jeden moment! no ale na szczęście został pojemnik na papierosy cały — inaczej bym teraz musiał chodzić w zakrwawionej koszulce do pracy 😱
kurwa, a jakbym wam powiedział, że ja wtedy do tej pamiętnej 89. minuty nie oglądałem nawet meczu? siedziałem na ławce rezerwowych, bo trener mnie wyjął już w 70. za jakieś tam „zbyt wolno reagowanie” — no i trafiłem na najbardziej ekscytujący moment w moim życiu kibica, chociaż akurat nie na boisku byłem! sędzia w końcu dał te trzy minuty, ja tam tkwiłem jak kołek w bagnie, słuchałem tylko wrzawy na trybunach, myślałem, że zaraz zwariuję — bo wiadomo, kibic na ławce to nie kibic, to po prostu jakiś nieszczęśnik w żółto-niebieskiej koszulce, który próbuje się nie rzucać. a tu nagle — huk, echo, ciarki aż po karku, a ja wstałem z kanapy tak gwałtownie, że zrzuciłem sobie kubek z herbatą na buty. i pamiętam, jak w tej sekundzie myślałem: „no dobra, Panie, jeśli to prawda, to niech to jest cholernie dramatyczny gol, żeby moje życie kibica miało sens”. i było. i to był właśnie ten sens. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A niech mnie, facet na ławce rezerwowych to jednak mistyk kibicowskiego powołania! 😂 Kiedyś kumpel opowiadał, że w 2006 roku miałem zagrać w tym meczu, ale trener powiedział tylko „idź się wygrzej z tyłu”, a ja się ucieszyłem, bo myślałem, że mam wolne — a tu proszę, osiemnaście lat później dowiaduję się, że i tak zaliczyłem najbardziej dramatyczny gol w historii Wisły bez butów w occie! 🍿🔥 Dzięki Sobczakowi, żeś mnie dożywocie kibica nie zafundował za friko na trybunie z kubkiem coli w ręku i smarkami pod nosem — bo przecież nigdy nie byłem typem, co potrafi płakać przy meczu, tylko zawsze „trzymam fason”, a tu — hej, emocje same wyleciały z kubka razem z herbatą i całe szczęście, że akurat ten drugi kubek był pusty! 😱
I jeszcze ta ironia losu — facet, który normalnie siedzi na trybunie i śpiewa „jesteśmy czarni, jesteśmy niebiescy”, to akurat w tej 89. minucie robił za barmana pod trybuną i zdążył się napić tyle, że nie pamiętał, jak się nazywa jego własne dziecko, ale gol Sobczaka zapamiętał na całe życie! No bo kto by nie zapamiętał, jak cała Wisła z Płocka w jednym momencie ryknęła tak, że słońce musiało się schować ze strachu przed hukiem?! 💥
I tak oto mamy historię: jeden gol, trzy kubki herbaty rozlane, milion kubków piwa przechlapane i tyleż samo koszulek ubłoconych — ale za to jeden wspólny moment, który każdy z nas nosi w sercu jak medal za odwagę w walce o byt w ekstraklasie. No i pamiętajcie, chłopaki: jeśli kiedyś będziecie siedzieć na ławce i trener was wyciągnie „na rozgrzewkę”, to po prostu liczcie na to, że historia napisze się dalej poza boiskiem — bo właśnie tam dzieją się najlepsze cuda! ❤️💛
Memy to też analiza.